sobota, 18 października 2014

Rozdział 52.

Zayn

- Louis, bracie, gratuluję! Będę chrzestnym, prawda? - zapytałem przyjaciela.
- Dzięki, stary. Sarah! Zayn może zostać chrzestnym?
- Spokojnie panowie, mamy jeszcze siedem miesięcy na zastanowienie się. - powiedziała Sarah. - Ale chcę, żeby Des była chrzestną. 
Razem z Lou zaśmialiśmy się na ostatnie słowa jego narzeczonej. Zawsze traktowała Des jak siostrę, z tego co wiem od Louisa. Sama była jedynaczką.
- Lou, Lou, Lou. Od kiedy z ciebie taki pantofel?
- Miłość zmienia ludzi, stary. Ty też mógłbyś już znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Wiesz, niedługo się zestarzejesz i już żadna nie będzie cię chciała, korzystaj póki możesz. - po swoich słowach Tomlinson odsunął się ode mnie i zaczął rozmowę ze swoją matką. Dyskretnie spojrzałem na Des. Chyba pisała sms-a. Postanowiłem podejść do niej i pogadać. Usiadłem na krześle, na którym wcześniej siedziała Sarah i rozpocząłem z nią rozmowę.
- Jak się masz?
- Dobrze, dziękuję, a co u ciebie?
- Jakoś leci, nie narzekam. Jak głowa?
- Lepiej, ale nadal nie jest idealnie. Trochę mnie boli.
- Chcesz jakąś tabletkę? Albo może zawiozę cię do domu?
- Nie, dzięki. Nie jest aż tak źle. W razie czego powiem ci. 
- Okej.
- Um, a w saunie było fajnie?
- Z pewnością byłoby lepiej, gdybyś była z nami. Chociaż nie było źle.
- Okej. Wiesz co, może jednak pojadę do domu.
- Dobrze, chodźmy, zawiozę cię.
- Nie, jeśli chcesz to zostań, dam sobie radę, jeśli pojadę taksówką.
- Chcę mieć pewność, że nic ci się nie stanie. No już, nie daj się prosić.
- Skoro tak chcesz.
- Idę powiedzieć twojemu bratu, że wychodzimy.
- Mhm.
Wstałem z krzesła i zacząłem szukać Louisa, którego nie mogłem nigdzie dostrzec, to samo z Sarah. Ciekawe. Ostatecznie, nie mogąc ich znaleźć, napisałem Lou wiadomość i wyszedłem razem z Des z restauracji. Gdy stanęliśmy pod drzwiami auta postanowiłem jeszcze raz się do niej odezwać.
- Lubię cię, wiesz?
- Dzięki? Ja ciebie ewentualnie też, ale tylko wtedy, kiedy nie jesteś moim nauczycielem. Bo inaczej to, um, trochę niezręczne.
- Możliwe, że masz rację. Wsiadaj. - powiedziałem, kiedy otwarłem jej drzwi.
- Już, już - odpowiedziała żartobliwym tonem.
Obszedłem samochód dookoła i usiadłem na miejscu kierowcy. Zapiąłem pas i włożyłem kluczyk w stacyjkę.
- Dziękuję. - usłyszałem po chwili.
- Za?
- Za wszystko, że tak się mną zajmujesz i mi pomagasz, Zayniee*.
- Nie ma sprawy.
Odpaliłem auto i moment później zaczęło jechać do przodu. 

