czwartek, 23 października 2014

Rozdział 53.

Zayn

- Co tu się, kurwa, dzieje?! - po pokoju rozległ się krzyk Louisa.
Podniosłem delikatnie głowę do góry i rozejrzałem się po pokoju. Było jeszcze ciemno, zapewne było około czwartej w nocy. Kiedy zobaczyłem wściekłego Lou stojącego w drzwiach niemal podskoczyłem. Szybko wstałem z łóżka, próbując wymyślić sposób, w który wytłumaczyć kumplowi sytuację, której był świadkiem. Fakt, nie była za ciekawa, więc rozumiem jego gniew. Bo kto by się ucieszył na widok przyjaciela śpiącego razem z jego młodszą siostrą? A to, że obejmowałem ją jeszcze bardziej zaostrzało sytuację.
- Co to miało być do kurwy nędzy?! - zapytał, wciąż wściekły, wypychając mnie na korytarz.
- Zamknij się Lou, zaraz wszystkich obudzisz. Już ci tłumaczę. Wczoraj Des bolała głowa i odwiozłem ją do domu. Była burza i poprosiła żebym został, no, a później nie chciała być sama w domu więc  zostałem na noc.
- Nadal mi nie wyjaśniłeś, dlaczego ją obejmowałeś! - Tomlinson znów krzyknął, ale tym razem ciszej. Na chwilę spojrzałem w sufit. Tak właściwie, dlaczego ją obejmowałem? To chyba był impuls. Ale dlaczego nie zrzuciła z siebie mojej ręki? Podobało jej się? Nie wiem.
- Nie wiem, tak wyszło. - wydukałem nieco przestraszony postawą przyjaciela. Nigdy jeszcze nie widziałem go aż tak wkurwionego, naprawdę. Jakby nie było, niedawno sam mnie zachęcał, żebym próbował, a teraz?

Des

Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Obudziły mnie krzyki dochodzące z korytarza, chyba ktoś się kłócił. Rozejrzałam się dookoła. Rozkopana kołdra, ciemność panująca w pokoju. Przymknęłam jeszcze na chwilę oczy i zaczęłam myśleć o wczorajszym dniu. Powrót do domu, kolacja, ciąża Sarah, film z Zaynem i Malik śpiący ze mną w moim łóżku. Cholera. Dlaczego ja na to pozwoliłam? Przecież jestem jego uczennicą, ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Chcąc nie chcąc, postanowiłam wyjść z pokoju i dowiedzieć się kto i o co się tak awanturuje, oraz wyjaśnić wszystko Zaynowi. Wstałam z łóżka i założyłam na stopy fioletowe papcie w panterkę. Rozciągnęłam się jeszcze i opuściłam pomieszczenie. Gdy tylko przekroczyłam próg, spotkałam Louisa i Zayna.
- Do cholery, panowie, nie można ciszej? Jest może trzecia nad ranem, ludzie chcą spać. Właściwie, o co wam chodzi?
- Des, dlaczego z nim spałaś? - zapytał mnie brat, patrząc prosto w moje oczy. 
- Bo tak. Jestem dorosła, odwal się. - warknęłam odgarniając włosy z czoła.
- Nie obchodzi mnie to, Zayn jest twoim nauczycielem! - na słowa Lou przewróciłam oczami.
- Co ty nie powiesz. Jesteś trochę pijany, idź spać. A ty, Zayn, chodź ze mną, bo musimy pogadać. - popchnęłam delikatnie Tomlinsona w stronę jego pokoju, a Malika chwyciłam ze nadgarstek i pociągnęłam w stronę mojego.
 Kiedy znaleźliśmy się już w owym pomieszczeniu, mulat usiadł na łóżku, a ja na fotelu stojącym w kącie. 
- Więc? - zapytał brunet po kilku minutach lekko niezręcznej ciszy. Patrzył na mnie, a ja na niego.
- To był błąd, to nie powinno się nigdy wydarzyć. - mówiłam szybko, patrząc na swoje stopy.
- Wczorajsza noc, tak? Wiem, masz rację. - Zayn powolnie skinął głową.
- Tak, nie może już dłużej tak być. - po tych słowach na moment spojrzałam na niego, ale chwilę później ponownie wbiłam wzrok w podłogę.
- To nie moja  pieprzona wina, że nie umiem się zdystansować! - powiedział bardziej stanowczo.
- Ciszej, Sarah i Lou śpią. - spojrzałam na niego groźnie, po czym kontynuowałam: - Zayn. Ja pierdolę, tak nie może być. Jesteś moim cholernym nauczycielem! 
- Ciszej, bo Sarah i Lou śpią. - przedrzeźniał mnie, a ja posłałam mu wściekłe spojrzenie. - Naprawdę? Dopiero teraz to zauważyłaś? Wiedziałaś o tym od początku!
- Tak samo ty! Nie jesteś wcale, kurwa, lepszy! Po co mnie tu odwoziłeś? Po co zostawałeś? - uniosłam się nieco i kiedy zobaczyłam, że się poddał, poczułam się wygrana. - Właśnie. 
- Wiesz co? Cała nasza znajomość to był wielki błąd. Po chuj ja się za tobą wstawiałem? Wyleciałabyś pewnie ze szkoły i oboje mielibyśmy spokój! - mulat wyraźnie zdenerwował się, ponieważ uderzył pięścią w swoje udo. 
- I bardzo dobrze, na pewno byłoby lepiej! Jak tylko wyjdziesz z tego domu, oboje o tym wszystkim zapomnijmy i koniec, kurwa! Jesteś najgorszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała!
- Och,  jaka milutka. W takim razie vice versa! Nie mam ci nic więcej do powiedzenia, cześć. - wstał i wyszedł. Chwilę później było słychać schodzenie po schodach i trzaśnięcie drzwiami.
Byłam zmęczona, więc położyłam się do łóżka i zasnęłam

