sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 55.

Zayn
następnego dnia

Od jakichś piętnastu minut leżę i bawię się włosami Emily, leżącej na moim nagim torsie. Przegadaliśmy wczoraj strasznie dużo czasu, jest naprawdę zajebistą osobą. Jest miła, pozytywna, sarkastyczna i cholernie słodka. Początkowo myślałem, że to będzie znajomość tylko na jedną noc, ale teraz mam nadzieję, że spędzimy razem więcej czasu.
Dowiedziałem się, że ma dwadzieścia cztery lata, tak naprawdę ma na imię Faith, a Emily to jej drugie imię, którego często używa i ma na nazwisko Hassen.
 Przełożyłem między palcami kolejny kosmyk brązowych włosów dziewczyny, jednak przez przypadek pociągnąłem za niego. Emily mruknęła i przełożyła się na drugi bok. Chwilę później otworzyła oczy. Zamrugała kilka razy i uśmiechnęła się delikatnie, a ja poczułem ciasnotę w  bokserkach. Jest piękna.
- Cześć Zayn - jej uśmiech się poszerzył. - Wyspałeś się?
- Mhm, bardzo - posłałem jej uśmiech. - A ty, Faith?
- Proszę, nienawidzę tego imienia. Wyspałam, dobrze się z tobą śpi. Swoją drogą, ciekawe kto macał moje włosy, hm?
- Nie mogłem się powstrzymać, tylko to mam na swoją obronę. Czemu, jest piękne.
- Mi się nie podoba, nie wiem, cokolwiek.
- Faith, Faith, Faith, Faith. Lalalalala, Faith. - zacząłem śpiewać piskliwym głosem.
- Zamknij się. - powiedziała, zakładając ręce na piersiach.
- Faith, Faith, Faith, Faith, Faith... Faith! - kontynuowałem.
- Zamknij się, Malik! - Em była coraz bardziej poirytowana.
- Faith, Faith, nanana, Faith, Faith, sialalalala, Faith. - wciąż śpiewałem, ale zacząłem się też śmiać.
- Zaaaayn, skończ, proszę. Co mam zrobić, żebyś przestał? - zapytała patrząc mi w oczy.
- Hmm - udałem zamyślenie, po czym wskazałem palcem na moje usta. Dziewczyna poderwała się z miejsca i dała mi szybkiego buziaka.
- Ej, to się nie liczyło. Za krótko. - spojrzałem na nią z udawaną złością, a gdy ona ani drgnęła, zacząłem śpiewać dalej. - Faith, Faaaith, Faith, lalala, Faith. Więc, Faith?
Brunetka westchnęła i usiadła mi na kolanach. Zbliżyłem twarz do jej i wyszeptałem: 
- Mm, lepiej. 


Louis

Za niecałe trzy tygodnie odbędzie się mój ślub, bardzo się z tego cieszę. Przygotowania idą pełną parą, niedługo Sarah i Des idą na zakupy, żeby kupić sukienki - dla panny młodej oraz druhny. Ślub odbędzie się w Walii, więc za dwa tygodnie razem z moją narzeczoną i siostrą wyjeżdżamy. Matka dołączy do nas dwa dni przed ślubem i weselem, bo ma coś tam w pracy, nie wiem dokładnie. Swoją drogą, cholernie nie mogę się doczekać tego dnia.

