Malik bez problemu ich rozdzielił i Max'a trzymał po swojej lewej ręce ,a Ricka po prawej.
-Ten kretyn zaczął!-warknął Max-chciałem porozmawiać z dziewczyną, a on mnie odpychał ileż można-dodał. Co? Z dziewczyną? Którą?
-Z byłą dziewczyną-poprawił go Rick- Nie moja wina ,że ten idiota nie rozumie jak się do niego grzecznie mówi żeby się odczepił.
-Dobra spokój już ,chcecie mieć problemy przez jakieś szczeniackie bójki? Chcecie się bić zapraszam na boks, prowadzę zajęcia, a nie w szkole.-mówił zły Malik. Prowadzi boks? NO NO.
-Po co tu przyszedłeś Max?-zwrócił się do tego idioty.
-Jak mówiłem chciałem porozmawiać z Des ,a on mi nie chciał pozwolić-tłumaczył się.
-Może miał powód-syknął Malik ,a ja aż zmarszczyłam brwi ze zdziwienia, tak jak i wszyscy.
-Nie zostaniecie za to ukarani ,ale nie cieszcie się ,jeszcze jedna taka akcja i będą konsekwencje. Lubię was obu, więc lepiej tego nie psujcie i rozejdźcie się w pokoju- powiedział szybko i puścił obydwu chłopaków. Victoria pode mnie podeszła i objęła mnie ramieniem.
-Ani mi się śni-prychnął Rick.
-Będę walczył Des-powiedział Max i odszedł bardzo wkurwiony. Wgapiałam się w niego z wielkimi oczami ,wiedziałam ,że mi się zaświeciły. Wszyscy na mnie patrzyli ,to znaczy cała trójka. Zrobiło mi się głupio.
-Pieprzony idiota-warknął Zack.
-Jeżeli już się uspokoiliście idźcie pod sale lekcyjną-powiedział wychowawca. -Des wszystko okej?-zapytał po krótkiej chwili.
-Tak-wyszeptałam i spojrzałam na Victorię. Ona kiwnęła głową dając znak ,abyśmy już szły. Bez słowa i lekko zszokowana ruszyłam za przyjaciółką. Na końcu korytarza odwróciłam się za siebie ,ale Malika nie było ,dlaczego poczułam rozczarowanie? Chciałam żeby stał i patrzył dopóki nie zniknę za rogiem? To głupie, przecież on nic dla mnie nie znaczy ,więc dlaczego tak jest? Pewnie jestem oszalała po tych ostatnich dwóch dniach. Stanęliśmy pod klasą od fizyki, oparłam się o ścianę. Większość klasy ukradkiem na mnie zerkała i coś sobie szeptali. Pewnie już cała szkoła wie i widziała ten filmik nabijając się ze mnie, ale nie miałabym im tego za złe ,sama nad sobą się użalam, śmieję się sama z siebie ,że jestem taką idiotką ,łatwowierną kretynką. Victoria, Rick i Zack zawzięcie o czymś dyskutowali i zerkali co jakiś czas na mnie. W końcu zdecydowali się do mnie podjeść.
-Słuchaj Des ,mamy pewien pomysł.-zaczął Rick.
-Jeśli chcecie zemsty na Max'ie czy coś tego typu na mnie nie liczcie ja się wypisuje.
-Nie, spokojnie, on i tak dostał za mało ,ale to załatwi się później.
-Więc co wymyśliliście?
-W piątek wieczorem Spencer robi imprezę u siebie w domu, no wiesz tam dwie, czy trzy ulice dalej od twojego domu i pomyśleliśmy ,że może wybralibyśmy się tam, co?-zapytała Victoria.
-To chyba nie jest dobry pomysł.-powiedziałam kręcąc głową.
-Właśnie to jest genialny pomysł ,napijesz się ,rozluźnisz ,potańczysz ,zapomnisz o tym dupku i wrócisz do żywych.-zapewniała przyjaciółka.
-Mam chore kolano ,impreza odpada.
-Jeju Des ,to nie będziesz tańczyć ,napijemy się kilka drinków ,pogadamy, pośmiejemy się, zrelaksujesz się ,a potem wrócisz do domu. Choć raz nas usłuchaj i chodź z nami. Kiedy ostatnio byłaś na imprezie?
-Nie wiem-wzruszyłam ramionami-U ciebie na osiemnastce.
-Dwa miesiące temu!-prychnęła Vicky-Więc zgadzasz się?-zapytała z nadzieją
-Nie wiem Vicky, ja chyba nie mam nastroju do zabaw ,chce spać i nic więcej nie robić-ziewnęłam teatralnie.
-Wyśpisz się ,spokojnie ,chodź z nami ,musisz się rozluźnić.-Victoria kiwnęła głową do chłopaków-PROSIMYYYY-powiedzieli równo ,a ja lekko się uśmiechnęłam.
-Będziemy cie pilnować-zapewnił Zack.
-Sama się upilnuje.
-Taaak, to znaczy że idziesz-ucieszyła się Victoria.-Poza tym do piątku kolano już będzie lepsze i przyjdziemy po ciebie-przytuliła mnie lekko. Zabrzęczał dzwonek na lekcje. Nie wiem dlaczego ,ale już na samą myśl ,że będę mogła choć na chwile zapomnieć o tym dupku ,o tym ,że mnie zranił robi mi się lepiej. Mają racje, kilka drinków i będzie ze mną okej ,a co będzie dalej to na razie nie ważne. Weszliśmy do sali i zaczęła się lekcja. Wszyscy słuchali w skupieniu ,zgłaszali się na oceny, bo wszyscy chcą jechać na tą wycieczkę. Dawno nie widziałam u mnie w klasie takiego zapału ,ale to pewnie dlatego ,że nigdy nie było tak ciekawej nagrody.
*
Przed ostatnią lekcją Victoria zwolniła się bo musiała jechać na kolejną kontrole u dentysty. Rick i Zack szli przede mną i rozmawiali na temat tej przyszłej imprezy. Skręciłam w lewo do toalet bardzo dyskretnie, tak żeby mnie nie zauważyli. Weszłam do środka. Było kilka pierwszoklasistek. Podeszłam pod lusterko. Byłam bardzo blada, tak jak nigdy, aż sama siebie się wystraszyłam. Umyłam ręce bo miałam porysowane długopisem. Wciąż źle się czułam po tym co się wydarzyło wczoraj. Opuściłam toaletę i wychodząc zderzyłam się z kimś. Podniosłam wzrok to był Max. Cholera jasna!
-Chcę przejść-warknęłam i odpychając go zrobiłam dwa kroki ,ale on złapał mnie za rękę i zatrzymał. Wyszarpałam mu ją . Nie chciałam jego dotyku.
-Czego chcesz?-spytałam marszcząc brwi.
-Chciałabym z tobą porozmawiać ,ale spokojnie, bez krzyków-powiedział zbliżając się, a ja tym samym się oddalałam.
-My już nie mamy o czym rozmawiać Max.
-Des słuchaj ,ja chciałem cię przeprosić ,chcę błagać o wybaczenie ,ja w tedy na tej imprezie byłem mocno zalany, nie kontrolowałem niczego ,zachowałem się tak głupio ,teraz żałuję.-powiedział cicho ,a ja się zaśmiałam.
-Jesteś taki żałosny Max. Poszedłeś na imprezę nic mi nie mówiąc i okłamując mnie ,że byłeś u babci ,a teraz
tłumaczysz się ,że byłeś pijany i nie wiedziałeś co robisz? Masz mnie za aż taką idiotkę?-syknęłam wściekła.
-Ja wiem jak to wygląda w twoich oczach ,ale naprawdę to nie miało tak być.
-Dobra ja nie chce tego słuchać i nie chce mieć z tobą nic wspólnego, już nigdy-powiedziałam z zimną krwią i znowu podjęłam próbę odejścia od niego ,ale on znowu mnie złapał i szarpnął mocno za rękę ciągnąc w swoją stronę. Kolano mnie zabolało i syknęłam z bólu.
-Chce żebyś do mnie wróciła-warknął, nagle zmienił mu się nastrój? Zmarszczyłam brwi. Czy on oszalał? Poczułam jak mocno ściska moją rękę.
-Po moim trupie ,nienawidzę cie-odwarknęłam ,a on przybliżył twarz do mojej.
-Mam też dla ciebie ważną informacje Des-szepnął mi do ucha. Nie wiedziałam co on może mieć do powiedzenia ,to skończony kłamca.
-Ja nie chce tego słuchać i puść mnie-warknęłam z buzującą krwią.
-Des szukałem cie-usłyszałam za sobą głos Malika. Max od razu mnie puścił. Dzięki Bogu ,że on się tu zjawił.
-Nie widzi pan ,że rozmawiamy-Max syknął w jego stronę. Malik zmierzył go wzorkiem.
-Mam pilną sprawę ,możecie porozmawiać później-odpowiedział mu.
-Ja nie mam zamiaru z nim rozmawiać ani teraz ani nigdy-wtrąciłam się ,a Malik popatrzył na Max'a.
-To nie jest koniec Des.-syknął Max i wkurzony odszedł w swoją stronę. Wróciłam wzrokiem na Malika.
-Dziękuje ,że mnie pan tak jakby uratował-bąknęłam i chciałam zrobić krok ,ale O Ironio ,znowu zostałam zatrzymana.
-Poczekaj Des ,chciałem ci przekazać wiadomość ,że jutro możesz przyjść do szkoły dwie godziny później z racji tego ,że masz zwolnienie.
-Super-mruknęłam.
-Mam jeszcze pytanie.
-Jakie?
-Czego on od ciebie chce , robi ci krzywdę?-zapytał. Popatrzyłam na niego pytająco-Chodzi mi o Max'a- sprostował.
-Nie, nic mi nie robi, to znaczy..a nie ważne-poplątałam się ,ale co ja mu miałam odpowiedzieć?
-Jesteś smutna przez niego?-jego pytanie mnie zamurowało, a co go to interesuje?
-Nie jestem smutna ,a w ogóle to chyba nie pańska sprawa-odpowiedziałam.
-Des jesteś inna niż wcześniej ,widać po tobie ,że się smucisz i jesteś smutna ,przez przypadek słyszałem twoją rozmowę z Victorią, wiem co się stało.-powiedział wkładając rękę do kieszeni i zerknął na telefon.
-Niech pan lepiej to zachowa dla siebie-odpowiedziałam.
-Ale chce wiedzieć czy on nie robi ci krzywdy.
-To należy do pana obowiązków?
-Tak, należy-odpowiedział.
-Więc on mnie skrzywdził ,ale sam pan już wie w jakiś sposób i nic poza tym.
-Nie powinnaś się nim przejmować Des, bo...
-Dam sobie rade-przerwałam mu i odeszłam. Nie chciałam się dowiedzieć co on miał mi jeszcze do powiedzenia. Samo to ,że wie o moim problemie jest trochę dla mnie krępujące, co sobie może pomyśleć... Kiedy byłam już pod salą Rick i Zack do razu do mnie podeszli.
-Zniknęłaś Des, nie mów ,że rozmawiałaś z tym idiotą-zaczął Zack.
-Uspokójcie się, nie jestem dzieckiem i tak rozmawiałam z nim ,ale tylko chwile.
-Jemu chyba naprawdę jest mało-wtrącił Rick.
-Bardzo was proszę nie bijcie się już z nim ,olejmy go i tyle.
-Des, to pieprzony kretyn jemu się należy.
-Już dostał i wystarczy.-nie chciałam mówić im co powiedział Max ,bo wiem ,że mogłyby być problemy. Te jego słowa "To jeszcze nie koniec" "Mam dla ciebie ważną informację" O co mogło mu chodzić?? Pytanie czy ja chcę to wiedzieć...Zadzwonił dzwonek na lekcje. Na szczęście to była już ostatnia.
_________________________________________________________________________________
Widzicie jaka jestem dobra ? ;D
a wy też zróbcie mi jakiś prezent na święta :C
czwartek, 17 kwietnia 2014
Rozdział 15
Obudziłam się o szóstej ,o godzinę za wcześnie. Kręciłam się z boku na bok i nie mogłam uwierzyć ,że to co wydarzyło się wczoraj jest prawdą. Nie mogłam, to było trudne. Nienawidzę zdrady ! Nienawidzę! Moja wredność, zołzowatość w tej chwili poszła w zapomnienie ,nie miałam nastroju dogryzać innym ,zwłaszcza ,że ja sama byłam zraniona, nie miałam na to ochoty. Nie miałam ochoty rozmawiać. Godzina minęła bardzo powoli ,wreszcie wstałam. Z racji tego ,że miałam bandaż na kolanie ubrałam swoje spodnie dresowe ,zostawiłam bluzę Louisa, w łazience umyłam zęby ,pomalowałam rzęsy, związałam włosy w kucyka i biorąc plecak zeszłam ostrożnie na dół. Mama siedziała ubrana w swój "roboczy" strój pijąc kawę.
-Jak się czujesz Des?-zapytała z troską.
-Nie jest źle mamo ,kolano nie boli bardzo ,odczuwam ból tylko gdy chodzę ,ale jest znośny.
Podeszłam pod blat w kuchni i wyjęłam tabletkę ,którą przepisał mi lekarz. Popiłam wodą i oparłam się o blat.
-Widać po tobie ,że jesteś zmęczona ,słaba i kompletnie pozbawiona energii ,może chcesz zostać w domu?
-Nie mamo ,oszalałabym chyba-mruknęłam. Ale to była prawda ,oszalałabym jeżeli miałabym siedzieć w domu sama, zwłaszcza po tym co się stało. Nie zniosłabym własnych myśli. Nawet mogłabym zrobić coś głupiego, nowe rany na kostce? Możliwe ,ale minęło tyle lat...
-A co chcesz zjeść?-pytała dalej.
-Nic mamo, nie jestem głodna ,ja już pójdę-podeszłam i pocałowałam ją w policzek. Z szafki na buty wyjęłam swoje air maxy, m a x y nawet buty zaczęły mi się z nim kojarzyć, cholera. Zakładając
kaptur na głowę wszyłam z domu. Droga do przystanku zajęła mi trzy minuty więcej niż zwykle.
