Louis i Malik przywitali się po przyjacielsku, a ja stałam jak wryta. Malik miał skórzaną sportową kurtkę, typową na motocykl i buty też do tego przeznaczone. Obok niego stały dwa kaski. Jeden biało-czarny ,drugi czarno-zielony. Ale po co mu dwa?
-Witaj Des-odezwał się Malik. Przełknęłam ślinę. Kurcze, ta skóra dodaje mu jeszcze więcej seksu,niż rzeczywiście on ma go w sobie.
-Dzień dobry-odpowiedziałam cichutko. -Um..Louis ,ja m-może pójdę do domu zanieść zakupy ,mama chciała coś słonego-wydukałam.
-Daj spokój pojedziemy razem. Podoba ci się? -wskazał na całego czarnego ścigacza ze srebrnymi akcentami. Był wspaniały, ale to nie zmieniało faktu ,że należał do Malika. Czułam jak serce skacze mi w piersi. Wiedziałam ,że Malik wyczuł moje zdenerwowanie bo wpatrywał się we mnie dość wiercącym wzorkiem.
-Fajny-powiedziałam cicho i starłam się patrzeć wszędzie ,tylko nie na Malika.
-Zayn, Des zawsze chciała takim pojeździć ,nawet była ze mną na pokazie, przewiózł byś ją?-zapytał Louis ,a ja myślałam ,że się przesłyszałam. Miałam wielką ochotę udusić brata gołymi rękami.
-Daj spokój Louis ,wcale nie chce-wykręciłam się. Mój głos drżał. Oczywiście ,że chciałam i chce, ale
nie z tym przystojnym, kurwa, nauczycielem!
-W samochodzie aż podskoczyłaś z radości gdy dowiedziałaś się ,że mój kolega ma ścigacz i cie może przewieść.
-Ale już mi się odechciało-warknęłam. Louis się zaśmiał. Bo nie wiedziałam który to ten KOLEGA!
-Des ,zobaczysz ,spodoba ci się ,będę jechał powoli-wtrącił się Malik. Widziałam po jego oczach ,że jest rozbawiony.
-Dobra jak ona nie chce to ja się przewiozę-powiedziała Louis. O nie! Kurwa ,chyba nie zostawi mnie w tym garażu samą z nim!
-Nie!-odezwałam się szybko. Louis zmarszczył brwi.
-T-to może ja pojadę z tobą?-zapytałam.
-Bezpieczniej będzie jeśli pojadę sam ,Zayn jest bardziej doświadczony w prowadzeniu takiego sprzętu ,ma prawo jazdy tej kategorii ,a ja nie mam. Jeśli nas złapią razem będzie duży mandat.-wyjaśnił. Co za drań.
-A jak ciebie samego złapią?-zapytałam z chamską barwą głosu.
-To będzie mniejszy mandat.-wywróciłam oczami.
-Dobra ,idę do domu-westchnęłam i chciałam już wyjść.
-Czekaj Des. Co ci zależy?-spytał Louis. Wzruszyłam ramionami.-Zayn przewiezie cie kawałeczek ,potem ja pojadę i wrócimy razem.
-Nie, nie pojadę z tym panem ,to mój nauczyciel-powiedziałam bardziej szeptem do Louisa w nadziei ,że Malik nie usłyszy.
-Nie jesteśmy w szkole Des ,możesz do mnie mówić na "ty".-powiedział Malik, czyli usłyszał.-Jakby co jestem Zayn,a teraz chodź.-uśmiechnął się. Przez ten jego cholerny uśmiech pokiwałam głową i tym samym zgodziłam się na to szaleństwo.
-Będę jechał ostrożnie ,bo mam dla ciebie tylko kask i moją kurtkę ,nie mamy ochraniaczy.-powiedział i ściągnął z ramion okrycie i podał mi. Przyjęłam i założyłam na siebie. Zapach był boski, pachniało nim, pachniało tak pięknie. Louis podał mi zielonoczarny kask ,a ja go założyłam. Zayn założył ten biały i zorientowałam się ,że on będzie jechał w samej bluzie.
-Um..a pan nie będzie miał kurtki?-zapytałam ,a on pokręcił głową. Wyprowadził motocykl z garażu i usiadł.
-Siadaj za Zaynem i trzymaj się go mocno-polecił Louis.
-Nie ma się czego innego złapać, muszę jego?
-Nie! No wsiadaj.-Jak powiedział tak zrobiłam. Usiadłam tuż za Zaynem i z wielkim trudem objęłam delikatnie jego pas.
-Trzymaj się mocniej bo naprawdę spadniesz-zaśmiał się Zayn i zasunął szybkę w kasku , ja zrobiłam to samo. Odpalił, a pojazd wydał ten charakterystyczny warkot ,który zawsze mi się podobał. Wzmocniłam uścisk. Przygazował i ruszył z osiedla. Na ulice wyjeżdżał ostrożnie i jechał dość wolno aż do samej autostrady. Tam musiałam złapać się go jeszcze mocniej ,bo prędkość była zawrotna.
Wiedziałam ,że zmarznie w tej bluzie i wiedziałam ,że powinę mieć kurtkę. Moja klatka piersiowa stykała się z jego plecami tak ,że nic by między nas nie włożono. Nie piszczałam, podobało mi się ,podobała mi się ta prędkość ,podobało mi się to jak wszystko mijamy, jak jedziemy między samochodami. Zdawałam sobie sprawę ,że jazda takim motorem nie należy do bezpiecznych i w każdej chwili mogłoby się nam coś stać ,ale miałam dziwne uczucie bezpieczeństwa ,kiedy wiedziałam ,że za kierownicą siedzi On. Jechaliśmy jakieś pięć minut i zorientowałam się ,że skręca z autostrady ,a potem zwalnia i wjeżdża w jakąś drogę mało ruchliwą. Podjechał pod przystanek autobusowy i zgasił ścigacz. Zeszłam z motoru i zdziwiona tym dlaczego stanęliśmy ściągnęłam kask. Przejechałam poburzone włosy ręką i odłożyłam kask na siedzenie.
Zayn również zdjął swój i położył obok mojego.
-Podobało się?-zapytał z uśmiechem.
-Było ekstra, fajne przeżycie i trochę adrenaliny ,to lubię-odpowiedziałam emocjonując swoje zdanie-Ale po co tu stanęliśmy?-zapytałam cicho. Zayn usiadł na ławce i gestem ręki wskazał miejsce obok siebie. Zanim pomyślałam siedziałam już obok niego.
-Unikasz mnie Des. Chcę z tobą porozmawiać. Nawet w szkole mi uciekasz ,nie przychodzisz na lekcje. Czy to wszystko przez ten pocałunek? Prze tą noc?-zapytał bez ogródek. Czułam jak się czerwienie na samą myśl o pocałunku z nim.
-Wiem ,to było nieodpowiedzialne, głupie ,dziecinne z mojej strony i więcej się nie powtórzy. Powinnam pana za to przeprosić.... Przepraszam-powiedziałam nie patrząc na niego ,tylko w moje buty.
-Nie musisz za to przepraszać.-powiedział, a ja delikatnie się uśmiechnęłam.-Nic strasznego się nie stało, że musisz przede mną uciekać.
-Nie byłam sobą, byłam pijana i robiłam takie głupstwa ,że mi wstyd.
-Polubiłem tamtą Des ,tylko szkoda ,że pijaną.-zaśmiałam się.
-Tak to jest jak się nigdy nie pije. Jeszcze raz przepraszam za moje zachowanie ,mam nadzieje ,że pan zapomni.
-Nie mów mi pan kiedy nie ma szkoły ,czuje się staro-zaśmiał się ,a ja to odwzajemniłam.-Nie mam zamiaru o tym zapominać-dodał, a ja popatrzałam na niego wielkimi oczami, ale nie odezwałam się nic.
O cholerka. Dlaczego się ucieszyłam kiedy wypowiedział to zdanie?
-Będziesz już chodzić na moje lekcje?-zapytał po chwili.
-Tak, a przynajmniej spróbuje-uśmiechnęłam się.
-To dobrze.-powiedział.
-Um..mam pytanie.-zaczęłam.
-Tak?
-Dlaczego pan zechciał, to znaczy zechciałeś pracować u nas w szkole?
-To nie jest tak do końca. Otóż dyrektorem szkoły jest mój wujek. Ja zwykle uczyłem wychowania fizycznego w podstawowej szkole ,ale mój wujek poprosił mnie abym popracował tutaj przez te dwa miesiące i został waszym wychowawcą za panią Barkley, a od września znajdą już nauczyciela na stałe. Ja jestem tylko na zastępstwo. Nigdy nie uczyłem w liceum i nie mam zamiaru więcej.
-Czyli uczył pan um..uczyłeś tylko w podstawówce?
-Tak.
-Uczysz dalej?
-Nie, już od roku nie, teraz jestem trenerem tenisa i boksu.-tenisa...nic gorszego nie mógł wybrać...
-Oh ciekawe życie-powiedziałam żartem.
-Tsa-westchnął.-Już niedługo ślub Louisa, słyszałem waszą kłótnie poniekąd na mój temat. Naprawdę przeszkadza ci to ,że prawdopodobnie będziemy razem w parze?
-Um..nie, teraz chyba nie, ale wtedy przeszkadzało bo sam pan wie co się wydarzyło. Jest pan moim nauczycielem ,nawet przez te dwa miesiące.
-Czyli to wszystko przez ten pocałunek?-zaśmiał się.-Chyba nie było aż tak źle?-powiedział z rozbawieniem.
Pokręciłam głową. On w ogóle nie jest skrępowany ,za to ja non stop się czerwienie i non stop się zawstydzam. Nigdy taka nie byłam. Co jest?!
-Chodźmy już ,bo zaczyna się ściemniać.-wstał,a ja zrobiłam to samo. Założyliśmy kaski i wsiedliśmy na ścigacz, po czym odjechaliśmy. Objęłam go tak, żeby czuć się bezpiecznie i ruszyliśmy. Całą drogę czułam jego zapach, ma cudowne perfumy i są bardzo "wytrwałe", nawet po takiej jeździe zapach pozostał. Kiedy dotarliśmy na miejsce Louis siedział w garażu na krześle i rozmawiał przez telefon. Ściągnęłam kask i kurtkę i oddałam Zaynowi.
-Myszko już są ,w takim razie do usłyszenia. Kocham cie ,słodkich snów-wiedziałam już z kim rozmawia.
-Długo was nie było coś.-powiedział.
-Zagadaliśmy się prze chwile ,masz stary-odpowiedział mu Zayn i podał kurtkę ,kask i kluczyki. Louis dopadł motocykl jak jakaś bestia. Odpalił ,przygazował i już go nie było. Znowu byłam sam na sam z Zaynem. Ale czułam się już znacznie lepiej w jego towarzystwie niż wcześniej.
-A jak z twoim kolanem?-zapytał stając obok mnie.
-Chyba już dobrze ,siniak zszedł, nie boli. Jutro już będę na treningu.
-To dobrze, bo przecież zawody coraz bliżej-pokiwałam głową.
-Ja już pójdę ,powiedz Louisowi-zebrałam się do wyjścia ,ale poczułam jak on łapie mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się. Przyjemne dreszcze przeszły przez...NIE! STOP!
-Lou zaraz będzie ,zaczekaj tutaj-wskazał na krzesło. Posłuchałam go i usiadłam. On oparł się o swój ,chyba swój, samochód na przeciwko mnie. Patrzyłam przez chwile na niego ,tak jak i on patrzył na mnie ,ale żadne z nas się nie odezwało. Chciałam, chciałam się odezwać ale nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Czemu nic nie mówisz?-odezwał się pierwszy.
-Nie mam o czym mówić-wzruszyłam ramionami.-Niech pan coś powie.
-Ah wiem, nie było cię w środę na lekcji i przekazywałem klasie informacje na temat tego wyjazdu. Na razie jesteście klasą z najlepszą średnią ale to wszystko możne się jeszcze zmienić-powiedział ,a ja się uśmiechnęłam.
-To bardzo dobra wiadomość, fajnie byłoby pojechać.
-Jesteście zdolną klasa dacie rade.
-Tsa-mruknęłam.-znowu zapadła cisza. Nie patrzyłam na niego, patrzyłam na swoje buty ,jednak czułam, jego wzrok na sobie.
-Des-zaczął, ale w tej samej chwili podjechał Louis. Nie dokończył ,a mnie było głupio się dopytywać ,co chciał mi powiedzieć, chociaż byłam ciekawa.
_______________________________________________________________________________
Cześćććććććććć jak się spało po weekendzie? xDD
ale mam dobry humor ;D
Do zobaczyska w next chapterze <3
niedziela, 4 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
Rozdział 23
Był już czwartek. Śpieszyłam się na trzecią lekcje ,bo oczywistym było to ,że na lekcje z Malikiem nie chodziłam już cały tydzień. Przyjaciele męczyli mnie dlaczego go unikam więc pokrótce opowiedziałam im ,że będę z nim na ślubie. (Pominęłam oczywiście nasz pocałunek) Victoria się zachwyciła i powiedziała ,że ona by tak chciała. Przewracałam oczami na każde jej uwagi. Obiecali ,że nikt poza nimi z tej szkoły nie dowie się o tym ,że Malik będzie na ślubie Louisa. Przez te ostatnie dwa dni dużo czasu spędziłam razem z Alexem. Max niejednokrotnie się nam przypatrywał, ale ja nie chciałam zwracać na to uwagi, nie chciałam o nim myśleć. A z Axelem dobrze mi się rozmawiało i nigdy nie brakowało tematów. Przekroczyłam próg szkoły i udałam się pod pracownie chemiczną. Trwała przerwa ,ale mojej klasy jeszcze nie było. Stwierdziłam ,że dziewczyny na pewno się przebierają. Wreszcie zobaczyłam jak idą całą chmarą. Przywitałam się ze wszystkimi.
-Des chodź na chwilkę-pociągnęła mnie na bok Vicky.
-Co jest?-spytałam.
-Malik prosił abyś się do niego wstawiła.
-Niby po co?!-oburzyłam się.
-Nie chodzisz na jego lekcje i nie usprawiedliwiasz tego, musisz do niego iść ,dzisiaj na długiej przerwie. Tak powiedział.
-Nie.
-Des, nie rób sobie problemów ,pamiętasz co ostatnio powiedział ci dyrektor? Nie chcesz chyba ,żeby cie wyrzucili na sam koniec?