Dzień ślubu

Dopiąłem ostatni guzik koszuli i wygładziłem marynarkę. Za trzydzieści pięć minut będę stał przed ołtarzem razem z moją - już niedługo - żoną. Czekałem na ten dzień strasznie długo, odkąd tylko Sarrie przyjęła moje oświadczyny, czyli dwa lata temu, wyobrażałem sobie ten dzień. Będzie idealny.
- Zayn! Jak wyglądam? - stres zżerał mnie niesamowicie bardzo, więc pytałem mojego drużbę o mój wygląd co około trzy minuty.
-  Mówiłem ci już, że świetnie, nie musisz o to ciągle pytać, głupku. - westchnął kolega i przeczesał włosy palcami. Chyba też był lekko zestresowany.
Kilka dni temu przedstawił mi swoją dziewczynę, Faith, która jednak woli być nazywana Emily. Okej, jest miła i w ogóle, nie mam nic do niej, ale zdecydowanie bardziej shippuję Malika z Des, o tak! Daynes, aw. No, ale co zrobić, jak chce być z tamtą to niech będzie, nie zmuszę go do kochania mojej siostry, prawda? Więc, Zayn postanowił wziąć ze sobą na mój ślub tą dziewczynę. Miałem nadzieję, że po tym dniu coś między nim, a Des się zmieni, ech. Ogólnie to od czasu ich kłótni ani jedno, ani drugie nie powiedziało ani jednego słowa na temat drugiego.
 Po raz czwarty w przeciągu ostatnich dziesięciu minut poprawiłem krawat. Cholera, no, ale stres. Nie spodziewałem się, że to będzie takie straszne. Cokolwiek. Za niecałe pięć minut wychodzimy do limuzyny, a później będziemy już w kościele. Nie mogę się doczekać, żeby  zobaczyć Sarah, moją ukochaną księżniczkę. 
- Malik, zbieraj dupę. Idziemy, bo już dłużej nie wytrzymam. - rzuciłem, wychodząc z pomieszczenia. Zayn i ja szykowaliśmy się w moim i Sarah mieszkaniu, a ona i Des oraz Faith w mieszkaniu matki Sarrie, Annabelle.
Piętnaście minut później stałem przed ołtarzem i czekałem, kiedy moja narzeczona i jej ojciec, George, pojawią się w wejściu do kościoła. Połknąłem nerwowo ślinę i wtedy zobaczyłem ją. Idealne, ciemne włosy były pokręcone lokówką i kaskadami opadały na jej drobne ramiona. Brązowe oczy podkreślał czarno-srebrny makijaż, a jej usta były bladoróżowe. W włosy Sarah był wpięty długi welon. Jej ciało było okryte przecudowną, długą, białą suknią. Była bez ramiączek, do talii była obcisłą, z kolei od pasa w dół mocno rozkloszowana i pokryta kilkoma warstwami białego, błyszczącego od brokatu, czy coś, tiulu. Wyglądała idealnie w chuj, aż poczułem, że mi ciasno. Z każdym krokiem była coraz bliżej mnie, aż w końcu stała przy mnie, naprzeciw mnie. Od dzisiaj będzie moja i tylko moja, ta piękna i wspaniała kobieta będzie tylko moja. Poczułem, że moje serce przyśpieszyło. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, a ona posłała mi najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. Tak bardzo ją kocham, nigdy nie pozwolę jej odejść. Sprawię, że będzie przy mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Będę próbował być najlepszym mężem i ojcem jak tylko mogę być. Obiecuję, przysięgam. Przysięgam na całe moje życie, na wszystko. 
 Ni stąd, ni zowąd przed nami pojawił się pastor. Zaczął swoją przemowę, a później skierował do mnie słowa:
- Czy ty, Louisie Wiliamie Tomlinsonie, ślubujesz tej oto Sarah Annabelle McGregor miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz, że go jej nie opuścisz aż do śmierci?
- Nie. - odpowiedziałem, a oczy wszystkich dookoła zebrały się na mnie. Zerknąłem na Sarah, która wyglądała na przerażoną. - Obiecuję Ci, Sarah Annabelle McGregor, że będziesz przy mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie, będę tak wspaniałym mężem dla ciebie, oraz ojcem dla naszego dziecka, jak tylko mogę być. Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza i będę cię kochał nawet jeśli ty przestaniesz kochać mnie. Moim największym marzeniem jest zestarzeć się razem z tobą, nigdy nikogo nie pokocham tak bardzo jak ciebie. Cokolwiek by się nie działo, zawsze będę przy tobie. Kochałem cię, kocham i będę kochał do końca mojego życia, bo bez ciebie ono nie miałoby sensu, księżniczko. Dziękuję ci za każdy dzień, który spędziłaś ze mną, jesteś najcudowniejszą, najpiękniejszą i najbardziej uroczą i kochaną kobietą jaką znam, kocham cię tak bardzo mocno.
Oczy Sarah zaszły łzami, myślę, że to ze szczęścia, no, mam nadzieję.
- Dobrze, więc, czy ty, Sarah Annabelle McGregor ślubujesz temu oto Louisowi Wiliamowi Tomlinsonowi miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
-  Tak, oprócz tego obiecuję, że postaram się być świetną żoną i matką, spróbuję też nie być zbyt upierdliwa, złośliwa i jędzowata. Bardzo cię kocham i cieszę się, że pojawiłeś się w moim życiu i możemy stać tutaj, w tym miejscu. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. - mówiła, z uśmiechem na twarzy.
Pastor nakazał podać nam obrączki i założyliśmy je sobie nawzajem. Później z jego ust padły słowa:
- Na mocy danego mi prawa ogłaszam was mężem i żoną, teraz możecie się pocałować.
Sarrie nie musiała długo czekać, ponieważ od razu wpiłem się w jej usta. Zebrani ludzie, czyli nasze rodziny i przyjaciele, zaczęli klaskać. 




---------------------------------------
następny rozdział będzie ostatnim rozdziałem, co prawda zamiast tego ten miał być jednym długim rozdziałem, ale podzieliłam to na dwa. 
drugą część zacznę pisać w nowym roku, a po zakończeniu I części deep wezmę się za fake, czyli moje inne ff, ktore mialam zaczac dawno temu. 
po nastepnym rozdziale bedzie krotki epilog, krociutki. 
co do II czesci, bedzie pisana na tym samym blogu i bedzie sie nazywala po prostu 'deep part II'  lub ' deep... again'
chcialam jeszcze powiedziec zebyscie nie porownywaly mnie do sunshine bo jestesmy dwoma innymi osobami i prosze was nie piszcie w komentarzach ' piszesz coraz bardziej podobnie do sun shine' ok? i nie, nie mam z nia kontaktu.
a nasza faith/emily zostala cher lloyd, bo nie bylo prawie wcale glosow, a cher jest moja girl crush forever
okej chyba nic wiecej nie mam do powiedzenia, tylko przeprosiny.
ten tydzien byl dla mnie ciezki i nie chodzi wcale o szkole, nie mialam zbyt duzo czasu i w ogole dlatego rozdzial tak pozno. w ramach przeprosin 56 + epilog beda w poniedzialek/wtorek nie wiem dokladnie
dziekuje za czytanie i komentowanie oraz wyswietlenia, jestescie kochani

czwartek, 30 października 2014

Rozdział 54 + informacja

Des

Trzy dni później

Od czasu kłótni z Zaynem nie mam z nim żadnego kontaktu, na szczęście. Właściwie, nawet go lubię i w ogóle, ale tak nie może dłużej być, on jest moim nauczycielem, do cholery!
Wczorajszy i przedwczorajszy dzień spędziłam razem z Victorią, po szkole poszłyśmy do kina i na zakupy. Poza tym pogadałyśmy trochę i poplotkowałyśmy. W międzyczasie dowiedziałam się, że moja mama wyjechała na trochę ponad tydzień za granicę z powodu czegoś tam w pracy. 
W tym momencie siedzę przy biurku i kończę zadanie domowe z matematyki, nienawidzę matematyki. Od kilku minut stukam ołówkiem o blat, ponieważ jestem kurewsko znudzona tymi wszystkimi zadaniami. Dodatkowo matematyka nigdy nie była moją dobrą stroną, więc mam mały problem z kilkoma zadaniami. W końcu, ostro wkurzona, zamknęłam z trzaskiem książkę i zrzuciłam do plecaka. Wzięłam z biurka telefon i skoczyłam na miękkie łóżko. Odblokowałam iphone'a i ujrzałam nową wiadomość od nieznanego numeru.