Nie miałam nawet ochoty na słuchanie muzyki. Podróż do szkoły tez jakoś minęła i byłam pod budynkiem. Biorąc wdech zaczęłam wychodzić po schodkach. Na korytarzu było już sporo uczniów, udałam się pod klasę ,w której miałam mieć godzinę z wychowawcą. Gdy tylko Victoria mnie zobaczyła natychmiast do mnie podbiegła i przytuliła mnie, rzadko tak robimy bo nie lubimy się mazać ,ale wiedziała że tego potrzebuje.
-Mała ,nie przejmuj się tym idiotom, dostał za swoje.-pogłaskała mnie po głowie.
-Czy wszyscy już wiedzą?-spytałam.
-Nie wiem ,w klasie raczej nie, w klasie tego durnia to nie wiem ,ale czym ty się przejmujesz ,to on jest bardziej wyśmiewany w tej szkole. Laska z którą był na filmiku wyśmiała go publicznie ,że miał małego kutasa-powiedziała Victoria, a ja na chwile się uśmiechnęłam. Może to i prawda. Poczułam jak do naszych objęć dołącza Zack i Rick. Przytulili mnie, a kiedy w końcu mogłam stanąć normalnie zobaczyłam rozciętą wargę Ricka.
-Biłeś się z nim?!-spytałam lekko się denerwując.
-Nie denerwuj się Des ,ale nie mogłem się opanować to taki skurwiel-powiedział zaciskając pięści. Nie chciało mi się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się blado. W sumie dobrze mu zrobił.
-Będę nosił twój plecak daj ,kaleko-powiedział po chwili i odebrał ode mnie plecak. Dzwonek zaczął dzwonić ,a my czekaliśmy na Malika. Przyszedł po dwóch minutach. Otworzył klasę, a my weszliśmy do środka ,zajęłam swoje miejsce, a Rick przyniósł plecak. Kiedy wszyscy byli już w klasie Samanta wstała. Spojrzałam na nią ,ale nie obchodziło mnie to co ma do powiedzenia.
-Co się stało Samanto?-zapytał Malik.
-Chciałabym przeprosić moją koleżankę Des ,za moje lekkomyślne zachowanie. Zrozumiałam ,że mogłam doprowadzić do czegoś gorszego. Jest mi wstyd.-powiedziała i zwróciła się twarzą do mnie.-Przepraszam cie Des, nigdy więcej tak nie postąpię , wybacz-powiedziała. Nie chciałam zagłębiać się w to, czy było to szczere, czy tylko po to żeby przypodobać się Malikowi( a raczej to drugie), nie obchodziły mnie jej przeprosiny nic mnie nie obchodziło.
-Nie ma sprawy, nie gniewam się na ciebie ,każdy ma czasem gorsze chwile-odpowiedziałam wstając i kiwnęłam do niej głową. Po czym usiadłam. Klasa patrzyła na mnie z otwartymi ustami, razem z Samantą. Chyba nikt nie spodziewał się tego ,że będę taka miła ,grzeczna i spokojna. Ale nie miałam ochoty na użeranie się z nią ,nie miałam na nic ochoty. Doszłam do wniosku ,że takim sposobem będę miała to z głowy, bo wcale nie chciało mi się opowiadać dyrektorowi, czy bóg wie komu, co zrobiła Samanta. W głowie miałam tylko wyrzuty sumienia ,że oddałam się Max'owi, a on potraktował mnie tak podle. Gdybym tylko się nie zgadzała na ten seks ,nie byłabym taka przygnębiona ,dałabym mu w pysk i zerwała i byłoby po sprawie. Niestety było inaczej. Tak bardzo żałowałam swojej decyzji. Oparłam głowę na rekach i patrzyłam się w okno.
-Des jesteś chora?-zapytał Zack,a cała klasa popatrzyła na mnie.
-Nie wiem ,może tak-odpalam beznamiętnie.
-Nie patrzcie się tak-syknęła Victoria w ich stronę i chyba poskutkowało.
-Di przestań już zadręczać się tym co było, proszę, nie mogę patrzeć jak jesteś taka nieobecna-powiedziała szeptem łapiąc mnie za rękę.
-Vicky wszystko byłoby dobrze gdybym ja nie zgodziła się sama wiesz na co, wiesz jak się teraz czuje?
Najpierw pieprzył ją ,a potem mnie, byłam jak ostatki ze stołu.
-Nie gadaj głupot, musisz przestać o tym myśleć ,miej to w dupie tak jak zawsze.
-Kurwa ja go na prawdę lubiłam ,a on zrobił takie coś ,jeszcze to kolano ,nie mogę chodzić na treningi,
mam dość-westchnęłam i położyłam głowę na ławce. Vicky pogłaskała mnie uspokajająco. Nie słuchałam nawet o czym klasa rozmawia z Malkiem , ale wiem ,że coś dyskutowali.
-I teraz najważniejsza informacja dzisiejszej lekcji-zaczęłam słuchać w momencie gdy Malik wypowiedział te słowa.
-Na początku czerwca będzie trzydniowa wycieczka.-rozległ się pisk po klasie-Ale ,żeby na nią pojechać
cała klasa musi pracować i być zaangażowana. Wygrywa klasa ,która będzie miała najwyższą średnią ocen za miesiąc maj, czyli w tym miesiącu. Jest dopiero początek ,a widzę po ocenach ,że nie są złe ,ale jeżeli na prawdę chcecie jechać musicie wszyscy się wziąć za naukę i zdobywać jak najlepsze stopnie, to pojedziemy.
-A dokąd ta wycieczka?-zapytała Margaret.
-Pięćdziesiąt kilometrów od Londynu w pewnej miejscowości. Jest tam mały motel przy wielkim lesie.
-Woow-ktoś się zachwycił.-Co tam będziemy robić?
-Jeśli wygracie to mniej więcej ma być tak ,że w ciągu dwóch pierwszych dni będziecie podzieleni na drużyny, będą czekać was różne zadania ,w lesie i poza lasem, drużyna która wygra będzie miała jakieś nagrody, będą ogniska , odwiedzicie muzeum leśnictwa, ogólnie taki mini obóz przetrwania , telefony i wszystkie urządzenia będą zabierane ,dostaniecie je tylko na jakąś godzinę po kolacji ,a w trzeci dzień pobytu w ramach relaksu wykupiony zostanie całodzienny pobyt w parku wodnym. Koło godziny osiemnastej powrót. Tak mówił dyrektor.-zakończył Malik.
-Ej trzeba się wziąć do roboty taka wycieczka może być ciekawa-powiedział Mark.
Wszyscy się zgodzili i zaczęła się klasowa dyskusja. Wycieczka podobała się nawet mnie ,kręcą mnie takie zabawy, ale nie miałam sił aby wdać się w rozmowy z klasą.
-Kto byłby naszym opiekunem?-zapytała Olivia.
-Ja jako wasz wychowawca i jeszcze jeden nauczyciel, nie wiadomo kto się by zgodził. No ale żeby pojechać trzeba zapracować ,liczę na was-odpowiedział. Dzwonek zadzwonił dość szybko co bardzo mnie ucieszyło. Wstałam z krzesła i chwytając za plecak ruszyłam do wyjścia.
-Des możesz zostać na chwilę?-zapytał pan Malik, popatrzyłam na niego i kiwnęłam głową. Przypomniałam sobie o moim zwolnieniu. Postawiłam plecak na ławce i z zeszytu wyjęłam papierek. Klasa spustoszała. Bez słowa podałam kartkę Malikowi. Przyjął ją i zaczął czytać.
-Powiedz dokładnie jak z tym twoim kolanem jest?-zaczął i odłożył zwolnienie.
-Nic wielkiego jest tylko stłuczone ,zero obrażeń wewnętrznych ,za jakiś tydzień mi pewnie przejdzie-odparłam zwyczajnie.
-Na pewno nic? Widać po tobie ,że coś nie tak.-powiedział i zbliżył się krok w moją stronę. Ja doskonale wiem ,że widać po mnie jak chujowo się czuje ,ale nie chce aby ktoś się litował i pytał co się stało.
-Wszystko okej tylko um...nie wyspałam się zbyt dobrze.-odpowiedziałam ,a on zmrużył oczy ,nie uwierzył mi, no trudno. Przecież on CHYBA słyszał to co powiedziałam w szatni.
-Jeżeli chcesz ,żeby kolano szybko wróciło do formy rób sobie wieczorem masaż kolana, wcieraj maść lub jakiś krem ,ale ostrożnie ,to nie zaszkodzi ,a na pewno pomoże-powiedział ciepło. Uśmiechnęłam się.
Jego wzrok chwile spoczął na bluzie Louisa.
-Tak ,męska-odpowiedziałam kiedy marszczył brwi. Zaśmiał się.
-Po prostu widziałem już gdzieś tą bluzę i się przyglądam.-no to nie jest unikat, jest ich więcej.
-Pójdę już ,do widzenia-powiedziałam i biorąc plecak szybko ,oczywiście w miarę możliwości, wyszłam z sali. Victoria Zack i Rick już na mnie czekali. Rick odebrał ode mnie plecak i ruszyliśmy korytarzem. Przeszliśmy może jakieś pięć metrów ,a oni się zatrzymali. Nie wiedziałam po co ,ale odpowiedź przyszła bardzo szybko.
-Des!-krzyknął Max i zaczął iść w naszą stronę bardzo szybko. Rick, Victoria i Zack momentalnie stanęli przede mną zasłaniając mnie. Poczułam się jeszcze gorzej niż minute wczesnej ,wszystko co złe stało się bardziej wyraziste.
-Lepiej stąd kurwa idź Max-warknął Rick.
-Nie z tobą chce rozmawiać ,chce pogadać z Des.-odwarknął Max.-Des proszę ,daj mi chwile.-wychylił się zza głowy Vicky. Zamknęłam powieki ,żeby czasami nie poleciały mi jakieś łzy.
-Kurwa serio idź stąd człowieku ,nie rozumiesz ,że ona nie ma zamiaru rozmawiać z takim śmieciem jak ty?! -wtrąciła się Victoria. Wyczułam wielkie napięcie pomiędzy nami wszystkimi.
-Des błagam daj mi dwie minuty ,proszę ja nie chce tego tak kończyć.-powiedział głośniej i chciał przepchnąć się przez moich przyjaciół, ale Zack i Rick uniemożliwili mu to i przytrzymali go za ręce ,on się wyrywał wyklinając coś.
-Puścicie mnie ,ja chcę Des.-powiedział już dużo głośniej. Zdałam sobie sprawę ,że nie odezwałam się ani słowem odkąd tu się pojawił.
-Miałeś ją ale spierdoliłeś to ,wiec teraz wypad idź sobie to tamtej laski-syknął Zack. Chyba za ostro i za głośno ,ale już było po. Max odepchnął Ricka ,a potem Zacka ,jednak nie na długo. Rick w nerwach uderzył go z pięści w wargę. Max się odsunął i złapał za twarz.
-Pożałujesz-warknął i rzucił się na Ricka.
-Co wy robicie! Uspokójcie się!-krzyknął Malik i w ułamku sekundy stał już przy nas i rozdzielał chłopaków.
_______________________________________________________________________________
HEJ HO !
nie wiem co mam napisać ,więc kończę już xD
Do następnego <3
-Jak się czujesz Des?-zapytała z troską.
-Nie jest źle mamo ,kolano nie boli bardzo ,odczuwam ból tylko gdy chodzę ,ale jest znośny.
Podeszłam pod blat w kuchni i wyjęłam tabletkę ,którą przepisał mi lekarz. Popiłam wodą i oparłam się o blat.
-Widać po tobie ,że jesteś zmęczona ,słaba i kompletnie pozbawiona energii ,może chcesz zostać w domu?
-Nie mamo ,oszalałabym chyba-mruknęłam. Ale to była prawda ,oszalałabym jeżeli miałabym siedzieć w domu sama, zwłaszcza po tym co się stało. Nie zniosłabym własnych myśli. Nawet mogłabym zrobić coś głupiego, nowe rany na kostce? Możliwe ,ale minęło tyle lat...
-A co chcesz zjeść?-pytała dalej.
-Nic mamo, nie jestem głodna ,ja już pójdę-podeszłam i pocałowałam ją w policzek. Z szafki na buty wyjęłam swoje air maxy, m a x y nawet buty zaczęły mi się z nim kojarzyć, cholera. Zakładając
kaptur na głowę wszyłam z domu. Droga do przystanku zajęła mi trzy minuty więcej niż zwykle.
Nie miałam nawet ochoty na słuchanie muzyki. Podróż do szkoły tez jakoś minęła i byłam pod budynkiem. Biorąc wdech zaczęłam wychodzić po schodkach. Na korytarzu było już sporo uczniów, udałam się pod klasę ,w której miałam mieć godzinę z wychowawcą. Gdy tylko Victoria mnie zobaczyła natychmiast do mnie podbiegła i przytuliła mnie, rzadko tak robimy bo nie lubimy się mazać ,ale wiedziała że tego potrzebuje.
-Mała ,nie przejmuj się tym idiotom, dostał za swoje.-pogłaskała mnie po głowie.
-Czy wszyscy już wiedzą?-spytałam.
-Nie wiem ,w klasie raczej nie, w klasie tego durnia to nie wiem ,ale czym ty się przejmujesz ,to on jest bardziej wyśmiewany w tej szkole. Laska z którą był na filmiku wyśmiała go publicznie ,że miał małego kutasa-powiedziała Victoria, a ja na chwile się uśmiechnęłam. Może to i prawda. Poczułam jak do naszych objęć dołącza Zack i Rick. Przytulili mnie, a kiedy w końcu mogłam stanąć normalnie zobaczyłam rozciętą wargę Ricka.
-Biłeś się z nim?!-spytałam lekko się denerwując.
-Nie denerwuj się Des ,ale nie mogłem się opanować to taki skurwiel-powiedział zaciskając pięści. Nie chciało mi się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się blado. W sumie dobrze mu zrobił.
-Będę nosił twój plecak daj ,kaleko-powiedział po chwili i odebrał ode mnie plecak. Dzwonek zaczął dzwonić ,a my czekaliśmy na Malika. Przyszedł po dwóch minutach. Otworzył klasę, a my weszliśmy do środka ,zajęłam swoje miejsce, a Rick przyniósł plecak. Kiedy wszyscy byli już w klasie Samanta wstała. Spojrzałam na nią ,ale nie obchodziło mnie to co ma do powiedzenia.
