wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 44

Widziałam po niej ,że nie czuje się najlepiej mając do wykonania właśnie to zadanie. Dziwiłam się, dlatego ,że wcale nie było wysoko, ani w cale nie miała do pokonania dużej odległości.
-Gotowi?-zapytał Malik kiedy wszyscy byli już przy linach. Pokiwali mu głowami-Start!-rozkazał ,a wszyscy ruszyli. No prawie wszyscy. Samanta dopiero obmyślała jak ma się złapać tej liny aby nie spaść. Dało się to wyczytać z jej twarzy.
-No rusz się!-krzyknął do niej Garry, kiedy pozostali zawodnicy praktycznie kończyli zadanie. Samanta dopiero zaczynała sunąc po linie. Ręce dygotały jej jakby co najmniej wisiała tysiąc metrów nad ziemią.
-Kurwa paznokcie to malować umie, ale jak przyjdzie co do czego to nic nie potrafi-mruknął Bill.
-Spokojnie, może po prostu to nie jest jej jakaś mocna storna-powiedziałam do chłopaków.
-Faktycznie jej mocną stroną jest głupota-mruknął Steven. Pozostali zwodnicy już skończyli, a Samanta ,miała jeszcze mały kawałek do pokonania.
-Zajebiście kurwa wygrywaliśmy ,a teraz już po nas.-warknął Mike. Samanta skończyła. Oscar ją odpiął. Widziałam w jej oczach już powoli znikający strach.
-Wolniej się nie dało prawda?!-warknęli równo Mike, Bill i Garry. Nie odpowiedziała im nic tylko spuściła głowę. Nigdy jej takiej nie widziałam. Coś było nie tak.
-Nie wrzeszczcie na nią, będą inne zadania, spokojnie-podszedł Oscar i uspokoił chłopaków.
-Wygrywaliśmy, a teraz znowu na końcu!-kontynuował Bill.
-Nie prawda, wygraliście pierwsze zadanie ,to też się liczy-przypomniał szatyn. Samanta odeszła kilka kroków, a coś wewnątrz mnie dyktowało mi ,żeby do niej podejść. Też dziwiłam się sama sobie.
-Ej Sami-zaśmiałam się ,a ona podniosła na mniej głowę.
-Czego chcesz? Też będziesz się na mnie drzeć?-zapytała drżący głosem.
-Nie. Chciałam ci powiedzieć, żebyś nie przejmowała się chłopakami, bo nie każdy jest dobry we wszystkim. Tak jak mówił Oscar nie ma się co martwić bo będą inne zadania i się wykażesz.-uśmiechnęłam się do niej, a ona zmarszczyła brwi. Pewnie z mojej strony oczekiwała nieco innej reakcji.
Cóż...też potrafię czasem zaskakiwać.
-Dzięki Des-bąknęła-Ale ja nie mogłam przejść po tej linie tak jak wszyscy-dodała.
-Dlaczego?-zapytałam.
-Po prostu mam złe wspomnienia z dzieciństwa.
-Masz lęk wysokości? Przecież tu nie było wysoko.
-Nie do końca-odparła.-Chodzi o to ,że już kiedyś robiłam podobne "zadanie" tyle ,że nad nieco większym strumykiem, to była nawet rzeka i mój brat był tak głupi ,że odwiązał linę , kiedy ja byłam w połowie drogi. Przypomniało mi się to wszystko i mimo ,że tu jest nie wysoko i strumyk jest mały to miałam blokadę, ale wiedziałam ,że muszę przejść.-taa to by wiele wyjaśniało.
-Teraz rozumiem i wcale ci się nie dziwie. Powiedz czy stało ci się wtedy coś poważnego?
-Chwilę się topiłam i miałam złamaną nogę.-odpowiedziała ,a ja pokiwałam głową.
-Idę do chłopaków, pewnie będzie nowe zadanie. Idziesz?-zapytałam.
-Tak-przeszłyśmy te kilka metrów jakie dzieliły nas od reszty i dotarłyśmy do swojej grupy. Popatrzyłam na grupę Victorii, która wygrała tę konkurencje i uśmiechnęłam się do niej. Za nią stał Malik, który patrzył się w naszą stronę. Nie twierdzę ,że na mnie ,bo przecież obok mnie stała Samanta, to na niej spoczywał jego wzrok. Odwróciłam głowę do chłopaków.
-Ty z nią gadałaś?!-szepnął mi do ucha zdziwiony Mike, zachichotałam.
-Daj spokój, ona też jej człowiekiem-odpowiedziałam. Nie lubię Samanty, ale rozumiem to ,że każdy ma jakieś lęki.
-Polemizowałbym-powiedział żartobliwie ,a ja uderzyłam go lekko w ramie i zaśmialiśmy się. Zorientowałam się ,że reszta rozmawia o czymś z Oscarem.
-O czym gadacie?-zapytałam.
-Mówię chłopakom ,że dzisiaj będziecie mieć do wyboru a;bo kolacje na stołówce albo ognisko.
-O super, ja to wolałabym ognisko-powiedziałam z entuzjazmem.
-Myślę, że inni też podzielą twoje zdanie-Oscar się uśmiechnął i objął mnie delikatnie ramieniem. Samanta stała o nas oddalona, ale kto by ją tutaj chciał?
-A co z drugim zadaniem?-spytałam.
-Uwaga!-klasnęła w dłonie pani Stewart.-Na dzisiaj będzie ostatnie zadanie, które pochłonie wam trochę czasu.-mówiła, a wszyscy słuchali.
-Co mamy zrobić?-zapytał Zack.
-Otóż waszym zadaniem będzie zbudować namioty.-kiedy wypowiedziała to zdanie na około przeszły szmery od ekscytacji po niezadowolenie.
-Mamy spać w tych namiotach później?-zapytał Rick.
-Nie, te namioty nie będą dla was-odpowiedziała Davis.
-To po co je budować?-zapytała Victoria.
-Dowiecie się kiedy skończycie. Grupa która zbuduje namiot najszybciej, wygrywa. Ale uwaga! Musi to być solidna i staranna robota, nie może on się rozpaść po mocniejszym podmuchu wiatru.
-A co my będziemy z tego mieli?
-Na pewno satysfakcje gdy dowiecie się po co te namioty, ale w trzeci dzień wycieczki dowiecie się o głównej nagrodzie-powiedziała Davis.-Idziemy!-rozkazała, a cała nasza klasa ruszyła za nauczycielami. Podeszłam pod Victorie, Zacka i Ricka.
-Kurwa po co mamy budować jakieś szałasy skoro nawet to nie dla nas?
-Davis mówiła że dowiemy się gdy zbudujemy.-odpowiedziałam.
-Pewnie wprowadzi się tutaj nowe plemię Indian, a my im chaty robimy-mówił dalej wkurzony, zaśmialiśmy się z niego.
-Poczekamy i zobaczymy-powiedziała Victoria. Nagle zorientowałam się ,że stoimy na środku lasu na małej polance. W centrum polany ułożone były jakieś pudła.
-Jesteśmy na miejscu-powiedział Zayn-Są cztery pudła dla każdej z grup. Grupa pierwsza-niebieskie, druga-żółte, trzecia-zielone, a czwarta-czerwone-mówił wskazując kolejno na pudełka-w nich znajdziecie potrzebne rzeczy do budowy namiotów. Nie zabieram więcej czasu. Macie godzinę na wykonanie zadania! Start!-kliknął coś w zegarku, a my grupami podeszliśmy pod swoje pudełka. Zabraliśmy czerwone i oddaliliśmy się od reszty aby zrobić naradę.
-Dobra sprawdźmy teraz co mamy w środku-zaczął Oscar. Pierwsze co wyjął, to był jakiś wielki materiał.
-To jest nieprzemakalne, więc to są dach i ściany naszego namiotu-wyjaśnił i wyciągnął kolejny materiał.-To będzie nasza podłoga-odłożył na bok i wyciągnął kilka grubych patyczków-to będą nasze śledzie-położył obok materiałów-a tam dalej są jakieś narzędzia.-skończył.