847390472: Hej, Des. Pamiętasz mnie, Oscara z wycieczki? Co u ciebie, piękna? :) x

Widząc nadawcę westchnęłam. Owszem, jest przystojny i miły i w ogóle, ale jest zdecydowanie zbyt nachalny. Do dzisiejszego dnia miałam jeszcze nadzieję, że moja mama nie podała mu mojego numeru, ale jednak. Niechętnie, ale z grzeczności, odpisałam i dodałam jego numer do kontaktu.

Des: Cześć, pamiętam. Nic nowego, a u ciebie? 

Przełożyłam się na lewy bok i chwilę później pojawiła się odpowiedź, szybki jest. 

Oscar: Też, szkoda, że wasza wycieczka się skończyła, miło byłoby, jeśli by się powtórzyła, nie sądzisz?

Przewróciłam oczami. 
Des: Nie wiem, nie myślałam o tym. Chociaż jak dla mnie nie była zbyt przyjemna.. Muszę kończyć, na razie. 

Odłożyłam telefon, a do pokoju wparował Louis. Za pięć dni on i Sarah odjeżdżają, a za trzy i pół  tygodnia, w sobotę, ich ślub.
Brat przystanął na chwilę w drzwiach, a później wziął mały rozbieg i wskoczył na mnie. Pacnęłam go w głowę i powiedziałam:
- Zejdź ze mnie, głupku.
- Jeśli kupisz mi marchewkę to chętnie. - podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się cwaniacko. 
- Żadnych marchewek, spadaj. - przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem. 
- Okej. Zapamiętam to sobie! - zrobił minę tak zwanego ' smutnego psiaka ' i przełożył się na drugą część łóżka. 
- Pogadamy? - powiedział Lou po chwili ciszy.
- O czym? - zapytałam, nie do końca wiedząc, o co mu chodzi.
- O tobie. - powiedział, patrząc na mnie, po czym dodał: - I o naszym koledze, Zaynie. Mianowicie, o co chodziło w waszej sobotniej kłótni? Ludzie chcą spać, jak to ładnie ujęłaś. O co poszło, czujesz coś do niego? Co jest między wami i czy jest coś o czymś nie wiem? - po ostatnich słowach poruszał zabawnie brwiami, na co wybuchnęłam śmiechem. 
- Nie, Loulou. Chodziło po prostu o to, że musimy się zdystansować, bo on jest moim nauczycielem i nie będziemy się już nigdzie spotykać, mamy też zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Nie kocham go, jeśli o to ci chodzi. Nic do niego nie czuję, nie zależy mi na nim ani nic z tych rzeczy. - zrobiłam pauzę i chwilę później kontynuowałam. - Nic między nami nie ma i nie było, wiesz o wszystkim, a teraz idź już sobie. 
Zepchnęłam go na podłogę, a on posłał mi pełne złości, oczywiście udawanej, spojrzenie. 
- Idź Louis, idź. - powiedziałam, rozbawiona jego wyrazem twarzy. 
- Nie, młoda. Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy! Wyjdę, kiedy ją skończymy. - założył ręce na piersiach i usiadł na parapecie. - Nie zgadzam się z tobą, ty go lubisz, a on lubi ciebie. Zależy wam na sobie, to widać, ale nie umiecie - albo nie chcecie -  się do tego przyznać. Wiem, że się całowaliście, mała, przede mną nic nie ukryjesz. Z tego wszystkiego mogłoby wyjść coś naprawdę pięknego, ale wy nie dajecie temu się rozwinąć, a wasza jedyna wymówka to to, że jesteś jego uczennicą. Kochana, zostały ci niecałe dwa miesiące w tej szkole, a ty, wy się tym martwicie? Skończyłem, przemyśl sobie co powiedziałem. Jakby co to będę u siebie, cześć! - uśmiechnął się jeszcze i zniknął za drzwiami.
Czy faktycznie mi na nim nie zależy? Nie, na pewno nie... Tak nie mogłoby być, jestem jego uczennicą. Lou miał rację, nie ma innego powodu. Może jednak to on ma rację? Może coś by z tego wyszło, może by się udało?
Nie, to byłoby niemożliwe, nie powinnam zaprzątać sobie tym głowy, nie. 

Zayn


Wczoraj rano wróciłem do swojego mieszkania, a wieczorem wpadł do mnie Louis. Widzieliśmy się pierwszy raz od soboty, tym razem - na szczęście - był już spokojny. Powiedział, że przyszedł na piwo, bo niedługo będzie żonatym ojcem i nie będzie miał czasu na 'takie' rzeczy. Jednak widziałem, że wcale nie przyszedł po to. Bowiem już po niecałej godzinie od swojego przyjścia zaczął nawijać o mnie i Des, stwierdził, że jesteśmy dla siebie idealni i stworzył nam ship, czy coś takiego, nie wiem nawet - Dayn, albo Zaynes. Do wyboru, jak powiedział. 
Wczoraj nie spałem całą noc, przez co dziś na lekcjach byłem niemal nieprzytomny. Może na serio mielibyśmy z Des jakieś szanse? Co prawda jest między nami dziesięć lat różnicy, a to raczej dużo. Oczywiście Tomlinson miał kolejny argument ''za'' - 'wiek to tylko liczba, liczy się uczucie'. Swoją drogą, nie wiem, kiedy on tak zmądrzał. 
 Ostatecznie stwierdziłem, że co ma być to będzie i nie będę się już więcej tym zamartwiał. Postanowiłem, że będę miał po prostu wyjebane, chociaż nie ukrywam, że minimalnie zależy mi na Des.
 Jutrzejszego dnia nie mam żadnych zajęć, ponieważ dwie klasy, z którymi powinienem mieć zajęcia wyjeżdżają na jednodniową wycieczkę. Ponieważ dawno nie odwiedzałem klubów, postanowiłem zabalować dzisiaj wieczorem. Chciałem po prostu się zabawić, zapomnieć o wszystkim problemach i takie tam.
Przebrałem starą, szarą koszulkę na granatową bluzkę z długim rękawem oraz czarne dresy na rurki tego samego koloru. Wsunąłem na nogi czarne trampki, wziąłem klucze od samochodu oraz drzwi wejściowych i wyszedłem z mieszkania, trzaskając drzwiami. Zakluczyłem je i pobiegłem w dół schodami. Kiedy byłem już na zewnątrz włożyłem między wargi papierosa i odpaliłem go. Gdy fajka się wypaliła, wsiadłem do samochodu i odjechałem, z piskiem opon, w stronę najbliższego klubu. 

