środa, 7 maja 2014

Rozdział 26

Przeciągnęłam zieloną słuchawką po ekranie i przystawiłam telefon do ucha.
-Hej Sarah.-odebrałam.
-Hej Des, co u ciebie słychać?-zapytała dziewczyna.
-U mnie po staremu, nic się w sumie nie dzieje, ale jakoś żyje ,a jak przyszła pani młoda?
-Oh wiesz genialnie, nie mogę się już doczekać, jeszcze tyle załatwień-mówiła ,a w jej głosie słychać było ekscytacje.
-Ja też się nie mogę doczekać-odpowiedziałam.
-Kurcze Des mam ci tyle do opowiedzenia ,do przekazania ,ale to nie jest na telefon.
-Więc w jakiej sprawie do mnie dzwonisz?-zapytałam, wiedziałam ,że nie zadzwoniła tylko na nudne pogawędki.
-Oh wiem ,że idziecie z Louisem jutro na imprezę i z jego dawnymi przyjaciółmi, więc mam do ciebie jedną prośbę-zaczęła.
-Um..przepraszam Sarah ,że ci przerwę ,ale ja nie idę z nimi.
-CO!? Jak to nie idziesz?-zdziwiła się-Lou mówił ,że idziecie ,że zabiera cię i poznasz tam jakiegoś chłopaka Nathana czy jakoś tak.
-Oh mówił ci ,ale nie pytał się wtedy mnie o zdanie ,a ja wyraźnie mu powiedziałam ,że się z nimi nigdzie nie wybieram.
-Nie Des, idź z nimi zabawisz się ,a przy okazji zrobiłabyś coś dla mnie-powiedziała milutko-Proszę Des.
-Ale o co konkretnie chodzi?
-Chodzi o to ,że chce abyś miała oko na Louisa. Um..to znaczy źle to ujęłam. O Misia się nie martwię ,ufam mu ,wiem ,że nie zrobi nic nieodpowiedniego ,miałabym raczej prośbę ,abyś popatrzyła czy żadna się do niego nie dostawia, czy żadna nie podchodzi, nie dotyka, rozumiesz?
-No tak jakby.
-Po prostu jak jakaś by się chciała do niego przystawić i chciała by go dotknąć daj jej w zęby ,a wiem ,że potrafisz-zaśmiałyśmy się.
-Czyli mam pilnować aby nikt nieodpowiedni nie kręcił się obok Louisa tak?
-Tak Tak. Jego nie musisz jakoś bardzo pilnować ,bo mam do niego zaufanie ,po prostu ostatnio w klubie była taka przykra dość sytuacja z jedną dziewczyną i chciałabym tego uniknąć, a mnie przy nim nie będzie.
-OO jaka sytuacja?
-Dużo opowiadać, ale tak w skrócie to przyjebałam jakiejś lafiryndzie gdy tańczyłam z Lou ,a jakaś zaczęła się do niego miziać-zaczęłam się śmiać.
-Sarah ty?! Serio?
-Tak ja, wiem ,że to niespodziewane ,ale Louis jest dla mnie najważniejszy i żadna, poza mną, nie będzie się do niego przymilać-powiedziała srogo-Dlatego błagam cie, zrób to dla mnie i idź tam. Proszę.
-Dobra pójdę ,zrobię to dla mojej ukochanej bratowej-zachichotałam, a ona wraz ze mną.
-Jesteś najlepsza! Mam u ciebie dług! Ale pamiętaj jak jakaś podjedzie od razu wkraczaj do akcji.
-Spokojnie o tym nie musisz mi przypominać-znowu zachichotałyśmy.
-Oh muszę kończyć ,mam jeszcze parę telefonów co do ślubu i w ogóle. Zaproszenia w poniedziałek odbieram i zaczynamy zapraszać.
-Mi macie dać jakieś najładniejsze-zaśmiałam się.
-Masz jak w banku. Dobranoc Des i dziękuje.
-Nie ma za co Dobranoc Sarah-rozłączyłyśmy się. Ugh lubię ją i tylko dlatego zgodziłam się tam pójść. Wstałam z łóżka i poszłam do pokoju brata. Zapukałam trzy razy.
-Proszę-powiedział ,a ja pchnęłam drzwi i weszłam do środka.
-Louis.-zaczęłam
-Tak?
-Jednak idę z wami do tego klubu-powiedziałam ale bardzo anemicznie.
-Oh jest! Wiedziałem ,że się skusisz, obiecuje ci, że nie będziesz się nudzić, Nathan jest fajnym chłopakiem.
-Nie idę tam ze względu na niego, mam gdzieś chłopaków po Max'ie ,ale trzymam cie za słowo. Idę spać, Branoc.
-O tym dupku musisz zapomnieć i dlatego powinnaś znaleźć jakiegoś normalnego. Branoc Mała-pożegnał mnie posyłając całusa ,a ja wróciłam do swojego ciepłego łóżeczka i zaraz po tym zasnęłam.
~Szłam korytarzem sama, mijałam ludzi z mojej szkoły ,ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Nawet Victoria ,Rick i Zack, nie podeszli ,nie pogadali. Chciałam stanąć ,ale moje nogi prowadziły mnie dalej przed siebie. Zobaczyłam jak Zayn stoi razem z Samantą.
-Des mogła cię pocałować to ja też mogę-powiedziała i wpiła się w jego usta. On od razu objął ją
w pasie i obrócił przygniatając do ściany. Całowali się jakąś minutę ,a ja płakałam. Tak jakby ktoś mnie tym zranił.
-Całujesz świetnie-powiedział Zayn i objął Samantą ,a ona zachichotała. Złapali się a ręce i mijając mnie
wyszli ze szkoły.~  
Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam na łóżku. Jak dobrze ,że to tylko sen ,to był dziwny i bolesny dla mnie widok. Nie zrozumiałam dlaczego to mi się przyśniło. Jakieś chore brednie. Pewnie przez tą sytuacje w stołówce. Przyłożyłam głowę do poduszki i starałam się usnąć. Szło mi marnie. Cały czas miałam przed oczami jak Zayn ja obejmuje ,a ona go całuje. Kurwa! Dlaczego mi to przeszkadza?!
*
-Blondyneczko!-doszedł mnie czyjś głos.-Już pierwsza po południu ,wyprowadź Lunę-ktoś głaskał moją głowę.
-Mhm-mruknęłam tylko ,nie chciało mi się wstawać.
-WSTAWAJ DO CHOLERY!-w moje bębenki uderzył głośny krzyk Louisa. Otworzyłam gwałtownie oczy i podniosłam się.
-Po co się tak drzesz?-zapytałam pocierając oczy.
-Kiedy mówiłem łagodnie ty ani drgnęłaś. Wyprowadź Lunę błagam ,a ja zorbie jakieś dobre śniadanie.
-Okej-ziewnęłam ,a on wyszedł. Przeciągnęłam się i wstałam z łóżka ścieląc je. Ubrałam na siebie zwykłe czarne dresy i jakiś niebieski t-shirt, włożyłam na głowę moją beanie "FUCK"i zeszłam na dół. Z wieszaka ściągnęłam smycz i wyszłam na ogród.
-LUNA!-zawołałam i nie minęło dziesięć sekund, a biała była już przy mnie ,zapięłam jej smycz. Słońce już lekko przypierało, a ja ubrałam czapkę ,która równie dobrze mogłaby być na zimę ,ale mniejsza z tym. Okrążyłyśmy dom i wyszłam na ulice. Pospacerowałyśmy kilkanaście dobrych minut niedaleko domu i w pobliskim parku puściłam ze smyczy Lunę. Wybiegała się, a później wróciłyśmy do domu. Byłam strasznie głodna więc gdy tylko spuściłam Lunę ze smyczy od razu udałyśmy się do kuchni.
Ona miała już swoje jedzonko ładnie w miseczkach ,ja musiałam czekać.
-Robię tosty pasuje ci?-zapytał Louis i podał mi herbatę.