-No nie.
-Więc pójdziesz tam, pogadasz z nim chwile i już. W końcu to z nim będziesz na ślubie Louisa-zachichotała na końcu.
-Obiecałaś ,że nie będziesz mi o tym przypominać.-warknęłam ,a ona podniosła ręce w geście poddania i pokiwała głową. Zabrzmiał dzwonek na lekcje i weszliśmy. Przez cały czas myślałam nad tym czy iść do tego Malika tak jak kazał, czy może jednak pozostać przy swojej upartości i tam się nie stawić? Przecież ja nie wypowiem przy nim żadnego słowa. Jak będzie wyglądać nasza rozmowa? On będzie coś mówił ,a ja "YYYYY"? Mam nadzieje ,że nie ma zamiaru wspominać nocy z piątku na sobotę bo bym chyba zemdlała. Mijały lekcje i gdy zbliżało się do długiej przerwy czułam rosnące zdenerwowanie w swoim brzuchu. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam się na niczym skupić. Zadzwonił ostateczny dzwonek ,a ja czułam ,że zbladłam.
-No Des idź i jak przyjdziesz to opowiesz co chciał-poganiała mnie przyjaciółka. Kiwnęłam jej głową i ruszyłam do pokoju wuefistów przy sali gimnastycznej. Byłam już całkiem blisko kiedy zatrzymał mnie Alex.
-Hej Des ,nie widziałem cie dzisiaj, gdzie się chowasz?-zapytał i posłał mi swój udany uśmiech.
-Tak jakoś wyszło, wybacz-odwzajemniłam uśmiech.
-Jest super pogoda chodźmy na lody ,długa przerwa to jednak długa przerwa-pociągnął mnie w przeciwnym kierunku niż powinnam była pójść. Byłam już tak blisko tego pokoju ,ale nie chciałam odmawiać Alexowi. Uznałam ,że rzeczą przyjemniejszą będą te lody niż ta cholernie trudna rozmowa z Mlikiem. Wymsknęliśmy się przez ogrodzenie i pobiegliśmy do sklepu spożywczego niedaleko szkoły. Ja kupiłam sobie lody czekoladowe ,a Alex waniliowe. Usiedliśmy na ławce przed sklepem i zajadaliśmy.
-Kocham taką pogodę ,pojechał bym teraz na plażę i wskoczył do morza.-rozmarzył się zielonooki.
-To jedźmy nad to morze teraz-zażartowałam i zaśmialiśmy się.
-Ej poróbmy coś ciekawego w weekend.-zaproponował.
-Kurcze wiesz bardzo chętnie ,ale przyjechał na krótko mój brat i weekendy chciałabym spędzać w jego towarzystwie.
-Oh nie szkodzi ,to jak już twój brat pojedzie to porobimy coś fajnego ,żeby się nie nudzić co?
-No jasne ,a co masz na myśli?-zapytałam. Polubiłam Alexa ,jest o wiele sympatyczniejszy niż ten dupek.
-Razem się coś wymyśli ,pojedziemy na jakieś kręgle ,basen ,albo do zoo.
-Chcesz odwiedzić swoją rodzinę?-zachichotałam. On popatrzył na mnie pytająco.
-No Małp-sprostowałam, a on zaczął się śmiać kiwając głową.
-Jesteś serio zabawna-powiedział i kończył jeść loda. Nagle Alexa dłoń zbliżała się do moje twarzy i poczułam jak ociera kciukiem miejsce obok moich ust. Zdziwiłam się tym gestem.
-Odrobina czekolady-wyjaśnił ,a ja się uśmiechnęłam. Skończyliśmy jeść.
-Chyba trzeba wracać ,co?-zapytałam.
-Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce-westchnął.-Ale chodź-wstał z ławki i wyciągnął rękę. Podałam mu ją i ruszyliśmy do szkoły. Była już lekcja, bo na korytarzach pusto. Udaliśmy się do szafek. Wyciągnęłam swoje książki i przełożyłam te potrzebne. Zamknęłam metalowe drzwiczki i poczułam jak Alex obraca mnie twarzą do siebie. Zmarszczyłam brwi. On jedną ręką złapał mnie za ramię, a drugą położył na moim policzku i powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Sekundę później poczułam jak jego usta dotykają moich.
Nie byłam pewna ,czy to dobry pomysł ale nie zrobiłam nic ,żeby to przerwać. Język Alexa poprosił o wejście głębiej, a ja mu to umożliwiłam. Całował mnie powoli głaskając po policzku.
-Jest już lekcja-usłyszałam obok nas głos Malika. Odepchnęłam Alexa w mgnieniu oka i otarłam usta. Alex się zaśmiał.
-Wiemy-odpowiedział Alex.
-To czasem nie powinieneś na niej być?-warknął Malik.
-Powinienem ,ale chyba sam pan był kiedyś nastolatkiem i zapewne pan też wybrałby całowanie takiej dziewczyny niż siedzenie na jakiejś lekcji-odpowiedział Alex ,a Malik zmrużył oczy. Ja za to doznałam zdziwienia. Boże po co on mówi przy nim takie rzeczy?!
-Masz minutę żeby wrócić grzecznie do klasy-rozkazał Malik. Wiedziałam ,że było to skierowane tylko do Alexa ,ale ja też posłuchałam i zbierając plecak z podłogi szybko ruszyłam korytarzem.
-Des tobie nie pozwoliłem iść-powiedział głośno Malik ,ale ja nie zareagowałam tylko szybciej zaczęłam iść.
-DES!-usłyszałam za sobą i gdy skręciłam za róg wybiegłam ze szkoły. Nie chciałam iść na kolejne lekcje ,wolałam być w domu. Zdawałam sobie sprawę ,że mogą mnie czekać kolejne konsekwencje z tym opuszczaniem lekcji ale nie mogłam siedzieć w szkole. Całą powrotną drogę w autobusie rozmyślałam nad tym pocałunkiem Alexa. Nie poczułam nic. To oznaczało tyle ,że nie jestem nim zainteresowana. To nie to ,że całował źle ,ale po prostu nie chciałabym mieć go za chłopaka. W roli dobrego kolegi sprawował się lepiej. Muszę mu dać do zrozumienia ,że między nami nic nie będzie i że przykro mi, jeśli na coś liczył z mojej strony. Nie lubię tego mówić chłopakom ,ale nie mogę też na siłę z kimś być ,zwłaszcza ,że jestem świeżo po nieudanym związku. Poza tym pocałunek z Malikiem był lepszy...
Nie powinnam tak myśleć ,ale to samo rodzi się w mojej czaszce.
Weszłam do domu i od razu skierowałam się w stronę salonu ,bo dochodziły stamtąd dźwięki telewizora.
-Cześć-powiedziałam cicho.
-Już jesteś?-zapytał zdziwiony brat ,a ja pokiwałam głową.-Zwiałaś z lekcji Des.
-Tak i co z tego?-wzruszyłam ramionami.
-Wiesz ,że mama ma na tym punkcie fioła? Wiesz ,że nie znosi gdy dużo opuszczasz? Tak samo było ze mną.
-Tak wiem "Ona zawsze stawia się w pracy jak trzeba"-przedrzeźniałam jej wypowiedź ,a Louis zaśmiał się lekko.
-Co robimy na obiad?-zapytałam.
-Naleśniki?-zaproponował brat ,a ja ochoczo się zgodziłam. Poszliśmy do kuchni i przygotowaliśmy wszystko na ciasto. Po czterdziestu minutach siedzieliśmy przy stole i jedliśmy przepyszne naleśniki z serem i nutellą. Zjadłam trzy i zapchałam się jak nigdy wcześniej. Ociężała poczłapałam do salonu i rzucając się na kanapę włączyłam tv.
-Opowiedz coś, jak w szkole?-zaczął Louis i zepchnął moje nogi aby sobie usiąść. Typowe dla niego.
-W szkole jak w szkole. Za niedługo mamy te rozgrywki między szkolne i jutro zostaję dłużej bo mam trening ,a kolano już przeszło.-położyłam nogi na jego udach.
-Musicie wygrać ,wiesz nie możecie się zhańbić-ostrzegł brat. On grał w piłkę nożną w drużynie kiedy jeszcze się uczył.
-Jasne ,że tak ,nie ma innej opcji.
-Słyszałem od Zayna ,że jeżeli będziecie mieć dobre stopnie to jedziecie na wycieczkę.
-O tak ,teraz cała klasa się stara.-zaśmiałam się.
-Chyba tylko oprócz ciebie.
-Louis ja mam dobre oceny...
-Nie chcesz jechać?
-Chce.-odpowiedziałam twardo i wpatrywałam się w telewizor oglądając jakiś film.
-Louis wyprowadziłeś dzisiaj Lunę?-spytałam po krótkiej chwili.
-Tak ,biegałem z nią i chyba teraz śpi w koszyku zmęczona.-odpowiedział. Poczułam się strasznie senna ,a moje powieki ważyły sto kilo.
-Des-poczułam szarpniecie-Des wstawaj no!-Louis starał się mnie dobudzić.
-Co?-wychrypiałam.
-Wstawaj pojedziemy do sklepu!-ciągnął za moją rękę.
-Po co?-pytałam senna.
-Po coś dobrego ,Jezu no śpisz już cztery godziny!-krzyknął, a ja leniwie podniosłam się z kanapy.
-Czekaj ogarnę się i pojadę z tobą-odparłam i wyszłam powoli na górę. Poprawiłam włosy i makijaż.
Podeszłam do szafy i przebrałam się. Ubrałam czarne rurki, biały podkoszulek i czarną zasuwaną bluzę z kapturem. Zeszłam na dół i ubrałam Air Maxy ,a następnie poszłam do kuchni wypić sobie sok.
Usłyszałam jak drzwi do domu się otwierają ,a zraz potem przywitanie mojej mamy:
-Jestem Skarby dwa!-krzyknęła , a Luna się zerwała i pobiegła przywitać. Co za pies ,nawet nie zaszczekała ani razu..
-Hej Des i jak w szkole?-boże czy na tym świecie nie ma innych pytań?
-Mamo wszystko jak najlepiej ,a jak w pracy?
-Bardzo ciężka rozprawa za mną ,ale nie narzekam.
-Cześć mamo-przywitał się Louis.-Chcesz coś ze sklepu?
-Wiecie co mam straszną ochotę na coś chrupkiego słonego ,kupcie jakieś paluszki albo chipsy.
-Okej za niedługo wracamy, ciasto na naleśniki i ser jest w lodówce-odpowiedział jej brat i pociągnął mnie do garażu.
Po dwudziestu minutach byliśmy w supermarkecie. Chodziliśmy z Louisem od regału do regału i wybieraliśmy przeróżne smakołyki. Louis jeszcze dołożył kilka piw. Zajęło nam to jakąś godzinę i z pełnymi dwoma koszykami udaliśmy się do kasy. Zastała nas długa kolejka i tak zleciało kolejne piętnaście minut. Wreszcie zapłaciliśmy za wszytko i poszliśmy na parking. Wrzuciliśmy zakupy do bagażnika i zmęczeni wsiedliśmy do samochodu. Louis odpalił samochód i po chwili dostał sms.
-Mój kolega kupił sobie ścigacz ,chcesz jechać ze mną go zobaczyć?-zapytał mnie Louis.
-Jasne ,że tak!-pisnęłam ucieszona. Zawsze jarały mnie szybkie motory i samochody.
-To w drogę!-zaśmiał się Louis i przyśpieszył.
-A będę mogła się przewieść?-zapytałam słodko ,z nadzieją.
-Sama nie ,ale ja albo mój kolega cie przewiezie.
-Okej-westchnęłam. Mogłam się spodziewać ,że nie pozwolą mi prowadzić takiej maszyny. Zastanawiałam się tylko który to kolega. Mark? Georg? John? Liam? Matt? Nie miałam pojęcia.
-Louis ,a który to ten kolega?-zapytałam gdy nie mogłam odgadnąć.
-Zaraz się dowiesz jesteśmy blisko-odpowiedział uśmiechnięty i skręcił w jakąś ulice. Trzy minuty później zaparkował przed dużym, nowym, ładnym, brązowo-kremowym blokiem. Wysiedliśmy z samochodu i Louis prowadził w stronę jakiś garaży. Jedna brama garażowa była otwarta i gdy tylko ją przekroczyliśmy zamarłam. Tym kolegą był Zayn Malik. Mogłam się była spodziewać, że to będzie on.
_________________________________________________________________________________
HYHYHYHY
W kolejnym już będzie więcej Malika. xD
-Des chodź na chwilkę-pociągnęła mnie na bok Vicky.
-Co jest?-spytałam.
-Malik prosił abyś się do niego wstawiła.
-Niby po co?!-oburzyłam się.
-Nie chodzisz na jego lekcje i nie usprawiedliwiasz tego, musisz do niego iść ,dzisiaj na długiej przerwie. Tak powiedział.
-Nie.
-Des, nie rób sobie problemów ,pamiętasz co ostatnio powiedział ci dyrektor? Nie chcesz chyba ,żeby cie wyrzucili na sam koniec?
-No nie.
-Więc pójdziesz tam, pogadasz z nim chwile i już. W końcu to z nim będziesz na ślubie Louisa-zachichotała na końcu.
-Obiecałaś ,że nie będziesz mi o tym przypominać.-warknęłam ,a ona podniosła ręce w geście poddania i pokiwała głową. Zabrzmiał dzwonek na lekcje i weszliśmy. Przez cały czas myślałam nad tym czy iść do tego Malika tak jak kazał, czy może jednak pozostać przy swojej upartości i tam się nie stawić? Przecież ja nie wypowiem przy nim żadnego słowa. Jak będzie wyglądać nasza rozmowa? On będzie coś mówił ,a ja "YYYYY"? Mam nadzieje ,że nie ma zamiaru wspominać nocy z piątku na sobotę bo bym chyba zemdlała. Mijały lekcje i gdy zbliżało się do długiej przerwy czułam rosnące zdenerwowanie w swoim brzuchu. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam się na niczym skupić. Zadzwonił ostateczny dzwonek ,a ja czułam ,że zbladłam.
-No Des idź i jak przyjdziesz to opowiesz co chciał-poganiała mnie przyjaciółka. Kiwnęłam jej głową i ruszyłam do pokoju wuefistów przy sali gimnastycznej. Byłam już całkiem blisko kiedy zatrzymał mnie Alex.