Czterdzieści pięć minut później

- Kelner, jeszcze raz to samo, proszę. - zawołałem i chwilę później przede mną pojawił się kolejny, chyba już czwarty, zielony drink. Podniosłem kieliszek do wysokości ust i przechyliłem, kiedy już zetknął się z moimi ustami. Niedelikatnie odstawiłem kieliszek na blat, a na wysokim krześle przy barze usiadła wysoka brunetka. Była w czarnej, obcisłej sukience, która pięknie eksponowała jej ciało. Miała brązowe oczy, dość mocno pomalowane na czarny kolor. Jej usta były lekko różowe. Miała lekko okrągłe biodra i średniej wielkości biust, idealne ciało. Jest bardzo szczupła. 
- Hej, jestem Emily, a ty, przystojniaku? - zapytała, mrugając kilkakrotnie.
- Zayn. - uśmiechnąłem się w najlepszy możliwy sposób. Naprawdę mi się spodobała. - Chcesz zatańczyć?
- Darujmy sobie taniec, Zayn. Co ty na to, żeby przejechać się do ciebie, albo do mnie? - zapytała, dotykając mojego ramienia. 
- Pewnie, możemy do mnie. - powiedziałem, wstając z krzesła. Emily zrobiła to samo, a ja objąłem ją w talii. Wyszliśmy z klubu i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Co działo się dalej jest chyba wiadome...
 





 informacja

Swoją drogą przepraszam za opóźnienie, ale nie miałam czasu, so. 
I znowu krótki, oops :(
Więc, zadecydowałam już, co z zakończeniem deep.
Skończy się po ślubie Louisa (60-61 rozdział), zakończenie również wiem jakie będzie, ale nie zdradzę, żeby była niespodzianka xd
Chciałabym też, żeby powstała druga część, co wy na to? 
Mam już nawet zarys fabuły i ogólnie wiem co będzie się tam działo itp itd 
Sarah została Lucy Hale, możecie powitać Sarrie w bohaterach  :)) 
Z Emily też chciałabym zrobić drugoplanową postać, ponieważ będzie jej dużo w ostatnich rozdziałach, jakieś propozycje kto miałby ją grać? Ja osobiście preferuję Arianę Grande, Jade Thirlwall lub Cher Lloyd, one chyba najbardziej mi pasują. Więc napiszcie, która najlepsza.



Jeśli są tu osoby czytające Heartbreak girl to też dla nich informacja - zawiesiłam.

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 53.

Zayn

- Co tu się, kurwa, dzieje?! - po pokoju rozległ się krzyk Louisa.
Podniosłem delikatnie głowę do góry i rozejrzałem się po pokoju. Było jeszcze ciemno, zapewne było około czwartej w nocy. Kiedy zobaczyłem wściekłego Lou stojącego w drzwiach niemal podskoczyłem. Szybko wstałem z łóżka, próbując wymyślić sposób, w który wytłumaczyć kumplowi sytuację, której był świadkiem. Fakt, nie była za ciekawa, więc rozumiem jego gniew. Bo kto by się ucieszył na widok przyjaciela śpiącego razem z jego młodszą siostrą? A to, że obejmowałem ją jeszcze bardziej zaostrzało sytuację.
- Co to miało być do kurwy nędzy?! - zapytał, wciąż wściekły, wypychając mnie na korytarz.
- Zamknij się Lou, zaraz wszystkich obudzisz. Już ci tłumaczę. Wczoraj Des bolała głowa i odwiozłem ją do domu. Była burza i poprosiła żebym został, no, a później nie chciała być sama w domu więc  zostałem na noc.
- Nadal mi nie wyjaśniłeś, dlaczego ją obejmowałeś! - Tomlinson znów krzyknął, ale tym razem ciszej. Na chwilę spojrzałem w sufit. Tak właściwie, dlaczego ją obejmowałem? To chyba był impuls. Ale dlaczego nie zrzuciła z siebie mojej ręki? Podobało jej się? Nie wiem.
- Nie wiem, tak wyszło. - wydukałem nieco przestraszony postawą przyjaciela. Nigdy jeszcze nie widziałem go aż tak wkurwionego, naprawdę. Jakby nie było, niedawno sam mnie zachęcał, żebym próbował, a teraz?

