środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 34

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!

-Des?-odezwał się Zayn. Podniósł moją brodę do góry i patrzył mi w oczy, w zapłakane oczy.
-Tak naprawdę ta cała historia ma początek piątego marca dwa tysiące dziewiątego roku.-zaczęłam.-Jak to często bywało pokłóciłam się z mamą, bo nie chciała puścić mnie z koleżankami do kina za moje "bezczelne" odzywki. Wściekła wybiegłam z domu i marzyłam o tym aby zrobić jej na złość. Udałyśmy się do kina najdalej położonego od mojego domu, żeby mama nie mogła mnie szybko znaleźć. Droga była długa ,więc zajęła dużo czasu, film jaki wybrałyśmy był to thriller ,jednak ja i koleżanki mające po trzynaście lat przestraszyłyśmy się. Nie chciałam tego pokazać. One w połowie filmu wyszły z kina ,ja uparta chciałam wytrwać do końca i im opowiedzieć. Pojechały do domu ja zostałam. Film się skończył, wyszłam przed kino. Był już wieczór, marzec ,więc było ciemno ,a w dodatku było zimno i ślisko-pociągnęłam nosem i zaczerpnęłam powietrza, Zayn w skupieniu słuchał.-Przerażał mnie nawet najmniejszy podmuch wiatru. Nie miałam pieniędzy na bilet autobusowy, ani na taksówkę. Podbiegłam do jakieś pary i zapytałam czy mogę skorzystać z telefonu. Zgodzili się i natychmiast zadzwoniłam do taty. Odebrał po kilku sygnałach. Obudziłam go bo spał po kilkudniowym remoncie jaki robił wraz z Louisem u nas w domu, a w dodatku miał grypę. Wystraszona zapytałam go czy może po mnie przyjechać. Zamarudził i zapytał mnie czy nie mogę zabrać się z koleżankami. Odpowiedziałam ,że nie bo jestem sama, nie znam drogi jest ciemno i zimno. Tata powiedział ,że jest bardzo zmęczony, źle się czuje, bo ma wysoką gorączkę i poprosi mamę. Ja natychmiast krzyknęłam do telefonu ,że nie chce mamy ,chce aby przyjechał po mnie on, albo nie wrócę do domu. Tata zrezygnowany poprosił o adres albo o szczegóły, podałam mu nazwę kina i zapytałam parę od której wzięłam telefon o adres. Tata obiecał ,że przyjedzie za kilkanaście. minut. Czekałam na niego dokładnie piętnaście minut. Wsiadłam i się przywitałam. Tata nie wyglądał dobrze, jego nos był cały czerwony ale jego twarz była blada ,a czoło pokrywał pot. Okazało się ,że mamy nie było w domu, bo gdzieś pojechała nie biorąc telefonu. Tata oczywiście zapytał o co poszło ,a ja w nerwach wszystko mu powiedziałam. Jadąc poparł mamę ,na co jeszcze bardziej się zdenerwowałam. Powiedział ,że pojedzie szybciej bo bardzo słabo się poczuł. Ja się nic nie odezwałam. Oparłam zwyczajnie głowę o szybę i oglądałam mijane krajobrazy. Po chwili zorientowałam się ,że zjeżdżamy coraz bardziej na lewą stronę. Przerażona spojrzałam na tatę ,a on miał zamknięte oczy, zemdlał. Zaczęłam krzyczeć, a potem pamiętam tylko uderzenie w drzewo
od strony kierowcy i ból.-łzy po moich policzkach zaczęły co sekundę skapywać na podłogę ,albo na Zayna. Tym razem to on od razu mnie przytulił.
-Des, ale w tym zdarzeniu nie ma twojej winy-starał się pocieszyć.
-Jest Zayn, przez moje widzi misie mój tata zmarł  na miejscu ,a ja miałam ledwie rozwaloną głowę i złamaną rękę, żebra oraz obojczyk, nic więcej. Przed pogrzebem pamiętam słowa siostry taty "Gdyby Des nie pojechała do tego kina Fred nie musiałby jechać, Fred by żył ,powinniście ją inaczej wychować".
Inni dawali słowa poparcia, tylko Louis mnie bronił, tylko on. Ja słuchałam tego co mówią ,a oni nie wiedzieli o mojej obecności ,a kiedy się pojawiłam udawali ,że mi współczują. Wiem że reszta maja racje bo to moja wina.
-NIE!-zaprzeczył Zayn.
