piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 43

Przeczytajcie proszę notkę pod rozdziałem, mam kilka ważnych zdań do napisania. + przepraszam :|

Wyszliśmy wszyscy przed motel, czekając na nowe zadanie. Gdy stałam z Victorią, widziałam wychodzącego Oscara. Uśmiechnął się do mnie,  a ja to odwzajemniłam, co nie uszło uwadze Zayna, który prześledził wzorkiem chłopaka, aż w końcu zagadała do Davis. Ona na niego leci, to widać, ale chyba jest nieco za stara...
-Pierwsze zadanie na rozgrzewkę będzie bardzo proste, wręcz banalne -zaczął Oscar- Macie zrobić jak najlepsze zdjęcie przyrody znajdującej się wokół. Myślę, że dacie radę i że wszyscy macie telefony z aparatami.-pokiwaliśmy zgodnie głowami.
-Proszę pana-zaczęła Zoe kierując się do Malika.
-Tak?
-Czy każdy z grupy ma zrobić jedno zdjęcie indywidualnie czy wystarczy jedno na grupę?
-To znaczy możecie pomieszać się w śród grup ,ale każdy ma zrobić zdjęcie. Osoba która będzie miała najlepsze zdjęcie automatycznie przekazuje wygrana swojej drużynie i zdobywa punkt.
-Oh czyli każdy chodzi gdzie chce i z kim chce byleby zrobił zdjęcie?
-Tak ,ale nie możecie odchodzić zbyt daleko. Tylko w obrębie motelu i tego lasu-Zoe kiwnęła głową.
 Mieliśmy w grupie Samantę, więc sądzę, że da radę takiemu zadaniu i może to ona będzie miała najlepsze zdjęcie. Albo i nie...
Ruszyliśmy do lasu razem z telefonami. Widziałam w oddali Zayna, a przy nim-oczywiście tą idiotkę. Przewróciłam oczami na ten widok. Nie powinnam się tym przejmować, ale się nie dało.
-Możemy robić razem zdjęcia! - krzyknęła mi Victoria, przez co prawie padłam na zawał.
-Przecież słyszałam co Malik mówił.
-Taa, a teraz Malik jest zajęty Samantą.
-Właśnie widzę-odpowiedziałam, robiąc zdjęcie jakiemuś kwiatkowi, ale nie uznałam go za dobre.
-Ale zauważyłam, że Oscar na ciebie leci. Masz dobrą zdobycz-ruszyłyśmy lekko w przeciwnym kierunku niż wszyscy.
-Przestań, jest moim opiekunem- powiedziałam przewracając oczami.
-I tak wiem swoje! Wracajmy lepiej do nich, bo będą się martwić.
-I wszyscy będziemy mieć te same zdjęcia-prychnęłam-Ja nie wracam ,może znajdę coś interesującego.
-Okej ,ale żebyś się nie zgubiła. Lecę do Misia-czyli lecę do Zacka. pewnie nie zrobią zdjęć, a będą się miziać pośród drzew. Gdy Victoria pobiegła do chłopaka rzucając się na niego ,ja skręciłam w jakąś wąską drużkę szukając czegoś godnego uwagi. Przeszłam kilka kroków i zatrzymałam się ledwie centymetr przed wielką pajęczyną. Wzdrygnęłam się gdy zobaczyłam na niej pająka. Pomyślałam, że mimo wszystko byłoby to dobre zdjęcie.  Włączyłam aparat i lekko się zbliżając zrobiłam zdjęcie ohydnemu pająkowi który idzie po swej sieci. W tle był piękny zielony las, więc całe zdjęcie miało ciekawy efekt. Nie byłam pewna czy ma szanse na wygraną, ale nie chciało mi się robić żadnego innego zdjęcia. Postanowiłam wracać. Zajęło mi to pięć minut. Dotarłam przed motel. Z tego co zaobserwowałam jeszcze nie wszyscy wrócili. Usiadłam na drewnianej ławeczce z włączonym zdjęciem. Po chwili jak spod ziemi wyrósł Oscar.
-Mogę?-wskazał na ławkę.
-Jasne-powiedziałam ,a on uśmiechnął się, co odwzajemniłam.
-I jak pierwsze zadanie?-spytał.
-Bardzo łatwe-odpowiedziałam.
-Jakie masz zdjęcie?
-Ładne-zaśmiałam się.
-Czy mógłbym je zobaczyć?-spytał
-Jasne-pokazałam mu.
-Profesjonalna pani fotograf, która anie boi się pająków?-zaśmiał się.
-Boje się pająków, ale uznałam ,że to dobry pomysł na zdjęcie.
-Jest ciekawe to fakt i w sumie bardzo dobrej jakości ,masz szanse na wygraną zwłaszcza ,że nie ma tutaj nic ciekawszego oprócz robaków i drzew-tym razem zaśmiałam się ja.
-Nie gadaj ,krajobraz jest ładny.
-Nie dla kogoś kto mieszka tutaj od lat.
-Mieszkasz w tym motelu?
-Tak, na dole mamy specjalną wydzieloną część mieszkalną.
-Oh to dlatego.-pokiwał głową-Często jesteś opiekunem grup?
-Tak konkretnie to mój pierwszy raz. Zastępuje kolegę mojego ojca.
-Pewnie nie byłeś zadowolony, że dali ci takie zadanie.
-Na początku nie, ale kiedy zobaczyłem kogo mam być opiekunem zmieniłem zdanie-uśmiechnęłam się.
-O reszta już wraca, chodź musisz pokazać swoje zdjęcie-pociągnął mnie za rękę i podeszliśmy do stolika przy wejsciu do motelu.
-Bardzo proszę aby wszyscy włączyli telefony na tym wybranym zdjęciu i położyli je na stoliku-powiedziała pani Davis. Po chwili dwadzieścia parę telefonów leżało na stole i czekało na najlepsze zdjęcie.
-Za pięć minut wstawcie się tutaj wszyscy-dodała pani Stewart. My odeszliśmy na bok. Podeszłam do Vicky, Ricka i Zacka.
-Macie zdjęcia?-spytałam.
-Jakiś krzaków, nie chciało mi się-powiedział Rick.
-Tsa, mnie też-pokiwałam głową.
-Idziesz dzisiaj na randkę??-zapytał Rick.
-Randkę? Z kim?
-Z tym Oscarem. Co na ciebie nie spojrzę to z nim gadasz-poruszył brwiami.
-Oh nie ,oszalałeś chyba-zaśmiałam się-gadam z nim bo sympatyczny z niego chłopak i jest opiekunem mojej grupy, to wszystko.
-Nie gadaj ,że ci się nie podoba-wtrąciła się Vicky.
-W sumie to nie obchodzi mnie jego wygląd, nie mam ochoty na chłopaka, ani na randki-powiedziałam poważnie.
-No tak-mruknęli. Przypomnieli sobie o Alexie i Max'ie. Swoją drogą ciekawe jak wygląda ich sprawa.
Czy on się odnalazł? Wiadomo gdzie był? Co robił? Nie, nie, nie czas o tym myśleć!
-Mamy werdykt, podejdźcie-zawołał Zayn. Wszyscy zgromadzili się wokół stolika.
-Najlepsze zdjęcie zrobiła bądź zrobił....-zaczęli trzymać w niepewności.
-Osoba która uwieczniła na swojej fotografii....żabę. Mike brawo!!!!!!!!!!!-powiedziała pani Davis. Mike był w naszej drużynie co oznaczało ,że wygraliśmy. Ucieszyłam się. Uściskałam Mike'a. Jego zdjęcie było na prawdę świetne. Dziwie mu się ,że zrobił zdjęcie tak wyraźne i z takiego bliska żabie, dziwie się ,że nie uciekła. Ale mniejsza z tym.
-Dobrze, to zadanie było tylko na rozgrzewkę abyście się zapoznali z terenem wokół. Teraz czekać was będzie nie co trudniejsze zdanie-przemówił Zayn.
-Chodźcie za mną!-polecił Oscar ,a wszyscy go posłuchali. Ruszyliśmy kamienistą ścieżką prowadzącą do lasu, a później szliśmy kawałek przez las. Znaleźliśmy się przy maleńkim strumyczku, nad którym przewieszone były cztery liny w dość sporej od siebie odległości.
-Pewnie większość z was się domyśla co będzie waszym zadaniem ,ale jednak wytłumaczę-zaczął Zayn.-Są cztery drużyny, dlatego są cztery liny. Macie tutaj zabezpieczenie-wskazał na jakieś szelki.-Waszym zadaniem będzie przejść po linie w jak najszybszym czasie. Ale liczy się wasz łączny czas. Czyli każda osoba z drużyny musi przejść na prawdę szybko ,żeby wygrać. Ci którzy będą najlepsi nie zmywają, ani nie sprzątają po kolacji i dostają dodatkowe punkty na główną nagrodę, o której jeszcze nic nie wiecie-powiedział Zayn. Wiele osób ucieszyło się z zadania tak jak i kilka zasmuciło. Wyobrażam sobie Samantę...
-Więc szkoda czasu. Drużyny ustawcie się przy każdej z lin, są ponumerowane. Wiecie jakie macie numery-powiedziała Davis. Ustawiliśmy się.
-Słuchajcie-zaczął Oscar.-Moim zadaniem jest was porządnie zapiąć w te szelki i mierzyć czas na stoperze.
Ale nie bójcie się niczego. Jak widzicie strumyk jest malutki i jest płytki a i wysokość lin przyczepionych do drzew nie jest duża, co więcej wiem też że jakąkolwiek siłę w dłoniach i rękach macie ,wiec bez trudu przejdziecie te trzy metry.
-Ja zepsuje sobie paznokcie-zamarudziła Samanta.
-Dostaniesz rękawiczki, wszyscy dostaniecie. Okej kto pierwszy?-zapytał.
-Ja mogę.-powiedziałam obojętnie.
-Wspaniale Des, chodź-uśmiechnął się. Nogami weszłam w szelki, a Oscar pomógł mi je dobrze zapiąć na biodrach. Następnie przypiął linkę od szelek do liny głównej i podał rękawiczki oraz plastikowy kask. Nie rozumiałam po co kask ,ale nie pytałam.
-Najlepsza technika to jeżeli kolanami zahaczycie o line i rękami będziecie po niej przesuwać, tak nie odczujecie bólu-wyjaśnił Oscar.
-Na pewno to nie spadnie?-zapytała Samanta.
-Spokojnie, nic nie będzie.-odpowiedział jej.-Des wiesz wszystko?-zapytał. Pokiwałam głową i rozglądnęłam się dookoła. Już pierwsi zawodnicy byli gotowi. Nie chcący spojrzałam na Zayna, a on patrzył na mnie. Chciałabym być w jego drużynie... gdyby on zapinał mi szelki miałabym dreszcze, przyjemne dreszcze na całym ciele, ale cóż, nie można mieć wszystkiego...
-Dobrze ja przechodzę na drugą stronę po tych kamieniach-wskazał na dwa kamienie wystające z rzeki-i tam będę was ściągał i liczył wam czas. Po chwili czwórka opiekunów znalazła się na drugiej stronie rzeczki.
-Na mój sygnał startujecie-polecił Zayn.-Gotowi?-spytał.-START-wydał rozkaz ,a my ruszyliśmy. Zrobiłam tak jak mówił Oscar. Kolanami zaczepiłam o line tak ,że wisiałam głową w dól ,a szłam "rękami". Nie było to trudne ,wiec przyśpieszyłam. Słyszałam doping ze wszystkich stron. Każda drużyna dopingowała swojemu zawodnikowi. Włożyłam w to jeszcze więcej siły i wyprzedziłam Zoe tym samym byłam na prowadzeniu. Wykonałam jeszcze kilka szybkich pociągnięć i byłam na mecie. Pierwsza. Cudownie ,punkt dla naszej drużyny.
-Świetnie Des-zachwycił się Oscar na co Zayn popatrzył na niego kątem oka. Oscar pomógł mi odpiąć szelki.
-Na prowadzeniu grupa czwarta, stopery zatrzymane, teraz kolejne osoby-powiedział Zayn i opiekunowie znów przeskoczyli na przeciwną stronę strumyka aby zapiąć kolejne osoby. Po kilku minutach przeszli praktycznie wszyscy. Zostali ostatni decydujący zawodnicy. U nas była to Samanta i obawiałam się najgorszego. Chłopaki poradzili sobie świetnie, tak samo jak ja i nasza drużyna wygrywała.
Teraz wszystko było w rekach Samanty.
____________________________________________________________________________
Patrząc na 15 albo i więcej pytań "kiedy rozdział" musiałam coś napisać (przy pomocy Kariny, która naprowadziła mnie na pomysł ze zdjęciami ♥, dziękuje)
Dalej nie miałam nic lepszego w głowię, więc nie jest to jakiś cud i nic się w nim nie dzieje ,ani prawie nie ma w nim Zayn'a, ja to wiem ,ale dlatego właśnie tutaj to pisze.
Otóż mam nadzieje ,że wkrótce wygrzebię się z tego mojego twórczego dołka ,bo aż sama się boje... :(
Pisanie Deep wcześniej było jak pestka, po kilka rozdziałów na dzień, a teraz?
Teraz sami widzicie ile zajęło mi pisanie czegoś takiego jak to u góry ^
Jest coraz gorzej i kompletnie nie mam pomysłów. Boje się ,że jeśli mi się nie poprawi ,to albo:
*ZAWIESZAM BLOGA!!!
Albo będę musiała *ODDAĆ BLOGA KOMUŚ INNEMU!,
komuś kto będzie chciał to prowadzić dalej i zaciekawi was swoimi pomysłami, bo na razie ja was niczym nie zaskoczę ,a co więcej zauważyłam ,że NIEKTÓRZY już się denerwują używając wulgaryzmów, więc chce tego uniknąć.
Mam jednak nadzieję ,że obudzę się jutro rano z nowymi ciekawymi pomysłami i ruszę z kopyta.


piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 42

-Des, Des, obudź się-gdzieś z daleka dobiegł mnie przyjemny ton męskiego głosu. Myślałam ,że to w dalszym ciągu sen i nie chciałam się budzić. Poczułam lekkie potrząsanie za ramie i powoli otwierałam powieki.
-Co się stało?-zapytałam cicho i przetarłam oczy.
-Jesteśmy na miejscu, musisz wstać.-powiedział  Zayn i znów wyczułam w jego głosie szorstkość i chłód jakim darzył mnie przez ostatnie dni. Chciałabym mu wytłumaczyć to wszystko, że Nathan to nie mój chłopak ,ale teraz wydaje się być za późno. Samancie spełnią się marzenia. No cóż ,przecież nie mogłabym robić jej na złość, w końcu Zayn ma swoje życie ,każdy ma swoje. A ja sama zdecydowałam się odmówić Zayn'owi, więc chyba nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
-Okej-odpowiedziałam i poprawiłam włosy. Zayn wyszedł z autokaru. Zebrałam się i szybko wysiadłam aby dołączyć do klasy. Podeszłam pod przyjaciół.
-Jak się spało?-zapytał Rick.
-Całkiem dobrze-odpowiedziałam.
-Mówiłaś przez sen-kiedy Rick to wypowiedział, zamarłam. Co takiego mogłam mówić?
-J-jak to? Co mówiłam?-zapytałam spanikowana. Rick przybrał poważny wyraz twarzy.
-Że mnie bardzo kochasz.-odpowiedział, a ja odetchnęłam z ulgą, czyli nie mówiłam przez sen. Oni wybuchnęli śmiechem.
-Wyglądałaś na zdziwioną i wystraszoną, serio myślałaś, że coś palnęłaś?-spytał Zack.
-No cóż myślałam ,że powiedziałam coś głupiego i cała klasa miałaby ubaw.
-Na przykład ,że zakochałaś się w przyjacielu geju?-zaśmiała się Victoria. Kątem oka dostrzegłam ,że Zayn stoi tuż za nią. Podwójne Cholera.
-Idziemy do motelu-powiedział Zayn i przez ułamek sekundy zerknął na mnie. Mam nadzieje ,że nie słyszał tych głupot. Podnieśliśmy torby, moją wziął Rick ,a Victorii Zack.
-Victorio nie zakochałam się w Nathanie, jesteś głupia-udawałam rozbawioną kiedy szliśmy za osobami z klasy jakąś kamienistą drużką. Byliśmy na końcu gdy nale za nami pojawiła się pani Stewart. Ah tak ktoś musi być na końcu, no cóż.
-Wiem ,wiem tak tylko zażartowałam, bo wiesz gdybyś coś takiego powiedziała przez sen byłaby kupa śmiechu.
-Tsa..wyobrażam to sobie.-mruknęłam. Droga nie była długa, szliśmy może pięć minut i byliśmy na miejscu.
Motel wyglądał jak duży dom, był z brązowego kamienia z szarym dachem i białymi oknami. Wejście było ze szkła otoczone czerwoną futryną, a nad nimi widniał napis "Welcome". Mnie osobiście motel się podobał, był skromny ale miał coś w sobie, może to ,że kawałek za nim rozciągał się ogromny las? Może to było własnie to.
-Podjedźcie bliżej-zawołała pani Davis, ustawiliśmy się wszyscy wokół nauczycieli.
-Tak jak mówiłem ,nie jesteśmy tutaj żeby odpocząć, a żeby przywieźć ze sobą przygody i wspomnienia.-zaczął Zayn.-Zostaliście podzieleni na grupy siedmioosobowe. Każda grupa będzie miała swojego opiekuna i zarazem pomocnika w zadaniach. Tymi opiekunami będziemy my-wskazał na siebie i dwie nauczycielki
-Oraz syn właściciela tego motelu, który za krótką chwilę powinien się tutaj zjawić.
-Mam nadzieje, że on będzie przystojny-szepnęła mi Vicky.
-Masz chłopaka-odparłam jej.
-Popatrzeć zawsze można-zachichotała, a ja przewróciłam oczami.
-Każdy z opiekunów wylosuje numerek od jeden do cztery, te numerki to wasze grupy. Przeczytam wam kto do której należy.-otworzył jakąś kartkę.
-Jasmine, Zoe, Victoria, Peter, Christopher, Brooke, Victor grupa pierwsza. John, Margaret, Alex, Caroline, Paul, Robin, Vanessa grupa numer dwa. Spencer, Zack, Olivia, Charlotte, Emma, Rick, Mark, grupa trzy-chłopaki przybili sobie piątki.
-Kurwa no nie, Zack będzie z Olivią w drużynie, co to ma być-oburzyła się przyjaciółka.
-To jeszcze nic, mnie została Samanta-warknęłam.
-Mike, Steven, James, Samanta, Des, Gary, Bill grupa ostatnia czyli czwarta-zakończył Zayn i z powrotem złożył kartkę. Popatrzyłam tylko w stronę Samanty, a ta już krzywiła gębę. Jak ja wytrzymam z nią trzy dni to nie mam pojęcia.-Jęknęłam w duchu.
-Oh kochanie współczuje ci.-poklepał mnie przyjaciółka-Proszę pana ,czy można zamienić się miejscami w grupach?-zapytała.
-Przykro mi ,ale to już jest ustalone, nie będziemy robić chaosu.-odpowiedział jej delikatnie się uśmiechając.
-Szkoda-odpowiedziała Victoria. W tedy drzwi od motelu się otworzyły ,a z nich wyszło dwóch mężczyzn. Kiedy podeszli bliżej wiedziałam ,że jeden jest starszy około pięćdziesiątki ,a drugi młodszy, pewnie ten syn.
-Patrz jakie ciacho-mruknęła mi Victoria. Popatrzyłam na szatyna.
 Spodobały mi się jego ciemne oczy. Chyba mam jakąś słabość do ciemnych oczu.
-Taa jest przystojny, ale co z tego?
-Patrzy na ciebie teraz-zachichotała mi ,a ja spojrzałam w stronę chłopaka. Uśmiechnął się w moją stronę co odwzajemniłam.
-Witam was serdecznie w naszym motelu nazywam się Jonathan Smith, dla nasz to zaszczyt ,że możemy gości tu grupę młodych i zdolnych dzieciaków. Wiem ,że byliście najlepsi z całej szkoły i dlatego serdecznie wam gratuluje-zaczął ten starszy mężczyzna.-Mam nadzieje ,że pobyt w tym motelu wam się spodoba i życzę wam powodzeni na różnych zadaniach. Teraz przedstawię wam mojego syna Oscara Smith'a.
-Cześć tak jak mówił mój ojciec na imię mi Oscar i mam nadzieje ,że będzie nam się dobrze razem pracowało. Obiecuje ,że będę wam pomagał jak tylko będę mógł-uśmiechnął się. Miałam wrażenie ,że mówił tak jakby do mnie ,ale nie byłam pewna.
-Ej on ciągle się na ciebie gapi, leci na ciebie-ponownie przyjaciółka pisnęła mi do ucha.
-Okej, świetnie ,słuchaj bo nic nie będziesz wiedzieć-zganiłam ją. Ona wywróciła oczami i splotła ręce na piersiach.
-Dobrze, żeby nie owijać w bawełnę i nie tracić czasu będziemy losować-powiedziała pani Davis. Miała jakiś mały kubeczek i do niego wrzuciła cztery karteczki. W pierwszej kolejności podeszła pod tego Oscara. Wyciągnął małą karteczkę i rozłożył ją.
-Jaką masz grupę?-zapytała go Davis.
-Cztery-odpowiedział. Zayn od razu na niego spojrzał. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chociaż wolałabym mieć Zayna, wtedy łatwiej mogłabym z nim porozmawiać, ale trudno.
Później wyciągnęła pani Stewart z grupą numer trzy, potem Zayn z grupą mojej przyjaciółki czyli jedynką ,a pani Davis została grupa dwa.
-Niestety was nie znam, więc muszę nauczyć się waszych imion, bardzo bym prosił aby moja grupa tutaj podeszła-powiedział Oscar. Mike ruszył pierwszy, więc ja za nim ,a potem cała reszta. Kiedy stanęliśmy przy boku tego młodego chłopaka on kolejny raz posłał mi uśmiech. Zerknęłam w stronę Zayn'a, patrzył się, ale gdy ja podniosłam na niego wzrok odwrócił głowę. Każda grupa stanęła przy swoim opiekunie.
-Okej ,dobrze by było gdybyście mi się teraz przedstawili. Nie mówię ,że zapamiętam was od razu ,ale postaram się zrobić to jak najszybciej i mówcie mi na "ty".
-Oh więc ja jestem Samanta ,ale możesz mówić na mnie Sami-pierwsza odezwała się ta idiotka ,a ja i pozostali z mojej grupy wybuchnęliśmy śmiechem. Nie chciałam tego robić ,ale to było silniejsze, Oscar uśmiechnął się pod nosem i uścisnął jej dłoń.
-Więc ja mam na imię Mike ,ale możesz mówić mi Miki -podszedł blondyn ,a my ponownie wybuchnęliśmy śmiechem. Samanta stała z naburmuszoną miną.