Des

Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Obudziły mnie krzyki dochodzące z korytarza, chyba ktoś się kłócił. Rozejrzałam się dookoła. Rozkopana kołdra, ciemność panująca w pokoju. Przymknęłam jeszcze na chwilę oczy i zaczęłam myśleć o wczorajszym dniu. Powrót do domu, kolacja, ciąża Sarah, film z Zaynem i Malik śpiący ze mną w moim łóżku. Cholera. Dlaczego ja na to pozwoliłam? Przecież jestem jego uczennicą, ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Chcąc nie chcąc, postanowiłam wyjść z pokoju i dowiedzieć się kto i o co się tak awanturuje, oraz wyjaśnić wszystko Zaynowi. Wstałam z łóżka i założyłam na stopy fioletowe papcie w panterkę. Rozciągnęłam się jeszcze i opuściłam pomieszczenie. Gdy tylko przekroczyłam próg, spotkałam Louisa i Zayna.
- Do cholery, panowie, nie można ciszej? Jest może trzecia nad ranem, ludzie chcą spać. Właściwie, o co wam chodzi?
- Des, dlaczego z nim spałaś? - zapytał mnie brat, patrząc prosto w moje oczy. 
- Bo tak. Jestem dorosła, odwal się. - warknęłam odgarniając włosy z czoła.
- Nie obchodzi mnie to, Zayn jest twoim nauczycielem! - na słowa Lou przewróciłam oczami.
- Co ty nie powiesz. Jesteś trochę pijany, idź spać. A ty, Zayn, chodź ze mną, bo musimy pogadać. - popchnęłam delikatnie Tomlinsona w stronę jego pokoju, a Malika chwyciłam ze nadgarstek i pociągnęłam w stronę mojego.
 Kiedy znaleźliśmy się już w owym pomieszczeniu, mulat usiadł na łóżku, a ja na fotelu stojącym w kącie. 
- Więc? - zapytał brunet po kilku minutach lekko niezręcznej ciszy. Patrzył na mnie, a ja na niego.
- To był błąd, to nie powinno się nigdy wydarzyć. - mówiłam szybko, patrząc na swoje stopy.
- Wczorajsza noc, tak? Wiem, masz rację. - Zayn powolnie skinął głową.
- Tak, nie może już dłużej tak być. - po tych słowach na moment spojrzałam na niego, ale chwilę później ponownie wbiłam wzrok w podłogę.
- To nie moja  pieprzona wina, że nie umiem się zdystansować! - powiedział bardziej stanowczo.
- Ciszej, Sarah i Lou śpią. - spojrzałam na niego groźnie, po czym kontynuowałam: - Zayn. Ja pierdolę, tak nie może być. Jesteś moim cholernym nauczycielem! 
- Ciszej, bo Sarah i Lou śpią. - przedrzeźniał mnie, a ja posłałam mu wściekłe spojrzenie. - Naprawdę? Dopiero teraz to zauważyłaś? Wiedziałaś o tym od początku!
- Tak samo ty! Nie jesteś wcale, kurwa, lepszy! Po co mnie tu odwoziłeś? Po co zostawałeś? - uniosłam się nieco i kiedy zobaczyłam, że się poddał, poczułam się wygrana. - Właśnie. 
- Wiesz co? Cała nasza znajomość to był wielki błąd. Po chuj ja się za tobą wstawiałem? Wyleciałabyś pewnie ze szkoły i oboje mielibyśmy spokój! - mulat wyraźnie zdenerwował się, ponieważ uderzył pięścią w swoje udo. 
- I bardzo dobrze, na pewno byłoby lepiej! Jak tylko wyjdziesz z tego domu, oboje o tym wszystkim zapomnijmy i koniec, kurwa! Jesteś najgorszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała!
- Och,  jaka milutka. W takim razie vice versa! Nie mam ci nic więcej do powiedzenia, cześć. - wstał i wyszedł. Chwilę później było słychać schodzenie po schodach i trzaśnięcie drzwiami.
Byłam zmęczona, więc położyłam się do łóżka i zasnęłam