-Hej Des ,nie widziałem cie dzisiaj, gdzie się chowasz?-zapytał i posłał mi swój udany uśmiech.
-Tak jakoś wyszło, wybacz-odwzajemniłam uśmiech.
-Jest super pogoda chodźmy na lody ,długa przerwa to jednak długa przerwa-pociągnął mnie w przeciwnym kierunku niż powinnam była pójść. Byłam już tak blisko tego pokoju ,ale nie chciałam odmawiać Alexowi. Uznałam ,że rzeczą przyjemniejszą będą te lody niż ta cholernie trudna rozmowa z Mlikiem. Wymsknęliśmy się przez ogrodzenie i pobiegliśmy do sklepu spożywczego niedaleko szkoły. Ja kupiłam sobie lody czekoladowe ,a Alex waniliowe. Usiedliśmy na ławce przed sklepem i zajadaliśmy.
-Kocham taką pogodę ,pojechał bym teraz na plażę i wskoczył do morza.-rozmarzył się zielonooki.
-To jedźmy nad to morze teraz-zażartowałam i zaśmialiśmy się.
-Ej poróbmy coś ciekawego w weekend.-zaproponował.
-Kurcze wiesz bardzo chętnie ,ale przyjechał na krótko mój brat i weekendy chciałabym spędzać w jego towarzystwie.
-Oh nie szkodzi ,to jak już twój brat pojedzie to porobimy coś fajnego ,żeby się nie nudzić co?
-No jasne ,a co masz na myśli?-zapytałam. Polubiłam Alexa ,jest o wiele sympatyczniejszy niż ten dupek.
-Razem się coś wymyśli ,pojedziemy na jakieś kręgle ,basen ,albo do zoo.
-Chcesz odwiedzić swoją rodzinę?-zachichotałam. On popatrzył na mnie pytająco.
-No Małp-sprostowałam, a on zaczął się śmiać kiwając głową.
-Jesteś serio zabawna-powiedział i kończył jeść loda. Nagle Alexa dłoń zbliżała się do moje twarzy i poczułam jak ociera kciukiem miejsce obok moich ust. Zdziwiłam się tym gestem.
-Odrobina czekolady-wyjaśnił ,a ja się uśmiechnęłam. Skończyliśmy jeść.
-Chyba trzeba wracać ,co?-zapytałam.
-Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce-westchnął.-Ale chodź-wstał z ławki i wyciągnął rękę. Podałam mu ją i ruszyliśmy do szkoły. Była już lekcja, bo na korytarzach pusto. Udaliśmy się do szafek. Wyciągnęłam swoje książki i przełożyłam te potrzebne. Zamknęłam metalowe drzwiczki i poczułam jak Alex obraca mnie twarzą do siebie. Zmarszczyłam brwi. On jedną ręką złapał mnie za ramię, a drugą położył na moim policzku i powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Sekundę później poczułam jak jego usta dotykają moich.
Nie byłam pewna ,czy to dobry pomysł ale nie zrobiłam nic ,żeby to przerwać. Język Alexa poprosił o wejście głębiej, a ja mu to umożliwiłam. Całował mnie powoli głaskając po policzku.
-Jest już lekcja-usłyszałam obok nas głos Malika. Odepchnęłam Alexa w mgnieniu oka i otarłam usta. Alex się zaśmiał.
-Wiemy-odpowiedział Alex.
-To czasem nie powinieneś na niej być?-warknął Malik.
-Powinienem ,ale chyba sam pan był kiedyś nastolatkiem i zapewne pan też wybrałby całowanie takiej dziewczyny niż siedzenie na jakiejś lekcji-odpowiedział Alex ,a Malik zmrużył oczy. Ja za to doznałam zdziwienia. Boże po co on mówi przy nim takie rzeczy?!
-Masz minutę żeby wrócić grzecznie do klasy-rozkazał Malik. Wiedziałam ,że było to skierowane tylko do Alexa ,ale ja też posłuchałam i zbierając plecak z podłogi szybko ruszyłam korytarzem.
-Des tobie nie pozwoliłem iść-powiedział głośno Malik ,ale ja nie zareagowałam tylko szybciej zaczęłam iść.
-DES!-usłyszałam za sobą i gdy skręciłam za róg wybiegłam ze szkoły. Nie chciałam iść na kolejne lekcje ,wolałam być w domu. Zdawałam sobie sprawę ,że mogą mnie czekać kolejne konsekwencje z tym opuszczaniem lekcji ale nie mogłam siedzieć w szkole. Całą powrotną drogę w autobusie rozmyślałam nad tym pocałunkiem Alexa. Nie poczułam nic. To oznaczało tyle ,że nie jestem nim zainteresowana. To nie to ,że całował źle ,ale po prostu nie chciałabym mieć go za chłopaka. W roli dobrego kolegi sprawował się lepiej. Muszę mu dać do zrozumienia ,że między nami nic nie będzie i że przykro mi, jeśli na coś liczył z mojej strony. Nie lubię tego mówić chłopakom ,ale nie mogę też na siłę z kimś być ,zwłaszcza ,że jestem świeżo po nieudanym związku. Poza tym pocałunek z Malikiem był lepszy...
Nie powinnam tak myśleć ,ale to samo rodzi się w mojej czaszce.
Weszłam do domu i od razu skierowałam się w stronę salonu ,bo dochodziły stamtąd dźwięki telewizora.
-Cześć-powiedziałam cicho.
-Już jesteś?-zapytał zdziwiony brat ,a ja pokiwałam głową.-Zwiałaś z lekcji Des.
-Tak i co z tego?-wzruszyłam ramionami.
-Wiesz ,że mama ma na tym punkcie fioła? Wiesz ,że nie znosi gdy dużo opuszczasz? Tak samo było ze mną.
-Tak wiem "Ona zawsze stawia się w pracy jak trzeba"-przedrzeźniałam jej wypowiedź ,a Louis zaśmiał się lekko.
-Co robimy na obiad?-zapytałam.
-Naleśniki?-zaproponował brat ,a ja ochoczo się zgodziłam. Poszliśmy do kuchni i przygotowaliśmy wszystko na ciasto. Po czterdziestu minutach siedzieliśmy przy stole i jedliśmy przepyszne naleśniki z serem i nutellą. Zjadłam trzy i zapchałam się jak nigdy wcześniej. Ociężała poczłapałam do salonu i rzucając się na kanapę włączyłam tv.
-Opowiedz coś, jak w szkole?-zaczął Louis i zepchnął moje nogi aby sobie usiąść. Typowe dla niego.
-W szkole jak w szkole. Za niedługo mamy te rozgrywki między szkolne i jutro zostaję dłużej bo mam trening ,a kolano już przeszło.-położyłam nogi na jego udach.
-Musicie wygrać ,wiesz nie możecie się zhańbić-ostrzegł brat. On grał w piłkę nożną w drużynie kiedy jeszcze się uczył.
-Jasne ,że tak ,nie ma innej opcji.
-Słyszałem od Zayna ,że jeżeli będziecie mieć dobre stopnie to jedziecie na wycieczkę.
-O tak ,teraz cała klasa się stara.-zaśmiałam się.
-Chyba tylko oprócz ciebie.
-Louis ja mam dobre oceny...
-Nie chcesz jechać?
-Chce.-odpowiedziałam twardo i wpatrywałam się w telewizor oglądając jakiś film.
-Louis wyprowadziłeś dzisiaj Lunę?-spytałam po krótkiej chwili.
-Tak ,biegałem z nią i chyba teraz śpi w koszyku zmęczona.-odpowiedział. Poczułam się strasznie senna ,a moje powieki ważyły sto kilo.
-Des-poczułam szarpniecie-Des wstawaj no!-Louis starał się mnie dobudzić.
-Co?-wychrypiałam.
-Wstawaj pojedziemy do sklepu!-ciągnął za moją rękę.
-Po co?-pytałam senna.
-Po coś dobrego ,Jezu no śpisz już cztery godziny!-krzyknął, a ja leniwie podniosłam się z kanapy.
-Czekaj ogarnę się i pojadę z tobą-odparłam i wyszłam powoli na górę. Poprawiłam włosy i makijaż.
Podeszłam do szafy i przebrałam się. Ubrałam czarne rurki, biały podkoszulek i czarną zasuwaną bluzę z kapturem. Zeszłam na dół i ubrałam Air Maxy ,a następnie poszłam do kuchni wypić sobie sok.
Usłyszałam jak drzwi do domu się otwierają ,a zraz potem przywitanie mojej mamy:
-Jestem Skarby dwa!-krzyknęła , a Luna się zerwała i pobiegła przywitać. Co za pies ,nawet nie zaszczekała ani razu..
-Hej Des i jak w szkole?-boże czy na tym świecie nie ma innych pytań?
-Mamo wszystko jak najlepiej ,a jak w pracy?
-Bardzo ciężka rozprawa za mną ,ale nie narzekam.
-Cześć mamo-przywitał się Louis.-Chcesz coś ze sklepu?
-Wiecie co mam straszną ochotę na coś chrupkiego słonego ,kupcie jakieś paluszki albo chipsy.
-Okej za niedługo wracamy, ciasto na naleśniki i ser jest w lodówce-odpowiedział jej brat i pociągnął mnie do garażu.
Po dwudziestu minutach byliśmy w supermarkecie. Chodziliśmy z Louisem od regału do regału i wybieraliśmy przeróżne smakołyki. Louis jeszcze dołożył kilka piw. Zajęło nam to jakąś godzinę i z pełnymi dwoma koszykami udaliśmy się do kasy. Zastała nas długa kolejka i tak zleciało kolejne piętnaście minut. Wreszcie zapłaciliśmy za wszytko i poszliśmy na parking. Wrzuciliśmy zakupy do bagażnika i zmęczeni wsiedliśmy do samochodu. Louis odpalił samochód i po chwili dostał sms.
-Mój kolega kupił sobie ścigacz ,chcesz jechać ze mną go zobaczyć?-zapytał mnie Louis.
-Jasne ,że tak!-pisnęłam ucieszona. Zawsze jarały mnie szybkie motory i samochody.
-To w drogę!-zaśmiał się Louis i przyśpieszył.
-A będę mogła się przewieść?-zapytałam słodko ,z nadzieją.
-Sama nie ,ale ja albo mój kolega cie przewiezie.
-Okej-westchnęłam. Mogłam się spodziewać ,że nie pozwolą mi prowadzić takiej maszyny. Zastanawiałam się tylko który to kolega. Mark? Georg? John? Liam? Matt? Nie miałam pojęcia.
-Louis ,a który to ten kolega?-zapytałam gdy nie mogłam odgadnąć.
-Zaraz się dowiesz jesteśmy blisko-odpowiedział uśmiechnięty i skręcił w jakąś ulice. Trzy minuty później zaparkował przed dużym, nowym, ładnym, brązowo-kremowym blokiem. Wysiedliśmy z samochodu i Louis prowadził w stronę jakiś garaży. Jedna brama garażowa była otwarta i gdy tylko ją przekroczyliśmy zamarłam. Tym kolegą był Zayn Malik. Mogłam się była spodziewać, że to będzie on.
_________________________________________________________________________________
HYHYHYHY
W kolejnym już będzie więcej Malika. xD
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 22
Skończyłam już wszystkie lekcje i szłam jak zawsze do szafki aby wypakować te niepotrzebne książki i zeszyty. Kiedy się z tym uporałam stanął przede mną Alex, kumpel Max'a, też był dziwnie poobijany tak samo jak Max. Popatrzyłam na niego zdziwiona ,nie wiedziałam czego ode mnie chce. Jeśli przysłał go ten dupek niech od razu stąd sobie pójdzie.
-Hej Des-przywitał się.
-Hej-odparłam-Czego chcesz?-zapytałam ,ale chyba zbyt surowo.
-Chyba nie masz dobrego humoru co?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Chyba nie. Mów czego chcesz.
-Spokojnie nie denerwuj się. Chcę z tobą pogadać o czymś ważnym.
-Jeżeli o Max'ie, możesz już iść.
-Nie, nie o nim. To znaczy po części o nim ,ale nie tak jak ty o tym myślisz Des.
-Nie tak ,więc jak?
-Kończę za dwie godziny, o siedemnastej ,możemy spotkać się gdzieś po szkole? Chociażby w Starbucksie?
-Nie wiem czy to dobry pomysł-nie chciałam się z nim spotykać.
-Proszę Des, chce przekazać ci trochę ważnych informacji.
-No dobra. To o której?
-Przyjdę po ciebie zaraz po szkle i pójdziemy ,dobrze?
-Dobrze-uśmiechnęłam się, to samo zrobił Alex. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Malika. Spięłam się maksymalnie. Myślałam ,że dzisiaj już go nie zobaczę bo cały dzień obyło się bez komplikacji. Mój uśmiech poszedł w zapomnienie ,a serce zaczęło szybciej bić kiedy szedł w naszą stronę.
-Ja już muszę iść Alex ,do zobaczenia-powiedziałam pośpiesznie i ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia.
-Des!-usłyszałam za sobą głos Malika co spowodowało ,że przyspieszyłam swój marsz. Pchnęłam drzwi wyjściowe zbyt mocno bo aż odbiły się z hukiem o ścianę. Zbiegłam ze schodów i skierowałam się na przystanek. Kiedy zobaczyłam stojący już autobus podbiegłam i wskoczyłam do środka, a chwile po mnie drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą i cieszyłam się ,że udało mi się wsiąść na czas. Po chwili byłam już w domu. Zrzuciłam z nóg buty i wybiegłam na górę. Plecak położyłam na krześle przy biurku ,a sama położyłam się na łóżku. Zostały jeszcze nie całe dwa miesiące i przez ten okres czasu muszę go unikać? Przecież to mi się nie uda. Gdyby to był początek roku mogłabym w sumie zmienić szkołę ,ale teraz to mi się nie opłaca. Może powinnam z nim porozmawiać, przeprosić i obiecać że więcej się to nie powtórzy ,a on powie "Nie ma sprawy" i będzie już dobrze? Czy to by zadziałało?
-Cześć Des ,chodź zrobiłem coś do jedzenia-do pokoju wszedł Louis w kolorowym fartuszku do gotowania. Zaśmiałam się na ten widok i wstałam z materaca.
-Idę-mruknęłam i podeszłam pod drzwi. Brat ruszył za mną.
-Coś taka markotna?-spytał po drodze.