dwadzieścia minut później

  Kilka sekund temu podjechaliśmy pod dom Des. W tym samym momencie rozległ się głośny grzmot, a chwilę później niebo przecięła duża, srebrna błyskawica.
- Jesteśmy, Di.
- Um, Zayn? Może chciałbyś na chwilę wejść do środka, huh?
- Boisz się burzy?
- Nie, ja tylko... Okej, boję się.
- Skoro tak, chodźmy.
Odpiąłem pas i wysiadłem ze samochodu. Okrążyłem go i otworzyłem drzwi Des.
- Mhm, gentleman. - skomentowała krótko i uśmiechnęła się pod nosem.
- Jak zawsze! - udałem oburzenie, na co zachichotała cicho. 
 Zamknąłem auto i przeszliśmy przez furtkę. Gdy stanęliśmy pod drzwiami, z nieba zaczął padać deszcz, po prostu ulewa niemiłosierna. Tomlinson wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi. 
- Chcesz kawę, herbatę, kakao?
- A ty?
- Chyba kakao.
- Więc ja też, dzięki. Jak głowa?
- Lepiej. Chodź, skoro zostaniesz, to może obejrzymy jakiś film?
- Pewnie. Jaki chcesz?
- Horror. 
- Czytasz mi w myślach. Zobacz, lubisz oglądać horrory, ale boisz się burzy.
- Jeśli komuś powiesz to inaczej pogadamy.
- Czy ty im grozisz?
- Nie, no gdzie tam. Taka grzeczna dziewczynka jak ja miałaby ci grozić?
Uśmiechnąłem się i poszliśmy do kuchni zrobić dwie gorące czekolady. Kiedy już były gotowe poszliśmy na górę, do jej pokoju i usiedliśmy na kocach, leżących na  podłodze wraz z laptopem. Wzięliśmy jeszcze kilka poduszek oraz kołdrę i okryliśmy się nią. W końcu Di włączyła The Ring, bo to na niego się zdecydowaliśmy. Podczas oglądania filmu trochę gadaliśmy, śmialiśmy się i od czasu do czasu zdarzały się małe bitwy na poduszki. Ze względu na to, że Des nie była taka dzielna jak mówiła wcześniej, była przytulona do mojego torsu. Idealny wieczór. 
Półtorej godziny później film się skończył, a my postanowiliśmy pograć w 20 pytań.
- Ulubiony kolor? - zapytałem Di jako pierwszy.
- Nie mam jednego, lubię wszystkie. Kiedy masz urodziny?
- Dwunastego stycznia. Ulubiona piosenka?
- Um, nie wiem, chyba 'Sweater weather' od The Neighbourhood. Ulubione miejsce na świecie?
- Walia, Londyn. 
- Idziemy spać?
- Mam tu zostać? Myślałem, że mam tylko z tobą posiedzieć, a później, kiedy już będziesz chciała iść spać, wyjdę. Ale jak wolisz.
- Zostań, nie lubię być sama w domu. Więc, ty możesz spać na łóżku, a ja przyniosę sobie materac.
- Nie, ty śpij w łóżku. 
- No co ty, przecież jesteś gościem.
- Ale kobietom się ustępuje.
- Co z tego. Śpisz na łóżku i koniec.
- Zgoda, ale pod jednym warunkiem.
- Słucham.
- Śpisz ze mną.
- Co? Uh, no okej. 
- Dobrze. Mogę iść wziąć prysznic? 
- Tak, pewnie, zaraz dam ci jakieś rzeczy Louisa do spania. I ręcznik.
Skinąłem głową i usiadłem na łóżku. Des w tym czasie poszła do pokoju brata. Po około pięciu minutach wróciła z czarną bluzką i szarymi, dresowymi spodniami oraz zielonym ręcznikiem.
- Możesz już iść, ja pójdę się umyć do łazienki na dole, jakby co. Jak skończysz to przyjdź tutaj i wejdź już do łóżka, albo cokolwiek chcesz. Jesteś głodny? Mogę zrobić ci coś do jedzenia.
- Nie, dziękuję. Najadłem w tej restauracji, do rana raczej nie będę potrzebował jedzenia. Więc idę, do zobaczenia później!
Dziewczyna odpowiedziała jeszcze coś w stylu 'mhm, okej'. Wyszedłem z jej pokoju i skierowałem się do łazienki. Po przejściu przez krótki korytarz byłem na miejscu. Zamknąłem drzwi od łazienki i szybko zrzuciłem z siebie ubrania. Wszedłem do kabiny i odkręciłem ciepłą wodę. Już po chwili po moim ciele rozlała się ciepła woda. Chwyciłem z półki pierwszy lepszy żel do mycia i umyłem dokładnie całe ciało. Postałem jeszcze chwilę pod prysznicem i wyszedłem. Wytarłem się ręcznikiem
i ubrałem koszulkę oraz bokserki, które jak się okazało były pomiędzy koszulką i spodniami. Następnie ubrałem jeszcze spodnie i przewiesiłem ręcznik przez kaloryfer. Opuściłem pomieszczenie i poszedłem do pokoju Des. Ona czekała już na mnie, siedziała na łóżku i robiła coś w telefonie.
- Jestem już, w skali od 1 do 10 jak bardzo tęskniłaś? - zapytałem zaczepnie.
- Och, wiesz przecież, że moja tęsknota była poza skalę! - odpowiedziała sarkastycznie. - Idziemy spać?
- Tak. 
Wszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Leżała do mnie plecami. Przysunąłem się bliżej i przerzuciłem ramię przez jej talię.
- Dobranoc. - wymruczałem jej do ucha i położyłem głowę na poduszkę.
- Dobranoc. - odpowiedziała ziewając.






Ten rozdział chyba jest dłuższy od tamtego.
I teraz sprawa komentarzy
Dostałam jeden taki: "
Naprawde fajny :) Biorac pod uwage ze przejelas tego bloga w jego polowie <3 A bedziesz dodawac rozdzialy jakos systematycznie czy po prostu kiedy bedziesz miala czas i wene?"

Więc właśnie mam pytania co do tego:
wolicie dwa/trzy krótsze (czyli takie jak ten) rozdziały w tygodniu, czy jeden lub ewentualnie dwa dłuższe?
Ja osobiście wolałabym  opcję pierwszą, bo nie umiem i nie lubię pisać długich rozdziałów, nie dam rady napisać 20 stron w wordzie, jak zapewne byście chciały.