-Miło cię poznać Miki-odpowiedział mu.
-Jetem Des-wyciągnęłam rękę, uścisnął ją.
-A masz jakieś zdrobnienie?-zapytał ciągle trzymając moją rękę w swojej, uśmiechnęłam się.
-Desi chyba nie wypada, więc nie-odparłam i odeszłam na bok stając obok Mike. Pozostali szybko mu się przedstawili.
-Tak więc mniej więcej pamiętam wasze imiona. Pierwsze zadanie będzie proste na rozgrzewkę ,ale zanim do niego dojdziemy wy zmęczeni po podróży udacie się teraz do motelu tam dadzą wam klucze, nie wiem jak jesteście podzieleni w pokojach idźcie do wychowawcy, przebieżcie się w coś luźnego i wygodnego ,zejdźcie na dół na śniadanie i zbieramy się tutaj około dziesiątej. Dobrze?
-Tak-odpowiedzieliśmy zgodnie. Zorientowałam się ,że pozostałe grupy już ruszyły do środka ,więc i my też.
-Des słuchaj-zaczął mówić do mnie Oscar, zapamiętał moje imię.
-Tak?
-Ta dziewczyna Sami-zaśmiałam się-czy ona będzie sprawiała jakieś trudności czy raczej będziecie działać zespołowo? Bo zaobserwowałem że nie darzycie jej sympatią.
-No cóż, ciężko mi stwierdzić jak to będzie w zespole, ale na co dzień nie trzymam się z nią, jest delikatnie mówiąc irytująca, zachowanie księżniczki, więc jeżeli będzie zadanie gdzie trzeba będzie się zabrudzić wątpię ,że ona je wykona-wzruszyłam ramionami.
-Tak podejrzewam ,ale wolałem się upewnić, dzięki.
-Proszę-uśmiechnęłam się. Otworzył mi drzwi i przepuścił mnie. Przy drzwiach stał Zayn.
-No co tam Zayn?-zapytał go Oscar, a ja patrząc na Zayna odeszłam do nich i ruszyłam w stronę holu gdzie stali wszyscy.
-Jak z pokojami?-zapytałam się pani Davis.
-Dziewczyny mają pokoje na pierwszym piętrze, każdy jest czteroosobowy, jest ich trzy, a chłopaki ,na drugim piętrze, też czteroosobowe, ale oni będą mieli cztery pokoje.-oznajmiła nauczycielka,-Dobierzcie się jak tam już chcecie.
-Ej Jasmine i Zoe, dołączacie do nas do pokoju?-zapytała Victoria.
-No pewnie ,że tak-ucieszyła się Zoe, a ja się do nich uśmiechnęłam.-To ja pójdę po klucz.-powiedziała dziewczyna i podeszła do Davis, ta wręczyła jej breloczek z kluczem.
-Mamy pokój numer osiem na końcu korytarza-oznajmiła nam.
-To chodźmy się rozpakować i przebrać-powiedziałam. Udałyśmy się na schody i szybko wyszłyśmy na nasze piętro.
-O Matko ta walizka mnie wykończy-narzekała Victoria ,a my z dziewczynami śmiałyśmy się pod nosem. Zoe otwarła pokój. Nie była to jakaś komnata królewska ,ale coś ładnego i przytulnego. W środku znajdowały się cztery jednoosobowe łóżka, które były już zaścielone w białą jak mi się wydawało miękką pościel. Dwa przy oknie, a dwa kawałek dalej niedaleko drzwi. Od razu wskoczyłam na łóżko obok okna po prawej stronie, Victoria zajęła to bok mnie ,a dziewczyny te łóżka bliżej drzwi. Rozejrzałam się dookoła. Ściany były niebieskie, zasłony tego samego koloru, podłoga z ciemnego drewna. i jedna duża szafa przy jednej ze ścian. Obok wejściowych drzwi były jeszcze jedne, jak się domyślałyśmy, do łazienki.
Wstałam i ruszyłam w tamtym kierunku. Pchnęłam drzwi. Łazienka nie była duża. Znajdował się w niej prysznic, umywalka, nad nią lustro, mała szafka, mała półka kosz na śmieci i toaleta. Płytki w kolorze jasnej zieleni z domieszką bieli. Przytulna łazienka.
-Trzeba się rozpakować i przebrać-zaczęła Jasmine i otworzyła szafę. Było miejsce z wieszakami ,a obok cztery duże półki ,akurat dla każdej z nas. Podeszłyśmy pod swoje torby i zaczęłyśmy się rozpakowywać. Na bok odłożyłam szare dresy i niebieską koszulkę oraz niebieską bluzę. Ułożyłam resztę ubrań w kostkę i położyłam na najwyższej półce. Na wieszakach powiesiłam tylko jedną sukienkę, kurtkę i dwie bluzy.
Nie potrzebowałam dużo miejsca ,więc też dwa wieszaki oddałam dziewczyną. Bieliznę ułożyłam z samego tyłu mojej półki ,a kosmetyki zniosłam do łazienki. W szafce też były cztery małe półeczki. Ja, Zoe i Jasmine szybko się uwinęłyśmy ale Victoria nie. Dlatego postanowiłyśmy się zlitować i jej pomóc. Ja pochowałam jej kosmetyki ,a dziewczyny poskładały ubrania. Po pięciu minutach wszystko było gotowe. Przebrałyśmy się każda w swoje wybrane ubrania, torby włożyłyśmy na dno szafy i byłyśmy gotowe.
-No to idziemy na dół na śniadanko-ucieszyła się Zoe.
-Umieram z głodu-powiedziałam.
-Ja też-poparły mnie wszystkie. Zoe została odpowiedzialna za klucz od pokoju, w końcu to przewodnicząca klasy. Uśmiechnięte zbiegłyśmy schodami na dół,  na hol.
-Śniadanko to w którą stronę?-zapytałam ciemnowłosej kobiety siedzącej za recepcją.
-Korytarzem w prawo, traficie bez problemu-uśmiechnęła się do nas, a my ruszyłyśmy. Pchnęłyśmy dwu skrzydłowe drzwi i naszym oczom ukazała się dość sporych rozmiarów sala. Stoliki były chyba sześcioosobowe. Zajęłyśmy stolik niedaleko Zacka, Ricka, Billa i Gar'ego. Byłyśmy jednymi dziewczynami na tej sali ,co oznaczało ,że tamte się jeszcze rozpakowują. Spostrzegałam ,że przy stoliku na końcu sali
siedzi Zayn, Davis, Stewart i Oscar. Oscar siedział twarzą do mnie i lekko się uśmiechnął, więc i ja też.
-Będzie coś z tego?-uderzyła mnie w bok przyjaciółka ,a dziewczyny zachichotały.
-Vicky ty czasem jesteś gorsza od Samanty, nic z niczego nie będzie.
-No weź on ciągle się uśmiecha i patrzy na ciebie i widziałam ,że zgadał.
-To jest nasz opiekun, co, ma mnie traktować jak powietrze?
-No ale innych tak nie traktuje jak ciebie.
-Dobra skończmy i chodźmy wziąć coś sobie do jedzenia-wskazałam głowa na duży szwedzki stół pod ścianą. Dobrze ,że zrobili coś takiego i każdy je to na co ma ochotę. Resztę osób z klasy zaczęło się schodzić. Sięgnęłam po widelec oraz biały talerzyk i zaczęłam sobie nakładać. Miałam ochotę na kanapki
więc wzięłam wszystkie potrzebne mi "składniki" i wróciłam do stolika. Zoe była kochana i każdej przyniosła po kubku kakao.
-Dzięki Śliczna-powiedziałam, strasznie podobała mi się jej uroda, była egzotyczna, ciemne włosy, ciemne brwi, ciemne oczy zupełnie tak jak u Zayn'a. Dobra wystarczy. Jem. Zrobiłam sobie trzy kanapki z mnóstwem rzeczy. Victoria jadła parówki, Zoe musli ,a Jasmine tak jak ja kanapki. Kiedy my skończyłyśmy jeść i odniosłyśmy brudne rzeczy znowu usiałyśmy przy stoliku dolewając sobie kakao. Wtedy do środka weszła Samanta i Olivia, wszyscy już zjedli ,a one dopiero przyszły. Jak zwykle.
Zobaczyłam ,że Oscar wstał od stolika, a po chwili stał już przy nas.
-Mogę się dosiać?-zapytał.
-Oczywiście ,siadaj siadaj-powiedziała Victoria.
-My to się jeszcze nie znamy. Oscar-przywitał się z każdą dziewczyną ,a one z nim.
-Gotowe na wyzwania?-zaśmiał się.
-Mamy nadzieje ,że nie będzie tu nic ciężkiego?-zapytała przyjaciółka.
-To się jeszcze okaże-odpowiedział jej. Popatrzyłam za jego ramie, widziałam siedzącego Zayna, który patrzył na nas.
-U nas będzie ciężko Samanta zbyt nam nie pomoże.-powiedziałam.
-Damy rade ,zobaczysz Des, moim zadaniem jest wam pomagać.-uśmiechnęłam się tak jak i on. Cały nasz stolik poczuł się luźno i swobodnie . Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Wypytywałyśmy Oscara o różne rzeczy i różne  historie dotyczące tego miejsca. Sporo było ciekawych. Polubiłyśmy go i on nas też, czas upłynął nam szybko i musieliśmy się zbierać aby wyjść przed budynek i tam dowiedzieć się o zadaniu numer jeden.