-Dzisiaj poniedziałek Louis sam sobie odpowiedz na to pytanie-uśmiechnęłam się sztucznie i skierowałam do kuchni, a następnie usiadłam na krześle.
-Pomóc ci coś?-zapytałam.
-Nalej soku i podaj mi talerze-zaproponował ,a ja natychmiast zaczęłam wykonywać swoje zadanie. Nalałam do szklanek soku z czarnej porzeczki i podałam Louisowi dwa zielono-białe talerze oraz wyciągnęłam sztućce i ułożyłam je na stole. Louis zaczął nakładać obiad.
-Mama w pracy?-spytałam ,ale wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-Tak ,wyszła jakąś godzinę temu.-odpowiedział Louis. Westchnęłam tylko. Niebieskooki podał mi talerz, a na nim były frytki, polędwiczka z kurczaka i sałatka z ogórków i pomidorów. Mniam, Louis wie co dobre.
-Jaki obiad ,widzę ,że się postarałeś-zaśmiałam się.
-Wiedziałem ,że to lubisz, dzisiaj taki dzień dobroci z mojej strony ,innym razem dostaniesz kanapkę z masłem-zażartował.
-To dopiero przysmak-odparłam.-Smacznego Braciszku
-Smacznego siostrzyczko.-zajęliśmy się obiadem. Był naprawdę przepyszny.
-Co teraz robimy?-zapytał Louis kiedy ja zmywałam naczynia.
-Ja za jakąś godzinę idę.
-Gdzie?
-Do Starbucksa.
-Z kim?
-Z Alexem.
-Z tym od tego dupka?
-Tak, chce ze mną pogadać.
-Des ,a jeśli to podstęp i tam będzie ten Max ,nie idź.
-Louis jeśli on tam będzie ja wyjdę, a jeżeli Alex ma jakieś ciekawe informacje? Chce się dowiedzieć.
-Nie jestem za tym.
-Przecież nie możesz mi zabronić.
-Mogę ,jestem twoim starszym bratem.
-A ja jestem niesłuchaną siostrą i tam pójdę i kończmy ten temat.
-To może cie zawiozę i poczekam na ciebie?
-Nie musisz, przyjdzie po mnie Alex. Ty możesz się spotkać ze znajomymi ,kawał czasu ich nie widziałeś.
-Może-mruknął i wypił drugą szklankę soku.-Widziałaś się z Zaynem?-zapytał, a ja znów się spięłam. Otarłam ręce w ręcznik papierowy i odwróciłam się przodem do niego siadając na blacie.
-Nie.
-Nie? Przez cały dzień nie widziałaś go w szkole?
-No chyba mówię ,że nie.-powiedziałam przewracając oczami.
-Pewnie nie chciałaś go widzieć-zaśmiał się.
-Pewnie tak-odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam na podłogę i poszłam otworzyć.
-Hej Des ,gotowa?-przywitał się i zapytał Alex.
-Jasne, poczekaj wezmę telefon i pieniądze.
-Nie bierz pieniędzy ja stawiam kawę-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zabrać komórkę.
-Des uważaj.
-Przecież ja nie idę na wojnę ,tylko na kawę. Louis staruszku ogarnij się-poklepałam go po ramieniu i wyszłam.
-Chodź-powiedziałam do Alexa i wyszliśmy. Po piętnastu minutach drogi znaleźliśmy się w kawiarni i zamówiliśmy po kubku Karmelowego Cappuccino. Przyznam się ,że miałam pewnie obawy ,że Louis może mieć racje i rzeczywiście Max już tu będzie ,jednak jego tu nie było.
-Więc Alex o czym ty chcesz ze mną pogadać?-zapytałam i upiłam łyk kawy.
-Um..ja chciałem żebyś o czymś wiedziała.-zaczął niepewnie.
-To znaczy?
-To ja nagrałem to co robił Max z tą dziewczyną, to ja ci to wysłałem.-powiedział ciszej ,a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Co? Jesteś jego przyjacielem.-zdziwiłam się. Zawsze byli nierozłączni, byłam pewna, z Alex krył by Max'a a nie zniszczył go. Wiedziałam ,że Alex musi mieć jakiś żal do tego durnia ,inaczej by tak nie postąpił.
-Wiem Des ,że płakałaś ,wiem ,że byłaś smutna po części przeze mnie ,bo to ode mnie wiesz ,ale nie chciałem ,żebyś była z kimś kto cie okłamał ,kto cie zranił. Jestem pewien ,że on ci chciał to tłumaczyć tym ,że był pijany.
-Tak-powiedziałam cicho.
-Wcale nie. Oni nie zrobili tego pierwszy raz.-wtedy moje oczy poszerzyły się jeszcze bardziej.
-Dlaczego mi o tym mówisz Alex? Ja chce o nim zapomnieć ,wymazać go ,a ty mi nie pomagasz.
-Wybacz ,ale on powiedział ,że do niego wrócisz ,był tak pewny siebie.-prychnęłam na to zdanie.
-Ale dlaczego mi o tym mówisz ,dlaczego to wysłałeś ,co on ci zrobił?
-On..wiedział ,że ta dziewczyna podoba się mnie ,mówiłem mu o tym ,a on zdradził i ciebie i mnie. Rozumiesz?
-Och-wydusiłam z siebie. To skończony drań. Zrobił świństwo dwójce bliskich osób. Znienawidziłam go jeszcze bardziej.
-To dupek-warknął Alex. Widziałam po jego oczach ,że jest wkurzony.
-Pobiłeś się z nim.-rzekłam kiedy do mnie dotarło dlaczego oboje mają ślady bójki. Max pokiwał głową i wypił kawę. Ja też zabrałam się za tą czynność. Siedzieliśmy jakieś pięć minut w ciszy. Żadne nic nie powiedziało ,każde o czym myślało. Ja myślałam o tym jaki z Max'a jest skurwiel. Był ze mną ,wiedział ,że przyjacielowi podoba się dziewczyna ,a on ją zaliczył i to nie jeden raz. W głowie mi się to nie mieści jakim trzeba być pustym człowiekiem.
-Ja już pójdę-wstałam ze stołka ,a Alex równo ze mną.
-Odprowadzę cie Des i dzięki, że zechciałaś się spotkać ,ja chciałem ci to powiedzieć.
-Nie ma sprawy i przykro mi ,że on tak postąpił wobec ciebie.
-Wobec ciebie postąpił gorzej, niby teraz żałuje ,ale Des nie nabieraj się na jego sztuczki.
-Wiem ,spokojnie, ja nic od niego już nie chce.-uśmiechnęłam się słabo i wyszliśmy z lokalu.
Pod domem pożegnałam się z kolegą i weszłam cicho do domu. Przypomniałam sobie o sprawdzianie z matematyki i szybko wybiegłam na górę.
_________________________________________________________________________________
Ten rozdział mi nie wyszedł i ja o tym wiem.
Wiem też, że mało Zayna ,ale przez mały okres czasu tak musi być ,bo jak się domyślacie
Des go unika i dlatego on występuje tak sporadycznie. To się zmieni niedługo.
Sorki za ociąganie się ,mam nadzieję ,że nie nawaliłam aż tak bardzo.
Pozdrawiam :)
-Hej Des-przywitał się.
-Hej-odparłam-Czego chcesz?-zapytałam ,ale chyba zbyt surowo.
-Chyba nie masz dobrego humoru co?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Chyba nie. Mów czego chcesz.
-Spokojnie nie denerwuj się. Chcę z tobą pogadać o czymś ważnym.
-Jeżeli o Max'ie, możesz już iść.
-Nie, nie o nim. To znaczy po części o nim ,ale nie tak jak ty o tym myślisz Des.
-Nie tak ,więc jak?
-Kończę za dwie godziny, o siedemnastej ,możemy spotkać się gdzieś po szkole? Chociażby w Starbucksie?
-Nie wiem czy to dobry pomysł-nie chciałam się z nim spotykać.
-Proszę Des, chce przekazać ci trochę ważnych informacji.
-No dobra. To o której?
-Przyjdę po ciebie zaraz po szkle i pójdziemy ,dobrze?
-Dobrze-uśmiechnęłam się, to samo zrobił Alex. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Malika. Spięłam się maksymalnie. Myślałam ,że dzisiaj już go nie zobaczę bo cały dzień obyło się bez komplikacji. Mój uśmiech poszedł w zapomnienie ,a serce zaczęło szybciej bić kiedy szedł w naszą stronę.
-Ja już muszę iść Alex ,do zobaczenia-powiedziałam pośpiesznie i ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia.
-Des!-usłyszałam za sobą głos Malika co spowodowało ,że przyspieszyłam swój marsz. Pchnęłam drzwi wyjściowe zbyt mocno bo aż odbiły się z hukiem o ścianę. Zbiegłam ze schodów i skierowałam się na przystanek. Kiedy zobaczyłam stojący już autobus podbiegłam i wskoczyłam do środka, a chwile po mnie drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą i cieszyłam się ,że udało mi się wsiąść na czas. Po chwili byłam już w domu. Zrzuciłam z nóg buty i wybiegłam na górę. Plecak położyłam na krześle przy biurku ,a sama położyłam się na łóżku. Zostały jeszcze nie całe dwa miesiące i przez ten okres czasu muszę go unikać? Przecież to mi się nie uda. Gdyby to był początek roku mogłabym w sumie zmienić szkołę ,ale teraz to mi się nie opłaca. Może powinnam z nim porozmawiać, przeprosić i obiecać że więcej się to nie powtórzy ,a on powie "Nie ma sprawy" i będzie już dobrze? Czy to by zadziałało?
-Cześć Des ,chodź zrobiłem coś do jedzenia-do pokoju wszedł Louis w kolorowym fartuszku do gotowania. Zaśmiałam się na ten widok i wstałam z materaca.
-Idę-mruknęłam i podeszłam pod drzwi. Brat ruszył za mną.
-Coś taka markotna?-spytał po drodze.
-Dzisiaj poniedziałek Louis sam sobie odpowiedz na to pytanie-uśmiechnęłam się sztucznie i skierowałam do kuchni, a następnie usiadłam na krześle.
-Pomóc ci coś?-zapytałam.
-Nalej soku i podaj mi talerze-zaproponował ,a ja natychmiast zaczęłam wykonywać swoje zadanie. Nalałam do szklanek soku z czarnej porzeczki i podałam Louisowi dwa zielono-białe talerze oraz wyciągnęłam sztućce i ułożyłam je na stole. Louis zaczął nakładać obiad.
-Mama w pracy?-spytałam ,ale wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-Tak ,wyszła jakąś godzinę temu.-odpowiedział Louis. Westchnęłam tylko. Niebieskooki podał mi talerz, a na nim były frytki, polędwiczka z kurczaka i sałatka z ogórków i pomidorów. Mniam, Louis wie co dobre.
-Jaki obiad ,widzę ,że się postarałeś-zaśmiałam się.
-Wiedziałem ,że to lubisz, dzisiaj taki dzień dobroci z mojej strony ,innym razem dostaniesz kanapkę z masłem-zażartował.
-To dopiero przysmak-odparłam.-Smacznego Braciszku
-Smacznego siostrzyczko.-zajęliśmy się obiadem. Był naprawdę przepyszny.
-Co teraz robimy?-zapytał Louis kiedy ja zmywałam naczynia.
-Ja za jakąś godzinę idę.
-Gdzie?
-Do Starbucksa.
-Z kim?
-Z Alexem.
-Z tym od tego dupka?
-Tak, chce ze mną pogadać.
-Des ,a jeśli to podstęp i tam będzie ten Max ,nie idź.
-Louis jeśli on tam będzie ja wyjdę, a jeżeli Alex ma jakieś ciekawe informacje? Chce się dowiedzieć.
-Nie jestem za tym.
-Przecież nie możesz mi zabronić.
-Mogę ,jestem twoim starszym bratem.
-A ja jestem niesłuchaną siostrą i tam pójdę i kończmy ten temat.
-To może cie zawiozę i poczekam na ciebie?
-Nie musisz, przyjdzie po mnie Alex. Ty możesz się spotkać ze znajomymi ,kawał czasu ich nie widziałeś.
-Może-mruknął i wypił drugą szklankę soku.-Widziałaś się z Zaynem?-zapytał, a ja znów się spięłam. Otarłam ręce w ręcznik papierowy i odwróciłam się przodem do niego siadając na blacie.
-Nie.
-Nie? Przez cały dzień nie widziałaś go w szkole?
-No chyba mówię ,że nie.-powiedziałam przewracając oczami.
-Pewnie nie chciałaś go widzieć-zaśmiał się.
-Pewnie tak-odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam na podłogę i poszłam otworzyć.
-Hej Des ,gotowa?-przywitał się i zapytał Alex.
-Jasne, poczekaj wezmę telefon i pieniądze.
-Nie bierz pieniędzy ja stawiam kawę-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zabrać komórkę.
-Des uważaj.
-Przecież ja nie idę na wojnę ,tylko na kawę. Louis staruszku ogarnij się-poklepałam go po ramieniu i wyszłam.
-Chodź-powiedziałam do Alexa i wyszliśmy. Po piętnastu minutach drogi znaleźliśmy się w kawiarni i zamówiliśmy po kubku Karmelowego Cappuccino. Przyznam się ,że miałam pewnie obawy ,że Louis może mieć racje i rzeczywiście Max już tu będzie ,jednak jego tu nie było.
-Więc Alex o czym ty chcesz ze mną pogadać?-zapytałam i upiłam łyk kawy.
-Um..ja chciałem żebyś o czymś wiedziała.-zaczął niepewnie.
-To znaczy?
-To ja nagrałem to co robił Max z tą dziewczyną, to ja ci to wysłałem.-powiedział ciszej ,a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Co? Jesteś jego przyjacielem.-zdziwiłam się. Zawsze byli nierozłączni, byłam pewna, z Alex krył by Max'a a nie zniszczył go. Wiedziałam ,że Alex musi mieć jakiś żal do tego durnia ,inaczej by tak nie postąpił.
-Wiem Des ,że płakałaś ,wiem ,że byłaś smutna po części przeze mnie ,bo to ode mnie wiesz ,ale nie chciałem ,żebyś była z kimś kto cie okłamał ,kto cie zranił. Jestem pewien ,że on ci chciał to tłumaczyć tym ,że był pijany.
-Tak-powiedziałam cicho.