Drugi komentarz :
'' Przeczytałam właśnie ten rozdział i teraz chciałabym wyrazić swoją opinię:
po 1. rozdział jest strasznie krótki i nic się w nim nie dzieje.
po 2. są okropne błędy.
po 3. rozdział nie ma spójności
po 4. jest coś takiego że Des szła do domu i nagle znalazła się w szpitalu :o
Musisz jeszcze dłuuugo popracować żeby pisać chodź w połowie tak dobrze jak poprzednia autorka
.''

Naprawdę nie piszę nawet w połowie tak dobrze jak Sun shine? Jeśli jestem tak bardzo okropna to mogę odejść, bo robię to dlatego, żebyście mogły się dowiedzieć jak to się skończy.
Chciałabym się odnieść do paru rzeczy, mianowicie:
co do punktu 2. ja żadnych błędów nie widzę, może jestem ślepa, nie wiem. A nawet jeśli, to jestem tylko człowiekiem, moje drogie.
i jeszcze 4. to nie jest mój błąd, tylko twój, bo źle to zrozumiałaś.
  PS. nie pouczaj mnie, proszę, bo sama robisz błędy. 

Jest jeszcze jedna sprawa, dodam do bohaterów Sarah, ale mam trzy opcję, co do tego kto użyczy jej twarzy:
1. Lucy Hale 
2. Jade Thirlwall
3.Shay Mitchell  
Zobaczcie sobie wszystkie trzy dziewczyny i do każdego komentarza poproszę numer, okej?
Chyba, że macie inne propozycje, to poproszę.

@perfectlloydxo

czwartek, 16 października 2014

Rozdział 51.

Des

Następnego dnia


- Mamo. Co to za niespodzianka? - zapytałam po raz kolejny w trakcie drogi do domu.
- Dowiesz się w domu, kochanie. - odpowiedziała mama i jęknęłam, opierając głowę o szybę w aucie. Chwilę potem włożyłam do uszu słuchawki.
 Około godziny trzynastej otrzymałam wypis ze szpitala. Lekarz kazał mi zostać na trzy lub cztery dni w domu i się oszczędzać oraz nie stresować. Przypisał mi też tabletki na ciśnienie. 

- Des, jesteśmy. Czas na niespodziankę. - powiedziała moja rodzicielka po jakichś czterdziestu minutach. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam swój podjazd, a także dom.
 Najszybciej jak potrafiłam odpięłam pas i wyszłam z auta. Pobiegłam do domu i w try miga dobiegłam pod drzwi. Jednak, kiedy pociągnęłam za klamkę od drzwi, okazało się, że były zamknięte. Nie miałam przy sobie kluczy, więc zostało mi jedynie czekać na mamę. 
 Kilka minut później, może trzy, mama stanęła obok mnie i wyjęła z torebki klucze.
- Szybciej, proszę. Wiesz, że nie jestem zbytnio cierpliwa. - pośpieszałam mamę, która na moje słowa tylko westchnęła.
 Kiedy w końcu drzwi się otwarły, od razu weszłam do środka. Weszłam do każdego pomieszczenia po kolei - salonu, kuchni, łazienki, sypialni mamy i swojej również. Na koniec, gdy już prawie się poddałam, postanowiłam wejść do pokoju brata. 
 Byłam pewna, że nikogo w nim nie ma, więc weszłam bez pukania. Jednak okazało się być odwrotnie - w pokoju był Louis, a z nim jego narzeczona, Sarah*. Na ich widok natychmiast zasłoniłam oczy. Najwidoczniej im w czymś przeszkodziłam, gdyż Sarah siedziała okrakiem na kolanach Lou, a jego ręce błądziły po całym jej ciele. Warto też wspomnieć, że oboje byli w samej bieliźnie, a ich ubrania leżały dookoła czarnego krzesła obrotowego.
- Ekhem. - odchrząknęłam znacząco, ponieważ prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy z mojej obecności i posuwali się coraz dalej. 
 Kiedy tylko Sarah mnie usłyszała, od razu odskoczyła od mojego brata i zakryła się kołdrą. Na jej policzkach pojawiły się bardzo wyraźne rumieńce. Cóż, też bym się zawstydziła w takiej sytuacji.
- Em, Des, nie miałyście przypadkiem przyjechać trochę później? - zapytał lekko zażenowany Tomlinson.
- Możliwe, wypuścili mnie trochę wcześniej ze szpitala. Przy okazji, cześć Loulou, cześć Sarrie**! - ostatnią część zdania wypowiedziałam zdecydowanie głośniej i przytuliłam mocno brata. Gdy już puściłam Louis'a, uścisnęłam Sarah***.
- Więc, co was tu sprowadza?
- Mamy wam coś do ogłoszenia! Wieczorem idziemy wszyscy na kolację, tak gdybyś chciała wiedzieć. 
- Tylko rodzina, tak?
- Nie. Będzie też Zayn, bo jest drużbą!**** 
Cholera, no.
- A, okej. Idę do siebie, nie chcę dłużej wam przeszkadzać. - pożegnałam się i wyszłam z pokoju.
 Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Trochę dawno tu nie byłam. Trzy ściany były białe, czwarta była miętowa. Na jednej z białych ścian było duże okno, pod którym był szeroki parapet okryty cienkim, fioletowym materacem. Zimą często na nim siadałam i oglądałam otoczenie. Na drugiej ścianie było pełno antyram ze zdjęciami. Większość przedstawiała mnie i Lou, ale sporo było też tych z Victorią. Można było znaleźć też pobrane z internetu, oraz cytaty. Ostania z białych ścian była pusta, bez żadnych ozdób. Pod nią stała komoda, biurko i kilka innych szafek. Obok znajdowały się także białe drzwi do niewielkiej łazienki. Z kolei o miętową ścianę oparte było łóżko okryte gładką, jasnoróżową pierzyną. Dookoła niej było mnóstwo kolorowych poduszek. 
  Nim się spostrzegłam, usnęłam.
Obudziłam się dopiero kilka minut przed godziną osiemnastą, co oznaczało, że mam około półtorej godziny na wyszykowanie się. Nie marnując czasu weszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Po umyciu całego ciała i włosów wyszłam spod prysznica i wysuszyłam włosy, które później dokładnie wyprostowałam. Opuściłam pomieszczenie i spojrzałam na zegarek. Było pięćdziesiąt siedem minut po osiemnastej. Jęknęłam i zaczęłam wybierać strój. Długo nie mogłam się zdecydować, ale ostatecznie wybrałam klasyczną małą czarną, rozkloszowaną od pasa w dół i dziesięciocentymetrowe czarne szpilki. Na koniec pomalowałam rzęsy i zrobiłam średniej grubości kreski eye-linerem. Przejechałam usta różową szminką i byłam gotowa. Zeszłam na dół równo o dziewiętnastej dwadzieścia osiem. 
- Wow, mała, pięknie wyglądasz! - skomentowali równocześnie Lou i Sarah.
Louis był ubrany w czarny garnitur i lśniąco białą koszulę. Miał też na sobie liliowy krawat. Włosy miał zaczesane do tyłu. Z kolei Sarrie miała na sobie sukienkę w kolorze krawatu swojego narzeczonego. Była na ramiączkach, a z tyłu miała spore wycięcie. Dół sukienki był tiulowy, a włosy dziewczyny były spięte w pięknego koka. Wyglądała olśniewająco, tak samo Lou.
Chwilę później z kuchni wyłoniła się mama, która - ubrana w szary komplet - także bardzo dobrze wyglądała
- Wow, naprawdę do siebie pasujecie. Jedziemy?
- Tak.