-Więc jak się za to zabieramy?-zapytał Bill.
-Nie będzie łatwo zbudować namiot-dodał Garry. Wszyscy zaczęli myśleć jak najlepiej to zrobić.
-Ja myślę, że dobrze by było poszukać jakiś nie za gruby pal, wbić go głęboko w ziemie, ale tak żeby wystawał na jakieś metr trzydzieści w górę, przełożyć przez to podłogę, ale wcześniej wyciąć okrągłą dziurę na ten pal ,a potem nałożyć to nie przemakalne, naciągnąć powbijać te nasze śledzie i namiot jak malowany-powiedziałam, a oni słuchali mnie uważnie.
-To jest dobry pomysł-powiedział Mike.
-Albo koniec tego materiału przyczepić do jakiejś niskiej gałęzi, naciągnąć ,wbić śledzie i też mogłoby być.-dodałam.
-To jest jeszcze lepsze i mniej pracochłonne-powiedział Oscar rozglądając się za drzewami.-o widzicie-pokazał głową na drzewo oddalone od nas około piętnastu metrów-tam jest niska gałąź, bierzmy wszystko i budujemy-powiedział ,a my zabraliśmy wszystkie rzeczy.
-Więc tak, rozkładamy nasz dach i ściany i mniej więcej na środku trzeba zaznaczyć żeby to dobrze powiesić-powiedział Oscar.
-To ja z Des rozłożymy-odezwała się Samanta. Popatrzyłam na nią marszcząc brwi.
-Okej-zgodziłam się i wzięłyśmy materiał. Rozłożyłyśmy go na leśnej ściółce. Był dosyć duży.
-Środek będzie gdzieś tutaj-wskoczyła Samanta i wskazała palcem. Obeszłam dookoła sprawdzić czy ma racje. Faktycznie był środek. Zobaczyłam jak z kieszeni wyjmuje jakąś szminkę. Ma w lesie szminkę?
-Tym zaznaczymy ,żeby było wiadomo-powiedziała mi zrobiła nieduże kółko jasnoróżową szminką.
-Macie?-zapytał Oscar.
-Tak tam-odpowiedziała mu Samanta.
-To ktoś musi to przybić do tej gałęzi.-odezwał się Bill.
-To ja to zorbie-odpowiedział Mike i sięgnął do pudełka po młotek i kilka małych gwoździ.
-Nie, ja mam lepszy pomysł niż te gwoździe-odezwałam się.
-Jaki?
-Widziałam w pudełku kawałek sznurka. Przywiążmy to, wtedy nie zniszczymy drzewa.
-Dobra myśl-pochwalił mnie Garry. Mike chwycił za środek który wyznaczyła Samanta i uniósł materiał w górę robiąc małego "kucyka" jak na włosach.
-No to do dzieła-powiedział nasz opiekun biorąc sznurek. Mike przybliżył koniec materiału do gałęzi, a Oscar obwiązał go dwa razy dookoła  robiąc węzeł, a następnie przywiązał to do gałęzi bardzo mocno. W efekcie otrzymaliśmy wiszące coś.
-To teraz rozłóżmy tą podłogę, a potem rozłożymy ściany-zaproponował Steven.
-Tak ,ale najpierw pozbieramy z podłoża te twarde rzeczy-dodała Samanta. No proszę jak chce to potrafi pomyśleć. Cała grupa wybierała z ziemi, szyszki, małe gałązki i kamyki, aby w namiocie było miękko. Zajęło nam to nie więcej niż pięć minut.
-Więc lecimy z podłogą-powiedział Bill i chłopaki rozłożyli szary materiał.
-Ja biorę młotek i wbijamy nasze śledzie-oznajmił Garry.
-My co mamy robić?-zapytała Samanta.
-Na razie zostało czekać ,aż chłopaki skończą-opowiedział Oscar. Minęło jakieś dziesięć minut i wszystko było porządnie wbite w ziemie i naciągnięte. Nasza budowla rzeczywiście przypominała namiot. Rozejrzałam się dookoła. Jak się okazało, jedna grupa już skończyła. Była to grupa Vicky, grupa  Zayna. Jak się zorientowałam oni przywiązali sznurek do dwóch drzew i przełożyli materiał przez ten sznurek.
Namiot zrobił się praktycznie sam. `A niech to o tym nie pomyślałam.`
-Ile czasu nam zostało?-zapytała Oscara.
-Jakieś dziesięć minut.
-Tak zleciło?-zdziwiłam się ,myślałam, że robimy to jakieś dwadzieścia minut.
-Des, samo wymyślenie stylu pracy zajęło sporo czasu.
-Nie wygraliśmy.-powiedziałam.
-Nie martwcie się, bo mamy jeszcze szanse wygrać jutro.-uśmiechnął się.  Rozglądnęłam się dookoła i wszystkie drużyny miały wykonane zadanie
-Zbierzcie się tutaj!-rozkazała pani Davis, a my nie mając wyjścia podeszliśmy wszyscy w jedno miejsce.
-Jak się domyślacie wygrała grupa numer jeden, która zrobiła namiot najszybciej, gratulujemy, jesteście na prowadzeniu-powiedział Davis. Faktycznie oni mają już dwie wygrane, my tylko jedną. Cholera, będzie się trzeba wziąć do roboty.
-Możecie nam powiedzieć po co te namioty?-zapytała Jessica.
-Dowiecie się jutro. Teraz wracamy do hotelu, macie czas na odpoczynek, kąpiel, spacer po okolicy, a o
dziewiętnastej kolacja.-powiedziała Stewart.
-Co będzie na kolacje?-krzyknął ktoś, podejrzewam ,że Głodomór-Spencer.
-Konkretnie macie do wyboru, albo kolacje  w motelu, albo ognisko za motelem.-powiedział Zayn.
-Ognisko!-krzyknęła niemalże cała klasa.
-W takim razie o dziewiętnastej spotykamy się za motelem. Ahaa żeby nie było nie jasności, wy sami rozpalcie ognisko, my dajemy tylko jedzenie-dodał Zayn.
Ruszyliśmy w stronę motelu, aby trochę odpocząć. Mimo ,że nie było niczego trudnego czułam się zmęczona. Zorientowałam się, że podeszła do mnie Victoria.
-Ej Di!-klepnęła mnie w ramie, dawno tak do mnie nie mówiła.
-Hm?-spytałam.
-Czy ty na pewno jesteś Des?-spytała, a ja popatrzyłam na nią jak na zbiega z zakładu psychiatrycznego.
-Oh chodzi mi o to ,że widziałam cię gadającą z Samantą, gadałaś z nią jak z przyjaciółką! Co z tobą? Podmienili cie?-zaśmiałam się.
-To, że z nią rozmawiałam, to nie znaczy ,że od razu ją lubię, po prostu jestem z nią w grupie, więc jakaś komunikacja się przyda.
-No nie wiem, mam nadzieje ,że mnie nie olejesz dla kogoś takiego-powiedziała całkiem poważnie ,a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Wiedziałam, że żarty ci się trzymają-poburzyłam jej kucyka.- Miłość sprawia ,że człowiek głupieje jeszcze bardziej, chyba nie chcę się zakochać-dodałam, a ona fuknęła niby urażona.
-Noo wypraszam to sobie-powiedziała i również się zaśmiała.
-Wierz mi ,że Samanta nigdy nie będzie nawet moją dobrą koleżanką-zapewniłam ją. Nie, na pewno nie, zwłaszcza, że podoba jej się Zayn, a ja się do niego oddaliłam.
Byliśmy już na miejscu i każdy rozszedł się do swoich pokoi.
-Ja się kąpię pierwsza!-krzyknęła Zoe i zniknęła za drzwiami łazienki nim któraś z nas zdążyła cokolwiek powiedzieć. Mnie nie zależało, mogłam iść ostatnia. Rzuciłam się na łóżko i odetchnęłam.
_____________________________________________________________________________
WRESZCIE KROWA DODAŁA ROZDZIAŁ
Nie jakiś cud natury, nudny, zero akcji i atrakcji ,ale jest co nie ?


piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 43

Przeczytajcie proszę notkę pod rozdziałem, mam kilka ważnych zdań do napisania. + przepraszam :|

Wyszliśmy wszyscy przed motel, czekając na nowe zadanie. Gdy stałam z Victorią, widziałam wychodzącego Oscara. Uśmiechnął się do mnie,  a ja to odwzajemniłam, co nie uszło uwadze Zayna, który prześledził wzorkiem chłopaka, aż w końcu zagadała do Davis. Ona na niego leci, to widać, ale chyba jest nieco za stara...
-Pierwsze zadanie na rozgrzewkę będzie bardzo proste, wręcz banalne -zaczął Oscar- Macie zrobić jak najlepsze zdjęcie przyrody znajdującej się wokół. Myślę, że dacie radę i że wszyscy macie telefony z aparatami.-pokiwaliśmy zgodnie głowami.
-Proszę pana-zaczęła Zoe kierując się do Malika.
-Tak?
-Czy każdy z grupy ma zrobić jedno zdjęcie indywidualnie czy wystarczy jedno na grupę?
-To znaczy możecie pomieszać się w śród grup ,ale każdy ma zrobić zdjęcie. Osoba która będzie miała najlepsze zdjęcie automatycznie przekazuje wygrana swojej drużynie i zdobywa punkt.
-Oh czyli każdy chodzi gdzie chce i z kim chce byleby zrobił zdjęcie?
-Tak ,ale nie możecie odchodzić zbyt daleko. Tylko w obrębie motelu i tego lasu-Zoe kiwnęła głową.
 Mieliśmy w grupie Samantę, więc sądzę, że da radę takiemu zadaniu i może to ona będzie miała najlepsze zdjęcie. Albo i nie...
Ruszyliśmy do lasu razem z telefonami. Widziałam w oddali Zayna, a przy nim-oczywiście tą idiotkę. Przewróciłam oczami na ten widok. Nie powinnam się tym przejmować, ale się nie dało.
-Możemy robić razem zdjęcia! - krzyknęła mi Victoria, przez co prawie padłam na zawał.
-Przecież słyszałam co Malik mówił.
-Taa, a teraz Malik jest zajęty Samantą.
-Właśnie widzę-odpowiedziałam, robiąc zdjęcie jakiemuś kwiatkowi, ale nie uznałam go za dobre.
-Ale zauważyłam, że Oscar na ciebie leci. Masz dobrą zdobycz-ruszyłyśmy lekko w przeciwnym kierunku niż wszyscy.
-Przestań, jest moim opiekunem- powiedziałam przewracając oczami.
-I tak wiem swoje! Wracajmy lepiej do nich, bo będą się martwić.
-I wszyscy będziemy mieć te same zdjęcia-prychnęłam-Ja nie wracam ,może znajdę coś interesującego.
-Okej ,ale żebyś się nie zgubiła. Lecę do Misia-czyli lecę do Zacka. pewnie nie zrobią zdjęć, a będą się miziać pośród drzew. Gdy Victoria pobiegła do chłopaka rzucając się na niego ,ja skręciłam w jakąś wąską drużkę szukając czegoś godnego uwagi. Przeszłam kilka kroków i zatrzymałam się ledwie centymetr przed wielką pajęczyną. Wzdrygnęłam się gdy zobaczyłam na niej pająka. Pomyślałam, że mimo wszystko byłoby to dobre zdjęcie.  Włączyłam aparat i lekko się zbliżając zrobiłam zdjęcie ohydnemu pająkowi który idzie po swej sieci. W tle był piękny zielony las, więc całe zdjęcie miało ciekawy efekt. Nie byłam pewna czy ma szanse na wygraną, ale nie chciało mi się robić żadnego innego zdjęcia. Postanowiłam wracać. Zajęło mi to pięć minut. Dotarłam przed motel. Z tego co zaobserwowałam jeszcze nie wszyscy wrócili. Usiadłam na drewnianej ławeczce z włączonym zdjęciem. Po chwili jak spod ziemi wyrósł Oscar.
-Mogę?-wskazał na ławkę.
-Jasne-powiedziałam ,a on uśmiechnął się, co odwzajemniłam.
-I jak pierwsze zadanie?-spytał.
-Bardzo łatwe-odpowiedziałam.
-Jakie masz zdjęcie?
-Ładne-zaśmiałam się.
-Czy mógłbym je zobaczyć?-spytał
-Jasne-pokazałam mu.
-Profesjonalna pani fotograf, która anie boi się pająków?-zaśmiał się.
-Boje się pająków, ale uznałam ,że to dobry pomysł na zdjęcie.
-Jest ciekawe to fakt i w sumie bardzo dobrej jakości ,masz szanse na wygraną zwłaszcza ,że nie ma tutaj nic ciekawszego oprócz robaków i drzew-tym razem zaśmiałam się ja.
-Nie gadaj ,krajobraz jest ładny.
-Nie dla kogoś kto mieszka tutaj od lat.
-Mieszkasz w tym motelu?
-Tak, na dole mamy specjalną wydzieloną część mieszkalną.
-Oh to dlatego.-pokiwał głową-Często jesteś opiekunem grup?
-Tak konkretnie to mój pierwszy raz. Zastępuje kolegę mojego ojca.
-Pewnie nie byłeś zadowolony, że dali ci takie zadanie.
-Na początku nie, ale kiedy zobaczyłem kogo mam być opiekunem zmieniłem zdanie-uśmiechnęłam się.
-O reszta już wraca, chodź musisz pokazać swoje zdjęcie-pociągnął mnie za rękę i podeszliśmy do stolika przy wejsciu do motelu.
-Bardzo proszę aby wszyscy włączyli telefony na tym wybranym zdjęciu i położyli je na stoliku-powiedziała pani Davis. Po chwili dwadzieścia parę telefonów leżało na stole i czekało na najlepsze zdjęcie.
-Za pięć minut wstawcie się tutaj wszyscy-dodała pani Stewart. My odeszliśmy na bok. Podeszłam do Vicky, Ricka i Zacka.
-Macie zdjęcia?-spytałam.
-Jakiś krzaków, nie chciało mi się-powiedział Rick.
-Tsa, mnie też-pokiwałam głową.
-Idziesz dzisiaj na randkę??-zapytał Rick.
-Randkę? Z kim?
-Z tym Oscarem. Co na ciebie nie spojrzę to z nim gadasz-poruszył brwiami.
-Oh nie ,oszalałeś chyba-zaśmiałam się-gadam z nim bo sympatyczny z niego chłopak i jest opiekunem mojej grupy, to wszystko.
-Nie gadaj ,że ci się nie podoba-wtrąciła się Vicky.
-W sumie to nie obchodzi mnie jego wygląd, nie mam ochoty na chłopaka, ani na randki-powiedziałam poważnie.
-No tak-mruknęli. Przypomnieli sobie o Alexie i Max'ie. Swoją drogą ciekawe jak wygląda ich sprawa.
Czy on się odnalazł? Wiadomo gdzie był? Co robił? Nie, nie, nie czas o tym myśleć!
-Mamy werdykt, podejdźcie-zawołał Zayn. Wszyscy zgromadzili się wokół stolika.
-Najlepsze zdjęcie zrobiła bądź zrobił....-zaczęli trzymać w niepewności.
-Osoba która uwieczniła na swojej fotografii....żabę. Mike brawo!!!!!!!!!!!-powiedziała pani Davis. Mike był w naszej drużynie co oznaczało ,że wygraliśmy. Ucieszyłam się. Uściskałam Mike'a. Jego zdjęcie było na prawdę świetne. Dziwie mu się ,że zrobił zdjęcie tak wyraźne i z takiego bliska żabie, dziwie się ,że nie uciekła. Ale mniejsza z tym.
-Dobrze, to zadanie było tylko na rozgrzewkę abyście się zapoznali z terenem wokół. Teraz czekać was będzie nie co trudniejsze zdanie-przemówił Zayn.
-Chodźcie za mną!-polecił Oscar ,a wszyscy go posłuchali. Ruszyliśmy kamienistą ścieżką prowadzącą do lasu, a później szliśmy kawałek przez las. Znaleźliśmy się przy maleńkim strumyczku, nad którym przewieszone były cztery liny w dość sporej od siebie odległości.
-Pewnie większość z was się domyśla co będzie waszym zadaniem ,ale jednak wytłumaczę-zaczął Zayn.-Są cztery drużyny, dlatego są cztery liny. Macie tutaj zabezpieczenie-wskazał na jakieś szelki.-Waszym zadaniem będzie przejść po linie w jak najszybszym czasie. Ale liczy się wasz łączny czas. Czyli każda osoba z drużyny musi przejść na prawdę szybko ,żeby wygrać. Ci którzy będą najlepsi nie zmywają, ani nie sprzątają po kolacji i dostają dodatkowe punkty na główną nagrodę, o której jeszcze nic nie wiecie-powiedział Zayn. Wiele osób ucieszyło się z zadania tak jak i kilka zasmuciło. Wyobrażam sobie Samantę...
-Więc szkoda czasu. Drużyny ustawcie się przy każdej z lin, są ponumerowane. Wiecie jakie macie numery-powiedziała Davis. Ustawiliśmy się.
-Słuchajcie-zaczął Oscar.-Moim zadaniem jest was porządnie zapiąć w te szelki i mierzyć czas na stoperze.
Ale nie bójcie się niczego. Jak widzicie strumyk jest malutki i jest płytki a i wysokość lin przyczepionych do drzew nie jest duża, co więcej wiem też że jakąkolwiek siłę w dłoniach i rękach macie ,wiec bez trudu przejdziecie te trzy metry.
-Ja zepsuje sobie paznokcie-zamarudziła Samanta.
-Dostaniesz rękawiczki, wszyscy dostaniecie. Okej kto pierwszy?-zapytał.
-Ja mogę.-powiedziałam obojętnie.
-Wspaniale Des, chodź-uśmiechnął się. Nogami weszłam w szelki, a Oscar pomógł mi je dobrze zapiąć na biodrach. Następnie przypiął linkę od szelek do liny głównej i podał rękawiczki oraz plastikowy kask. Nie rozumiałam po co kask ,ale nie pytałam.
-Najlepsza technika to jeżeli kolanami zahaczycie o line i rękami będziecie po niej przesuwać, tak nie odczujecie bólu-wyjaśnił Oscar.
-Na pewno to nie spadnie?-zapytała Samanta.
-Spokojnie, nic nie będzie.-odpowiedział jej.-Des wiesz wszystko?-zapytał. Pokiwałam głową i rozglądnęłam się dookoła. Już pierwsi zawodnicy byli gotowi. Nie chcący spojrzałam na Zayna, a on patrzył na mnie. Chciałabym być w jego drużynie... gdyby on zapinał mi szelki miałabym dreszcze, przyjemne dreszcze na całym ciele, ale cóż, nie można mieć wszystkiego...
-Dobrze ja przechodzę na drugą stronę po tych kamieniach-wskazał na dwa kamienie wystające z rzeki-i tam będę was ściągał i liczył wam czas. Po chwili czwórka opiekunów znalazła się na drugiej stronie rzeczki.
-Na mój sygnał startujecie-polecił Zayn.-Gotowi?-spytał.-START-wydał rozkaz ,a my ruszyliśmy. Zrobiłam tak jak mówił Oscar. Kolanami zaczepiłam o line tak ,że wisiałam głową w dól ,a szłam "rękami". Nie było to trudne ,wiec przyśpieszyłam. Słyszałam doping ze wszystkich stron. Każda drużyna dopingowała swojemu zawodnikowi. Włożyłam w to jeszcze więcej siły i wyprzedziłam Zoe tym samym byłam na prowadzeniu. Wykonałam jeszcze kilka szybkich pociągnięć i byłam na mecie. Pierwsza. Cudownie ,punkt dla naszej drużyny.
-Świetnie Des-zachwycił się Oscar na co Zayn popatrzył na niego kątem oka. Oscar pomógł mi odpiąć szelki.
-Na prowadzeniu grupa czwarta, stopery zatrzymane, teraz kolejne osoby-powiedział Zayn i opiekunowie znów przeskoczyli na przeciwną stronę strumyka aby zapiąć kolejne osoby. Po kilku minutach przeszli praktycznie wszyscy. Zostali ostatni decydujący zawodnicy. U nas była to Samanta i obawiałam się najgorszego. Chłopaki poradzili sobie świetnie, tak samo jak ja i nasza drużyna wygrywała.
Teraz wszystko było w rekach Samanty.
____________________________________________________________________________
Patrząc na 15 albo i więcej pytań "kiedy rozdział" musiałam coś napisać (przy pomocy Kariny, która naprowadziła mnie na pomysł ze zdjęciami ♥, dziękuje)
Dalej nie miałam nic lepszego w głowię, więc nie jest to jakiś cud i nic się w nim nie dzieje ,ani prawie nie ma w nim Zayn'a, ja to wiem ,ale dlatego właśnie tutaj to pisze.
Otóż mam nadzieje ,że wkrótce wygrzebię się z tego mojego twórczego dołka ,bo aż sama się boje... :(
Pisanie Deep wcześniej było jak pestka, po kilka rozdziałów na dzień, a teraz?
Teraz sami widzicie ile zajęło mi pisanie czegoś takiego jak to u góry ^
Jest coraz gorzej i kompletnie nie mam pomysłów. Boje się ,że jeśli mi się nie poprawi ,to albo:
*ZAWIESZAM BLOGA!!!
Albo będę musiała *ODDAĆ BLOGA KOMUŚ INNEMU!,
komuś kto będzie chciał to prowadzić dalej i zaciekawi was swoimi pomysłami, bo na razie ja was niczym nie zaskoczę ,a co więcej zauważyłam ,że NIEKTÓRZY już się denerwują używając wulgaryzmów, więc chce tego uniknąć.
Mam jednak nadzieję ,że obudzę się jutro rano z nowymi ciekawymi pomysłami i ruszę z kopyta.


piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 42

-Des, Des, obudź się-gdzieś z daleka dobiegł mnie przyjemny ton męskiego głosu. Myślałam ,że to w dalszym ciągu sen i nie chciałam się budzić. Poczułam lekkie potrząsanie za ramie i powoli otwierałam powieki.
-Co się stało?-zapytałam cicho i przetarłam oczy.
-Jesteśmy na miejscu, musisz wstać.-powiedział  Zayn i znów wyczułam w jego głosie szorstkość i chłód jakim darzył mnie przez ostatnie dni. Chciałabym mu wytłumaczyć to wszystko, że Nathan to nie mój chłopak ,ale teraz wydaje się być za późno. Samancie spełnią się marzenia. No cóż ,przecież nie mogłabym robić jej na złość, w końcu Zayn ma swoje życie ,każdy ma swoje. A ja sama zdecydowałam się odmówić Zayn'owi, więc chyba nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
-Okej-odpowiedziałam i poprawiłam włosy. Zayn wyszedł z autokaru. Zebrałam się i szybko wysiadłam aby dołączyć do klasy. Podeszłam pod przyjaciół.
-Jak się spało?-zapytał Rick.
-Całkiem dobrze-odpowiedziałam.
-Mówiłaś przez sen-kiedy Rick to wypowiedział, zamarłam. Co takiego mogłam mówić?
-J-jak to? Co mówiłam?-zapytałam spanikowana. Rick przybrał poważny wyraz twarzy.
-Że mnie bardzo kochasz.-odpowiedział, a ja odetchnęłam z ulgą, czyli nie mówiłam przez sen. Oni wybuchnęli śmiechem.
-Wyglądałaś na zdziwioną i wystraszoną, serio myślałaś, że coś palnęłaś?-spytał Zack.
-No cóż myślałam ,że powiedziałam coś głupiego i cała klasa miałaby ubaw.
-Na przykład ,że zakochałaś się w przyjacielu geju?-zaśmiała się Victoria. Kątem oka dostrzegłam ,że Zayn stoi tuż za nią. Podwójne Cholera.
-Idziemy do motelu-powiedział Zayn i przez ułamek sekundy zerknął na mnie. Mam nadzieje ,że nie słyszał tych głupot. Podnieśliśmy torby, moją wziął Rick ,a Victorii Zack.
-Victorio nie zakochałam się w Nathanie, jesteś głupia-udawałam rozbawioną kiedy szliśmy za osobami z klasy jakąś kamienistą drużką. Byliśmy na końcu gdy nale za nami pojawiła się pani Stewart. Ah tak ktoś musi być na końcu, no cóż.
-Wiem ,wiem tak tylko zażartowałam, bo wiesz gdybyś coś takiego powiedziała przez sen byłaby kupa śmiechu.
-Tsa..wyobrażam to sobie.-mruknęłam. Droga nie była długa, szliśmy może pięć minut i byliśmy na miejscu.
Motel wyglądał jak duży dom, był z brązowego kamienia z szarym dachem i białymi oknami. Wejście było ze szkła otoczone czerwoną futryną, a nad nimi widniał napis "Welcome". Mnie osobiście motel się podobał, był skromny ale miał coś w sobie, może to ,że kawałek za nim rozciągał się ogromny las? Może to było własnie to.
-Podjedźcie bliżej-zawołała pani Davis, ustawiliśmy się wszyscy wokół nauczycieli.
-Tak jak mówiłem ,nie jesteśmy tutaj żeby odpocząć, a żeby przywieźć ze sobą przygody i wspomnienia.-zaczął Zayn.-Zostaliście podzieleni na grupy siedmioosobowe. Każda grupa będzie miała swojego opiekuna i zarazem pomocnika w zadaniach. Tymi opiekunami będziemy my-wskazał na siebie i dwie nauczycielki
-Oraz syn właściciela tego motelu, który za krótką chwilę powinien się tutaj zjawić.
-Mam nadzieje, że on będzie przystojny-szepnęła mi Vicky.
-Masz chłopaka-odparłam jej.
-Popatrzeć zawsze można-zachichotała, a ja przewróciłam oczami.
-Każdy z opiekunów wylosuje numerek od jeden do cztery, te numerki to wasze grupy. Przeczytam wam kto do której należy.-otworzył jakąś kartkę.
-Jasmine, Zoe, Victoria, Peter, Christopher, Brooke, Victor grupa pierwsza. John, Margaret, Alex, Caroline, Paul, Robin, Vanessa grupa numer dwa. Spencer, Zack, Olivia, Charlotte, Emma, Rick, Mark, grupa trzy-chłopaki przybili sobie piątki.
-Kurwa no nie, Zack będzie z Olivią w drużynie, co to ma być-oburzyła się przyjaciółka.
-To jeszcze nic, mnie została Samanta-warknęłam.
-Mike, Steven, James, Samanta, Des, Gary, Bill grupa ostatnia czyli czwarta-zakończył Zayn i z powrotem złożył kartkę. Popatrzyłam tylko w stronę Samanty, a ta już krzywiła gębę. Jak ja wytrzymam z nią trzy dni to nie mam pojęcia.-Jęknęłam w duchu.
-Oh kochanie współczuje ci.-poklepał mnie przyjaciółka-Proszę pana ,czy można zamienić się miejscami w grupach?-zapytała.
-Przykro mi ,ale to już jest ustalone, nie będziemy robić chaosu.-odpowiedział jej delikatnie się uśmiechając.
-Szkoda-odpowiedziała Victoria. W tedy drzwi od motelu się otworzyły ,a z nich wyszło dwóch mężczyzn. Kiedy podeszli bliżej wiedziałam ,że jeden jest starszy około pięćdziesiątki ,a drugi młodszy, pewnie ten syn.
-Patrz jakie ciacho-mruknęła mi Victoria. Popatrzyłam na szatyna.
 Spodobały mi się jego ciemne oczy. Chyba mam jakąś słabość do ciemnych oczu.
-Taa jest przystojny, ale co z tego?
-Patrzy na ciebie teraz-zachichotała mi ,a ja spojrzałam w stronę chłopaka. Uśmiechnął się w moją stronę co odwzajemniłam.
-Witam was serdecznie w naszym motelu nazywam się Jonathan Smith, dla nasz to zaszczyt ,że możemy gości tu grupę młodych i zdolnych dzieciaków. Wiem ,że byliście najlepsi z całej szkoły i dlatego serdecznie wam gratuluje-zaczął ten starszy mężczyzna.-Mam nadzieje ,że pobyt w tym motelu wam się spodoba i życzę wam powodzeni na różnych zadaniach. Teraz przedstawię wam mojego syna Oscara Smith'a.
-Cześć tak jak mówił mój ojciec na imię mi Oscar i mam nadzieje ,że będzie nam się dobrze razem pracowało. Obiecuje ,że będę wam pomagał jak tylko będę mógł-uśmiechnął się. Miałam wrażenie ,że mówił tak jakby do mnie ,ale nie byłam pewna.
-Ej on ciągle się na ciebie gapi, leci na ciebie-ponownie przyjaciółka pisnęła mi do ucha.
-Okej, świetnie ,słuchaj bo nic nie będziesz wiedzieć-zganiłam ją. Ona wywróciła oczami i splotła ręce na piersiach.
-Dobrze, żeby nie owijać w bawełnę i nie tracić czasu będziemy losować-powiedziała pani Davis. Miała jakiś mały kubeczek i do niego wrzuciła cztery karteczki. W pierwszej kolejności podeszła pod tego Oscara. Wyciągnął małą karteczkę i rozłożył ją.
-Jaką masz grupę?-zapytała go Davis.
-Cztery-odpowiedział. Zayn od razu na niego spojrzał. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chociaż wolałabym mieć Zayna, wtedy łatwiej mogłabym z nim porozmawiać, ale trudno.
Później wyciągnęła pani Stewart z grupą numer trzy, potem Zayn z grupą mojej przyjaciółki czyli jedynką ,a pani Davis została grupa dwa.
-Niestety was nie znam, więc muszę nauczyć się waszych imion, bardzo bym prosił aby moja grupa tutaj podeszła-powiedział Oscar. Mike ruszył pierwszy, więc ja za nim ,a potem cała reszta. Kiedy stanęliśmy przy boku tego młodego chłopaka on kolejny raz posłał mi uśmiech. Zerknęłam w stronę Zayn'a, patrzył się, ale gdy ja podniosłam na niego wzrok odwrócił głowę. Każda grupa stanęła przy swoim opiekunie.
-Okej ,dobrze by było gdybyście mi się teraz przedstawili. Nie mówię ,że zapamiętam was od razu ,ale postaram się zrobić to jak najszybciej i mówcie mi na "ty".
-Oh więc ja jestem Samanta ,ale możesz mówić na mnie Sami-pierwsza odezwała się ta idiotka ,a ja i pozostali z mojej grupy wybuchnęliśmy śmiechem. Nie chciałam tego robić ,ale to było silniejsze, Oscar uśmiechnął się pod nosem i uścisnął jej dłoń.
-Więc ja mam na imię Mike ,ale możesz mówić mi Miki -podszedł blondyn ,a my ponownie wybuchnęliśmy śmiechem. Samanta stała z naburmuszoną miną.