-Wcale nie. Oni nie zrobili tego pierwszy raz.-wtedy moje oczy poszerzyły się jeszcze bardziej.
-Dlaczego mi o tym mówisz Alex? Ja chce o nim zapomnieć ,wymazać go ,a ty mi nie pomagasz.
-Wybacz ,ale on powiedział ,że do niego wrócisz ,był tak pewny siebie.-prychnęłam na to zdanie.
-Ale dlaczego mi o tym mówisz ,dlaczego to wysłałeś ,co on ci zrobił?
-On..wiedział ,że ta dziewczyna podoba się mnie ,mówiłem mu o tym ,a on zdradził i ciebie i mnie. Rozumiesz?
-Och-wydusiłam z siebie. To skończony drań. Zrobił świństwo dwójce bliskich osób. Znienawidziłam go jeszcze bardziej.
-To dupek-warknął Alex. Widziałam po jego oczach ,że jest wkurzony.
-Pobiłeś się z nim.-rzekłam kiedy do mnie dotarło dlaczego oboje mają ślady bójki. Max pokiwał głową i wypił kawę. Ja też zabrałam się za tą czynność. Siedzieliśmy jakieś pięć minut w ciszy. Żadne nic nie powiedziało ,każde o czym myślało. Ja myślałam o tym jaki z Max'a jest skurwiel. Był ze mną ,wiedział ,że przyjacielowi podoba się dziewczyna ,a on ją zaliczył i to nie jeden raz. W głowie mi się to nie mieści jakim trzeba być pustym człowiekiem.
-Ja już pójdę-wstałam ze stołka ,a Alex równo ze mną.
-Odprowadzę cie Des i dzięki, że zechciałaś się spotkać ,ja chciałem ci to powiedzieć.
-Nie ma sprawy i przykro mi ,że on tak postąpił wobec ciebie.
-Wobec ciebie postąpił gorzej, niby teraz żałuje ,ale Des nie nabieraj się na jego sztuczki.
-Wiem ,spokojnie, ja nic od niego już nie chce.-uśmiechnęłam się słabo i wyszliśmy z lokalu.
Pod domem pożegnałam się z kolegą i weszłam cicho do domu. Przypomniałam sobie o sprawdzianie z matematyki i szybko wybiegłam na górę.
_________________________________________________________________________________
Ten rozdział mi nie wyszedł i ja o tym wiem.
Wiem też, że mało Zayna ,ale przez mały okres czasu tak musi być ,bo jak się domyślacie
Des go unika i dlatego on występuje tak sporadycznie. To się zmieni niedługo.
Sorki za ociąganie się ,mam nadzieję ,że nie nawaliłam aż tak bardzo.
Pozdrawiam :)
wtorek, 29 kwietnia 2014
Rozdział 21
Powiedział i odwrócił się na pięcie po czym wyszedł z mojego pokoju. Doznałam tak zwanego szoku. Co? On chyba żartował prawda?! Nie myśląc więcej wybiegłam z pokoju. Louis schodził już ze schodów.
-Louis zaczekaj!-krzyknęłam. Odwrócił się.
-Czego chcesz?-zapytał.
-Ty żartujesz prawda? Powiedz ,że żartujesz!
-Nie Des, nie żartuje. On będzie drużbą czy ci się podoba czy nie. Uzgodniliśmy to z Sarah jakiś czas temu.
-A nie moglibyście..
-Nie.-przerwał mi i tym samym mnie zdenerwował.
-To poszukajcie sobie nowej druhny-odpowiedziałam wkurzona i zniknęłam za drzwiami pokoju trzaskając nimi głośno i zamykając na klucz. Wszystko jak zawsze zwraca się przeciwko mnie. No ale kuźwa, czy Louis nie rozumie ,że Zayn to mój nauczyciel i mi będzie głupio? Na pewno ma innych kolegów ,ale ja wiem ,że uprze się przy Maliku ,bo za wszelką cenę będzie chciał ,żebym go polubiła ,albo po prostu robi mi na złość. Nie mam zamiaru być z nim w parze ,nie wytrzymałabym nerwowo i wcale nie czułabym się dobrze na ślubie własnego brata. Miało to być najlepsze wesele pod słońcem ,a przeczuwam ,że będzie odwrotnie. Czułam ,że ciśnienie mam wysokie, chyba zbyt wysokie. Podniosłam telefon z szafki ściągnęłam jeansową kurteczkę z wieszaka i założyłam ją. Otworzyłam drzwi i szybkim krokiem zeszłam na dół. Nawet nie spoglądałam w stronę kuchni, a wiem ,że tam siedzieli.
-Des możesz tu przyjść?!-zawołała mama ,ja nawet nie odpowiedziałam. Pośpiesznie włożyłam na stopy moje białe Converse i wyszłam z domu. Nie miałam pojęcia gdzie chce iść ,ale gdzieś iść musiałam. Byłam głodna ,ale nie wzięłam pieniędzy. Podbiegła Luna. Pogłaskałam ją chwile i skierowałam się do bramki. Nawet nie zdążyłam jej otworzyć, a przed bramką stanął ni stąd ni zowąd Max. No tak kurwa jeszcze jego tutaj potrzeba.
-Cześć Des-powiedział i otworzył bramkę wchodząc na moje podwórko. Spojrzałam na niego i widziałam ślady bójki na jego twarzy. Pewnie dlatego nie było go w szkole, ktoś spuścił mu łomot.
-Do widzenia-odpowiedziałam. Zamknął furtkę nie zważając na moje pożegnanie.
-Możemy pogadać?-zapytał uśmiechając się krzywo.
-Nie ,śpieszę się.-warknęłam.
-Nie zajmie ci to długo ,chce ci coś powiedzieć.
-A ja mam w dupie to co ty chcesz powiedzieć. Nie rozumiesz ,że między nami jest definitywny koniec i sprawiłeś ,że znienawidziłam cie tak jak nigdy wcześniej nikogo?!-powiedziałam nieco głośniej i oparłam się o słupek przy ogrodzeniu. Nie dość ,że byłam wkurwiona na Louisa to jeszcze on pogarsza mój stan psychiczny. Zrobił krok w moją stronę i tym samym był bardzo blisko mnie. Drażnił mnie jego zapach już nie ten sam ,fajny co zawsze ,ten zapach mnie mdlił. Na prawdę. Wszystko co dotyczy Max'a mnie obrzydza.
-Słuchaj kotku ja wiem ,że udajesz, pójdę o tysiąc ,że wrócisz do mnie za jakiś czas aż się uspokoisz-zaśmiałam się nerwowo. Podszedł jeszcze bliżej i wydawał się taki pewny siebie.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz "Kotku"-prychnęłam i chciałam go odepchnąć ,ale on złapał mnie za obydwa nadgarstki. Zmarszczyłam brwi.
-Chcesz się przekonać kto ma racje?-zapytał.
-Spieprzaj-syknęłam. Unieruchomił mnie i zbliżał swoją twarz do mojej. Chciałam się wyrwać ,ale on był silniejszy. Wtem drzwi od domu otworzyły się z hukiem i Max odskoczył ode mnie. Louis szybko pokonywał drogę jaka nas dzieliła. Był wkurwiony, o tak.
-Szukasz tu czegoś Evans?!-warknął i podszedł do Max'a.
-Siema Louis nie wiedziałem ,że wróciłeś-odpowiedział Max. Brat złapał go za szmaty i przycisnął do siebie. O cholera.
-Louis uspokój się i zostaw go ,nie warto-podeszłam i chciałam go odciągnąć.
-Wypierdalaj stąd dzieciaku i więcej się tu nie pokazuj ,bo może spotkać cię coś złego ,czego nie chcemy prawda?!-powiedział Louis z takim jadem ,że ja sama się przeraziłam. Tak jak i Max ,który potulnie pokiwał głową.
-Jasne Louis ,wybacz.-Louis puścił go i palcem wskazał na furtkę rozkazując mu wyjść.
-Jeżeli jeszcze raz zbliżysz się do Des ,nie będzie przyjemnie pamiętaj ,a teraz won!-pół krzyknął Louis ,a Max jak za dotknięciem różdżki opuścił naszą posesję. Stałam z otwartą buzią i nie mogłam uwierzyć ,że Louis potrafi być taki przerażający samym sposobem mówienia. Wow zaimponował mi i to bardzo. Patrzyłam jak Max szybko odchodzi ulicą ,a potem wzrok przeniosłam na brata. Linia jego szczęki była prosta ,a policzki drgały z nerwów. Wiem ,że powstrzymywał się ,żeby mu nie przylać.
-Des wszystko okej, nic ci nie zrobił?-zapytał już spokojniej i potarł ręką moje plecy.
-Nie ,wszystko okej ,ale ty...Louis wow, on się ciebie przestraszył-powiedziałam.
-Taki był mój cel ,nie chciałem go bić w końcu jest dużo młodszy ale postraszyć można. Mam nadzieje, że da ci spokój. Po co tu był?
-Chce mi coś powiedzieć. Mówiłam ,że nie mam zamiaru go słuchać ,ale on coś tam gadał swoje.
-Dupek-syknął-Chodź do środka-zaproponował Louis. I wtedy do mnie dotarło ,że chwile wcześniej pokłóciłam się z Louisem o siedzącego w środku Malika.
-Nie ,idę pa-odpowiedziałam już bez emocji i szybko wyszłam przez furtkę.
-Gdzie idziesz i kiedy będziesz?-zapytał Louis. Przystanęłam na chwilę.
-Nie wiem, gdzie mnie nogi zaniosą.
-Des jutro szkoła-przypomniał.
-Tak jak i pojutrze i po pojutrze i w czwartek i piątek-skomentowałam i wznowiłam swój marsz. Wiedziałam ,że Louis odpuścił i wrócił do domu. Wiedziałam gdzie powinnam pójść. Skręciłam w prawo w uliczkę po której chodzę ,żeby dostać się do miejsca, które jest dla mnie bardzo bolesne. Udałam się na Cmentarz odwiedzić tatę. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wyłączyłam telefon. Zawsze tak robię na spotkaniu z tatą ,nie lubię gdy ktoś nam przeszkadza. Przeszłam przez wielką metalową bramę ,mijałam betonowe chodniczki wokół grobów i skierowałam się na dobrze znane mi miejsce. W sercu cmentarza był szaro-czarny grób z kamienia, a na nim ta zimna tabliczka
Fred Tomlinson żył lat 40 ,zmarł 5.03.2009r. Zginął śmiercią tragiczną.
Odmówiłam modlitwę za dusze taty i usiadłam na małej drewnianej ławeczce po prawej stronie grobu.
-Cześć tato ,sprawy się pokomplikowała prawda? Wiem ,że nie jesteś ze mnie dumny ,wiem ,że źle zrobiłam całując nauczyciela ,ale może usprawiedliwię się tym ,że mój mózg nie funkcjonował zbyt dobrze? Wiem ,że to głupie tłumaczenie ,ale chyba mnie rozumiesz. Człowiek uczy się na błędach. W dodatku ten sen. Tato czy to prawda? Czy ten koszmar to prawda? Czy to moja wina? Gdyby nie ja, ty byś żył? Bardzo nie chce o tym myśleć, ale gdzieś w głębi siebie wiem ,że może to być prawda. Przepraszałam już cie tyle razy, choć powtarzali mi ,że to nie moja wina, ja czułam ,że mają do mnie żal ,ale go ukrywają. Proszę tato ,pilnuj mnie, kiedy zbocze na złą drogę zatrzymaj mnie i sprowadź na tą dobrą, bo ja sama nie dam sobie rady.-popatrzyłam na czarno białe zdjęcie uśmiechniętego taty i bardzo za nim zatęskniłam. Chciałabym cofnąć się w czasie do mojego dzieciństwa, do czasów kiedy razem z Louisem i z tatą robiliśmy wyścigi ,babki z piasku ,domki na drzewie, graliśmy w piłkę, w berka. Zawsze pozwalali mi wygrywać, No cóż bądź co bądź byłam dziesięć lat młodsza od Louisa.
-Pewnie cieszysz się ,że Louis wreszcie się żeni. Jestem pewna ,że Sophie by ci się spodobała. W końcu to ona pomogła wyjść Louisowi z depresji po starcie ciebie. Mam nadzieje ,że nad nim też czuwasz ,tak jak i nad mamą. Nie uważasz ,że ona zbyt dużo pracuje? To nie wyjdzie jej na zdrowie ,ale ona nie chce się przekonać. Czasem mam dość tego życia i wcale go nie rozumiem. Może jeszcze jestem zbyt głupia i zbyt młoda? Nie mam pojęcia. Wiesz tato ,że cie kocham i wiesz jak bardzo mi ciebie brakuje. Chciałabym ,żebyś był ze mną. Przytulił i zaśpiewał to co zawsze-na wspomnienie kołysanki mojego taty skapnęły mi dwie niewinne łzy. Przestałam mówić już do taty, choć zawsze to robię i nigdy nie obchodzi mnie to ,że ktoś może uznać to za wariactwo. No bo jak gadać do kamiennego grobu? Ale ja wiem ,ja jestem pewna ,że tata mnie słyszy ,mnie rozumie dlatego to robię. Wpatrywałam się w jeden palący znicz ,co oznaczało ,że Louis był tu i zapalił. Zrobiło się chłodno ,niebo zasłoniły czarne chmury. Nie podobało mi się to bo byłam ubrana w letni strój ,ale nie chciałam jeszcze odchodzić. Tu przy tacie było mi dobrze.
Mogłam odpocząć od wszystkich i w ciszy pomyśleć nad wszystkim. Mogłam opowiedzieć wszystko tacie tak jakbym mówiła do niego żywego. Gnębiła mnie jedna myśl. Powiedziałam bratu w nerwach ,żeby znaleźli sobie nową druhnę. Nie miałam tego dokładnie na myśli ale byłam zbyt wkurzona ,żeby to przemyśleć. Ja marze o tym by być na ich ślubie kimś dość ważnym ,ale nie chce być z Malikiem. To znaczy inaczej, jest przystojny wow, ale nie mogę ,nie po tym co zrobiłam. Przecież ja mu nie spojrzę w oczy.