Zayn

Po wyjściu z domu Tomlinsonów przeszedłem przez furtkę i oparłem się o mój samochód. Czarny mercedes z 2012 roku. Kocham to auto. Przesunąłem palcami po masce ukochanego samochodu i kopnąłem z całej sił oponę. Chciałem wyładować w ten sposób złość, ale to nie był najlepszy pomysł. Kilka sekund później jęknąłem z bólu. Wsiadłem do auta i wsunąłem kluczyki w stacyjkę. 
Piętnaście minut później mknąłem ulicami Londynu, nie martwiąc się niczym. Powoli zaczynało się robić jasno. Postanowiłem pojechać do domku w lesie, niegdyś należącego do mojego dziadka od strony matki. Miałem do niego jeszcze kawałek drogi, ponieważ był za miastem. Włączyłem radio i zacząłem podśpiewywać piosenkę lecąca z głośników. Jedną rękę włożyłem do schowka i zacząłem szukać fajek i zapalniczki. Cały czas patrzyłem na drogę, więc ciężko było znaleźć owe przedmioty po omacku. W końcu jednak znalazłem je i wsadziłem jednego papierosa do ust, a chwilę później go podpaliłem. Zaciągnąłem się fajką i po kilku sekundach wypuściłem dym. Uwielbiam to uczucie. 
Kolejne piętnaście, może dwadzieścia, minut później byłem w domku po dziadku. Wyjąłem klucze z kieszeni czarnych rurek i otworzyłem drewniane drzwi, które cicho zaskrzypiały. Cały dom był zbudowany z ciemnego drewna, był na odludziu. Mam z tym miejscem wiele wspaniałych wspomnień, w dzieciństwie zawsze przyjeżdżałem do dziadka, w każde wakacje, ferie i inne wolne dni. Zawsze podobała mi się ta cisza i spokój, bardzo często robiliśmy z dziadkiem ogniska i opowiadał mi wtedy historie z jego młodości. Od śmierci dziadka, czyli ostatnich dziewięciu lat, wciąż tu przyjeżdżam, ale rzadziej. Zazwyczaj wtedy, kiedy potrzebuję się wyciszyć, coś przemyśleć.
Nadal uwielbiam to miejsce, gdybym mógł, to zostałbym tu na zawsze. Wszedłem do środka i rozejrzałem się dokładnie dookoła. Ostatnio byłem tu około półtora roku temu, ale dom nadal jest w świetnym stanie. Jest parę pajęczyn przy suficie, ale wszystko da się naprawić. Postanowiłem wejść do pokoju, w którym zawsze nocowałem. Niebieskie ściany, granatowy dywan na podłodze i jednoosobowe łóżko z ciemnoniebiesko-fioletową pościelą w rakiety. Na ścianach było kilkanaście starych, trochę poobdzieranych plakatów. W kącie stała duża, mahoniowa szafa, a obok niej komoda i biurko z krzesłem w tym samym kolorze. Mimowolnie się uśmiechnąłem, a do oczu zaczęły przypływać mi łzy. To miejsce cholernie dużo dla mnie znaczy. Usiadłem na łóżku, ale po chwili postanowiłem się położyć. Wyjąłem z kieszeni telefon, oraz portfel i odłożyłem je na szafkę nocną. W międzyczasie spojrzałem na wyświetlacz telefonu i sprawdziłem godzinę. 6.59. 
Zacząłem myśleć o moim dzieciństwie, spędzonym w tym miejscu. Chodzenie na ryby z dziadkiem o poranku, wieczorne ogniska i historie. Wiele razy wybieraliśmy się też na grzyby, razem gotowaliśmy. Dziadek zawsze ratował mi tyłek przed moją mamą, kiedy coś nabroiłem. Był moim najlepszym przyjacielem.
Później moje myśli pochłonęła kłótnia z Des. Dlaczego przyznałem się, że nie umiem się zdystansować? To był kolejny cholerny błąd. Właściwie, to dobrze, że w końcu sobie wszystko wyjaśniliśmy i zakończyliśmy tę chorą znajomość. Kurwa, jaki nauczyciel sypia w domu uczennicy, w dodatku w jej łóżku, z nią? Ja pierdole, to naprawdę nigdy nie powinno mieć miejsca. I jeszcze gdyby ktoś dowiedział się o tym, że się całowaliśmy, to serio byłbym skończony. Nigdy więcej, muszę utrzymywać z nią relacje uczeń-nauczyciel. Chociaż to ciężkie zadanie, muszę dać radę. 
Nie wiem co to, ale jest w niej coś, co mnie przyciąga. 
- Cholera, Zayn. Nie myśl o tym. - szepnąłem sam do siebie. 
W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Spojrzałem na ekran urządzenia - dostałem sms'a od Louisa. Odblokowałem komórkę i wszedłem w wiadomości.
Tommo: Zayn, przepraszam, stary. Źle zareagowałem... Pamiętasz, jak kiedyś namawiałem cię do spróbowania z Des? Za to też przepraszam, nie powinienem był tego mówić. Póki co jesteś jej nauczycielem, lepiej żeby niczego nie było, bo to źle się dla ciebie skończy. Ok, wybaczysz marchewooo? xx 