-Co się stało Samanto?-zapytał Malik.
-Chciałabym przeprosić moją koleżankę Des ,za moje lekkomyślne zachowanie. Zrozumiałam ,że mogłam doprowadzić do czegoś gorszego. Jest mi wstyd.-powiedziała i zwróciła się twarzą do mnie.-Przepraszam cie Des, nigdy więcej tak nie postąpię , wybacz-powiedziała. Nie chciałam zagłębiać się w to, czy było to szczere, czy tylko po to żeby przypodobać się Malikowi( a raczej to drugie), nie obchodziły mnie jej przeprosiny nic mnie nie obchodziło.
-Nie ma sprawy, nie gniewam się na ciebie ,każdy ma czasem gorsze chwile-odpowiedziałam wstając i kiwnęłam do niej głową. Po czym usiadłam. Klasa patrzyła na mnie z otwartymi ustami, razem z Samantą. Chyba nikt nie spodziewał się tego ,że będę taka miła ,grzeczna i spokojna. Ale nie miałam ochoty na użeranie się z nią ,nie miałam na nic ochoty. Doszłam do wniosku ,że takim sposobem będę miała to z głowy, bo wcale nie chciało mi się opowiadać dyrektorowi, czy bóg wie komu, co zrobiła Samanta. W głowie miałam tylko wyrzuty sumienia ,że oddałam się Max'owi, a on potraktował mnie tak podle. Gdybym tylko się nie zgadzała na ten seks ,nie byłabym taka przygnębiona ,dałabym mu w pysk i zerwała i byłoby po sprawie. Niestety było inaczej. Tak bardzo żałowałam swojej decyzji. Oparłam głowę na rekach i patrzyłam się w okno.
-Des jesteś chora?-zapytał Zack,a cała klasa popatrzyła na mnie.
-Nie wiem ,może tak-odpalam beznamiętnie.
-Nie patrzcie się tak-syknęła Victoria w ich stronę i chyba poskutkowało.
-Di przestań już zadręczać się tym co było, proszę, nie mogę patrzeć jak jesteś taka nieobecna-powiedziała szeptem łapiąc mnie za rękę.
-Vicky wszystko byłoby dobrze gdybym ja nie zgodziła się sama wiesz na co, wiesz jak się teraz czuje?
Najpierw pieprzył ją ,a potem mnie, byłam jak ostatki ze stołu.
-Nie gadaj głupot, musisz przestać o tym myśleć ,miej to w dupie tak jak zawsze.
-Kurwa ja go na prawdę lubiłam ,a on zrobił takie coś ,jeszcze to kolano ,nie mogę chodzić na treningi,
mam dość-westchnęłam i położyłam głowę na ławce. Vicky pogłaskała mnie uspokajająco. Nie słuchałam nawet o czym klasa rozmawia z Malkiem , ale wiem ,że coś dyskutowali.
-I teraz najważniejsza informacja dzisiejszej lekcji-zaczęłam słuchać w momencie gdy Malik wypowiedział te słowa.
-Na początku czerwca będzie trzydniowa wycieczka.-rozległ się pisk po klasie-Ale ,żeby na nią pojechać
cała klasa musi pracować i być zaangażowana. Wygrywa klasa ,która będzie miała najwyższą średnią ocen za miesiąc maj, czyli w tym miesiącu. Jest dopiero początek ,a widzę po ocenach ,że nie są złe ,ale jeżeli na prawdę chcecie jechać musicie wszyscy się wziąć za naukę i zdobywać jak najlepsze stopnie, to pojedziemy.
-A dokąd ta wycieczka?-zapytała Margaret.
-Pięćdziesiąt kilometrów od Londynu w pewnej miejscowości. Jest tam mały motel przy wielkim lesie.
-Woow-ktoś się zachwycił.-Co tam będziemy robić?
-Jeśli wygracie to mniej więcej ma być tak ,że w ciągu dwóch pierwszych dni będziecie podzieleni na drużyny, będą czekać was różne zadania ,w lesie i poza lasem, drużyna która wygra będzie miała jakieś nagrody, będą ogniska , odwiedzicie muzeum leśnictwa, ogólnie taki mini obóz przetrwania , telefony i wszystkie urządzenia będą zabierane ,dostaniecie je tylko na jakąś godzinę po kolacji ,a w trzeci dzień pobytu w ramach relaksu wykupiony zostanie całodzienny pobyt w parku wodnym. Koło godziny osiemnastej powrót. Tak mówił dyrektor.-zakończył Malik.
-Ej trzeba się wziąć do roboty taka wycieczka może być ciekawa-powiedział Mark.
Wszyscy się zgodzili i zaczęła się klasowa dyskusja. Wycieczka podobała się nawet mnie ,kręcą mnie takie zabawy, ale nie miałam sił aby wdać się w rozmowy z klasą.
-Kto byłby naszym opiekunem?-zapytała Olivia.
-Ja jako wasz wychowawca i jeszcze jeden nauczyciel, nie wiadomo kto się by zgodził. No ale żeby pojechać trzeba zapracować ,liczę na was-odpowiedział. Dzwonek zadzwonił dość szybko co bardzo mnie ucieszyło. Wstałam z krzesła i chwytając za plecak ruszyłam do wyjścia.
-Des możesz zostać na chwilę?-zapytał pan Malik, popatrzyłam na niego i kiwnęłam głową. Przypomniałam sobie o moim zwolnieniu. Postawiłam plecak na ławce i z zeszytu wyjęłam papierek. Klasa spustoszała. Bez słowa podałam kartkę Malikowi. Przyjął ją i zaczął czytać.
-Powiedz dokładnie jak z tym twoim kolanem jest?-zaczął i odłożył zwolnienie.
-Nic wielkiego jest tylko stłuczone ,zero obrażeń wewnętrznych ,za jakiś tydzień mi pewnie przejdzie-odparłam zwyczajnie.
-Na pewno nic? Widać po tobie ,że coś nie tak.-powiedział i zbliżył się krok w moją stronę. Ja doskonale wiem ,że widać po mnie jak chujowo się czuje ,ale nie chce aby ktoś się litował i pytał co się stało.
-Wszystko okej tylko um...nie wyspałam się zbyt dobrze.-odpowiedziałam ,a on zmrużył oczy ,nie uwierzył mi, no trudno. Przecież on CHYBA słyszał to co powiedziałam w szatni.
-Jeżeli chcesz ,żeby kolano szybko wróciło do formy rób sobie wieczorem masaż kolana, wcieraj maść lub jakiś krem ,ale ostrożnie ,to nie zaszkodzi ,a na pewno pomoże-powiedział ciepło. Uśmiechnęłam się.
Jego wzrok chwile spoczął na bluzie Louisa.
-Tak ,męska-odpowiedziałam kiedy marszczył brwi. Zaśmiał się.
-Po prostu widziałem już gdzieś tą bluzę i się przyglądam.-no to nie jest unikat, jest ich więcej.
-Pójdę już ,do widzenia-powiedziałam i biorąc plecak szybko ,oczywiście w miarę możliwości, wyszłam z sali. Victoria Zack i Rick już na mnie czekali. Rick odebrał ode mnie plecak i ruszyliśmy korytarzem. Przeszliśmy może jakieś pięć metrów ,a oni się zatrzymali. Nie wiedziałam po co ,ale odpowiedź przyszła bardzo szybko.
-Des!-krzyknął Max i zaczął iść w naszą stronę bardzo szybko. Rick, Victoria i Zack momentalnie stanęli przede mną zasłaniając mnie. Poczułam się jeszcze gorzej niż minute wczesnej ,wszystko co złe stało się bardziej wyraziste.
-Lepiej stąd kurwa idź Max-warknął Rick.
-Nie z tobą chce rozmawiać ,chce pogadać z Des.-odwarknął Max.-Des proszę ,daj mi chwile.-wychylił się zza głowy Vicky. Zamknęłam powieki ,żeby czasami nie poleciały mi jakieś łzy.
-Kurwa serio idź stąd człowieku ,nie rozumiesz ,że ona nie ma zamiaru rozmawiać z takim śmieciem jak ty?! -wtrąciła się Victoria. Wyczułam wielkie napięcie pomiędzy nami wszystkimi.
-Des błagam daj mi dwie minuty ,proszę ja nie chce tego tak kończyć.-powiedział głośniej i chciał przepchnąć się przez moich przyjaciół, ale Zack i Rick uniemożliwili mu to i przytrzymali go za ręce ,on się wyrywał wyklinając coś.
-Puścicie mnie ,ja chcę Des.-powiedział już dużo głośniej. Zdałam sobie sprawę ,że nie odezwałam się ani słowem odkąd tu się pojawił.
-Miałeś ją ale spierdoliłeś to ,wiec teraz wypad idź sobie to tamtej laski-syknął Zack. Chyba za ostro i za głośno ,ale już było po. Max odepchnął Ricka ,a potem Zacka ,jednak nie na długo. Rick w nerwach uderzył go z pięści w wargę. Max się odsunął i złapał za twarz.
-Pożałujesz-warknął i rzucił się na Ricka.
-Co wy robicie! Uspokójcie się!-krzyknął Malik i w ułamku sekundy stał już przy nas i rozdzielał chłopaków.
_______________________________________________________________________________
HEJ HO !
nie wiem co mam napisać ,więc kończę już xD
Do następnego <3
środa, 16 kwietnia 2014
Rozdział 14
Film był kręcony telefonem komórkowym na jakieś imprezie, skąd to wiem? Była głośna muzyka i światła.
Osoba kamerująca otworzyła jedne z drzwi i podeszła do pary osób. Rozpoznałam. Był to Max ,siedział na krześle ze ściągniętymi spodniami, a na nim okrakiem siedziała jakaś dziewczyna ,była prawie naga ,cóż miała tylko biustonosz ,całowali się i po porostu zwyczajne pieprzyli na krześle. Moje serce przyśpieszyło pompując krew ,która mnie zalała. Byłam tak wściekła i taka ...taka inna, poczułam się zraniona ,zdradzona ,bo przecież rzeczywiście taka byłam. Max mnie zdradził. Spojrzałam na wyświetlacz ,filmik skończył się, kiedy Max zorientował się ,że jest kamerowany, dziewczyną siedząca na nim to ta dziewczyna z trzeciej ce. Trwało to może dwadzieścia sekund ,ale tyle wystarczyło ,żeby zmienić coś we mnie ,coś pękło. Nigdy mnie nie zawiódł ,a teraz zdrada? Z tą dziewczyną zabawiał się w sobotę, a ze mną w niedziele. To było dla mnie upokarzajcie ,ile osób o tym wie? Ile to widziało? Byłam załamana ,ale równie mocno wkurwiona. Domyślałam się że zbladłam. Zobaczyłam ,że dziewczyny wychodzą z szatni ,zatrzymałam Victorie.
-Co jest Des? Chodź-powiedziała ,a ja pokręciłam głową nie mogąc na chwile wydobyć słowa i zamknęłam oczy aby odstraszyć łzy.
-Des co jest?-spytała z troską-Coś z nogą?-pokręciłam znowu głową. Pociągnęłam ją za rękę do szatni i na szczęście była pusta, skręciłyśmy za róg w stronę pryszniców i jedna łza opuściła moje oko ,ale szybko ją starłam.
-Kurwa Des ,powiesz wreszcie co się stało?-zapytała poirytowana. Podałam jej słuchawki, a ona unosząc brwi pytająco włożyła je w uszy.
-Oglądaj-bąknęłam i włączyłam filmik podając jej telefon. Na reakcje nie czekałam długo, dziesięć sekund filmu, a Victoria otworzyła szeroko usta i przeklinała Max'a ,ale oglądała dalej. Po krótkim czasie oddała mi telefon, który wrzuciłam do plecaka.
-A to jebany gnojek zabawiał się z tą laską z trzeciej ,mówiłam ,że się mu przyglądała!-powiedziała zła.
-Boże Victoria ,co ja mam teraz robić?-spytałam łamiącym się głosem.
-O nie ,na pewno nie możesz płakać przez to szczurze gówno!-potrzepała mnie za ramiona.-Spierzemy go na kwaśne jabłko ,ale ty nie możesz ryczeć, nie ty! Ty nigdy nie płaczesz Des! Zawsze tak było. Jesteś silna i dasz rade-mówiła przekonywająco.
-Nie rozumiesz Victoria-mruknęłam-Nie wiesz jak się czuje. Pieprzył się z tą panienką w sobotę ,a w niedziele umówił się ze mną i pieprzył mnie! Rozumiesz! Oddałam mu się bo zawsze nalegał, to był mój pierwszy raz ,z nim! A on dzień wcześniej był na imprezie i zbawiał się z tą idiotką!-powiedziałam głośniej hamując łzy!-Czuje się jak kompletna kretynka, jak mogłam mu uwierzyć w te jego "Zależy mi na tobie" ?! Powiedział ,że by u babci, kłamał mnie!-wyrzuciłam to wszystko jak z maszyny. -Przecież ja go zabije-dodałam na końcu i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych.
-Nie Des ,zostaw to nam ,ty masz chorą nogę-krzyknęła za mną przyjaciółka. Kidy przeszłam za róg i skręciłam, w drzwiach zobaczyłam wchodzącego Malika. Patrzył na mnie unosząc brwi. Słyszał to? A jebać to teraz!
-Jezu, Des ,wracaj nie rób nic głupiego!-krzyknęła znowu Victoria ale nie dokończyła bo zobaczyła Malika.
-Przyszedłem powiedzieć ,że musicie opuścić sale ,zamykam-powiedział zwykłym głosem ,ale ja wiedziałam ,że słyszał. Kulejąc ruszyłam dalej. Victoria mnie dogoniła i pomogła pokonać schody. Szłam korytarzem szybkim krokiem ignorując ból i odpychając innych uczniów ,byłam wściekła ,ale chciało mi się płakać. Znalazłam klasę matematyczną i Max rzeczywiście tam stał.
-Dwie przez dwa wieczory, nieźle stary-poklepał go po ramieniu jakiś chłopak. Wiedziałam o co chodzi. Ich rozmowy ucichły, a Max się odwrócił uśmiechając się do mnie.