-Miło cię poznać Miki-odpowiedział mu.
-Jetem Des-wyciągnęłam rękę, uścisnął ją.
-A masz jakieś zdrobnienie?-zapytał ciągle trzymając moją rękę w swojej, uśmiechnęłam się.
-Desi chyba nie wypada, więc nie-odparłam i odeszłam na bok stając obok Mike. Pozostali szybko mu się przedstawili.
-Tak więc mniej więcej pamiętam wasze imiona. Pierwsze zadanie będzie proste na rozgrzewkę ,ale zanim do niego dojdziemy wy zmęczeni po podróży udacie się teraz do motelu tam dadzą wam klucze, nie wiem jak jesteście podzieleni w pokojach idźcie do wychowawcy, przebieżcie się w coś luźnego i wygodnego ,zejdźcie na dół na śniadanie i zbieramy się tutaj około dziesiątej. Dobrze?
-Tak-odpowiedzieliśmy zgodnie. Zorientowałam się ,że pozostałe grupy już ruszyły do środka ,więc i my też.
-Des słuchaj-zaczął mówić do mnie Oscar, zapamiętał moje imię.
-Tak?
-Ta dziewczyna Sami-zaśmiałam się-czy ona będzie sprawiała jakieś trudności czy raczej będziecie działać zespołowo? Bo zaobserwowałem że nie darzycie jej sympatią.
-No cóż, ciężko mi stwierdzić jak to będzie w zespole, ale na co dzień nie trzymam się z nią, jest delikatnie mówiąc irytująca, zachowanie księżniczki, więc jeżeli będzie zadanie gdzie trzeba będzie się zabrudzić wątpię ,że ona je wykona-wzruszyłam ramionami.
-Tak podejrzewam ,ale wolałem się upewnić, dzięki.
-Proszę-uśmiechnęłam się. Otworzył mi drzwi i przepuścił mnie. Przy drzwiach stał Zayn.
-No co tam Zayn?-zapytał go Oscar, a ja patrząc na Zayna odeszłam do nich i ruszyłam w stronę holu gdzie stali wszyscy.
-Jak z pokojami?-zapytałam się pani Davis.
-Dziewczyny mają pokoje na pierwszym piętrze, każdy jest czteroosobowy, jest ich trzy, a chłopaki ,na drugim piętrze, też czteroosobowe, ale oni będą mieli cztery pokoje.-oznajmiła nauczycielka,-Dobierzcie się jak tam już chcecie.
-Ej Jasmine i Zoe, dołączacie do nas do pokoju?-zapytała Victoria.
-No pewnie ,że tak-ucieszyła się Zoe, a ja się do nich uśmiechnęłam.-To ja pójdę po klucz.-powiedziała dziewczyna i podeszła do Davis, ta wręczyła jej breloczek z kluczem.
-Mamy pokój numer osiem na końcu korytarza-oznajmiła nam.
-To chodźmy się rozpakować i przebrać-powiedziałam. Udałyśmy się na schody i szybko wyszłyśmy na nasze piętro.
-O Matko ta walizka mnie wykończy-narzekała Victoria ,a my z dziewczynami śmiałyśmy się pod nosem. Zoe otwarła pokój. Nie była to jakaś komnata królewska ,ale coś ładnego i przytulnego. W środku znajdowały się cztery jednoosobowe łóżka, które były już zaścielone w białą jak mi się wydawało miękką pościel. Dwa przy oknie, a dwa kawałek dalej niedaleko drzwi. Od razu wskoczyłam na łóżko obok okna po prawej stronie, Victoria zajęła to bok mnie ,a dziewczyny te łóżka bliżej drzwi. Rozejrzałam się dookoła. Ściany były niebieskie, zasłony tego samego koloru, podłoga z ciemnego drewna. i jedna duża szafa przy jednej ze ścian. Obok wejściowych drzwi były jeszcze jedne, jak się domyślałyśmy, do łazienki.
Wstałam i ruszyłam w tamtym kierunku. Pchnęłam drzwi. Łazienka nie była duża. Znajdował się w niej prysznic, umywalka, nad nią lustro, mała szafka, mała półka kosz na śmieci i toaleta. Płytki w kolorze jasnej zieleni z domieszką bieli. Przytulna łazienka.
-Trzeba się rozpakować i przebrać-zaczęła Jasmine i otworzyła szafę. Było miejsce z wieszakami ,a obok cztery duże półki ,akurat dla każdej z nas. Podeszłyśmy pod swoje torby i zaczęłyśmy się rozpakowywać. Na bok odłożyłam szare dresy i niebieską koszulkę oraz niebieską bluzę. Ułożyłam resztę ubrań w kostkę i położyłam na najwyższej półce. Na wieszakach powiesiłam tylko jedną sukienkę, kurtkę i dwie bluzy.
Nie potrzebowałam dużo miejsca ,więc też dwa wieszaki oddałam dziewczyną. Bieliznę ułożyłam z samego tyłu mojej półki ,a kosmetyki zniosłam do łazienki. W szafce też były cztery małe półeczki. Ja, Zoe i Jasmine szybko się uwinęłyśmy ale Victoria nie. Dlatego postanowiłyśmy się zlitować i jej pomóc. Ja pochowałam jej kosmetyki ,a dziewczyny poskładały ubrania. Po pięciu minutach wszystko było gotowe. Przebrałyśmy się każda w swoje wybrane ubrania, torby włożyłyśmy na dno szafy i byłyśmy gotowe.
-No to idziemy na dół na śniadanko-ucieszyła się Zoe.
-Umieram z głodu-powiedziałam.
-Ja też-poparły mnie wszystkie. Zoe została odpowiedzialna za klucz od pokoju, w końcu to przewodnicząca klasy. Uśmiechnięte zbiegłyśmy schodami na dół,  na hol.
-Śniadanko to w którą stronę?-zapytałam ciemnowłosej kobiety siedzącej za recepcją.
-Korytarzem w prawo, traficie bez problemu-uśmiechnęła się do nas, a my ruszyłyśmy. Pchnęłyśmy dwu skrzydłowe drzwi i naszym oczom ukazała się dość sporych rozmiarów sala. Stoliki były chyba sześcioosobowe. Zajęłyśmy stolik niedaleko Zacka, Ricka, Billa i Gar'ego. Byłyśmy jednymi dziewczynami na tej sali ,co oznaczało ,że tamte się jeszcze rozpakowują. Spostrzegałam ,że przy stoliku na końcu sali
siedzi Zayn, Davis, Stewart i Oscar. Oscar siedział twarzą do mnie i lekko się uśmiechnął, więc i ja też.
-Będzie coś z tego?-uderzyła mnie w bok przyjaciółka ,a dziewczyny zachichotały.
-Vicky ty czasem jesteś gorsza od Samanty, nic z niczego nie będzie.
-No weź on ciągle się uśmiecha i patrzy na ciebie i widziałam ,że zgadał.
-To jest nasz opiekun, co, ma mnie traktować jak powietrze?
-No ale innych tak nie traktuje jak ciebie.
-Dobra skończmy i chodźmy wziąć coś sobie do jedzenia-wskazałam głowa na duży szwedzki stół pod ścianą. Dobrze ,że zrobili coś takiego i każdy je to na co ma ochotę. Resztę osób z klasy zaczęło się schodzić. Sięgnęłam po widelec oraz biały talerzyk i zaczęłam sobie nakładać. Miałam ochotę na kanapki
więc wzięłam wszystkie potrzebne mi "składniki" i wróciłam do stolika. Zoe była kochana i każdej przyniosła po kubku kakao.
-Dzięki Śliczna-powiedziałam, strasznie podobała mi się jej uroda, była egzotyczna, ciemne włosy, ciemne brwi, ciemne oczy zupełnie tak jak u Zayn'a. Dobra wystarczy. Jem. Zrobiłam sobie trzy kanapki z mnóstwem rzeczy. Victoria jadła parówki, Zoe musli ,a Jasmine tak jak ja kanapki. Kiedy my skończyłyśmy jeść i odniosłyśmy brudne rzeczy znowu usiałyśmy przy stoliku dolewając sobie kakao. Wtedy do środka weszła Samanta i Olivia, wszyscy już zjedli ,a one dopiero przyszły. Jak zwykle.
Zobaczyłam ,że Oscar wstał od stolika, a po chwili stał już przy nas.
-Mogę się dosiać?-zapytał.
-Oczywiście ,siadaj siadaj-powiedziała Victoria.
-My to się jeszcze nie znamy. Oscar-przywitał się z każdą dziewczyną ,a one z nim.
-Gotowe na wyzwania?-zaśmiał się.
-Mamy nadzieje ,że nie będzie tu nic ciężkiego?-zapytała przyjaciółka.
-To się jeszcze okaże-odpowiedział jej. Popatrzyłam za jego ramie, widziałam siedzącego Zayna, który patrzył na nas.
-U nas będzie ciężko Samanta zbyt nam nie pomoże.-powiedziałam.
-Damy rade ,zobaczysz Des, moim zadaniem jest wam pomagać.-uśmiechnęłam się tak jak i on. Cały nasz stolik poczuł się luźno i swobodnie . Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Wypytywałyśmy Oscara o różne rzeczy i różne  historie dotyczące tego miejsca. Sporo było ciekawych. Polubiłyśmy go i on nas też, czas upłynął nam szybko i musieliśmy się zbierać aby wyjść przed budynek i tam dowiedzieć się o zadaniu numer jeden.