Postanowiłem odpisać kumplowi. Wystukałem wiadomość i kliknąłem 'wyślij'.

Zayn: No nie wiem, po tym jak prawie mi przyjebałeś... Żartuję, Lou. Masz wybaczone! x 

Kiedy po kilku minutach Tomlinson nadal nie odpisywał, postanowiłem się zdrzemnąć. Cóż, nie miałem okazji się wyspać w nocy.
____________________________ 
Macie rozdział!
Spóźniony i krótki, wiem, ale ciężki tydzień, przepraszam.
Stwierdziłam, że będę dodawać jeden (postaram się, żeby był jak najdłuższy, ale nie umiem pisać długich rozdziałów :( ) 
rozdział w tygodniu, w sobotę, chyba, że coś mi wypadnie, to dodam w inny dzień.
Ewentualnie jakbym miała 'lżejszy' tydzień, to dodam dwa rozdziały. 
W tym postarałam się dostosować do waszych uwag i jestem z niego zadowolona. 
Macie ostrzejszą Des, więcej uczuć i więcej określeń 'dodał, rzekła' itd.
Jedna z was, nie pamiętam już która,  napisała, że  Des zbyt szybko pozwoliła Malikowi ze sobą spać i w następnym być może będą uprawiać seks.
Otóż nie, kochanie, z łaski swojej nie opierdalaj mnie, że tak powiem, bo to ja wiem co będzie dalej, a nie ty. To  wszystko jest zaplanowane.
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodobał bardziej niż poprzednie. 
A i wychodzi na to, że naszą Sarah zostanie Lucy Hale, dobry wybór xd 
I jeszcze chciałam powiedzieć, że myślę, że Deep zostanie zakończony po 75. rozdziałach + epilogu, ale na razie to są tylko podejrzenia :) 
Zapraszam do nowej ankiety :)
Dziękuję za wszystko
ily! xx