-Tak ,ale czasu już nie cofnę. Mój tata przyjechał po mnie mimo ,że był w ciężkim stanie.
-Des, data śmierci każdego człowieka jest wyznaczona z góry, to było przeznaczenie.
-To nieprawda.
-Prawda. Twój tata nie żyje bo tak miało być. Przecież ty też mogłabyś zginąć ,ale to nie był twój czas. Teraz twój tata patrzy na ciebie z góry i czuwa nad tobą, dba o ciebie i jest dumny ,że ma taką córkę jak ty-powiedział Zayn. Oderwałam się lekko od niego.
-I tak bardzo żałuje tego dnia.-zaszlochałam. Zayn kciukiem wytarł łzy z mojego policzka. Wiedziałam ,że moje oczy są zaczerwione tak jak i nos. Uspokajał mnie przez jakieś trzy minuty i trochę pomogło.
-Nie płacz, pokaż mi swój uśmiech, jest taki piękny.
-Jak mam się uśmiechać skoro moja bariera emocjonalna się rozpadła? To mój czuły punkt i jak ktoś w niego trafi ,ja nie mogę się pozbierać.
-Musisz się uśmiechać, twój tata na pewno tego chce, chce żebyś była szczęśliwa. Kiedy płaczesz twoje śliczne oczy tracą tę moc. Uśmiechnij się Des.-powiedział nisko Zayn i palcem wskazującym rozciągnął usta w uśmiechu. Nawet sama się lekko uśmiechnęłam.
-Od razu lepiej. Proszę obiecaj mi ,że więcej nie będziesz płakać.
-Nie wiem.
-Obiecaj-nakazał Zayn.
-Obiecuje.
-Grzeczna jesteś, aż dziwne-zaśmiał się przyprawiając o lekki chichot również mnie. Zorientowałam się ,że jesteśmy bardzo blisko siebie.
-Dziękuje panie profesorze-powiedziałam z wracającym do mnie humorem.
-Nie ma za co moja ulubiona uczennico-powiedział poważnie.
-Ulubiona?-uniosłam brwi.
-Jak najbardziej. Może delikatnie uparta, ale ulubiona-odpowiedział
-Gdyby nie pan ,pewnie wpadłabym w depresje.
-Nie mów tak Des, ty jesteś silna i taka masz być dalej.
-Mam nadzieje ,że dam radę.
-Ty na pewno dasz.
-Zobaczymy-odpowiedziałam cicho. Wtopiłam wzrok w oczy Zayna. Jego tęczówki zaczęły się znacznie rozszerzać, a całe oczy świecić.
-Nie patrz tak na mnie Des-powiedział Zayn.
-Dlaczego?
-Bo chciałbym coś zrobić ,a nie powinienem.
-Może powinieneś?-Zayn po raz kolejny się uśmiechnął.
-Nie-powiedział. Oboje zbliżyliśmy do siebie na minimalną odległość stykając się ciałami.
Stanęłam na palcach i założyłam ręce na kark Zayna, a on połączył nasze usta w pocałunku, kolejnym pocałunku,ale innym niż poprzednie i to jest piękne. Język bruneta błądził po całym wnętrzu moich ust ,a mój starał się mu dorównać ocierając się o jego język. Zayn podniósł mnie za pośladki i usadził na stole. Stanął między moimi nogami i położył dłonie na moich plecach, nie przestając mnie całować. Po chwili z braku powietrza, niechętnie, oderwaliśmy się od swoich ust. Zayn kolejny raz posłał mi uśmiech i niespodziewanie złożył na moich wargach bardzo delikatny pocałunek, ja oddałam mu tym samym.
-Niby nie powinienem ale to jest silniejsze ode mnie, wybacz Des-powiedział.
-Ja wcale się o to nie gniewam.-odpowiedziałam dalej trzymając ręce na jego karku.
-Dlaczego nie znaliśmy się wcześniej? Nie zgodziłbym się na prace w tej szkole.-zaskoczył mnie.
-To znaczy?
-Nie przyjął bym posady nauczyciela gdybym znał cię wcześniej, byłoby lepiej.
-Mam nadzieje ,że dobrze cie zrozumiałam-bąknęłam. Jego słowa zrozumiałam tak ,że Zayn gdyby znał mnie wcześniej chciałby ode mnie czegoś więcej i nie pracowałby jako nauczyciel. ale to chyba nie to...