______________________________________________________________________________
Sory za błędy, rozdział nie sprawdzony ;D

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 41

Jak to w życiu bywa weekend leci szybko i już wita nas ukochany poniedziałek. Przez te dwa minione dni lekko winiłam się za sprawę z Zayn'em,  ale przecież Nathan zaprosił mnie pierwszy i nie mogłam odmówić, tak? Z resztą to wszystko powoli mnie przerastało, to wszystko działo się za szybko.
Wstałam i założyłam pierwsze lepsze ubranie, które wpadło mi w ręce, zjadłam śniadanie pomalowała rzęsy i  ruszyłam pędem do szkoły. Kurtkę powiesiłam w szatni i przy klasie zauważyłam Vicky.
-Hej!-powiedziałyśmy równo i zachichotałyśmy.
-Już nie mogę się doczekać tej wycieczki! -Vicky zaczęła mi piszczeć do ucha, przez co prawie pękły mi bębenki słuchowe. Przewróciłam oczami. Ona jest zbyt emocjonalna. Chyba trzeba umówić ją na wizytę z psychologiem ,a mnie z laryngologiem.
-Zobaczymy jak poradzisz sobie na zadaniach-mruknęłam.
-Zadaniach? Jakich zadaniach?
-Nie pamiętasz co mówił Malik?-ona pokręciła przecząco głową.
-Na wycieczce będziemy w kilku grupach i każda będzie miała zadania. Najlepsza wygra.-po minie mojej przyjaciółki wywnioskowałam, że ona nawet tego nie słuchała. Wargi przekrzywione miała w lewą stronę ,brwi praktycznie stykały się w jedną.
-Nie mów ,że myślałaś ,że będziesz tam leżeć i nic nie robić?-zaśmiałam się.
-Nie leżeć ,ale coś w tym stylu.-zaśmiałam się ponownie, ale z daleka dostrzegałam Zayn'a, wychodzącego z pokoju nauczycielskiego, z dziennikiem w ręce. Wreszcie zadzwonił dzwonek, więc weszliśmy do klasy, każdy zajął swoje miejsca. Ostatni wszedł Malik, mówiąc ciche "dzień dobry". Położył dziennik na biurku i zaczął:
-Dzisiaj omówimy wycieczkę. Wyjazd w środę, o szóstej nad ranem - i tu właśnie rozległy się głosy sprzeciwu, ale Zayn kontynuował dalej:
-A powrót w piątek, około  dwudziestej.-Minęła lekcja i nasze sprawy organizacyjne. Połowa klasy nie była zadowolona, że oprócz Zayna jedzie z nami jeszcze pani Davis i Stewart. Ja się nie zdziwiłam. W końcu ktoś musi nas pilnować mimo ,że jesteśmy pełnoletni. Malik przez całą lekcje ani razu na mnie nie spojrzał, no może jeden raz gdy zapytałam go ilu osobowe są pokoje, chłodno odpowiedział mi ,że czerto. Stwierdziłam, że nie ma co się już jego pytać, był wyraźnie zły. Może to wyda się śmieszne ,ale chyba specjalnie najwięcej rozmawiał z Samantą uśmiechając się do niej. Nie żeby to mnie jakoś dotknęło, ale...
Victoria zrobiła dwustronną notatkę co ma zabrać ,a czego nie. Pokręciłam głową na jej pomysły i wyszłyśmy z klasy aby udać się na następne zajęcia. Gdy inne lekcje minęły szybko, wróciłam do domu, myśląc co mam zapakować, aby nie nabrać pięciu walizek ,ale jedną. Moja przyjaciółka zapewne spakuje połowę swojej szafy, a w tym momencie, ja, będę w żałosnej kropce.  Wyciągnęłam dużą sportową torbę, do której mogę spakować wszystkie potrzebne mi rzeczy. Postanowiłam pakowanie zacząć jutro,
ale dzisiaj musiałam się już przygotować. W swoim wolnym czasie pobawiłam się z Luną i pobiegałam z nią w parku. Przesiedziałam na Twitterze, Facebooku i tak minął mi cały dzień. Gdy nadszedł wieczór, zmęczona zasnęłam.
                                                                                                                                 ***
Wtorek. Lekcje były już luźniejsze, ponieważ mieliśmy wycieczkę, a nauczyciele postanowili być wyrozumiali. W końcu to nasz klasa miała najlepszą średnią w szkole. Nawet pani Morgan nam odpuściła "historyczny wycisk", co całą klasę zadziwiło. Miała jakiś lepszy humor, co jest niespodziewane jak deszcz na pustyni. Znowu piękne chwile z mężem w sypialni...
Kiedy lekcje zostały zakończone wróciłam do domu wraz z przyjaciółką. Vicky, która była już spakowana (co o dziwo mnie zaskoczyło) pomogła mi się pakować.
-Pamiętasz kiedyś mówiłam ci ,że połowę swojej szafy musisz wywalić?-powiedziała, a ja poczułam się, jakbym słuchała Nathana.-Widzę ,że choć raz mnie posłuchałaś.-zaśmiałam się pod nosem.
-Muszę cię niestety rozczarować-powiedziałam poważnie ,a ona patrzyła na mnie przekrzywiając głowę lekko w lewą stronę.
-Nathan wyrzucił mi z szafy te rzeczy ,które jemu się nie spodobały.
-Oh!-zachwyciła się-Ja też chce takiego przyjaciela. Bo samej mi szkoda wywalić moje ubranka-zachichotałyśmy-Ale widzę u ciebie rzeczy nowe.-powiedziała dotykając sukienek i spódniczek jeszcze z metkami.
-Byliśmy na zakupach, nawet nie pytaj jak było bo, po powrocie spałam na dywanie, nie miałam siły wgramolić się na łóżko-powiedziałam mając skwaszoną minę. Victoria wybuchnęła śmiechem.
-Ale za to masz zajebiste ciuchy. Ta sukienka-wskazała na jasnoróżową sukienkę z czarną wstążeczką w pasie-Jest niesamowita, pożyczysz mi ją kiedyś?
-Pewnie-odparłam.
-Chyba muszę podziękować temu twojemu Nathanowi, ma niesamowity gust. Teraz o ile przyjemniej będzie cię pakować!-ucieszyła się i zaczęła wybierać rzeczy.
-Zaczekaj-złapałam ją za nadgarstek kiedy pakowała już trzecią spódniczkę.
-Co?
-Po raz kolejny mówię ci ,że tam będziemy wykonywać ćwiczenia siłowe ty mądra blondynko, chyba nie sądzisz ,że wygonie będzie w sukience skakać po drzewach?-powiedziałam poważnie.
-To tam będziemy skakać po drzewach?-zaśmiałam się.
-Nie wiem, ale będzie dużo zadań, trzeba wziąć też jakieś spodnie dresowe i luźne podkoszulki ,a dopiero do tego coś ładnego.
-Oh, a ja nie mam dresów.
-Pożyczę ci jakieś, odsuń się-wykonała moje polecenie. Sobie wzięłam moje ulubione szare dresy oraz jedne czarne i jedne leginsy ,a przyjaciółce wyciągnęłam dwie pary popielatych. Dobrałyśmy o tego kilka luźniejszych t-shirtów i trzy bluzy. Dopiero potem Victoria włożyła do mojej torby coś bardziej dziewczęcego na wypadek gdyby wymagała tego sytuacja. Wsadziłyśmy kilka niezbędnych kosmetyków, ręczniki i buty. Ja brałabym tylko adidasy, ale dostałam prawie za to szamponem po głowie. Musiałam wziąć jakieś klapki ,"bo przecież Basen!", oraz zwykłe balerinki. Kiedy wreszcie mogłam zasunąć torbę, na moją twarz wskoczył uśmiech ,że wreszcie koniec.
-Des?-zaczęła moja przyjaciółka.
-Hm?
-Mogę u ciebie dzisiaj nocować?
-Po co ty się pytasz, dobrze wiesz ,że możesz czuć się tu jak u siebie w domu. Z miłą chęcią cię wykorzystam w nocy-blondynka zachichotała i przytuliła mnie dusząc za szyje.
-Zobaczymy kto kogo wykorzysta-mrugnęła jednym okiem. Poszłyśmy sobie coś zjeść i wróciłyśmy na górę.
-Widziałaś co dzisiaj robiła Samanta?-zapytała przyjaciółka.
-Co takiego?
-Oh nie gadaj, przecież ewidentnie kokietowała Malika.-kiedy wypowiedziała te słowa mój humor się pogorszył. Nie musiała mi o tym  przypominać.-Ciągle "Ah proszę pana" myślałam ,że puszcze pawia-skrzywiła się ,ale mnie to nie rozbawiło. Zayn chciał się gdzieś ze mną wybrać, a gdy ja odmówiłam ,zajął się inną. Ale dlaczego akurat Samanta...?
-Robi co chce. Jak zawsze-mruknęłam.
-Jeżeli tak będzie na tej wycieczce to nie wiem co jej zrobię.
-Vicky nic nie zrobisz, ale nie gadajmy o nich.-powiedziałam szybko. Przyjaciółka pokiwała głową.
Przed snem opowiadałyśmy sobie kawały, ale również straszyłam Victorię jakimiś tandetnymi horrorami, które znalazłam w internecie, nie zdziwiło mnie to gdy czasem piszczała. Po chwili zapadłyśmy  w sen.
                                                                                                                                 ***
-Des!!Obudź się!!-moja przyjaciółka szturchała mnie ręką, próbując mnie nieudolnie obudzić. Mocniej przycisnęłam poduszkę do siebie i starałam wrócić do krainy snu. Przyjaciółka zerwała ze mnie kołdrę.
-Wstawaj natychmiast!-ponowiła swoje krzyki. Zdenerwowałam się już samego rana.
-Już wstaję!-odkrzyknęłam, patrząc na zegarek. 05:00. Idealnie, Vicky. Wstałam, idąc do łazienki z wybranym ubraniem, które przygotowała  dla mnie przyjaciółka. Przyznam -miała gust. Jasne rurki, biały top i czarna skórzana kurtka. Trochę rockowo ,ale ładnie. Umyłam zęby, wymalowałam i ubrałam się. Założyłam torbę na ramię i patrzyłam jak Victoria się guzdrze. Ona wymyśliła sobie wzorzyste leginsy i jeansową koszulę. Mama weszła do pokoju kiedy przyjaciółka była w łazience.
-Des masz tutaj jakieś pieniądze ,gdyby ci się przydały-wręczyła mi kilka banknotów, schowałam je do portfela.
-Dziękuje-odpowiedziałam.
-Masz być grzeczna-zaśmiała się.
-Coś mi się wydaje ,że nie.
-Jak to?
-My tam wcale nie pojedziemy. Mamo, Victoria jeszcze nie jest gotowa ,a za chwile jest zbiórka.
-Ja was zawiozę.
-Nie trzeba, masz swoje sprawy.
-Zawiozę was, jak tylko Vicky będzie gotowa zejdźcie na dół-powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu i wyszła.
-Pospiesz się, nie dojdziemy tam w pięć minut!- pośpieszałam blondynkę.
-Już, jeszcze chwile ,rzęsy ,błyszczyk ,wysikam się i idziemy-odkrzyknęła mi. Minęło pięć minut. Księżniczka wyszła.
-Za dwie szósta!?O cholera-wykrzyczała i szybko wzięła swoją torbę po czym zbiegłyśmy na dół. Pędem pognałyśmy do samochodu mamy, a ta ruszyła w kierunku szkoły. Jako pani prokurator sprzeciwiła się łamaniu przepisów, ale w końcu ją uprosiłam aby jechała szybciej.
Osiem po szóstej wysiadłyśmy z samochodu i pobiegłyśmy na parking gdzie stał już autokar i cała klasa tam na nas czekała, razem z Malikiem. Samanta stała bardzo blisko niego. Kurwa, obym tylko nie miała spieprzonego wyjazdu.
- Des i Victoria super że jesteście tak wcześnie-powiedział Zayn, a ja uśmiechnęłam się do niego ironicznie. Zapisał nas na licie obecności.
-Widzisz Oli ,choć raz nie my jesteśmy ostatnie-zaśmiała się ta idiotka.
-Intelektualnie i tak jesteście ostatnie-odpowiedziałam ,a cała klasa oprócz nich zaczęła się śmiać.
Punkt dla mnie. Samanta nie wiedząc co ma odpowiedzieć tylko spojrzała na mnie krzywo.
-Brawo!-Victoria przybiła mi piątkę.
-Wchodzimy do środka, spóźnialskie na końcu-powiedział Malik. Klasa zaczęła się pchać. Kiedy na zewnątrz zostałyśmy my, Zayn i dwie, wiadomo kto, wepchnęłyśmy się przed nie. W autokarze nie było zbyt dużo miejsc do wyboru, dlatego zajęłyśmy dwa siedzenia dalej od pani Davis i pani Stewart. Pomachałyśmy tylko Zackowi i Rickowi którzy siedzieli z tyłu autobusu. Nagle zobaczyłam ,że Samanta i Olivia siadają obok nas na dwóch siedzeniach ,a przed nimi  usiadł Zayn. Widząc ,że Samanta znowu o coś go pyta kręcąc swoje włosy na palec wskazujący, zaczęłam szukać słuchawek w kieszeniach kurtki. Nie znalazłam. Spojrzałam na Victorie, która wymieniała smsmy z Zackiem. Przewróciłam oczami. Boję się tej wycieczki, te dwa gołąbeczki będą przyprawiać mnie o mdłości.
W dodatku Zayn... A miałam nadzieje ,że będę miała możliwość porozmawiać z nim. W końcu za niedługo ślub Louisa, ale los sprawił mi niespodziankę.
-Des kurcze słuchaj ,bo Zack mi pisze ,że jest tam dla mnie malutkie miejsce, mogę iść?-zapytała robiąc słodką minkę.
-Czy ty upadłaś na głowę?-zapytałam ,a ona zmarszczyła brwi.
-Dlaczego ty pytasz się o takie rzeczy? To twój chłopak ,więc pewnie ,że idź-wypchnęłam ją ,a ona się zaśmiała.
-Jesteś niemożliwa-powiedziała i trzymając się zagłówków siedzeń doszła na sam tył autokaru.
Jechaliśmy już kilkanaście minut ,a moje uszy nie mogły znieść głosu Samanty. Spojrzenie Zayna i moje czasem się krzyżowało, ale on dziwnie szybko odwracał wzrok i grzecznie odpowiadał na ciągłe pytania tej kretynki. Oparłam głowie o szybę i prosiłam o sen.
Tak też się stało. Zasnęłam.