Zayn

Po wyjściu z domu Tomlinsonów przeszedłem przez furtkę i oparłem się o mój samochód. Czarny mercedes z 2012 roku. Kocham to auto. Przesunąłem palcami po masce ukochanego samochodu i kopnąłem z całej sił oponę. Chciałem wyładować w ten sposób złość, ale to nie był najlepszy pomysł. Kilka sekund później jęknąłem z bólu. Wsiadłem do auta i wsunąłem kluczyki w stacyjkę. 
Piętnaście minut później mknąłem ulicami Londynu, nie martwiąc się niczym. Powoli zaczynało się robić jasno. Postanowiłem pojechać do domku w lesie, niegdyś należącego do mojego dziadka od strony matki. Miałem do niego jeszcze kawałek drogi, ponieważ był za miastem. Włączyłem radio i zacząłem podśpiewywać piosenkę lecąca z głośników. Jedną rękę włożyłem do schowka i zacząłem szukać fajek i zapalniczki. Cały czas patrzyłem na drogę, więc ciężko było znaleźć owe przedmioty po omacku. W końcu jednak znalazłem je i wsadziłem jednego papierosa do ust, a chwilę później go podpaliłem. Zaciągnąłem się fajką i po kilku sekundach wypuściłem dym. Uwielbiam to uczucie. 
Kolejne piętnaście, może dwadzieścia, minut później byłem w domku po dziadku. Wyjąłem klucze z kieszeni czarnych rurek i otworzyłem drewniane drzwi, które cicho zaskrzypiały. Cały dom był zbudowany z ciemnego drewna, był na odludziu. Mam z tym miejscem wiele wspaniałych wspomnień, w dzieciństwie zawsze przyjeżdżałem do dziadka, w każde wakacje, ferie i inne wolne dni. Zawsze podobała mi się ta cisza i spokój, bardzo często robiliśmy z dziadkiem ogniska i opowiadał mi wtedy historie z jego młodości. Od śmierci dziadka, czyli ostatnich dziewięciu lat, wciąż tu przyjeżdżam, ale rzadziej. Zazwyczaj wtedy, kiedy potrzebuję się wyciszyć, coś przemyśleć.
Nadal uwielbiam to miejsce, gdybym mógł, to zostałbym tu na zawsze. Wszedłem do środka i rozejrzałem się dokładnie dookoła. Ostatnio byłem tu około półtora roku temu, ale dom nadal jest w świetnym stanie. Jest parę pajęczyn przy suficie, ale wszystko da się naprawić. Postanowiłem wejść do pokoju, w którym zawsze nocowałem. Niebieskie ściany, granatowy dywan na podłodze i jednoosobowe łóżko z ciemnoniebiesko-fioletową pościelą w rakiety. Na ścianach było kilkanaście starych, trochę poobdzieranych plakatów. W kącie stała duża, mahoniowa szafa, a obok niej komoda i biurko z krzesłem w tym samym kolorze. Mimowolnie się uśmiechnąłem, a do oczu zaczęły przypływać mi łzy. To miejsce cholernie dużo dla mnie znaczy. Usiadłem na łóżku, ale po chwili postanowiłem się położyć. Wyjąłem z kieszeni telefon, oraz portfel i odłożyłem je na szafkę nocną. W międzyczasie spojrzałem na wyświetlacz telefonu i sprawdziłem godzinę. 6.59. 
Zacząłem myśleć o moim dzieciństwie, spędzonym w tym miejscu. Chodzenie na ryby z dziadkiem o poranku, wieczorne ogniska i historie. Wiele razy wybieraliśmy się też na grzyby, razem gotowaliśmy. Dziadek zawsze ratował mi tyłek przed moją mamą, kiedy coś nabroiłem. Był moim najlepszym przyjacielem.
Później moje myśli pochłonęła kłótnia z Des. Dlaczego przyznałem się, że nie umiem się zdystansować? To był kolejny cholerny błąd. Właściwie, to dobrze, że w końcu sobie wszystko wyjaśniliśmy i zakończyliśmy tę chorą znajomość. Kurwa, jaki nauczyciel sypia w domu uczennicy, w dodatku w jej łóżku, z nią? Ja pierdole, to naprawdę nigdy nie powinno mieć miejsca. I jeszcze gdyby ktoś dowiedział się o tym, że się całowaliśmy, to serio byłbym skończony. Nigdy więcej, muszę utrzymywać z nią relacje uczeń-nauczyciel. Chociaż to ciężkie zadanie, muszę dać radę. 
Nie wiem co to, ale jest w niej coś, co mnie przyciąga. 
- Cholera, Zayn. Nie myśl o tym. - szepnąłem sam do siebie. 
W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Spojrzałem na ekran urządzenia - dostałem sms'a od Louisa. Odblokowałem komórkę i wszedłem w wiadomości.
Tommo: Zayn, przepraszam, stary. Źle zareagowałem... Pamiętasz, jak kiedyś namawiałem cię do spróbowania z Des? Za to też przepraszam, nie powinienem był tego mówić. Póki co jesteś jej nauczycielem, lepiej żeby niczego nie było, bo to źle się dla ciebie skończy. Ok, wybaczysz marchewooo? xx 

Postanowiłem odpisać kumplowi. Wystukałem wiadomość i kliknąłem 'wyślij'.

Zayn: No nie wiem, po tym jak prawie mi przyjebałeś... Żartuję, Lou. Masz wybaczone! x 

Kiedy po kilku minutach Tomlinson nadal nie odpisywał, postanowiłem się zdrzemnąć. Cóż, nie miałem okazji się wyspać w nocy.
____________________________ 
Macie rozdział!
Spóźniony i krótki, wiem, ale ciężki tydzień, przepraszam.
Stwierdziłam, że będę dodawać jeden (postaram się, żeby był jak najdłuższy, ale nie umiem pisać długich rozdziałów :( ) 
rozdział w tygodniu, w sobotę, chyba, że coś mi wypadnie, to dodam w inny dzień.
Ewentualnie jakbym miała 'lżejszy' tydzień, to dodam dwa rozdziały. 
W tym postarałam się dostosować do waszych uwag i jestem z niego zadowolona. 
Macie ostrzejszą Des, więcej uczuć i więcej określeń 'dodał, rzekła' itd.
Jedna z was, nie pamiętam już która,  napisała, że  Des zbyt szybko pozwoliła Malikowi ze sobą spać i w następnym być może będą uprawiać seks.
Otóż nie, kochanie, z łaski swojej nie opierdalaj mnie, że tak powiem, bo to ja wiem co będzie dalej, a nie ty. To  wszystko jest zaplanowane.
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodobał bardziej niż poprzednie. 
A i wychodzi na to, że naszą Sarah zostanie Lucy Hale, dobry wybór xd 
I jeszcze chciałam powiedzieć, że myślę, że Deep zostanie zakończony po 75. rozdziałach + epilogu, ale na razie to są tylko podejrzenia :) 
Zapraszam do nowej ankiety :)
Dziękuję za wszystko
ily! xx

wtorek, 21 października 2014

Wiadomość

Jest taka sprawa. Pod poprzednim rozdziałem było dość sporo komentarzy na temat mojego stylu pisania i dialogów.
Więc, cóż..
Inaczej nie umiem pisać. Staram się brać wasze rady do siebie, ale no tak, czy siak jest dużo dialogów. Swoją drogą, dziękuję za negatywne (pozytywne jeszcze bardziej) komentarze. Wracając - nie piszę profesjonalnie, nie jestem na nie wiadomo jak wysokim poziomie w pisaniu. Jestem amatorką, więc moje prace nie są doskonałe. Mogą być błędy stylistyczne i w ogóle, ale na pewno nie piszę, bo muszę, bo nie muszę. Robię to, bo chcę i z własnej woli. Tak dla kogoś wiadomości, nie pamiętam już kogo.
Kiedyś, jak miałam bloga z imaginami to nie było tam prawie wcale nie było dialogów i uwierzcie mi na słowo - było miliard razy gorzej. Po za tym, dopiero się rozkręcam i później będzie tylko lepiej :)
Nie zapominajcie też, że mam szkołę, naukę i obowiązki, zwłaszcza, że jestem w ostatniej klasie. Wiecie jak to jest, ew. 
I druga sprawa, proszę was wszystkie, żebyście głosowały w ankiecie po prawej.  Jeśli nie rozstrzygniemy tej sprawy, zostaniemy bez Sarah. Więc, jeszcze raz proszę
głosujcie, głosujcie, głosujcie.

sobota, 18 października 2014

Rozdział 52.