Dwadzieścia pięć minut później

Wyszłam ze samochodu. Chwilę później mama, Sarah i Louis powtórzyli wykonaną przeze mnie czynność. Nagle - ni stąd, ni zowąd - obok mnie pojawił się Zayn.
- Dobry wieczór, cześć. 
- Och, dobry wieczór, kochany. - przywitała go moja matka, a chwilę później na jego powitanie odpowiedzieli również Lou i Sarrie. Ja jednak wciąż milczałam, a Malik, jak i cała reszta, patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Cześć, Zayn. - powiedziałam w końcu beznamiętnie, na co mulat kiwnął głową i uśmiechnął się.
Moment później byliśmy już w środku eleganckiej restauracji. Louis podszedł do lady, za którą stała jedna z pracownic owego miejsca.
- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson, proszę. - powiedział nonszalancko mój brat.
- Tam jest pański stolik, niedługo podejdzie do państwa kelner. 
Skierowaliśmy się w stronę stolika, który nam wskazała kobieta. Każdy z nas zajął swoje miejsce, ale tak się złożyło, że mi przypadło to naprzeciw Zayna. 
 Po kilku minutach przyszedł kelner.   Podał każdemu z nas jedzenie, a gdy wszyscy skończyliśmy jeść Louis wstał. 
- Więc, moi drodzy. Chcielibyśmy wam coś z Sarah ogłosić. - w tym momencie spojrzał na dziewczynę i delikatnie się uśmiechnął. - Wiecie już, że za cztery tygodnie będziemy brać ślub, a miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli dziecko!



* - dodam do zakłaki ' bohaterowie ' Sarah i najprawdopodobniej w jej rolę wcieli się Lucy Hale. Jeśli macie jakieś inne propozycje, to piszcie, proszę, w komentarzach, bo ja naprawdę nie mam pojęcia kto jeszcze mógłby nią być
 
** - to będzie zdrobnieniem od jej imienia, może być? jeśli macie inne pomysły, również piszcie w komentarzach
 
*** - nie wiem jak się odmienia to imię
 
**** - nie znam się na ślubach, więc nie wiem, czy dobrze to napisałam

Więc, tak się kończy pierwszy rozdział mojego autorstwa.
Wiem, że rozdział jest cholernie krótki, ale chciałam, żebyście już dłużej nie musiały czekać :)
Następne oczywiście będą dłuższe, no, chyba, że ewentualnie zabraknie mi weny, lub czasu. 
Teraz kończę notkę, bo nie mam już czasu.
Więc pa, do następnego rozdziału.
Miło by było zobaczyć chociaż kilka komentarzy, więc piszcie, czy się podobał, czy nie. Zapraszam też do czytania Heartbreak girl :)
ily
@perfectlloydxo
 