wtorek, 21 października 2014

Wiadomość

Jest taka sprawa. Pod poprzednim rozdziałem było dość sporo komentarzy na temat mojego stylu pisania i dialogów.
Więc, cóż..
Inaczej nie umiem pisać. Staram się brać wasze rady do siebie, ale no tak, czy siak jest dużo dialogów. Swoją drogą, dziękuję za negatywne (pozytywne jeszcze bardziej) komentarze. Wracając - nie piszę profesjonalnie, nie jestem na nie wiadomo jak wysokim poziomie w pisaniu. Jestem amatorką, więc moje prace nie są doskonałe. Mogą być błędy stylistyczne i w ogóle, ale na pewno nie piszę, bo muszę, bo nie muszę. Robię to, bo chcę i z własnej woli. Tak dla kogoś wiadomości, nie pamiętam już kogo.
Kiedyś, jak miałam bloga z imaginami to nie było tam prawie wcale nie było dialogów i uwierzcie mi na słowo - było miliard razy gorzej. Po za tym, dopiero się rozkręcam i później będzie tylko lepiej :)
Nie zapominajcie też, że mam szkołę, naukę i obowiązki, zwłaszcza, że jestem w ostatniej klasie. Wiecie jak to jest, ew. 
I druga sprawa, proszę was wszystkie, żebyście głosowały w ankiecie po prawej.  Jeśli nie rozstrzygniemy tej sprawy, zostaniemy bez Sarah. Więc, jeszcze raz proszę
głosujcie, głosujcie, głosujcie.

sobota, 18 października 2014

Rozdział 52.

Zayn

- Louis, bracie, gratuluję! Będę chrzestnym, prawda? - zapytałem przyjaciela.
- Dzięki, stary. Sarah! Zayn może zostać chrzestnym?
- Spokojnie panowie, mamy jeszcze siedem miesięcy na zastanowienie się. - powiedziała Sarah. - Ale chcę, żeby Des była chrzestną. 
Razem z Lou zaśmialiśmy się na ostatnie słowa jego narzeczonej. Zawsze traktowała Des jak siostrę, z tego co wiem od Louisa. Sama była jedynaczką.
- Lou, Lou, Lou. Od kiedy z ciebie taki pantofel?
- Miłość zmienia ludzi, stary. Ty też mógłbyś już znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Wiesz, niedługo się zestarzejesz i już żadna nie będzie cię chciała, korzystaj póki możesz. - po swoich słowach Tomlinson odsunął się ode mnie i zaczął rozmowę ze swoją matką. Dyskretnie spojrzałem na Des. Chyba pisała sms-a. Postanowiłem podejść do niej i pogadać. Usiadłem na krześle, na którym wcześniej siedziała Sarah i rozpocząłem z nią rozmowę.
- Jak się masz?
- Dobrze, dziękuję, a co u ciebie?
- Jakoś leci, nie narzekam. Jak głowa?
- Lepiej, ale nadal nie jest idealnie. Trochę mnie boli.
- Chcesz jakąś tabletkę? Albo może zawiozę cię do domu?
- Nie, dzięki. Nie jest aż tak źle. W razie czego powiem ci. 
- Okej.
- Um, a w saunie było fajnie?
- Z pewnością byłoby lepiej, gdybyś była z nami. Chociaż nie było źle.
- Okej. Wiesz co, może jednak pojadę do domu.
- Dobrze, chodźmy, zawiozę cię.
- Nie, jeśli chcesz to zostań, dam sobie radę, jeśli pojadę taksówką.
- Chcę mieć pewność, że nic ci się nie stanie. No już, nie daj się prosić.
- Skoro tak chcesz.
- Idę powiedzieć twojemu bratu, że wychodzimy.
- Mhm.
Wstałem z krzesła i zacząłem szukać Louisa, którego nie mogłem nigdzie dostrzec, to samo z Sarah. Ciekawe. Ostatecznie, nie mogąc ich znaleźć, napisałem Lou wiadomość i wyszedłem razem z Des z restauracji. Gdy stanęliśmy pod drzwiami auta postanowiłem jeszcze raz się do niej odezwać.
- Lubię cię, wiesz?
- Dzięki? Ja ciebie ewentualnie też, ale tylko wtedy, kiedy nie jesteś moim nauczycielem. Bo inaczej to, um, trochę niezręczne.
- Możliwe, że masz rację. Wsiadaj. - powiedziałem, kiedy otwarłem jej drzwi.
- Już, już - odpowiedziała żartobliwym tonem.
Obszedłem samochód dookoła i usiadłem na miejscu kierowcy. Zapiąłem pas i włożyłem kluczyk w stacyjkę.
- Dziękuję. - usłyszałem po chwili.
- Za?
- Za wszystko, że tak się mną zajmujesz i mi pomagasz, Zayniee*.
- Nie ma sprawy.
Odpaliłem auto i moment później zaczęło jechać do przodu. 

dwadzieścia minut później

  Kilka sekund temu podjechaliśmy pod dom Des. W tym samym momencie rozległ się głośny grzmot, a chwilę później niebo przecięła duża, srebrna błyskawica.
- Jesteśmy, Di.
- Um, Zayn? Może chciałbyś na chwilę wejść do środka, huh?
- Boisz się burzy?
- Nie, ja tylko... Okej, boję się.
- Skoro tak, chodźmy.
Odpiąłem pas i wysiadłem ze samochodu. Okrążyłem go i otworzyłem drzwi Des.
- Mhm, gentleman. - skomentowała krótko i uśmiechnęła się pod nosem.
- Jak zawsze! - udałem oburzenie, na co zachichotała cicho. 
 Zamknąłem auto i przeszliśmy przez furtkę. Gdy stanęliśmy pod drzwiami, z nieba zaczął padać deszcz, po prostu ulewa niemiłosierna. Tomlinson wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi. 
- Chcesz kawę, herbatę, kakao?
- A ty?
- Chyba kakao.
- Więc ja też, dzięki. Jak głowa?
- Lepiej. Chodź, skoro zostaniesz, to może obejrzymy jakiś film?
- Pewnie. Jaki chcesz?
- Horror. 
- Czytasz mi w myślach. Zobacz, lubisz oglądać horrory, ale boisz się burzy.
- Jeśli komuś powiesz to inaczej pogadamy.
- Czy ty im grozisz?
- Nie, no gdzie tam. Taka grzeczna dziewczynka jak ja miałaby ci grozić?
Uśmiechnąłem się i poszliśmy do kuchni zrobić dwie gorące czekolady. Kiedy już były gotowe poszliśmy na górę, do jej pokoju i usiedliśmy na kocach, leżących na  podłodze wraz z laptopem. Wzięliśmy jeszcze kilka poduszek oraz kołdrę i okryliśmy się nią. W końcu Di włączyła The Ring, bo to na niego się zdecydowaliśmy. Podczas oglądania filmu trochę gadaliśmy, śmialiśmy się i od czasu do czasu zdarzały się małe bitwy na poduszki. Ze względu na to, że Des nie była taka dzielna jak mówiła wcześniej, była przytulona do mojego torsu. Idealny wieczór. 
Półtorej godziny później film się skończył, a my postanowiliśmy pograć w 20 pytań.
- Ulubiony kolor? - zapytałem Di jako pierwszy.
- Nie mam jednego, lubię wszystkie. Kiedy masz urodziny?
- Dwunastego stycznia. Ulubiona piosenka?
- Um, nie wiem, chyba 'Sweater weather' od The Neighbourhood. Ulubione miejsce na świecie?
- Walia, Londyn. 
- Idziemy spać?
- Mam tu zostać? Myślałem, że mam tylko z tobą posiedzieć, a później, kiedy już będziesz chciała iść spać, wyjdę. Ale jak wolisz.
- Zostań, nie lubię być sama w domu. Więc, ty możesz spać na łóżku, a ja przyniosę sobie materac.
- Nie, ty śpij w łóżku. 
- No co ty, przecież jesteś gościem.
- Ale kobietom się ustępuje.
- Co z tego. Śpisz na łóżku i koniec.
- Zgoda, ale pod jednym warunkiem.
- Słucham.
- Śpisz ze mną.
- Co? Uh, no okej. 
- Dobrze. Mogę iść wziąć prysznic? 
- Tak, pewnie, zaraz dam ci jakieś rzeczy Louisa do spania. I ręcznik.
Skinąłem głową i usiadłem na łóżku. Des w tym czasie poszła do pokoju brata. Po około pięciu minutach wróciła z czarną bluzką i szarymi, dresowymi spodniami oraz zielonym ręcznikiem.
- Możesz już iść, ja pójdę się umyć do łazienki na dole, jakby co. Jak skończysz to przyjdź tutaj i wejdź już do łóżka, albo cokolwiek chcesz. Jesteś głodny? Mogę zrobić ci coś do jedzenia.
- Nie, dziękuję. Najadłem w tej restauracji, do rana raczej nie będę potrzebował jedzenia. Więc idę, do zobaczenia później!
Dziewczyna odpowiedziała jeszcze coś w stylu 'mhm, okej'. Wyszedłem z jej pokoju i skierowałem się do łazienki. Po przejściu przez krótki korytarz byłem na miejscu. Zamknąłem drzwi od łazienki i szybko zrzuciłem z siebie ubrania. Wszedłem do kabiny i odkręciłem ciepłą wodę. Już po chwili po moim ciele rozlała się ciepła woda. Chwyciłem z półki pierwszy lepszy żel do mycia i umyłem dokładnie całe ciało. Postałem jeszcze chwilę pod prysznicem i wyszedłem. Wytarłem się ręcznikiem
i ubrałem koszulkę oraz bokserki, które jak się okazało były pomiędzy koszulką i spodniami. Następnie ubrałem jeszcze spodnie i przewiesiłem ręcznik przez kaloryfer. Opuściłem pomieszczenie i poszedłem do pokoju Des. Ona czekała już na mnie, siedziała na łóżku i robiła coś w telefonie.
- Jestem już, w skali od 1 do 10 jak bardzo tęskniłaś? - zapytałem zaczepnie.
- Och, wiesz przecież, że moja tęsknota była poza skalę! - odpowiedziała sarkastycznie. - Idziemy spać?
- Tak. 
Wszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Leżała do mnie plecami. Przysunąłem się bliżej i przerzuciłem ramię przez jej talię.
- Dobranoc. - wymruczałem jej do ucha i położyłem głowę na poduszkę.
- Dobranoc. - odpowiedziała ziewając.






Ten rozdział chyba jest dłuższy od tamtego.
I teraz sprawa komentarzy
Dostałam jeden taki: "
Naprawde fajny :) Biorac pod uwage ze przejelas tego bloga w jego polowie <3 A bedziesz dodawac rozdzialy jakos systematycznie czy po prostu kiedy bedziesz miala czas i wene?"

Więc właśnie mam pytania co do tego:
wolicie dwa/trzy krótsze (czyli takie jak ten) rozdziały w tygodniu, czy jeden lub ewentualnie dwa dłuższe?
Ja osobiście wolałabym  opcję pierwszą, bo nie umiem i nie lubię pisać długich rozdziałów, nie dam rady napisać 20 stron w wordzie, jak zapewne byście chciały.

Drugi komentarz :
'' Przeczytałam właśnie ten rozdział i teraz chciałabym wyrazić swoją opinię:
po 1. rozdział jest strasznie krótki i nic się w nim nie dzieje.
po 2. są okropne błędy.
po 3. rozdział nie ma spójności
po 4. jest coś takiego że Des szła do domu i nagle znalazła się w szpitalu :o
Musisz jeszcze dłuuugo popracować żeby pisać chodź w połowie tak dobrze jak poprzednia autorka
.''

Naprawdę nie piszę nawet w połowie tak dobrze jak Sun shine? Jeśli jestem tak bardzo okropna to mogę odejść, bo robię to dlatego, żebyście mogły się dowiedzieć jak to się skończy.
Chciałabym się odnieść do paru rzeczy, mianowicie:
co do punktu 2. ja żadnych błędów nie widzę, może jestem ślepa, nie wiem. A nawet jeśli, to jestem tylko człowiekiem, moje drogie.
i jeszcze 4. to nie jest mój błąd, tylko twój, bo źle to zrozumiałaś.
  PS. nie pouczaj mnie, proszę, bo sama robisz błędy. 

Jest jeszcze jedna sprawa, dodam do bohaterów Sarah, ale mam trzy opcję, co do tego kto użyczy jej twarzy:
1. Lucy Hale 
2. Jade Thirlwall
3.Shay Mitchell  
Zobaczcie sobie wszystkie trzy dziewczyny i do każdego komentarza poproszę numer, okej?
Chyba, że macie inne propozycje, to poproszę.

@perfectlloydxo

czwartek, 16 października 2014

Rozdział 51.

Des

Następnego dnia


- Mamo. Co to za niespodzianka? - zapytałam po raz kolejny w trakcie drogi do domu.
- Dowiesz się w domu, kochanie. - odpowiedziała mama i jęknęłam, opierając głowę o szybę w aucie. Chwilę potem włożyłam do uszu słuchawki.
 Około godziny trzynastej otrzymałam wypis ze szpitala. Lekarz kazał mi zostać na trzy lub cztery dni w domu i się oszczędzać oraz nie stresować. Przypisał mi też tabletki na ciśnienie. 