______________________________________________________________________________
Sory za błędy, rozdział nie sprawdzony ;D

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 41

Jak to w życiu bywa weekend leci szybko i już wita nas ukochany poniedziałek. Przez te dwa minione dni lekko winiłam się za sprawę z Zayn'em,  ale przecież Nathan zaprosił mnie pierwszy i nie mogłam odmówić, tak? Z resztą to wszystko powoli mnie przerastało, to wszystko działo się za szybko.
Wstałam i założyłam pierwsze lepsze ubranie, które wpadło mi w ręce, zjadłam śniadanie pomalowała rzęsy i  ruszyłam pędem do szkoły. Kurtkę powiesiłam w szatni i przy klasie zauważyłam Vicky.
-Hej!-powiedziałyśmy równo i zachichotałyśmy.
-Już nie mogę się doczekać tej wycieczki! -Vicky zaczęła mi piszczeć do ucha, przez co prawie pękły mi bębenki słuchowe. Przewróciłam oczami. Ona jest zbyt emocjonalna. Chyba trzeba umówić ją na wizytę z psychologiem ,a mnie z laryngologiem.
-Zobaczymy jak poradzisz sobie na zadaniach-mruknęłam.
-Zadaniach? Jakich zadaniach?
-Nie pamiętasz co mówił Malik?-ona pokręciła przecząco głową.
-Na wycieczce będziemy w kilku grupach i każda będzie miała zadania. Najlepsza wygra.-po minie mojej przyjaciółki wywnioskowałam, że ona nawet tego nie słuchała. Wargi przekrzywione miała w lewą stronę ,brwi praktycznie stykały się w jedną.
-Nie mów ,że myślałaś ,że będziesz tam leżeć i nic nie robić?-zaśmiałam się.
-Nie leżeć ,ale coś w tym stylu.-zaśmiałam się ponownie, ale z daleka dostrzegałam Zayn'a, wychodzącego z pokoju nauczycielskiego, z dziennikiem w ręce. Wreszcie zadzwonił dzwonek, więc weszliśmy do klasy, każdy zajął swoje miejsca. Ostatni wszedł Malik, mówiąc ciche "dzień dobry". Położył dziennik na biurku i zaczął:
-Dzisiaj omówimy wycieczkę. Wyjazd w środę, o szóstej nad ranem - i tu właśnie rozległy się głosy sprzeciwu, ale Zayn kontynuował dalej:
-A powrót w piątek, około  dwudziestej.-Minęła lekcja i nasze sprawy organizacyjne. Połowa klasy nie była zadowolona, że oprócz Zayna jedzie z nami jeszcze pani Davis i Stewart. Ja się nie zdziwiłam. W końcu ktoś musi nas pilnować mimo ,że jesteśmy pełnoletni. Malik przez całą lekcje ani razu na mnie nie spojrzał, no może jeden raz gdy zapytałam go ilu osobowe są pokoje, chłodno odpowiedział mi ,że czerto. Stwierdziłam, że nie ma co się już jego pytać, był wyraźnie zły. Może to wyda się śmieszne ,ale chyba specjalnie najwięcej rozmawiał z Samantą uśmiechając się do niej. Nie żeby to mnie jakoś dotknęło, ale...
Victoria zrobiła dwustronną notatkę co ma zabrać ,a czego nie. Pokręciłam głową na jej pomysły i wyszłyśmy z klasy aby udać się na następne zajęcia. Gdy inne lekcje minęły szybko, wróciłam do domu, myśląc co mam zapakować, aby nie nabrać pięciu walizek ,ale jedną. Moja przyjaciółka zapewne spakuje połowę swojej szafy, a w tym momencie, ja, będę w żałosnej kropce.  Wyciągnęłam dużą sportową torbę, do której mogę spakować wszystkie potrzebne mi rzeczy. Postanowiłam pakowanie zacząć jutro,
ale dzisiaj musiałam się już przygotować. W swoim wolnym czasie pobawiłam się z Luną i pobiegałam z nią w parku. Przesiedziałam na Twitterze, Facebooku i tak minął mi cały dzień. Gdy nadszedł wieczór, zmęczona zasnęłam.
                                                                                                                                 ***
Wtorek. Lekcje były już luźniejsze, ponieważ mieliśmy wycieczkę, a nauczyciele postanowili być wyrozumiali. W końcu to nasz klasa miała najlepszą średnią w szkole. Nawet pani Morgan nam odpuściła "historyczny wycisk", co całą klasę zadziwiło. Miała jakiś lepszy humor, co jest niespodziewane jak deszcz na pustyni. Znowu piękne chwile z mężem w sypialni...
Kiedy lekcje zostały zakończone wróciłam do domu wraz z przyjaciółką. Vicky, która była już spakowana (co o dziwo mnie zaskoczyło) pomogła mi się pakować.
-Pamiętasz kiedyś mówiłam ci ,że połowę swojej szafy musisz wywalić?-powiedziała, a ja poczułam się, jakbym słuchała Nathana.-Widzę ,że choć raz mnie posłuchałaś.-zaśmiałam się pod nosem.
-Muszę cię niestety rozczarować-powiedziałam poważnie ,a ona patrzyła na mnie przekrzywiając głowę lekko w lewą stronę.
-Nathan wyrzucił mi z szafy te rzeczy ,które jemu się nie spodobały.
-Oh!-zachwyciła się-Ja też chce takiego przyjaciela. Bo samej mi szkoda wywalić moje ubranka-zachichotałyśmy-Ale widzę u ciebie rzeczy nowe.-powiedziała dotykając sukienek i spódniczek jeszcze z metkami.
-Byliśmy na zakupach, nawet nie pytaj jak było bo, po powrocie spałam na dywanie, nie miałam siły wgramolić się na łóżko-powiedziałam mając skwaszoną minę. Victoria wybuchnęła śmiechem.
-Ale za to masz zajebiste ciuchy. Ta sukienka-wskazała na jasnoróżową sukienkę z czarną wstążeczką w pasie-Jest niesamowita, pożyczysz mi ją kiedyś?
-Pewnie-odparłam.
-Chyba muszę podziękować temu twojemu Nathanowi, ma niesamowity gust. Teraz o ile przyjemniej będzie cię pakować!-ucieszyła się i zaczęła wybierać rzeczy.
-Zaczekaj-złapałam ją za nadgarstek kiedy pakowała już trzecią spódniczkę.
-Co?
-Po raz kolejny mówię ci ,że tam będziemy wykonywać ćwiczenia siłowe ty mądra blondynko, chyba nie sądzisz ,że wygonie będzie w sukience skakać po drzewach?-powiedziałam poważnie.
-To tam będziemy skakać po drzewach?-zaśmiałam się.
-Nie wiem, ale będzie dużo zadań, trzeba wziąć też jakieś spodnie dresowe i luźne podkoszulki ,a dopiero do tego coś ładnego.
-Oh, a ja nie mam dresów.
-Pożyczę ci jakieś, odsuń się-wykonała moje polecenie. Sobie wzięłam moje ulubione szare dresy oraz jedne czarne i jedne leginsy ,a przyjaciółce wyciągnęłam dwie pary popielatych. Dobrałyśmy o tego kilka luźniejszych t-shirtów i trzy bluzy. Dopiero potem Victoria włożyła do mojej torby coś bardziej dziewczęcego na wypadek gdyby wymagała tego sytuacja. Wsadziłyśmy kilka niezbędnych kosmetyków, ręczniki i buty. Ja brałabym tylko adidasy, ale dostałam prawie za to szamponem po głowie. Musiałam wziąć jakieś klapki ,"bo przecież Basen!", oraz zwykłe balerinki. Kiedy wreszcie mogłam zasunąć torbę, na moją twarz wskoczył uśmiech ,że wreszcie koniec.
-Des?-zaczęła moja przyjaciółka.
-Hm?
-Mogę u ciebie dzisiaj nocować?
-Po co ty się pytasz, dobrze wiesz ,że możesz czuć się tu jak u siebie w domu. Z miłą chęcią cię wykorzystam w nocy-blondynka zachichotała i przytuliła mnie dusząc za szyje.
-Zobaczymy kto kogo wykorzysta-mrugnęła jednym okiem. Poszłyśmy sobie coś zjeść i wróciłyśmy na górę.
-Widziałaś co dzisiaj robiła Samanta?-zapytała przyjaciółka.
-Co takiego?
-Oh nie gadaj, przecież ewidentnie kokietowała Malika.-kiedy wypowiedziała te słowa mój humor się pogorszył. Nie musiała mi o tym  przypominać.-Ciągle "Ah proszę pana" myślałam ,że puszcze pawia-skrzywiła się ,ale mnie to nie rozbawiło. Zayn chciał się gdzieś ze mną wybrać, a gdy ja odmówiłam ,zajął się inną. Ale dlaczego akurat Samanta...?
-Robi co chce. Jak zawsze-mruknęłam.
-Jeżeli tak będzie na tej wycieczce to nie wiem co jej zrobię.
-Vicky nic nie zrobisz, ale nie gadajmy o nich.-powiedziałam szybko. Przyjaciółka pokiwała głową.
Przed snem opowiadałyśmy sobie kawały, ale również straszyłam Victorię jakimiś tandetnymi horrorami, które znalazłam w internecie, nie zdziwiło mnie to gdy czasem piszczała. Po chwili zapadłyśmy  w sen.
                                                                                                                                 ***
-Des!!Obudź się!!-moja przyjaciółka szturchała mnie ręką, próbując mnie nieudolnie obudzić. Mocniej przycisnęłam poduszkę do siebie i starałam wrócić do krainy snu. Przyjaciółka zerwała ze mnie kołdrę.
-Wstawaj natychmiast!-ponowiła swoje krzyki. Zdenerwowałam się już samego rana.
-Już wstaję!-odkrzyknęłam, patrząc na zegarek. 05:00. Idealnie, Vicky. Wstałam, idąc do łazienki z wybranym ubraniem, które przygotowała  dla mnie przyjaciółka. Przyznam -miała gust. Jasne rurki, biały top i czarna skórzana kurtka. Trochę rockowo ,ale ładnie. Umyłam zęby, wymalowałam i ubrałam się. Założyłam torbę na ramię i patrzyłam jak Victoria się guzdrze. Ona wymyśliła sobie wzorzyste leginsy i jeansową koszulę. Mama weszła do pokoju kiedy przyjaciółka była w łazience.
-Des masz tutaj jakieś pieniądze ,gdyby ci się przydały-wręczyła mi kilka banknotów, schowałam je do portfela.
-Dziękuje-odpowiedziałam.
-Masz być grzeczna-zaśmiała się.
-Coś mi się wydaje ,że nie.
-Jak to?
-My tam wcale nie pojedziemy. Mamo, Victoria jeszcze nie jest gotowa ,a za chwile jest zbiórka.
-Ja was zawiozę.
-Nie trzeba, masz swoje sprawy.
-Zawiozę was, jak tylko Vicky będzie gotowa zejdźcie na dół-powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu i wyszła.
-Pospiesz się, nie dojdziemy tam w pięć minut!- pośpieszałam blondynkę.
-Już, jeszcze chwile ,rzęsy ,błyszczyk ,wysikam się i idziemy-odkrzyknęła mi. Minęło pięć minut. Księżniczka wyszła.
-Za dwie szósta!?O cholera-wykrzyczała i szybko wzięła swoją torbę po czym zbiegłyśmy na dół. Pędem pognałyśmy do samochodu mamy, a ta ruszyła w kierunku szkoły. Jako pani prokurator sprzeciwiła się łamaniu przepisów, ale w końcu ją uprosiłam aby jechała szybciej.
Osiem po szóstej wysiadłyśmy z samochodu i pobiegłyśmy na parking gdzie stał już autokar i cała klasa tam na nas czekała, razem z Malikiem. Samanta stała bardzo blisko niego. Kurwa, obym tylko nie miała spieprzonego wyjazdu.
- Des i Victoria super że jesteście tak wcześnie-powiedział Zayn, a ja uśmiechnęłam się do niego ironicznie. Zapisał nas na licie obecności.
-Widzisz Oli ,choć raz nie my jesteśmy ostatnie-zaśmiała się ta idiotka.
-Intelektualnie i tak jesteście ostatnie-odpowiedziałam ,a cała klasa oprócz nich zaczęła się śmiać.
Punkt dla mnie. Samanta nie wiedząc co ma odpowiedzieć tylko spojrzała na mnie krzywo.
-Brawo!-Victoria przybiła mi piątkę.
-Wchodzimy do środka, spóźnialskie na końcu-powiedział Malik. Klasa zaczęła się pchać. Kiedy na zewnątrz zostałyśmy my, Zayn i dwie, wiadomo kto, wepchnęłyśmy się przed nie. W autokarze nie było zbyt dużo miejsc do wyboru, dlatego zajęłyśmy dwa siedzenia dalej od pani Davis i pani Stewart. Pomachałyśmy tylko Zackowi i Rickowi którzy siedzieli z tyłu autobusu. Nagle zobaczyłam ,że Samanta i Olivia siadają obok nas na dwóch siedzeniach ,a przed nimi  usiadł Zayn. Widząc ,że Samanta znowu o coś go pyta kręcąc swoje włosy na palec wskazujący, zaczęłam szukać słuchawek w kieszeniach kurtki. Nie znalazłam. Spojrzałam na Victorie, która wymieniała smsmy z Zackiem. Przewróciłam oczami. Boję się tej wycieczki, te dwa gołąbeczki będą przyprawiać mnie o mdłości.
W dodatku Zayn... A miałam nadzieje ,że będę miała możliwość porozmawiać z nim. W końcu za niedługo ślub Louisa, ale los sprawił mi niespodziankę.
-Des kurcze słuchaj ,bo Zack mi pisze ,że jest tam dla mnie malutkie miejsce, mogę iść?-zapytała robiąc słodką minkę.
-Czy ty upadłaś na głowę?-zapytałam ,a ona zmarszczyła brwi.
-Dlaczego ty pytasz się o takie rzeczy? To twój chłopak ,więc pewnie ,że idź-wypchnęłam ją ,a ona się zaśmiała.
-Jesteś niemożliwa-powiedziała i trzymając się zagłówków siedzeń doszła na sam tył autokaru.
Jechaliśmy już kilkanaście minut ,a moje uszy nie mogły znieść głosu Samanty. Spojrzenie Zayna i moje czasem się krzyżowało, ale on dziwnie szybko odwracał wzrok i grzecznie odpowiadał na ciągłe pytania tej kretynki. Oparłam głowie o szybę i prosiłam o sen.
Tak też się stało. Zasnęłam.