 

środa, 15 października 2014

Nowa autorka

Cześć, chciałabym Wam wszystkim powiedzieć, że przejęłam Deep.
Mam nadzieję, że mój styl pisania oraz to, co wymyślę do fanfiction Wam się spodoba i się polubimy. Mogę podać link do mojego fanfiction, żebyście się zapoznali z moim stylem pisania i ogólnie. Więc, tutaj macie Heartbreak girl (jest również na wattpadzie, tam jest więcej części).
Co do Deep'a postaram się dodawać minimum jeden rozdział w tygodniu, podczas wolnego trochę więcej. Mam pomysł na tego fanfica i myślę, że uda mi się go dokończyć w dobry sposób. Pierwszy rozdział mojego autorstwa powinien się pojawić w przyszłym tygodniu, w najgorszym przypadku za dwa.

Dziękuję Sunshine za to, że dała mi szansę.
Powtórzę się, ale to co - mam nadzieję, że się polubimy i dobrze nam się będzie 'współpracowało'.

~ N.

EDIT:
Zapomniałam wspomnieć, że w razie jakichkolwiek pytań, czy coś możecie wpadać na twittera - @perfectlloydxo
Jeślibym się długo nie zjawiała na blogu z rozdziałem możecie pisać xx 

poniedziałek, 15 września 2014

UWAGA

W związku z tym, że nie mam kompletnie czasu na pisanie, a ni za dużo weny, zdecydowałam
się, że oddam blog, komuś kto go poprowadzi lepiej ode mnie i nie będzie zaniedbywał swoich
czytelników tak jak ja :) Jeżeli jest ktoś chętny proszę pisać na e-maila :) W razie gdyby było was więcej niż jedna osobą, pozostanie mi wybrać kogoś z was.
suunshinexd@gmail.com
Jeżeli nie będzie chętnych na przejęcie bloga, po prostu go zawieszam:)
Przepraszam, bardzo przepraszam, ale nie dam rady nic zrobić, a rozdział raz na dwa miesiące na pewno was nie będzie
zadowalał.
aha i jeżeli ktoś chcę Bally też jest do przejęcia.

Mam nadzieję, że jakoś to będzie z tym deep ,że ktoś go przejmie i wam się spodoba :)
Na pewno nie wrócę już do pisania ...

Pozdrawiam PRZEPRASZAM :(



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 50

Des
-Wyjdź stąd Zayn-powiedziałam gdy tylko zobaczyłam go stojącego w moich drzwiach. Zobaczyłam w jego oczach zakłopotanie, zaskoczenie, smutek. Oh ja głupia! Źle się wyraziłam!
-Dla-dlaczego?-spytał jąkając się. A mnie zebrało się na śmiech. Brawo Des, własnie wyszłaś na jakąś obrażoną wariatkę! Co za beznadziejny dobór słów!
-Zayn..-zaczęłam uśmiechając się, a on zmarszczył brwi. Na pewno posądzi mnie o uraz mózgu.-Źle to zabrzmiało, przepraszam.-wytłumaczyłam, a zmarszczka na jego czole jeszcze bardziej pogłębiła się scalając jego brwi.
-Źle się wyraziłaś? Każesz mi stąd wyjść.-powiedział sucho. Oh..
-Chcę żebyś stąd wyszedł, nie chcę żeby tu ktoś do mnie przychodził bo..
-Bo co?-przerwał mi. Mówi jakby był urażony...ale jak się temu dobrze przyjrzeć to chyba jest. Przecież nawet dobrze nie wszedł do środka, a ja wypadłam z tym "wyjdź stąd"!
-Bo ja przynoszę pecha, więc lepiej nie kręć się w pobliżu mnie, przepraszam jeżeli to cię uraziło.-odpowiedziałam spokojnie. Zaczął się śmiać.
-Co ty mówisz Des?-śmiał się dalej.
-Mówię prawdę. Od miesiąca dzieją się wokół mnie niespodziewane, głupie rzeczy i teraz wiem, że ja muszę przynosić pecha. Wyobraź sobie, że moja mama, bardzo dokładny i doświadczony kierowca, zarysowała cały bok swojego samochodu jak tylko jechała DO MNIE. Alex zniknął po tym jak obydwoje się lepiej zakumulowaliśmy, ktoś chciał mnie zgwałcić, to wszystko nie jest z przypadku Zayn, lepiej się nie narażaj.-ja byłam bardzo poważna, a na jego twarzy był uśmiech. Ja nie żartuje, to prawda, nie chce żeby Zayn miał jakieś kłopoty, i niech lepiej się cieszy ,że ten pijany facet nie oskarżył go o pobicie, wtedy na pewno nie byłoby mu do śmiechu i uwierzyłby ,że przynoszę pecha.
-Twoja mama, niezawodny kierowca, zarysowała samochód, ponieważ śpieszyła się do Ciebie, bo ty wylądowałaś w szpitalu, tu nie ma nic dziwnego, przecież to oczywiste, że nie patrzyła na przeszkody, ona po prostu się martwiła i spieszyła do ciebie.
-A jak wytłumaczysz resztę?
-Cóż, ty nie przynosisz pecha, to pech sam cię dopadł, ale nie sadzę, żebyś całe życie go miała.
-Ha! Zayn to wszystko jedno. Jeżeli nie chcesz się nim zarazić, lepiej jedź z tego szpitala, póki nie jest za późno. Ja jestem całkiem poważna!-powiedziałam na końcu rozdrażniona kiedy on cały czas uśmiechał się pod nosem. Oh.. głupek!
-A może ja chce ,żeby twój pech przeszedł na  mnie?? Może chce cie od niego uwolnić?-spytał już bez śmiechu i zbliżając się do mego łóżka usiadł na krześle. Nie chciałam, żeby siedział aż tak blisko, na pewno wyglądałam okropnie i to był drugi powód tych moich niegrzecznych słów. Wyglądałam jak czarownica.
Szkoda ,że nie przyniósł mi w prezencie miotły, byłoby idealnie.
-Dlaczego?-spytałam cicho. Nie odpowiedział. Po prosu się we mnie wpatrywał. Chwile zatrzymał się na poranionej szyi, na której wciąż były ślady duszenia i o które wypytywał mnie lekarz, ale udało mi się go jakoś zbyć, a potem jego wzrok spoczął na rozcięciu na głowie i na zabandażowanej ręce.
-Poza tym nie uratuje się od twojego "pechu"-zrobił cudzysłów-jesteś moja partnerką na ślubie Louisa.
-Zawsze można to zmie..
-NIE.-przerwał mi, a ja prawię podskoczyłam. Okej... Chwila ciszy trwała kilka minut-Bardzo boli?-spytał wzorkiem pokazując zabandażowaną rękę.
-Nie, lekarz mówił, że miałam szczęście, że nie złamana, podobno mam mocne kości i jest tylko potłuczona.
-Cóż to na pewno pech, że masz mocne kości i jej nie złamałaś, wielki pech-zadrwił, a ja zmarszczyłam brwi. Sięgnęłam po poduszkę, którą odłożyłam bo była niewygodna i niespodziewanie rzuciłam nią w Zayn'a, zawsze robiłam tak Louisowi, tyle ,że Zayn..to co innego.
-Dobrze, że nadaje się do rzutów-powiedziałam ironicznie.
-Rzuciłaś w swojego nauczyciela Des-powiedział poważnie poprawiając poburzone włosy, a mnie zrobiło się gorąco. Oh dobry boże, niech on tak przy mnie nie robi!
-Tym razem na pewno wylecę ze szkoły-udałam strach, a on zaczął się śmiać. Mimo tego ,że kilka godzin wcześniej wciąż rozpamiętywałam scenę w lesie zaraził mnie śmiechem i ja też nie mogłam się opanować.
-Um Zayn?-zapytałam po chwili.
-Tak?
-Co z konkursem?-spytałam, a do niego właśnie przyszedł sms.
-Przepraszam, odczytam bo to od pani Davis.-oh dał jej swój numer. A to cwaniara.
-Wygrała drużyna moja, to znaczy w której była Victoria, ale to nie jest ważne.-odpowiedział.
-Nie mogli tutaj przyjechać?-spytałam z nadzieją.
-Niestety nie, nie mogli, ale jutro gdy skończy się wycieczka na pewno cie odwiedzą.
-Mam zostać tutaj do jutra?!
-Tak mówił lekarz.
-Oh-jęknęłam.-Nie dość ,że wyszłam na niezdarę przy całej klasie, to jeszcze moja grupa przegrała i na dokładkę bo tego mało ,mam zostać w szpitalu, i nie wcale to nie pech.
-A ty znowu z tym pechem.-wywrócił śmiesznie oczami.-I nie, nie przegrali przez ciebie, ani nie jesteś niezdarą, to mogło przytrafić się każdemu.
-Ale przytrafiło się mnie, czy to przypadek?-przerwałam mu, a  on spiorunował mnie swoim brązowym spojrzeniem. Nawet się wystraszyłam.
-Tak, przypadek.-odpowiedział mi.
-Mogę wiedzieć chociaż co wygrała grupa two..pana?-zmarszczył brwi, no wiem, że miałam nie mówić mu na pan.
-Jutro jest wyjście na basen, wygrana drużyna otrzymała karnety na saunę i masaż-odpowiedział Zayn, a ja posmutniałam. Myślę, że sauna i masaż pomogłoby się zrelaksować, zapomnieć. Eh..to moja wina, gdybym nie upadła, wygralibyśmy...źle się czułam.
-Suna-powiedziałam cicho do siebie, słychać było smutek.
-Chciałabyś iść na saunę?-zapytał. A czy to nie oczywiste? Kto by nie chciał...Patrząc na niego dałam mu odpowiedź-Zabiorę cie kiedyś.-odpowiedział, a powietrze z moich płuc uleciało pod wpływem szoku jaki doznałam.
-To dość poważna obietnica-wydusiłam. Być w saunie z Zayn'em! Nie, przecież w saunie się jest prawie nago. To niemożliwe...On tylko chce mnie pocieszyć, nie potrzebnie się ekscytuję.
-Wiem ,dotrzymam słowa.
-Ym no nie wiem-wypuściłam z ust te krótkie słówka, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Nie wiesz?
-No...obiecałeś mi już trochę rzeczy.
-Wiem.-tym razem ja zmarszczyłam czoło.-Nauka jazdy na motorze nam nie ucieknie, a na pizze też pójdziemy, a po pizzy na saunę.-oh nauka na ścigaczu, to byłoby wspaniałe!
-Um..czy nam to wypada?-zapytałam. Nie odpowiedział. Oczywiście, że nam nie wypada... To było najgorsze.-Um, a na tej  saunie, to dziewczyny z pana grupy są osobno i chłopcy osobno?-zapytałam aby zmienić jakoś temat tych naszych obietnic.
-Oczywiście ,że tak.-odpowiedział. No fakt mogłam pomyśleć. Dyrektor nie ufundował by tego, gdyby było inaczej-Ty też mi coś obiecałaś Des.
-Obiecałam?
-Tak, obiecałaś, że...-nie zdążył dopowiedzieć bo do pomieszczenia wszedł Oscar. Oh do licha ,a co on tutaj robi? Już nie jest na mnie obrażony??
-Cześć śliczna, jak się czujesz?-spytał. Spojrzałam na Zayn'a. Nie był zadowolony, że nam przerwał. Złość promieniowała z jego ciała, ale twarz pozostawił kamienną. Poza tym śliczna? Czy on żartuje?
-Jak mam się czuć? Nie jest zbyt kolorowo, leże w szpitalu-odpowiedziałam.-Nie gniewasz się już na mnie?-spytałam, a później pomyślałam. Po co mówię o tym przy Zayn'ie?
-Nie, już nie, ale nadal chciałbym się dowiedzieć.-odpowiedział Oscar i zajął miejsce po drugiej stronie łóżka.
-Nie dowiesz się, to moja sprawa-odpowiedziałam zła.
-Nie denerwuj się Des, opowiesz mi później.-mówił tak jak gdyby nigdy nic.
-Ja już pójdę.-Zayn wstał i zrobił kilka kroków w stronę drzwi-Tak jak chciałaś wcześniej-dodał i wyszedł. O nie...Szło już w dobrym kierunku, po tych wszystkich spięciach, a tu Oscar to zepsuł.
-Nie musisz wracać do motelu? Do grupy?-spytałam, ale zbyt chamsko.
-Już mnie wyganiasz?-uśmiechnął się.
-Nie, tylko się zastawiam i w ogóle.-po co ja się tłumacze?
-Przyjechałem tutaj z Zaynem, jeszcze się nie zbieramy-odpowiedział.-Słuchaj Des wiesz, że przez te marne dwa dni ja naprawdę cię polubiłem i tak sobie myślałem, kiedy siedziałem na korytarzu, czy ty może aby nie chciałabyś iść, no albo czy nie dałabyś mi swojego numeru, żebyśmy mogli się umówić już po waszym wyjeździe?-trochę się motał, ale zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie chce kolejnego chłopaka, do kolekcji,
nie po tym co spotkało mnie z Max'em i Alexem. Nie wiedziałam jak mu delikatnie odmówić.
-Oscar ja..to znaczy..no bo-nie mogłam dokończyć bo znowu ktoś przerwał, z czego się cieszyłam. Tym razem była to mama i lekarz.
-No na razie musi nas pan zostawić-powiedział lekarz, chciałam go wycałować za te słowa. Oscar coś burknął i wyszedł.
-Des skąd te ślady na szyi i dlaczego nie chciałaś powiedzieć panu o nich?- Cholera.