Może i mi się podobał ten pocałunek ,bo był inny niż moje pozostałe ,ale to był ten zakazany, a wiadomo ,że zakazany owoc smakuje najlepiej. Nigdy bym się nie spodziewała ,że to będzie kolega Louisa ,że tak sprawy się potoczą. Może gdyby on nie był moim nauczycielem wyglądało by to inaczej? Wtedy nie miałabym takich wątpliwości. W końcu Louis ma tyle samo lat co on i dobrze się dogadujemy ,więc z Malikiem też raczej nie maiłabym problemów. Ale o czym ja myślę! Musze wybić sobie takie głupoty z głowy. Siedziałam już długą chwile w milczeniu i wpatrywałam się w kwiaty na grobie albo na zdjęcie taty. Potarłam rękami o ramiona bo czułam wszędzie gęsią skórkę. Nawet zerwał się wiatr.
-Des chodź już do domu.-usłyszałam za sobą głos Louisa i się wzdrygnęłam. Powoli odwróciłam głowę w jego stronę.
-Nie było cię w domu przez trzy godziny już dziewiętnasta.-dodał chwile później. Pokiwałam głową i wstałam z ławeczki. Louis natychmiast założył mi swoją kurtkę na ramiona. Ja czekałam aż się pomodli.
-Pa tato-szepnęłam i ruszyliśmy drużką w górę cmentarza.
-Wiedziałem ,że cie tu znajdę.-odezwał się Louis.-Zawsze tu przychodziłaś gdy miałaś dość-dodał, ale to własnie prawda.
-Tsa-mruknęłam.-Louis przyjechałeś samochodem z Walii?
-Tak ,nie chciałem się tułać pociągami ,wsiadłem w samochód i o to jestem, nie zauważyłaś go wcześniej?
-Jakoś nie-wzruszyłam ramionami i wsiadłam na miejsce pasażera.
-Przeszło ci już?-spytał Louis.
-To znaczy?
-Twoja złość.
-Moja złość?-zapytałam, a on pokiwał głową.
-Na prawdę mamy szukać nowej druhny? Chcesz nas zranić Des?
-Nie! Nie chce! Ale Louis czy ty byś się dobrze czuł idąc w parze z nauczycielem?
-Kurcze Des ,ale Zayn jest na zastępstwie, będzie uczył cie tylko dwa miesiące, poza tym między wami nie jest duża różnica, jakoś ze mną potrafisz się dogadać ,a w dodatku to tylko jeden dzień i noc ,potem możesz się z nim nie zadawać. Ale przypominam ,że chciałaś jakiegoś seksownego i przystojnego partnera ,a podobno Zayn to niezłe ciacho i w dodatku wolny ,bo rozstał się niedawno z dziewczyną-poruszył śmiesznie brwiami.
-Mimo wszystko to mój nauczyciel-mruknęłam.
-Ale tylko chwilowo. Nie bądź dzikusem, na weselu zapomnisz o tym ,że on cie uczy. Poza tym to tylko wuefista nie profesor matematyki.
-Niby tak-przytaknęłam i oparłam głowę o szybę. I co ja mam teraz robić ,jak o tym myśleć? Jak sobie to pookładać w głowie?
-Przyznaj się ,że ci się podoba-powiedział zabawnie Louis.
-Kto?
-Miś Gogo.-fuknął.-Zayn.-szczęka mi opadła ,przecież się nie przyznam ,że TAK.
-Nie wiem ,nie patrzę tak na niego.
-Widać po tobie ,że kłamiesz. Huhu Des.. dlatego nie chciałaś zejść do kuchni.
-Spadaj Louis-warknęłam i przewróciłam oczami. Miał rację ,podoba mi się, ale to przecież nie możliwe.
-_____________________________________________________________________________-
Ktoś z was zadał mi pytanie czy założę aska blogowego ,chcecie?
Piszcie w komentarzach :)
MACIE ! http://ask.fm/suunshinexd
-Louis zaczekaj!-krzyknęłam. Odwrócił się.
-Czego chcesz?-zapytał.
-Ty żartujesz prawda? Powiedz ,że żartujesz!
-Nie Des, nie żartuje. On będzie drużbą czy ci się podoba czy nie. Uzgodniliśmy to z Sarah jakiś czas temu.
-A nie moglibyście..
-Nie.-przerwał mi i tym samym mnie zdenerwował.
-To poszukajcie sobie nowej druhny-odpowiedziałam wkurzona i zniknęłam za drzwiami pokoju trzaskając nimi głośno i zamykając na klucz. Wszystko jak zawsze zwraca się przeciwko mnie. No ale kuźwa, czy Louis nie rozumie ,że Zayn to mój nauczyciel i mi będzie głupio? Na pewno ma innych kolegów ,ale ja wiem ,że uprze się przy Maliku ,bo za wszelką cenę będzie chciał ,żebym go polubiła ,albo po prostu robi mi na złość. Nie mam zamiaru być z nim w parze ,nie wytrzymałabym nerwowo i wcale nie czułabym się dobrze na ślubie własnego brata. Miało to być najlepsze wesele pod słońcem ,a przeczuwam ,że będzie odwrotnie. Czułam ,że ciśnienie mam wysokie, chyba zbyt wysokie. Podniosłam telefon z szafki ściągnęłam jeansową kurteczkę z wieszaka i założyłam ją. Otworzyłam drzwi i szybkim krokiem zeszłam na dół. Nawet nie spoglądałam w stronę kuchni, a wiem ,że tam siedzieli.
-Des możesz tu przyjść?!-zawołała mama ,ja nawet nie odpowiedziałam. Pośpiesznie włożyłam na stopy moje białe Converse i wyszłam z domu. Nie miałam pojęcia gdzie chce iść ,ale gdzieś iść musiałam. Byłam głodna ,ale nie wzięłam pieniędzy. Podbiegła Luna. Pogłaskałam ją chwile i skierowałam się do bramki. Nawet nie zdążyłam jej otworzyć, a przed bramką stanął ni stąd ni zowąd Max. No tak kurwa jeszcze jego tutaj potrzeba.
-Cześć Des-powiedział i otworzył bramkę wchodząc na moje podwórko. Spojrzałam na niego i widziałam ślady bójki na jego twarzy. Pewnie dlatego nie było go w szkole, ktoś spuścił mu łomot.
-Do widzenia-odpowiedziałam. Zamknął furtkę nie zważając na moje pożegnanie.
-Możemy pogadać?-zapytał uśmiechając się krzywo.
-Nie ,śpieszę się.-warknęłam.
-Nie zajmie ci to długo ,chce ci coś powiedzieć.
-A ja mam w dupie to co ty chcesz powiedzieć. Nie rozumiesz ,że między nami jest definitywny koniec i sprawiłeś ,że znienawidziłam cie tak jak nigdy wcześniej nikogo?!-powiedziałam nieco głośniej i oparłam się o słupek przy ogrodzeniu. Nie dość ,że byłam wkurwiona na Louisa to jeszcze on pogarsza mój stan psychiczny. Zrobił krok w moją stronę i tym samym był bardzo blisko mnie. Drażnił mnie jego zapach już nie ten sam ,fajny co zawsze ,ten zapach mnie mdlił. Na prawdę. Wszystko co dotyczy Max'a mnie obrzydza.
-Słuchaj kotku ja wiem ,że udajesz, pójdę o tysiąc ,że wrócisz do mnie za jakiś czas aż się uspokoisz-zaśmiałam się nerwowo. Podszedł jeszcze bliżej i wydawał się taki pewny siebie.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz "Kotku"-prychnęłam i chciałam go odepchnąć ,ale on złapał mnie za obydwa nadgarstki. Zmarszczyłam brwi.
-Chcesz się przekonać kto ma racje?-zapytał.
-Spieprzaj-syknęłam. Unieruchomił mnie i zbliżał swoją twarz do mojej. Chciałam się wyrwać ,ale on był silniejszy. Wtem drzwi od domu otworzyły się z hukiem i Max odskoczył ode mnie. Louis szybko pokonywał drogę jaka nas dzieliła. Był wkurwiony, o tak.
-Szukasz tu czegoś Evans?!-warknął i podszedł do Max'a.
-Siema Louis nie wiedziałem ,że wróciłeś-odpowiedział Max. Brat złapał go za szmaty i przycisnął do siebie. O cholera.
-Louis uspokój się i zostaw go ,nie warto-podeszłam i chciałam go odciągnąć.
-Wypierdalaj stąd dzieciaku i więcej się tu nie pokazuj ,bo może spotkać cię coś złego ,czego nie chcemy prawda?!-powiedział Louis z takim jadem ,że ja sama się przeraziłam. Tak jak i Max ,który potulnie pokiwał głową.
-Jasne Louis ,wybacz.-Louis puścił go i palcem wskazał na furtkę rozkazując mu wyjść.
-Jeżeli jeszcze raz zbliżysz się do Des ,nie będzie przyjemnie pamiętaj ,a teraz won!-pół krzyknął Louis ,a Max jak za dotknięciem różdżki opuścił naszą posesję. Stałam z otwartą buzią i nie mogłam uwierzyć ,że Louis potrafi być taki przerażający samym sposobem mówienia. Wow zaimponował mi i to bardzo. Patrzyłam jak Max szybko odchodzi ulicą ,a potem wzrok przeniosłam na brata. Linia jego szczęki była prosta ,a policzki drgały z nerwów. Wiem ,że powstrzymywał się ,żeby mu nie przylać.
-Des wszystko okej, nic ci nie zrobił?-zapytał już spokojniej i potarł ręką moje plecy.
-Nie ,wszystko okej ,ale ty...Louis wow, on się ciebie przestraszył-powiedziałam.
-Taki był mój cel ,nie chciałem go bić w końcu jest dużo młodszy ale postraszyć można. Mam nadzieje, że da ci spokój. Po co tu był?
-Chce mi coś powiedzieć. Mówiłam ,że nie mam zamiaru go słuchać ,ale on coś tam gadał swoje.
-Dupek-syknął-Chodź do środka-zaproponował Louis. I wtedy do mnie dotarło ,że chwile wcześniej pokłóciłam się z Louisem o siedzącego w środku Malika.
-Nie ,idę pa-odpowiedziałam już bez emocji i szybko wyszłam przez furtkę.
-Gdzie idziesz i kiedy będziesz?-zapytał Louis. Przystanęłam na chwilę.
-Nie wiem, gdzie mnie nogi zaniosą.
-Des jutro szkoła-przypomniał.
-Tak jak i pojutrze i po pojutrze i w czwartek i piątek-skomentowałam i wznowiłam swój marsz. Wiedziałam ,że Louis odpuścił i wrócił do domu. Wiedziałam gdzie powinnam pójść. Skręciłam w prawo w uliczkę po której chodzę ,żeby dostać się do miejsca, które jest dla mnie bardzo bolesne. Udałam się na Cmentarz odwiedzić tatę. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wyłączyłam telefon. Zawsze tak robię na spotkaniu z tatą ,nie lubię gdy ktoś nam przeszkadza. Przeszłam przez wielką metalową bramę ,mijałam betonowe chodniczki wokół grobów i skierowałam się na dobrze znane mi miejsce. W sercu cmentarza był szaro-czarny grób z kamienia, a na nim ta zimna tabliczka
Fred Tomlinson żył lat 40 ,zmarł 5.03.2009r. Zginął śmiercią tragiczną.
Odmówiłam modlitwę za dusze taty i usiadłam na małej drewnianej ławeczce po prawej stronie grobu.
-Cześć tato ,sprawy się pokomplikowała prawda? Wiem ,że nie jesteś ze mnie dumny ,wiem ,że źle zrobiłam całując nauczyciela ,ale może usprawiedliwię się tym ,że mój mózg nie funkcjonował zbyt dobrze? Wiem ,że to głupie tłumaczenie ,ale chyba mnie rozumiesz. Człowiek uczy się na błędach. W dodatku ten sen. Tato czy to prawda? Czy ten koszmar to prawda? Czy to moja wina? Gdyby nie ja, ty byś żył? Bardzo nie chce o tym myśleć, ale gdzieś w głębi siebie wiem ,że może to być prawda. Przepraszałam już cie tyle razy, choć powtarzali mi ,że to nie moja wina, ja czułam ,że mają do mnie żal ,ale go ukrywają. Proszę tato ,pilnuj mnie, kiedy zbocze na złą drogę zatrzymaj mnie i sprowadź na tą dobrą, bo ja sama nie dam sobie rady.-popatrzyłam na czarno białe zdjęcie uśmiechniętego taty i bardzo za nim zatęskniłam. Chciałabym cofnąć się w czasie do mojego dzieciństwa, do czasów kiedy razem z Louisem i z tatą robiliśmy wyścigi ,babki z piasku ,domki na drzewie, graliśmy w piłkę, w berka. Zawsze pozwalali mi wygrywać, No cóż bądź co bądź byłam dziesięć lat młodsza od Louisa.
-Pewnie cieszysz się ,że Louis wreszcie się żeni. Jestem pewna ,że Sophie by ci się spodobała. W końcu to ona pomogła wyjść Louisowi z depresji po starcie ciebie. Mam nadzieje ,że nad nim też czuwasz ,tak jak i nad mamą. Nie uważasz ,że ona zbyt dużo pracuje? To nie wyjdzie jej na zdrowie ,ale ona nie chce się przekonać. Czasem mam dość tego życia i wcale go nie rozumiem. Może jeszcze jestem zbyt głupia i zbyt młoda? Nie mam pojęcia. Wiesz tato ,że cie kocham i wiesz jak bardzo mi ciebie brakuje. Chciałabym ,żebyś był ze mną. Przytulił i zaśpiewał to co zawsze-na wspomnienie kołysanki mojego taty skapnęły mi dwie niewinne łzy. Przestałam mówić już do taty, choć zawsze to robię i nigdy nie obchodzi mnie to ,że ktoś może uznać to za wariactwo. No bo jak gadać do kamiennego grobu? Ale ja wiem ,ja jestem pewna ,że tata mnie słyszy ,mnie rozumie dlatego to robię. Wpatrywałam się w jeden palący znicz ,co oznaczało ,że Louis był tu i zapalił. Zrobiło się chłodno ,niebo zasłoniły czarne chmury. Nie podobało mi się to bo byłam ubrana w letni strój ,ale nie chciałam jeszcze odchodzić. Tu przy tacie było mi dobrze.
Mogłam odpocząć od wszystkich i w ciszy pomyśleć nad wszystkim. Mogłam opowiedzieć wszystko tacie tak jakbym mówiła do niego żywego. Gnębiła mnie jedna myśl. Powiedziałam bratu w nerwach ,żeby znaleźli sobie nową druhnę. Nie miałam tego dokładnie na myśli ale byłam zbyt wkurzona ,żeby to przemyśleć. Ja marze o tym by być na ich ślubie kimś dość ważnym ,ale nie chce być z Malikiem. To znaczy inaczej, jest przystojny wow, ale nie mogę ,nie po tym co zrobiłam. Przecież ja mu nie spojrzę w oczy.
Może i mi się podobał ten pocałunek ,bo był inny niż moje pozostałe ,ale to był ten zakazany, a wiadomo ,że zakazany owoc smakuje najlepiej. Nigdy bym się nie spodziewała ,że to będzie kolega Louisa ,że tak sprawy się potoczą. Może gdyby on nie był moim nauczycielem wyglądało by to inaczej? Wtedy nie miałabym takich wątpliwości. W końcu Louis ma tyle samo lat co on i dobrze się dogadujemy ,więc z Malikiem też raczej nie maiłabym problemów. Ale o czym ja myślę! Musze wybić sobie takie głupoty z głowy. Siedziałam już długą chwile w milczeniu i wpatrywałam się w kwiaty na grobie albo na zdjęcie taty. Potarłam rękami o ramiona bo czułam wszędzie gęsią skórkę. Nawet zerwał się wiatr.
-Des chodź już do domu.-usłyszałam za sobą głos Louisa i się wzdrygnęłam. Powoli odwróciłam głowę w jego stronę.
-Nie było cię w domu przez trzy godziny już dziewiętnasta.-dodał chwile później. Pokiwałam głową i wstałam z ławeczki. Louis natychmiast założył mi swoją kurtkę na ramiona. Ja czekałam aż się pomodli.
-Pa tato-szepnęłam i ruszyliśmy drużką w górę cmentarza.
-Wiedziałem ,że cie tu znajdę.-odezwał się Louis.-Zawsze tu przychodziłaś gdy miałaś dość-dodał, ale to własnie prawda.
-Tsa-mruknęłam.-Louis przyjechałeś samochodem z Walii?
-Tak ,nie chciałem się tułać pociągami ,wsiadłem w samochód i o to jestem, nie zauważyłaś go wcześniej?
-Jakoś nie-wzruszyłam ramionami i wsiadłam na miejsce pasażera.
-Przeszło ci już?-spytał Louis.
-To znaczy?
-Twoja złość.
-Moja złość?-zapytałam, a on pokiwał głową.
-Na prawdę mamy szukać nowej druhny? Chcesz nas zranić Des?
-Nie! Nie chce! Ale Louis czy ty byś się dobrze czuł idąc w parze z nauczycielem?
-Kurcze Des ,ale Zayn jest na zastępstwie, będzie uczył cie tylko dwa miesiące, poza tym między wami nie jest duża różnica, jakoś ze mną potrafisz się dogadać ,a w dodatku to tylko jeden dzień i noc ,potem możesz się z nim nie zadawać. Ale przypominam ,że chciałaś jakiegoś seksownego i przystojnego partnera ,a podobno Zayn to niezłe ciacho i w dodatku wolny ,bo rozstał się niedawno z dziewczyną-poruszył śmiesznie brwiami.
-Mimo wszystko to mój nauczyciel-mruknęłam.
-Ale tylko chwilowo. Nie bądź dzikusem, na weselu zapomnisz o tym ,że on cie uczy. Poza tym to tylko wuefista nie profesor matematyki.
-Niby tak-przytaknęłam i oparłam głowę o szybę. I co ja mam teraz robić ,jak o tym myśleć? Jak sobie to pookładać w głowie?
-Przyznaj się ,że ci się podoba-powiedział zabawnie Louis.
-Kto?
-Miś Gogo.-fuknął.-Zayn.-szczęka mi opadła ,przecież się nie przyznam ,że TAK.
-Nie wiem ,nie patrzę tak na niego.
-Widać po tobie ,że kłamiesz. Huhu Des.. dlatego nie chciałaś zejść do kuchni.
-Spadaj Louis-warknęłam i przewróciłam oczami. Miał rację ,podoba mi się, ale to przecież nie możliwe.
-_____________________________________________________________________________-
Ktoś z was zadał mi pytanie czy założę aska blogowego ,chcecie?
Piszcie w komentarzach :)
MACIE ! http://ask.fm/suunshinexd
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział 20
Kończyliśmy oglądać z Louisem film kiedy drzwi od naszego domu otwarły się z hukiem. Chwilę później w drzwiach stanęła moja trójka. Uśmiechnęłam się do ich ,a oni stanęli jak wryci kiedy tylko zobaczyli Louisa.
-Siema stary, tyle czasu cię nie było!-podszedł Rick i przywitał się z moim bratem ,to samo zrobił Zack ,a później Victoria.
-Des ty kretynko! Jak mogłaś wyjść z imprezy i nic nam nie powiedzieć!-wydarła się Vicky ,a ja zrobiłam minę niewinnego stworzonka.
-Byłam tak pijana ,że nogi same mnie niosły-zaśmiałam się ,a oni wraz ze mną.
-Mogłabyś chociaż odbierać telefon.-dodała oschle, a ja tylko pokiwałam głową.
-Co robicie?-zapytał Zack i usiadł po mojej stronie, a obok niego usiadła Vicky i złapali się za ręce. Popatrzyłam na nich pytająco.
-Kończymy oglądać film-powiedział Louis.
-Więc słucham-powiedziałam w stronę tej dwójki czekając na jakieś wyjaśnienia.
-Um..tak się jakoś składa ,że jesteśmy ze sobą-powiedziała nieśmiało moja przyjaciółka.
-UU słodko słodko gołąbeczki-zaśmiał się Lou i zagwizdał wyzywająco ,a Rick zaczął się śmiać równo ze mną.
-Przestańcie-mruknęła blondynka.
-Gratulujemy robaczki. Cóż domyślałam się ,że coś z was będzie bo wczoraj nie odklejaliście się od siebie ani na sekundę-powiedziałam żartobliwie ,a Vicky zmarszczyła brwi ,Zack tylko się zaśmiał i przytulił ją mocniej.
-W nocy pewnie też się nie odklejali-skomentował Louis.
-Louis nie wiem o czym ty myślisz ,ale przestań-warknęła Vi. Niebieskooki pokazał jej językiem zboczone rzeczy. Jak dzieci...
-Ja tam wiem swoje i nie powiecie mi ,że nic nie było-upierał się Louis ,a po Victorii coraz bardziej widziałam ,że Louis ma racje.
-Dobra już dajmy im spokój są razem i super, nie zawstydzajmy ich-zakończyłam. Vicky wyszeptała dzięki.
-Lou, a może ty taki ciekawski bo twoje życie seksualne jest jakieś słabe-zaśmiała się Zack.
-Chciałbyś mieć takie życie seksualne jak ja-odparł mu i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Pograjmy w coś ,albo oglądnijmy coś razem-zaproponowała Vicky chcąc zakończyć ten temat. Zgodziliśmy się wszyscy i wymyśliliśmy ,że zagramy w pokera na cukierki. Louis i Rick pojechali po słodycze ,a my zrobiliśmy kanapki i rozłożyliśmy wszystko w salonie.
-Cieszę się ,że jesteście razem-powiedziałam w stronę przyjaciół. Uśmiechnęli się.
-My też się cieszymy.-odparli równocześnie.
-Widzę ,że to ,że chodzicie do jednej klasy nie stanowi już problemu-zaczęłam ,bo zawsze Vicky brała ten argument na górę, jako pierwszy.
-No wiesz jakoś nie ,poza tym będziemy uczyć się we dwójkę.-rzekła blondynka.
-Chyba zbyt dużo się nie nauczycie-zaśmiałam się.
-Nie martw się ,będziemy umieć więcej niż cala klasa razem wzięta-upierała się Victoria.
-Ja będę nad wszystkim panował-wtrącił Zack. Uśmiechnęłam się.
-Dobra dobra ,oby wam się dobrze ułożyło.
-Nie dziękujemy, żeby nie zapeszać-dodała Vicky i słodko pocałowała Zacka w usta. Kurcze pasują do siebie i to bardzo. Po kilkunastu minutach wrócili z trzema kilogramami cukierków owocowych. Zaczęła się gra. Oczywiście ,że wygrywał Louis i oczywiście , że je przegrywałam. Nigdy nie miałam szczęścia w kartach. Graliśmy tak dobre trzy godziny ,aż do momentu kiedy Louis nie zabrał wszystkich cukierków.
Wyobraźcie sobie! Całe trzy kilogramy tylko dla niego! Nie powiem ,bo przez całą grę śmialiśmy się średnio dwa razy na minutę. To mnie odstresowało ,to mnie przywróciło do normalności po ostatnich przeżyciach. Koło godziny dziewiętnastej włączyli Horror, Piątek 13-stego. Nienawidzę filmów tego typu ,ale większość przegłosowała. Cały film chowałam twarz za Zackiem albo za Louisem. Działy się tam okropieństwa ,że czasem mnie mdliło. Zwłaszcza ,że pomogliśmy jeść cukierki mojemu bratu.
-Louis na ile tu przyjechałeś?-zapytała Rick.
-Jeszcze nie wiem, jakieś dwa tygodnie-odpowiedział wesoło.
-Znudziło ci się mieszkanie w Walii czy stęskniłeś się za rodzinką?
-Stęskniłem się, a poza tym musiałem ogłosić że żenię się niedługo-powiedział ucieszony ,a Vicky od razu mu pogratulowała.
-Wreszcie Lou bo już się starzejesz-zaśmiała się moja przyjaciółka ,a Louis udał oburzenie.
-Dwadzieścia lat to nie jest starość, młoda-odparł jej.
-Dwadzieścia nie ,ale dwadzieścia osiem to już trochę bardziej. Sarah jest w ciąży?
-Oszaleliście. Nie ,na razie nie staramy się o dziecko. Sarah kończy studia.
-Na razie tak mówisz ,a za kilka miesięcy dzwonisz i mówisz "Mamo będziesz babcią"-przekomarzała się Vicky, a my słuchaliśmy ich z rozbawieniem. W pewnym sensie Victoria ma racje. Ja to bym chciała zostać już ciocią. Pod sam koniec filmu ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Później czułam jak ktoś niesie mnie po schodach i kładzie na łóżku. Nie miałam sił się rozebrać, marzyłam o głębokim długim i spokojnym śnie.
*
Obudziłam się i powoli przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek ,wskazywał czternastą. Ja pierdziele ile ja już śpię! Szybko podniosłam się z łóżka i podbiegłam do szafki. Zerknęłam w stronę okna i świeciło słoneczko ,stwierdziłam ,że jest ciepło. Wybrałam jeansowe spodenki z wyższym stanem , krótką bluzkę w kropki ,która kawałek odsłaniała brzuch, dobrałam zwykłą bieliznę. Weszłam do łazienki i od razu wskoczyłam pod prysznic. Wykonałam swoje rutynowe czynności ,ubrałam się ,wysuszyłam włosy
i lekko pomalowałam. Gotowa, odświeżona i wypoczęta wyszłam z łazienki. Była już czternasta trzydzieści pięć. Akurat załapię się na jakiś obiad czy coś ,bo w brzuchu burczy mi niemiłosiernie. Hmm..mam ochotę na jakieś pyszne naleśniki z syropem i o tak..Kakao! Zabrałam z szafki nocnej telefon i wyszłam z pokoju kierując się na schody. Z kuchni dochodziły jakieś głosy. Rozpoznałam Louisa i chyba mojej mamy i kogoś jeszcze. Byłam coraz bliżej. Z uśmiechem na ustach przekroczyłam korytarz i stanęłam w drzwiach kuchni. Zamarłam w jedną sekundę i upuściłam telefon. Przy stole siedziała mama ,Louis i Kurwa mać, Zayn Malik!
-Wstałaś kochanie-zaczęła mama.
-Cześć Des chciałbym...-zaczął Louis ale ja szybko uciekłam z powrotem na górę zamykając się w pokoju i z bijącym serce oparłam się o drzwi. O cholera! Jeśli on przyszedł powiedzieć o wszystkim coś się wydarzyło sobotniej nocy? Przecież matka mnie zabije za takie coś! Nie! Obiecał ,że nic nie powie ,a tymczasem siedzi w mojej kuchni! Cholera Cholera! Cały mój dobry nastrój poszedł w zapomnienie. Co ja teraz zrobię? Przecież nie mogę tam zejść ,nie mogę patrzeć na tego człowieka ,nie po tym co zrobiłam. Wszystkiego bym się spodziewała ,ale nie tego ,że ujrzę go u siebie w kuchni.
To zbyt dużo ,ja dopiero się obudziłam i już los zrobił mi "miłą" niespodziankę. A może on zapomniał ,że go całowałam? Nie...on nie był pijany ,tylko ja ,więc to odpada, a szkoda. Usłyszałam pukanie w drzwi.
-Des... mała otwórz.-powiedział spokojnie Louis.
-Louis idź sobie-odpowiedziałam cicho.
-Otwórz pogadamy.-kontynuował.
-Idź-powiedziałam głośniej. Nie chciałam z nim rozmawiać ,bo nie chciałam pokazywać mojego zdenerwowania.
-Chcę ci coś wyjaśnić.
-A ja nie chcę niczego słuchać.
-Nie odejdę dopóki nie otworzysz-zaczął pukać w drzwi bardzo energicznie. Nie kontrolując swoich ruchów otworzyłam mu drzwi. Wszedł i zamknął je za sobą. Usiadłam na łóżku ,a chwile później dołączył do mnie brat chwytając za rękę.
-Wiem Des ,że doznałaś szoku kiedy zobaczyłaś Zayna ,wiem ,że to twój nauczyciel i wychowawca ,ale tak się złożyło ,że poznałem Zayna rok temu w Walii i się zakumulowaliśmy. Nie mówiłem ci ,bo chciałem zobaczyć twoją reakcje ,ale takiej to się nie spodziewaliśmy-zaśmiał się i podał mi telefon. Z otwartą buzią przyjęłam urządzenie i odłożyłam je na szafkę. O kurwa! Malik to kumpel Louisa! Co będzie kiedy Lou dowie się co ja zrobiłam? Przecież chyba nie będzie zadowolony..
-Chodź na dół, poza szkołą możesz do Zayna mówić tak jak do mnie, na "ty" jemu nie będzie przeszkadzać.-Louis wstał i wyciągnął do mnie rękę. Moje serce zaczęło walić jeszcze szybciej. W życiu tam nie zejdę ,w życiu nie będę mówić do niego na "ty"...Chociaż już mówiłam tak do niego...
-Zapomnij-warknęłam. Wpadłam na mały plan. Nie do końca wiedziałam czy to dobry plan i czy wypali ,ale uznałam ,że warto spróbować.
-Nie chcesz?
-Nie. Dobrze wiesz ,że nigdy nie lubiłam nauczycieli i dla niego też nie zrobię wyjątku ,nawet jeśli on miałby być twoją żoną-warknęłam znowu. Louis zmarszczył brwi.
-Tylko dlatego ,że masz uprzedzenie do wszystkich nauczycieli nie zejdziesz na dół?
-Tak.
-Des ,przecież nie znam cie jeden dzień ,widzę ,że nie o to ci chodzi. Gdybyś ty widziała swoją minę.
Jakbyś zobaczyła jakiegoś ducha czy coś tego stylu. Powiedz. Zrobiłaś coś Zaynowi w szkole ,że tak się zdziwiłaś i zwiałaś?
-Co?!-wybuchnęłam-Jak tak możesz myśleć, nic mu nie zrobiłam. Ale mam go gdzieś i nie będę do niego mówić na `ty` bo to twój kolega.
-Denerwujesz się Des ,czyli jest coś o czym nie wiem. Ale się dowiem ,jak nie od ciebie to od Zayna.
-Louis! Naprawdę tu o nic nie chodzi, ja ..um..ja nie chce tam iść, po prostu.
-Nic nie jadłaś od wczoraj. Będziesz się głodzić?
-Przecież nie będzie tam siedział wiecznie-mruknęłam.
-Tak ,ale dosyć długo ,zaplanowaliśmy sobie coś.
-Okej więc idź do swojego gościa i daj mi spokój-warknęłam znowu.
-Nigdy nie widziałam cie takiej dzikiej. Aż tak go nie lubisz?
-Tak-odpowiedziałam bez wahania. Kłamałam ,ale musiałam grać.
-Będziesz musiała go polubić i poznać bardziej prywatnie.-powiedział Louis.
-Nie mam powodów.
-Masz.
-Niby jakie?-uniosłam brwi wyczekująco.
-On będzie z tobą w parze jako drużba na moim ślubie.
-Siema stary, tyle czasu cię nie było!-podszedł Rick i przywitał się z moim bratem ,to samo zrobił Zack ,a później Victoria.
-Des ty kretynko! Jak mogłaś wyjść z imprezy i nic nam nie powiedzieć!-wydarła się Vicky ,a ja zrobiłam minę niewinnego stworzonka.
-Byłam tak pijana ,że nogi same mnie niosły-zaśmiałam się ,a oni wraz ze mną.
-Mogłabyś chociaż odbierać telefon.-dodała oschle, a ja tylko pokiwałam głową.
-Co robicie?-zapytał Zack i usiadł po mojej stronie, a obok niego usiadła Vicky i złapali się za ręce. Popatrzyłam na nich pytająco.
-Kończymy oglądać film-powiedział Louis.
-Więc słucham-powiedziałam w stronę tej dwójki czekając na jakieś wyjaśnienia.
-Um..tak się jakoś składa ,że jesteśmy ze sobą-powiedziała nieśmiało moja przyjaciółka.
-UU słodko słodko gołąbeczki-zaśmiał się Lou i zagwizdał wyzywająco ,a Rick zaczął się śmiać równo ze mną.
-Przestańcie-mruknęła blondynka.
-Gratulujemy robaczki. Cóż domyślałam się ,że coś z was będzie bo wczoraj nie odklejaliście się od siebie ani na sekundę-powiedziałam żartobliwie ,a Vicky zmarszczyła brwi ,Zack tylko się zaśmiał i przytulił ją mocniej.
-W nocy pewnie też się nie odklejali-skomentował Louis.
-Louis nie wiem o czym ty myślisz ,ale przestań-warknęła Vi. Niebieskooki pokazał jej językiem zboczone rzeczy. Jak dzieci...
-Ja tam wiem swoje i nie powiecie mi ,że nic nie było-upierał się Louis ,a po Victorii coraz bardziej widziałam ,że Louis ma racje.
-Dobra już dajmy im spokój są razem i super, nie zawstydzajmy ich-zakończyłam. Vicky wyszeptała dzięki.
-Lou, a może ty taki ciekawski bo twoje życie seksualne jest jakieś słabe-zaśmiała się Zack.
-Chciałbyś mieć takie życie seksualne jak ja-odparł mu i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Pograjmy w coś ,albo oglądnijmy coś razem-zaproponowała Vicky chcąc zakończyć ten temat. Zgodziliśmy się wszyscy i wymyśliliśmy ,że zagramy w pokera na cukierki. Louis i Rick pojechali po słodycze ,a my zrobiliśmy kanapki i rozłożyliśmy wszystko w salonie.
-Cieszę się ,że jesteście razem-powiedziałam w stronę przyjaciół. Uśmiechnęli się.
-My też się cieszymy.-odparli równocześnie.
-Widzę ,że to ,że chodzicie do jednej klasy nie stanowi już problemu-zaczęłam ,bo zawsze Vicky brała ten argument na górę, jako pierwszy.
-No wiesz jakoś nie ,poza tym będziemy uczyć się we dwójkę.-rzekła blondynka.
-Chyba zbyt dużo się nie nauczycie-zaśmiałam się.
-Nie martw się ,będziemy umieć więcej niż cala klasa razem wzięta-upierała się Victoria.
-Ja będę nad wszystkim panował-wtrącił Zack. Uśmiechnęłam się.
-Dobra dobra ,oby wam się dobrze ułożyło.
-Nie dziękujemy, żeby nie zapeszać-dodała Vicky i słodko pocałowała Zacka w usta. Kurcze pasują do siebie i to bardzo. Po kilkunastu minutach wrócili z trzema kilogramami cukierków owocowych. Zaczęła się gra. Oczywiście ,że wygrywał Louis i oczywiście , że je przegrywałam. Nigdy nie miałam szczęścia w kartach. Graliśmy tak dobre trzy godziny ,aż do momentu kiedy Louis nie zabrał wszystkich cukierków.
Wyobraźcie sobie! Całe trzy kilogramy tylko dla niego! Nie powiem ,bo przez całą grę śmialiśmy się średnio dwa razy na minutę. To mnie odstresowało ,to mnie przywróciło do normalności po ostatnich przeżyciach. Koło godziny dziewiętnastej włączyli Horror, Piątek 13-stego. Nienawidzę filmów tego typu ,ale większość przegłosowała. Cały film chowałam twarz za Zackiem albo za Louisem. Działy się tam okropieństwa ,że czasem mnie mdliło. Zwłaszcza ,że pomogliśmy jeść cukierki mojemu bratu.
-Louis na ile tu przyjechałeś?-zapytała Rick.
-Jeszcze nie wiem, jakieś dwa tygodnie-odpowiedział wesoło.
-Znudziło ci się mieszkanie w Walii czy stęskniłeś się za rodzinką?
-Stęskniłem się, a poza tym musiałem ogłosić że żenię się niedługo-powiedział ucieszony ,a Vicky od razu mu pogratulowała.
-Wreszcie Lou bo już się starzejesz-zaśmiała się moja przyjaciółka ,a Louis udał oburzenie.
-Dwadzieścia lat to nie jest starość, młoda-odparł jej.
-Dwadzieścia nie ,ale dwadzieścia osiem to już trochę bardziej. Sarah jest w ciąży?
-Oszaleliście. Nie ,na razie nie staramy się o dziecko. Sarah kończy studia.
-Na razie tak mówisz ,a za kilka miesięcy dzwonisz i mówisz "Mamo będziesz babcią"-przekomarzała się Vicky, a my słuchaliśmy ich z rozbawieniem. W pewnym sensie Victoria ma racje. Ja to bym chciała zostać już ciocią. Pod sam koniec filmu ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Później czułam jak ktoś niesie mnie po schodach i kładzie na łóżku. Nie miałam sił się rozebrać, marzyłam o głębokim długim i spokojnym śnie.
*
Obudziłam się i powoli przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek ,wskazywał czternastą. Ja pierdziele ile ja już śpię! Szybko podniosłam się z łóżka i podbiegłam do szafki. Zerknęłam w stronę okna i świeciło słoneczko ,stwierdziłam ,że jest ciepło. Wybrałam jeansowe spodenki z wyższym stanem , krótką bluzkę w kropki ,która kawałek odsłaniała brzuch, dobrałam zwykłą bieliznę. Weszłam do łazienki i od razu wskoczyłam pod prysznic. Wykonałam swoje rutynowe czynności ,ubrałam się ,wysuszyłam włosy
i lekko pomalowałam. Gotowa, odświeżona i wypoczęta wyszłam z łazienki. Była już czternasta trzydzieści pięć. Akurat załapię się na jakiś obiad czy coś ,bo w brzuchu burczy mi niemiłosiernie. Hmm..mam ochotę na jakieś pyszne naleśniki z syropem i o tak..Kakao! Zabrałam z szafki nocnej telefon i wyszłam z pokoju kierując się na schody. Z kuchni dochodziły jakieś głosy. Rozpoznałam Louisa i chyba mojej mamy i kogoś jeszcze. Byłam coraz bliżej. Z uśmiechem na ustach przekroczyłam korytarz i stanęłam w drzwiach kuchni. Zamarłam w jedną sekundę i upuściłam telefon. Przy stole siedziała mama ,Louis i Kurwa mać, Zayn Malik!
-Wstałaś kochanie-zaczęła mama.
-Cześć Des chciałbym...-zaczął Louis ale ja szybko uciekłam z powrotem na górę zamykając się w pokoju i z bijącym serce oparłam się o drzwi. O cholera! Jeśli on przyszedł powiedzieć o wszystkim coś się wydarzyło sobotniej nocy? Przecież matka mnie zabije za takie coś! Nie! Obiecał ,że nic nie powie ,a tymczasem siedzi w mojej kuchni! Cholera Cholera! Cały mój dobry nastrój poszedł w zapomnienie. Co ja teraz zrobię? Przecież nie mogę tam zejść ,nie mogę patrzeć na tego człowieka ,nie po tym co zrobiłam. Wszystkiego bym się spodziewała ,ale nie tego ,że ujrzę go u siebie w kuchni.
To zbyt dużo ,ja dopiero się obudziłam i już los zrobił mi "miłą" niespodziankę. A może on zapomniał ,że go całowałam? Nie...on nie był pijany ,tylko ja ,więc to odpada, a szkoda. Usłyszałam pukanie w drzwi.
-Des... mała otwórz.-powiedział spokojnie Louis.
-Louis idź sobie-odpowiedziałam cicho.
-Otwórz pogadamy.-kontynuował.
-Idź-powiedziałam głośniej. Nie chciałam z nim rozmawiać ,bo nie chciałam pokazywać mojego zdenerwowania.
-Chcę ci coś wyjaśnić.
-A ja nie chcę niczego słuchać.
-Nie odejdę dopóki nie otworzysz-zaczął pukać w drzwi bardzo energicznie. Nie kontrolując swoich ruchów otworzyłam mu drzwi. Wszedł i zamknął je za sobą. Usiadłam na łóżku ,a chwile później dołączył do mnie brat chwytając za rękę.
-Wiem Des ,że doznałaś szoku kiedy zobaczyłaś Zayna ,wiem ,że to twój nauczyciel i wychowawca ,ale tak się złożyło ,że poznałem Zayna rok temu w Walii i się zakumulowaliśmy. Nie mówiłem ci ,bo chciałem zobaczyć twoją reakcje ,ale takiej to się nie spodziewaliśmy-zaśmiał się i podał mi telefon. Z otwartą buzią przyjęłam urządzenie i odłożyłam je na szafkę. O kurwa! Malik to kumpel Louisa! Co będzie kiedy Lou dowie się co ja zrobiłam? Przecież chyba nie będzie zadowolony..
-Chodź na dół, poza szkołą możesz do Zayna mówić tak jak do mnie, na "ty" jemu nie będzie przeszkadzać.-Louis wstał i wyciągnął do mnie rękę. Moje serce zaczęło walić jeszcze szybciej. W życiu tam nie zejdę ,w życiu nie będę mówić do niego na "ty"...Chociaż już mówiłam tak do niego...
-Zapomnij-warknęłam. Wpadłam na mały plan. Nie do końca wiedziałam czy to dobry plan i czy wypali ,ale uznałam ,że warto spróbować.
-Nie chcesz?
-Nie. Dobrze wiesz ,że nigdy nie lubiłam nauczycieli i dla niego też nie zrobię wyjątku ,nawet jeśli on miałby być twoją żoną-warknęłam znowu. Louis zmarszczył brwi.
-Tylko dlatego ,że masz uprzedzenie do wszystkich nauczycieli nie zejdziesz na dół?
-Tak.
-Des ,przecież nie znam cie jeden dzień ,widzę ,że nie o to ci chodzi. Gdybyś ty widziała swoją minę.
Jakbyś zobaczyła jakiegoś ducha czy coś tego stylu. Powiedz. Zrobiłaś coś Zaynowi w szkole ,że tak się zdziwiłaś i zwiałaś?
-Co?!-wybuchnęłam-Jak tak możesz myśleć, nic mu nie zrobiłam. Ale mam go gdzieś i nie będę do niego mówić na `ty` bo to twój kolega.
-Denerwujesz się Des ,czyli jest coś o czym nie wiem. Ale się dowiem ,jak nie od ciebie to od Zayna.
-Louis! Naprawdę tu o nic nie chodzi, ja ..um..ja nie chce tam iść, po prostu.
-Nic nie jadłaś od wczoraj. Będziesz się głodzić?
-Przecież nie będzie tam siedział wiecznie-mruknęłam.
-Tak ,ale dosyć długo ,zaplanowaliśmy sobie coś.
-Okej więc idź do swojego gościa i daj mi spokój-warknęłam znowu.
-Nigdy nie widziałam cie takiej dzikiej. Aż tak go nie lubisz?
-Tak-odpowiedziałam bez wahania. Kłamałam ,ale musiałam grać.
-Będziesz musiała go polubić i poznać bardziej prywatnie.-powiedział Louis.
-Nie mam powodów.
-Masz.
-Niby jakie?-uniosłam brwi wyczekująco.
-On będzie z tobą w parze jako drużba na moim ślubie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)