czwartek, 16 października 2014

Rozdział 51.

Des

Następnego dnia


- Mamo. Co to za niespodzianka? - zapytałam po raz kolejny w trakcie drogi do domu.
- Dowiesz się w domu, kochanie. - odpowiedziała mama i jęknęłam, opierając głowę o szybę w aucie. Chwilę potem włożyłam do uszu słuchawki.
 Około godziny trzynastej otrzymałam wypis ze szpitala. Lekarz kazał mi zostać na trzy lub cztery dni w domu i się oszczędzać oraz nie stresować. Przypisał mi też tabletki na ciśnienie. 

- Des, jesteśmy. Czas na niespodziankę. - powiedziała moja rodzicielka po jakichś czterdziestu minutach. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam swój podjazd, a także dom.
 Najszybciej jak potrafiłam odpięłam pas i wyszłam z auta. Pobiegłam do domu i w try miga dobiegłam pod drzwi. Jednak, kiedy pociągnęłam za klamkę od drzwi, okazało się, że były zamknięte. Nie miałam przy sobie kluczy, więc zostało mi jedynie czekać na mamę. 
 Kilka minut później, może trzy, mama stanęła obok mnie i wyjęła z torebki klucze.
- Szybciej, proszę. Wiesz, że nie jestem zbytnio cierpliwa. - pośpieszałam mamę, która na moje słowa tylko westchnęła.
 Kiedy w końcu drzwi się otwarły, od razu weszłam do środka. Weszłam do każdego pomieszczenia po kolei - salonu, kuchni, łazienki, sypialni mamy i swojej również. Na koniec, gdy już prawie się poddałam, postanowiłam wejść do pokoju brata. 
 Byłam pewna, że nikogo w nim nie ma, więc weszłam bez pukania. Jednak okazało się być odwrotnie - w pokoju był Louis, a z nim jego narzeczona, Sarah*. Na ich widok natychmiast zasłoniłam oczy. Najwidoczniej im w czymś przeszkodziłam, gdyż Sarah siedziała okrakiem na kolanach Lou, a jego ręce błądziły po całym jej ciele. Warto też wspomnieć, że oboje byli w samej bieliźnie, a ich ubrania leżały dookoła czarnego krzesła obrotowego.
- Ekhem. - odchrząknęłam znacząco, ponieważ prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy z mojej obecności i posuwali się coraz dalej. 
 Kiedy tylko Sarah mnie usłyszała, od razu odskoczyła od mojego brata i zakryła się kołdrą. Na jej policzkach pojawiły się bardzo wyraźne rumieńce. Cóż, też bym się zawstydziła w takiej sytuacji.
- Em, Des, nie miałyście przypadkiem przyjechać trochę później? - zapytał lekko zażenowany Tomlinson.
- Możliwe, wypuścili mnie trochę wcześniej ze szpitala. Przy okazji, cześć Loulou, cześć Sarrie**! - ostatnią część zdania wypowiedziałam zdecydowanie głośniej i przytuliłam mocno brata. Gdy już puściłam Louis'a, uścisnęłam Sarah***.
- Więc, co was tu sprowadza?
- Mamy wam coś do ogłoszenia! Wieczorem idziemy wszyscy na kolację, tak gdybyś chciała wiedzieć. 
- Tylko rodzina, tak?
- Nie. Będzie też Zayn, bo jest drużbą!**** 
Cholera, no.
- A, okej. Idę do siebie, nie chcę dłużej wam przeszkadzać. - pożegnałam się i wyszłam z pokoju.
 Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Trochę dawno tu nie byłam. Trzy ściany były białe, czwarta była miętowa. Na jednej z białych ścian było duże okno, pod którym był szeroki parapet okryty cienkim, fioletowym materacem. Zimą często na nim siadałam i oglądałam otoczenie. Na drugiej ścianie było pełno antyram ze zdjęciami. Większość przedstawiała mnie i Lou, ale sporo było też tych z Victorią. Można było znaleźć też pobrane z internetu, oraz cytaty. Ostania z białych ścian była pusta, bez żadnych ozdób. Pod nią stała komoda, biurko i kilka innych szafek. Obok znajdowały się także białe drzwi do niewielkiej łazienki. Z kolei o miętową ścianę oparte było łóżko okryte gładką, jasnoróżową pierzyną. Dookoła niej było mnóstwo kolorowych poduszek. 
  Nim się spostrzegłam, usnęłam.
Obudziłam się dopiero kilka minut przed godziną osiemnastą, co oznaczało, że mam około półtorej godziny na wyszykowanie się. Nie marnując czasu weszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Po umyciu całego ciała i włosów wyszłam spod prysznica i wysuszyłam włosy, które później dokładnie wyprostowałam. Opuściłam pomieszczenie i spojrzałam na zegarek. Było pięćdziesiąt siedem minut po osiemnastej. Jęknęłam i zaczęłam wybierać strój. Długo nie mogłam się zdecydować, ale ostatecznie wybrałam klasyczną małą czarną, rozkloszowaną od pasa w dół i dziesięciocentymetrowe czarne szpilki. Na koniec pomalowałam rzęsy i zrobiłam średniej grubości kreski eye-linerem. Przejechałam usta różową szminką i byłam gotowa. Zeszłam na dół równo o dziewiętnastej dwadzieścia osiem. 
- Wow, mała, pięknie wyglądasz! - skomentowali równocześnie Lou i Sarah.
Louis był ubrany w czarny garnitur i lśniąco białą koszulę. Miał też na sobie liliowy krawat. Włosy miał zaczesane do tyłu. Z kolei Sarrie miała na sobie sukienkę w kolorze krawatu swojego narzeczonego. Była na ramiączkach, a z tyłu miała spore wycięcie. Dół sukienki był tiulowy, a włosy dziewczyny były spięte w pięknego koka. Wyglądała olśniewająco, tak samo Lou.
Chwilę później z kuchni wyłoniła się mama, która - ubrana w szary komplet - także bardzo dobrze wyglądała
- Wow, naprawdę do siebie pasujecie. Jedziemy?
- Tak.