-Jasne ,że tak ,ale mogłeś mówić pomogłabym ci przecież.
-Nie, przecież dałem sobie rade-uśmiechnął się i po kliku minutach zjadaliśmy pyszne tosty z szynką i serem. Zjadłam trzy i byłam maksymalnie napełniona.
-Kiedy i gdzie idziemy na tą imprezę?-spytałam Brata.
-Około dwudziestej trzydzieści mamy być w W28.
-W28?!-zdziwiłam się ,słyszałam ,że to naprawdę dobry klub i godny odwiedzenia.
-Tak. Pasuje ci?
-Nigdy tam nie byłam ,ale wiem ,że go chwalą ,ekstra-ucieszyłam się.
-Więc teraz masz czas żeby sobie odpocząć przed imprezą, bo musisz ze mną tańczyć.
-Myślałam ,że mam być bratnią duszą dla jakiegoś Na..coś tam?-zapytałam ironicznie.
-Nathana. Ale ze mną też będziesz tańczyć.-pokiwałam grzecznie głową. Zmyłam po nas kubki i usiadłam w salonie. Włączyliśmy z Louisem jakieś seriale i zabijaliśmy nimi czas jedząc paluszki.
Tak zleciało aż do godziny dziewiętnastej trzydzieści. Oczywiście zrobiliśmy w międzyczasie szybko obiad i zjedliśmy.
-Kurwa Des, zbieramy się bo się nie wyrobimy-wstał Louis i podniósł również mnie.
-Spokojnie.
-Nie spokojnie-wyłączył telewizor i pociągnął mnie w stronę schodów-Idziemy się szykować.-powiedział i gdy byliśmy na górze ruszył do swojego pokoju ,a ja do swojego. Wyjęłam czarną bieliznę i nową sukienkę od Louisa i poszłam się umyć. Kiedy tą czynność miałam z głowy ubrałam sukienkę i założyłam na siebie szlafrok. Nałożyłam na twarz odrobinę fluidu i ociupinkę pudru. Na rzęsy standardowo tusz, tylko ,że tym razem grubszą warstwę. Spryskałam się perfumami od stóp do głów i wyprostowałam idealnie włosy. Wygrzebałam z pudełka czarny lakier do paznokci i pomalowałam nim najpierw paznokcie u stóp, a potem u rąk. Usiadłam na wannie czekając aż wyschną. Postanowiłam nie ubierać rajstop bo pogoda dopisywała. Minęło dziesięć minut ,a moje paznokcie były suchutkie. Spojrzałam w lustro i wyglądałam nawet okej.
Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół ubierając moje czarne balerinki. Wróciłam na górę po małą torebkę na złotym łańcuszku i wpakowałam do niej pieniądze oraz telefon. Poszłam do pokoju Louisa. Kończył się ubierać ,a raczej zapinał koszule.
-No no no Des, pięknie-pochwalił mnie i uporał się z zapięciem koszuli.
-Dzięki-uśmiechnęłam się.-Ty również braciszku-zachichotałam oblizując usta.
-Wiesz co, ubierz jakieś szpilki będziesz wyglądać jeszcze piękniej-poradził ,a ja go wyśmiałam.
-No weź Des, raz ubierz szpiki ,zobaczysz nikt ci się nie oprze-zaśmiał się, a ja z nim.
-Nie Louis, tak mi wygodniej.
-Oh ja cię tu ubiorę-pociągnął nie za rękę i zeszliśmy na dół. Podszedł do szafki i wyciągnął z niej czarne dość wysokie szpilki na platformie z czerwoną podeszwą i bez palców.
-Ubieraj.
-Ale ty jesteś upierdliwy-przewróciłam oczami i włożyłam buty. Od razu urosłam dwanaście centymetrów.
-No teraz jest bosko!-klasnął w dłonie Louis i przywołał ręką przed wielkie Lustro. Rzeczywiście wyglądałam całkiem dobrze ,może nawet lepiej niż w balerinach.
-Zostajesz tak?-zapytał, a ja pokiwałam głową.
-Rewelacyjnie. A teraz trzeba się zbierać, jesteśmy już pawie spóźnieni.-Louis wyjął telefon i zadzwonił po taxi. Ah wiedziałam ,chce się napić dureń jeden ,nie pojedzie jako kierowca. Po kliku minutach jechaliśmy już do klubu taksówką. Kolejka była spora, czekaliśmy w niej jakieś dziesięć minut aż nas wreszcie wpuścili. Przyjaciele Louisa dzwonili do niego po klika razy pytając gdzie jesteśmy. Wreszcie Louis ich zobaczył i ruszyliśmy do stolika. Stanęliśmy przed nim.
-Siema-krzyknął Louis,
-Są spóźnialscy-powiedziała Miley.
-Cześć!-powiedziałam grzecznie im wszystkim machając. Każdy popatrzył na mnie ,ale nie zapomnę wzorku Zayna Malika. Objechał mnie z góry na dół po klika razy.
________________________________________________________________________________
Hej hej hej <3
Jak tam żyjecie? Bo mnie to się chce spać i nie wiem co wam tu napisać.
Do następnego Koty <3

 Macie GIF XD



wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 25

-O czym gadaliście?-zapytał Louis kiedy jechaliśmy już do domu.
-Tak po prostu, o niczym ciekawym ,o tym wyjeźdźcie co ma być niedługo-powiedziałam szybko.
-Ah tak. Nie wiem jak Zayn i inny nauczyciel zwami tam wytrzyma.-zaśmiał się.
-Nic się nie bój ,będzie grzecznie i spokojnie-zapewniłam ,a on znowu się zaśmiał.
-Tak jasne. Des jutro po szkole ,po twoim treningu pojedziesz ze mną do centrum handlowego ,muszę coś kupić ,dobrze?
-Jasne ,że tak ,ale kończę koło siedemnastej.
-Nie ma sprawy ,otwarte jest do dwudziestej trzeciej więc zdążymy.
-A co chcesz kupić?
-Zobaczysz jutro-powiedział i zaparkował przed domem. Wzięliśmy zakupy i weszliśmy do domu.
-Czy wy robiliście te smakołyki ,że was dwie godziny nie było?-zawołała mama z salonu.
-To Louis się ociągał mamo-odkrzyknęłam i wzięłam z siatki paluszki oraz chipsy i powędrowałam do salonu. Otworzyłyśmy przekąski i zaczęłyśmy jeść.
-Beze mnie?-oburzył się Louis i wrył się między nas dwie zabierając nam chipsy.
-Oddawaj to!-krzyknęłam i starałam się wyrwać mu jedzenie.
-Jak powiesz "Louisku ty mój najpiękniejszy, najukochańszy, najwspanialszy i najmądrzejszy braciszku na świecie".
-W życiu-prychnęłam
-To nie jesz-powiedział i zaczął specjalnie jeść robiąc mi 'smaka'
-Dobra-przewróciłam oczami-"Louisku ty mój najpiękniejszy, najukochańszy, najwspanialszy i najmądrzejszy braciszku na świecie daj mi chipsy"
Mama się tylko z nas śmiała. Po obejrzeniu filmu udałam się na górę ,aby wziąć gorący prysznic. Po kąpieli powtórzyłam parę rzeczy do szkoły i zasnęłam.
*
Nadchodziła czwarta lekcja ,siedziałyśmy z Victorią w szkolnej stołówce i piłyśmy kawę z mlekiem kiedy do sali wszedł Malik i również poszedł coś zamówić. Nie wiem czy to była herbata ,kawa ,woda czy coś innego, wiedziałam ,że było to coś w kubku. Usiadł dwa stoliki dalej od nas. Kiwnęłyśmy do niego głowami na "Dzień dobry" ,a on obdarzył nas tym swoim ładnych, białym uśmiechem.
Obserwowałam go i widziałam ,że on przygląda się również mnie. Dwie minuty później do pomieszczenia weszła Samanta i gdy zobaczyła Malika uśmiechnęła się do niego, podeszła pod ladę ,zamówiła wodę niegazowaną i podeszła pod jego stolik.