Zayn

- Louis, bracie, gratuluję! Będę chrzestnym, prawda? - zapytałem przyjaciela.
- Dzięki, stary. Sarah! Zayn może zostać chrzestnym?
- Spokojnie panowie, mamy jeszcze siedem miesięcy na zastanowienie się. - powiedziała Sarah. - Ale chcę, żeby Des była chrzestną. 
Razem z Lou zaśmialiśmy się na ostatnie słowa jego narzeczonej. Zawsze traktowała Des jak siostrę, z tego co wiem od Louisa. Sama była jedynaczką.
- Lou, Lou, Lou. Od kiedy z ciebie taki pantofel?
- Miłość zmienia ludzi, stary. Ty też mógłbyś już znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Wiesz, niedługo się zestarzejesz i już żadna nie będzie cię chciała, korzystaj póki możesz. - po swoich słowach Tomlinson odsunął się ode mnie i zaczął rozmowę ze swoją matką. Dyskretnie spojrzałem na Des. Chyba pisała sms-a. Postanowiłem podejść do niej i pogadać. Usiadłem na krześle, na którym wcześniej siedziała Sarah i rozpocząłem z nią rozmowę.
- Jak się masz?
- Dobrze, dziękuję, a co u ciebie?
- Jakoś leci, nie narzekam. Jak głowa?
- Lepiej, ale nadal nie jest idealnie. Trochę mnie boli.
- Chcesz jakąś tabletkę? Albo może zawiozę cię do domu?
- Nie, dzięki. Nie jest aż tak źle. W razie czego powiem ci. 
- Okej.
- Um, a w saunie było fajnie?
- Z pewnością byłoby lepiej, gdybyś była z nami. Chociaż nie było źle.
- Okej. Wiesz co, może jednak pojadę do domu.
- Dobrze, chodźmy, zawiozę cię.
- Nie, jeśli chcesz to zostań, dam sobie radę, jeśli pojadę taksówką.
- Chcę mieć pewność, że nic ci się nie stanie. No już, nie daj się prosić.
- Skoro tak chcesz.
- Idę powiedzieć twojemu bratu, że wychodzimy.
- Mhm.
Wstałem z krzesła i zacząłem szukać Louisa, którego nie mogłem nigdzie dostrzec, to samo z Sarah. Ciekawe. Ostatecznie, nie mogąc ich znaleźć, napisałem Lou wiadomość i wyszedłem razem z Des z restauracji. Gdy stanęliśmy pod drzwiami auta postanowiłem jeszcze raz się do niej odezwać.
- Lubię cię, wiesz?
- Dzięki? Ja ciebie ewentualnie też, ale tylko wtedy, kiedy nie jesteś moim nauczycielem. Bo inaczej to, um, trochę niezręczne.
- Możliwe, że masz rację. Wsiadaj. - powiedziałem, kiedy otwarłem jej drzwi.
- Już, już - odpowiedziała żartobliwym tonem.
Obszedłem samochód dookoła i usiadłem na miejscu kierowcy. Zapiąłem pas i włożyłem kluczyk w stacyjkę.
- Dziękuję. - usłyszałem po chwili.
- Za?
- Za wszystko, że tak się mną zajmujesz i mi pomagasz, Zayniee*.
- Nie ma sprawy.
Odpaliłem auto i moment później zaczęło jechać do przodu. 