-Cześć moja słodka-gdy tylko usłyszałam to tandetne powitanie chciałam rzygać. Podeszłam krok i z całej siły jaką miałam uderzyłam go ręką w twarz. Zdezorientowany złapał się za policzek i przeklął.
-Odbiło ci Kurwa?-syknął i łapiąc mnie z nadgarstek pociągnął w stronę toalet, noga bolała ,ale to nie było ważne. Jego kumple zaczęli się śmiać. Zamknął drzwi w jednej z ubikacji ,nie było nikogo.
-Ty pieprzony gnojku ,ty dupku!-krzyknęłam waląc rękami w jego klatkę piersiową. Jakoś udało mu się mnie powstrzymać.
-Des uspokój się ,o co ci chodzi?!-odkrzyknął. Jego policzek był mocno czerwony.
-Jak mogłeś mi to zrobić co?! Jak mogłeś pieprzyć się z tamtą dziewczyną ,kłamiąc, a potem przelecieć mnie, wciskając kity i dając jakąś jebaną różę i bransoletkę?!-krzyczałam, zerwałam z nadgarstka biżuterie i rzuciłam mu pod buty.
-Skąd wiesz?-zapytał cicho.
-Dostałam świetny filmik. Nie mogę w to uwierzyć ,że to zrobiłeś ,ja ci ufałam.-powiedziałam z żalem.
-Des wysłuchaj mnie ,to nie jest tak-nie dokończył bo znowu uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.
-Przestań się ośmieszać! Nie tak? A jak!? Wszystko było widać ty idioto ,ty fałszywy śmieciu!
-Des błagam cie, ja ci to wytłumaczę.
-Tu nie ma co tłumaczyć, jesteś durnym frajerem ,a ja jestem naiwną kretynka, dałam się zwieść i i teraz za to płacę.
-Mała proszę...-przerwał mi, ale ja posłałam mu gromiące spojrzenie, zamilkł.
- To ,że nasz związek dobiegł końca nie jest dla ciebie dziwne prawda?-prychnęłam i spluwając mu na buta wyszłam z toalety krzycząc "Nienawidzę cie". Korytarz był pusty ,co oznaczało ,że lekcja się zaczęła. Na ile mogłam tak szybko poszłam w stronę wyjścia. Max krzyknął raz za mną ale pokazałam mu środkowy palec ,a on stanął jak wryty. Kiedy byłam już przy wyjściu drogę zatorowała mi pani Morgan.
-Dokąd to Tomlinson, lekcje się nie skończyły.-powiedziała chamsko. Byłam na krawędzi emocjonalnej ,chciałam krzyczeć i płakać, skulic się i biegać.
-Muszę do domu ,proszę mnie zwolnić. Zostałam zraniona w kolano i w dodatku bardzo źle się czuję. Proszę, błagam-pierwszy raz powiedziałam do niej takim tonem ,błagalnym i skruszonym. Zdjęła okulary i zamrugała kilkakrotnie. Nie dowierzała w to co słyszy.
-Des ,co ci jest?-spytała spokojnie.
-Zostałam uderzona paletką w nogę ,a teraz boli mnie jeszcze głowa, ja muszę do domu , proszę niech mi pani pozwoli ja muszę, proszę-przełknęłam ślinę i byłam świadoma ,że moje oczy zaszły już łzami ,ileż można to w sobie trzymać.
-Nie mogę wypuścić cie samej...
-Ja zadzwonię do Mamy ,przyjedzie ,ale muszę iść na powietrze , proszę-kolejne "proszę".
-Dobrze Des ,idź-otworzyła mi drzwi i ze współczuciem wyrytym w tęczówkach poklepała mnie po ramieniu. Nie miałam już jej za złe, że przez nią dostałam uwagę ,nie obchodziło mnie to.
Wyszłam przed szkołę i uważając na stopnie powoli zeszłam. Chyba przez ten szybki chód w poszukiwaniu Max'a nadwyrężyłam nogę. Nie mogłam dłużej utrzymać łez i tama została przerwana. Płakałam i pospiesznie opuszczałam teren szkoły. Zadzwoniłam po mamę ,od razu poznała ,że coś mi jest i powiedziała ,że przyjedzie. Zdziwiłam się, że nie musiała zostać w pracy. Szłam w kierunku domu kiedy nadjechała ,oczy miałem dalej zapłakane. Wsiadłam.
-Co ci jest kochanie?-spyta z troską.
-Musisz mnie zawieźć do lekarza mamo ,mam zrobić badanie kolana ,zostałam uderzona rakietką tenisową-wydukałam, a mama zmieniła kierunek jazdy.
-Coś jeszcze się stało?-spytała ,ona wyczuła ,że coś jest nie tak ,bądź co bądź to matka.
-Opowiem ci jak wrócimy od lekarza-pociągnęłam nosem i starłam łzy z policzków. Opowiedziałam mamie jak mniej więcej dostałam tą paletką, nie zwalałam winy na Samantę, nie chciałam już się z nią użerać.
Po czasie wchodziłyśmy już do szpitala. Kulałam ,a mama podeszła do recepcji i po chwili dołączyła do mnie.
-Zaraz jakiś lekarz nas poprosi-powiedziała pocierając mi ramiona. Z całych sił starałam się nie płakać. Przecież byłam silna!
-Pani Tomlinson-zawołał lekarz ,podniosłam się razem z mamą. -Zapraszam do gabinetu.-powiedział sympatycznie. Ruszyłam za nim ,a mama za nami.
Wskazał na kozetkę i rozkazał ściągnąć spodnie, znaczy jedną nogawkę. Z małym trudem wykonałam zadanie. Zaczął badać mi kolano i pytał czy "boli" później zaprosił mnie ,aby zrobić zdjęcie Rentgenowskie.
Przepisał mi jakąś dobrą maść i lekarstwo i zajął się odczytywaniem zdjęcia, a ja ubrałam spodnie.
-Wygląda na to ,że to tylko stłuczenie ,z rzepką i całym kolanem wszystko dobrze ,masz tylko tego wielkiego siniaka i przez jakieś kilka dni będziesz utykać. Wypiszę ci tygodniowe zwolnienie z lekcji wf i proszę cie, nie nadwyrężaj kolana, to znaczy nie biegaj i nie chodź szybko ,w miarę możliwości nie zginaj gwałtownie , wtedy szybciej ci przejdzie.
-Dobrze-powiedziałam, choć tak na prawdę nie skupiłam się na tym co mówił lekarz ,odebrałam zwolnienie z zajęć fizycznych. Wyszłam przed gabinet i czekałam na mamę. Wyciągnęłam telefon, nieodebrane połączenia od Vicky ,Ricka ,Zacka. Martwią się ,nawet są sms
Mama wyszła z gabinetu i skierowałyśmy się do wyjścia.
*
-Des ,skarbie ,widzę ,że coś jest nie tak ,masz zaszklone oczy ,powiedz mi co się stało?
-Nie wracasz do pracy?-zapytałam.
-Des ,dzisiaj zostaję z tobą. Powiedz skarbie, proszę ,powiedz mi.-nalegała łapiąc mnie za rękę siedząc na przeciwko mnie na czarnej kanapie w salonie przed telewizorem.
-Mamo ,ja...nie jestem już z Max'em-wydusiłam i kilka łez spłynęło mi po twarzy.
-Co się stało?
-To trudna sprawa ,nie chce o tym gadać ,ale to jest koniec.
-Kochanie, czasem tak jest ,że coś się psuje ,ale nie płacz ,zastanów się czy warto, nie ten to inny.
-Masz racje ,nie warto ,idę spać mamo-powiedziałam i wstając z kanapy ruszyłam do swojego pokoju.
Wzięłam piżamę z bielizną i udałam się do łazienki aby jakoś ochłonąć. Ściągnęłam bandaż z kolana,
rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę i chłodne krople kuły moją skórę, nie chciałam myć się w ciepłej wodzie, wolałam orzeźwienie. Kiedy wreszcie byłam sama zaczęłam gorzko płakać mieszając łzy z lejącą się wodą. Oparłam się łokciem o ściankę prysznica i łkałam. Zdradził mnie ,on mnie zdradził. Wykorzystał mnie. Tylko po co? Skoro dobrze zabawiał się z tą laską w sobotę ,po co kupował mi różę, tą głupią bransoletkę, po co mówił , że mu zależy ,po co pytał czy mu ufam?! Nigdy tego nie zrozumiem. Delikatnie zaczęłam myć włosy ,a potem całe ciało. Łzy nie przestały lać się po twarzy. "Za dużo ryczysz Des ,stanowczo za dużo" Ale to prawda, nie pamiętam kiedy ostatni raz aż tak bym płakała. Jestem pewna ,że nie kochałam Max'a miłością ogromną, bezwarunkową ,ale wiem ,że zależało mi na jego towarzystwie ,na jego obecności ,lubiłam z nim rozmawiać, był czymś więcej niż przyjacielem ale mniej niż miłością życia, mimo to zostałam zraniona. Niczym przebity balon, uszło ze mnie wszystko to co budowałam tyle czasu. Wyszłam z pod prysznica i nie trudząc się by wysuszyć włosy ubrałam piżamę, zawinęłam kolano i poszłam do byłego pokoju Louisa. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam jedną z jego bluz.
Założyłam na siebie i wyobrażając sobie ,że mnie tuli udałam się do swojego pokoju i położyłam się spać.
Z zaśnięciem też miałam problemy. Zastanawiałam się czy pół szkoły ,czy cała wie, że Max zabawił się na boku i ile osób widziało ten filmik i kto mi go przysłał? Wiem ,że to było konto fikcyjne.
Osoba kamerująca otworzyła jedne z drzwi i podeszła do pary osób. Rozpoznałam. Był to Max ,siedział na krześle ze ściągniętymi spodniami, a na nim okrakiem siedziała jakaś dziewczyna ,była prawie naga ,cóż miała tylko biustonosz ,całowali się i po porostu zwyczajne pieprzyli na krześle. Moje serce przyśpieszyło pompując krew ,która mnie zalała. Byłam tak wściekła i taka ...taka inna, poczułam się zraniona ,zdradzona ,bo przecież rzeczywiście taka byłam. Max mnie zdradził. Spojrzałam na wyświetlacz ,filmik skończył się, kiedy Max zorientował się ,że jest kamerowany, dziewczyną siedząca na nim to ta dziewczyna z trzeciej ce. Trwało to może dwadzieścia sekund ,ale tyle wystarczyło ,żeby zmienić coś we mnie ,coś pękło. Nigdy mnie nie zawiódł ,a teraz zdrada? Z tą dziewczyną zabawiał się w sobotę, a ze mną w niedziele. To było dla mnie upokarzajcie ,ile osób o tym wie? Ile to widziało? Byłam załamana ,ale równie mocno wkurwiona. Domyślałam się że zbladłam. Zobaczyłam ,że dziewczyny wychodzą z szatni ,zatrzymałam Victorie.
-Co jest Des? Chodź-powiedziała ,a ja pokręciłam głową nie mogąc na chwile wydobyć słowa i zamknęłam oczy aby odstraszyć łzy.
-Des co jest?-spytała z troską-Coś z nogą?-pokręciłam znowu głową. Pociągnęłam ją za rękę do szatni i na szczęście była pusta, skręciłyśmy za róg w stronę pryszniców i jedna łza opuściła moje oko ,ale szybko ją starłam.
-Kurwa Des ,powiesz wreszcie co się stało?-zapytała poirytowana. Podałam jej słuchawki, a ona unosząc brwi pytająco włożyła je w uszy.
-Oglądaj-bąknęłam i włączyłam filmik podając jej telefon. Na reakcje nie czekałam długo, dziesięć sekund filmu, a Victoria otworzyła szeroko usta i przeklinała Max'a ,ale oglądała dalej. Po krótkim czasie oddała mi telefon, który wrzuciłam do plecaka.
-A to jebany gnojek zabawiał się z tą laską z trzeciej ,mówiłam ,że się mu przyglądała!-powiedziała zła.
-Boże Victoria ,co ja mam teraz robić?-spytałam łamiącym się głosem.
-O nie ,na pewno nie możesz płakać przez to szczurze gówno!-potrzepała mnie za ramiona.-Spierzemy go na kwaśne jabłko ,ale ty nie możesz ryczeć, nie ty! Ty nigdy nie płaczesz Des! Zawsze tak było. Jesteś silna i dasz rade-mówiła przekonywająco.
-Nie rozumiesz Victoria-mruknęłam-Nie wiesz jak się czuje. Pieprzył się z tą panienką w sobotę ,a w niedziele umówił się ze mną i pieprzył mnie! Rozumiesz! Oddałam mu się bo zawsze nalegał, to był mój pierwszy raz ,z nim! A on dzień wcześniej był na imprezie i zbawiał się z tą idiotką!-powiedziałam głośniej hamując łzy!-Czuje się jak kompletna kretynka, jak mogłam mu uwierzyć w te jego "Zależy mi na tobie" ?! Powiedział ,że by u babci, kłamał mnie!-wyrzuciłam to wszystko jak z maszyny. -Przecież ja go zabije-dodałam na końcu i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych.
-Nie Des ,zostaw to nam ,ty masz chorą nogę-krzyknęła za mną przyjaciółka. Kidy przeszłam za róg i skręciłam, w drzwiach zobaczyłam wchodzącego Malika. Patrzył na mnie unosząc brwi. Słyszał to? A jebać to teraz!
-Jezu, Des ,wracaj nie rób nic głupiego!-krzyknęła znowu Victoria ale nie dokończyła bo zobaczyła Malika.
-Przyszedłem powiedzieć ,że musicie opuścić sale ,zamykam-powiedział zwykłym głosem ,ale ja wiedziałam ,że słyszał. Kulejąc ruszyłam dalej. Victoria mnie dogoniła i pomogła pokonać schody. Szłam korytarzem szybkim krokiem ignorując ból i odpychając innych uczniów ,byłam wściekła ,ale chciało mi się płakać. Znalazłam klasę matematyczną i Max rzeczywiście tam stał.
-Dwie przez dwa wieczory, nieźle stary-poklepał go po ramieniu jakiś chłopak. Wiedziałam o co chodzi. Ich rozmowy ucichły, a Max się odwrócił uśmiechając się do mnie.
-Cześć moja słodka-gdy tylko usłyszałam to tandetne powitanie chciałam rzygać. Podeszłam krok i z całej siły jaką miałam uderzyłam go ręką w twarz. Zdezorientowany złapał się za policzek i przeklął.
-Odbiło ci Kurwa?-syknął i łapiąc mnie z nadgarstek pociągnął w stronę toalet, noga bolała ,ale to nie było ważne. Jego kumple zaczęli się śmiać. Zamknął drzwi w jednej z ubikacji ,nie było nikogo.
-Ty pieprzony gnojku ,ty dupku!-krzyknęłam waląc rękami w jego klatkę piersiową. Jakoś udało mu się mnie powstrzymać.
-Des uspokój się ,o co ci chodzi?!-odkrzyknął. Jego policzek był mocno czerwony.
-Jak mogłeś mi to zrobić co?! Jak mogłeś pieprzyć się z tamtą dziewczyną ,kłamiąc, a potem przelecieć mnie, wciskając kity i dając jakąś jebaną różę i bransoletkę?!-krzyczałam, zerwałam z nadgarstka biżuterie i rzuciłam mu pod buty.
-Skąd wiesz?-zapytał cicho.
-Dostałam świetny filmik. Nie mogę w to uwierzyć ,że to zrobiłeś ,ja ci ufałam.-powiedziałam z żalem.
-Des wysłuchaj mnie ,to nie jest tak-nie dokończył bo znowu uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.
-Przestań się ośmieszać! Nie tak? A jak!? Wszystko było widać ty idioto ,ty fałszywy śmieciu!
-Des błagam cie, ja ci to wytłumaczę.
-Tu nie ma co tłumaczyć, jesteś durnym frajerem ,a ja jestem naiwną kretynka, dałam się zwieść i i teraz za to płacę.
-Mała proszę...-przerwał mi, ale ja posłałam mu gromiące spojrzenie, zamilkł.
- To ,że nasz związek dobiegł końca nie jest dla ciebie dziwne prawda?-prychnęłam i spluwając mu na buta wyszłam z toalety krzycząc "Nienawidzę cie". Korytarz był pusty ,co oznaczało ,że lekcja się zaczęła. Na ile mogłam tak szybko poszłam w stronę wyjścia. Max krzyknął raz za mną ale pokazałam mu środkowy palec ,a on stanął jak wryty. Kiedy byłam już przy wyjściu drogę zatorowała mi pani Morgan.
-Dokąd to Tomlinson, lekcje się nie skończyły.-powiedziała chamsko. Byłam na krawędzi emocjonalnej ,chciałam krzyczeć i płakać, skulic się i biegać.
-Muszę do domu ,proszę mnie zwolnić. Zostałam zraniona w kolano i w dodatku bardzo źle się czuję. Proszę, błagam-pierwszy raz powiedziałam do niej takim tonem ,błagalnym i skruszonym. Zdjęła okulary i zamrugała kilkakrotnie. Nie dowierzała w to co słyszy.
-Des ,co ci jest?-spytała spokojnie.
-Zostałam uderzona paletką w nogę ,a teraz boli mnie jeszcze głowa, ja muszę do domu , proszę niech mi pani pozwoli ja muszę, proszę-przełknęłam ślinę i byłam świadoma ,że moje oczy zaszły już łzami ,ileż można to w sobie trzymać.
-Nie mogę wypuścić cie samej...
-Ja zadzwonię do Mamy ,przyjedzie ,ale muszę iść na powietrze , proszę-kolejne "proszę".
-Dobrze Des ,idź-otworzyła mi drzwi i ze współczuciem wyrytym w tęczówkach poklepała mnie po ramieniu. Nie miałam już jej za złe, że przez nią dostałam uwagę ,nie obchodziło mnie to.
Wyszłam przed szkołę i uważając na stopnie powoli zeszłam. Chyba przez ten szybki chód w poszukiwaniu Max'a nadwyrężyłam nogę. Nie mogłam dłużej utrzymać łez i tama została przerwana. Płakałam i pospiesznie opuszczałam teren szkoły. Zadzwoniłam po mamę ,od razu poznała ,że coś mi jest i powiedziała ,że przyjedzie. Zdziwiłam się, że nie musiała zostać w pracy. Szłam w kierunku domu kiedy nadjechała ,oczy miałem dalej zapłakane. Wsiadłam.
-Co ci jest kochanie?-spyta z troską.
-Musisz mnie zawieźć do lekarza mamo ,mam zrobić badanie kolana ,zostałam uderzona rakietką tenisową-wydukałam, a mama zmieniła kierunek jazdy.
-Coś jeszcze się stało?-spytała ,ona wyczuła ,że coś jest nie tak ,bądź co bądź to matka.
-Opowiem ci jak wrócimy od lekarza-pociągnęłam nosem i starłam łzy z policzków. Opowiedziałam mamie jak mniej więcej dostałam tą paletką, nie zwalałam winy na Samantę, nie chciałam już się z nią użerać.
Po czasie wchodziłyśmy już do szpitala. Kulałam ,a mama podeszła do recepcji i po chwili dołączyła do mnie.
-Zaraz jakiś lekarz nas poprosi-powiedziała pocierając mi ramiona. Z całych sił starałam się nie płakać. Przecież byłam silna!
-Pani Tomlinson-zawołał lekarz ,podniosłam się razem z mamą. -Zapraszam do gabinetu.-powiedział sympatycznie. Ruszyłam za nim ,a mama za nami.
Wskazał na kozetkę i rozkazał ściągnąć spodnie, znaczy jedną nogawkę. Z małym trudem wykonałam zadanie. Zaczął badać mi kolano i pytał czy "boli" później zaprosił mnie ,aby zrobić zdjęcie Rentgenowskie.
Przepisał mi jakąś dobrą maść i lekarstwo i zajął się odczytywaniem zdjęcia, a ja ubrałam spodnie.
-Wygląda na to ,że to tylko stłuczenie ,z rzepką i całym kolanem wszystko dobrze ,masz tylko tego wielkiego siniaka i przez jakieś kilka dni będziesz utykać. Wypiszę ci tygodniowe zwolnienie z lekcji wf i proszę cie, nie nadwyrężaj kolana, to znaczy nie biegaj i nie chodź szybko ,w miarę możliwości nie zginaj gwałtownie , wtedy szybciej ci przejdzie.
-Dobrze-powiedziałam, choć tak na prawdę nie skupiłam się na tym co mówił lekarz ,odebrałam zwolnienie z zajęć fizycznych. Wyszłam przed gabinet i czekałam na mamę. Wyciągnęłam telefon, nieodebrane połączenia od Vicky ,Ricka ,Zacka. Martwią się ,nawet są sms
Mama wyszła z gabinetu i skierowałyśmy się do wyjścia.
*
-Des ,skarbie ,widzę ,że coś jest nie tak ,masz zaszklone oczy ,powiedz mi co się stało?
-Nie wracasz do pracy?-zapytałam.
-Des ,dzisiaj zostaję z tobą. Powiedz skarbie, proszę ,powiedz mi.-nalegała łapiąc mnie za rękę siedząc na przeciwko mnie na czarnej kanapie w salonie przed telewizorem.
-Mamo ,ja...nie jestem już z Max'em-wydusiłam i kilka łez spłynęło mi po twarzy.
-Co się stało?
-To trudna sprawa ,nie chce o tym gadać ,ale to jest koniec.
-Kochanie, czasem tak jest ,że coś się psuje ,ale nie płacz ,zastanów się czy warto, nie ten to inny.
-Masz racje ,nie warto ,idę spać mamo-powiedziałam i wstając z kanapy ruszyłam do swojego pokoju.
Wzięłam piżamę z bielizną i udałam się do łazienki aby jakoś ochłonąć. Ściągnęłam bandaż z kolana,
rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę i chłodne krople kuły moją skórę, nie chciałam myć się w ciepłej wodzie, wolałam orzeźwienie. Kiedy wreszcie byłam sama zaczęłam gorzko płakać mieszając łzy z lejącą się wodą. Oparłam się łokciem o ściankę prysznica i łkałam. Zdradził mnie ,on mnie zdradził. Wykorzystał mnie. Tylko po co? Skoro dobrze zabawiał się z tą laską w sobotę ,po co kupował mi różę, tą głupią bransoletkę, po co mówił , że mu zależy ,po co pytał czy mu ufam?! Nigdy tego nie zrozumiem. Delikatnie zaczęłam myć włosy ,a potem całe ciało. Łzy nie przestały lać się po twarzy. "Za dużo ryczysz Des ,stanowczo za dużo" Ale to prawda, nie pamiętam kiedy ostatni raz aż tak bym płakała. Jestem pewna ,że nie kochałam Max'a miłością ogromną, bezwarunkową ,ale wiem ,że zależało mi na jego towarzystwie ,na jego obecności ,lubiłam z nim rozmawiać, był czymś więcej niż przyjacielem ale mniej niż miłością życia, mimo to zostałam zraniona. Niczym przebity balon, uszło ze mnie wszystko to co budowałam tyle czasu. Wyszłam z pod prysznica i nie trudząc się by wysuszyć włosy ubrałam piżamę, zawinęłam kolano i poszłam do byłego pokoju Louisa. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam jedną z jego bluz.
Założyłam na siebie i wyobrażając sobie ,że mnie tuli udałam się do swojego pokoju i położyłam się spać.
Z zaśnięciem też miałam problemy. Zastanawiałam się czy pół szkoły ,czy cała wie, że Max zabawił się na boku i ile osób widziało ten filmik i kto mi go przysłał? Wiem ,że to było konto fikcyjne.
_________________________________________________________________________________
Pierwszy rozdział Bally już jest : http://bally-fanfiction.blogspot.com/2014/04/rozdzia-1.html
Nareszcie wolne ,tyle czekałam ,tyle czekałam xD
Nareszcie wolne ,tyle czekałam ,tyle czekałam xD
Ale i tak wolę Boże Narodzenie bo więcej tego wolnego ;/
Ale lepszy rydz jak nic :)
JESTEŚCIE TAKIE kurcze PRZEWIDYWALNE -.-...
Do następnego Króliczki <3
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział 13
NOTKA POD ROZDZIAŁEM !
Wiedziałam ,że zrobiła to specjalnie ,nawet zaczęła się śmiać. Koniec. Przełknęłam ból. Trwało to może kilka sekund , Malik zaczął szybko biec w moją stronę.
-Des nie!-krzyknęła Victoria kiedy wyprostowałam się i zlekceważyłam bolące kolano ,kulejąc chciałam podejść do Samanty i wyrwać jej wszystkie włosy.
-Des ,nie!-powtórzyła Victoria i złapała mnie za ramie ,sekundę później pojawił się przy niej Malik i Zoe ,wszyscy mnie trzymali ,a Olivia i Samanta zaczęły się śmiać. Ja szarpałam się i bardzo chciałam się im wyrwać.
-Wzywajcie prawnika ,tylko nie moja matkę ,bo tym razem na pewną ją zabije!-krzyknęłam na całą sale tak ,że rozniosło się echo. Dziewczyny zamarły ,a ja dalej starałam się wyrwać. Malik był silny i dał sobie ze mną rade ,a ja byłam ranna ,to znaczy kolano bolało jak chuj.
-Des nie ruszaj się ,możesz mieć urazy wewnętrzne-powiedział do mnie Malik i starał się mnie ujarzmić.
Poradził sobie ze mną i trzymając mnie za ramiona unieruchomił mnie.
-Ty pieprzona idiotko ,mogłaś jej złamać nogę!-wydarła się Victoria.
-Nie chciałam ,każdemu się może zdarzyć-powiedziała piskliwe Samanta , zabijałam ją wzorkiem. W głowie miałam plan ,że podeszłabym do niej pociągnęła za blond kudły, dała kopniaka w brzuch, ona by się wywróciła ,a ja mogłabym ją poobijać, ale nie mogłam.
-Jesteś nienormalna!-wrzeszczała Victoria i puściła mnie ,żeby do niej podejść. Popchnęła ją ,ale zaraz przy niej zawiły się dziewczyny i ją odciągnęły.
-Uspokójcie się!-wrzasnął ,na prawdę wrzasnął Malik ,a wszystkie głosy zamilkły. Samanta przełknęła ślinę ,było widać.
-Zdajesz sobie sprawę ,że uszkodziłaś jej nogę? Pomyśl co by się stało gdybyś uderzyła ją w głowę, ,mogłoby dojść do katastrofy!-krzyczał na Samantę ,a ja już nie musiałam jej bić. Wiedziałam, że większym dla niej ciosem będzie jego krzyk.
-Des powiedz bardzo cie boli ,możesz choć ruszać nogą?-zwrócił się do mnie bardzo miłym głosem.
-Boli kolano-powiedziałam i zamknęła powieki bo przeszył mnie ból.
-Wielki siniak zaczyna ci się robić ,muszę zaprowadzić cie do pielęgniarki.-powiedział i stanął przy moim boku łapiąc za łokieć. Podniosłam lewą nogę trochę w górę i zaczęłam skakać na zdrowej prawej.
-Nie, tak to nigdy nie dojdziemy. Zoe masz pilnować ,klasy i nikt nie ma prawa grać ,dopóki nie wrócę! Jasne!?-zapytał wściekły. Dziewczyny pokiwały głową .
-Z tobą policzę się za chwilę-warknął Malik do Samanty ,a ona zrobiła się czerwona. Niespodziewanie dla mnie Malik wziął mnie na ręce niczym pannę młodą. Ależ to było zadziwiające ,zwłaszcza gdy zobaczyła to Samanta
-Sama pójdę-warknęłam głośno.
-Nie ,nie pójdziesz Des ,trzeba to szybko zbadać-zganił mnie ,a ja widząc jak Samanta się wkurwia delikatnie położyłam mu ręce na szyi, tak dla bezpieczeństwa. Uśmiechnął się lekko i ruszył do gabinetu pielęgniarki ,który znajdował się przy wyjściu od sali gimnastycznej. Kiedy zniknęliśmy za rogiem dalej trzymałam się jego szyi ,chociaż na początku w planach miałam puścić go gdy tylko Samanta i dziewczyny stracą nas z oczu. Malik bez problemu pokonał schody, cały czas na mnie uważając. Miał bardzo piękne perfumy, przyjemnie było je wąchać.