-Mogę usiąść z panem?-spytała słodko, a we mnie się coś poruszyło. Nie no chyba nie byłam zazdrosna, chyba to nie to?
-Jasne ,ale masz dużo wolnych stolików ,możesz usiąść ze znajomymi, a wybierasz nudnego nauczyciela?-zaśmiał się i upił łyk napoju.
-Niech pan nie przesadza ,nie jest pan nudny. Poza tym zawsze siadam ze znajomymi więc teraz coś dla odmiany-pisnęła i usiadła naprzeciw niego, tyłem do nas. Zarówno ja jaki Vicky obserwowałyśmy ich ,ale Samanta później mówiła tak ,że mało co było słychać. Nie wspomnę już o tym ,że miała bluzkę z wielkim dekoltem. Budowała się we mnie ogromna ciekawość o czym rozmawiają. Zasłoniła mi widok Malika i na swój sposób mi to przeszkadzało. W końcu od wczoraj mogę mówić do niego jak do kolegi, oczywiście poza szkołą. Ciężko mi przyznać ,ale chyba jednak byłam z a z d r o s n a. Eh...nie mam powodów, nie mam, ale jednak byłam. Pewnie przez to wszytko co się "między nami wydarzyło". Bo nie ukrywam, chociaż byłam pijana to wciąż pamiętam ten pocałunek, smak jego ust, jego dotyk, głos uśmiech, zdziwienie ,śmiech ,oddech i zapach. Wszystko i to bardzo dokładnie. Och ja chyba oszalałam.
-Des, Des, Des!-szarpała mnie przyjaciółka za rękę.
-Co?
-Zapatrzyłaś się na tą idiotkę, że ho ho ,chodź szkoda naszego czasu aby coś usłyszeć ,idziemy-wstała ,a ja skopiowałam jej ruchy. Dopiłam łyka kawy.
-Dzięki Kate!-krzyknęłyśmy naszej bufetowej i ruszyłyśmy do drzwi. Spotkałam na sobie spojrzenie Zayna, ale po krótkiej chwili przestałam na niego patrzeć i wyszłyśmy na korytarz aby udać się pod odpowiednią salę. Mijały lekcje, a zbliżał się trening. Pierwszy raz od prawie dwóch tygodni będę mogła zagrać w siatkówkę i cholernie się z tego ciesze.
W końcu nadszedł czas i z dziewczynami pobiegłyśmy się przebrać. Kiedy wyszłyśmy na sale nasz trener już na nas czekał i zaczęła się ostra rozgrzewka.
*
Wyszłam ze szkoły po treningu siatkówki zmęczona ale szczęśliwa.
-No jesteś wreszcie ,czekam już pół godziny-miło przywitał mnie Louis. Ja byłam bardzo podekscytowana i uradowana ,żeby cokolwiek mu odpyskować.
-Jeju jestem taka podekscytowana i trochę zdenerwowana, bo zawody przesunęli nam już na za tydzień w piątek, rozumiesz za tydzień?!-powiedziałam i zapięłam pas.
-Oh słyszałem ,że jesteś kapitanem mała. Szkoda ,że nie będę mógł zobaczyć jak grasz...
-Dlaczego?-zmarszczyłam brwi.
-Po weekendzie wracam do Walii ,mamy mnóstwo spraw do załatwienia razem z Sarah.
-Oh westchnęłam.-Miałam nadzieje ,że będziesz nam dopingował.
-Bardzo bym chciał, ale nie mogę, wybacz mi Des.
-Okej ,spoko przecież to tylko zawody-wzruszyłam ramionami-Jedźmy do tego centrum-dodałam, a brat ruszył z pod szkoły. Louis jechał dość szybko prze ulice miasta i słuchaliśmy głośno muzyki. Lubie z nim jeździć jest dobrym kierowcą. Podjechaliśmy pod galerie handlową, zaparkowaliśmy i udaliśmy się do środka.
-Więc mistrzu co kupujesz?-zapytałam kiedy szliśmy korytarzem.
-Jakąś fajną koszule i spodnie.
-Okej, a na jaką okazje?
-Coś na imprezę.
-Idziesz na imprezę?
-Wszystko ci opowiem jak kupimy coś dla nas.
-Nas?-zapytałam unosząc brwi.-Ja nic nie kupuje wszystko mam.
-Oj nie bądź taka honorowa ,w nagrodę ,że mi pomożesz zafunduję ci jakąś sukienkę czy coś.
-Lou...
-Des..-zamruczał ,a ja się zaśmiałam. Weszliśmy do pierwszego sklepu.
Minęło półtorej godziny, a ta panienka miała tylko spodnie, lekko opięte czarne, ładne.
-Boże Louis piętnasta koszula, rozumiesz!?-warknęłam gdy ten osioł przymierzał kolejne ubrania.
-Ej ale ta jest niezła ,popatrz-pisnął i odsunął kotarkę w przymierzalni. Szczęka mi opadła. Wreszcie!
Boże ! Wreszcie się zlitowałeś i zesłałeś mi na drogę tą koszule!
-Jeju Louis jest genialna!-zachwyciłam się.-Ładnie ci w niej i wyglądasz seksownie-zaśmiałam się.
Koszula była idealna dla niego. Fioletowa z białym kołnierzem i mankietami, naprawdę do niego pasowała
,a w dodatku idealnie układała się na jego ciele.
-Myślisz ,że ta może być?-zapytał.
-Jak najbardziej jestem Za. Z tymi nowymi spodniami będzie tworzyć najlepszy komplet.
-No cóż.
-Posłuchaj mądrzejszej siostry Louis, ten strój jest dla ciebie najlepszy, weź tą koszule.-patrzył kilka chwil i oglądał się z każdej strony. Boże to ja jestem dziewczyną ,a tak nie mam.
-Biorę-zasunął zasłonkę i czekałam aż wyjdzie. Minęło kilka minut i panienka już wyszła, skierowaliśmy się do kasy.
-Teraz kupimy coś tobie ,bo cię wymęczyłem-zachichotałam i wszyliśmy ze sklepu.
-Ja mam sporo ciuchów.
-Oj daj spokój, kupimy fajną kieckę.-objął mnie ramieniem i ruszyliśmy dalej. Weszliśmy do jakiegoś butiku dla pań i oglądaliśmy przeróżne ubrania. W ręce wpadła mi cała czarna sukienka, przez jedno ramie, obcisła, nie za krótka nie za długa.
-A ta?-zapytałam brata.
-Noo czarna kocica-zaśmiał się.-Do przymierzalni-pokierował, a ja wykonałam jego polecenie. Wyszłam ubrana w moją sukienkę.
-Sex Bomba-skomentował brat.-Wyglądasz prześlicznie Des, musisz mieć tą sukienkę ,zobacz tylko-podszedł i obrócił mnie dookoła. Sukienka ładnie leżała na mojej tali i nie miała ogromnego dekoltu. Podobała mi się.
-To ją bierzemy-powiedziałam.
-Oczywiście ,że tak , nie ma innej opcji-rzekł Lou. Szybko się przebrałam i brat zapłacił za sukienkę.
Poszliśmy do KFC. Kiedy Lou przyniósł nasze zamówienia szybko zabrałam się za jedzenie.
-Powiesz mi wreszcie co to za impreza?-zapytałam jedząc frytki.
-Już ci mówię. Znasz dobrze moje najlepsze koleżanki i najlepszych kolegów z liceum prawda?-pokiwałam głową.
-No więc ugadaliśmy się, że cała nasza siódemka, chłopak prawie w twoim wieku, jeszcze Zayn idziemy jutro do klubu. Ty też idziesz.-dodał ,a ja zatrzymałam swoje czynności.
-CO? Ja nigdzie się nie wybieram Lou-pokręciłam głową.
-Ależ się wybierasz ,już powiedziałem ,że będziesz,
-Nie! Ciekawe co ja tam będę robić z wami, to twoi przyjaciele nie moi. W dodatku co z Sarah?
-Sarah o wszystkim wie ,zgodziła się, nie ma problemu. A wracając do ciebie Miley bierze ze sobą młodszego brata, rok starszego od ciebie i prosiła abym zabrał ciebie ,żeby on miał z kim pogadać w swoim wieku ,żeby się nie nudził. Chodź Des ,obiecałem jej to ,że potowarzyszysz nam i jej bratu.
-Mogłeś powiedzieć o tym wcześniej ,ja się nigdzie nie wybieram i koniec tematu. Jedz-warknęłam
-Des..
-Jemy i jedziemy-przerwałam mu, a Louis pokręcił głową i zaczął jeść.
Chwile później wracaliśmy już do domu.
-Des jak cie proszę chodź ,no błagam cie. Siostrzyczko chodź.-nalegał całą drogę.
-Louis daj mi już spokój ,ja nie idę i koniec, a wy bawcie się dobrze i pozdrów ich wszystkich.
-Jesteś taka uparta.-mruknął ,a ja tylko prychnęłam. Gdy zaparkował samochód pod domem wysiadłam i biorąc swoją sukienkę i plecak szybko weszłam do domu.
-Cześć-powiedziałam do mamy i wbiegłam na górę. Wzięłam szybki prysznic ,wysuszyłam włosy ,przebrałam się w piżamę i ułożyłam wygodnie na łóżku włączając telewizor. Ktoś zapukał.
-Wejdź-powiedziałam.
-Des ,jeśli zmienisz zdanie daj mi znać-powiedział Lou.
-Nie męcz mnie już , nie mam ochoty i tam nie pójdę ,nie będę niańką jakiegoś brata Miley, którego nie znam.
-Nie niańką ,ale towarzystwem.
-Oh wszystko jedno. Nie.-powiedziałam twardo ,a Louis wyszedł. Poczułam jak wibruje mój telefon. Podniosłam się aby go sięgnąć. Dzwoniła Sarah. ciekawe czego ona chce?
__________________________________________________________________________-_____
Lejdis uwaga uwaga:
otóż następny rozdział (tak jak i ten) będzie dość spokojny ,bez jakiś wiecie, AKCJI
ale spokojnie ,wszystko się zacznie dziać i będzie ta Akcja.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 24

Louis i Malik przywitali się po przyjacielsku, a ja stałam jak wryta. Malik miał skórzaną sportową kurtkę, typową na motocykl i buty też do tego przeznaczone. Obok niego stały dwa kaski. Jeden biało-czarny ,drugi czarno-zielony. Ale po co mu dwa?
-Witaj Des-odezwał się Malik. Przełknęłam ślinę. Kurcze, ta skóra dodaje mu jeszcze więcej seksu,niż rzeczywiście on ma go w sobie.
-Dzień dobry-odpowiedziałam cichutko. -Um..Louis ,ja m-może pójdę do domu zanieść zakupy ,mama chciała coś słonego-wydukałam.
-Daj spokój pojedziemy razem. Podoba ci się? -wskazał na całego czarnego ścigacza ze srebrnymi akcentami. Był wspaniały, ale to nie zmieniało faktu ,że należał do Malika. Czułam jak serce skacze mi w piersi. Wiedziałam ,że Malik wyczuł moje zdenerwowanie bo wpatrywał się we mnie dość wiercącym wzorkiem.
-Fajny-powiedziałam cicho i starłam się patrzeć wszędzie ,tylko nie na Malika.
-Zayn, Des zawsze chciała takim pojeździć ,nawet była ze mną na pokazie, przewiózł byś ją?-zapytał Louis ,a ja myślałam ,że się przesłyszałam. Miałam wielką ochotę udusić brata gołymi rękami.
-Daj spokój Louis ,wcale nie chce-wykręciłam się. Mój głos drżał. Oczywiście ,że chciałam i chce, ale
nie z tym przystojnym, kurwa, nauczycielem!
-W samochodzie aż podskoczyłaś z radości gdy dowiedziałaś się ,że mój kolega ma ścigacz i cie może przewieść.
-Ale już mi się odechciało-warknęłam. Louis się zaśmiał. Bo nie wiedziałam który to ten KOLEGA!
-Des ,zobaczysz ,spodoba ci się ,będę jechał powoli-wtrącił się Malik. Widziałam po jego oczach ,że jest rozbawiony.
-Dobra jak ona nie chce to ja się przewiozę-powiedziała Louis. O nie! Kurwa ,chyba nie zostawi mnie w tym garażu samą z nim!
-Nie!-odezwałam się szybko. Louis zmarszczył brwi.
-T-to może ja pojadę z tobą?-zapytałam.
-Bezpieczniej będzie jeśli pojadę sam ,Zayn jest bardziej doświadczony w prowadzeniu takiego sprzętu ,ma prawo jazdy tej kategorii ,a ja nie mam. Jeśli nas złapią razem będzie duży mandat.-wyjaśnił. Co za drań.
-A jak ciebie samego złapią?-zapytałam z chamską barwą głosu.
-To będzie mniejszy mandat.-wywróciłam oczami.
-Dobra ,idę do domu-westchnęłam i chciałam już wyjść.
-Czekaj Des. Co ci zależy?-spytał Louis. Wzruszyłam ramionami.-Zayn przewiezie cie kawałeczek ,potem ja pojadę i wrócimy razem.
-Nie, nie pojadę z tym panem ,to mój nauczyciel-powiedziałam bardziej szeptem do Louisa w nadziei ,że Malik nie usłyszy.
-Nie jesteśmy w szkole Des ,możesz do mnie mówić na "ty".-powiedział Malik, czyli usłyszał.-Jakby co jestem Zayn,a teraz chodź.-uśmiechnął się. Przez ten jego cholerny uśmiech pokiwałam głową i tym samym zgodziłam się na to szaleństwo.
-Będę jechał ostrożnie ,bo mam dla ciebie tylko kask i moją kurtkę ,nie mamy ochraniaczy.-powiedział i ściągnął z ramion okrycie i podał mi. Przyjęłam i założyłam na siebie. Zapach był boski, pachniało nim, pachniało tak pięknie. Louis podał mi zielonoczarny kask ,a ja go założyłam. Zayn założył ten biały i zorientowałam się ,że on będzie jechał w samej bluzie.
-Um..a pan nie będzie miał kurtki?-zapytałam ,a on pokręcił głową. Wyprowadził motocykl z garażu i usiadł.
-Siadaj za Zaynem i trzymaj się go mocno-polecił Louis.
-Nie ma się czego innego złapać, muszę jego?
-Nie! No wsiadaj.-Jak powiedział tak zrobiłam. Usiadłam tuż za Zaynem i z wielkim trudem objęłam delikatnie jego pas.
-Trzymaj się mocniej bo naprawdę spadniesz-zaśmiał się Zayn i zasunął szybkę w kasku , ja zrobiłam to samo. Odpalił, a pojazd wydał ten charakterystyczny warkot ,który zawsze mi się podobał. Wzmocniłam uścisk. Przygazował i ruszył z osiedla. Na ulice wyjeżdżał ostrożnie i jechał dość wolno aż do samej autostrady. Tam musiałam złapać się go jeszcze mocniej ,bo prędkość była zawrotna.
Wiedziałam ,że zmarznie w tej bluzie i wiedziałam ,że powinę mieć kurtkę. Moja klatka piersiowa stykała się z jego plecami tak ,że nic by między nas nie włożono. Nie piszczałam, podobało mi się ,podobała mi się ta prędkość ,podobało mi się to jak wszystko mijamy, jak jedziemy między samochodami. Zdawałam sobie sprawę ,że jazda takim motorem nie należy do bezpiecznych i w każdej chwili mogłoby się nam coś stać ,ale miałam dziwne uczucie bezpieczeństwa ,kiedy wiedziałam ,że za kierownicą siedzi On. Jechaliśmy jakieś pięć minut i zorientowałam się ,że skręca z autostrady ,a potem zwalnia i wjeżdża w jakąś drogę mało ruchliwą. Podjechał pod przystanek autobusowy i zgasił ścigacz. Zeszłam z motoru i zdziwiona tym dlaczego stanęliśmy ściągnęłam kask. Przejechałam poburzone włosy ręką i odłożyłam kask na siedzenie.