____________________________________________________________________________
KARINA, DZIĘKUJE ♥

:)

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 40

-To zagranie nogą było naprawę dobre-powiedział.
-Dzięki-odparłam i uniosłam brwi w górę.
-Jednak nie o to mi chodzi.
-A o co?-zapytałam.
-W nagrodę za dobry mecz nie chciałabyś wybrać się ze mną na pizze dzisiaj wieczorem? Lub jeśli nie pizzę to cokolwiek?-zapytał, a ja rozszerzyłam swoje oczy. Kurwa! Czy on mnie właśnie gdzieś zaprosił! Oczywiście ,że idę!
...Nie..jednak nie.
-Dzisiaj?-zapytałam ,aby się upewnić.
-Tak dzisiaj.
-Wiesz, chętnie Zayn ,ale ja już się na dzisiaj umówiłam.-powiedziałam z bólem w sercu. On momentalnie zrobił obojętny wyraz twarzy i ten czarujący uśmiech poszedł w zapomnienie. Zrobiło mi się dziwnie. Chciałam iść z nim, bardzo ,ale nie mogłam wystawić Nathana, on był pierwszy.
-Rozumiem.-powiedział chłodno.-Chłopak-dodał.
-Nie, ja umówiłam się z Nathanem.-powiedziałam tak naprawdę nie wiedząc czemu, na pewno go to nie interesowało z kim.
-Brat Miley ,no tak. Miłej randki-powiedział zwyczajnie-Nie zatrzymuje cię już-dodał i powoli ruszył w stronę nauczycieli.
Miłej randki? Randka z gejem to chyba nie randka, ale przecież Zayn o tym nie wie. Wydawał się być zły, albo rozczarowany. Tak to chyba bardziej trafne określenie tego co dało się wyczytać z jego twarzy. Nie mógł zaprosić mnie jutro na tą pizze czy cokolwiek innego? Chętnie bym z nim poszła, a teraz to za późno. Westchnęłam pod nosem i ruszyłam pod prysznice. Umyłam się szybko i przebrałam ciągle myśląc o tym zaproszeniu Zayna i tym ,że zrobił się zły, jednak nie byłabym wstanie wystawić Nathana, chcę z nim porozmawiać, bo ten chłopak dobrze na mnie działa. Nie nakładałam na twarz makijażu bo jak najszybciej chciałam iść do Nathana i moich przyjaciół. Podeszłam do nich i usiadłam obok Vicky.
-Już gotowa?-zapytał Nat.
-Tak ,możemy iść,-odparłam.
-Gdzie idziecie? Na jakąś słodką randkę?-zaśmiał się Zack.
-Na słodką tak ,ale nie randkę-odpowiedziałam ,a oni zachichotali.
-No dobrze nie zatrzymujemy was.-odpowiedziała Vicky. Pożegnałam się z nimi i razem z Nathanem wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę bramy szkoły.
-Coś masz dziwną minę ,stało się coś?-zapytał Nathan. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam jak Zayn idzie w nasza stronę. Patrzył uważnie na mnie i na Nathana, który objął mnie ramieniem.
-Cześć-powiedział Nathan.
-Cześć-odpowiedział Zayn bardzo surowym głosem, wręcz szarym i szorstkim.
-Hej Des ,powiedz.-Nat zwrócił się do mnie mile. Kiedy Zayn już nas minął wzięłam oddech i zwróciłam twarz w kierunku chłopaka.
-Nie uwierzysz ,ale Zayn zaprosił mnie teraz na pizze ,ale ja odmówiłam, idę przecież z tobą, jemu chyba się to nie spodobało-powiedziałam szybko.
-Ożesz kurwa!-prawie krzyknął.-Po co mu odmawiałaś!? Głupia ty!
-Przecież idę z tobą, nie chciałam tego zmieniać.
-Nie obraziłbym się. Jeżeli chcesz biegnij za nim i powiedz mu, że idziecie-uśmiechnął się i zatrzymał kiwając głowa w stronę Zayna.
-Nie Nathan, idę z tobą ,nastawiłam się na dobre gofry w twoim towarzystwie i tak ma zostać idziemy-powiedziałam twardo i przyśpieszyłam.
-Boski Zayn cie zaprosił, a ty idziesz ze mną? Co jest z tobą nie tak?-zaśmiał się.
-Ze mną wszystko okej.
-Widać-zachichotał.- Żebyś nie żałowała. Takie apetyczne ciałko-rozmarzył się ,a ja przewróciłam oczami, postanowiłam tego nie komentować.
-Chyba ,że ty nie chcesz iść ze mną?-podniosłam brwi.
-Ja to tam bardzo chce, zwłaszcza ,że mogę ci wybrać ubrania.
-Autobus!-powiedziałam.
-Nie, ta ksywka do mnie nie pasuje, ja jestem szczuplutki.-oburzył się.
-Boże! Autobus zaraz odjedzie ,gazu!-powiedziałam ciągnąc go za rękę i biegliśmy najszybciej jak się dało, gdy tylko wpadliśmy zziajani do środka, autobus ruszył.
-Dobrze, że trenuje bo byś mnie zabiła.-powiedział, a ja jak zwykle się zaśmiałam. Nathan jest niesamowity, cokolwiek powie mnie na sercu jest cieplej. Mógłby być moim drugim bratem ,na pewno bym się nie nudziła.
-Nie chciało mi się czekać na następny, im szybciej tym lepiej.
-No tak, tutaj akurat ma panienka racje-usiedliśmy z tyłu autobusu.
Kiedy przekroczyliśmy próg domu od razu przywitała nas Luna.
-Mon Dieu! Jaka piękna-zachwycił się Nathan i od razu przyklęknął i zaczął głaskać Lunę.
-Skąd wiesz ,że to suczka i znasz francuski?-zdziwiłam się.
-Widać, że to suczka, porusza się jak dama.-zachichotaliśmy.-a francuskiego to ja się uczyłem i zdobyłem nawet dyplom językowy Mon Cher.-powiedział dumnie.
-Félicitations Mon Chers*-odpowiedziałam ,a Nat zrobił zdziwiony wyraz twarzy.
-Widzę ,że francuski gdzieś tam siedzi u ciebie pod tą blond czupryną-poczochrał mi włosy.
-Tak, kiedyś się uczyłam, więc coś pamiętam.
-Jeżeli chcesz ja cię mogę podszkolić.
-Nie ma sprawy ,ale to innym razem.
-Naturalnie teraz prowadź do twojego królestwa ,musimy cię ubrać.-powiedział radośnie. Wzięłam go za rękę i wyszliśmy na górę prosto do mojego pokoju. Nathan od razu podszedł pod szafę i odsunął drzwi. Ja usiadłam na łóżku ,a on przesuwał ubrania lub ściągał z półek na podłogę.
-Ej! Niedawno tutaj układałam!-powiedziałam i podeszłam do niego ,aby zatrzymać jego zamiar zrzucenia mi kolejnych ubrań.
-Moja droga od czasu do czasu powinnaś odświeżyć szafę, te ubrania się nie nadają do użycia, musisz kupić nowe.
-Ale ja je lubię!-oburzyłam się.
-Ale ja nie!-odpowiedział mi.-Zaufaj różowej sile zapomnij o plamach-powiedział i zaczął się śmiać,
-Vanish?
-Oui!**-pisnął-Ale teraz koniec żartów. Zaufaj mi, ja sprawię ,że twoja garderoba będzie emanowała świeżością i pięknem.
-Tak jak ty?-zapytałam żartów.
-Oui!
-Musisz chyba wiedzieć, że ja mam raczej luźny styl.
-Widzę-popatrzył na mnie z góry na dół.-Dobra teraz ubieraj to!-podał mi karmelową spódniczkę w czarne kropki, białą bluzkę z krótkim rękawem i jeansową ramoneskę.
-W tej spódniczce byłam raz w życiu-mruknęłam. Nawet o niej zapomniałam.