- Des, jesteśmy. Czas na niespodziankę. - powiedziała moja rodzicielka po jakichś czterdziestu minutach. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam swój podjazd, a także dom.
 Najszybciej jak potrafiłam odpięłam pas i wyszłam z auta. Pobiegłam do domu i w try miga dobiegłam pod drzwi. Jednak, kiedy pociągnęłam za klamkę od drzwi, okazało się, że były zamknięte. Nie miałam przy sobie kluczy, więc zostało mi jedynie czekać na mamę. 
 Kilka minut później, może trzy, mama stanęła obok mnie i wyjęła z torebki klucze.
- Szybciej, proszę. Wiesz, że nie jestem zbytnio cierpliwa. - pośpieszałam mamę, która na moje słowa tylko westchnęła.
 Kiedy w końcu drzwi się otwarły, od razu weszłam do środka. Weszłam do każdego pomieszczenia po kolei - salonu, kuchni, łazienki, sypialni mamy i swojej również. Na koniec, gdy już prawie się poddałam, postanowiłam wejść do pokoju brata. 
 Byłam pewna, że nikogo w nim nie ma, więc weszłam bez pukania. Jednak okazało się być odwrotnie - w pokoju był Louis, a z nim jego narzeczona, Sarah*. Na ich widok natychmiast zasłoniłam oczy. Najwidoczniej im w czymś przeszkodziłam, gdyż Sarah siedziała okrakiem na kolanach Lou, a jego ręce błądziły po całym jej ciele. Warto też wspomnieć, że oboje byli w samej bieliźnie, a ich ubrania leżały dookoła czarnego krzesła obrotowego.
- Ekhem. - odchrząknęłam znacząco, ponieważ prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy z mojej obecności i posuwali się coraz dalej. 
 Kiedy tylko Sarah mnie usłyszała, od razu odskoczyła od mojego brata i zakryła się kołdrą. Na jej policzkach pojawiły się bardzo wyraźne rumieńce. Cóż, też bym się zawstydziła w takiej sytuacji.
- Em, Des, nie miałyście przypadkiem przyjechać trochę później? - zapytał lekko zażenowany Tomlinson.
- Możliwe, wypuścili mnie trochę wcześniej ze szpitala. Przy okazji, cześć Loulou, cześć Sarrie**! - ostatnią część zdania wypowiedziałam zdecydowanie głośniej i przytuliłam mocno brata. Gdy już puściłam Louis'a, uścisnęłam Sarah***.
- Więc, co was tu sprowadza?
- Mamy wam coś do ogłoszenia! Wieczorem idziemy wszyscy na kolację, tak gdybyś chciała wiedzieć. 
- Tylko rodzina, tak?
- Nie. Będzie też Zayn, bo jest drużbą!**** 
Cholera, no.
- A, okej. Idę do siebie, nie chcę dłużej wam przeszkadzać. - pożegnałam się i wyszłam z pokoju.
 Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Trochę dawno tu nie byłam. Trzy ściany były białe, czwarta była miętowa. Na jednej z białych ścian było duże okno, pod którym był szeroki parapet okryty cienkim, fioletowym materacem. Zimą często na nim siadałam i oglądałam otoczenie. Na drugiej ścianie było pełno antyram ze zdjęciami. Większość przedstawiała mnie i Lou, ale sporo było też tych z Victorią. Można było znaleźć też pobrane z internetu, oraz cytaty. Ostania z białych ścian była pusta, bez żadnych ozdób. Pod nią stała komoda, biurko i kilka innych szafek. Obok znajdowały się także białe drzwi do niewielkiej łazienki. Z kolei o miętową ścianę oparte było łóżko okryte gładką, jasnoróżową pierzyną. Dookoła niej było mnóstwo kolorowych poduszek. 
  Nim się spostrzegłam, usnęłam.
Obudziłam się dopiero kilka minut przed godziną osiemnastą, co oznaczało, że mam około półtorej godziny na wyszykowanie się. Nie marnując czasu weszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Po umyciu całego ciała i włosów wyszłam spod prysznica i wysuszyłam włosy, które później dokładnie wyprostowałam. Opuściłam pomieszczenie i spojrzałam na zegarek. Było pięćdziesiąt siedem minut po osiemnastej. Jęknęłam i zaczęłam wybierać strój. Długo nie mogłam się zdecydować, ale ostatecznie wybrałam klasyczną małą czarną, rozkloszowaną od pasa w dół i dziesięciocentymetrowe czarne szpilki. Na koniec pomalowałam rzęsy i zrobiłam średniej grubości kreski eye-linerem. Przejechałam usta różową szminką i byłam gotowa. Zeszłam na dół równo o dziewiętnastej dwadzieścia osiem. 
- Wow, mała, pięknie wyglądasz! - skomentowali równocześnie Lou i Sarah.
Louis był ubrany w czarny garnitur i lśniąco białą koszulę. Miał też na sobie liliowy krawat. Włosy miał zaczesane do tyłu. Z kolei Sarrie miała na sobie sukienkę w kolorze krawatu swojego narzeczonego. Była na ramiączkach, a z tyłu miała spore wycięcie. Dół sukienki był tiulowy, a włosy dziewczyny były spięte w pięknego koka. Wyglądała olśniewająco, tak samo Lou.
Chwilę później z kuchni wyłoniła się mama, która - ubrana w szary komplet - także bardzo dobrze wyglądała
- Wow, naprawdę do siebie pasujecie. Jedziemy?
- Tak.