Zayn również zdjął swój i położył obok mojego.
-Podobało się?-zapytał z uśmiechem.
-Było ekstra, fajne przeżycie i trochę adrenaliny ,to lubię-odpowiedziałam emocjonując swoje zdanie-Ale po co tu stanęliśmy?-zapytałam cicho. Zayn usiadł na ławce i gestem ręki wskazał miejsce obok siebie. Zanim pomyślałam siedziałam już obok niego.
-Unikasz mnie Des. Chcę z tobą porozmawiać. Nawet w szkole mi uciekasz ,nie przychodzisz na lekcje. Czy to wszystko przez ten pocałunek? Prze tą noc?-zapytał bez ogródek. Czułam jak się czerwienie na samą myśl o pocałunku z nim.
-Wiem ,to było nieodpowiedzialne, głupie ,dziecinne z mojej strony i więcej się nie powtórzy. Powinnam pana za to przeprosić.... Przepraszam-powiedziałam nie patrząc na niego ,tylko w moje buty.
-Nie musisz za to przepraszać.-powiedział, a ja delikatnie się uśmiechnęłam.-Nic strasznego się nie stało, że musisz przede mną uciekać.
-Nie byłam sobą, byłam pijana i robiłam takie głupstwa ,że mi wstyd.
-Polubiłem tamtą Des ,tylko szkoda ,że pijaną.-zaśmiałam się.
-Tak to jest jak się nigdy nie pije. Jeszcze raz przepraszam za moje zachowanie ,mam nadzieje ,że pan zapomni.
-Nie mów mi pan kiedy nie ma szkoły ,czuje się staro-zaśmiał się ,a ja to odwzajemniłam.-Nie mam zamiaru o tym zapominać-dodał, a ja popatrzałam na niego wielkimi oczami, ale nie odezwałam się nic.
O cholerka. Dlaczego się ucieszyłam kiedy wypowiedział to zdanie?
-Będziesz już chodzić na moje lekcje?-zapytał po chwili.
-Tak, a przynajmniej spróbuje-uśmiechnęłam się.
-To dobrze.-powiedział.
-Um..mam pytanie.-zaczęłam.
-Tak?
-Dlaczego pan zechciał, to znaczy zechciałeś pracować u nas w szkole?
-To nie jest tak do końca. Otóż dyrektorem szkoły jest mój wujek. Ja zwykle uczyłem wychowania fizycznego w podstawowej szkole ,ale mój wujek poprosił mnie abym popracował tutaj przez te dwa miesiące i został waszym wychowawcą za panią Barkley, a od września znajdą już nauczyciela na stałe. Ja jestem tylko na zastępstwo. Nigdy nie uczyłem w liceum i nie mam zamiaru więcej.
-Czyli uczył pan um..uczyłeś tylko w podstawówce?
-Tak.
-Uczysz dalej?
-Nie, już od roku nie, teraz  jestem trenerem tenisa i boksu.-tenisa...nic gorszego nie mógł wybrać...
-Oh ciekawe życie-powiedziałam żartem.
-Tsa-westchnął.-Już niedługo ślub Louisa, słyszałem waszą kłótnie poniekąd na mój temat. Naprawdę przeszkadza ci to ,że prawdopodobnie będziemy razem w parze?
-Um..nie, teraz chyba nie, ale wtedy przeszkadzało bo sam pan wie co się wydarzyło. Jest pan moim nauczycielem ,nawet przez te dwa miesiące.
-Czyli to wszystko przez ten pocałunek?-zaśmiał się.-Chyba nie było aż tak źle?-powiedział z rozbawieniem.
Pokręciłam głową. On w ogóle nie jest skrępowany ,za to ja non stop się czerwienie i non stop się zawstydzam. Nigdy taka nie byłam. Co jest?!
-Chodźmy już ,bo zaczyna się ściemniać.-wstał,a ja zrobiłam to samo. Założyliśmy kaski i wsiedliśmy na ścigacz, po czym odjechaliśmy. Objęłam go tak, żeby czuć się bezpiecznie i ruszyliśmy. Całą drogę czułam jego zapach, ma cudowne perfumy i są bardzo "wytrwałe", nawet po takiej jeździe zapach pozostał. Kiedy dotarliśmy na miejsce Louis siedział w garażu na krześle i rozmawiał przez telefon. Ściągnęłam kask i kurtkę i oddałam Zaynowi.
-Myszko już są ,w takim razie do usłyszenia. Kocham cie ,słodkich snów-wiedziałam już z kim rozmawia.
-Długo was nie było coś.-powiedział.
-Zagadaliśmy się prze chwile ,masz stary-odpowiedział mu Zayn i podał kurtkę ,kask i kluczyki. Louis dopadł motocykl jak jakaś bestia. Odpalił ,przygazował i już go nie było. Znowu byłam sam na sam z Zaynem. Ale czułam się już znacznie lepiej w jego towarzystwie niż wcześniej.
-A jak z twoim kolanem?-zapytał stając obok mnie.
-Chyba już dobrze ,siniak zszedł, nie boli. Jutro już będę na treningu.
-To dobrze, bo przecież zawody coraz bliżej-pokiwałam głową.
-Ja już pójdę ,powiedz Louisowi-zebrałam się do wyjścia ,ale poczułam jak on łapie mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się. Przyjemne dreszcze przeszły przez...NIE! STOP!
-Lou zaraz będzie ,zaczekaj tutaj-wskazał na krzesło. Posłuchałam go i usiadłam. On oparł się o swój ,chyba swój, samochód na przeciwko mnie. Patrzyłam przez chwile na niego ,tak jak i on patrzył na mnie ,ale żadne z nas się nie odezwało. Chciałam, chciałam się odezwać ale nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Czemu nic nie mówisz?-odezwał się pierwszy.
-Nie mam o czym mówić-wzruszyłam ramionami.-Niech pan coś powie.
-Ah wiem, nie było cię w środę na lekcji i przekazywałem klasie informacje na temat tego wyjazdu. Na razie jesteście klasą z najlepszą średnią ale to wszystko możne się jeszcze zmienić-powiedział ,a ja się uśmiechnęłam.
-To bardzo dobra wiadomość, fajnie byłoby pojechać.
-Jesteście zdolną klasa dacie rade.
-Tsa-mruknęłam.-znowu zapadła cisza. Nie patrzyłam na niego, patrzyłam na swoje buty ,jednak czułam, jego wzrok na sobie.
-Des-zaczął, ale w tej samej chwili podjechał Louis. Nie dokończył ,a mnie było głupio się dopytywać ,co chciał mi powiedzieć, chociaż byłam ciekawa.
_______________________________________________________________________________
Cześćććććććććć jak się spało po weekendzie? xDD
ale mam dobry humor ;D
Do zobaczyska w next chapterze <3

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 23

Był już czwartek. Śpieszyłam się na trzecią lekcje ,bo oczywistym było to ,że na lekcje z Malikiem nie chodziłam już cały tydzień. Przyjaciele męczyli mnie dlaczego go unikam więc pokrótce opowiedziałam im ,że będę z nim na ślubie. (Pominęłam oczywiście nasz pocałunek) Victoria się zachwyciła i powiedziała ,że ona by tak chciała. Przewracałam oczami na każde jej uwagi. Obiecali ,że nikt poza nimi z tej szkoły nie dowie się o tym ,że Malik będzie na ślubie Louisa. Przez te ostatnie dwa dni dużo czasu spędziłam razem z Alexem. Max niejednokrotnie się nam przypatrywał, ale ja nie chciałam zwracać na to uwagi, nie chciałam o nim myśleć. A z Axelem dobrze mi się rozmawiało i nigdy nie brakowało tematów. Przekroczyłam próg szkoły i udałam się pod pracownie chemiczną. Trwała przerwa ,ale mojej klasy jeszcze nie było. Stwierdziłam ,że dziewczyny na pewno się przebierają. Wreszcie zobaczyłam jak idą całą chmarą. Przywitałam się ze wszystkimi.
-Des chodź na chwilkę-pociągnęła mnie na bok Vicky.
-Co jest?-spytałam.
-Malik prosił abyś się do niego wstawiła.
-Niby po co?!-oburzyłam się.
-Nie chodzisz na jego lekcje i nie usprawiedliwiasz tego, musisz do niego iść ,dzisiaj na długiej przerwie. Tak powiedział.
-Nie.
-Des, nie rób sobie problemów ,pamiętasz co ostatnio powiedział ci dyrektor? Nie chcesz chyba ,żeby cie wyrzucili na sam koniec?
-No nie.
-Więc pójdziesz tam, pogadasz z nim chwile i już. W końcu to z nim będziesz na ślubie Louisa-zachichotała na końcu.
-Obiecałaś ,że nie będziesz mi o tym przypominać.-warknęłam ,a ona podniosła ręce w geście poddania i pokiwała głową. Zabrzmiał dzwonek na lekcje i weszliśmy. Przez cały czas myślałam nad tym czy iść do tego Malika tak jak kazał, czy może jednak pozostać przy swojej upartości i tam się nie stawić? Przecież ja nie wypowiem przy nim żadnego słowa. Jak będzie wyglądać nasza rozmowa? On będzie coś mówił ,a ja "YYYYY"?  Mam nadzieje ,że nie ma zamiaru wspominać nocy z piątku na sobotę bo bym chyba zemdlała. Mijały lekcje i gdy zbliżało się do długiej przerwy czułam rosnące zdenerwowanie w swoim brzuchu. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam się na niczym skupić. Zadzwonił ostateczny dzwonek ,a ja czułam ,że zbladłam.
-No Des idź i jak przyjdziesz to opowiesz co chciał-poganiała mnie przyjaciółka. Kiwnęłam jej głową i ruszyłam do pokoju wuefistów przy sali gimnastycznej. Byłam już całkiem blisko kiedy zatrzymał mnie Alex.
-Hej Des ,nie widziałem cie dzisiaj, gdzie się chowasz?-zapytał i posłał mi swój udany uśmiech.
-Tak jakoś wyszło, wybacz-odwzajemniłam uśmiech.
-Jest super pogoda chodźmy na lody ,długa przerwa to jednak długa przerwa-pociągnął mnie w przeciwnym kierunku niż powinnam była pójść. Byłam już tak blisko tego pokoju ,ale nie chciałam odmawiać Alexowi. Uznałam ,że rzeczą przyjemniejszą będą te lody niż ta cholernie trudna rozmowa z Mlikiem. Wymsknęliśmy się przez ogrodzenie i pobiegliśmy do sklepu spożywczego niedaleko szkoły. Ja kupiłam sobie lody czekoladowe ,a Alex waniliowe. Usiedliśmy na ławce przed sklepem i zajadaliśmy.
-Kocham taką pogodę ,pojechał bym teraz na plażę i wskoczył do morza.-rozmarzył się zielonooki.
-To jedźmy nad to morze teraz-zażartowałam i zaśmialiśmy się.
-Ej poróbmy coś ciekawego w weekend.-zaproponował.
-Kurcze wiesz bardzo chętnie ,ale przyjechał na krótko mój brat i weekendy chciałabym spędzać w jego towarzystwie.
-Oh nie szkodzi ,to jak już twój brat pojedzie to porobimy coś fajnego ,żeby się nie nudzić co?
-No jasne ,a co masz na myśli?-zapytałam. Polubiłam Alexa ,jest o wiele sympatyczniejszy niż ten dupek.
-Razem się coś wymyśli ,pojedziemy na jakieś kręgle ,basen ,albo do zoo.
-Chcesz odwiedzić swoją rodzinę?-zachichotałam. On popatrzył na mnie pytająco.
-No Małp-sprostowałam, a on zaczął się śmiać kiwając głową.
-Jesteś serio zabawna-powiedział i kończył jeść loda. Nagle Alexa dłoń zbliżała się do moje twarzy i poczułam jak ociera kciukiem miejsce obok moich ust. Zdziwiłam się tym gestem.
-Odrobina czekolady-wyjaśnił ,a ja się uśmiechnęłam. Skończyliśmy jeść.
-Chyba trzeba wracać ,co?-zapytałam.
-Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce-westchnął.-Ale chodź-wstał z ławki i wyciągnął rękę. Podałam mu ją i ruszyliśmy do szkoły. Była już lekcja, bo na korytarzach pusto. Udaliśmy się do szafek. Wyciągnęłam swoje książki i przełożyłam te potrzebne. Zamknęłam metalowe drzwiczki i poczułam jak Alex obraca mnie twarzą do siebie. Zmarszczyłam brwi. On jedną ręką złapał mnie za ramię, a drugą położył na moim policzku i powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Sekundę później poczułam jak jego usta dotykają moich.
Nie byłam pewna ,czy to dobry pomysł ale nie zrobiłam nic ,żeby to przerwać. Język Alexa poprosił o wejście głębiej, a ja mu to umożliwiłam. Całował mnie powoli głaskając po policzku.
-Jest już lekcja-usłyszałam obok nas głos Malika. Odepchnęłam Alexa w mgnieniu oka i otarłam usta. Alex się zaśmiał.
-Wiemy-odpowiedział Alex.
-To czasem nie powinieneś na niej być?-warknął Malik.
-Powinienem ,ale chyba sam pan był kiedyś nastolatkiem i zapewne pan też wybrałby całowanie takiej dziewczyny niż siedzenie na jakiejś lekcji-odpowiedział Alex ,a Malik zmrużył oczy. Ja za to doznałam zdziwienia. Boże po co on mówi przy nim takie rzeczy?!
-Masz minutę żeby wrócić grzecznie do klasy-rozkazał Malik. Wiedziałam ,że było to skierowane tylko do Alexa ,ale ja też posłuchałam i zbierając plecak z podłogi szybko ruszyłam korytarzem.
-Des tobie nie pozwoliłem iść-powiedział głośno Malik ,ale ja nie zareagowałam tylko szybciej zaczęłam iść.
-DES!-usłyszałam za sobą i gdy skręciłam za róg wybiegłam ze szkoły. Nie chciałam iść na kolejne lekcje ,wolałam być w domu. Zdawałam sobie sprawę ,że mogą mnie czekać kolejne konsekwencje z tym opuszczaniem lekcji ale nie mogłam siedzieć w szkole. Całą powrotną drogę w autobusie rozmyślałam nad tym pocałunkiem Alexa. Nie poczułam nic. To oznaczało tyle ,że nie jestem nim zainteresowana. To nie to ,że całował źle ,ale po prostu nie chciałabym mieć go za chłopaka. W roli dobrego kolegi sprawował się lepiej. Muszę mu dać do zrozumienia ,że między nami nic nie będzie i że przykro mi, jeśli na coś liczył z mojej strony. Nie lubię tego mówić chłopakom ,ale nie mogę też na siłę z kimś być ,zwłaszcza ,że jestem świeżo po nieudanym związku. Poza tym pocałunek z Malikiem był lepszy...
Nie powinnam tak myśleć ,ale to samo rodzi się w mojej czaszce.
Weszłam do domu i od razu skierowałam się w stronę salonu ,bo dochodziły stamtąd dźwięki telewizora.
-Cześć-powiedziałam cicho.
-Już jesteś?-zapytał zdziwiony brat ,a ja pokiwałam głową.-Zwiałaś z lekcji Des.
-Tak i co z tego?-wzruszyłam ramionami.
-Wiesz ,że mama ma na tym punkcie fioła? Wiesz ,że nie znosi gdy dużo opuszczasz? Tak samo było ze mną.
-Tak wiem "Ona zawsze stawia się w pracy jak trzeba"-przedrzeźniałam jej wypowiedź ,a Louis zaśmiał się lekko.
-Co robimy na obiad?-zapytałam.
-Naleśniki?-zaproponował brat ,a ja ochoczo się zgodziłam. Poszliśmy do kuchni i przygotowaliśmy wszystko na ciasto. Po czterdziestu minutach siedzieliśmy przy stole i jedliśmy przepyszne naleśniki z serem i nutellą. Zjadłam trzy i zapchałam się jak nigdy wcześniej. Ociężała poczłapałam do salonu i rzucając się na kanapę włączyłam tv.
-Opowiedz coś, jak w szkole?-zaczął Louis i zepchnął moje nogi aby sobie usiąść. Typowe dla niego.
-W szkole jak w szkole. Za niedługo mamy te rozgrywki między szkolne i jutro zostaję dłużej bo mam trening ,a kolano już przeszło.-położyłam nogi na jego udach.
-Musicie wygrać ,wiesz nie możecie się zhańbić-ostrzegł brat. On grał w piłkę nożną w drużynie kiedy jeszcze się uczył.
-Jasne ,że tak ,nie ma innej opcji.
-Słyszałem od Zayna ,że jeżeli będziecie mieć dobre stopnie to jedziecie na wycieczkę.
-O tak ,teraz cała klasa się stara.-zaśmiałam się.
-Chyba tylko oprócz ciebie.
-Louis ja mam dobre oceny...
-Nie chcesz jechać?
-Chce.-odpowiedziałam twardo i wpatrywałam się w telewizor oglądając jakiś film.
-Louis wyprowadziłeś dzisiaj Lunę?-spytałam po krótkiej chwili.
-Tak ,biegałem z nią i chyba teraz śpi w koszyku zmęczona.-odpowiedział. Poczułam się strasznie senna ,a moje powieki ważyły sto kilo.
-Des-poczułam szarpniecie-Des wstawaj no!-Louis starał się mnie dobudzić.
-Co?-wychrypiałam.
-Wstawaj pojedziemy do sklepu!-ciągnął za moją rękę.
-Po co?-pytałam senna.
-Po coś dobrego ,Jezu no śpisz już cztery godziny!-krzyknął, a ja leniwie podniosłam się z kanapy.
-Czekaj ogarnę się i pojadę z tobą-odparłam i wyszłam powoli na górę. Poprawiłam włosy i makijaż.
Podeszłam do szafy i przebrałam się. Ubrałam czarne rurki, biały podkoszulek i czarną zasuwaną bluzę z kapturem. Zeszłam na dół i ubrałam Air Maxy ,a następnie poszłam do kuchni wypić sobie sok.
Usłyszałam jak drzwi do domu się otwierają ,a zraz potem przywitanie mojej mamy:
-Jestem Skarby dwa!-krzyknęła , a Luna się zerwała i pobiegła przywitać. Co za pies ,nawet nie zaszczekała ani razu..
-Hej Des i jak w szkole?-boże czy na tym świecie nie ma innych pytań?
-Mamo wszystko jak najlepiej ,a jak w pracy?
-Bardzo ciężka rozprawa za mną ,ale nie narzekam.
-Cześć mamo-przywitał się Louis.-Chcesz coś ze sklepu?
-Wiecie co mam straszną ochotę na coś chrupkiego słonego ,kupcie jakieś paluszki albo chipsy.
-Okej za niedługo wracamy, ciasto na naleśniki i ser jest w lodówce-odpowiedział jej brat i pociągnął mnie do garażu.
Po dwudziestu minutach byliśmy w supermarkecie. Chodziliśmy z Louisem od regału do regału i wybieraliśmy przeróżne smakołyki. Louis jeszcze dołożył kilka piw. Zajęło nam to jakąś godzinę i z pełnymi dwoma koszykami udaliśmy się do kasy. Zastała nas długa kolejka i tak zleciało kolejne piętnaście minut. Wreszcie zapłaciliśmy za wszytko i poszliśmy na parking. Wrzuciliśmy zakupy do bagażnika i zmęczeni wsiedliśmy do samochodu. Louis odpalił samochód i po chwili dostał sms.
-Mój kolega kupił sobie ścigacz ,chcesz jechać ze mną go zobaczyć?-zapytał mnie Louis.
-Jasne ,że tak!-pisnęłam ucieszona. Zawsze jarały mnie szybkie motory i samochody.
-To w drogę!-zaśmiał się Louis i przyśpieszył.
-A będę mogła się przewieść?-zapytałam słodko ,z nadzieją.
-Sama nie ,ale ja albo mój kolega cie przewiezie.
-Okej-westchnęłam. Mogłam się spodziewać ,że nie pozwolą mi prowadzić takiej maszyny. Zastanawiałam się tylko który to kolega. Mark? Georg? John? Liam? Matt? Nie miałam pojęcia.
-Louis ,a który to ten kolega?-zapytałam gdy nie mogłam odgadnąć.
-Zaraz się dowiesz jesteśmy blisko-odpowiedział uśmiechnięty i skręcił w jakąś ulice. Trzy minuty później zaparkował przed dużym, nowym, ładnym, brązowo-kremowym blokiem. Wysiedliśmy z samochodu i Louis prowadził w stronę jakiś garaży. Jedna brama garażowa była otwarta i gdy tylko ją przekroczyliśmy zamarłam. Tym kolegą był Zayn Malik. Mogłam się była spodziewać, że to będzie on.
_________________________________________________________________________________
HYHYHYHY
W kolejnym już będzie więcej Malika. xD

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 22

Skończyłam już wszystkie lekcje i szłam jak zawsze do szafki aby wypakować te niepotrzebne książki i zeszyty. Kiedy się z tym uporałam stanął przede mną Alex, kumpel Max'a, też był dziwnie poobijany tak samo jak Max. Popatrzyłam na niego zdziwiona ,nie wiedziałam czego ode mnie chce. Jeśli przysłał go ten dupek niech od razu stąd sobie pójdzie.
-Hej Des-przywitał się.
-Hej-odparłam-Czego chcesz?-zapytałam ,ale chyba zbyt surowo.
-Chyba nie masz dobrego humoru co?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Chyba nie. Mów czego chcesz.
-Spokojnie nie denerwuj się. Chcę z tobą pogadać o czymś ważnym.
-Jeżeli o Max'ie, możesz już iść.
-Nie, nie o nim. To znaczy po części o nim ,ale nie tak jak ty o tym myślisz Des.
-Nie tak ,więc jak?
-Kończę za dwie godziny, o siedemnastej ,możemy spotkać się gdzieś po szkole? Chociażby w Starbucksie?
-Nie wiem czy to dobry pomysł-nie chciałam się z nim spotykać.
-Proszę Des, chce przekazać ci trochę ważnych informacji.
-No dobra. To o której?
-Przyjdę po ciebie zaraz po szkle i pójdziemy ,dobrze?
-Dobrze-uśmiechnęłam się, to samo zrobił Alex. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Malika. Spięłam się maksymalnie. Myślałam ,że dzisiaj już go nie zobaczę bo cały dzień obyło się bez komplikacji. Mój uśmiech poszedł w zapomnienie ,a serce zaczęło szybciej bić kiedy szedł w naszą stronę.
-Ja już muszę iść Alex ,do zobaczenia-powiedziałam pośpiesznie i ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia.
-Des!-usłyszałam za sobą głos Malika co spowodowało ,że przyspieszyłam swój marsz. Pchnęłam drzwi wyjściowe zbyt mocno bo aż odbiły się z hukiem o ścianę. Zbiegłam ze schodów i skierowałam się na przystanek. Kiedy zobaczyłam stojący już autobus podbiegłam i wskoczyłam do środka, a chwile po mnie drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą i cieszyłam się ,że udało mi się wsiąść na czas. Po chwili byłam już w domu. Zrzuciłam z nóg buty i wybiegłam na górę. Plecak położyłam na krześle przy biurku ,a sama położyłam się na łóżku. Zostały jeszcze nie całe dwa miesiące i przez ten okres czasu muszę go unikać? Przecież to mi się nie uda. Gdyby to był początek roku mogłabym w sumie zmienić szkołę ,ale teraz to mi się nie opłaca. Może powinnam z nim porozmawiać, przeprosić i obiecać że więcej się to nie powtórzy ,a on powie "Nie ma sprawy" i będzie już dobrze? Czy to by zadziałało?
-Cześć Des ,chodź zrobiłem coś do jedzenia-do pokoju wszedł Louis w kolorowym fartuszku do gotowania. Zaśmiałam się na ten widok i wstałam z materaca.
-Idę-mruknęłam i podeszłam pod drzwi. Brat ruszył za mną.
-Coś taka markotna?-spytał po drodze.
-Dzisiaj poniedziałek Louis sam sobie odpowiedz na to pytanie-uśmiechnęłam się sztucznie i skierowałam do kuchni, a następnie usiadłam na krześle.
-Pomóc ci coś?-zapytałam.
-Nalej soku i podaj mi talerze-zaproponował ,a ja natychmiast zaczęłam wykonywać swoje zadanie. Nalałam do szklanek soku z czarnej porzeczki i podałam Louisowi dwa zielono-białe talerze oraz wyciągnęłam sztućce i ułożyłam je na stole. Louis zaczął nakładać obiad.
-Mama w pracy?-spytałam ,ale wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-Tak ,wyszła jakąś godzinę temu.-odpowiedział Louis. Westchnęłam tylko. Niebieskooki podał mi talerz, a na nim były frytki, polędwiczka z kurczaka i sałatka z ogórków i pomidorów. Mniam, Louis wie co dobre.
-Jaki obiad ,widzę ,że się postarałeś-zaśmiałam się.
-Wiedziałem ,że to lubisz, dzisiaj taki dzień dobroci z mojej strony ,innym razem dostaniesz kanapkę z masłem-zażartował.
-To dopiero przysmak-odparłam.-Smacznego Braciszku
-Smacznego siostrzyczko.-zajęliśmy się obiadem. Był naprawdę przepyszny.
-Co teraz robimy?-zapytał Louis kiedy ja zmywałam naczynia.
-Ja za jakąś godzinę idę.
-Gdzie?
-Do Starbucksa.
-Z kim?
-Z Alexem.
-Z tym od tego dupka?
-Tak, chce ze mną pogadać.
-Des ,a jeśli to podstęp i tam będzie ten Max ,nie idź.
-Louis jeśli on tam będzie ja wyjdę, a jeżeli Alex ma jakieś ciekawe informacje? Chce się dowiedzieć.
-Nie jestem za tym.
-Przecież nie możesz mi zabronić.
-Mogę ,jestem twoim starszym bratem.
-A ja jestem niesłuchaną siostrą i tam pójdę i kończmy ten temat.
-To może cie zawiozę i poczekam na ciebie?
-Nie musisz, przyjdzie po mnie Alex. Ty możesz się spotkać ze znajomymi ,kawał czasu ich nie widziałeś.
-Może-mruknął i wypił drugą szklankę soku.-Widziałaś się z Zaynem?-zapytał, a ja znów się spięłam. Otarłam ręce w ręcznik papierowy i odwróciłam się przodem do niego siadając na blacie.
-Nie.
-Nie? Przez cały dzień nie widziałaś go w szkole?
-No chyba mówię ,że nie.-powiedziałam przewracając oczami.
-Pewnie nie chciałaś go widzieć-zaśmiał się.
-Pewnie tak-odparłam i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam na podłogę i poszłam otworzyć.
-Hej Des ,gotowa?-przywitał się i zapytał Alex.
-Jasne, poczekaj wezmę telefon i pieniądze.
-Nie bierz pieniędzy ja stawiam kawę-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zabrać komórkę.
-Des uważaj.
-Przecież ja nie idę na wojnę ,tylko na kawę. Louis staruszku ogarnij się-poklepałam go po ramieniu i wyszłam.
-Chodź-powiedziałam do Alexa i wyszliśmy. Po piętnastu minutach drogi znaleźliśmy się w kawiarni i zamówiliśmy po kubku Karmelowego Cappuccino. Przyznam się ,że miałam pewnie obawy ,że Louis może mieć racje i rzeczywiście Max już tu będzie ,jednak jego tu nie było.
-Więc Alex o czym ty chcesz ze mną pogadać?-zapytałam i upiłam łyk kawy.
-Um..ja chciałem żebyś o czymś wiedziała.-zaczął niepewnie.
-To znaczy?
-To ja nagrałem to co robił Max z tą dziewczyną, to ja ci to wysłałem.-powiedział ciszej ,a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Co? Jesteś jego przyjacielem.-zdziwiłam się. Zawsze byli nierozłączni, byłam pewna, z Alex krył by Max'a a nie zniszczył go. Wiedziałam ,że Alex musi mieć jakiś żal do tego durnia ,inaczej by tak nie postąpił.
-Wiem Des ,że płakałaś ,wiem ,że byłaś smutna po części przeze mnie ,bo to ode mnie wiesz ,ale nie chciałem ,żebyś była z kimś kto cie okłamał ,kto cie zranił. Jestem pewien ,że on ci chciał to tłumaczyć tym ,że był pijany.
-Tak-powiedziałam cicho.
-Wcale nie. Oni nie zrobili tego pierwszy raz.-wtedy moje oczy poszerzyły się jeszcze bardziej.
-Dlaczego mi o tym mówisz Alex? Ja chce o nim zapomnieć ,wymazać go ,a ty mi nie pomagasz.
-Wybacz ,ale on powiedział ,że do niego wrócisz ,był tak pewny siebie.-prychnęłam na to zdanie.
-Ale dlaczego mi o tym mówisz ,dlaczego to wysłałeś ,co on ci zrobił?
-On..wiedział ,że ta dziewczyna podoba się mnie ,mówiłem mu o tym ,a on zdradził i ciebie i mnie. Rozumiesz?
-Och-wydusiłam  z siebie. To skończony drań. Zrobił świństwo dwójce bliskich osób. Znienawidziłam go jeszcze bardziej.
-To dupek-warknął Alex. Widziałam po jego oczach ,że jest wkurzony.
-Pobiłeś się z nim.-rzekłam kiedy do mnie dotarło dlaczego oboje mają ślady bójki. Max pokiwał głową i wypił kawę. Ja też zabrałam się za tą czynność. Siedzieliśmy jakieś pięć minut w ciszy. Żadne nic nie powiedziało ,każde o czym myślało. Ja myślałam o tym jaki z Max'a jest skurwiel. Był ze mną ,wiedział ,że przyjacielowi podoba się dziewczyna ,a on ją zaliczył i to nie jeden raz. W głowie mi się to nie mieści jakim trzeba być pustym człowiekiem.
-Ja już pójdę-wstałam ze stołka ,a Alex równo ze mną.
-Odprowadzę cie Des i dzięki, że zechciałaś się spotkać ,ja chciałem ci to powiedzieć.
-Nie ma sprawy i przykro mi ,że on tak postąpił wobec ciebie.
-Wobec ciebie postąpił gorzej, niby teraz żałuje ,ale Des nie nabieraj się na jego sztuczki.
-Wiem ,spokojnie, ja nic od niego już nie chce.-uśmiechnęłam się słabo i wyszliśmy z lokalu.
Pod domem pożegnałam się z kolegą i weszłam cicho do domu. Przypomniałam sobie o sprawdzianie z matematyki i szybko wybiegłam na górę.

_________________________________________________________________________________
Ten rozdział mi nie wyszedł i ja o tym wiem.
Wiem też, że mało Zayna ,ale przez mały okres czasu tak musi być ,bo jak się domyślacie
Des go unika i dlatego on występuje tak sporadycznie. To się zmieni niedługo.
Sorki za ociąganie się ,mam nadzieję ,że nie nawaliłam aż tak bardzo.
Pozdrawiam :)