-Jeżeli masz coś złamane nici z gry w siatkówkę-powiedział i łokciem otworzył drzwi do pielęgniarki.
Pani Johnson skoczyła na równe nogi widząc nas. Ale zaraz zaraz ,czy on nie powiedział ,że nie będę mogła zagrać? Zabije tą blond szmatę ,zabije ją!
-Cóż się stało ,Des ,co zrobiłaś?-zapytała sympatycznym głosem pielęgniarka ,kiedy Malik usadził mnie na kozetce.
-Jedna z koleżanek uderzyła ją rakietką do tenisa ,zaczyna jej się robić siniak ,ale złamania raczej nie ma-odpowiedział Malik.
-Dobrze ,zaraz zobaczymy ,pan może wracać na zajęcia ,zawołam kiedy skończę.-powiedziała ,a Malik skinął głową i wyszedł z gabinetu.
-Jak do tego doszło Des?-zapytała delikatnie oglądając mi kolano. Kilka razy syknęłam ,ale o ile się nie myliłam ból był mniejszy niż minutę temu, tak jakby ustawał.
-Samanta ,ta idiotka specjalnie uderzyła mnie rakietką ,to znaczy udawała ,że serwuje, a tak naprawdę wypuściła rakietkę z rąk, a ta trafiła najpierw w podłogę ,a potem w moje kolano i O-wskazałam na siniaka-proszę co dostałam.
-Jeśli cie to pocieszy ,nie masz złamania ,na szczęście ,jest tylko stłuczenie ,ale przez kilka dni będziesz miała siniaka i możesz kuleć. Zaraz ci nasmaruje specjalną maścią wygrzewającą ,ale musisz pojechać dzisiaj do lekarza na prześwietlenie kolana ,bo jeśli jest coś w środku uszkodzone na przykład rzepka ,będziesz mogła pożegnać się z jakimkolwiek sportem ,a słyszałam ,że jesteś w reprezentacji Des.
-Zabije ją ,normalnie zabije ją-warknęłam.
-Ale bądź dobrej myśli ,poboli kilka dni i w przyszłym tygodniu oznaki będą znikome ,a za dwa tygodnie nie będziesz o tym pamiętać.-pocieszała wcierając delikatnie śmierdzącą maść w cale moje kolano ,kuźwa ten siniec serio był duży. Zaraz po tym owinęła mi białym elastycznym bandażem.
-Nie za mocno?-spytała.
-Nie. A mogłaby mi pani dać jakiś lek przeciwbólowy?-spytałam.
-Jasne, proszę-podała mi tabletkę ,a ja ją szybko połknęłam. Delikatnie wstałam z kozetki i zrobiłam dwa kroki, oczywiście musiałam kuleć w dodatku bandaż mi przeszkadzał.
-Des ,tylko nie nadwyrężaj nogi ,najlepiej zwolnij się i niech mama przyjedzie i zawiezie cie do lekarza.
-Nie mogę się zwolnić ,mam sprawdzian z angielskiego ,pojadę po szkole-uśmiechnęłam się.
-Jak zwykle uparta, zawołam twojego wychowawce-wyszła z gabinetu. Minęło jakieś półtorej minuty i wraz z Malikiem weszła do środka. Spojrzał na moje kolano.
-Chcesz się zwolnić?-zapytał.
-Nie ,muszę napisać sprawdzian ,ale już jest lepiej niż na początku ,jakoś dam rade-odparłam zwyczajnie i dziwnie miło niż zawsze ,ale to przez to ,że mi pomógł ,a wydarł się na Samantę. Kuśtykając opuściłam gabinet ,on szedł za mną asekurując mnie czyli podtrzymując za łokieć. Miałam mu powiedzieć ,że dam rade i żeby zabrał łapy ,ale nie chciałam ,podobało mi się jak się mną zajmował. Nawet chciałam żeby wziął mnie na ręce jak kilka minut wcześniej. Po trzech minutach trudnej drogi doszliśmy na sale. Popatrzyłam na Samantę i pokazując jej mój środkowy palec, a potem drugi skierowałam się do szatni ,aby się przebrać.
-Victoria idź z Des i pomóż jej-polecił Malik ,a Victoria się zgodziła i weszła za mną do szatni.
Zabrałam się za ubieranie spodni. Musiałam uważać na kolano.
-Jejku Des ,jakbyś ty widziała jak Malik się wydarł na Samantę jak wrócił.
-Serio?-powiedziałam ucieszona.
-Noo kurwa ,wiesz co jej powiedział?-pokręciłam głową.
-Dostaje Uwagę i to porządną za tak bezmyślne zachowanie-klasnęła w dłonie i widząc jak trudno jest mi ubrać spodnie zlitowała się i pomogła mi.
-To zajebiście ,w końcu jej pierwsza uwaga i tym razem nie wywinie się ,bo ja na nią poskarżę ,niech ma.-powiedziałam ciągle zadowolona. Założyłam bluzę przez głowę i Victoria pomogła ubrać mi buty.
-Dobra ze mnie przyjaciółka ,nawet ci kurwa buty ubieram-zaśmiała się.
-Jakoś ci to wynagrodzę gdy kolano przestanie boleć.
-Właśnie ,a co dokładnie się stało?
-Podobno to nie złamanie ,ale stłuczenie ,tylko ,że muszę jechać na prześwietlenie-skrzywiłam się.
-Zadzwonisz do mamy?
-Po lekcjach ,a teraz chodźmy stąd ,ja idę usiąść na ławce.-powiedziałam biorąc plecak i powoli wyszłam na sale. Samanta była dalej wkurzona ,albo zawstydzona tym ,że jej ukochany ją opierdolił i to przeze mnie. Kiedy dochodziłam do ławeczki i chciałam usiąść obok Caroline, podszedł pan Malik.
-Wszystko w porządku?-spytał ciepło.
-Tak ,niech pan dalej prowadzi lekcje ,ja jakoś dam sobie rade-odparłam ,a on posłał mi uśmiech i wrócił na środek sali. Dziewczyny zaczęły grać. Wyciągnęłam telefon wraz z słuchawkami i wpadłam w świat muzyki POP. Ten lek przeciwbólowy chyba zaczął działać ,bo kolano aż tak mnie nie bolało. Do mojej głowy wpadły niechciane myśli o panu Maliku. Kurde ,ale dlaczego ja o nim myślę? Dlaczego myślę o jego pięknym specyficznym zapachu ,o pięknych, głębokich, brązowych tęczówkach, o nieziemskim białym uśmiechu i silnych rekach ,szczupłej sylwetce i pięknym głosie? Jestem pewna ,że gdyby śpiewał,
byłby to najlepszy piosenkarz na świecie. Ale zaraz ,chyba się nie zakochuje w Nauczycielu?!
Tak nie może być ,oj nigdy nie mogłam do tego dopuścić! On uważa nas za młode smarkule, z którymi
musi się użerać ,a ja miałabym do niego wzdychać ukradkiem? O nie!!! Proszę ,żeby tylko przeszły mi te myśli o nim. Jest taki przystojny ... STOP! I dobrze się z nim rozmawia jak jesteśmy "sami". STOP!
Ciekawe czy on ma jakąś dziewczynę? STOP! Cholera ,to wszystko przez ten park ,jak ze mną rozmawiał, albo jak wymawia moje imię, akcentuje literkę "S" tak jak nikt inny. Boże! Ja chyba oszalałam! Przecież nazwałam go dupkiem ,wkurwiającym dupkiem. Bo taki..był..znaczy wydawało mi się że taki był ,ale on jest naprawdę Okej. Obserwowałam go jak prowadzi lekcje, jak daje rady dziewczyną. Spodobało mi się jak przejechał palcami po swoich czarnych włosach, to był fajny widok. Na litość Boską ,czy ja mogłabym przestać? "Myśl o Maxie Des!" o tak ,nie widziałam się z nim od niedzieli i naszego...pierwsze razu ,a raczej mojego pierwszego razu. Musze złapać go na korytarzu, wiem ,że we wtorki po moim wf'ie ma w sali matematycznej ,będę musiała jakoś się tam doczłapać i się z nim przywitać. Mam tylko nadzieje ,że nie będzie mnie unikać, no bo po co miałby to robić?... Byłam tak zasłuchana i tak zamyślona ,że następna lekcja zleciała bardzo szybko i dziewczyny poszły się przebrać. Kulejąc podeszłam pod drzwi szatni i się oparłam o ścianę ,czekając na Victorie schowałam słuchawki ale telefon trzymałam w ręce.
-Des czy na pewno wszystko w porządku? Może lepiej cie zwolnić?-podszedł Malik.
-Nie ,dziękuje za pomoc ,ale jest dobrze ,zadzwonię po mamę gdy skończę zajęcia-odpowiedziałam. Jego język przez krótką chwile przebiegł przez dolną wargę ,a mój wzrok pobiegł w jego kierunku. Na szczęście w miarę się opamiętałam i przeniosłam wzrok na sufit. Warga Malika była bardziej interesująca ,ale nie mogłam na to patrzeć.
-Oby było to tylko stłuczenie ,dobrze grasz i szkoda by było stracić taką zawodniczkę , z tobą dziewczyny mają większą szansę na wygraną-powiedział, a ja nie wiedzieć czemu oblałam się rumieńcem. Co! Jak to! Ja?! Ja i rumieniec?! Jezu ,co się ze mną dzieje...
On widział moje zawstydzenie i uśmiechnął się delikatnie, po czym odszedł złożyć siatki.
Nie ,dlaczego on odszedł...Kurwa! Co dzieje się w tej mojej pustej głowie? Podziwiałam jak jego mięśnie pracują kiedy chodził po sali i ściągał siatki.
Mój telefon zabrzęczał ,myślałam ,że to sms ,ale jednak to powiadomienie z Facebooka. Ktoś z nieznanego konta wysłał mi link i napisał "Lepiej to obejrzyj Des, ale przed obejrzeniem usiądź" Wahałam się ale weszłam w link, a moim oczom ukazał się jakiś filmik. Wyciągnęłam z powrotem słuchawki i wsadziłam je do uszu ,po czym wcisnęłam Play. Zaczęłam rozumieć dlaczego miałam usiąść.
_______________________________________________________________________________
Wstawiam LINK do Nowego Fanfiction
KLIK
http://bally-fanfiction.blogspot.com/
KLIK KLIK KLIK
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Rozdział 12
Wszystkie lekcje zleciały mi niesamowicie szybko. Zanim się spostrzegałam już była 16;20 i czas na trening.
Razem z Zoe i Emmą poszłyśmy na hale aby przebrać się w nasze bordowo-białe stroje, mianowicie bordowe shorty, bordowy biały t-shirt z numerem ,ja miałam 12 i do tego białe tenisówki. W szatni było całe dwanaście dziewczyn ,czyli tyle ile nas chodzi na treningi. Plecaki wraz z ubraniami zostawiłyśmy w szafkach i wszystkie wyszłyśmy , na sale ,żeby się rozgrzać. Zrobiłyśmy kilka okrążeń wokół boiska, po pięćdziesiąt brzuszków, trzydzieści pompek ,pięćdziesiąt przysiadów, wdechy i wydechy i wzięłyśmy piłki z kosza ,aby każda mogła rozgrzać palce. Na sali pojawił się Pan William Truman ,a waz z nim ,Uwaga, Zayn Malik ,nie wiem po jaką cholerę. Popatrzyłam na nich przelotnie i podbijałam piłkę do góry dwoma sposobami raz dolnym, a raz górnym. Później standardowo nadszedł czas na ścinanie ,każda po kolei wystawiała ,a na końcu zagrywka ,po trzydziestu minutach byłyśmy gotowe do gry.
-Dobrze moje Wilczyce-a zapomniałam ,nasze szkolne drużyny zarówno w kosza ,siatkę i piłkę nożną nazywają się Wolves, wilki.
-W dzisiejszych zajęciach będzie uczestniczył pan Zayn Malik i pomoże wybrać mi główny skład do reprezentacji w nadchodzących zawodach. Więc dzisiaj każda z was musi dać z siebie wszystko ,aby zająć miejsce w drużynie ,inaczej będzie tylko jako rezerwowa. Pamiętajcie ,tylko sześć dziewczyn będzie w głównym składzie i nie powiedziane jest ,że będą zmiany między zawodniczkami ,mogą być ,ale nie muszą.
Dobra wybieramy składy. Des i Harriet wybieracie.
-Dlaczego zawsze ja?-spytałam z uśmiechem, ale fakt faktem ,że zawsze ja muszę wybierać.
-Bo cie kocham-zaśmiał się ,a my wszystkie z nim. Lubię go, ale dlatego ,że on mnie nie uczy jako tako ,tylko mnie trenuje ,zawsze powtarza, że nas kocha, to jest jego odpowiedź na wszystko.
Ustawiłyśmy się z Harriet, brązowowłosą dziewczyną, na przeciwko wszystkich ,zagrałyśmy w kamień papier i przegrałam ,więc pierwsza wybierała Harriet.
-Alice-wywołała blondynkę z szarymi oczami. Prawdę mówiąc nie ma tutaj żadnej dziewczyny,której bym nie lubiła ,wszystkie są okej.
-Zoe-teraz była moje kolej.
-Emma.
-Abby.
-Cassie
-Reychal.
-Cece.
-Sue
-Melanie
-Patty-ostania zawodniczka doszła do mojej drużyny. Zajęłyśmy połowy i zebrałyśmy się w ciasne kółeczko kładąc dłoń na dłoni.
-Kto skopie im dupy?-spytałam.
-MY!-odkrzyknęłyśmy równo, druga drużyna też coś krzyknęła. Zajęłyśmy odpowiednie pozycje ,byłam wystawiającą. Zayn Malik stanął po prawej stronie boiska ,a pan William po lewej. Zoe uderzyła piłką o parkiet i zaczęła się gra. Dawałyśmy z siebie wszystko ,bo każda chciała być w głównym składzie co było bardzo oczywiste. Rzucałam się na piłkę jakby to już były zawody o nie małe nagrody, a to dopiero początek treningów do rozgrywek. Czas mijał ,pierwszego seta przegrałyśmy 21-25, każda z nas zmarkotniała ,miałyśmy trzy minuty przerwy i zebrałyśmy się aby się naradzić.