Dwadzieścia pięć minut później

Wyszłam ze samochodu. Chwilę później mama, Sarah i Louis powtórzyli wykonaną przeze mnie czynność. Nagle - ni stąd, ni zowąd - obok mnie pojawił się Zayn.
- Dobry wieczór, cześć. 
- Och, dobry wieczór, kochany. - przywitała go moja matka, a chwilę później na jego powitanie odpowiedzieli również Lou i Sarrie. Ja jednak wciąż milczałam, a Malik, jak i cała reszta, patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Cześć, Zayn. - powiedziałam w końcu beznamiętnie, na co mulat kiwnął głową i uśmiechnął się.
Moment później byliśmy już w środku eleganckiej restauracji. Louis podszedł do lady, za którą stała jedna z pracownic owego miejsca.
- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson, proszę. - powiedział nonszalancko mój brat.
- Tam jest pański stolik, niedługo podejdzie do państwa kelner. 
Skierowaliśmy się w stronę stolika, który nam wskazała kobieta. Każdy z nas zajął swoje miejsce, ale tak się złożyło, że mi przypadło to naprzeciw Zayna. 
 Po kilku minutach przyszedł kelner.   Podał każdemu z nas jedzenie, a gdy wszyscy skończyliśmy jeść Louis wstał. 
- Więc, moi drodzy. Chcielibyśmy wam coś z Sarah ogłosić. - w tym momencie spojrzał na dziewczynę i delikatnie się uśmiechnął. - Wiecie już, że za cztery tygodnie będziemy brać ślub, a miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli dziecko!



* - dodam do zakłaki ' bohaterowie ' Sarah i najprawdopodobniej w jej rolę wcieli się Lucy Hale. Jeśli macie jakieś inne propozycje, to piszcie, proszę, w komentarzach, bo ja naprawdę nie mam pojęcia kto jeszcze mógłby nią być
 
** - to będzie zdrobnieniem od jej imienia, może być? jeśli macie inne pomysły, również piszcie w komentarzach
 
*** - nie wiem jak się odmienia to imię
 
**** - nie znam się na ślubach, więc nie wiem, czy dobrze to napisałam

Więc, tak się kończy pierwszy rozdział mojego autorstwa.
Wiem, że rozdział jest cholernie krótki, ale chciałam, żebyście już dłużej nie musiały czekać :)
Następne oczywiście będą dłuższe, no, chyba, że ewentualnie zabraknie mi weny, lub czasu. 
Teraz kończę notkę, bo nie mam już czasu.
Więc pa, do następnego rozdziału.
Miło by było zobaczyć chociaż kilka komentarzy, więc piszcie, czy się podobał, czy nie. Zapraszam też do czytania Heartbreak girl :)
ily
@perfectlloydxo
 
 

środa, 15 października 2014

Nowa autorka

Cześć, chciałabym Wam wszystkim powiedzieć, że przejęłam Deep.
Mam nadzieję, że mój styl pisania oraz to, co wymyślę do fanfiction Wam się spodoba i się polubimy. Mogę podać link do mojego fanfiction, żebyście się zapoznali z moim stylem pisania i ogólnie. Więc, tutaj macie Heartbreak girl (jest również na wattpadzie, tam jest więcej części).
Co do Deep'a postaram się dodawać minimum jeden rozdział w tygodniu, podczas wolnego trochę więcej. Mam pomysł na tego fanfica i myślę, że uda mi się go dokończyć w dobry sposób. Pierwszy rozdział mojego autorstwa powinien się pojawić w przyszłym tygodniu, w najgorszym przypadku za dwa.

Dziękuję Sunshine za to, że dała mi szansę.
Powtórzę się, ale to co - mam nadzieję, że się polubimy i dobrze nam się będzie 'współpracowało'.

~ N.

EDIT:
Zapomniałam wspomnieć, że w razie jakichkolwiek pytań, czy coś możecie wpadać na twittera - @perfectlloydxo
Jeślibym się długo nie zjawiała na blogu z rozdziałem możecie pisać xx 

poniedziałek, 15 września 2014

UWAGA

W związku z tym, że nie mam kompletnie czasu na pisanie, a ni za dużo weny, zdecydowałam
się, że oddam blog, komuś kto go poprowadzi lepiej ode mnie i nie będzie zaniedbywał swoich
czytelników tak jak ja :) Jeżeli jest ktoś chętny proszę pisać na e-maila :) W razie gdyby było was więcej niż jedna osobą, pozostanie mi wybrać kogoś z was.
suunshinexd@gmail.com
Jeżeli nie będzie chętnych na przejęcie bloga, po prostu go zawieszam:)
Przepraszam, bardzo przepraszam, ale nie dam rady nic zrobić, a rozdział raz na dwa miesiące na pewno was nie będzie
zadowalał.
aha i jeżeli ktoś chcę Bally też jest do przejęcia.

Mam nadzieję, że jakoś to będzie z tym deep ,że ktoś go przejmie i wam się spodoba :)
Na pewno nie wrócę już do pisania ...

Pozdrawiam PRZEPRASZAM :(



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 50

Des
-Wyjdź stąd Zayn-powiedziałam gdy tylko zobaczyłam go stojącego w moich drzwiach. Zobaczyłam w jego oczach zakłopotanie, zaskoczenie, smutek. Oh ja głupia! Źle się wyraziłam!
-Dla-dlaczego?-spytał jąkając się. A mnie zebrało się na śmiech. Brawo Des, własnie wyszłaś na jakąś obrażoną wariatkę! Co za beznadziejny dobór słów!
-Zayn..-zaczęłam uśmiechając się, a on zmarszczył brwi. Na pewno posądzi mnie o uraz mózgu.-Źle to zabrzmiało, przepraszam.-wytłumaczyłam, a zmarszczka na jego czole jeszcze bardziej pogłębiła się scalając jego brwi.
-Źle się wyraziłaś? Każesz mi stąd wyjść.-powiedział sucho. Oh..
-Chcę żebyś stąd wyszedł, nie chcę żeby tu ktoś do mnie przychodził bo..
-Bo co?-przerwał mi. Mówi jakby był urażony...ale jak się temu dobrze przyjrzeć to chyba jest. Przecież nawet dobrze nie wszedł do środka, a ja wypadłam z tym "wyjdź stąd"!
-Bo ja przynoszę pecha, więc lepiej nie kręć się w pobliżu mnie, przepraszam jeżeli to cię uraziło.-odpowiedziałam spokojnie. Zaczął się śmiać.
-Co ty mówisz Des?-śmiał się dalej.
-Mówię prawdę. Od miesiąca dzieją się wokół mnie niespodziewane, głupie rzeczy i teraz wiem, że ja muszę przynosić pecha. Wyobraź sobie, że moja mama, bardzo dokładny i doświadczony kierowca, zarysowała cały bok swojego samochodu jak tylko jechała DO MNIE. Alex zniknął po tym jak obydwoje się lepiej zakumulowaliśmy, ktoś chciał mnie zgwałcić, to wszystko nie jest z przypadku Zayn, lepiej się nie narażaj.-ja byłam bardzo poważna, a na jego twarzy był uśmiech. Ja nie żartuje, to prawda, nie chce żeby Zayn miał jakieś kłopoty, i niech lepiej się cieszy ,że ten pijany facet nie oskarżył go o pobicie, wtedy na pewno nie byłoby mu do śmiechu i uwierzyłby ,że przynoszę pecha.
-Twoja mama, niezawodny kierowca, zarysowała samochód, ponieważ śpieszyła się do Ciebie, bo ty wylądowałaś w szpitalu, tu nie ma nic dziwnego, przecież to oczywiste, że nie patrzyła na przeszkody, ona po prostu się martwiła i spieszyła do ciebie.
-A jak wytłumaczysz resztę?
-Cóż, ty nie przynosisz pecha, to pech sam cię dopadł, ale nie sadzę, żebyś całe życie go miała.
-Ha! Zayn to wszystko jedno. Jeżeli nie chcesz się nim zarazić, lepiej jedź z tego szpitala, póki nie jest za późno. Ja jestem całkiem poważna!-powiedziałam na końcu rozdrażniona kiedy on cały czas uśmiechał się pod nosem. Oh.. głupek!
-A może ja chce ,żeby twój pech przeszedł na  mnie?? Może chce cie od niego uwolnić?-spytał już bez śmiechu i zbliżając się do mego łóżka usiadł na krześle. Nie chciałam, żeby siedział aż tak blisko, na pewno wyglądałam okropnie i to był drugi powód tych moich niegrzecznych słów. Wyglądałam jak czarownica.
Szkoda ,że nie przyniósł mi w prezencie miotły, byłoby idealnie.
-Dlaczego?-spytałam cicho. Nie odpowiedział. Po prosu się we mnie wpatrywał. Chwile zatrzymał się na poranionej szyi, na której wciąż były ślady duszenia i o które wypytywał mnie lekarz, ale udało mi się go jakoś zbyć, a potem jego wzrok spoczął na rozcięciu na głowie i na zabandażowanej ręce.
-Poza tym nie uratuje się od twojego "pechu"-zrobił cudzysłów-jesteś moja partnerką na ślubie Louisa.
-Zawsze można to zmie..
-NIE.-przerwał mi, a ja prawię podskoczyłam. Okej... Chwila ciszy trwała kilka minut-Bardzo boli?-spytał wzorkiem pokazując zabandażowaną rękę.
-Nie, lekarz mówił, że miałam szczęście, że nie złamana, podobno mam mocne kości i jest tylko potłuczona.
-Cóż to na pewno pech, że masz mocne kości i jej nie złamałaś, wielki pech-zadrwił, a ja zmarszczyłam brwi. Sięgnęłam po poduszkę, którą odłożyłam bo była niewygodna i niespodziewanie rzuciłam nią w Zayn'a, zawsze robiłam tak Louisowi, tyle ,że Zayn..to co innego.
-Dobrze, że nadaje się do rzutów-powiedziałam ironicznie.
-Rzuciłaś w swojego nauczyciela Des-powiedział poważnie poprawiając poburzone włosy, a mnie zrobiło się gorąco. Oh dobry boże, niech on tak przy mnie nie robi!
-Tym razem na pewno wylecę ze szkoły-udałam strach, a on zaczął się śmiać. Mimo tego ,że kilka godzin wcześniej wciąż rozpamiętywałam scenę w lesie zaraził mnie śmiechem i ja też nie mogłam się opanować.
-Um Zayn?-zapytałam po chwili.
-Tak?
-Co z konkursem?-spytałam, a do niego właśnie przyszedł sms.
-Przepraszam, odczytam bo to od pani Davis.-oh dał jej swój numer. A to cwaniara.
-Wygrała drużyna moja, to znaczy w której była Victoria, ale to nie jest ważne.-odpowiedział.
-Nie mogli tutaj przyjechać?-spytałam z nadzieją.
-Niestety nie, nie mogli, ale jutro gdy skończy się wycieczka na pewno cie odwiedzą.
-Mam zostać tutaj do jutra?!
-Tak mówił lekarz.
-Oh-jęknęłam.-Nie dość ,że wyszłam na niezdarę przy całej klasie, to jeszcze moja grupa przegrała i na dokładkę bo tego mało ,mam zostać w szpitalu, i nie wcale to nie pech.
-A ty znowu z tym pechem.-wywrócił śmiesznie oczami.-I nie, nie przegrali przez ciebie, ani nie jesteś niezdarą, to mogło przytrafić się każdemu.
-Ale przytrafiło się mnie, czy to przypadek?-przerwałam mu, a  on spiorunował mnie swoim brązowym spojrzeniem. Nawet się wystraszyłam.
-Tak, przypadek.-odpowiedział mi.
-Mogę wiedzieć chociaż co wygrała grupa two..pana?-zmarszczył brwi, no wiem, że miałam nie mówić mu na pan.
-Jutro jest wyjście na basen, wygrana drużyna otrzymała karnety na saunę i masaż-odpowiedział Zayn, a ja posmutniałam. Myślę, że sauna i masaż pomogłoby się zrelaksować, zapomnieć. Eh..to moja wina, gdybym nie upadła, wygralibyśmy...źle się czułam.
-Suna-powiedziałam cicho do siebie, słychać było smutek.
-Chciałabyś iść na saunę?-zapytał. A czy to nie oczywiste? Kto by nie chciał...Patrząc na niego dałam mu odpowiedź-Zabiorę cie kiedyś.-odpowiedział, a powietrze z moich płuc uleciało pod wpływem szoku jaki doznałam.
-To dość poważna obietnica-wydusiłam. Być w saunie z Zayn'em! Nie, przecież w saunie się jest prawie nago. To niemożliwe...On tylko chce mnie pocieszyć, nie potrzebnie się ekscytuję.
-Wiem ,dotrzymam słowa.
-Ym no nie wiem-wypuściłam z ust te krótkie słówka, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Nie wiesz?
-No...obiecałeś mi już trochę rzeczy.
-Wiem.-tym razem ja zmarszczyłam czoło.-Nauka jazdy na motorze nam nie ucieknie, a na pizze też pójdziemy, a po pizzy na saunę.-oh nauka na ścigaczu, to byłoby wspaniałe!
-Um..czy nam to wypada?-zapytałam. Nie odpowiedział. Oczywiście, że nam nie wypada... To było najgorsze.-Um, a na tej  saunie, to dziewczyny z pana grupy są osobno i chłopcy osobno?-zapytałam aby zmienić jakoś temat tych naszych obietnic.
-Oczywiście ,że tak.-odpowiedział. No fakt mogłam pomyśleć. Dyrektor nie ufundował by tego, gdyby było inaczej-Ty też mi coś obiecałaś Des.
-Obiecałam?
-Tak, obiecałaś, że...-nie zdążył dopowiedzieć bo do pomieszczenia wszedł Oscar. Oh do licha ,a co on tutaj robi? Już nie jest na mnie obrażony??
-Cześć śliczna, jak się czujesz?-spytał. Spojrzałam na Zayn'a. Nie był zadowolony, że nam przerwał. Złość promieniowała z jego ciała, ale twarz pozostawił kamienną. Poza tym śliczna? Czy on żartuje?
-Jak mam się czuć? Nie jest zbyt kolorowo, leże w szpitalu-odpowiedziałam.-Nie gniewasz się już na mnie?-spytałam, a później pomyślałam. Po co mówię o tym przy Zayn'ie?
-Nie, już nie, ale nadal chciałbym się dowiedzieć.-odpowiedział Oscar i zajął miejsce po drugiej stronie łóżka.
-Nie dowiesz się, to moja sprawa-odpowiedziałam zła.
-Nie denerwuj się Des, opowiesz mi później.-mówił tak jak gdyby nigdy nic.
-Ja już pójdę.-Zayn wstał i zrobił kilka kroków w stronę drzwi-Tak jak chciałaś wcześniej-dodał i wyszedł. O nie...Szło już w dobrym kierunku, po tych wszystkich spięciach, a tu Oscar to zepsuł.
-Nie musisz wracać do motelu? Do grupy?-spytałam, ale zbyt chamsko.
-Już mnie wyganiasz?-uśmiechnął się.
-Nie, tylko się zastawiam i w ogóle.-po co ja się tłumacze?
-Przyjechałem tutaj z Zaynem, jeszcze się nie zbieramy-odpowiedział.-Słuchaj Des wiesz, że przez te marne dwa dni ja naprawdę cię polubiłem i tak sobie myślałem, kiedy siedziałem na korytarzu, czy ty może aby nie chciałabyś iść, no albo czy nie dałabyś mi swojego numeru, żebyśmy mogli się umówić już po waszym wyjeździe?-trochę się motał, ale zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie chce kolejnego chłopaka, do kolekcji,
nie po tym co spotkało mnie z Max'em i Alexem. Nie wiedziałam jak mu delikatnie odmówić.
-Oscar ja..to znaczy..no bo-nie mogłam dokończyć bo znowu ktoś przerwał, z czego się cieszyłam. Tym razem była to mama i lekarz.
-No na razie musi nas pan zostawić-powiedział lekarz, chciałam go wycałować za te słowa. Oscar coś burknął i wyszedł.
-Des skąd te ślady na szyi i dlaczego nie chciałaś powiedzieć panu o nich?- Cholera.
-Bo to nic ważnego, a co?-uśmiechnęłam się i udawałam, że wszystko okej. Nie miałam najmniejszego zamiaru mówić mamie o próbie gwałtu. Spojrzałam na nią, a na jej twarzy już pojawił się ten badawczy, detektywistyczny wyraz jakim posługuje się w pracy. Musiałam dużo siły włożyć w swoją grę aktorską.
-To prawdopodobnie ślady po duszeniu, Des nie kręć-powiedziała stanowczo kobieta.
-Mamo, daj spokój, to ,że ty pracujesz w świecie zbrodni i przestępstw nie znaczy ,że ja byłam któregoś ofiarą, to nie ślady po duszeniu.
-Więc po czym?-spytała dociekliwie.
-Pewnie powiesz ,że kłamie i takie rzeczy tylko w filmach, ale wieczory były zimne, poszłam się przejść na spacer i ubrałam sobie szalik, jedyny kaki miałam, był on trochę długi i gdy szłam lasem, jeden koniec zaczepił się o drzewo, ja szłam dosyć szybko i to mnie mocno szarpnęło, węzeł się zacisnął, a ja musiałam doczłapać do tego drzewa z trudem łapiąc oddech, aby jakoś się wyswobodzić, a potem miałam te ślady, cała historia. Zamkniesz mój szalik w więzieniu za usiłowanie zabójstwa własnej córki?-spytałam na końcu głosem śmiertelnie poważnym, aż sam doktor zachichotał cichutko, posłałam mu szybki uśmiech, a mama zacisnęła szczękę.
-Nie, ale zabójczy szalik wyrzucimy do kosza-odpowiedziała mama. Odetchnęłam z ulga. Uwierzyła! A przynajmniej tak to wyglądało.
-Proszę pana-zwróciłam się w stronę doktora.
-Tak słoneczko?
-Czy ja muszę tutaj zostać? Nie mogę wracać z mamą dzisiaj?
-Niestety nie, musisz zostać na noc na obserwacji w razie jakiś komplikacji, jutro o koło południa twoja mama cie wypisze i wtedy opuścisz szpital.-odpowiedział doktor.-A teraz musisz zażyć leki-podszedł pod jakąś szafkę wyjął leki, podszedł pod wielki baniaczek z wodą, i do plastikowego kubka nalał jej odrobinę.
-Proszę-podał mi, ja wsadziłam tabletki do ust i szybko popiłam. Na języku zachował się delikatnie gorzki smak prochów. Nie było to dobre.
-Gorzki lek najlepiej leczy-uśmiechnął się pa doktor.-To na poprawę ciśnienia, masz je zbyt niskie, powiedz, bardzo stresowałaś się w ostatnich dniach?-spytał, a ja wyraźnie zbladłam. Stresowałam się, denerwowałam ,i to jak!
-Tak, za niedługo egzaminy końcowe, ślub mojego brata, będę druhną, stresowałam się zadaniami na wycieczce, dużo stresu i nerwów, a ja szybko się denerwuje.-powiedziałam cicho.
-Skarbie, nie możesz tak.-wtrąciła się mama. jej nawet nigdy w domu nie ma, więc co on tam wie.
-Jestem trochę zmęczona-ziewnęłam teatralnie-Mogłabym już pójść spać?-spytałam.
-Jasne, że tak-odpowiedział doktor-Do jutra. Dobranoc-uśmiechnął się i wyszedł.
-Des czy wszystko w porządku?-spytała mama.
-Co masz na myśli?
-No twój stres..
-Nie przejmuj się, ja tak mam, zbyt mocno wszystkim się przejmuje ostatnimi czasy, zmieniłam się trochę, bo kiedyś olewałam wszystko, może dorastam.
-Ale czym się stresujesz? Ślubem Louisa? A co tutaj stresującego?
-No, że źle wypadnę, połamie nogę na obcasach, takie proste rzeczy.-wzruszyłam ramionami, a mama zachichotała.
-Dobrze już śpij, nie meczę cię, jutro wrócimy do domu i zapewne będzie czekać cię niespodzianka-uśmiechnęła się tajemniczo.
-Niespodzianka?-spytałam
-Śpij kochanie-pocałowała moje czoło.
-Ale mamo jaka..
-Dobranoc-odpowiedziała i wyszła. Świetnie teraz już na pewno nie zasnę! Niespodzianka...niespodzianka, jaka niespodzianka!?
Popatrzyłam na szklaną szybę , przy której stał Zayn i patrzył się na mnie, a kawałek za nim stał Oscar i rozmawiał z moją mamą. Oby mu nie dała numeru! O boże! Otrzepałam głowę z tych myśli i wzrok ponownie przeniosłam na "mojego nauczyciela" Zayn nawet nie mrugał, albo ja nie zauważyłam jak mruga. Prawie mnie zahipnotyzowały te jego głębokie ciepłe tęczówki. Ciekawe po kim on ma takie piękne oczy? Cóż, jednak niespodzianka mojej mamy nie powstrzyma mnie od snu. Moje powieki pod wpływem zmęczenia i wrażeń zaczęły opadać, a ja odpłynęłam do świata snów.
_____________________________________________________________________________
Tak, tak. Słoneczko wie, że rozdział taki zwykły, nijaki i spokojny, ale tutaj chciałam zamknąć
sprawę tej nieszczęsnej wycieczki ,w kolejnym rozdziale ,Des wróci już do domu :)
a W tym macie taką fajną scenę #ZESMOMENT lub #DAYNMOMENT lub #DEYNMOMENT
już zwał jak zwał.
Kocham was i wciąż chcę mi się śmiać z waszych reakcji na słowa Des, a to tylko niewinny zły dobór słów. Kocham i pozdrawiam waszą wyobraźnie!

Dziękuje za KOMENTARZE! OBY TAK DALEJ!

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 49

Zayn
Czekaliśmy która z drużyn przybiegnie jako pierwsza, kiedy nagle zobaczyłem jak ciało Des zderza się z ziemią.
-Des!-krzyknąłem, a jaj drużyna, Katherina i Anna popatrzyły w kierunku leżącej dziewczyny. Nie interesowało mnie to która drużyna wygra, jak najszybciej pobiegłem w stronę Des. Moje ruchy skopiował Oscar. Ostrożnie obróciłem dziewczynę, a ona leżała nieprzytomna. Serce od razu podskoczyło mi do gardła. OBY JEJ SIĘ NIC NIE STAŁO! Zacząłem lekko potrząsać jej ramiona
-Des, Des słyszysz mnie? Des obudź się!-mówiłem, a mój głos można było przybliżyć do błagalnego tonu. Dziewczyna ani drgnęła.
-Musimy wezwać pogotowie!-powiedział Oscar, a po chwili wszyscy znaleźli się wokół nas. Przyjaciółka Des kucnęła obok mnie i również mówiła do dziewczyny.
-Przecież karetka tu nie wyjedzie, jak mamy ją stąd znieść?-zapytała Victoria.
-Damy rade.-zapewnił ją Oscar. Ja na pewno dam radę.
-Jej noga się zaplątała w to-odezwała się Samanta, pokazując na jakieś przylepne, zielone łodygi i liście. Des dalej nie odzyskała przytomności ,a to nie wróżyło nic dobrego.
-Pogotowie już jedzie-powiedział Oscar wkładając telefon do kieszeni-Ale musimy ją stąd zabrać-dodał. Nie mogę nawet opisać tego jak cholernie się o nią bałem. Przecież nie tak dawno była w szpitalu z podejrzeniem wstrząsu mózgu. Louis mnie zapierdoli. Miałem jej pilnować.
Jedynym szczęściem, w tym wszystkim było to ,że wschodni brzeg tej góry nie był taki stromy jak pozostałe i jedyna opcja to wybranie tamtej drogi.
-Ja ją stąd zniosę-powiedziałem twardo i delikatnie włożyłem dłonie pod kolana i pod kręgosłup dziewczyny unosząc ją. Nie była ciężka wiec nie było problemów. Wszyscy z zaciekawieniem przyglądali się całemu zajściu i nawet zjawiły się kolejne grupy.
-Zayn sam nie dasz rady jej znieść po tym zboczu, ja pójdę przed tobą i w razie czego będę was łapał-powiedział Oscar i wyminąwszy mnie zaczął schodzić z góry. Zerkałem co jakiś czas na Des, czy aby przypadkiem się nie ocknęła ale nic z tego. Martwiłem się coraz bardziej i wiedziałem, że musi znaleźć się w szpitalu jak najszybciej. Ostrożnie zacząłem schodzić z góry. Myślałem tylko o tym, aby nie upaść i aby nie wypuścić z rąk tej pięknej dziewczyny. Zejście zajęło sporo czasu ale się udało. Kiedy było już płasko usłyszeliśmy wycie karetki. Oscar pobiegł w tamtym kierunku, aby sprowadzić ich na miejsce ,a ja ostrożnie położyłem Des na trawie. Ratownicy przybiegli i przenieśli ją na nosze i zaczęli ją badać na szybko oraz coś do siebie mówić.
-Czy ja mogę jechać?-spytałem po chwili.
-Nie, w karetce jest miejsce na jedną osobę-odpowiedział mi straszy facet i zabrali Des, po czym odjechali na sygnale.
-I co z nią?-usłyszałem głos Anny, wszyscy już zeszli na dół,
-Co z Des!?-zapytali równo jej trójka przyjaciół.
-Nie wiem zabrali ją do najbliższego szpitala w okolicy. Jadę tam.-powiedziałem.
-My też-odezwała się Victoria.
-Nie. Wy musicie tutaj zostać. Macie jeszcze jeden dzień wycieczki, ja jadę do szpitala , muszę zawiadomić matkę Des.-powiedziałem ostro.
-To nasz przyjaciółka.-zaczęła protestować.
-Nie możecie opuścić wycieczki.-warknąłem.
-Zawiozę cie Zayn-zaproponował Oscar. Nie miałem innego transportu, a wkurwiał mnie fakt, że on też będzie w szpitalu. Zauważyłem, że Des mu się podoba, ale to nie powinno mnie dziwić.
-Dobra, chodźmy-powiedziałem i nie czekałam na to co kto ma do powiedzenia. Razem z Oscarem ruszyliśmy biegiem do motelu.
---
Siedzieliśmy godzinę  na korytarzu czekając aż lekarz wyjdzie z sali. Co oni tam tyle robią?!
Matka Des już jest w drodze do szpitala, ale nie pojawi się tutaj jakoś szybko, no chyba ,że weźmie samolot...
Bawiłem się palcami aby jakoś zabić to czekanie. Oscar podniósł się z krzesła.
-Chcesz coś do picia?-spytał, a ja pokręciłem głową w odpowiedzi i wlepiłem wzrok w podłogę z linoleum.
Kurwa. Tak szkoda mi tej dziewczyny. Najpierw jej kolega wysłał ją do szpitala, potem ten popierdolony facet ją napadł, a teraz jest w szpitalu. Co ona takiego zrobiła, że ma pecha?
Nagle drzwi od jej sali się otworzyły ,a z nich wyszedł lekarz. Od razu podniosłem się z krzesła.
-I co z nią?-zapytałem zdenerwowany.
-Pan jest krewnym?-spytał lekarz.
-Nie, ale jetem jej wychowawcą w szkole.-odpowiedziałem.
-No cóż, w takim razie proszę do gabinetu-powiedział doktor , a ja ruszyłem za nim.-Proszę usiąść-wskazał na niebieskie krzesło. Zrobiłem co kazał i on sam zajął miejsce na przeciw mnie.
-Jak doszło do wypadku?-zapytał lekarz.
-Z tego co widziałem i wiem, noga Des zaplątała się ,a gdy ona chciała ruszyć i biec upadła na ziemie. Potem już była nieprzytomna.
-No dobrze. Nie stało jej się nic poważnego, jedynie ma stłuczoną lewą rękę i delikatnie rozciętą skórę głowy tuż pod linią włosów. Nie ma wstrząśnienia mózgu, ani stłuczenia mózgu, jest jedynie kilka siniaków. Prawdopodobnie powodem jej omdlenia było zbyt niskie ciśnienie krwi i domyślam się, że ona czymś była zestresowana, o czym myślała, o czymś niepokojącym.-od razu do głowy przyszedł mi wieczorny incydent.
-A kiedy będzie mogła wyjść?
-Musimy trzymać ją na obserwacji do jutra.
-Na pewno wszystko jest dobrze? Długo była nieprzytomna.
-Owszem, ale to tak jak mówię, jakiś stres i zbyt niskie ciśnienie tym pokierowały, w dodatku wysiłek fizyczny też zrobił swoje.
-Rozumiem, a czy można do niej wejść?-spytałem.
-Jeszcze nie teraz, teraz śpi. Myślę ,że za godzinę, gdy się wszystko unormuje.
-Dobrze, dziękuje za informacje-wystawiłem rękę, a on ją uścisnął.
-Proszę się nie obawiać. I jeżeli przyjdzie matka dziewczyny niech natychmiast do mnie przyjdzie.
-Dobrze-odpowiedziałem i opuściłem gabinet lekarza udając się na moje wcześniejsze miejsce. Oscar wrócił z kubkiem czegoś gorącego i gdy mnie zobaczył zareagował podobnie do mnie.
-Co z nią? Wiadomo coś?-chciałem mu odpowiedzieć, żeby się nie interesował, ale wiedziałem, że to nie czas i miejsce.
-Wszystko jest okej, poza tym, że ma niskie ciśnienie i kilka siniaków.
-A można ją odwiedzić?-spytał, a ja od razu poczułem zjeżone włoski na moim ciele. A on tam po chuj?!
-Nie, lekarz nie wyraził zgody-powiedziałem sucho. Zobaczyłem jak Oscar idzie pod sale Des i zatrzymuje się przy szybie. Zmrużyłem oczy, wcale mi się to nie podobało, a wiedziałem, że muszę się opanować.
Oscar
Des jest niezwykle piękną kobietą. Piękną ale też intrygującą, może czasem irytującą, ale bardzo pociągającą. Kiedy ją zobaczyłem pierwszy raz modliłem się o to aby być jej opiekunem i na szczęście moje modlitwy zostały wysłuchane. Przez pierwszy dzień dobrze nam się rozmawiało, a potem coś się stało. Nie mam pojęcia co i to właśnie mnie denerwuje. Nie wiem czy ja zrobiłem coś złego, powiedziałem coś co mogło ją urazić, że odnosiła się do mnie zimno? Cholera muszę z nią porozmawiać, mam nadzieję, że lekarz pozwoli do niej wejść. Muszę zdobyć jej numer telefonu. Spodobała mi się i nie odpuszczę, muszę mieć z nią kontakt kiedy ich wycieczka się skończy. Od samego początku miałem nadzieje na jakąś randkę, na rozmowy, spacery, może kiedyś pocałunki. Tak dawno nie miałem dziewczyny, tak długo zajęło wyleczenie się z poprzedniego nieudanego związku, ale myślę, że dla niej warto byłoby zaryzykować. Moje serce będzie ponownie złamane jeśli ona mi odmówi, jeśli się odsunie ode mnie odwróci i pójdzie w swoją stronę.
Przecież uśmiechała się do mnie gdy mnie zobaczyła, rozmawiała, powiedziała, że mnie polubiła. Nie mogę być jej obojętny. Patrzyła na mnie tak samo jak ja patrzyłem na nią. Z zaciekawieniem i fascynacją, a przynajmniej ja to tak odebrałem. Gapiłem się w szybę już jakiś czas, ona spała spokojnie. Obserwowałem jej unoszącą się klatkę piersiową i obserwowałem jak maszyny mierzą jej tętno. Martwiłem się tak samo jak wszyscy aby nic jej się nie stało. Jeszcze Zayn. Ja chciałem ją uratować ale on wepchnął mi się w kolejkę. Widziałem jak na nią patrzył. Nie wiem czy dobrze myślę, czy nie, ale on tak samo jest zainteresowany Des, ona jemu się podoba. Ale nie wierze w to ,że będzie go chciała, starszego i w dodatku nauczyciela, dlatego
nim się nie przejmuje, gorzej z tym Rickiem. Widziałem, jak dobrze się dogadują. A może to tylko i wyłącznie przyjaciel? Po chwili usłyszałem jakieś krzyki i wyłapałem z nich ,że chodzi o Des. Odwróciłem się ,a jakaś kobieta stała w momencie przy Zayn'ie.
-Gdzie Des!?-zapytała roztrzęsiona. Postanowiłem tam podejść.
Zayn
Zobaczyłem jak do środka wbiega matka Des. Była cała zdenerwowana. Gdy mnie ujrzała przybiegła do mnie.
-Gdzie Des?!-spytała.
-W tamtej sali, ale jeszcze nie można jej odwiedzać.-powiedziałem pokazując na sale.
-Ale czy stało się coś poważnego?-spytała ponownie.
-Nie, jest w porządku z wyjątkiem jej niskiego ciśnienia, proszę się uspokoić, za niedługo wejdzie pani do Des-powiedziałem.
-Dziękuje Zayn, że byłeś w pobliżu, że ją uratowałeś-mówiła i delikatnie się do mnie przytuliła. Pogłaskałem ją po plecach. Przecież w końcu to matka mojego najlepszego kumpla. No właśnie, trzeba mu powiedzieć.
-Lekarz prosił aby pani do niego poszła.
-Nie, ja najpierw muszę zobaczyć córkę, później będę gadać z lekarzem.-powiedziała i podeszła pod szybę. Zorientowałem się, że obok nas cały czas stał Oscar.
-Znasz jej matkę?-spytał zdziwiony.
-Tak, to również matka mojego kumpla, brata Des-odpowiedziałem, a ten pokiwał głową na znak ,że rozumie.
-Pani Tomlinson?-spytał lekarz.
-Tak to ja.-odpowiedziała.
-Może pani pójść ze mną?
-Chciałabym najpierw zobaczyć i przywitać się córką, doktorze, czy mogę wejść?
-No cóż, widzę ,że Des zaczyna się budzić, można wejść, ale jak najszybciej proszę aby pani przyszła do mnie.-powiedział doktor i odszedł. Spojrzałem na sale dziewczyny. Rzeczywiście się obudziła. Na czole po lewej stronie miała zlepiony mały plasterek i jej rękę otaczał biały bandaż. Pani Eva od razu weszła do środka, a Des posłała jej słaby uśmiech. Chciała się podnieść, ale po ruchach pani Tomlinson wywnioskowałem, że jej tego zabroniła. Złożyła na czole córki pocałunek i usiadła na krześle chwytając za rękę. Rozmawiały o czymś , nie chciałem im przeszkadzać więc odszedłem parę kroków.
-Myślisz, że będziemy mogli wejść?-spytał Oscar. Nie ty nie będziesz mógł!
-Nie wiem-odpowiedziałem. Ten nic się nie odezwał. Po chwili z sali wyszła mama Des.
-Zayn proszę wejdź do niej na chwile , ja zaraz wrócę tylko porozmawiam z lekarzem.
-Jasne-zgodziłem się do razu i pukając wszedłem do środka.
-Cześć-powiedziałem uśmiechając się. Ona patrzyła na mnie chwile nie odzywając się.
-Wyjdź stąd Zayn.-nie spodziewałem się tych słów.
___________________________________________________________________________
Kochane w ramach moich ostatnich wybryków dodaję rozdział wam już dzisiaj i muszę powiedzieć, że:
JESTEM BARDZO MILE ZASKOCZONA! LICZBĄ KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM!
OBY ZAWSZE TAK BYŁO, BO TO DAŁO MI KOPA DO NAPISANIA TEGO ROZDZIAŁU!
(mimo, że nie jest jakiś szczególny)

Kocham was moje serduszka najlepsze ♥
 a wy mnie kochacie :)?