Dwadzieścia pięć minut później

Wyszłam ze samochodu. Chwilę później mama, Sarah i Louis powtórzyli wykonaną przeze mnie czynność. Nagle - ni stąd, ni zowąd - obok mnie pojawił się Zayn.
- Dobry wieczór, cześć. 
- Och, dobry wieczór, kochany. - przywitała go moja matka, a chwilę później na jego powitanie odpowiedzieli również Lou i Sarrie. Ja jednak wciąż milczałam, a Malik, jak i cała reszta, patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Cześć, Zayn. - powiedziałam w końcu beznamiętnie, na co mulat kiwnął głową i uśmiechnął się.
Moment później byliśmy już w środku eleganckiej restauracji. Louis podszedł do lady, za którą stała jedna z pracownic owego miejsca.
- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson, proszę. - powiedział nonszalancko mój brat.
- Tam jest pański stolik, niedługo podejdzie do państwa kelner. 
Skierowaliśmy się w stronę stolika, który nam wskazała kobieta. Każdy z nas zajął swoje miejsce, ale tak się złożyło, że mi przypadło to naprzeciw Zayna. 
 Po kilku minutach przyszedł kelner.   Podał każdemu z nas jedzenie, a gdy wszyscy skończyliśmy jeść Louis wstał. 
- Więc, moi drodzy. Chcielibyśmy wam coś z Sarah ogłosić. - w tym momencie spojrzał na dziewczynę i delikatnie się uśmiechnął. - Wiecie już, że za cztery tygodnie będziemy brać ślub, a miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli dziecko!



* - dodam do zakłaki ' bohaterowie ' Sarah i najprawdopodobniej w jej rolę wcieli się Lucy Hale. Jeśli macie jakieś inne propozycje, to piszcie, proszę, w komentarzach, bo ja naprawdę nie mam pojęcia kto jeszcze mógłby nią być
 
** - to będzie zdrobnieniem od jej imienia, może być? jeśli macie inne pomysły, również piszcie w komentarzach
 
*** - nie wiem jak się odmienia to imię
 
**** - nie znam się na ślubach, więc nie wiem, czy dobrze to napisałam

Więc, tak się kończy pierwszy rozdział mojego autorstwa.
Wiem, że rozdział jest cholernie krótki, ale chciałam, żebyście już dłużej nie musiały czekać :)
Następne oczywiście będą dłuższe, no, chyba, że ewentualnie zabraknie mi weny, lub czasu. 
Teraz kończę notkę, bo nie mam już czasu.
Więc pa, do następnego rozdziału.
Miło by było zobaczyć chociaż kilka komentarzy, więc piszcie, czy się podobał, czy nie. Zapraszam też do czytania Heartbreak girl :)
ily
@perfectlloydxo
 
 

środa, 15 października 2014

Nowa autorka

Cześć, chciałabym Wam wszystkim powiedzieć, że przejęłam Deep.
Mam nadzieję, że mój styl pisania oraz to, co wymyślę do fanfiction Wam się spodoba i się polubimy. Mogę podać link do mojego fanfiction, żebyście się zapoznali z moim stylem pisania i ogólnie. Więc, tutaj macie Heartbreak girl (jest również na wattpadzie, tam jest więcej części).
Co do Deep'a postaram się dodawać minimum jeden rozdział w tygodniu, podczas wolnego trochę więcej. Mam pomysł na tego fanfica i myślę, że uda mi się go dokończyć w dobry sposób. Pierwszy rozdział mojego autorstwa powinien się pojawić w przyszłym tygodniu, w najgorszym przypadku za dwa.

Dziękuję Sunshine za to, że dała mi szansę.
Powtórzę się, ale to co - mam nadzieję, że się polubimy i dobrze nam się będzie 'współpracowało'.

~ N.

EDIT:
Zapomniałam wspomnieć, że w razie jakichkolwiek pytań, czy coś możecie wpadać na twittera - @perfectlloydxo
Jeślibym się długo nie zjawiała na blogu z rozdziałem możecie pisać xx