dwadzieścia minut później

  Kilka sekund temu podjechaliśmy pod dom Des. W tym samym momencie rozległ się głośny grzmot, a chwilę później niebo przecięła duża, srebrna błyskawica.
- Jesteśmy, Di.
- Um, Zayn? Może chciałbyś na chwilę wejść do środka, huh?
- Boisz się burzy?
- Nie, ja tylko... Okej, boję się.
- Skoro tak, chodźmy.
Odpiąłem pas i wysiadłem ze samochodu. Okrążyłem go i otworzyłem drzwi Des.
- Mhm, gentleman. - skomentowała krótko i uśmiechnęła się pod nosem.
- Jak zawsze! - udałem oburzenie, na co zachichotała cicho. 
 Zamknąłem auto i przeszliśmy przez furtkę. Gdy stanęliśmy pod drzwiami, z nieba zaczął padać deszcz, po prostu ulewa niemiłosierna. Tomlinson wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi. 
- Chcesz kawę, herbatę, kakao?
- A ty?
- Chyba kakao.
- Więc ja też, dzięki. Jak głowa?
- Lepiej. Chodź, skoro zostaniesz, to może obejrzymy jakiś film?
- Pewnie. Jaki chcesz?
- Horror. 
- Czytasz mi w myślach. Zobacz, lubisz oglądać horrory, ale boisz się burzy.
- Jeśli komuś powiesz to inaczej pogadamy.
- Czy ty im grozisz?
- Nie, no gdzie tam. Taka grzeczna dziewczynka jak ja miałaby ci grozić?
Uśmiechnąłem się i poszliśmy do kuchni zrobić dwie gorące czekolady. Kiedy już były gotowe poszliśmy na górę, do jej pokoju i usiedliśmy na kocach, leżących na  podłodze wraz z laptopem. Wzięliśmy jeszcze kilka poduszek oraz kołdrę i okryliśmy się nią. W końcu Di włączyła The Ring, bo to na niego się zdecydowaliśmy. Podczas oglądania filmu trochę gadaliśmy, śmialiśmy się i od czasu do czasu zdarzały się małe bitwy na poduszki. Ze względu na to, że Des nie była taka dzielna jak mówiła wcześniej, była przytulona do mojego torsu. Idealny wieczór. 
Półtorej godziny później film się skończył, a my postanowiliśmy pograć w 20 pytań.
- Ulubiony kolor? - zapytałem Di jako pierwszy.
- Nie mam jednego, lubię wszystkie. Kiedy masz urodziny?
- Dwunastego stycznia. Ulubiona piosenka?
- Um, nie wiem, chyba 'Sweater weather' od The Neighbourhood. Ulubione miejsce na świecie?
- Walia, Londyn. 
- Idziemy spać?
- Mam tu zostać? Myślałem, że mam tylko z tobą posiedzieć, a później, kiedy już będziesz chciała iść spać, wyjdę. Ale jak wolisz.
- Zostań, nie lubię być sama w domu. Więc, ty możesz spać na łóżku, a ja przyniosę sobie materac.
- Nie, ty śpij w łóżku. 
- No co ty, przecież jesteś gościem.
- Ale kobietom się ustępuje.
- Co z tego. Śpisz na łóżku i koniec.
- Zgoda, ale pod jednym warunkiem.
- Słucham.
- Śpisz ze mną.
- Co? Uh, no okej. 
- Dobrze. Mogę iść wziąć prysznic? 
- Tak, pewnie, zaraz dam ci jakieś rzeczy Louisa do spania. I ręcznik.
Skinąłem głową i usiadłem na łóżku. Des w tym czasie poszła do pokoju brata. Po około pięciu minutach wróciła z czarną bluzką i szarymi, dresowymi spodniami oraz zielonym ręcznikiem.
- Możesz już iść, ja pójdę się umyć do łazienki na dole, jakby co. Jak skończysz to przyjdź tutaj i wejdź już do łóżka, albo cokolwiek chcesz. Jesteś głodny? Mogę zrobić ci coś do jedzenia.
- Nie, dziękuję. Najadłem w tej restauracji, do rana raczej nie będę potrzebował jedzenia. Więc idę, do zobaczenia później!
Dziewczyna odpowiedziała jeszcze coś w stylu 'mhm, okej'. Wyszedłem z jej pokoju i skierowałem się do łazienki. Po przejściu przez krótki korytarz byłem na miejscu. Zamknąłem drzwi od łazienki i szybko zrzuciłem z siebie ubrania. Wszedłem do kabiny i odkręciłem ciepłą wodę. Już po chwili po moim ciele rozlała się ciepła woda. Chwyciłem z półki pierwszy lepszy żel do mycia i umyłem dokładnie całe ciało. Postałem jeszcze chwilę pod prysznicem i wyszedłem. Wytarłem się ręcznikiem
i ubrałem koszulkę oraz bokserki, które jak się okazało były pomiędzy koszulką i spodniami. Następnie ubrałem jeszcze spodnie i przewiesiłem ręcznik przez kaloryfer. Opuściłem pomieszczenie i poszedłem do pokoju Des. Ona czekała już na mnie, siedziała na łóżku i robiła coś w telefonie.
- Jestem już, w skali od 1 do 10 jak bardzo tęskniłaś? - zapytałem zaczepnie.
- Och, wiesz przecież, że moja tęsknota była poza skalę! - odpowiedziała sarkastycznie. - Idziemy spać?
- Tak. 
Wszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Leżała do mnie plecami. Przysunąłem się bliżej i przerzuciłem ramię przez jej talię.
- Dobranoc. - wymruczałem jej do ucha i położyłem głowę na poduszkę.
- Dobranoc. - odpowiedziała ziewając.






Ten rozdział chyba jest dłuższy od tamtego.
I teraz sprawa komentarzy
Dostałam jeden taki: "
Naprawde fajny :) Biorac pod uwage ze przejelas tego bloga w jego polowie <3 A bedziesz dodawac rozdzialy jakos systematycznie czy po prostu kiedy bedziesz miala czas i wene?"

Więc właśnie mam pytania co do tego:
wolicie dwa/trzy krótsze (czyli takie jak ten) rozdziały w tygodniu, czy jeden lub ewentualnie dwa dłuższe?
Ja osobiście wolałabym  opcję pierwszą, bo nie umiem i nie lubię pisać długich rozdziałów, nie dam rady napisać 20 stron w wordzie, jak zapewne byście chciały.

Drugi komentarz :
'' Przeczytałam właśnie ten rozdział i teraz chciałabym wyrazić swoją opinię:
po 1. rozdział jest strasznie krótki i nic się w nim nie dzieje.
po 2. są okropne błędy.
po 3. rozdział nie ma spójności
po 4. jest coś takiego że Des szła do domu i nagle znalazła się w szpitalu :o
Musisz jeszcze dłuuugo popracować żeby pisać chodź w połowie tak dobrze jak poprzednia autorka
.''

Naprawdę nie piszę nawet w połowie tak dobrze jak Sun shine? Jeśli jestem tak bardzo okropna to mogę odejść, bo robię to dlatego, żebyście mogły się dowiedzieć jak to się skończy.
Chciałabym się odnieść do paru rzeczy, mianowicie:
co do punktu 2. ja żadnych błędów nie widzę, może jestem ślepa, nie wiem. A nawet jeśli, to jestem tylko człowiekiem, moje drogie.
i jeszcze 4. to nie jest mój błąd, tylko twój, bo źle to zrozumiałaś.
  PS. nie pouczaj mnie, proszę, bo sama robisz błędy. 

Jest jeszcze jedna sprawa, dodam do bohaterów Sarah, ale mam trzy opcję, co do tego kto użyczy jej twarzy:
1. Lucy Hale 
2. Jade Thirlwall
3.Shay Mitchell  
Zobaczcie sobie wszystkie trzy dziewczyny i do każdego komentarza poproszę numer, okej?
Chyba, że macie inne propozycje, to poproszę.

@perfectlloydxo