____________________________________________________________________________
KARINA, DZIĘKUJE ♥

:)

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 40

-To zagranie nogą było naprawę dobre-powiedział.
-Dzięki-odparłam i uniosłam brwi w górę.
-Jednak nie o to mi chodzi.
-A o co?-zapytałam.
-W nagrodę za dobry mecz nie chciałabyś wybrać się ze mną na pizze dzisiaj wieczorem? Lub jeśli nie pizzę to cokolwiek?-zapytał, a ja rozszerzyłam swoje oczy. Kurwa! Czy on mnie właśnie gdzieś zaprosił! Oczywiście ,że idę!
...Nie..jednak nie.
-Dzisiaj?-zapytałam ,aby się upewnić.
-Tak dzisiaj.
-Wiesz, chętnie Zayn ,ale ja już się na dzisiaj umówiłam.-powiedziałam z bólem w sercu. On momentalnie zrobił obojętny wyraz twarzy i ten czarujący uśmiech poszedł w zapomnienie. Zrobiło mi się dziwnie. Chciałam iść z nim, bardzo ,ale nie mogłam wystawić Nathana, on był pierwszy.
-Rozumiem.-powiedział chłodno.-Chłopak-dodał.
-Nie, ja umówiłam się z Nathanem.-powiedziałam tak naprawdę nie wiedząc czemu, na pewno go to nie interesowało z kim.
-Brat Miley ,no tak. Miłej randki-powiedział zwyczajnie-Nie zatrzymuje cię już-dodał i powoli ruszył w stronę nauczycieli.
Miłej randki? Randka z gejem to chyba nie randka, ale przecież Zayn o tym nie wie. Wydawał się być zły, albo rozczarowany. Tak to chyba bardziej trafne określenie tego co dało się wyczytać z jego twarzy. Nie mógł zaprosić mnie jutro na tą pizze czy cokolwiek innego? Chętnie bym z nim poszła, a teraz to za późno. Westchnęłam pod nosem i ruszyłam pod prysznice. Umyłam się szybko i przebrałam ciągle myśląc o tym zaproszeniu Zayna i tym ,że zrobił się zły, jednak nie byłabym wstanie wystawić Nathana, chcę z nim porozmawiać, bo ten chłopak dobrze na mnie działa. Nie nakładałam na twarz makijażu bo jak najszybciej chciałam iść do Nathana i moich przyjaciół. Podeszłam do nich i usiadłam obok Vicky.
-Już gotowa?-zapytał Nat.
-Tak ,możemy iść,-odparłam.
-Gdzie idziecie? Na jakąś słodką randkę?-zaśmiał się Zack.
-Na słodką tak ,ale nie randkę-odpowiedziałam ,a oni zachichotali.
-No dobrze nie zatrzymujemy was.-odpowiedziała Vicky. Pożegnałam się z nimi i razem z Nathanem wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę bramy szkoły.
-Coś masz dziwną minę ,stało się coś?-zapytał Nathan. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam jak Zayn idzie w nasza stronę. Patrzył uważnie na mnie i na Nathana, który objął mnie ramieniem.
-Cześć-powiedział Nathan.
-Cześć-odpowiedział Zayn bardzo surowym głosem, wręcz szarym i szorstkim.
-Hej Des ,powiedz.-Nat zwrócił się do mnie mile. Kiedy Zayn już nas minął wzięłam oddech i zwróciłam twarz w kierunku chłopaka.
-Nie uwierzysz ,ale Zayn zaprosił mnie teraz na pizze ,ale ja odmówiłam, idę przecież z tobą, jemu chyba się to nie spodobało-powiedziałam szybko.
-Ożesz kurwa!-prawie krzyknął.-Po co mu odmawiałaś!? Głupia ty!
-Przecież idę z tobą, nie chciałam tego zmieniać.
-Nie obraziłbym się. Jeżeli chcesz biegnij za nim i powiedz mu, że idziecie-uśmiechnął się i zatrzymał kiwając głowa w stronę Zayna.
-Nie Nathan, idę z tobą ,nastawiłam się na dobre gofry w twoim towarzystwie i tak ma zostać idziemy-powiedziałam twardo i przyśpieszyłam.
-Boski Zayn cie zaprosił, a ty idziesz ze mną? Co jest z tobą nie tak?-zaśmiał się.
-Ze mną wszystko okej.
-Widać-zachichotał.- Żebyś nie żałowała. Takie apetyczne ciałko-rozmarzył się ,a ja przewróciłam oczami, postanowiłam tego nie komentować.
-Chyba ,że ty nie chcesz iść ze mną?-podniosłam brwi.
-Ja to tam bardzo chce, zwłaszcza ,że mogę ci wybrać ubrania.
-Autobus!-powiedziałam.
-Nie, ta ksywka do mnie nie pasuje, ja jestem szczuplutki.-oburzył się.
-Boże! Autobus zaraz odjedzie ,gazu!-powiedziałam ciągnąc go za rękę i biegliśmy najszybciej jak się dało, gdy tylko wpadliśmy zziajani do środka, autobus ruszył.
-Dobrze, że trenuje bo byś mnie zabiła.-powiedział, a ja jak zwykle się zaśmiałam. Nathan jest niesamowity, cokolwiek powie mnie na sercu jest cieplej. Mógłby być moim drugim bratem ,na pewno bym się nie nudziła.
-Nie chciało mi się czekać na następny, im szybciej tym lepiej.
-No tak, tutaj akurat ma panienka racje-usiedliśmy z tyłu autobusu.
Kiedy przekroczyliśmy próg domu od razu przywitała nas Luna.
-Mon Dieu! Jaka piękna-zachwycił się Nathan i od razu przyklęknął i zaczął głaskać Lunę.
-Skąd wiesz ,że to suczka i znasz francuski?-zdziwiłam się.
-Widać, że to suczka, porusza się jak dama.-zachichotaliśmy.-a francuskiego to ja się uczyłem i zdobyłem nawet dyplom językowy Mon Cher.-powiedział dumnie.
-Félicitations Mon Chers*-odpowiedziałam ,a Nat zrobił zdziwiony wyraz twarzy.
-Widzę ,że francuski gdzieś tam siedzi u ciebie pod tą blond czupryną-poczochrał mi włosy.
-Tak, kiedyś się uczyłam, więc coś pamiętam.
-Jeżeli chcesz ja cię mogę podszkolić.
-Nie ma sprawy ,ale to innym razem.
-Naturalnie teraz prowadź do twojego królestwa ,musimy cię ubrać.-powiedział radośnie. Wzięłam go za rękę i wyszliśmy na górę prosto do mojego pokoju. Nathan od razu podszedł pod szafę i odsunął drzwi. Ja usiadłam na łóżku ,a on przesuwał ubrania lub ściągał z półek na podłogę.
-Ej! Niedawno tutaj układałam!-powiedziałam i podeszłam do niego ,aby zatrzymać jego zamiar zrzucenia mi kolejnych ubrań.
-Moja droga od czasu do czasu powinnaś odświeżyć szafę, te ubrania się nie nadają do użycia, musisz kupić nowe.
-Ale ja je lubię!-oburzyłam się.
-Ale ja nie!-odpowiedział mi.-Zaufaj różowej sile zapomnij o plamach-powiedział i zaczął się śmiać,
-Vanish?
-Oui!**-pisnął-Ale teraz koniec żartów. Zaufaj mi, ja sprawię ,że twoja garderoba będzie emanowała świeżością i pięknem.
-Tak jak ty?-zapytałam żartów.
-Oui!
-Musisz chyba wiedzieć, że ja mam raczej luźny styl.
-Widzę-popatrzył na mnie z góry na dół.-Dobra teraz ubieraj to!-podał mi karmelową spódniczkę w czarne kropki, białą bluzkę z krótkim rękawem i jeansową ramoneskę.
-W tej spódniczce byłam raz w życiu-mruknęłam. Nawet o niej zapomniałam.
-Więc teraz będziesz drugi raz. Idź do łazienki ubierz się ,a ja pozbieram ubrania które nadają się do użytku a wywalę te, które nie.
-Okej.
-I zrób sobie delikatny makijaż, bo ja już nie zdarzę ci w tym pomóc.-Popatrzyłam na niego krzywo, chciał mnie malować?
-Ja nie idę na pokaz mody!-warknęłam.
-Ale idziesz ze mną-puścił mi oczko. Zrezygnowana zamknęłam się w łazience i zaczęłam się rozbierać. Kiedy ubrałam wszystko co przyszykował mi ten, pożal się boże, Karl Lagerfeld, zaczęłam nakładać odrobinę kremu BB na twarz i malować rzęsy. Włosy rozpuściłam i popryskałam się perfumami. Kiedy byłam gotowa wróciłam do pokoju. Nathan jeszcze wybierał moje ubrania.
-Nie!-krzyknęłam i wyrwałam mu z ręki moją ulubioną czerwoną bluzę.
-Ale to jest Démodé!-sprzeciwił się.
-A mnie to nie obchodzi ,że jest niemodna, ona jest ciepła i jej nie wyrzucisz-powiedziałam ostro i odłożyłam bluzę na wieszak.
-Okej w sumie to koniec, resztę ubrań są okej-w mojej szafie zrobiło się praktycznie pusto.
-Wyrzuciłeś mi pół ubrań!
-Kupimy ci dzisiaj jakieś.
-Nie będę wydawać kasy na ubrania!
-Będziesz, a jeżeli nie, ja zapłacę.
-O nie nie.
-Ja i tak mam zniżki do połowy sklepów kochana. No Ulala i wyglądasz belle!
-Przestań używać francuskiego bo ci coś zorbie.-pogroziłam.
-Okej okej, ale naprawdę cudownie ci w tej spódniczce, masz ładne nogi pokazuj je.
-Pokazuje kiedy jest na to czas.
-Dobra nie ma czasu ,bierz torebkę-rzucił mi czarną małą torebkę.
-Poczekaj spakuje się-on pokiwał głową, ja wzięłam telefon, portfel z kartą kredytową, którą dała mi mama założyłam czarne balerinki i wyszliśmy. Droga zajęła nam jakieś czterdzieści minut. Nathan cały czas opowiadał mi o swoich modowych wyczynach i o planach z Mikiem. Świetnie opowiada i świetnie słucha. Usiedliśmy w wybranej przez niego kawiarni i zamówił nam gofry oraz po filiżance gorącej czekolady.
-Opowiadaj teraz co u ciebie się wydarzyło od tej imprezy-powiedział i zaczął pożerać owoce z gofra.
-Nie wiem czy chcesz o tym wiedzieć ,bo wydarzyło się bardzo wiele ciekawych i nieciekawych rzeczy.
-Pewnie ,że chcę wiedzieć.
-To od których mam zacząć?
-Zacznij od tych lepszych.-polecił ,a ja pokiwałam głową. Pierwszą moją opowieścią było to jak rozmawiałam z Zaynem po imprezie.
-Nie całowaliście się?
-Nie wtedy jeszcze nie.
-Jeszcze?-podniósł brwi.-Opowiadaj-powiedział wlepiając oczy prosto we mnie. Zaczęłam opowiadać mu o Alexie.
-Oh co za dupek się przyplątał-wywrócił oczami-Pewnie Zayn był zazdrosny-przerwał mi.
-Nie przerywaj i nie był zazdrosny-mruknęłam.
-Ja tam swoje wiem.-odparł mi ,a ja kontynuowałam opowieść. Kiedy skończyłam na nagraniu i na moim wybuchu płaczu wyraz twarzy Nathan zmienił się.
-Nie ma nic gorszego niż trafić na dwóch kretynów, mam nadzieje ,że nie przejęłaś się jakoś nimi?-mówił głaszcząc moją rękę.
-Nie, w sumie potem wydarzyło się coś ,co chciałbyś wiedzieć-uśmiechnęłam się. Zaczęłam opowiadać o tym ,że znalazł mnie Zayn i ,że byłam u niego w domu i o pocałunku oraz jego wyznaniach.
-Nie mogę, no po prostu nie mogę-powiedział Nathan.-Koleś powiedział ci coś takiego ,a ty nic z tego nie robisz? W dodatku cie całował?
-A co ja mogę zrobić, przecież to przyjaciel Louisa i mój nauczyciel.
-Des obudź się, koniec roku za chwilę ,nie marnuj szansy-mówił bardzo wiarygodnie.
-Dobrze pomyśle nad wszystkim ,ale jest ostatnia opowieść ,najświeższa-powiedziałam markotnie. Przedstawiłam przebieg kłótni z Alexem i moim pobycie w szpitalu.
-A niech to! To skurwysyn-zakrył usta ręką-Sorki Mała za te słowa, ale ręce opadają. Czy ten idiota został jakoś ukarany?
-On zniknął.
-To chyba ma szczęście. Jak mógł cię popchnąć, jak mógł popchnąć dziewczynę ,to się nie mieści w moim mózgu. No skopałbym go! Nigdy się nie biłem ,ale jego bym skopał!-oburzył się, a ja zaczęłam się śmiać.
-Jesteś prze kochany, ale teraz już wszystko dobrze, problemy jak na razie się skończyły-powiedziałam.
-Miejmy nadzieje ,że los się nad tobą zlituje. Zjedzmy to do końca i pójdziemy ci coś kupić-uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść już niemal wystygłe gofry i pijąc zimną, gorącą, czekoladę. Zajęło nam to jakieś dziesięć minut i ruszyliśmy alejkami centrum handlowego. Nathan był jak w transie. Ciągnął mnie od sklepu do sklepu kazał przymierzać, wybierał mi ubrania, targował się z ekspedientkami czarował je spojrzeniami. Ja po dwóch godzinach miałam dość i w dodatku miałam sześć toreb w rękach, Nathan miał tyle samo.
Wybrał mi jakieś sukienki, bluzeczki, spódniczki, spodnie, spodenki, marynarkę, nawet straciłam rachubę.
-Dobra!-stanęłam na środku korytarza-Już wystarczy na dzisiaj. Matka mnie zabije.
-Piękna jeszcze dwa sklepiki i idziemy, no muszę cie tam zabrać.
-Ale-nie dokończyłam bo przystawił mi palec do ust.
-Zaufaj mi-powiedział radośnie i zjechaliśmy schodami na sam dół. Weszliśmy do kolejnego sklepu i standardowo zaczął grzebać po wieszakach. Wygrzebał mi dwie sukienki, przymierzyłam ,a on oświadczył mi ,że za nie płaci bo są najlepszą zdobyczą dzisiejszego dnia.
Nastała dziesięcio minutowa kłótnia, o to kto płaci ale w końcu się poddałam. Nie były takie drogie ,żeby mogłoby mi być głupio, chociaż i tak było. Obładowani wyszliśmy z galerii i zamówiliśmy taksówkę. Kiedy przyjechała i mogłam wreszcie usiąść czułam jak nogi zaczynają mnie boleć.
-No to zakupy były genialne, jeszcze kiedyś się wybierzemy-powiedział.
-Nie!-zaprotestowałam.-Nie w najbliższym czasie!
-Spokojnie-zaczął się śmiać-myślę ,że te ubrania ci wystarczą-pocałował mnie w policzek. Rozmawialiśmy o luźnych rzeczach i czas zleciał szybko. Pożegnałam się i opuściłam samochód z czternastoma torbami. Gdy tylko wyszłam na górę rzuciłam wszystko na podłogę i sama rzuciłam się na dywan. Nie miałam sił.

_____________________________________________________________________________
*Félicitations Mon Chers-gratulacje mój drogi
** Oui!-Tak.

Zastanawiam się czy przechodzić już do wycieczki ,czy poprzedzić ją jakimś rozdziałem?
Piszcie :)

Des przymierzająca:

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 39

-Nie ma takiego numeru-wcale się nie zdziwiłam gdy usłyszałam tą znaną formułkę. Alex musiał wyrzucić kartę. Cholera. Nie dość, że narobił kłopotów sobie to jeszcze w dodatku mnie. Wzięłam głęboki oddech i położyłam się na łóżku. Przez ostatnie dni w moim życiu doszło do wielu fajnych i niefajnych przeżyć. Zastanawiam się dlaczego akurat przyszły one wszystkie na raz?  Najbardziej obawiam się jednej rzeczy. Co zrobi Victoria jak się dowie o tym co robiłam z Zaynem? Na pewno się na mnie wkurzy, przecież obiecałyśmy sobie mówić wszystko ,a tymczasem ja utajniłam tyle wydarzeń. Boje się ,że mi nie wybaczy lub nie będzie się chciała ze mną przyjaźnić. W końcu przyjaźń polega na szczerości i zaufaniu.
Poczułam wibracje wokoło mojej głowy i od razu pomyślałam ,że oddzwania Alex. Spięłam się i podniosłam telefon. Dzwonił jednak nieznany numer.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć piękna i ostra-powiedział jakiś głos należący do chłopaka.
-Słucham?-zapytałam i zaśmiałam się. Kto to?
-Nie mów ,że mnie nie poznajesz, Des nie ładnie.
-Um..czekaj muszę sobie przypomnieć-powiedziałam i  myślałam nad tym kto może być po drugiej stronie aparatu. Kojarzyłam skądś ten głos, ale do końca nie byłam pewna.
-Brat Miley, Nathan-powiedział z lekkim oburzeniem.
-Mój Boże Nathan, długo się nie odzywałeś!-pisnęłam,
-To samo mógłbym powiedzieć o tobie Des, nawet nie masz zapisanego mojego numeru.
-Naprawdę nie wiem jak to się stało. Wybacz mi.
-Jasne ,że ci wybaczam ,pod warunkiem że pójdziesz jutro ze mną na pyszne gofry!-powiedział chłopak ,a ja się zaśmiałam.
-Oczywiście ,że pójdę ,ale jedynie po godzinie szesnastej ,wcześniej mamy zawody w szkole ,gram w siatkówkę!
-Ooo no to mam nadzieje ,że wygracie. Prowadzi was ten twój Zayn ,super ciacho?-zapytał,a ja ciągle chichotałam.
-Nie mój, i nie ,on nas nie prowadzi, on piłkę nożną.
-Oh ,ale będzie tam, tak?-zapytał.
-No tak.
-O której macie te zawody?
-Zaczynają się o jedenastej.
-Eh ,nie chce mi się iść jutro do szkoły ,dlatego przyjdę do was na zawody!
-Serio?!-ucieszyłam się.
-Serio, nie mogę odpuścić tego jak grasz, poza tym stęskniłem się chyba.
-Znamy się z jednej imprezy.-mruknęłam.
-A wydaje się jakby całe życie ,co nie?! Znamy swoje sekrety.
-To prawda. Powiedz co u ciebie słychać?-zapytałam.
-Wszystko dobrze ,a nawet lepiej. Mike wraca w sobotę!-pisnął tak ,że aż telefon wyleciał mi z dłoni, jednak szybko go podniosłam.
-Podzielam twoje szczęście ale szanuj moje uszy!-zachichotałam.
-Wybacz piękna i ostra.-zaśmiał się.
-Wybaczam piękny i piskliwy.
-Ej!-oburzył się-Moje jest ładniejsze.
-Tak oczywiście, gdzie jutro idziemy ,tak dokładniej?
-W Kingly Court jest świetna kawiarnia gdzie robią najlepsze gofry na świecie, tam idziemy.
-Nie ma problemu ,ale będziemy musieli iść na początku do mojego domu, będę musiała się przebrać.
-O wiem, ja cie ubiorę!
-Co?-zdziwiłam się, a Nat zaczął się śmiać.
-To znaczy ja wybiorę ci ciuchy!
-Aa no dobra, bo już się przestraszyłam.
-Wiesz gdybyś była pięknym wysportowanym brunetem to dlaczego nie.
-Aha-mruknęłam.
-Poza tym Zayn byłby zazdrosny.
-Ty to jednak jesteś głupi. Między mną ,a Zaynem nic nie ma.
-Oh czyżby?
-Tak.
-Opowiesz mi wszystko jutro. Teraz muszę lecieć bo kąpiel na mnie czeka, kąpiel w kozim mleku!
-Pa wariacie!-zaśmiałam się i rozłączyłam. Nie wiem skąd ten chłopak się urwał, ale jest niesamowity. Przez te kilka minut rozmowy wprowadził tyle energii ,że spokojnie starczyłoby mi na tydzień. Mam nadzieje ,że dzięki temu, że jutro Nathan będzie kibicował dobrze mi pójdzie. Usłyszałam jak drzwi od domu się otwierają. Zeszłam na dół i skierowałam się do gabinetu mamy.
-Cześć!-krzyknęłam,
-O Cholera-złapała się za serce.-Zawału bym dostała.-zaśmiała się, a ja razem z nią.
-Jak ci minął dzień?-zapytałam.
-Dzisiaj nic wielkiego, dwie sprawy.
-Sprawy?
-Zabójstwo na obrzeżach miasta i wizja lokalna w jednym z mieszkań.
-Zabójstwo?
-Tak, niestety tak, w naszym mieście nie jest bezpiecznie, ale nie chce o tym opowiadać.
-Taaa, tajemnica zawodowa.
-Też, ale po prostu nie było to nic przyjemnego.-zmarszczyłam brwi.
-Aż tak źle?
-Gorzej-westchnęła mama.
-To ja zrobię ci herbaty co?-zapytałam.
-Byłabym ci wdzięczna.-odparła ,a ja ruszyłam do kuchni. Po chwili mama piła ciepłą herbatę z cytryną i miodem.
-Ja idę spać mamo ,jutro mamy mecz.
-Powodzenia córeczko!
-Dzięki-mruknęłam i wyszłam na górę. Przebrałam się w piżamę, ustawiłam budzik i zanurzyłam się w miękkiej pościeli czekając na następny dzień.

Dlaczego budzik nie może być bardziej delikatny ,tylko wali tym cholernym ,przeklętym dźwiękiem tak ,że puchną uszy?
Zaspana wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam to co zwykle i wyszłam z pomieszczenia aby wybrać sobie jakiekolwiek ubrania. Wybrałam zwykłe jasne jeansowe rurki, szary t-shirt z myszką Mickey. Nie brałam bluzy w związku z tym ,że o dziwo pogoda była bardzo słoneczna. Wzięłam niewielką sportową torbę ,aby wpakować tam telefon, wodę i ręcznik. Zeszłam na dół, zjadłam musli, spakowałam jabłko i szybko poszłam umyć zęby. Na koniec dałam Lunie jeść i wyszłam z domu.
Mogłam ubrać sobie krótkie spodenki bo zrobiło się naprawdę przyjemnie.
-Des, jesteś świetnie!-powiedział pan Truman kiedy weszłam do budynku.
-Dzień dobry-zachichotałam.
-Dobry dobry. Idziemy na ostatni mały trening, a właściwe rozgrzewkę.-pociągnął mnie lekko za łokieć.
-Ale proszę pana sala jest tam-wskazałam na drzwi w przeciwnym kierunki niż zmierzaliśmy.
-Des, piękna pogoda, dzisiaj rozgrywki są na boiskach szkolnych-ucieszył się pan Truman.
-Chciałabym się przebrać-powiedziałam.
-Oh no tak-złapał się za głowę.-Przebierz się i za dwie minuty widzę cie na zewnątrz, migiem!-klasnął w dłonie, a ja szybko ruszyłam w stronę szatni. Chwyciłam za strój, przebrałam się, związałam włosy w koka, torbę wpakowałam do szafki i szybko wyszłam.
Kiedy dotarłam na boisko szkolne wszyscy zawodnicy z naszej szkoły już tam byli i ćwiczyli.
-Mogę dostać ochraniacze?-zapytałam pana Trumana.
-Proszę-wręczył mi ,ja je założyłam i byłam gotowa. Przywitałam się z dziewczynami i zaczęłyśmy się rozgrzewać i ćwiczyć. Czas leciał szybko i zanim się spostrzegałam była już godzina dziesiąta trzydzieści.
Pozostałe zaproszone trzy szkoły przyjechały już w strojach reprezentacyjnych. Zobaczyłam jak na teren szkoły wchodzi Nathan. Od razu pobiegłam w jego stronę.
-Hej!-powiedzieliśmy równo i się przytuliliśmy.
-No sexy wdzianko!-powiedział ciągnąc za koszulkę.
-Twoje też-zachichotałam. Miał na sobie męskie niebieskie shorty i biały t shirt z dekoltem w serek oraz białe converse i tego samego kolory okulary, naprawdę seksownie się prezentował.
-Zaczęła się już gra?-zapytał.
-Jeszcze kilkanaście minut
-O jest i Zayn-kiwnięciem głowy wskazał na boisko do nogi. Przystojny Zayn tłumaczył coś chłopakom.
-Tak, przecież to nauczyciel.
-I dobra dupa-zaśmiał się.
-Ty masz swojego-odparłam, a Nathan się uśmiechnął. Zobaczyłam jak ze szkoły wychodzą wszyscy łącznie z moją klasą. Moja trójka widząc mnie z Nathanem zrobiła dziwną minę i podeszli do nas.
-Hej-przywitali się.
-Cześć-odpowiedział Nathan i przedstawił się każdemu.
-Skąd wy się znacie?-zapytała Victoria.
-No z klubu.-odpowiedziałam.
-Ahh z klubu-zaśmiała się.-Przystojny-mruknęła mi do ucha, a ja pokiwałam jej głową.
-Chodźcie zajmijcie miejsca zaraz zaczniemy mecz!-powiedziałam. Zostawiłam ich na trybunie i dołączyłam do drużyny. Po całym wstępie przywitań i tych wszystkich głupot mówionych przez dyrektorów szkół i tak dalej ,wreszcie można było zacząć gry. W związku z tym ,że były trzy boiska to mecze z każdej dziedziny rozgrywały się w tym samym czasie i każdy mógł sobie chodzić i oglądać to co chciał. Sędziów było sześciu na każdy mecz po dwóch. Nasze drużyny jako gospodarzy zaczynaliśmy. Wszystkich szkół było cztery. Wreszcie zaczęliśmy. Po dwóch godzinach została nam ostatnia drużyna, najgorsza, czyli najlepsze zawodniczki ze sportowej szkoły.  Byłyśmy już zmęczone ,ale wzmacniało nas to ,że wszystkie mecze jak dotąd wygrałyśmy i czekało nas złoto lub srebro. Wiem ,że koszykarze przegrali jeden mecz co zrzuciło ich na drugie miejsce, a piłkarze wygrali wszystkie i została im ostatnia drużyna, która też wygrywała wszystkie mecze. Ustawiłyśmy się na połowie i zaczęła się gra. Tak jak myślałam były zajebiście dobre, ale my też. Pierwszego seta wygrałyśmy czterema punktakami ,ale w drugim szłyśmy łeb w łeb. Punkt za punktem.
Ja byłam niemalże wykończona i w dodatku zaczęła boleć mnie głowa ,jednak doping z widowni z ust moich przyjaciół jakoś trzymał mnie na nogach. Kiedy było dwadzieścia cztery dla nas, a dla przeciwnej drużyny dwadzieścia trzy ,wiedziałyśmy ,że za wszelką cenę musimy zdobyć ostatni punkt. Serwowały przeciwniczki. Dziewczyna która była na zagrywce miała nadzwyczajnie mocne serwy i ciężkie do odbioru. Stałam jako przyjmująca, więc przyjęłam odpowiednią pozycje. Dziewczyna podrzuciła piłkę i zaserwowała. Harriet odbiła  i była marna szansa na odbicie ją ręka ,więc ja niewiele myśląc użyłam nogi. Poczułam jak kopnęłam piłkę ,ale nie wiedziałam czy przeszła na drugą stronę siatki, bo leżałam plecami na ziemi. Sekundę później rozległ się pisk wśród mojej drużyny i na widowni również. Poczułam jak dziewczyny się na mnie kładą i piszczą ,że wygrałyśmy ,że piłka siadła przy samej linii ,a one nie odbiły. Ucieszyłam się. Podniosłyśmy się, zaczęłyśmy skakać i cieszyć się. Pan Truman podszedł do nas i nam gratulował ściskając każdą. Podbiegli też inni w tym moja tym razem czwórka i ściskali mnie.
-Gdyby nie ty Des i twoja nóżka nie wygrałybyście tego-powiedział Nathan.
-Dzięki-odpowiedziałam. Uśmiechałam się, choć głowa bolała mnie coraz bardziej.
-Pamiętaj, że ja na ciebie czekam-uśmiechnął się.-Idźcie po medale-popchnął mnie delikatnie ,a my poszłyśmy. Po jakiś trzydziestu minutach i po rozdaniu nagród zawołał całą naszą klasę Zayn.
-Gratuluje dziewczyny-zwrócił się do nas-Mamy dwa pierwsze miejsce i jedno drugie jako szkoła ,to świetnie.-dodał.
-Dziękujemy-odpowiedziałyśmy mu, a on ścisnął dłoń każdej z nas. Oczywiście po mojej dłoni przeszedł
zadowalający prąd.
-Ale zwołałem was tutaj po to ,żeby poinformować was o wycieczce. Jesteście najlepiej uczącą się klasą w szkole i wycieczka należy do was.-powiedział, a wszyscy znowu zaczęli się cieszyć.
-Kiedy jedziemy?-zapytała Zoe.
-W środę rano wyjazd, a przyjazd w piątek wieczorem-odpowiedział Zayn.-Szczegóły opowiem w poniedziałek.-dodał.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić i iść na poczęstunek. Ja miałam zamiar iść za dziewczynami pod prysznice.
-Des zaczekaj-zatrzymał mnie Zayn.
-Tak?-zapytałam.

_____________________________________________________________________________
Ja tutaj wam chce tylko powiedzieć ,że jeszcze małe kilka rozdziałów będzie mało Zayna, ale potem
będzie więcej i nie chodzi mi tylko o wycieczkę (w tym miejscu pocieram chytrze rękami :DDDDD)

Noo także cierpliwości moje Misiaki <3