-To ,że przegrałyśmy pierwszego, nie oznacza że przegramy drugiego. Słuchajcie ,one myślą ,że jak teraz z nami wygrały to drugiego też wygrają i będą się mniej starały ,więc teraz spinamy pośladki i bronimy piłki jak lwice ,a wierzcie mi, że wygramy pozostałe sety i to z palcem w ..no wiecie-zaśmiałam się ,dziewczyny pokiwały głowami.
-Nie możecie się teraz zniechęcać ,zaczynamy ostrą grę ścinamy najsilniej i serwujemy tak ,żeby była jak najmniejsza możliwość odbioru.
-Tak jest-zaśmiała się Abby.
-Kto skopie im dupy?-zapytałam.
-My!-odkrzyknęły i zajęłyśmy miejsca. Zaczęła się naprawdę cięta rywalizacja, przez co przeciwna drużyna została zbita z tropu i zyskałyśmy sporo przewagi. Nasz trener klaskał i krzyczał jeśli któraś zrobiła coś źle i poprawiał nas ,ale tak jest zawsze. Robiłam wszystko ,żeby dostać się do głównej reprezentacji ,ale wiedziałam ,że jeśli tu jest Malik, na złość ,może mnie odradzić. Przecież każda z nas gra świetnie. Byłyśmy spocone ,czerwone i zmęczone, ale żadna się nie poddawała. Parę razy przyłapałam się jak zerkam w stronę Malika i parę razy zorientowałam się, że on też patrzy na mnie przez co zepsułam piłkę ,która była prosta do odbioru. Pokręciłam głową przywracając się do żywych i skupiłam się ponownie na grze. Trening dobiegł końca.
-Idźcie pod prysznice ,a my zrobimy naradę-polecił trener i sznureczkiem zniknęłyśmy w szatni. Każda wskoczyła do ciasnej kabinki i rozkoszowała się płynem pod prysznic i ciepłą wodą. Każda z nas robiła to szybko ,bo każda była ciekawa i zniecierpliwiona. Przebrałyśmy się w swoje ubrania i wysuszyłyśmy byle jak włosy ,ja ich nie związałam tylko założyłam na głowę szarą czapkę beanie z napisem F*CK. Tyle razy upominali mnie o ten napis ,ale ja nie zamierzałam rezygnować z czapki. Chroniła mnie przed chorobą gdy miałam wilgotne włosy. Z plecakami na ramionach wyszłyśmy na sale gdzie czekali już na nas panowie. Ustawiłyśmy się w szeregu i czekałyśmy na werdykt.
-Było nam ciężko ,bo każda z was gra znakomicie i każda z was mogłaby być w drużynie głównej ,ale jest tylko sześć miejsc. Nie chcemy ,żeby któraś się obraziła ,bo wiecie ,że ktoś przechodzi ktoś nie ,ale na pewno będziecie na zmianę i na pewno będziecie oglądać mecz.-mówił spokojnie pan Truman i chodził to w prawo to w lewo. Malik przygryzał dolną wargę co nie uszło uwadze także innych dziewczyn. Słyszałam jak pod prysznicem jarały się jego obecnością i fantazjowały ,ale przecież nie można się dziwić, jest przystojnym dupkiem. Ja jako jedyna z tej szkoły miałam z nim chyba takie "przygody", ta rozmowa w parku, to ,że nazwał mnie silną i dobrą dziewczyną, podobało mi się, ale wiedziałam ,że powinnam odejść z tego parku zanim powiedziałabym do niego. "Jest pan taki przystojny" ,a zraz potem dodałabym "Ale równie wkurwiający" oj obawiałabym się jego reakcji. Po raz kolejny spostrzegłam ,że wgapiam się w niego ,a on we mnie i tak samo jak on przygryzałam swoją wargę. Szybko odwróciłam wzrok i wyjęłam wargę z pomiędzy zębów..
-Dobra dość tej paplaniny ,przechodzimy do konkretów-oświadczył Truman. Ach tak przez te moje rozmyślenia nie słuchałam uwag pana Trumana.
-Kapitanem drużyny zostanieeeeee...-przeciągnął ostatnią głoskę i wytworzył napływ ciekawości i napięcia.
-DES-powiedział słodko-Wilczyca numer dwanaście-dodał po chwili ,rozległy się brawa. Pisnęłam z radości. Trener wskazał miejsce obok Malika. Przełknęłam ślinę ,bo w końcu dzisiaj znowu go wkurzyłam i powiedziałam mu ,że w piątek był inny. Zachowałam jednak bezpieczną odległość oddalając się od niego o krok.
-Gratulacje-powiedział uśmiechając się-Grasz niesamowicie dobrze-dodał ,a ja chyba się zawstydziłam.
-Dziękuje-bąknęłam cicho i przerwał nam głos pana Trumana.
-Teraz wymienię kolejne pięć głównych zawodniczek, na przemian z panem Malikiem.
-Abby-wywołał Truman ,dziewczyna pisnęła i podbiegła do mnie przytulając mnie, a ja ją.
-Zoe-oświadczył Malik ,dziewczyna zrobiła to samo co Abby, cieszyłam się razem z nimi ,bo są naprawdę dobre
-Harriet-wywołał trener.
-Cassie-zawołał Malik.
-Emma-zakończył trener. Utworzyłyśmy kółko i skakałyśmy z radości śpiewając "La la la la" pozostałe sześć dziewczyn posmutniało, ale biły nam brawa ,wiedziały ,że jest szansa ,że zagrają.
-Przykro mi perełki, ale ktoś musiał ,a ktoś nie ,nie martwcie się ,lekcji i tak nie będziecie miały-pocieszył je Truman. Radosne pobiegłyśmy do drzwi ,aby wreszcie wrócić do domu. Moja mama była w domu ,ale jak zwykle przyjechała wziąć jakieś papiery i przebrać się. Kiedy pochwaliłam się moim małym awansem przytuliła mnie bąknęła 'gratuluje' i wyszła.
Cóż ,widać ,że mnie nawet nie słuchała.
*
Nie pamiętam nawet kiedy zasnęłam ,byłam tak podekscytowana siatkówką ,że żyłam marzeniami naszej wygranej. O godzinie siódmej dwadzieścia wstałam z łóżka. Postanowiłam poleżeć te dwadzieścia minut dłużej niż zwykle ,bo nie chciało mi się jeść śniadania. Pogoda była gorsza niż przez ostatnie dwa dni ,było chłodno i pochmurno ,wskazywało na deszcz. Cóż po Londynie można się tego było spodziewać. Ubrałam czarne rurki i bluzę zakładaną przez głowę bez kaptura w kolorze Toffi z Boy London.
Skierowałam się do łazienki aby wykonać mały makijaż ,czyli standardowo rzęsy i psyknięcie perfumami.
Zabierając plecak i telefon wyszłam z pokoju. Na dole dałam białej jeść i ubrałam swoje białe air Maxy
i czarną kurtkę z kapturem. Wyszłam w dobrym humorze na autobus. Po dwudziestu minutach stałam wraz z dziewczynami z mojej klasy na sali ,bo akurat we wtorki i czwartki pierwszą lekcją jest wf, tak jak i drugą.
Zdążyłam już pochwalić się Victorii, a ona była równie zachwycona jak i ja. Malik poprowadził rozgrzewkę.
Po ćwiczeniach znowu ustawiłyśmy się w rządku.
-W co dzisiaj gramy, w siatkówkę proszę Pana?-spytała Samanta.
-Nie dzisiaj.-odparł.
-To w co?-pytała dalej.
-Tenis-oznajmił Malik i zaczął rozwieszać kilka siatek na całej powierzchni sali. Kurwa mać. Nienawidzę tenisa, nie lubię w to grać ,ani nie idzie mi dobrze odbijanie tej piłeczki ,zwłaszcza ,że źle trzymam paletkę.
Czekałyśmy aż rozwiesi ,w tym Samanta i Olivia poszły mu pomóc, nam się nie chciało ,a on nie prosił.
-Oj Des i co ty teraz poczniesz ,nie lubisz tenisa-zaśmiała się Victoria.
-Tak jak ty kosza-wypięłam jej język.
-No fakt-zmarszczyła brwi.
-Ale chyba tym razem zagrasz co?
-Jeśli ta wywłoka znowu będzie pajacować to nie zagram.
-Wydaje mi się ,że dzisiaj nie będzie pajacować-stwierdziła Victoria. Malik zagwizdał i kazał dobrać się w pary. Ćwiczyło nas tylko osiem ,dwie siedziały na ławce, a dwóch dziewczyn nie było. Byłam oczywiście z Victorią. Minę miałam skwaszoną ,Malik przyglądał mi się ,ale Samanta go zagadała. Wzięłam paletkę i stanęłam na swojej połowie. Miałyśmy siatkę obok Samanty i Olivii. Malik gwizdnął kiedy skończył tłumaczyć zasady gry. Nie słuchałam bo, nie miałam ochoty, wiedziałam ,że tak czy siak mi nie wyjdzie i wcale się nie myliłam. Piłka często wyprzedzała moje uderzenia i musiałam non stop po nią chodzić. Że też akurat wymyślił grać w to gówno. Nie lubię robić czegoś ,czego nie potrafię ,albo co idzie mi fatalnie ,źle się wtedy czuje. Marudziłam sama do siebie. Victorii szło o wiele lepiej ,ale była do mnie cierpliwa. Czasem udało mi się dobrze odbić albo zaserwować, ale zazwyczaj mijałam piłkę lub odbijałam w sufit.
Zobaczyłam jak zbliża się Malik. Samanta się uśmiechała ,ale on minął ją na co zmarszczyła brwi i podszedł pode mnie. A niech to ,zauważył jak idzie mi chujowo ,nie chcę ,żeby mi tłumaczył tych beznadziejnych zasad.
-Pomóc ci Des? -zapytał. Wiedziałam. Ja nigdy w życiu nie prosiłabym go o pomoc w tym.
-Poradzę sobie-burknęłam.
-Widzę ,że chyba nie bardzo.-odrzekł ,a ja wzruszyłam ramionami.
-Daj-wyciągnął rękę i wskazał na paletkę. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam ,że każda para gra tylko dwie księżniczki wgapiają się w nas. A Samanta mierzyła mnie wzrokiem i to ostro.
-Poradzę sobie-powiedziałam stanowczo.
-Oh skoro nie chce to niech ją pan zostawi, ona i tak nie umie-odezwała się Samanta.
-Pozwól ,że sam zdecyduje ,moim obowiązkiem jest was nauczyć, taki mam zawód-warknął do niej ,a ona poszerzyła oczy, a ja posłałam jej zwycięski uśmiech i zdecydowałam się ,że pozwolę Malikowi ,żeby mi tłumaczył ,tylko po to aby ją wkurwić. Pokazał mi jak ustawić ręce ,aby dobrze trzymać paletkę ,tłumaczył kiedy mniej więcej uderzać i zrobiliśmy kilka prób. Parę razy nasze ręce się dotknęły ,a mnie przeszły małe dreszcze elektryczne, co ciężko mi przyznać ale spodobało mi się. Samanta aż kipiała ze złości.
Wiedziałam jak to jest kiedy przez jedną osobę leci lekcja bo sama wyszłam w czwartek ,ale z tego co widziałam wszystkie dziewczyny dalej grały, bo miały taką możliwość, tylko Samanta nie.
-Dobra już sobie poradzę-powiedziałam po kilku minutach. Malik się uśmiechnął i odszedł na swoje miejsce
pod oknem. Zaczęłyśmy grać i faktycznie nowy sposób trzymania rakietki bardzo się przydał.
-Odpocznijmy minute-powiedziała Victoria i zatrzymała piłeczkę u siebie, a ja oparłam ręce o kolana i robiłam wdechy i wydechy. Popatrzyłam w stronę Samanty ,one też przestały grać i wgapiała się we mnie.
-Gramy Olivia-powiedziała nagle i podrzucając piłeczkę zamachnęła się. Rakietka wyleciała jej z ręki, a
raczej specjalnie ją wypuściła w moją stronę , odbiła się od parkietu i uderzyła mnie w kolano.
-Kurwa-zabolało, przeklęłam i syknęłam z bólu. Zrobiłam się wściekła.
_____________________________________________________________________________
Hej <3 Pogoda jest do kitu i nic mi się nie chce ;/
Znowu święta i znowu beznadziejnie ,jak mnie coś takiego denerwuje , eh...
Razem z Zoe i Emmą poszłyśmy na hale aby przebrać się w nasze bordowo-białe stroje, mianowicie bordowe shorty, bordowy biały t-shirt z numerem ,ja miałam 12 i do tego białe tenisówki. W szatni było całe dwanaście dziewczyn ,czyli tyle ile nas chodzi na treningi. Plecaki wraz z ubraniami zostawiłyśmy w szafkach i wszystkie wyszłyśmy , na sale ,żeby się rozgrzać. Zrobiłyśmy kilka okrążeń wokół boiska, po pięćdziesiąt brzuszków, trzydzieści pompek ,pięćdziesiąt przysiadów, wdechy i wydechy i wzięłyśmy piłki z kosza ,aby każda mogła rozgrzać palce. Na sali pojawił się Pan William Truman ,a waz z nim ,Uwaga, Zayn Malik ,nie wiem po jaką cholerę. Popatrzyłam na nich przelotnie i podbijałam piłkę do góry dwoma sposobami raz dolnym, a raz górnym. Później standardowo nadszedł czas na ścinanie ,każda po kolei wystawiała ,a na końcu zagrywka ,po trzydziestu minutach byłyśmy gotowe do gry.
-Dobrze moje Wilczyce-a zapomniałam ,nasze szkolne drużyny zarówno w kosza ,siatkę i piłkę nożną nazywają się Wolves, wilki.
-W dzisiejszych zajęciach będzie uczestniczył pan Zayn Malik i pomoże wybrać mi główny skład do reprezentacji w nadchodzących zawodach. Więc dzisiaj każda z was musi dać z siebie wszystko ,aby zająć miejsce w drużynie ,inaczej będzie tylko jako rezerwowa. Pamiętajcie ,tylko sześć dziewczyn będzie w głównym składzie i nie powiedziane jest ,że będą zmiany między zawodniczkami ,mogą być ,ale nie muszą.
Dobra wybieramy składy. Des i Harriet wybieracie.
-Dlaczego zawsze ja?-spytałam z uśmiechem, ale fakt faktem ,że zawsze ja muszę wybierać.
-Bo cie kocham-zaśmiał się ,a my wszystkie z nim. Lubię go, ale dlatego ,że on mnie nie uczy jako tako ,tylko mnie trenuje ,zawsze powtarza, że nas kocha, to jest jego odpowiedź na wszystko.
Ustawiłyśmy się z Harriet, brązowowłosą dziewczyną, na przeciwko wszystkich ,zagrałyśmy w kamień papier i przegrałam ,więc pierwsza wybierała Harriet.
-Alice-wywołała blondynkę z szarymi oczami. Prawdę mówiąc nie ma tutaj żadnej dziewczyny,której bym nie lubiła ,wszystkie są okej.
-Zoe-teraz była moje kolej.
-Emma.
-Abby.
-Cassie
-Reychal.
-Cece.
-Sue
-Melanie
-Patty-ostania zawodniczka doszła do mojej drużyny. Zajęłyśmy połowy i zebrałyśmy się w ciasne kółeczko kładąc dłoń na dłoni.
-Kto skopie im dupy?-spytałam.
-MY!-odkrzyknęłyśmy równo, druga drużyna też coś krzyknęła. Zajęłyśmy odpowiednie pozycje ,byłam wystawiającą. Zayn Malik stanął po prawej stronie boiska ,a pan William po lewej. Zoe uderzyła piłką o parkiet i zaczęła się gra. Dawałyśmy z siebie wszystko ,bo każda chciała być w głównym składzie co było bardzo oczywiste. Rzucałam się na piłkę jakby to już były zawody o nie małe nagrody, a to dopiero początek treningów do rozgrywek. Czas mijał ,pierwszego seta przegrałyśmy 21-25, każda z nas zmarkotniała ,miałyśmy trzy minuty przerwy i zebrałyśmy się aby się naradzić.
-To ,że przegrałyśmy pierwszego, nie oznacza że przegramy drugiego. Słuchajcie ,one myślą ,że jak teraz z nami wygrały to drugiego też wygrają i będą się mniej starały ,więc teraz spinamy pośladki i bronimy piłki jak lwice ,a wierzcie mi, że wygramy pozostałe sety i to z palcem w ..no wiecie-zaśmiałam się ,dziewczyny pokiwały głowami.
-Nie możecie się teraz zniechęcać ,zaczynamy ostrą grę ścinamy najsilniej i serwujemy tak ,żeby była jak najmniejsza możliwość odbioru.
-Tak jest-zaśmiała się Abby.
-Kto skopie im dupy?-zapytałam.
-My!-odkrzyknęły i zajęłyśmy miejsca. Zaczęła się naprawdę cięta rywalizacja, przez co przeciwna drużyna została zbita z tropu i zyskałyśmy sporo przewagi. Nasz trener klaskał i krzyczał jeśli któraś zrobiła coś źle i poprawiał nas ,ale tak jest zawsze. Robiłam wszystko ,żeby dostać się do głównej reprezentacji ,ale wiedziałam ,że jeśli tu jest Malik, na złość ,może mnie odradzić. Przecież każda z nas gra świetnie. Byłyśmy spocone ,czerwone i zmęczone, ale żadna się nie poddawała. Parę razy przyłapałam się jak zerkam w stronę Malika i parę razy zorientowałam się, że on też patrzy na mnie przez co zepsułam piłkę ,która była prosta do odbioru. Pokręciłam głową przywracając się do żywych i skupiłam się ponownie na grze. Trening dobiegł końca.
-Idźcie pod prysznice ,a my zrobimy naradę-polecił trener i sznureczkiem zniknęłyśmy w szatni. Każda wskoczyła do ciasnej kabinki i rozkoszowała się płynem pod prysznic i ciepłą wodą. Każda z nas robiła to szybko ,bo każda była ciekawa i zniecierpliwiona. Przebrałyśmy się w swoje ubrania i wysuszyłyśmy byle jak włosy ,ja ich nie związałam tylko założyłam na głowę szarą czapkę beanie z napisem F*CK. Tyle razy upominali mnie o ten napis ,ale ja nie zamierzałam rezygnować z czapki. Chroniła mnie przed chorobą gdy miałam wilgotne włosy. Z plecakami na ramionach wyszłyśmy na sale gdzie czekali już na nas panowie. Ustawiłyśmy się w szeregu i czekałyśmy na werdykt.
-Było nam ciężko ,bo każda z was gra znakomicie i każda z was mogłaby być w drużynie głównej ,ale jest tylko sześć miejsc. Nie chcemy ,żeby któraś się obraziła ,bo wiecie ,że ktoś przechodzi ktoś nie ,ale na pewno będziecie na zmianę i na pewno będziecie oglądać mecz.-mówił spokojnie pan Truman i chodził to w prawo to w lewo. Malik przygryzał dolną wargę co nie uszło uwadze także innych dziewczyn. Słyszałam jak pod prysznicem jarały się jego obecnością i fantazjowały ,ale przecież nie można się dziwić, jest przystojnym dupkiem. Ja jako jedyna z tej szkoły miałam z nim chyba takie "przygody", ta rozmowa w parku, to ,że nazwał mnie silną i dobrą dziewczyną, podobało mi się, ale wiedziałam ,że powinnam odejść z tego parku zanim powiedziałabym do niego. "Jest pan taki przystojny" ,a zraz potem dodałabym "Ale równie wkurwiający" oj obawiałabym się jego reakcji. Po raz kolejny spostrzegłam ,że wgapiam się w niego ,a on we mnie i tak samo jak on przygryzałam swoją wargę. Szybko odwróciłam wzrok i wyjęłam wargę z pomiędzy zębów..
-Dobra dość tej paplaniny ,przechodzimy do konkretów-oświadczył Truman. Ach tak przez te moje rozmyślenia nie słuchałam uwag pana Trumana.
-Kapitanem drużyny zostanieeeeee...-przeciągnął ostatnią głoskę i wytworzył napływ ciekawości i napięcia.
-DES-powiedział słodko-Wilczyca numer dwanaście-dodał po chwili ,rozległy się brawa. Pisnęłam z radości. Trener wskazał miejsce obok Malika. Przełknęłam ślinę ,bo w końcu dzisiaj znowu go wkurzyłam i powiedziałam mu ,że w piątek był inny. Zachowałam jednak bezpieczną odległość oddalając się od niego o krok.
-Gratulacje-powiedział uśmiechając się-Grasz niesamowicie dobrze-dodał ,a ja chyba się zawstydziłam.
-Dziękuje-bąknęłam cicho i przerwał nam głos pana Trumana.
-Teraz wymienię kolejne pięć głównych zawodniczek, na przemian z panem Malikiem.
-Abby-wywołał Truman ,dziewczyna pisnęła i podbiegła do mnie przytulając mnie, a ja ją.
-Zoe-oświadczył Malik ,dziewczyna zrobiła to samo co Abby, cieszyłam się razem z nimi ,bo są naprawdę dobre
-Harriet-wywołał trener.
-Cassie-zawołał Malik.
-Emma-zakończył trener. Utworzyłyśmy kółko i skakałyśmy z radości śpiewając "La la la la" pozostałe sześć dziewczyn posmutniało, ale biły nam brawa ,wiedziały ,że jest szansa ,że zagrają.
-Przykro mi perełki, ale ktoś musiał ,a ktoś nie ,nie martwcie się ,lekcji i tak nie będziecie miały-pocieszył je Truman. Radosne pobiegłyśmy do drzwi ,aby wreszcie wrócić do domu. Moja mama była w domu ,ale jak zwykle przyjechała wziąć jakieś papiery i przebrać się. Kiedy pochwaliłam się moim małym awansem przytuliła mnie bąknęła 'gratuluje' i wyszła.
Cóż ,widać ,że mnie nawet nie słuchała.
*
Nie pamiętam nawet kiedy zasnęłam ,byłam tak podekscytowana siatkówką ,że żyłam marzeniami naszej wygranej. O godzinie siódmej dwadzieścia wstałam z łóżka. Postanowiłam poleżeć te dwadzieścia minut dłużej niż zwykle ,bo nie chciało mi się jeść śniadania. Pogoda była gorsza niż przez ostatnie dwa dni ,było chłodno i pochmurno ,wskazywało na deszcz. Cóż po Londynie można się tego było spodziewać. Ubrałam czarne rurki i bluzę zakładaną przez głowę bez kaptura w kolorze Toffi z Boy London.
Skierowałam się do łazienki aby wykonać mały makijaż ,czyli standardowo rzęsy i psyknięcie perfumami.
Zabierając plecak i telefon wyszłam z pokoju. Na dole dałam białej jeść i ubrałam swoje białe air Maxy
i czarną kurtkę z kapturem. Wyszłam w dobrym humorze na autobus. Po dwudziestu minutach stałam wraz z dziewczynami z mojej klasy na sali ,bo akurat we wtorki i czwartki pierwszą lekcją jest wf, tak jak i drugą.
Zdążyłam już pochwalić się Victorii, a ona była równie zachwycona jak i ja. Malik poprowadził rozgrzewkę.
Po ćwiczeniach znowu ustawiłyśmy się w rządku.
-W co dzisiaj gramy, w siatkówkę proszę Pana?-spytała Samanta.
-Nie dzisiaj.-odparł.
-To w co?-pytała dalej.
-Tenis-oznajmił Malik i zaczął rozwieszać kilka siatek na całej powierzchni sali. Kurwa mać. Nienawidzę tenisa, nie lubię w to grać ,ani nie idzie mi dobrze odbijanie tej piłeczki ,zwłaszcza ,że źle trzymam paletkę.
Czekałyśmy aż rozwiesi ,w tym Samanta i Olivia poszły mu pomóc, nam się nie chciało ,a on nie prosił.
-Oj Des i co ty teraz poczniesz ,nie lubisz tenisa-zaśmiała się Victoria.
-Tak jak ty kosza-wypięłam jej język.
-No fakt-zmarszczyła brwi.
-Ale chyba tym razem zagrasz co?
-Jeśli ta wywłoka znowu będzie pajacować to nie zagram.
-Wydaje mi się ,że dzisiaj nie będzie pajacować-stwierdziła Victoria. Malik zagwizdał i kazał dobrać się w pary. Ćwiczyło nas tylko osiem ,dwie siedziały na ławce, a dwóch dziewczyn nie było. Byłam oczywiście z Victorią. Minę miałam skwaszoną ,Malik przyglądał mi się ,ale Samanta go zagadała. Wzięłam paletkę i stanęłam na swojej połowie. Miałyśmy siatkę obok Samanty i Olivii. Malik gwizdnął kiedy skończył tłumaczyć zasady gry. Nie słuchałam bo, nie miałam ochoty, wiedziałam ,że tak czy siak mi nie wyjdzie i wcale się nie myliłam. Piłka często wyprzedzała moje uderzenia i musiałam non stop po nią chodzić. Że też akurat wymyślił grać w to gówno. Nie lubię robić czegoś ,czego nie potrafię ,albo co idzie mi fatalnie ,źle się wtedy czuje. Marudziłam sama do siebie. Victorii szło o wiele lepiej ,ale była do mnie cierpliwa. Czasem udało mi się dobrze odbić albo zaserwować, ale zazwyczaj mijałam piłkę lub odbijałam w sufit.
Zobaczyłam jak zbliża się Malik. Samanta się uśmiechała ,ale on minął ją na co zmarszczyła brwi i podszedł pode mnie. A niech to ,zauważył jak idzie mi chujowo ,nie chcę ,żeby mi tłumaczył tych beznadziejnych zasad.
-Pomóc ci Des? -zapytał. Wiedziałam. Ja nigdy w życiu nie prosiłabym go o pomoc w tym.
-Poradzę sobie-burknęłam.
-Widzę ,że chyba nie bardzo.-odrzekł ,a ja wzruszyłam ramionami.
-Daj-wyciągnął rękę i wskazał na paletkę. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam ,że każda para gra tylko dwie księżniczki wgapiają się w nas. A Samanta mierzyła mnie wzrokiem i to ostro.
-Poradzę sobie-powiedziałam stanowczo.
-Oh skoro nie chce to niech ją pan zostawi, ona i tak nie umie-odezwała się Samanta.
-Pozwól ,że sam zdecyduje ,moim obowiązkiem jest was nauczyć, taki mam zawód-warknął do niej ,a ona poszerzyła oczy, a ja posłałam jej zwycięski uśmiech i zdecydowałam się ,że pozwolę Malikowi ,żeby mi tłumaczył ,tylko po to aby ją wkurwić. Pokazał mi jak ustawić ręce ,aby dobrze trzymać paletkę ,tłumaczył kiedy mniej więcej uderzać i zrobiliśmy kilka prób. Parę razy nasze ręce się dotknęły ,a mnie przeszły małe dreszcze elektryczne, co ciężko mi przyznać ale spodobało mi się. Samanta aż kipiała ze złości.
Wiedziałam jak to jest kiedy przez jedną osobę leci lekcja bo sama wyszłam w czwartek ,ale z tego co widziałam wszystkie dziewczyny dalej grały, bo miały taką możliwość, tylko Samanta nie.
-Dobra już sobie poradzę-powiedziałam po kilku minutach. Malik się uśmiechnął i odszedł na swoje miejsce
pod oknem. Zaczęłyśmy grać i faktycznie nowy sposób trzymania rakietki bardzo się przydał.
-Odpocznijmy minute-powiedziała Victoria i zatrzymała piłeczkę u siebie, a ja oparłam ręce o kolana i robiłam wdechy i wydechy. Popatrzyłam w stronę Samanty ,one też przestały grać i wgapiała się we mnie.
-Gramy Olivia-powiedziała nagle i podrzucając piłeczkę zamachnęła się. Rakietka wyleciała jej z ręki, a
raczej specjalnie ją wypuściła w moją stronę , odbiła się od parkietu i uderzyła mnie w kolano.
-Kurwa-zabolało, przeklęłam i syknęłam z bólu. Zrobiłam się wściekła.
_____________________________________________________________________________
Hej <3 Pogoda jest do kitu i nic mi się nie chce ;/
Znowu święta i znowu beznadziejnie ,jak mnie coś takiego denerwuje , eh...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