-Więc teraz będziesz drugi raz. Idź do łazienki ubierz się ,a ja pozbieram ubrania które nadają się do użytku a wywalę te, które nie.
-Okej.
-I zrób sobie delikatny makijaż, bo ja już nie zdarzę ci w tym pomóc.-Popatrzyłam na niego krzywo, chciał mnie malować?
-Ja nie idę na pokaz mody!-warknęłam.
-Ale idziesz ze mną-puścił mi oczko. Zrezygnowana zamknęłam się w łazience i zaczęłam się rozbierać. Kiedy ubrałam wszystko co przyszykował mi ten, pożal się boże, Karl Lagerfeld, zaczęłam nakładać odrobinę kremu BB na twarz i malować rzęsy. Włosy rozpuściłam i popryskałam się perfumami. Kiedy byłam gotowa wróciłam do pokoju. Nathan jeszcze wybierał moje ubrania.
-Nie!-krzyknęłam i wyrwałam mu z ręki moją ulubioną czerwoną bluzę.
-Ale to jest Démodé!-sprzeciwił się.
-A mnie to nie obchodzi ,że jest niemodna, ona jest ciepła i jej nie wyrzucisz-powiedziałam ostro i odłożyłam bluzę na wieszak.
-Okej w sumie to koniec, resztę ubrań są okej-w mojej szafie zrobiło się praktycznie pusto.
-Wyrzuciłeś mi pół ubrań!
-Kupimy ci dzisiaj jakieś.
-Nie będę wydawać kasy na ubrania!
-Będziesz, a jeżeli nie, ja zapłacę.
-O nie nie.
-Ja i tak mam zniżki do połowy sklepów kochana. No Ulala i wyglądasz belle!
-Przestań używać francuskiego bo ci coś zorbie.-pogroziłam.
-Okej okej, ale naprawdę cudownie ci w tej spódniczce, masz ładne nogi pokazuj je.
-Pokazuje kiedy jest na to czas.
-Dobra nie ma czasu ,bierz torebkę-rzucił mi czarną małą torebkę.
-Poczekaj spakuje się-on pokiwał głową, ja wzięłam telefon, portfel z kartą kredytową, którą dała mi mama założyłam czarne balerinki i wyszliśmy. Droga zajęła nam jakieś czterdzieści minut. Nathan cały czas opowiadał mi o swoich modowych wyczynach i o planach z Mikiem. Świetnie opowiada i świetnie słucha. Usiedliśmy w wybranej przez niego kawiarni i zamówił nam gofry oraz po filiżance gorącej czekolady.
-Opowiadaj teraz co u ciebie się wydarzyło od tej imprezy-powiedział i zaczął pożerać owoce z gofra.
-Nie wiem czy chcesz o tym wiedzieć ,bo wydarzyło się bardzo wiele ciekawych i nieciekawych rzeczy.
-Pewnie ,że chcę wiedzieć.
-To od których mam zacząć?
-Zacznij od tych lepszych.-polecił ,a ja pokiwałam głową. Pierwszą moją opowieścią było to jak rozmawiałam z Zaynem po imprezie.
-Nie całowaliście się?
-Nie wtedy jeszcze nie.
-Jeszcze?-podniósł brwi.-Opowiadaj-powiedział wlepiając oczy prosto we mnie. Zaczęłam opowiadać mu o Alexie.
-Oh co za dupek się przyplątał-wywrócił oczami-Pewnie Zayn był zazdrosny-przerwał mi.
-Nie przerywaj i nie był zazdrosny-mruknęłam.
-Ja tam swoje wiem.-odparł mi ,a ja kontynuowałam opowieść. Kiedy skończyłam na nagraniu i na moim wybuchu płaczu wyraz twarzy Nathan zmienił się.
-Nie ma nic gorszego niż trafić na dwóch kretynów, mam nadzieje ,że nie przejęłaś się jakoś nimi?-mówił głaszcząc moją rękę.
-Nie, w sumie potem wydarzyło się coś ,co chciałbyś wiedzieć-uśmiechnęłam się. Zaczęłam opowiadać o tym ,że znalazł mnie Zayn i ,że byłam u niego w domu i o pocałunku oraz jego wyznaniach.
-Nie mogę, no po prostu nie mogę-powiedział Nathan.-Koleś powiedział ci coś takiego ,a ty nic z tego nie robisz? W dodatku cie całował?
-A co ja mogę zrobić, przecież to przyjaciel Louisa i mój nauczyciel.
-Des obudź się, koniec roku za chwilę ,nie marnuj szansy-mówił bardzo wiarygodnie.
-Dobrze pomyśle nad wszystkim ,ale jest ostatnia opowieść ,najświeższa-powiedziałam markotnie. Przedstawiłam przebieg kłótni z Alexem i moim pobycie w szpitalu.
-A niech to! To skurwysyn-zakrył usta ręką-Sorki Mała za te słowa, ale ręce opadają. Czy ten idiota został jakoś ukarany?
-On zniknął.
-To chyba ma szczęście. Jak mógł cię popchnąć, jak mógł popchnąć dziewczynę ,to się nie mieści w moim mózgu. No skopałbym go! Nigdy się nie biłem ,ale jego bym skopał!-oburzył się, a ja zaczęłam się śmiać.
-Jesteś prze kochany, ale teraz już wszystko dobrze, problemy jak na razie się skończyły-powiedziałam.
-Miejmy nadzieje ,że los się nad tobą zlituje. Zjedzmy to do końca i pójdziemy ci coś kupić-uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść już niemal wystygłe gofry i pijąc zimną, gorącą, czekoladę. Zajęło nam to jakieś dziesięć minut i ruszyliśmy alejkami centrum handlowego. Nathan był jak w transie. Ciągnął mnie od sklepu do sklepu kazał przymierzać, wybierał mi ubrania, targował się z ekspedientkami czarował je spojrzeniami. Ja po dwóch godzinach miałam dość i w dodatku miałam sześć toreb w rękach, Nathan miał tyle samo.
Wybrał mi jakieś sukienki, bluzeczki, spódniczki, spodnie, spodenki, marynarkę, nawet straciłam rachubę.
-Dobra!-stanęłam na środku korytarza-Już wystarczy na dzisiaj. Matka mnie zabije.
-Piękna jeszcze dwa sklepiki i idziemy, no muszę cie tam zabrać.
-Ale-nie dokończyłam bo przystawił mi palec do ust.
-Zaufaj mi-powiedział radośnie i zjechaliśmy schodami na sam dół. Weszliśmy do kolejnego sklepu i standardowo zaczął grzebać po wieszakach. Wygrzebał mi dwie sukienki, przymierzyłam ,a on oświadczył mi ,że za nie płaci bo są najlepszą zdobyczą dzisiejszego dnia.
Nastała dziesięcio minutowa kłótnia, o to kto płaci ale w końcu się poddałam. Nie były takie drogie ,żeby mogłoby mi być głupio, chociaż i tak było. Obładowani wyszliśmy z galerii i zamówiliśmy taksówkę. Kiedy przyjechała i mogłam wreszcie usiąść czułam jak nogi zaczynają mnie boleć.
-No to zakupy były genialne, jeszcze kiedyś się wybierzemy-powiedział.
-Nie!-zaprotestowałam.-Nie w najbliższym czasie!
-Spokojnie-zaczął się śmiać-myślę ,że te ubrania ci wystarczą-pocałował mnie w policzek. Rozmawialiśmy o luźnych rzeczach i czas zleciał szybko. Pożegnałam się i opuściłam samochód z czternastoma torbami. Gdy tylko wyszłam na górę rzuciłam wszystko na podłogę i sama rzuciłam się na dywan. Nie miałam sił.

_____________________________________________________________________________
*Félicitations Mon Chers-gratulacje mój drogi
** Oui!-Tak.

Zastanawiam się czy przechodzić już do wycieczki ,czy poprzedzić ją jakimś rozdziałem?
Piszcie :)

Des przymierzająca: