-To zagranie nogą było naprawę dobre-powiedział.
-Dzięki-odparłam i uniosłam brwi w górę.
-Jednak nie o to mi chodzi.
-A o co?-zapytałam.
-W nagrodę za dobry mecz nie chciałabyś wybrać się ze mną na pizze dzisiaj wieczorem? Lub jeśli nie pizzę to cokolwiek?-zapytał, a ja rozszerzyłam swoje oczy. Kurwa! Czy on mnie właśnie gdzieś zaprosił! Oczywiście ,że idę!
...Nie..jednak nie.
-Dzisiaj?-zapytałam ,aby się upewnić.
-Tak dzisiaj.
-Wiesz, chętnie Zayn ,ale ja już się na dzisiaj umówiłam.-powiedziałam z bólem w sercu. On momentalnie zrobił obojętny wyraz twarzy i ten czarujący uśmiech poszedł w zapomnienie. Zrobiło mi się dziwnie. Chciałam iść z nim, bardzo ,ale nie mogłam wystawić Nathana, on był pierwszy.
-Rozumiem.-powiedział chłodno.-Chłopak-dodał.
-Nie, ja umówiłam się z Nathanem.-powiedziałam tak naprawdę nie wiedząc czemu, na pewno go to nie interesowało z kim.
-Brat Miley ,no tak. Miłej randki-powiedział zwyczajnie-Nie zatrzymuje cię już-dodał i powoli ruszył w stronę nauczycieli.
Miłej randki? Randka z gejem to chyba nie randka, ale przecież Zayn o tym nie wie. Wydawał się być zły, albo rozczarowany. Tak to chyba bardziej trafne określenie tego co dało się wyczytać z jego twarzy. Nie mógł zaprosić mnie jutro na tą pizze czy cokolwiek innego? Chętnie bym z nim poszła, a teraz to za późno. Westchnęłam pod nosem i ruszyłam pod prysznice. Umyłam się szybko i przebrałam ciągle myśląc o tym zaproszeniu Zayna i tym ,że zrobił się zły, jednak nie byłabym wstanie wystawić Nathana, chcę z nim porozmawiać, bo ten chłopak dobrze na mnie działa. Nie nakładałam na twarz makijażu bo jak najszybciej chciałam iść do Nathana i moich przyjaciół. Podeszłam do nich i usiadłam obok Vicky.
-Już gotowa?-zapytał Nat.
-Tak ,możemy iść,-odparłam.
-Gdzie idziecie? Na jakąś słodką randkę?-zaśmiał się Zack.
-Na słodką tak ,ale nie randkę-odpowiedziałam ,a oni zachichotali.
-No dobrze nie zatrzymujemy was.-odpowiedziała Vicky. Pożegnałam się z nimi i razem z Nathanem wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę bramy szkoły.
-Coś masz dziwną minę ,stało się coś?-zapytał Nathan. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam jak Zayn idzie w nasza stronę. Patrzył uważnie na mnie i na Nathana, który objął mnie ramieniem.
-Cześć-powiedział Nathan.
-Cześć-odpowiedział Zayn bardzo surowym głosem, wręcz szarym i szorstkim.
-Hej Des ,powiedz.-Nat zwrócił się do mnie mile. Kiedy Zayn już nas minął wzięłam oddech i zwróciłam twarz w kierunku chłopaka.
-Nie uwierzysz ,ale Zayn zaprosił mnie teraz na pizze ,ale ja odmówiłam, idę przecież z tobą, jemu chyba się to nie spodobało-powiedziałam szybko.
-Ożesz kurwa!-prawie krzyknął.-Po co mu odmawiałaś!? Głupia ty!
-Przecież idę z tobą, nie chciałam tego zmieniać.
-Nie obraziłbym się. Jeżeli chcesz biegnij za nim i powiedz mu, że idziecie-uśmiechnął się i zatrzymał kiwając głowa w stronę Zayna.
-Nie Nathan, idę z tobą ,nastawiłam się na dobre gofry w twoim towarzystwie i tak ma zostać idziemy-powiedziałam twardo i przyśpieszyłam.
-Boski Zayn cie zaprosił, a ty idziesz ze mną? Co jest z tobą nie tak?-zaśmiał się.
-Ze mną wszystko okej.
-Widać-zachichotał.- Żebyś nie żałowała. Takie apetyczne ciałko-rozmarzył się ,a ja przewróciłam oczami, postanowiłam tego nie komentować.
-Chyba ,że ty nie chcesz iść ze mną?-podniosłam brwi.
-Ja to tam bardzo chce, zwłaszcza ,że mogę ci wybrać ubrania.
-Autobus!-powiedziałam.
-Nie, ta ksywka do mnie nie pasuje, ja jestem szczuplutki.-oburzył się.
-Boże! Autobus zaraz odjedzie ,gazu!-powiedziałam ciągnąc go za rękę i biegliśmy najszybciej jak się dało, gdy tylko wpadliśmy zziajani do środka, autobus ruszył.
-Dobrze, że trenuje bo byś mnie zabiła.-powiedział, a ja jak zwykle się zaśmiałam. Nathan jest niesamowity, cokolwiek powie mnie na sercu jest cieplej. Mógłby być moim drugim bratem ,na pewno bym się nie nudziła.
-Nie chciało mi się czekać na następny, im szybciej tym lepiej.
-No tak, tutaj akurat ma panienka racje-usiedliśmy z tyłu autobusu.
Kiedy przekroczyliśmy próg domu od razu przywitała nas Luna.
-Mon Dieu! Jaka piękna-zachwycił się Nathan i od razu przyklęknął i zaczął głaskać Lunę.
-Skąd wiesz ,że to suczka i znasz francuski?-zdziwiłam się.
-Widać, że to suczka, porusza się jak dama.-zachichotaliśmy.-a francuskiego to ja się uczyłem i zdobyłem nawet dyplom językowy Mon Cher.-powiedział dumnie.
-Félicitations Mon Chers*-odpowiedziałam ,a Nat zrobił zdziwiony wyraz twarzy.
-Widzę ,że francuski gdzieś tam siedzi u ciebie pod tą blond czupryną-poczochrał mi włosy.
-Tak, kiedyś się uczyłam, więc coś pamiętam.
-Jeżeli chcesz ja cię mogę podszkolić.
-Nie ma sprawy ,ale to innym razem.
-Naturalnie teraz prowadź do twojego królestwa ,musimy cię ubrać.-powiedział radośnie. Wzięłam go za rękę i wyszliśmy na górę prosto do mojego pokoju. Nathan od razu podszedł pod szafę i odsunął drzwi. Ja usiadłam na łóżku ,a on przesuwał ubrania lub ściągał z półek na podłogę.
-Ej! Niedawno tutaj układałam!-powiedziałam i podeszłam do niego ,aby zatrzymać jego zamiar zrzucenia mi kolejnych ubrań.
-Moja droga od czasu do czasu powinnaś odświeżyć szafę, te ubrania się nie nadają do użycia, musisz kupić nowe.
-Ale ja je lubię!-oburzyłam się.
-Ale ja nie!-odpowiedział mi.-Zaufaj różowej sile zapomnij o plamach-powiedział i zaczął się śmiać,
-Vanish?
-Oui!**-pisnął-Ale teraz koniec żartów. Zaufaj mi, ja sprawię ,że twoja garderoba będzie emanowała świeżością i pięknem.
-Tak jak ty?-zapytałam żartów.
-Oui!
-Musisz chyba wiedzieć, że ja mam raczej luźny styl.
-Widzę-popatrzył na mnie z góry na dół.-Dobra teraz ubieraj to!-podał mi karmelową spódniczkę w czarne kropki, białą bluzkę z krótkim rękawem i jeansową ramoneskę.
-W tej spódniczce byłam raz w życiu-mruknęłam. Nawet o niej zapomniałam.
-Więc teraz będziesz drugi raz. Idź do łazienki ubierz się ,a ja pozbieram ubrania które nadają się do użytku a wywalę te, które nie.
-Okej.
-I zrób sobie delikatny makijaż, bo ja już nie zdarzę ci w tym pomóc.-Popatrzyłam na niego krzywo, chciał mnie malować?
-Ja nie idę na pokaz mody!-warknęłam.
-Ale idziesz ze mną-puścił mi oczko. Zrezygnowana zamknęłam się w łazience i zaczęłam się rozbierać. Kiedy ubrałam wszystko co przyszykował mi ten, pożal się boże, Karl Lagerfeld, zaczęłam nakładać odrobinę kremu BB na twarz i malować rzęsy. Włosy rozpuściłam i popryskałam się perfumami. Kiedy byłam gotowa wróciłam do pokoju. Nathan jeszcze wybierał moje ubrania.
-Nie!-krzyknęłam i wyrwałam mu z ręki moją ulubioną czerwoną bluzę.
-Ale to jest Démodé!-sprzeciwił się.
-A mnie to nie obchodzi ,że jest niemodna, ona jest ciepła i jej nie wyrzucisz-powiedziałam ostro i odłożyłam bluzę na wieszak.
-Okej w sumie to koniec, resztę ubrań są okej-w mojej szafie zrobiło się praktycznie pusto.
-Wyrzuciłeś mi pół ubrań!
-Kupimy ci dzisiaj jakieś.
-Nie będę wydawać kasy na ubrania!
-Będziesz, a jeżeli nie, ja zapłacę.
-O nie nie.
-Ja i tak mam zniżki do połowy sklepów kochana. No Ulala i wyglądasz belle!
-Przestań używać francuskiego bo ci coś zorbie.-pogroziłam.
-Okej okej, ale naprawdę cudownie ci w tej spódniczce, masz ładne nogi pokazuj je.
-Pokazuje kiedy jest na to czas.
-Dobra nie ma czasu ,bierz torebkę-rzucił mi czarną małą torebkę.
-Poczekaj spakuje się-on pokiwał głową, ja wzięłam telefon, portfel z kartą kredytową, którą dała mi mama założyłam czarne balerinki i wyszliśmy. Droga zajęła nam jakieś czterdzieści minut. Nathan cały czas opowiadał mi o swoich modowych wyczynach i o planach z Mikiem. Świetnie opowiada i świetnie słucha. Usiedliśmy w wybranej przez niego kawiarni i zamówił nam gofry oraz po filiżance gorącej czekolady.
-Opowiadaj teraz co u ciebie się wydarzyło od tej imprezy-powiedział i zaczął pożerać owoce z gofra.
-Nie wiem czy chcesz o tym wiedzieć ,bo wydarzyło się bardzo wiele ciekawych i nieciekawych rzeczy.
-Pewnie ,że chcę wiedzieć.
-To od których mam zacząć?
-Zacznij od tych lepszych.-polecił ,a ja pokiwałam głową. Pierwszą moją opowieścią było to jak rozmawiałam z Zaynem po imprezie.
-Nie całowaliście się?
-Nie wtedy jeszcze nie.
-Jeszcze?-podniósł brwi.-Opowiadaj-powiedział wlepiając oczy prosto we mnie. Zaczęłam opowiadać mu o Alexie.
-Oh co za dupek się przyplątał-wywrócił oczami-Pewnie Zayn był zazdrosny-przerwał mi.
-Nie przerywaj i nie był zazdrosny-mruknęłam.
-Ja tam swoje wiem.-odparł mi ,a ja kontynuowałam opowieść. Kiedy skończyłam na nagraniu i na moim wybuchu płaczu wyraz twarzy Nathan zmienił się.
-Nie ma nic gorszego niż trafić na dwóch kretynów, mam nadzieje ,że nie przejęłaś się jakoś nimi?-mówił głaszcząc moją rękę.
-Nie, w sumie potem wydarzyło się coś ,co chciałbyś wiedzieć-uśmiechnęłam się. Zaczęłam opowiadać o tym ,że znalazł mnie Zayn i ,że byłam u niego w domu i o pocałunku oraz jego wyznaniach.
-Nie mogę, no po prostu nie mogę-powiedział Nathan.-Koleś powiedział ci coś takiego ,a ty nic z tego nie robisz? W dodatku cie całował?
-A co ja mogę zrobić, przecież to przyjaciel Louisa i mój nauczyciel.
-Des obudź się, koniec roku za chwilę ,nie marnuj szansy-mówił bardzo wiarygodnie.
-Dobrze pomyśle nad wszystkim ,ale jest ostatnia opowieść ,najświeższa-powiedziałam markotnie. Przedstawiłam przebieg kłótni z Alexem i moim pobycie w szpitalu.
-A niech to! To skurwysyn-zakrył usta ręką-Sorki Mała za te słowa, ale ręce opadają. Czy ten idiota został jakoś ukarany?
-On zniknął.
-To chyba ma szczęście. Jak mógł cię popchnąć, jak mógł popchnąć dziewczynę ,to się nie mieści w moim mózgu. No skopałbym go! Nigdy się nie biłem ,ale jego bym skopał!-oburzył się, a ja zaczęłam się śmiać.
-Jesteś prze kochany, ale teraz już wszystko dobrze, problemy jak na razie się skończyły-powiedziałam.
-Miejmy nadzieje ,że los się nad tobą zlituje. Zjedzmy to do końca i pójdziemy ci coś kupić-uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść już niemal wystygłe gofry i pijąc zimną, gorącą, czekoladę. Zajęło nam to jakieś dziesięć minut i ruszyliśmy alejkami centrum handlowego. Nathan był jak w transie. Ciągnął mnie od sklepu do sklepu kazał przymierzać, wybierał mi ubrania, targował się z ekspedientkami czarował je spojrzeniami. Ja po dwóch godzinach miałam dość i w dodatku miałam sześć toreb w rękach, Nathan miał tyle samo.
Wybrał mi jakieś sukienki, bluzeczki, spódniczki, spodnie, spodenki, marynarkę, nawet straciłam rachubę.
-Dobra!-stanęłam na środku korytarza-Już wystarczy na dzisiaj. Matka mnie zabije.
-Piękna jeszcze dwa sklepiki i idziemy, no muszę cie tam zabrać.
-Ale-nie dokończyłam bo przystawił mi palec do ust.
-Zaufaj mi-powiedział radośnie i zjechaliśmy schodami na sam dół. Weszliśmy do kolejnego sklepu i standardowo zaczął grzebać po wieszakach. Wygrzebał mi dwie sukienki, przymierzyłam ,a on oświadczył mi ,że za nie płaci bo są najlepszą zdobyczą dzisiejszego dnia.
Nastała dziesięcio minutowa kłótnia, o to kto płaci ale w końcu się poddałam. Nie były takie drogie ,żeby mogłoby mi być głupio, chociaż i tak było. Obładowani wyszliśmy z galerii i zamówiliśmy taksówkę. Kiedy przyjechała i mogłam wreszcie usiąść czułam jak nogi zaczynają mnie boleć.
-No to zakupy były genialne, jeszcze kiedyś się wybierzemy-powiedział.
-Nie!-zaprotestowałam.-Nie w najbliższym czasie!
-Spokojnie-zaczął się śmiać-myślę ,że te ubrania ci wystarczą-pocałował mnie w policzek. Rozmawialiśmy o luźnych rzeczach i czas zleciał szybko. Pożegnałam się i opuściłam samochód z czternastoma torbami. Gdy tylko wyszłam na górę rzuciłam wszystko na podłogę i sama rzuciłam się na dywan. Nie miałam sił.
_____________________________________________________________________________
*Félicitations Mon Chers-gratulacje mój drogi
** Oui!-Tak.
Zastanawiam się czy przechodzić już do wycieczki ,czy poprzedzić ją jakimś rozdziałem?
Piszcie :)
Des przymierzająca:
piątek, 27 czerwca 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
Rozdział 39
-Nie ma takiego numeru-wcale się nie zdziwiłam gdy usłyszałam tą znaną formułkę. Alex musiał wyrzucić kartę. Cholera. Nie dość, że narobił kłopotów sobie to jeszcze w dodatku mnie. Wzięłam głęboki oddech i położyłam się na łóżku. Przez ostatnie dni w moim życiu doszło do wielu fajnych i niefajnych przeżyć. Zastanawiam się dlaczego akurat przyszły one wszystkie na raz? Najbardziej obawiam się jednej rzeczy. Co zrobi Victoria jak się dowie o tym co robiłam z Zaynem? Na pewno się na mnie wkurzy, przecież obiecałyśmy sobie mówić wszystko ,a tymczasem ja utajniłam tyle wydarzeń. Boje się ,że mi nie wybaczy lub nie będzie się chciała ze mną przyjaźnić. W końcu przyjaźń polega na szczerości i zaufaniu.
Poczułam wibracje wokoło mojej głowy i od razu pomyślałam ,że oddzwania Alex. Spięłam się i podniosłam telefon. Dzwonił jednak nieznany numer.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć piękna i ostra-powiedział jakiś głos należący do chłopaka.
-Słucham?-zapytałam i zaśmiałam się. Kto to?
-Nie mów ,że mnie nie poznajesz, Des nie ładnie.
-Um..czekaj muszę sobie przypomnieć-powiedziałam i myślałam nad tym kto może być po drugiej stronie aparatu. Kojarzyłam skądś ten głos, ale do końca nie byłam pewna.
-Brat Miley, Nathan-powiedział z lekkim oburzeniem.
-Mój Boże Nathan, długo się nie odzywałeś!-pisnęłam,
-To samo mógłbym powiedzieć o tobie Des, nawet nie masz zapisanego mojego numeru.
-Naprawdę nie wiem jak to się stało. Wybacz mi.
-Jasne ,że ci wybaczam ,pod warunkiem że pójdziesz jutro ze mną na pyszne gofry!-powiedział chłopak ,a ja się zaśmiałam.
-Oczywiście ,że pójdę ,ale jedynie po godzinie szesnastej ,wcześniej mamy zawody w szkole ,gram w siatkówkę!
-Ooo no to mam nadzieje ,że wygracie. Prowadzi was ten twój Zayn ,super ciacho?-zapytał,a ja ciągle chichotałam.
-Nie mój, i nie ,on nas nie prowadzi, on piłkę nożną.
-Oh ,ale będzie tam, tak?-zapytał.
-No tak.
-O której macie te zawody?
-Zaczynają się o jedenastej.
-Eh ,nie chce mi się iść jutro do szkoły ,dlatego przyjdę do was na zawody!
-Serio?!-ucieszyłam się.
-Serio, nie mogę odpuścić tego jak grasz, poza tym stęskniłem się chyba.
-Znamy się z jednej imprezy.-mruknęłam.
-A wydaje się jakby całe życie ,co nie?! Znamy swoje sekrety.
-To prawda. Powiedz co u ciebie słychać?-zapytałam.
-Wszystko dobrze ,a nawet lepiej. Mike wraca w sobotę!-pisnął tak ,że aż telefon wyleciał mi z dłoni, jednak szybko go podniosłam.
-Podzielam twoje szczęście ale szanuj moje uszy!-zachichotałam.
-Wybacz piękna i ostra.-zaśmiał się.
-Wybaczam piękny i piskliwy.
-Ej!-oburzył się-Moje jest ładniejsze.
-Tak oczywiście, gdzie jutro idziemy ,tak dokładniej?
-W Kingly Court jest świetna kawiarnia gdzie robią najlepsze gofry na świecie, tam idziemy.
-Nie ma problemu ,ale będziemy musieli iść na początku do mojego domu, będę musiała się przebrać.
-O wiem, ja cie ubiorę!
-Co?-zdziwiłam się, a Nat zaczął się śmiać.
-To znaczy ja wybiorę ci ciuchy!
-Aa no dobra, bo już się przestraszyłam.
-Wiesz gdybyś była pięknym wysportowanym brunetem to dlaczego nie.
-Aha-mruknęłam.
-Poza tym Zayn byłby zazdrosny.
-Ty to jednak jesteś głupi. Między mną ,a Zaynem nic nie ma.
-Oh czyżby?
-Tak.
-Opowiesz mi wszystko jutro. Teraz muszę lecieć bo kąpiel na mnie czeka, kąpiel w kozim mleku!
-Pa wariacie!-zaśmiałam się i rozłączyłam. Nie wiem skąd ten chłopak się urwał, ale jest niesamowity. Przez te kilka minut rozmowy wprowadził tyle energii ,że spokojnie starczyłoby mi na tydzień. Mam nadzieje ,że dzięki temu, że jutro Nathan będzie kibicował dobrze mi pójdzie. Usłyszałam jak drzwi od domu się otwierają. Zeszłam na dół i skierowałam się do gabinetu mamy.
-Cześć!-krzyknęłam,
-O Cholera-złapała się za serce.-Zawału bym dostała.-zaśmiała się, a ja razem z nią.
-Jak ci minął dzień?-zapytałam.
-Dzisiaj nic wielkiego, dwie sprawy.
-Sprawy?
-Zabójstwo na obrzeżach miasta i wizja lokalna w jednym z mieszkań.
-Zabójstwo?
-Tak, niestety tak, w naszym mieście nie jest bezpiecznie, ale nie chce o tym opowiadać.
-Taaa, tajemnica zawodowa.
-Też, ale po prostu nie było to nic przyjemnego.-zmarszczyłam brwi.
-Aż tak źle?
-Gorzej-westchnęła mama.
-To ja zrobię ci herbaty co?-zapytałam.
-Byłabym ci wdzięczna.-odparła ,a ja ruszyłam do kuchni. Po chwili mama piła ciepłą herbatę z cytryną i miodem.
-Ja idę spać mamo ,jutro mamy mecz.
-Powodzenia córeczko!
-Dzięki-mruknęłam i wyszłam na górę. Przebrałam się w piżamę, ustawiłam budzik i zanurzyłam się w miękkiej pościeli czekając na następny dzień.
Dlaczego budzik nie może być bardziej delikatny ,tylko wali tym cholernym ,przeklętym dźwiękiem tak ,że puchną uszy?
Zaspana wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam to co zwykle i wyszłam z pomieszczenia aby wybrać sobie jakiekolwiek ubrania. Wybrałam zwykłe jasne jeansowe rurki, szary t-shirt z myszką Mickey. Nie brałam bluzy w związku z tym ,że o dziwo pogoda była bardzo słoneczna. Wzięłam niewielką sportową torbę ,aby wpakować tam telefon, wodę i ręcznik. Zeszłam na dół, zjadłam musli, spakowałam jabłko i szybko poszłam umyć zęby. Na koniec dałam Lunie jeść i wyszłam z domu.
Mogłam ubrać sobie krótkie spodenki bo zrobiło się naprawdę przyjemnie.
-Des, jesteś świetnie!-powiedział pan Truman kiedy weszłam do budynku.
-Dzień dobry-zachichotałam.
-Dobry dobry. Idziemy na ostatni mały trening, a właściwe rozgrzewkę.-pociągnął mnie lekko za łokieć.
-Ale proszę pana sala jest tam-wskazałam na drzwi w przeciwnym kierunki niż zmierzaliśmy.
-Des, piękna pogoda, dzisiaj rozgrywki są na boiskach szkolnych-ucieszył się pan Truman.
-Chciałabym się przebrać-powiedziałam.
-Oh no tak-złapał się za głowę.-Przebierz się i za dwie minuty widzę cie na zewnątrz, migiem!-klasnął w dłonie, a ja szybko ruszyłam w stronę szatni. Chwyciłam za strój, przebrałam się, związałam włosy w koka, torbę wpakowałam do szafki i szybko wyszłam.
Kiedy dotarłam na boisko szkolne wszyscy zawodnicy z naszej szkoły już tam byli i ćwiczyli.
-Mogę dostać ochraniacze?-zapytałam pana Trumana.
-Proszę-wręczył mi ,ja je założyłam i byłam gotowa. Przywitałam się z dziewczynami i zaczęłyśmy się rozgrzewać i ćwiczyć. Czas leciał szybko i zanim się spostrzegałam była już godzina dziesiąta trzydzieści.
Pozostałe zaproszone trzy szkoły przyjechały już w strojach reprezentacyjnych. Zobaczyłam jak na teren szkoły wchodzi Nathan. Od razu pobiegłam w jego stronę.
-Hej!-powiedzieliśmy równo i się przytuliliśmy.
-No sexy wdzianko!-powiedział ciągnąc za koszulkę.
-Twoje też-zachichotałam. Miał na sobie męskie niebieskie shorty i biały t shirt z dekoltem w serek oraz białe converse i tego samego kolory okulary, naprawdę seksownie się prezentował.
-Zaczęła się już gra?-zapytał.
-Jeszcze kilkanaście minut
-O jest i Zayn-kiwnięciem głowy wskazał na boisko do nogi. Przystojny Zayn tłumaczył coś chłopakom.
-Tak, przecież to nauczyciel.
-I dobra dupa-zaśmiał się.
-Ty masz swojego-odparłam, a Nathan się uśmiechnął. Zobaczyłam jak ze szkoły wychodzą wszyscy łącznie z moją klasą. Moja trójka widząc mnie z Nathanem zrobiła dziwną minę i podeszli do nas.
-Hej-przywitali się.
-Cześć-odpowiedział Nathan i przedstawił się każdemu.
-Skąd wy się znacie?-zapytała Victoria.
-No z klubu.-odpowiedziałam.
-Ahh z klubu-zaśmiała się.-Przystojny-mruknęła mi do ucha, a ja pokiwałam jej głową.
-Chodźcie zajmijcie miejsca zaraz zaczniemy mecz!-powiedziałam. Zostawiłam ich na trybunie i dołączyłam do drużyny. Po całym wstępie przywitań i tych wszystkich głupot mówionych przez dyrektorów szkół i tak dalej ,wreszcie można było zacząć gry. W związku z tym ,że były trzy boiska to mecze z każdej dziedziny rozgrywały się w tym samym czasie i każdy mógł sobie chodzić i oglądać to co chciał. Sędziów było sześciu na każdy mecz po dwóch. Nasze drużyny jako gospodarzy zaczynaliśmy. Wszystkich szkół było cztery. Wreszcie zaczęliśmy. Po dwóch godzinach została nam ostatnia drużyna, najgorsza, czyli najlepsze zawodniczki ze sportowej szkoły. Byłyśmy już zmęczone ,ale wzmacniało nas to ,że wszystkie mecze jak dotąd wygrałyśmy i czekało nas złoto lub srebro. Wiem ,że koszykarze przegrali jeden mecz co zrzuciło ich na drugie miejsce, a piłkarze wygrali wszystkie i została im ostatnia drużyna, która też wygrywała wszystkie mecze. Ustawiłyśmy się na połowie i zaczęła się gra. Tak jak myślałam były zajebiście dobre, ale my też. Pierwszego seta wygrałyśmy czterema punktakami ,ale w drugim szłyśmy łeb w łeb. Punkt za punktem.
Ja byłam niemalże wykończona i w dodatku zaczęła boleć mnie głowa ,jednak doping z widowni z ust moich przyjaciół jakoś trzymał mnie na nogach. Kiedy było dwadzieścia cztery dla nas, a dla przeciwnej drużyny dwadzieścia trzy ,wiedziałyśmy ,że za wszelką cenę musimy zdobyć ostatni punkt. Serwowały przeciwniczki. Dziewczyna która była na zagrywce miała nadzwyczajnie mocne serwy i ciężkie do odbioru. Stałam jako przyjmująca, więc przyjęłam odpowiednią pozycje. Dziewczyna podrzuciła piłkę i zaserwowała. Harriet odbiła i była marna szansa na odbicie ją ręka ,więc ja niewiele myśląc użyłam nogi. Poczułam jak kopnęłam piłkę ,ale nie wiedziałam czy przeszła na drugą stronę siatki, bo leżałam plecami na ziemi. Sekundę później rozległ się pisk wśród mojej drużyny i na widowni również. Poczułam jak dziewczyny się na mnie kładą i piszczą ,że wygrałyśmy ,że piłka siadła przy samej linii ,a one nie odbiły. Ucieszyłam się. Podniosłyśmy się, zaczęłyśmy skakać i cieszyć się. Pan Truman podszedł do nas i nam gratulował ściskając każdą. Podbiegli też inni w tym moja tym razem czwórka i ściskali mnie.
-Gdyby nie ty Des i twoja nóżka nie wygrałybyście tego-powiedział Nathan.
-Dzięki-odpowiedziałam. Uśmiechałam się, choć głowa bolała mnie coraz bardziej.
-Pamiętaj, że ja na ciebie czekam-uśmiechnął się.-Idźcie po medale-popchnął mnie delikatnie ,a my poszłyśmy. Po jakiś trzydziestu minutach i po rozdaniu nagród zawołał całą naszą klasę Zayn.
-Gratuluje dziewczyny-zwrócił się do nas-Mamy dwa pierwsze miejsce i jedno drugie jako szkoła ,to świetnie.-dodał.
-Dziękujemy-odpowiedziałyśmy mu, a on ścisnął dłoń każdej z nas. Oczywiście po mojej dłoni przeszedł
zadowalający prąd.
-Ale zwołałem was tutaj po to ,żeby poinformować was o wycieczce. Jesteście najlepiej uczącą się klasą w szkole i wycieczka należy do was.-powiedział, a wszyscy znowu zaczęli się cieszyć.
-Kiedy jedziemy?-zapytała Zoe.
-W środę rano wyjazd, a przyjazd w piątek wieczorem-odpowiedział Zayn.-Szczegóły opowiem w poniedziałek.-dodał.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić i iść na poczęstunek. Ja miałam zamiar iść za dziewczynami pod prysznice.
-Des zaczekaj-zatrzymał mnie Zayn.
-Tak?-zapytałam.
_____________________________________________________________________________
Ja tutaj wam chce tylko powiedzieć ,że jeszcze małe kilka rozdziałów będzie mało Zayna, ale potem
będzie więcej i nie chodzi mi tylko o wycieczkę (w tym miejscu pocieram chytrze rękami :DDDDD)
Noo także cierpliwości moje Misiaki <3
Poczułam wibracje wokoło mojej głowy i od razu pomyślałam ,że oddzwania Alex. Spięłam się i podniosłam telefon. Dzwonił jednak nieznany numer.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć piękna i ostra-powiedział jakiś głos należący do chłopaka.
-Słucham?-zapytałam i zaśmiałam się. Kto to?
-Nie mów ,że mnie nie poznajesz, Des nie ładnie.
-Um..czekaj muszę sobie przypomnieć-powiedziałam i myślałam nad tym kto może być po drugiej stronie aparatu. Kojarzyłam skądś ten głos, ale do końca nie byłam pewna.
-Brat Miley, Nathan-powiedział z lekkim oburzeniem.
-Mój Boże Nathan, długo się nie odzywałeś!-pisnęłam,
-To samo mógłbym powiedzieć o tobie Des, nawet nie masz zapisanego mojego numeru.
-Naprawdę nie wiem jak to się stało. Wybacz mi.
-Jasne ,że ci wybaczam ,pod warunkiem że pójdziesz jutro ze mną na pyszne gofry!-powiedział chłopak ,a ja się zaśmiałam.
-Oczywiście ,że pójdę ,ale jedynie po godzinie szesnastej ,wcześniej mamy zawody w szkole ,gram w siatkówkę!
-Ooo no to mam nadzieje ,że wygracie. Prowadzi was ten twój Zayn ,super ciacho?-zapytał,a ja ciągle chichotałam.
-Nie mój, i nie ,on nas nie prowadzi, on piłkę nożną.
-Oh ,ale będzie tam, tak?-zapytał.
-No tak.
-O której macie te zawody?
-Zaczynają się o jedenastej.
-Eh ,nie chce mi się iść jutro do szkoły ,dlatego przyjdę do was na zawody!
-Serio?!-ucieszyłam się.
-Serio, nie mogę odpuścić tego jak grasz, poza tym stęskniłem się chyba.
-Znamy się z jednej imprezy.-mruknęłam.
-A wydaje się jakby całe życie ,co nie?! Znamy swoje sekrety.
-To prawda. Powiedz co u ciebie słychać?-zapytałam.
-Wszystko dobrze ,a nawet lepiej. Mike wraca w sobotę!-pisnął tak ,że aż telefon wyleciał mi z dłoni, jednak szybko go podniosłam.
-Podzielam twoje szczęście ale szanuj moje uszy!-zachichotałam.
-Wybacz piękna i ostra.-zaśmiał się.
-Wybaczam piękny i piskliwy.
-Ej!-oburzył się-Moje jest ładniejsze.
-Tak oczywiście, gdzie jutro idziemy ,tak dokładniej?
-W Kingly Court jest świetna kawiarnia gdzie robią najlepsze gofry na świecie, tam idziemy.
-Nie ma problemu ,ale będziemy musieli iść na początku do mojego domu, będę musiała się przebrać.
-O wiem, ja cie ubiorę!
-Co?-zdziwiłam się, a Nat zaczął się śmiać.
-To znaczy ja wybiorę ci ciuchy!
-Aa no dobra, bo już się przestraszyłam.
-Wiesz gdybyś była pięknym wysportowanym brunetem to dlaczego nie.
-Aha-mruknęłam.
-Poza tym Zayn byłby zazdrosny.
-Ty to jednak jesteś głupi. Między mną ,a Zaynem nic nie ma.
-Oh czyżby?
-Tak.
-Opowiesz mi wszystko jutro. Teraz muszę lecieć bo kąpiel na mnie czeka, kąpiel w kozim mleku!
-Pa wariacie!-zaśmiałam się i rozłączyłam. Nie wiem skąd ten chłopak się urwał, ale jest niesamowity. Przez te kilka minut rozmowy wprowadził tyle energii ,że spokojnie starczyłoby mi na tydzień. Mam nadzieje ,że dzięki temu, że jutro Nathan będzie kibicował dobrze mi pójdzie. Usłyszałam jak drzwi od domu się otwierają. Zeszłam na dół i skierowałam się do gabinetu mamy.
-Cześć!-krzyknęłam,
-O Cholera-złapała się za serce.-Zawału bym dostała.-zaśmiała się, a ja razem z nią.
-Jak ci minął dzień?-zapytałam.
-Dzisiaj nic wielkiego, dwie sprawy.
-Sprawy?
-Zabójstwo na obrzeżach miasta i wizja lokalna w jednym z mieszkań.
-Zabójstwo?
-Tak, niestety tak, w naszym mieście nie jest bezpiecznie, ale nie chce o tym opowiadać.
-Taaa, tajemnica zawodowa.
-Też, ale po prostu nie było to nic przyjemnego.-zmarszczyłam brwi.
-Aż tak źle?
-Gorzej-westchnęła mama.
-To ja zrobię ci herbaty co?-zapytałam.
-Byłabym ci wdzięczna.-odparła ,a ja ruszyłam do kuchni. Po chwili mama piła ciepłą herbatę z cytryną i miodem.
-Ja idę spać mamo ,jutro mamy mecz.
-Powodzenia córeczko!
-Dzięki-mruknęłam i wyszłam na górę. Przebrałam się w piżamę, ustawiłam budzik i zanurzyłam się w miękkiej pościeli czekając na następny dzień.
Dlaczego budzik nie może być bardziej delikatny ,tylko wali tym cholernym ,przeklętym dźwiękiem tak ,że puchną uszy?
Zaspana wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam to co zwykle i wyszłam z pomieszczenia aby wybrać sobie jakiekolwiek ubrania. Wybrałam zwykłe jasne jeansowe rurki, szary t-shirt z myszką Mickey. Nie brałam bluzy w związku z tym ,że o dziwo pogoda była bardzo słoneczna. Wzięłam niewielką sportową torbę ,aby wpakować tam telefon, wodę i ręcznik. Zeszłam na dół, zjadłam musli, spakowałam jabłko i szybko poszłam umyć zęby. Na koniec dałam Lunie jeść i wyszłam z domu.
Mogłam ubrać sobie krótkie spodenki bo zrobiło się naprawdę przyjemnie.
-Des, jesteś świetnie!-powiedział pan Truman kiedy weszłam do budynku.
-Dzień dobry-zachichotałam.
-Dobry dobry. Idziemy na ostatni mały trening, a właściwe rozgrzewkę.-pociągnął mnie lekko za łokieć.
-Ale proszę pana sala jest tam-wskazałam na drzwi w przeciwnym kierunki niż zmierzaliśmy.
-Des, piękna pogoda, dzisiaj rozgrywki są na boiskach szkolnych-ucieszył się pan Truman.
-Chciałabym się przebrać-powiedziałam.
-Oh no tak-złapał się za głowę.-Przebierz się i za dwie minuty widzę cie na zewnątrz, migiem!-klasnął w dłonie, a ja szybko ruszyłam w stronę szatni. Chwyciłam za strój, przebrałam się, związałam włosy w koka, torbę wpakowałam do szafki i szybko wyszłam.
Kiedy dotarłam na boisko szkolne wszyscy zawodnicy z naszej szkoły już tam byli i ćwiczyli.
-Mogę dostać ochraniacze?-zapytałam pana Trumana.
-Proszę-wręczył mi ,ja je założyłam i byłam gotowa. Przywitałam się z dziewczynami i zaczęłyśmy się rozgrzewać i ćwiczyć. Czas leciał szybko i zanim się spostrzegałam była już godzina dziesiąta trzydzieści.
Pozostałe zaproszone trzy szkoły przyjechały już w strojach reprezentacyjnych. Zobaczyłam jak na teren szkoły wchodzi Nathan. Od razu pobiegłam w jego stronę.
-Hej!-powiedzieliśmy równo i się przytuliliśmy.
-No sexy wdzianko!-powiedział ciągnąc za koszulkę.
-Twoje też-zachichotałam. Miał na sobie męskie niebieskie shorty i biały t shirt z dekoltem w serek oraz białe converse i tego samego kolory okulary, naprawdę seksownie się prezentował.
-Zaczęła się już gra?-zapytał.
-Jeszcze kilkanaście minut
-O jest i Zayn-kiwnięciem głowy wskazał na boisko do nogi. Przystojny Zayn tłumaczył coś chłopakom.
-Tak, przecież to nauczyciel.
-I dobra dupa-zaśmiał się.
-Ty masz swojego-odparłam, a Nathan się uśmiechnął. Zobaczyłam jak ze szkoły wychodzą wszyscy łącznie z moją klasą. Moja trójka widząc mnie z Nathanem zrobiła dziwną minę i podeszli do nas.
-Hej-przywitali się.
-Cześć-odpowiedział Nathan i przedstawił się każdemu.
-Skąd wy się znacie?-zapytała Victoria.
-No z klubu.-odpowiedziałam.
-Ahh z klubu-zaśmiała się.-Przystojny-mruknęła mi do ucha, a ja pokiwałam jej głową.
-Chodźcie zajmijcie miejsca zaraz zaczniemy mecz!-powiedziałam. Zostawiłam ich na trybunie i dołączyłam do drużyny. Po całym wstępie przywitań i tych wszystkich głupot mówionych przez dyrektorów szkół i tak dalej ,wreszcie można było zacząć gry. W związku z tym ,że były trzy boiska to mecze z każdej dziedziny rozgrywały się w tym samym czasie i każdy mógł sobie chodzić i oglądać to co chciał. Sędziów było sześciu na każdy mecz po dwóch. Nasze drużyny jako gospodarzy zaczynaliśmy. Wszystkich szkół było cztery. Wreszcie zaczęliśmy. Po dwóch godzinach została nam ostatnia drużyna, najgorsza, czyli najlepsze zawodniczki ze sportowej szkoły. Byłyśmy już zmęczone ,ale wzmacniało nas to ,że wszystkie mecze jak dotąd wygrałyśmy i czekało nas złoto lub srebro. Wiem ,że koszykarze przegrali jeden mecz co zrzuciło ich na drugie miejsce, a piłkarze wygrali wszystkie i została im ostatnia drużyna, która też wygrywała wszystkie mecze. Ustawiłyśmy się na połowie i zaczęła się gra. Tak jak myślałam były zajebiście dobre, ale my też. Pierwszego seta wygrałyśmy czterema punktakami ,ale w drugim szłyśmy łeb w łeb. Punkt za punktem.
Ja byłam niemalże wykończona i w dodatku zaczęła boleć mnie głowa ,jednak doping z widowni z ust moich przyjaciół jakoś trzymał mnie na nogach. Kiedy było dwadzieścia cztery dla nas, a dla przeciwnej drużyny dwadzieścia trzy ,wiedziałyśmy ,że za wszelką cenę musimy zdobyć ostatni punkt. Serwowały przeciwniczki. Dziewczyna która była na zagrywce miała nadzwyczajnie mocne serwy i ciężkie do odbioru. Stałam jako przyjmująca, więc przyjęłam odpowiednią pozycje. Dziewczyna podrzuciła piłkę i zaserwowała. Harriet odbiła i była marna szansa na odbicie ją ręka ,więc ja niewiele myśląc użyłam nogi. Poczułam jak kopnęłam piłkę ,ale nie wiedziałam czy przeszła na drugą stronę siatki, bo leżałam plecami na ziemi. Sekundę później rozległ się pisk wśród mojej drużyny i na widowni również. Poczułam jak dziewczyny się na mnie kładą i piszczą ,że wygrałyśmy ,że piłka siadła przy samej linii ,a one nie odbiły. Ucieszyłam się. Podniosłyśmy się, zaczęłyśmy skakać i cieszyć się. Pan Truman podszedł do nas i nam gratulował ściskając każdą. Podbiegli też inni w tym moja tym razem czwórka i ściskali mnie.
-Gdyby nie ty Des i twoja nóżka nie wygrałybyście tego-powiedział Nathan.
-Dzięki-odpowiedziałam. Uśmiechałam się, choć głowa bolała mnie coraz bardziej.
-Pamiętaj, że ja na ciebie czekam-uśmiechnął się.-Idźcie po medale-popchnął mnie delikatnie ,a my poszłyśmy. Po jakiś trzydziestu minutach i po rozdaniu nagród zawołał całą naszą klasę Zayn.
-Gratuluje dziewczyny-zwrócił się do nas-Mamy dwa pierwsze miejsce i jedno drugie jako szkoła ,to świetnie.-dodał.
-Dziękujemy-odpowiedziałyśmy mu, a on ścisnął dłoń każdej z nas. Oczywiście po mojej dłoni przeszedł
zadowalający prąd.
-Ale zwołałem was tutaj po to ,żeby poinformować was o wycieczce. Jesteście najlepiej uczącą się klasą w szkole i wycieczka należy do was.-powiedział, a wszyscy znowu zaczęli się cieszyć.
-Kiedy jedziemy?-zapytała Zoe.
-W środę rano wyjazd, a przyjazd w piątek wieczorem-odpowiedział Zayn.-Szczegóły opowiem w poniedziałek.-dodał.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić i iść na poczęstunek. Ja miałam zamiar iść za dziewczynami pod prysznice.
-Des zaczekaj-zatrzymał mnie Zayn.
-Tak?-zapytałam.
_____________________________________________________________________________
Ja tutaj wam chce tylko powiedzieć ,że jeszcze małe kilka rozdziałów będzie mało Zayna, ale potem
będzie więcej i nie chodzi mi tylko o wycieczkę (w tym miejscu pocieram chytrze rękami :DDDDD)
Noo także cierpliwości moje Misiaki <3
środa, 25 czerwca 2014
Rozdział 38
Nastał nowy dzień. Wstawałoby mi się dosyć dobrze gdyby nie fakt ,że muszę iść do szkoły. Jak co rano ubrałam się, umyłam, wymalowałam, przygotowałam rzeczy do szkoły, zbiegłam na dół, zjadłam szybkie śniadanie, umyłam zęby i wyszłam na autobus.
W szkole byłam za dziesięć ósma. Kurtkę powiesiłam w szatni i postanowiłam udać się pod sale chemiczną.
Z daleka zobaczyłam Zayna jak wychodzi z pokoju nauczycielskiego. Chciałam podejść, nie wiedziałam po co ale chciałam, jednak ktoś mi to uniemożliwił. Poczułam jak czyjaś ręka owija się wokół mojego nadgarstka. Pierwszą myślą było ,że to
Alex,
jednak był to Max. Odetchnęłam z ulgą. Nie wiem jak zareagowałabym na widok tego ,który posłał mnie do szpitala.
-Czego chcesz?-warknęłam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Chcę cię zapytać o coś.
-O co?
-Czy dalej nie wiesz co z Alexem? Jego matka nie daje mi spokoju, zgłosiła zaginięcie na policje.
-Oh przykro mi-zadrwiłam-Ale nie, nie wiem gdzie on jest i szczerze mówiąc nie chce wiedzieć.
-Aż tak jesteście pokłóceni?-zapytał.
-A co tobie do tego?-odpowiedziałam pytaniem.
-Po prostu pytam.
-Chyba będzie lepiej jeżeli zajmiesz się swoimi sprawami.
-Ty musisz wiedzieć gdzie on jest.
-Ale tego nie wiem, mógłbyś dać mi wreszcie święty spokój.
-Posłuchaj Des, ja wiem ,że...
-Des, jesteś już , świetnie, musisz iść ze mną.-podszedł Zayn. Uśmiechnęłam się do niego.
-Znowu nam pan przerywa.-warknął Max.
-Des czy ty masz ochotę rozmawiać z Max'em?-zapytał mnie.
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Więc nie ma o czym mówić, idź na lekcje Max-powiedział poważnie Zayn, a chłopak wypełnił jego polecenie odchodząc.
-Dzięki-bąknęłam, a on lekko się uśmiechnął.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Wszystko jest dobrze, ale nie wiem co z Alexem , podobno zaginął.
-Słyszałem coś o tym.
-Max mówił ,że Alex zostawił mamie kartkę z tekstem ,że zrobił coś złego.-mruknęłam,
-Myślisz ,że...
-On myśli ,że zrobił coś złego mnie. Tak.
-Wprawdzie zrobił.
-Nie, nie zrobił., mnie nic nie jest.
-Ale..
-Tak wiem ,mogło mi się coś stać, ale złego diabli nie biorą-zaśmiałam się.
-Nie jesteś zła, przecież wiesz.
-Tak ,ale dobra też nie-Zayn uśmiechnął się przez sekundę. Patrzył w moje oczy ,a ja patrzyłam w jego. Między nami nastała długa CHWILA CISZY i coś wewnątrz mnie mówiło "No pocałuj go, przecież tego chcesz" kiedy byłam prawie pewna ,że mogę go pocałować zadzwonił dzwonek
i sprowadził mnie na ziemie.
-Chyba powinnam iść na lekcje-powiedziałam odwracając wzrok i ruszyłam pod odpowiednią klasę nie czekając na słowa ze strony Zayna.
Kiedy znalazłam się przy sali od razu podbiegła do mnie moja trójca i osaczyli mnie pytając jak się czuje.
Czy to nie jest najbardziej irytujące pytanie świata? Bo dla mnie właśnie chyba jest.
Mijały lekcje, a ja nie mogłam doczekać się treningu. W końcu będę mogła oczyścić się ze złych emocji wyładowując je na piłce. Pożegnałam się z Vicky, Rickiem i Zackiem i razem z dziewczynami udałyśmy się na sale, aby się przebrać.
W szkole trwały już przygotowania na jutrzejsze rozgrywki. Miałyśmy skrócony trening bo chłopaki z koszykówki też chcieli trenować. Przebrałyśmy się szybko.
-Des słyszałem ,że byłaś w szpitalu. Możesz grać?-zapytał trener.
-Niech się pan nie obawia. Ze mną już wszystko okej, mogę grać pytałam lekarza.
-Przyznam że szkoda by było gdybyś nie grała ,jednak wiem ,że zdrowie jest najważniejsze, dlatego pytam.
-Gram-powtórzyłam i zaczął się nasz ostatni trening. Szło nam dobrze wczuwałyśmy się w grę i trener był z nas dumny. Pod koniec meczu narodził się ból w mojej głowie ,ale nie chciałam aby ktokolwiek o tym wiedział. Zignorowałam to.
-Mam nadzieje ,że jutro dacie z siebie wszystko i pierwsze miejsce będzie należało do was!-powiedział pan Truman.
-Oczywiście-powiedziałyśmy z uśmiechem. Rozmawiałyśmy z nim jeszcze krótką chwile. Skończyłyśmy trening wzięłyśmy prysznic przebrałyśmy się i mogłyśmy iść do domu.
Przechodząc przez furtkę zorientowałam się ,że mamy nie ma. Ta jej praca! Weszłam do środka i od razu przywitała mnie Biała.
-Co mała głodna jesteś?-zapytałam miłym głosem i zrzucając z nóg buty, plecak z ramion i szybko udałam się do kuchni. Naszykowałam jej jedzenie i kiedy Luna zaczęła jeść nalałam sobie soku. Głowa ciągle mnie bolała wiec postanowiłam wziąć przeciwbólowy lek, abym mogła odprężyć się przed jutrzejszym meczem. Otworzyłam Białej jej małe wyjście na podwórko i zbierając plecak z podłogi poczłapałam na górę. W pokoju chwyciłam tylko bieliznę i od razu ruszyłam do łazienki mamy aby zrelaksować się w wannie. Odkręciłam kurek z wodą o idealnej dla mnie temperaturze i powoli się rozbierałam. Zmyłam makijaż i gdy woda była na odpowiednim poziomie zanurzyłam się w parującej cieczy.
Czułam się jak parówka. Mój boże! Ja chyba zgłupiałam przez ten upadek...
Umyłam szybko włosy spięłam je spinką i oparłam się o ściankę wanny wsypując sól do kąpieli i wlewając pół butelki drogiego płynu do kąpieli z lawendą.
Matka mnie ukatrupi.
Leżałam, parowałam i nuciłam sobie pod nosem. W końcu moje niebo przerwał dzwonek do drzwi i szczekanie psa. Nie chciało mi się otwierać, więc pomyślałam ,że udam ,że mnie nie ma ,więc ten ktoś się odpierdoli. Jednak się pomyliłam. Zamiast samego dzwonka do drzwi ktoś robił mi na złość i walił w te drzwi jakby to była stodoła. Denerwował przy tym coraz głośniej szczekającą Lunę. Wkurzona wyszłam z wanny zdjęłam z wieszaka biały szlafrok mamy, wytarłam stopy i ubrałam na siebie materiał. Zeszłam na dół bo pukanie drażniło moje bębenki słuchowe.
-Spokój już!-uciszyłam Białą i ze skwaszoną miną otworzyłam drzwi.
Przed moimi oczami ukazało się dwóch panów w policyjnych mundurach.
-Dobry wieczór.-powiedział jeden ,a ja oblałam się rumieńcem. No, pięknie przywitałam służby publiczne, dobrze ,że nie nago...
-Dobry wieczór.-odpowiedziałam z lekką chrypą.
-Des Tomlinson?-upewnił się.
-Tak.
-Możemy wejść i zadać kilka pytań?
-Um ..jasne-odsunęłam się, a oni weszli. Luna ich obserwowała.
-Widzę, że przeszkodziliśmy pani w kąpieli-zaśmiał się jeden.
-Nie, właściwe to już wychodziłam.-ale kłamię! Powinnam im powiedzieć ,żeby dali mi jakąś godzinkę.
-No dobrze, a mogłaby się pani ubrać?
-Um..tak, już, za chwile wracam mogą panowie poczekać w kuchni-powiedziałam i czmychnęłam na górę jak król prędkości. W biegu ubrałam bieliznę, dresy i jakąś luźną koszulkę i z powrotem zbiegłam na dół. Policjanci rozglądali się po kuchni.
-Więc o co chodzi?-zapytałam ciekawa po co oni tutaj przyszli. W końcu na kawę raczej nie.
-Chodzi o Alexa Wilsona-powiedział policjant, a moje mięśnie się spięły. No a o kogo innego..
-Ja odmówiłam składania zeznań.-powiedziałam.
-Tak wiemy ,ale my w nieco innej sprawie.-podniosłam brwi w górę.
-On zniknął, a ty byłaś ostatnią osobą która go widziała.
-Skąd ta pewność ,że ja?
-Wiemy ,że się kłóciliście, a ty uderzyłaś się w głowę. Prawdopodobnie Alex myśli ,że zrobił ci coś o wiele gorszego.
-Ale nie zrobił, może po prostu pojechał gdzieś do rodziny?
-Nie. Nikt go nie widział. Zostawił kartkę swojej matce. Coś w rodzaju pożegnania. Musisz nam opowiedzieć dokładnie dlaczego się pokłóciliście i jak doszło do tego wypadku.-rozkazał.
-Czy naprawdę muszę?
-Tak, to może nam pomóc.
-Okej-westchnęłam i zaczęłam opowiadać wszystko od nagrania które odtworzył mi Max. Policjanci słuchali uważnie. Przeszłam do kłótni w domu kiedy kazał mi klękać na kolana ,a potem opowiedziałam o popchnięciu.
-Czy on wcześnie robił się wulgarny i kazał robić rzeczy których nie chciałaś?
-Nie, czy ja muszę brać udział w tej sprawie?-zapytałam lekko zirytowana.
-Des musisz nam jakoś pomóc.
-Ale ja nie wiem jak, przecież nie wiem gdzie on jest.-mruknęłam.
-Znałaś go dobrze?
-Przez ostatnie dni przebywałam z nim bardzo dużo czasu ale wcześniej o wiele mniej. Kiedyś on przyjaźnił się z Maxem ,chłopakiem z jego klasy.
-Tak wiemy, jedziemy również do niego. Powiedz, może wiesz coś o jego ulubionych miejscach pobytu, gdzie chciałby wyjechać lub coś takiego?
-Nie, raczej nie.-wytężyłam umysł.-Chociaż raz coś mówił że chciałby wyjechać nad morze ,jednak wątpię żeby tam pojechał.
-Gdzie nad morze?
-Nie wiem, tego już nie mówił. Ja nie mogę pomóc.
-Musimy chwytać się wszystkiego.
-On pewnie za kilka dni wróci.-mruknęłam.
-Skąd ta pewność?
-Przecież nigdy nie uciekał z domu.
-Bo nigdy nie zrobił niczego złego.
-Tym razem też nie. Ludzie czasem się kłócą.-policjant skrzywił wargę w prawą stronę.
-No dobrze, gdybyś jedna coś sobie przypomniała, lub gdyby on się do ciebie odezwał natychmiast daj nam znać.
-Dobrze, ale wątpię. Ja byłabym chyba ostatnią osobą do której by dzwonił.
-Jednak nie można tego wykluczyć.-powiedział i podniósł się ze stołka.
-Dobranoc-powiedzieli.
-Dobranoc-odprowadziłam ich i zamknęłam drzwi. Mój Relax właśnie trafił szlag przez Alexa.
Wyszłam na górę chwyciłam swoją komórkę i wybrałam jego numer. Miałam nadziej że odbierze, wróci i ten cały cyrk się skończy.
_____________________________________________________________________________
Cześć.
Zawaliłam sprawę.
Wiem.
Do następnego.
W szkole byłam za dziesięć ósma. Kurtkę powiesiłam w szatni i postanowiłam udać się pod sale chemiczną.
Z daleka zobaczyłam Zayna jak wychodzi z pokoju nauczycielskiego. Chciałam podejść, nie wiedziałam po co ale chciałam, jednak ktoś mi to uniemożliwił. Poczułam jak czyjaś ręka owija się wokół mojego nadgarstka. Pierwszą myślą było ,że to
Alex,
jednak był to Max. Odetchnęłam z ulgą. Nie wiem jak zareagowałabym na widok tego ,który posłał mnie do szpitala.
-Czego chcesz?-warknęłam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Chcę cię zapytać o coś.
-O co?
-Czy dalej nie wiesz co z Alexem? Jego matka nie daje mi spokoju, zgłosiła zaginięcie na policje.
-Oh przykro mi-zadrwiłam-Ale nie, nie wiem gdzie on jest i szczerze mówiąc nie chce wiedzieć.
-Aż tak jesteście pokłóceni?-zapytał.
-A co tobie do tego?-odpowiedziałam pytaniem.
-Po prostu pytam.
-Chyba będzie lepiej jeżeli zajmiesz się swoimi sprawami.
-Ty musisz wiedzieć gdzie on jest.
-Ale tego nie wiem, mógłbyś dać mi wreszcie święty spokój.
-Posłuchaj Des, ja wiem ,że...
-Des, jesteś już , świetnie, musisz iść ze mną.-podszedł Zayn. Uśmiechnęłam się do niego.
-Znowu nam pan przerywa.-warknął Max.
-Des czy ty masz ochotę rozmawiać z Max'em?-zapytał mnie.
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Więc nie ma o czym mówić, idź na lekcje Max-powiedział poważnie Zayn, a chłopak wypełnił jego polecenie odchodząc.
-Dzięki-bąknęłam, a on lekko się uśmiechnął.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Wszystko jest dobrze, ale nie wiem co z Alexem , podobno zaginął.
-Słyszałem coś o tym.
-Max mówił ,że Alex zostawił mamie kartkę z tekstem ,że zrobił coś złego.-mruknęłam,
-Myślisz ,że...
-On myśli ,że zrobił coś złego mnie. Tak.
-Wprawdzie zrobił.
-Nie, nie zrobił., mnie nic nie jest.
-Ale..
-Tak wiem ,mogło mi się coś stać, ale złego diabli nie biorą-zaśmiałam się.
-Nie jesteś zła, przecież wiesz.
-Tak ,ale dobra też nie-Zayn uśmiechnął się przez sekundę. Patrzył w moje oczy ,a ja patrzyłam w jego. Między nami nastała długa CHWILA CISZY i coś wewnątrz mnie mówiło "No pocałuj go, przecież tego chcesz" kiedy byłam prawie pewna ,że mogę go pocałować zadzwonił dzwonek
i sprowadził mnie na ziemie.
-Chyba powinnam iść na lekcje-powiedziałam odwracając wzrok i ruszyłam pod odpowiednią klasę nie czekając na słowa ze strony Zayna.
Kiedy znalazłam się przy sali od razu podbiegła do mnie moja trójca i osaczyli mnie pytając jak się czuje.
Czy to nie jest najbardziej irytujące pytanie świata? Bo dla mnie właśnie chyba jest.
Mijały lekcje, a ja nie mogłam doczekać się treningu. W końcu będę mogła oczyścić się ze złych emocji wyładowując je na piłce. Pożegnałam się z Vicky, Rickiem i Zackiem i razem z dziewczynami udałyśmy się na sale, aby się przebrać.
W szkole trwały już przygotowania na jutrzejsze rozgrywki. Miałyśmy skrócony trening bo chłopaki z koszykówki też chcieli trenować. Przebrałyśmy się szybko.
-Des słyszałem ,że byłaś w szpitalu. Możesz grać?-zapytał trener.
-Niech się pan nie obawia. Ze mną już wszystko okej, mogę grać pytałam lekarza.
-Przyznam że szkoda by było gdybyś nie grała ,jednak wiem ,że zdrowie jest najważniejsze, dlatego pytam.
-Gram-powtórzyłam i zaczął się nasz ostatni trening. Szło nam dobrze wczuwałyśmy się w grę i trener był z nas dumny. Pod koniec meczu narodził się ból w mojej głowie ,ale nie chciałam aby ktokolwiek o tym wiedział. Zignorowałam to.
-Mam nadzieje ,że jutro dacie z siebie wszystko i pierwsze miejsce będzie należało do was!-powiedział pan Truman.
-Oczywiście-powiedziałyśmy z uśmiechem. Rozmawiałyśmy z nim jeszcze krótką chwile. Skończyłyśmy trening wzięłyśmy prysznic przebrałyśmy się i mogłyśmy iść do domu.
Przechodząc przez furtkę zorientowałam się ,że mamy nie ma. Ta jej praca! Weszłam do środka i od razu przywitała mnie Biała.
-Co mała głodna jesteś?-zapytałam miłym głosem i zrzucając z nóg buty, plecak z ramion i szybko udałam się do kuchni. Naszykowałam jej jedzenie i kiedy Luna zaczęła jeść nalałam sobie soku. Głowa ciągle mnie bolała wiec postanowiłam wziąć przeciwbólowy lek, abym mogła odprężyć się przed jutrzejszym meczem. Otworzyłam Białej jej małe wyjście na podwórko i zbierając plecak z podłogi poczłapałam na górę. W pokoju chwyciłam tylko bieliznę i od razu ruszyłam do łazienki mamy aby zrelaksować się w wannie. Odkręciłam kurek z wodą o idealnej dla mnie temperaturze i powoli się rozbierałam. Zmyłam makijaż i gdy woda była na odpowiednim poziomie zanurzyłam się w parującej cieczy.
Czułam się jak parówka. Mój boże! Ja chyba zgłupiałam przez ten upadek...
Umyłam szybko włosy spięłam je spinką i oparłam się o ściankę wanny wsypując sól do kąpieli i wlewając pół butelki drogiego płynu do kąpieli z lawendą.
Matka mnie ukatrupi.
Leżałam, parowałam i nuciłam sobie pod nosem. W końcu moje niebo przerwał dzwonek do drzwi i szczekanie psa. Nie chciało mi się otwierać, więc pomyślałam ,że udam ,że mnie nie ma ,więc ten ktoś się odpierdoli. Jednak się pomyliłam. Zamiast samego dzwonka do drzwi ktoś robił mi na złość i walił w te drzwi jakby to była stodoła. Denerwował przy tym coraz głośniej szczekającą Lunę. Wkurzona wyszłam z wanny zdjęłam z wieszaka biały szlafrok mamy, wytarłam stopy i ubrałam na siebie materiał. Zeszłam na dół bo pukanie drażniło moje bębenki słuchowe.
-Spokój już!-uciszyłam Białą i ze skwaszoną miną otworzyłam drzwi.
Przed moimi oczami ukazało się dwóch panów w policyjnych mundurach.
-Dobry wieczór.-powiedział jeden ,a ja oblałam się rumieńcem. No, pięknie przywitałam służby publiczne, dobrze ,że nie nago...
-Dobry wieczór.-odpowiedziałam z lekką chrypą.
-Des Tomlinson?-upewnił się.
-Tak.
-Możemy wejść i zadać kilka pytań?
-Um ..jasne-odsunęłam się, a oni weszli. Luna ich obserwowała.
-Widzę, że przeszkodziliśmy pani w kąpieli-zaśmiał się jeden.
-Nie, właściwe to już wychodziłam.-ale kłamię! Powinnam im powiedzieć ,żeby dali mi jakąś godzinkę.
-No dobrze, a mogłaby się pani ubrać?
-Um..tak, już, za chwile wracam mogą panowie poczekać w kuchni-powiedziałam i czmychnęłam na górę jak król prędkości. W biegu ubrałam bieliznę, dresy i jakąś luźną koszulkę i z powrotem zbiegłam na dół. Policjanci rozglądali się po kuchni.
-Więc o co chodzi?-zapytałam ciekawa po co oni tutaj przyszli. W końcu na kawę raczej nie.
-Chodzi o Alexa Wilsona-powiedział policjant, a moje mięśnie się spięły. No a o kogo innego..
-Ja odmówiłam składania zeznań.-powiedziałam.
-Tak wiemy ,ale my w nieco innej sprawie.-podniosłam brwi w górę.
-On zniknął, a ty byłaś ostatnią osobą która go widziała.
-Skąd ta pewność ,że ja?
-Wiemy ,że się kłóciliście, a ty uderzyłaś się w głowę. Prawdopodobnie Alex myśli ,że zrobił ci coś o wiele gorszego.
-Ale nie zrobił, może po prostu pojechał gdzieś do rodziny?
-Nie. Nikt go nie widział. Zostawił kartkę swojej matce. Coś w rodzaju pożegnania. Musisz nam opowiedzieć dokładnie dlaczego się pokłóciliście i jak doszło do tego wypadku.-rozkazał.
-Czy naprawdę muszę?
-Tak, to może nam pomóc.
-Okej-westchnęłam i zaczęłam opowiadać wszystko od nagrania które odtworzył mi Max. Policjanci słuchali uważnie. Przeszłam do kłótni w domu kiedy kazał mi klękać na kolana ,a potem opowiedziałam o popchnięciu.
-Czy on wcześnie robił się wulgarny i kazał robić rzeczy których nie chciałaś?
-Nie, czy ja muszę brać udział w tej sprawie?-zapytałam lekko zirytowana.
-Des musisz nam jakoś pomóc.
-Ale ja nie wiem jak, przecież nie wiem gdzie on jest.-mruknęłam.
-Znałaś go dobrze?
-Przez ostatnie dni przebywałam z nim bardzo dużo czasu ale wcześniej o wiele mniej. Kiedyś on przyjaźnił się z Maxem ,chłopakiem z jego klasy.
-Tak wiemy, jedziemy również do niego. Powiedz, może wiesz coś o jego ulubionych miejscach pobytu, gdzie chciałby wyjechać lub coś takiego?
-Nie, raczej nie.-wytężyłam umysł.-Chociaż raz coś mówił że chciałby wyjechać nad morze ,jednak wątpię żeby tam pojechał.
-Gdzie nad morze?
-Nie wiem, tego już nie mówił. Ja nie mogę pomóc.
-Musimy chwytać się wszystkiego.
-On pewnie za kilka dni wróci.-mruknęłam.
-Skąd ta pewność?
-Przecież nigdy nie uciekał z domu.
-Bo nigdy nie zrobił niczego złego.
-Tym razem też nie. Ludzie czasem się kłócą.-policjant skrzywił wargę w prawą stronę.
-No dobrze, gdybyś jedna coś sobie przypomniała, lub gdyby on się do ciebie odezwał natychmiast daj nam znać.
-Dobrze, ale wątpię. Ja byłabym chyba ostatnią osobą do której by dzwonił.
-Jednak nie można tego wykluczyć.-powiedział i podniósł się ze stołka.
-Dobranoc-powiedzieli.
-Dobranoc-odprowadziłam ich i zamknęłam drzwi. Mój Relax właśnie trafił szlag przez Alexa.
Wyszłam na górę chwyciłam swoją komórkę i wybrałam jego numer. Miałam nadziej że odbierze, wróci i ten cały cyrk się skończy.
_____________________________________________________________________________
Cześć.
Zawaliłam sprawę.
Wiem.
Do następnego.
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział 37
Przesunęłam palcem po ekranie urządzenia i szybko przystawiłam je do ucha.
-Halo.-powiedziałam oczekując aż osoba po drugiej stronie się odezwie.
-Des?-jakiś znajomy głos w słuchawce.
-Tak, kto mówi?-zapytałam.
-Max. Nie rozłączaj się!-powiedział szybko, przewidział to ,że będę miała taki zamiar.
-Czego ode mnie chcesz? Nie możesz raz na zawsze dać mi spokoju?
-Posłuchaj mnie, dzwonie bo ty może będziesz coś wiedziała.
-Wiedziała? To znaczy?
-Godzinę temu przyszła do mnie do domu matka Alexa z płaczem i histeryzowała ,że on uciekł z domu.
-Coo?-zdziwiłam się ,ale na sam dźwięk imienia Alexa poczułam stado ciarek galopujących przez środek mojego kręgosłupa.
-Mówiła ,że zostawił kartkę, w której napisał, że zrobił coś strasznego i musi uciekać. Nie mówił ci nic? Nie widziałaś się z nim?-zapytał, a ja na chwile straciłam głos i obraz przed moimi oczami znacznie się rozjaśnił.
-Des jesteś tam?-zapytał Alex.-Tu nie chodzi o nic jak tylko o matkę Alexa, jest w strasznym stanie ciągle płacze, może i nie przyjaźnie się z Alexem ,ale chciałbym jej pomóc, wiem ,że ty też mnie nie lubisz ,ale jeżeli coś wiesz proszę powiedz.
-Ja..ja nic nie wiem Max. Alex i ja pokłóciliśmy się czego sam byłeś przyczyną.-nie mogłam mu powiedzieć, że Alex o mało co nie spowodował katastrofy.
-No cóż ,miałem nadzieje ,że coś wiesz.
-Nic nie wiem, nie pomogę jego mamie.
-Okej, to więc kończę, cześć.
-Pa.-powiedziałam i w wielkim szoku oparłam się o sofę. "Zrobił coś strasznego?" Ale co takiego? Chyba nie ma wyrzutów sumienia ,że o mało co mnie nie zabił? Ta cała sprawa była strasznie pogmatwana. Najpierw mnie chciał zmusić do czegoś czego nie chciałam, popchnął mnie, a potem uciekł z domu? Boi się policji? Zrozumiał ,że zrobił błąd? O co tu kurwa we wszystkim chodzi? Jeszcze Max, najpierw doprowadza mnie do wielkiego płaczu wspominając o moim tacie, a potem do mnie dzwoni z prośbą. Co oni sobie wszyscy wyobrażają? Że ja jestem z żelaza i można mną poniewierać, a potem prosić mnie o pomoc?
Przetarłam twarz dłońmi próbując jakoś dojść do siebie. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
-Otworzę!-krzyknęła mama.
-Dzień dobry Jest Des?-usłyszałam spanikowany głos mojej przyjaciółki.
-Dzień dobry. Jest w salonie, wejdźcie-powiedziała mama i usłyszałam kroki.
-Mój boże Des nic ci nie jest? Jak się czujesz, co się stało!?-zasypywała mnie pytaniami Vicky ,a obok niej znaleźli się Rick i Zack.
-Skąd wiecie ,że coś mi jest?-zapytałam.
-Powiedział nam Malik, że byłaś w szpitalu ale nic więcej nie chciał ujawnić ,wiec uciekliśmy ze szkoły i jesteśmy-odpowiedział Rick. Posłałam im uśmiech. Oni jak zwykle niezawodni.
-Chodźmy do mnie do pokoju-powiedziałam wstając z kanapy i ruszyłam, a oni za mną. Po chwili znaleźliśmy się u mnie w pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Ja byłam w środku ,a oni osaczyli mnie ze wszystkich stron.
-Powiedz co ci się stało.-zaczęła blondynka.
-To wszystko zaczęło się od kłótni z Max'em i Alexem.
-A co oni zrobili?-zapytał Zack.
-Posłuchajcie ,bo ja już więcej nie chce tego nikomu opowiadać, to mnie męczy, bardzo.-oni pokiwali głowami ,a ja zaczęłam moją historię.
-Ten dupek chciał cie wykorzystać?! Należy mu się porządny wpierdol-zareagował Rick kiedy doszłam do momentu treści nagrania.
-Poczekaj Rick-powiedziałam ciszej i kontynuowałam.
-Ten Max to idiota jak mógł powiedzieć ci coś takiego! Przecież wiedział co ty przeżyłaś!-wtrąciła Victoria.
-To nie ma już znaczenia, już mi lepiej. Opowiem wam resztę-powiedziałam smutno przypominając sobie słowa Max'a. Pominęłam cześć z Zaynem bo tego raczej za dobrze by nie przyjęli.
Przeniosłam opowieść do rozmowy z Louisem i dzwonku do drzwi. Kiedy skończyłam ich twarze wyrażały jakieś dziwne niezdiagnozowane emocje.
Potrafiłam rozpoznać tylko zdziwienie i złość.
-Czy on kurwa zwariował? Co on ci zrobił?!-oburzyła się Victoria!-Przecież ja go zabije!!!
-My się dołączymy-warknął Zack.-Ale powiedz Des czy stało ci się coś poważnego?
-Nie, delikatnie stłuczona głowa, to nic takiego, ale żeby tego wszystkiego było mało powiem wam coś jeszcze.
-Czekaj, ale skąd Malik się tutaj wziął?-zapytał Zack.
-Wiecie ,że to kolega Louisa, gdy Alex rozłączył nas, on zadzwonił po Zayna który mnie jakby uratował i zadzwonił po pogotowie.
-To szczęście ,że znają się z Louisem ,kto wie co mogłoby się jeszcze stać-powiedział Rick.
-Tak ,mama już mu dziękowała, ale to nie jest jeszcze koniec moich zjebanych przygód.
-Co się jeszcze stało.
-Dzwonił do mnie przed chwilą Max.
-A ten kurwa po co znowu?
-Spytał się czy nie wiem gdzie jest Alex, bo jego matka wpadła w histerie.
-A niby dlaczego?-zapytała Vicky.
-Alex zniknął, zostawił kartkę że musi uciec bo zrobił coś złego.
-Boże..jak z filmu i pomyśleć ,że to wszystko wydarzyło się w ciągu dwudziestu czterech godzin.-stwierdził Rick.
-No właśnie, kto ma takiego pecha w życiu, oczywiści ja-mruknęłam. Poczułam jak Vicky mnie przytula.
-I co my teraz z tym zrobimy?-zapytał Zack.
-W jakim sensie?-zapytała jego dziewczyna.
-Trzeba znaleźć tego popierdoleńca, przecież on musi za to zapłacić, tobie mogło się coś stać o wiele gorszego.
-To racja. Co robimy?-poparł go Rick.
-Raczej nic nie możemy zrobić, nie znajdziemy go sami ,a mama każe mi iść na policje.
-Dobrze ci radzi, może jakoś go znajdą i pewnie wyleci ze szkoły-pogładziła mnie po głowie przyjaciółka.
-Bankowo-dodał Rick.
-Nie mówmy już o tym dzisiaj co? Obejrzyjmy coś.-zaproponowałam.
-Jak sobie życzysz, ja wybieram jakiś film-powiedział Zack i podszedł pod telewizor i pod płyty leżące na półce. Grzebał jakieś dobre pięć minut.
-Boże kotku czego ty szukasz?-zapytała z irytacją w głosie Victoria.
-Mam-powiedział uradowany.
-Co masz?-zapytał Rick.
-Resident Evil.-powiedział Zack.
-Okej może być, nie oglądałam tego jeszcze.-powiedziałam.
-To Horror?-zapytała Vicky.
-Tak jakby ,ale nie straszny.
-Taaa. Zack wybrał ten film bo występuje tu fajna dupa ,ta z szybkich i wściekłych Michelle Rodriguez-zaśmiał się Rick.
-Aha!-oburzyła się przyjaciółka na co Zack zrobił niewinną minę i włączył film. Ja tylko chichotałam.
Dzięki nim zaczynam wracać do siebie. Zack położył się obok Vicky i ją przytulił szepcząc jej coś na ucho. Ja i Rick zajęliśmy się filmem. Film w którym głownie latają zombie po jakimś tajnym laboratorium horrorem raczej bym nie nazwała, dla mnie był to zwyczajny thriller, ale Victoria czasami się wzdrygała, co nas śmieszyło.
-Czy ta dziewczyna jest ładniejsza ode mnie?-zapytała wskazując na aktorkę szybkich i wściekłych. Ja i Rick zaczęliśmy się śmiać.
-Oczywiście ,że nie, mnie podoba się ten jej ostry wzrok i tyle.
-Podnieca cie-mruknęła Vicky, buchnęliśmy większym śmiechem i usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a chwilę później pojawiła się w nich mama. Stłumiliśmy śmiech.
-Des musisz zejść na dół, przyjechała policja.-po tych słowach już kompletnie nie było śladu po uśmiechu.
-Co? Mamo nie mów ,że ich wezwałaś.-podniosłam się z łóżka. Nie miałam ochoty składać zeznań i mówić o tym kolejny raz.
-Nie ma innego wyjścia Des, ten chłopak popełnił przestępstwo ,wiec musisz zejść na dół i wszystko powiedzieć.
-Mam prawo odmówić składania zeznań.
-Masz, ale z niego ie skorzystasz, chodź. Przepraszamy was na chwile.-powiedziała moja mama.
-Nic się nie dzieje my poczekamy tutaj-odparła blondynka-Idź Des-dodała ,a ja nie mając wyjścia poszłam w ślady mamy.
-Dzień dobry-przywitałam się.
-Dzień dobry,siadaj-wskazał jeden z policjantów na kuchenne krzesło.
-Twoja mama streściła nam ,że pewien chłopak doprowadził do tego, że znalazłaś się w szpitalu. Opowiedz nam o tym.
-Wydaje mi się ,że oskarżanie go jest trochę niesłuszne, bo w końcu wyszłam z tego bez szwanku ,a on nie odstanie kary.
-Decyzje czy dostanie kare podejmie prokuratura. Zastanów się dobrze panienko, czy nie lepiej złożyć zeznania.
-Niech pan się nie dziwi ,to był mój kolega.
-Więc może powiesz jaki był motyw tego ,że on cie popchnął w efekcie czego straciłaś przytomność?-kiedy policjant wypowiedział te słowa przez chwile się nie odezwałam. Biłam się z myślami czy opowiedzieć o tym nagraniu i o tym że Alex kazał mi to zrobić.
-Więc?-ponaglił mnie. Westchnęłam.
-Po prostu się pokłóciliśmy nie chce go oskarżać, bo nie mam powodów.
-Des nawet nie żartuj!!-wtrąciła się mama.
-Proszę się uspokoić pani Tomlinson. Pani córka ma takie prawo.
-Ja doskonale wiem ,ale ona nie zdaje sobie sprawy ,że takie czyny muszą być karane.
-Co innego gdyby faktycznie coś mi się stało ,a ze mną jest wszystko dobrze, nie będę go o nic oskarżała.
-No cóż, skoro taka jet twoja wola. Pani prokurator my już pójdziemy i tak nic nie zdziałamy.-powiedział do mojej mamy, a następnie zwrócił się do mnie-Gdybyś jednak chciała złożyć zeznania przyjdź na komisariat.
-Dobrze, do widzenia-odparłam. Mama poszła odprowadzić policjantów, a ja wiedziałam ,że będzie miała do mnie pretensje.
-Czyś ty oszalała DES! Wyjdę na totalną idiotkę w pracy!-o proszę już się zaczyna.
-Nie mamo ,ja nie prosiłam cię o to ,żebyś przysłała tutaj policjantów, mówiłam ,że nie chce się w to bawić.
-Jesteś taka nie mądra. Wniosłabyś oskarżenie dopiero wtedy kiedy byłabyś kaleką?-zapytał z wściekłością.
-Tak, wtedy tak-odparłam jej-idę na górę.-dodałam i szybko wybiegłam po schodach.
-Już? Tak szybko?-zdziwiła się Victoria.
-Nie złożyłam oskarżenia.
-CO?!-zdziwili się-Dlaczego?
-Bo to jest bez sensu, jak mogłabym wnieść oskarżenie za jedno popchnięcie?
-Jedno popchnięcie przez które byłaś nieprzytomna i wylądowałaś w szpitalu.-przypomniał Zack.
-Koniec tego tematu.-powiedziałam rozdrażniona.
-Okej ,jak chcesz.-poddali się.
-Będziesz jutro w szkole?-zapytał Rick.
-Będę, przecież w piątek jest mecz.
-Grasz?
-Oczywiście ,że gram.
-Jesteś walnięta, byłaś w szpitalu i zachciewa ci się gier.-powiedziała Vicky
-Wolę to niż lekcje.
-Ah no tak-przytaknęła mi.-My się będziemy zbierać, nie zapomnij o sprawdzianie z angielskiego.
-Okej-mruknęłam. Odprowadziłam ich do drzwi, pożegnaliśmy się i wyszli z domu. Zrobiłam sobie szybko kanapki, gorącą herbatę i udałam się na górę do pokoju aby się pouczyć.
________________________________________________________________________________
No tak wiem.
Ten rozdział jest nudny ,ale co poradzić, nie mogłam pominąć tych sytuacji, postaram się aby w następnych
rozdziałach akcja była nieco lepsza, oraz nie denerwujcie się ,że nie ma Zayna ,ale
relacje Dayn, Deyn czy tam Zes (jak napisała jedna z czytelniczek i mi się spodobało ,ale nie wiem które wybrać) nie mogą na razie występować jakoś bardzo często, same rozumiecie Zayn nauczyciel nie mogą
tak od razu, na razie muszą potajemnie XD
-Halo.-powiedziałam oczekując aż osoba po drugiej stronie się odezwie.
-Des?-jakiś znajomy głos w słuchawce.
-Tak, kto mówi?-zapytałam.
-Max. Nie rozłączaj się!-powiedział szybko, przewidział to ,że będę miała taki zamiar.
-Czego ode mnie chcesz? Nie możesz raz na zawsze dać mi spokoju?
-Posłuchaj mnie, dzwonie bo ty może będziesz coś wiedziała.
-Wiedziała? To znaczy?
-Godzinę temu przyszła do mnie do domu matka Alexa z płaczem i histeryzowała ,że on uciekł z domu.
-Coo?-zdziwiłam się ,ale na sam dźwięk imienia Alexa poczułam stado ciarek galopujących przez środek mojego kręgosłupa.
-Mówiła ,że zostawił kartkę, w której napisał, że zrobił coś strasznego i musi uciekać. Nie mówił ci nic? Nie widziałaś się z nim?-zapytał, a ja na chwile straciłam głos i obraz przed moimi oczami znacznie się rozjaśnił.
-Des jesteś tam?-zapytał Alex.-Tu nie chodzi o nic jak tylko o matkę Alexa, jest w strasznym stanie ciągle płacze, może i nie przyjaźnie się z Alexem ,ale chciałbym jej pomóc, wiem ,że ty też mnie nie lubisz ,ale jeżeli coś wiesz proszę powiedz.
-Ja..ja nic nie wiem Max. Alex i ja pokłóciliśmy się czego sam byłeś przyczyną.-nie mogłam mu powiedzieć, że Alex o mało co nie spowodował katastrofy.
-No cóż ,miałem nadzieje ,że coś wiesz.
-Nic nie wiem, nie pomogę jego mamie.
-Okej, to więc kończę, cześć.
-Pa.-powiedziałam i w wielkim szoku oparłam się o sofę. "Zrobił coś strasznego?" Ale co takiego? Chyba nie ma wyrzutów sumienia ,że o mało co mnie nie zabił? Ta cała sprawa była strasznie pogmatwana. Najpierw mnie chciał zmusić do czegoś czego nie chciałam, popchnął mnie, a potem uciekł z domu? Boi się policji? Zrozumiał ,że zrobił błąd? O co tu kurwa we wszystkim chodzi? Jeszcze Max, najpierw doprowadza mnie do wielkiego płaczu wspominając o moim tacie, a potem do mnie dzwoni z prośbą. Co oni sobie wszyscy wyobrażają? Że ja jestem z żelaza i można mną poniewierać, a potem prosić mnie o pomoc?
Przetarłam twarz dłońmi próbując jakoś dojść do siebie. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
-Otworzę!-krzyknęła mama.
-Dzień dobry Jest Des?-usłyszałam spanikowany głos mojej przyjaciółki.
-Dzień dobry. Jest w salonie, wejdźcie-powiedziała mama i usłyszałam kroki.
-Mój boże Des nic ci nie jest? Jak się czujesz, co się stało!?-zasypywała mnie pytaniami Vicky ,a obok niej znaleźli się Rick i Zack.
-Skąd wiecie ,że coś mi jest?-zapytałam.
-Powiedział nam Malik, że byłaś w szpitalu ale nic więcej nie chciał ujawnić ,wiec uciekliśmy ze szkoły i jesteśmy-odpowiedział Rick. Posłałam im uśmiech. Oni jak zwykle niezawodni.
-Chodźmy do mnie do pokoju-powiedziałam wstając z kanapy i ruszyłam, a oni za mną. Po chwili znaleźliśmy się u mnie w pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Ja byłam w środku ,a oni osaczyli mnie ze wszystkich stron.
-Powiedz co ci się stało.-zaczęła blondynka.
-To wszystko zaczęło się od kłótni z Max'em i Alexem.
-A co oni zrobili?-zapytał Zack.
-Posłuchajcie ,bo ja już więcej nie chce tego nikomu opowiadać, to mnie męczy, bardzo.-oni pokiwali głowami ,a ja zaczęłam moją historię.
-Ten dupek chciał cie wykorzystać?! Należy mu się porządny wpierdol-zareagował Rick kiedy doszłam do momentu treści nagrania.
-Poczekaj Rick-powiedziałam ciszej i kontynuowałam.
-Ten Max to idiota jak mógł powiedzieć ci coś takiego! Przecież wiedział co ty przeżyłaś!-wtrąciła Victoria.
-To nie ma już znaczenia, już mi lepiej. Opowiem wam resztę-powiedziałam smutno przypominając sobie słowa Max'a. Pominęłam cześć z Zaynem bo tego raczej za dobrze by nie przyjęli.
Przeniosłam opowieść do rozmowy z Louisem i dzwonku do drzwi. Kiedy skończyłam ich twarze wyrażały jakieś dziwne niezdiagnozowane emocje.
Potrafiłam rozpoznać tylko zdziwienie i złość.
-Czy on kurwa zwariował? Co on ci zrobił?!-oburzyła się Victoria!-Przecież ja go zabije!!!
-My się dołączymy-warknął Zack.-Ale powiedz Des czy stało ci się coś poważnego?
-Nie, delikatnie stłuczona głowa, to nic takiego, ale żeby tego wszystkiego było mało powiem wam coś jeszcze.
-Czekaj, ale skąd Malik się tutaj wziął?-zapytał Zack.
-Wiecie ,że to kolega Louisa, gdy Alex rozłączył nas, on zadzwonił po Zayna który mnie jakby uratował i zadzwonił po pogotowie.
-To szczęście ,że znają się z Louisem ,kto wie co mogłoby się jeszcze stać-powiedział Rick.
-Tak ,mama już mu dziękowała, ale to nie jest jeszcze koniec moich zjebanych przygód.
-Co się jeszcze stało.
-Dzwonił do mnie przed chwilą Max.
-A ten kurwa po co znowu?
-Spytał się czy nie wiem gdzie jest Alex, bo jego matka wpadła w histerie.
-A niby dlaczego?-zapytała Vicky.
-Alex zniknął, zostawił kartkę że musi uciec bo zrobił coś złego.
-Boże..jak z filmu i pomyśleć ,że to wszystko wydarzyło się w ciągu dwudziestu czterech godzin.-stwierdził Rick.
-No właśnie, kto ma takiego pecha w życiu, oczywiści ja-mruknęłam. Poczułam jak Vicky mnie przytula.
-I co my teraz z tym zrobimy?-zapytał Zack.
-W jakim sensie?-zapytała jego dziewczyna.
-Trzeba znaleźć tego popierdoleńca, przecież on musi za to zapłacić, tobie mogło się coś stać o wiele gorszego.
-To racja. Co robimy?-poparł go Rick.
-Raczej nic nie możemy zrobić, nie znajdziemy go sami ,a mama każe mi iść na policje.
-Dobrze ci radzi, może jakoś go znajdą i pewnie wyleci ze szkoły-pogładziła mnie po głowie przyjaciółka.
-Bankowo-dodał Rick.
-Nie mówmy już o tym dzisiaj co? Obejrzyjmy coś.-zaproponowałam.
-Jak sobie życzysz, ja wybieram jakiś film-powiedział Zack i podszedł pod telewizor i pod płyty leżące na półce. Grzebał jakieś dobre pięć minut.
-Boże kotku czego ty szukasz?-zapytała z irytacją w głosie Victoria.
-Mam-powiedział uradowany.
-Co masz?-zapytał Rick.
-Resident Evil.-powiedział Zack.
-Okej może być, nie oglądałam tego jeszcze.-powiedziałam.
-To Horror?-zapytała Vicky.
-Tak jakby ,ale nie straszny.
-Taaa. Zack wybrał ten film bo występuje tu fajna dupa ,ta z szybkich i wściekłych Michelle Rodriguez-zaśmiał się Rick.
-Aha!-oburzyła się przyjaciółka na co Zack zrobił niewinną minę i włączył film. Ja tylko chichotałam.
Dzięki nim zaczynam wracać do siebie. Zack położył się obok Vicky i ją przytulił szepcząc jej coś na ucho. Ja i Rick zajęliśmy się filmem. Film w którym głownie latają zombie po jakimś tajnym laboratorium horrorem raczej bym nie nazwała, dla mnie był to zwyczajny thriller, ale Victoria czasami się wzdrygała, co nas śmieszyło.
-Czy ta dziewczyna jest ładniejsza ode mnie?-zapytała wskazując na aktorkę szybkich i wściekłych. Ja i Rick zaczęliśmy się śmiać.
-Oczywiście ,że nie, mnie podoba się ten jej ostry wzrok i tyle.
-Podnieca cie-mruknęła Vicky, buchnęliśmy większym śmiechem i usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a chwilę później pojawiła się w nich mama. Stłumiliśmy śmiech.
-Des musisz zejść na dół, przyjechała policja.-po tych słowach już kompletnie nie było śladu po uśmiechu.
-Co? Mamo nie mów ,że ich wezwałaś.-podniosłam się z łóżka. Nie miałam ochoty składać zeznań i mówić o tym kolejny raz.
-Nie ma innego wyjścia Des, ten chłopak popełnił przestępstwo ,wiec musisz zejść na dół i wszystko powiedzieć.
-Mam prawo odmówić składania zeznań.
-Masz, ale z niego ie skorzystasz, chodź. Przepraszamy was na chwile.-powiedziała moja mama.
-Nic się nie dzieje my poczekamy tutaj-odparła blondynka-Idź Des-dodała ,a ja nie mając wyjścia poszłam w ślady mamy.
-Dzień dobry-przywitałam się.
-Dzień dobry,siadaj-wskazał jeden z policjantów na kuchenne krzesło.
-Twoja mama streściła nam ,że pewien chłopak doprowadził do tego, że znalazłaś się w szpitalu. Opowiedz nam o tym.
-Wydaje mi się ,że oskarżanie go jest trochę niesłuszne, bo w końcu wyszłam z tego bez szwanku ,a on nie odstanie kary.
-Decyzje czy dostanie kare podejmie prokuratura. Zastanów się dobrze panienko, czy nie lepiej złożyć zeznania.
-Niech pan się nie dziwi ,to był mój kolega.
-Więc może powiesz jaki był motyw tego ,że on cie popchnął w efekcie czego straciłaś przytomność?-kiedy policjant wypowiedział te słowa przez chwile się nie odezwałam. Biłam się z myślami czy opowiedzieć o tym nagraniu i o tym że Alex kazał mi to zrobić.
-Więc?-ponaglił mnie. Westchnęłam.
-Po prostu się pokłóciliśmy nie chce go oskarżać, bo nie mam powodów.
-Des nawet nie żartuj!!-wtrąciła się mama.
-Proszę się uspokoić pani Tomlinson. Pani córka ma takie prawo.
-Ja doskonale wiem ,ale ona nie zdaje sobie sprawy ,że takie czyny muszą być karane.
-Co innego gdyby faktycznie coś mi się stało ,a ze mną jest wszystko dobrze, nie będę go o nic oskarżała.
-No cóż, skoro taka jet twoja wola. Pani prokurator my już pójdziemy i tak nic nie zdziałamy.-powiedział do mojej mamy, a następnie zwrócił się do mnie-Gdybyś jednak chciała złożyć zeznania przyjdź na komisariat.
-Dobrze, do widzenia-odparłam. Mama poszła odprowadzić policjantów, a ja wiedziałam ,że będzie miała do mnie pretensje.
-Czyś ty oszalała DES! Wyjdę na totalną idiotkę w pracy!-o proszę już się zaczyna.
-Nie mamo ,ja nie prosiłam cię o to ,żebyś przysłała tutaj policjantów, mówiłam ,że nie chce się w to bawić.
-Jesteś taka nie mądra. Wniosłabyś oskarżenie dopiero wtedy kiedy byłabyś kaleką?-zapytał z wściekłością.
-Tak, wtedy tak-odparłam jej-idę na górę.-dodałam i szybko wybiegłam po schodach.
-Już? Tak szybko?-zdziwiła się Victoria.
-Nie złożyłam oskarżenia.
-CO?!-zdziwili się-Dlaczego?
-Bo to jest bez sensu, jak mogłabym wnieść oskarżenie za jedno popchnięcie?
-Jedno popchnięcie przez które byłaś nieprzytomna i wylądowałaś w szpitalu.-przypomniał Zack.
-Koniec tego tematu.-powiedziałam rozdrażniona.
-Okej ,jak chcesz.-poddali się.
-Będziesz jutro w szkole?-zapytał Rick.
-Będę, przecież w piątek jest mecz.
-Grasz?
-Oczywiście ,że gram.
-Jesteś walnięta, byłaś w szpitalu i zachciewa ci się gier.-powiedziała Vicky
-Wolę to niż lekcje.
-Ah no tak-przytaknęła mi.-My się będziemy zbierać, nie zapomnij o sprawdzianie z angielskiego.
-Okej-mruknęłam. Odprowadziłam ich do drzwi, pożegnaliśmy się i wyszli z domu. Zrobiłam sobie szybko kanapki, gorącą herbatę i udałam się na górę do pokoju aby się pouczyć.
________________________________________________________________________________
No tak wiem.
Ten rozdział jest nudny ,ale co poradzić, nie mogłam pominąć tych sytuacji, postaram się aby w następnych
rozdziałach akcja była nieco lepsza, oraz nie denerwujcie się ,że nie ma Zayna ,ale
relacje Dayn, Deyn czy tam Zes (jak napisała jedna z czytelniczek i mi się spodobało ,ale nie wiem które wybrać) nie mogą na razie występować jakoś bardzo często, same rozumiecie Zayn nauczyciel nie mogą
tak od razu, na razie muszą potajemnie XD
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Rozdział 36
Leżałam na szpitalnym łóżku podłączona do kroplówki, w białej sterylnie czystej i specyficznie pachnącej sali. Czekałam na wyniki. Robili mi prześwietlenie głowy, oraz nie wiem po co ale pobierali mi krew.
Czułam się osłabiona i przestraszona. Jeżeli Alex zrobił mi coś poważnego? Jeżeli przez niego nie będę mogła grać, jeżeli będę musiała mieć jakąś operacje? Co ja zrobię? Co ja powiem mamie? Co zrobił Louis kiedy Alex przerwał rozmowę? Kotłowało się od przeróżnych pytań w mojej bolącej głowie.
Spoglądnęłam w stronę szyby. Stała tam mama, a obok niej stał Zayn. Uśmiechnęłam się mimo wszystko.
Mama postanowiła wejść do mnie.
-Córeczko jak się czujesz?
-Już dobrze, nie musiałaś się fatygować.-powiedziałam cicho.
-Co ty wygadujesz-złapała mnie za rękę.-Nawet nie wiesz co poczułam kiedy zadzwonili do mnie ze szpitala.-po jej minie widziałam ,że mówi prawdę.-Wiesz Des, że będziesz musiała złożyć zeznania na policji? Ja osobiście zajmę się tą sprawą i zrobię wszystko aby ten kto ci to zrobił dostał najwyższa karę-zmarszczyłam brwi.
-Nie mamo.-powiedziałam głośniej. Nie chciałam żadnych zamieszań w policji, nie było mi to potrzebne.
-Tutaj nie masz nic do gadania. Przez sekundę rozmawiałam z lekarzem i powiedział ,że mogło się skończyć to o wiele gorzej, gdybyś uderzyła w róg ściany Des. Powiedz kto ci to zrobił i jak do tego doszło?
-Mamo był to Alex-westchnęłam.
-Alex?! Ten sympatyczny młody człowiek ,on?!-wydawała się bardzo zdziwiona.
-Tak mamo on, też się tego nie spodziewałam.
-Ale dlaczego on cie tak potraktował?
-Pokłóciliśmy się w szkole ,a potem przyszedł do domu, szarpaliśmy się, później mnie popchnął a dalej nie pamiętam-opowiedziałam szybko. Mama wydawała się zdenerwowana.
-Ja mu tego nie opuszczę, dostanie najwyższą kare z możliwych i zostanie wyrzucony ze szkoły, co wiążę się z tym ,że będzie powtarzał rok bo nigdzie go w maju nie przyjmą.-zabrzmiała bardzo wiarygodnie.
-Mamo daj spokój nic mi się w sumie nie stało.
-Ale mogło!-podniosła głos-Wybacz-opanowała się.-Kiedy będą wyniki badań?
-Nie wiem, czekam na lekarza.
-Poczekam z tobą.
-Nie musisz wracać do pracy?
-Nie.-powiedziała chłodno i pogładziła mnie po ręce-jestem tak wdzięczna Zaynowi, to znaczy twojemu nauczycielowi ,że przyjechał ,że cie tak naprawdę uratował.-no właśnie, ale dlaczego Zayn przyjechał?
-A po co on przyjechał do nas do domu?-spytałam.
-Louis do niego zadzwonił.
-Ah tak ,rozmawiałam z Louisem-wymamrotałam.
-Jesteś zmęczona skarbie? Chcesz spać?
-Nie, chce poczekać na te wyniki badań, ale chce mi się pić, czy mogłabyś mi kupić jakiś sok w bufecie?
-Jasne ,już idę, poproszę Zayna, żeby z tobą posiedział.-powiedziała lekko się uśmiechając i wyszła. Powiedziała coś do Zayna ,a on wszedł do sali. Rozglądnął się dookoła i powoli podchodził do mojego łóżka.
-Jak się czujesz?-zapytał ,a ja się zaśmiałam. Dokładnie takie samo pytanie wypadło jako pierwsze z ust mamy.
-Już lepiej-odpowiedziałam. Zayn usiadł na krześle.-Dziękuje.-powiedziałam.
-Podziękuj bratu, gdyby nie on nie wiem co by było.
-Podziękuje mu, ale tobie też.-chłopak posłał mi słaby uśmiech.
-Martwiłem się o ciebie.-zaczął. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć ,więc nie odpowiedziałam nic. Mrugnęłam tylko mocniej oczami.
-Twoja matka zgłasza sprawę na policje, pewnie będziesz musiała wkrótce złożyć zeznania.
-Ale ja tego nie chce, nie chce mieć sprawy, nic mi się nie stało.
-Des nie gadaj głupot ,ten dupek musi ponieść konsekwencje, on cie pobił, zdajesz sobie sprawę z tego ,że mogłabyś zostać nawet kaleką? Całe życie jeździłabyś na wózku! Znam taki przypadek. Postaram się o wydalenie Alexa ze szkoły.-głos Zayna drżał, był bardzo zdenerwowany. Przeraziłam się słysząc jego słowa o tym wózku inwalidzkim. Co ja bym zrobiła? Przecież nie dałabym sobie rady na wózku, jako kaleka!
-Skąd wiesz, że to Alex?
-Od Louisa.
-No tak.-westchnęłam, Louis musiał poznać go po głosie.
-Czy lekarz był już z wynikami?-zapytał.
-Nie, jeszcze nie.-Zayn tylko westchnął.-Um..wiesz, nie musisz tutaj siedzieć w szpitalu. Pewnie masz swoje sprawy, a marnujesz czas, nie wiem dlaczego prosiłam cię abyś tu przyjechał, nie potrzebnie zawracałam ci głowę ,ale sama byłam jeszcze w szoku.-zaczęłam niepewnie.
-Des nie marnuje czasu, chce wiedzieć co z tobą. Kiedy zobaczyłem cie pozbawioną przytomności okropnie się wystraszyłem.-uśmiechnęłam się lekko.
-Chyba ,że ty chcesz abym sobie poszedł?
-Nie, ja. to znaczy..-nie dokończyłam bo do sali weszła mama.
-Ja poczekam na korytarzu-powiedział Zayn i szybko opuścił sale. Odebrałam od mamy sok i wypiłam kilka łyków. Do środka wszedł doktor.
-I co panie doktorze?-zapytała mama.
-No cóż na całe szczęście nie stało się nic poważnego. Głowa jest delikatnie potłuczona, ale czaszka jest cała ,wstrząsu mózgu nie ma, poważniejszych obrażeń też nie, jednak ból głowy może się utrzymywać przez jakieś kilka dni. Wygląda na to ,że masz panienko mocną głowę, nic tylko się cieszyć i dziękować Bogu za opiekę-powiedział spokojnie lekarz.
-Och dzięki Bogu-ucieszyła się mama.
-Ale jest jeszcze jedno.-powiedział lekarz.
-Tak?-zapytałam.
-Czy jadłaś coś dzisiaj?-zapytał ,a ja wysiliłam pamieć.
-Nie.-powiedziałam cicho.
-Tego właśnie się domyślałem, to też było przyczyną tego ,że zemdlałaś. Proszę więcej tak nie robić, musisz panienko jeść.
-Des nic dziś nie jadłaś!?-oburzyła się mama.
-Nie mamo i nie pytaj dlaczego, nie miała ochoty.
-Teraz będziesz musiała jeść, bo omdlenia mogą być częstsze, musisz mieć energie panienko.
-Dobrze-zgodziłam się-A kiedy będę mogła wyjść?-zapytałam.
-Prawdopodobnie jutro po południu, na wyniki badań krwi trzeba czekać dłużej. Będziesz miała przepisane leki przeciwbólowe na wypadek silniejszych bólów głowy. Teraz wypoczywaj-zakończył i kiwając głową wyszedł z sali.
-Des jak mogłaś nic nie jeść przez cały dzień!-zaczęła mama.
-Nie byłam głodna okej?!-powiedziałam zirytowana ,mama wiedziała ,że lepiej dla niej jeśli zamilknie.
-Pojadę do domu i przywiozę ci chociaż telefon.
-O byłabym ci wdzięczna-powiedziałam. Mama obdarzyła mnie uśmiechem i wyszła. Z tego co zaobserwowałam chwile rozmawiała z Zaynem, zamieniła słowo z lekarzem i skierowała się do wyjścia. W momencie przeszedł przez moją głowie ból i tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął. Wzięłam głęboki wdech i czekałam na mamę.
-Um Des-usłyszałam głos Zayna, odwróciłam się w jego stronę.
-Tak?
-Chciałem się pożegnać, wracam do domu, bo raczej nie jestem już tutaj potrzebny-powiedział.
-Nie będę cie zatrzymywać bo ty przecież masz swoje życie, ale bardzo ci dziękuje ,za wszystko uśmiechnęłam się.
-Nie masz za co.
-Mam-upierałam się przy swoim. Zayn się zaśmiał.
-Czy to prawda ,że nic dzisiaj nie zjadłaś?-zapytał, a jednak mama mu wszystko wygadała.
-Prawda, wypiłam tylko kakao.-powiedziałam wywracając oczami.
-Nie było to zbyt mądre.
-Teraz wszyscy będą mi prawić wykłady.
-Chyba się nie dziwisz?-zapytał ,a ja nie odpowiedziałam nic.-Najważniejsze ,że nie stało ci się nic poważnego.
-Tsaa, ale czy będę mogła zagrać w piątek?
-Nie jestem pewny, ale obawiam się ,że lekarz nie wyrazi zgody na taki wysiłek.
-Przecież nic mi nie jest...
-Nie wiem Des, musisz zapytać lekarza.
-Super, a mi zależy na tym meczu.
-Zdrowie ważniejsze niż mecz.-popatrzyłam na niego unosząc brwi. Coś tam racji miał.
-Wypoczywaj do zobaczenia Des.-powiedział nagle.
-Do zobaczenia.-Zayn wyszedł ,a ja odwróciłam twarz w kierunku okna.
Zostałam sama i czekałam aż przyjedzie mama. Dlaczego to wszystko zawsze przytrafia się mnie? Niedawno miałam uraz kolana ,teraz głowa, co następne? Szczęście ,że nie mam wstrząsu mózgu. Kiedy przypominałam sobie w myślach sytuacje z przed dwóch godzin, kiedy przyszedł do mnie Alex na moim ciele wyskoczyła gęsia skórka. Ja na prawdę się jego przestraszyłam i chyba boję się go dalej. Przez głowę przeszła mi nawet myśl ,że on coś brał, w końcu nigdy go takiego nie widziałam. Nie chcąc się nad tym zastanawiać zamknęłam oczy i starałam się zasnąć. Przyszło mi to bardzo szybko.
~**~
Kiedy rano się obudziłam zerknęłam na szafkę szpitalną. Leżało na niej ubranie i telefon oraz jakieś owoce, jednak w sali nie było nikogo. Rozciągnęłam się tak jak robiłam to w domu i poczułam niewielki ból głowy. Zignorowałam to i usiadłam na łóżku. Przeczesałam palcami włosy gdyż grzebienia nie było i sięgnęłam po telefon. Ekran był delikatnie zarysowany. Sprawdziłam godzinę, była dziewiąta trzydzieści. Normalnie byłabym już w szkole. Wybrałam numer mojej mamy i czekałam aż odbierze.
-Tak kochanie?
-Mamo czy ty jesteś w szpitalu?
-Tak.
-A kiedy przyjdziesz do mojej sali?
-Za kilka minut, przyjdę razem z lekarzem.
-Okej ,czekam.-rozłączyłam się i czekałam. Po kilku minutach przyszli.
-Jak się dzisiaj miewasz?-zapytał mój lekarz prowadzący.
-Nie narzekam ,chyba jest dobrze.
-No to świetnie. Mam wyniki z badań krwi, wychodzi na to ,że u ciebie jest wszystko w porządku, jednak pamiętaj ,że niejedzenie może doprowadzić cie do anemii, a co gorsza anoreksji.
-Ja to wiem, po prostu wczoraj miałam zły dzień i jedzenie było ostatnią rzeczą o której myślałam. odpowiedziałam.-więcej się to nie przywtórzy-dodałam.
-Noo na to czekałem-uśmiechnął się facet.
-A kiedy będę mogła wyjść do domu?
-Możesz zacząć się ubierać, twoja mama ma już wypis.-uśmiechnął się ponownie.
-Proszę pana ,w piątek mam mecz siatkówki ,czy nic nie stoi na przeszkodzie ,żebym zagrała?-zapytałam pełna obaw.
-No cóż, do piątku jeszcze dwa dni, jeżeli głowa nie będzie cie boleć ,możesz zagrać ,jednak jeżeli będziesz odczuwała ból lepiej sobie odpuść.
-Oh, okej-mruknęłam.
-Miłego dnia-powiedział, skinął głową i wyszedł.
-No nareszcie mogę iść do domu-ucieszyłam się i wyskoczyłam z niewygodnego jak diabli łóżka szpitalnego. Wzięłam ubrania i stanęłam za parawanem przebierając się. Zajęło mi to tylko małą chwilkę. Mama wpakowała do reklamówki moje stare rzeczy i pościeliła łóżko. Sięgnęłam na szafkę po telefon.
-No gotowa, idziemy?-zapytałam mamy.
-Tak ,wstąpimy po drodze po twoje leki, chodźmy-powiedziała mama i opuściłyśmy sale ,a potem szpital.
Mama po drodze zatrzymała się przy aptece i kupiła mi przepisane leki przeciwbólowe i do tego jakieś witaminy.
-A to drugie na co?-spytałam kiedy wchodziłyśmy do domu.
-Jesteś jakaś blada, postawią cię na nogi.
-Mamo nie jadłam tylko przez jeden dzień-wywróciłam oczami.
-O jeden dzień za dużo.-odparła.-Zrobię jakiś obiad idź się połóż.
-Nie chce mi się spać. Pójdę na spacer z Luną.-kiedy wypowiedziałam imię psa, ta jak zaczarowana znalazła się w kuchni i zaczęła merdać ogonkiem. Biedna, ostatnio mało czasu jej poświęcam.
-Pójdziecie po obiedzie, na razie daj jej jeść.-jak poleciła mama tak zrobiłam. Następnie usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Mój telefon zaczął brzęczeć w kieszeni ,więc go wyciągnęłam aby odebrać.
Czułam się osłabiona i przestraszona. Jeżeli Alex zrobił mi coś poważnego? Jeżeli przez niego nie będę mogła grać, jeżeli będę musiała mieć jakąś operacje? Co ja zrobię? Co ja powiem mamie? Co zrobił Louis kiedy Alex przerwał rozmowę? Kotłowało się od przeróżnych pytań w mojej bolącej głowie.
Spoglądnęłam w stronę szyby. Stała tam mama, a obok niej stał Zayn. Uśmiechnęłam się mimo wszystko.
Mama postanowiła wejść do mnie.
-Córeczko jak się czujesz?
-Już dobrze, nie musiałaś się fatygować.-powiedziałam cicho.
-Co ty wygadujesz-złapała mnie za rękę.-Nawet nie wiesz co poczułam kiedy zadzwonili do mnie ze szpitala.-po jej minie widziałam ,że mówi prawdę.-Wiesz Des, że będziesz musiała złożyć zeznania na policji? Ja osobiście zajmę się tą sprawą i zrobię wszystko aby ten kto ci to zrobił dostał najwyższa karę-zmarszczyłam brwi.
-Nie mamo.-powiedziałam głośniej. Nie chciałam żadnych zamieszań w policji, nie było mi to potrzebne.
-Tutaj nie masz nic do gadania. Przez sekundę rozmawiałam z lekarzem i powiedział ,że mogło się skończyć to o wiele gorzej, gdybyś uderzyła w róg ściany Des. Powiedz kto ci to zrobił i jak do tego doszło?
-Mamo był to Alex-westchnęłam.
-Alex?! Ten sympatyczny młody człowiek ,on?!-wydawała się bardzo zdziwiona.
-Tak mamo on, też się tego nie spodziewałam.
-Ale dlaczego on cie tak potraktował?
-Pokłóciliśmy się w szkole ,a potem przyszedł do domu, szarpaliśmy się, później mnie popchnął a dalej nie pamiętam-opowiedziałam szybko. Mama wydawała się zdenerwowana.
-Ja mu tego nie opuszczę, dostanie najwyższą kare z możliwych i zostanie wyrzucony ze szkoły, co wiążę się z tym ,że będzie powtarzał rok bo nigdzie go w maju nie przyjmą.-zabrzmiała bardzo wiarygodnie.
-Mamo daj spokój nic mi się w sumie nie stało.
-Ale mogło!-podniosła głos-Wybacz-opanowała się.-Kiedy będą wyniki badań?
-Nie wiem, czekam na lekarza.
-Poczekam z tobą.
-Nie musisz wracać do pracy?
-Nie.-powiedziała chłodno i pogładziła mnie po ręce-jestem tak wdzięczna Zaynowi, to znaczy twojemu nauczycielowi ,że przyjechał ,że cie tak naprawdę uratował.-no właśnie, ale dlaczego Zayn przyjechał?
-A po co on przyjechał do nas do domu?-spytałam.
-Louis do niego zadzwonił.
-Ah tak ,rozmawiałam z Louisem-wymamrotałam.
-Jesteś zmęczona skarbie? Chcesz spać?
-Nie, chce poczekać na te wyniki badań, ale chce mi się pić, czy mogłabyś mi kupić jakiś sok w bufecie?
-Jasne ,już idę, poproszę Zayna, żeby z tobą posiedział.-powiedziała lekko się uśmiechając i wyszła. Powiedziała coś do Zayna ,a on wszedł do sali. Rozglądnął się dookoła i powoli podchodził do mojego łóżka.
-Jak się czujesz?-zapytał ,a ja się zaśmiałam. Dokładnie takie samo pytanie wypadło jako pierwsze z ust mamy.
-Już lepiej-odpowiedziałam. Zayn usiadł na krześle.-Dziękuje.-powiedziałam.
-Podziękuj bratu, gdyby nie on nie wiem co by było.
-Podziękuje mu, ale tobie też.-chłopak posłał mi słaby uśmiech.
-Martwiłem się o ciebie.-zaczął. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć ,więc nie odpowiedziałam nic. Mrugnęłam tylko mocniej oczami.
-Twoja matka zgłasza sprawę na policje, pewnie będziesz musiała wkrótce złożyć zeznania.
-Ale ja tego nie chce, nie chce mieć sprawy, nic mi się nie stało.
-Des nie gadaj głupot ,ten dupek musi ponieść konsekwencje, on cie pobił, zdajesz sobie sprawę z tego ,że mogłabyś zostać nawet kaleką? Całe życie jeździłabyś na wózku! Znam taki przypadek. Postaram się o wydalenie Alexa ze szkoły.-głos Zayna drżał, był bardzo zdenerwowany. Przeraziłam się słysząc jego słowa o tym wózku inwalidzkim. Co ja bym zrobiła? Przecież nie dałabym sobie rady na wózku, jako kaleka!
-Skąd wiesz, że to Alex?
-Od Louisa.
-No tak.-westchnęłam, Louis musiał poznać go po głosie.
-Czy lekarz był już z wynikami?-zapytał.
-Nie, jeszcze nie.-Zayn tylko westchnął.-Um..wiesz, nie musisz tutaj siedzieć w szpitalu. Pewnie masz swoje sprawy, a marnujesz czas, nie wiem dlaczego prosiłam cię abyś tu przyjechał, nie potrzebnie zawracałam ci głowę ,ale sama byłam jeszcze w szoku.-zaczęłam niepewnie.
-Des nie marnuje czasu, chce wiedzieć co z tobą. Kiedy zobaczyłem cie pozbawioną przytomności okropnie się wystraszyłem.-uśmiechnęłam się lekko.
-Chyba ,że ty chcesz abym sobie poszedł?
-Nie, ja. to znaczy..-nie dokończyłam bo do sali weszła mama.
-Ja poczekam na korytarzu-powiedział Zayn i szybko opuścił sale. Odebrałam od mamy sok i wypiłam kilka łyków. Do środka wszedł doktor.
-I co panie doktorze?-zapytała mama.
-No cóż na całe szczęście nie stało się nic poważnego. Głowa jest delikatnie potłuczona, ale czaszka jest cała ,wstrząsu mózgu nie ma, poważniejszych obrażeń też nie, jednak ból głowy może się utrzymywać przez jakieś kilka dni. Wygląda na to ,że masz panienko mocną głowę, nic tylko się cieszyć i dziękować Bogu za opiekę-powiedział spokojnie lekarz.
-Och dzięki Bogu-ucieszyła się mama.
-Ale jest jeszcze jedno.-powiedział lekarz.
-Tak?-zapytałam.
-Czy jadłaś coś dzisiaj?-zapytał ,a ja wysiliłam pamieć.
-Nie.-powiedziałam cicho.
-Tego właśnie się domyślałem, to też było przyczyną tego ,że zemdlałaś. Proszę więcej tak nie robić, musisz panienko jeść.
-Des nic dziś nie jadłaś!?-oburzyła się mama.
-Nie mamo i nie pytaj dlaczego, nie miała ochoty.
-Teraz będziesz musiała jeść, bo omdlenia mogą być częstsze, musisz mieć energie panienko.
-Dobrze-zgodziłam się-A kiedy będę mogła wyjść?-zapytałam.
-Prawdopodobnie jutro po południu, na wyniki badań krwi trzeba czekać dłużej. Będziesz miała przepisane leki przeciwbólowe na wypadek silniejszych bólów głowy. Teraz wypoczywaj-zakończył i kiwając głową wyszedł z sali.
-Des jak mogłaś nic nie jeść przez cały dzień!-zaczęła mama.
-Nie byłam głodna okej?!-powiedziałam zirytowana ,mama wiedziała ,że lepiej dla niej jeśli zamilknie.
-Pojadę do domu i przywiozę ci chociaż telefon.
-O byłabym ci wdzięczna-powiedziałam. Mama obdarzyła mnie uśmiechem i wyszła. Z tego co zaobserwowałam chwile rozmawiała z Zaynem, zamieniła słowo z lekarzem i skierowała się do wyjścia. W momencie przeszedł przez moją głowie ból i tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął. Wzięłam głęboki wdech i czekałam na mamę.
-Um Des-usłyszałam głos Zayna, odwróciłam się w jego stronę.
-Tak?
-Chciałem się pożegnać, wracam do domu, bo raczej nie jestem już tutaj potrzebny-powiedział.
-Nie będę cie zatrzymywać bo ty przecież masz swoje życie, ale bardzo ci dziękuje ,za wszystko uśmiechnęłam się.
-Nie masz za co.
-Mam-upierałam się przy swoim. Zayn się zaśmiał.
-Czy to prawda ,że nic dzisiaj nie zjadłaś?-zapytał, a jednak mama mu wszystko wygadała.
-Prawda, wypiłam tylko kakao.-powiedziałam wywracając oczami.
-Nie było to zbyt mądre.
-Teraz wszyscy będą mi prawić wykłady.
-Chyba się nie dziwisz?-zapytał ,a ja nie odpowiedziałam nic.-Najważniejsze ,że nie stało ci się nic poważnego.
-Tsaa, ale czy będę mogła zagrać w piątek?
-Nie jestem pewny, ale obawiam się ,że lekarz nie wyrazi zgody na taki wysiłek.
-Przecież nic mi nie jest...
-Nie wiem Des, musisz zapytać lekarza.
-Super, a mi zależy na tym meczu.
-Zdrowie ważniejsze niż mecz.-popatrzyłam na niego unosząc brwi. Coś tam racji miał.
-Wypoczywaj do zobaczenia Des.-powiedział nagle.
-Do zobaczenia.-Zayn wyszedł ,a ja odwróciłam twarz w kierunku okna.
Zostałam sama i czekałam aż przyjedzie mama. Dlaczego to wszystko zawsze przytrafia się mnie? Niedawno miałam uraz kolana ,teraz głowa, co następne? Szczęście ,że nie mam wstrząsu mózgu. Kiedy przypominałam sobie w myślach sytuacje z przed dwóch godzin, kiedy przyszedł do mnie Alex na moim ciele wyskoczyła gęsia skórka. Ja na prawdę się jego przestraszyłam i chyba boję się go dalej. Przez głowę przeszła mi nawet myśl ,że on coś brał, w końcu nigdy go takiego nie widziałam. Nie chcąc się nad tym zastanawiać zamknęłam oczy i starałam się zasnąć. Przyszło mi to bardzo szybko.
~**~
Kiedy rano się obudziłam zerknęłam na szafkę szpitalną. Leżało na niej ubranie i telefon oraz jakieś owoce, jednak w sali nie było nikogo. Rozciągnęłam się tak jak robiłam to w domu i poczułam niewielki ból głowy. Zignorowałam to i usiadłam na łóżku. Przeczesałam palcami włosy gdyż grzebienia nie było i sięgnęłam po telefon. Ekran był delikatnie zarysowany. Sprawdziłam godzinę, była dziewiąta trzydzieści. Normalnie byłabym już w szkole. Wybrałam numer mojej mamy i czekałam aż odbierze.
-Tak kochanie?
-Mamo czy ty jesteś w szpitalu?
-Tak.
-A kiedy przyjdziesz do mojej sali?
-Za kilka minut, przyjdę razem z lekarzem.
-Okej ,czekam.-rozłączyłam się i czekałam. Po kilku minutach przyszli.
-Jak się dzisiaj miewasz?-zapytał mój lekarz prowadzący.
-Nie narzekam ,chyba jest dobrze.
-No to świetnie. Mam wyniki z badań krwi, wychodzi na to ,że u ciebie jest wszystko w porządku, jednak pamiętaj ,że niejedzenie może doprowadzić cie do anemii, a co gorsza anoreksji.
-Ja to wiem, po prostu wczoraj miałam zły dzień i jedzenie było ostatnią rzeczą o której myślałam. odpowiedziałam.-więcej się to nie przywtórzy-dodałam.
-Noo na to czekałem-uśmiechnął się facet.
-A kiedy będę mogła wyjść do domu?
-Możesz zacząć się ubierać, twoja mama ma już wypis.-uśmiechnął się ponownie.
-Proszę pana ,w piątek mam mecz siatkówki ,czy nic nie stoi na przeszkodzie ,żebym zagrała?-zapytałam pełna obaw.
-No cóż, do piątku jeszcze dwa dni, jeżeli głowa nie będzie cie boleć ,możesz zagrać ,jednak jeżeli będziesz odczuwała ból lepiej sobie odpuść.
-Oh, okej-mruknęłam.
-Miłego dnia-powiedział, skinął głową i wyszedł.
-No nareszcie mogę iść do domu-ucieszyłam się i wyskoczyłam z niewygodnego jak diabli łóżka szpitalnego. Wzięłam ubrania i stanęłam za parawanem przebierając się. Zajęło mi to tylko małą chwilkę. Mama wpakowała do reklamówki moje stare rzeczy i pościeliła łóżko. Sięgnęłam na szafkę po telefon.
-No gotowa, idziemy?-zapytałam mamy.
-Tak ,wstąpimy po drodze po twoje leki, chodźmy-powiedziała mama i opuściłyśmy sale ,a potem szpital.
Mama po drodze zatrzymała się przy aptece i kupiła mi przepisane leki przeciwbólowe i do tego jakieś witaminy.
-A to drugie na co?-spytałam kiedy wchodziłyśmy do domu.
-Jesteś jakaś blada, postawią cię na nogi.
-Mamo nie jadłam tylko przez jeden dzień-wywróciłam oczami.
-O jeden dzień za dużo.-odparła.-Zrobię jakiś obiad idź się połóż.
-Nie chce mi się spać. Pójdę na spacer z Luną.-kiedy wypowiedziałam imię psa, ta jak zaczarowana znalazła się w kuchni i zaczęła merdać ogonkiem. Biedna, ostatnio mało czasu jej poświęcam.
-Pójdziecie po obiedzie, na razie daj jej jeść.-jak poleciła mama tak zrobiłam. Następnie usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Mój telefon zaczął brzęczeć w kieszeni ,więc go wyciągnęłam aby odebrać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