-Bo to nic ważnego, a co?-uśmiechnęłam się i udawałam, że wszystko okej. Nie miałam najmniejszego zamiaru mówić mamie o próbie gwałtu. Spojrzałam na nią, a na jej twarzy już pojawił się ten badawczy, detektywistyczny wyraz jakim posługuje się w pracy. Musiałam dużo siły włożyć w swoją grę aktorską.
-To prawdopodobnie ślady po duszeniu, Des nie kręć-powiedziała stanowczo kobieta.
-Mamo, daj spokój, to ,że ty pracujesz w świecie zbrodni i przestępstw nie znaczy ,że ja byłam któregoś ofiarą, to nie ślady po duszeniu.
-Więc po czym?-spytała dociekliwie.
-Pewnie powiesz ,że kłamie i takie rzeczy tylko w filmach, ale wieczory były zimne, poszłam się przejść na spacer i ubrałam sobie szalik, jedyny kaki miałam, był on trochę długi i gdy szłam lasem, jeden koniec zaczepił się o drzewo, ja szłam dosyć szybko i to mnie mocno szarpnęło, węzeł się zacisnął, a ja musiałam doczłapać do tego drzewa z trudem łapiąc oddech, aby jakoś się wyswobodzić, a potem miałam te ślady, cała historia. Zamkniesz mój szalik w więzieniu za usiłowanie zabójstwa własnej córki?-spytałam na końcu głosem śmiertelnie poważnym, aż sam doktor zachichotał cichutko, posłałam mu szybki uśmiech, a mama zacisnęła szczękę.
-Nie, ale zabójczy szalik wyrzucimy do kosza-odpowiedziała mama. Odetchnęłam z ulga. Uwierzyła! A przynajmniej tak to wyglądało.
-Proszę pana-zwróciłam się w stronę doktora.
-Tak słoneczko?
-Czy ja muszę tutaj zostać? Nie mogę wracać z mamą dzisiaj?
-Niestety nie, musisz zostać na noc na obserwacji w razie jakiś komplikacji, jutro o koło południa twoja mama cie wypisze i wtedy opuścisz szpital.-odpowiedział doktor.-A teraz musisz zażyć leki-podszedł pod jakąś szafkę wyjął leki, podszedł pod wielki baniaczek z wodą, i do plastikowego kubka nalał jej odrobinę.
-Proszę-podał mi, ja wsadziłam tabletki do ust i szybko popiłam. Na języku zachował się delikatnie gorzki smak prochów. Nie było to dobre.
-Gorzki lek najlepiej leczy-uśmiechnął się pa doktor.-To na poprawę ciśnienia, masz je zbyt niskie, powiedz, bardzo stresowałaś się w ostatnich dniach?-spytał, a ja wyraźnie zbladłam. Stresowałam się, denerwowałam ,i to jak!
-Tak, za niedługo egzaminy końcowe, ślub mojego brata, będę druhną, stresowałam się zadaniami na wycieczce, dużo stresu i nerwów, a ja szybko się denerwuje.-powiedziałam cicho.
-Skarbie, nie możesz tak.-wtrąciła się mama. jej nawet nigdy w domu nie ma, więc co on tam wie.
-Jestem trochę zmęczona-ziewnęłam teatralnie-Mogłabym już pójść spać?-spytałam.
-Jasne, że tak-odpowiedział doktor-Do jutra. Dobranoc-uśmiechnął się i wyszedł.
-Des czy wszystko w porządku?-spytała mama.
-Co masz na myśli?
-No twój stres..
-Nie przejmuj się, ja tak mam, zbyt mocno wszystkim się przejmuje ostatnimi czasy, zmieniłam się trochę, bo kiedyś olewałam wszystko, może dorastam.
-Ale czym się stresujesz? Ślubem Louisa? A co tutaj stresującego?
-No, że źle wypadnę, połamie nogę na obcasach, takie proste rzeczy.-wzruszyłam ramionami, a mama zachichotała.
-Dobrze już śpij, nie meczę cię, jutro wrócimy do domu i zapewne będzie czekać cię niespodzianka-uśmiechnęła się tajemniczo.
-Niespodzianka?-spytałam
-Śpij kochanie-pocałowała moje czoło.
-Ale mamo jaka..
-Dobranoc-odpowiedziała i wyszła. Świetnie teraz już na pewno nie zasnę! Niespodzianka...niespodzianka, jaka niespodzianka!?
Popatrzyłam na szklaną szybę , przy której stał Zayn i patrzył się na mnie, a kawałek za nim stał Oscar i rozmawiał z moją mamą. Oby mu nie dała numeru! O boże! Otrzepałam głowę z tych myśli i wzrok ponownie przeniosłam na "mojego nauczyciela" Zayn nawet nie mrugał, albo ja nie zauważyłam jak mruga. Prawie mnie zahipnotyzowały te jego głębokie ciepłe tęczówki. Ciekawe po kim on ma takie piękne oczy? Cóż, jednak niespodzianka mojej mamy nie powstrzyma mnie od snu. Moje powieki pod wpływem zmęczenia i wrażeń zaczęły opadać, a ja odpłynęłam do świata snów.
_____________________________________________________________________________
Tak, tak. Słoneczko wie, że rozdział taki zwykły, nijaki i spokojny, ale tutaj chciałam zamknąć
sprawę tej nieszczęsnej wycieczki ,w kolejnym rozdziale ,Des wróci już do domu :)
a W tym macie taką fajną scenę #ZESMOMENT lub #DAYNMOMENT lub #DEYNMOMENT
już zwał jak zwał.
Kocham was i wciąż chcę mi się śmiać z waszych reakcji na słowa Des, a to tylko niewinny zły dobór słów. Kocham i pozdrawiam waszą wyobraźnie!

Dziękuje za KOMENTARZE! OBY TAK DALEJ!