-Dobrze zrozumiałaś. Jesteś interesującą dziewczyną i czy robię dobrze czy nie ,bardzo mi się podobasz.
Zawirowałaś mi w głowie i nie mogę sobie z tym poradzić.-och cholera. Moje ręce puściły kark Zayna, nie byłam wstanie wydusić z siebie słowa. Zayn widząc moją reakcje odsunął się na bok i przyglądał mi się. Zeszłam z blatu.
-Ja, ja już muszę iść-powiedziałam zaskoczona jego wyznaniem. Mimo tego ,że pozwoliłam się pocałować ,że tego chciałam , że on mi się podoba, byłam zaskoczona ,jak nigdy wcześniej.
-Powiedziałem coś złego?-zapytał, pokręciłam głową.
-Pójdę już ,dziękuje za wszystko Zayn, do widzenia-powiedziałam kierując się do wyjścia.
-Odwiozę cie ,nie masz kurtki ,a pada-poszedł za mną. Nie wiedziałam czy mam mu odmówić czy nie, ale moje serce podyktowało mi żebym nie odmawiała.
Tak więc w ciszy wyszliśmy z mieszkania. Kiedy wsiedliśmy do windy poczułam jakąś dziwną ale przyjemną aurę.
-Nie chciałem cie wystraszyć Des, chciałem żebyś wiedziała to co od pewnego czasu siedzi w mojej głowie.
-Nie wystraszyłeś mnie, tylko zaskoczyłeś.
-Tak spodziewałem się tego, jednak nie spodziewałem się ,że powiem ci to już dzisiaj. Jestem twoim nauczycielem i wiem ,że raczej nasze pocałunki, czy chociażby spotkania poza szkołą spotkałby się z falą krytyki.
-No właśnie. Obydwoje wiemy ,że źle robimy, ale nie koniecznie źle dla nas.-mruknęłam. Zayn energicznie złapał mnie za biodra i przyparł do ściany, zbliżając usta tuż do moich jednak nie pocałował mnie.
-Gdybym mógł całowałabym cie cały czas.-prawie warknął-Masz niesamowitą siłę przyciągania, masz coś co sprawia ,że gdybyś czegoś chciała robiłbym wszystko i to mnie denerwuje, nie lubię być zdominowany-znowu warknął, a ja patrzyłam na niego wielkimi oczami.
-Przepraszam-szepnęłam ,a on zachichotał. Winda się rozsunęła ,więc Zayn oderwał się ode mnie i przepuścił w drzwiach. Zrobiło mi się bardzo gorąco, czułam jak małe kropelki potu zebrały się w dole moich pleców. Ten mężczyzna ma w sobie coś specyficznego. Jest jak ogień kiedy całuje, delikatny jak jedwab kiedy przytula i pociesza, oraz zabawny gdy tworzy się luźna rozmowa.
Niesamowity.
Wyszliśmy z bloku i szybko przemknęliśmy do garażu. Obok samochodu stał ten śliczny ścigacz.
Podeszłam pod motor i przejechałam po nim palcem wzdychając.
-Kiedy przestanie padać, czeka cie pierwsza lekcja.
-Pierwsza lekcja?-zapytałam z uniesioną brwią.
-Zapomniałaś? Obiecałem ci.
-Ah tak-przypomniałam sobie-Już nie mogę się doczekać.
-Ja chyba bardziej.-oh w mordę on ze mną flirtuje ,jak nic na świecie, on ze mną flirtuje. Czyżby się zapomniał?
-Ciekawe co na to Louis albo moja mama-mruknęłam pod nosem.
-Louis na pewno nie miałby nic przeciwko ,trochę go znam.
-Nie wiadomo, ostatnio źle traktuje moje towarzystwo.
-Wcale mu się nie dziwie-powiedział chłodno z zaciśniętą wargą. Postanowiłam skończyć ten temat, przez który tak na prawdę mocno wycierpiałam.
-Jedźmy już.-zaproponowałam. Zayn jak dżentelmen otworzył mi drzwi i pomógł wejść, następnie sam zasiadł za kierownice i odpalił samochód opuszczając garaż i zamykając bramę garażową.
-Co by się stało gdyby nas ktoś razem zobaczył, ze szkoły?-zapytałam nagle. Zayn zrobił zastanawiający się wyraz twarzy.
-Nie wiem, pewnie mógłby ktoś być zdziwiony, albo pomyśleć ,że porostu cie odwożę w ramach pomocy.
-Nie o to mi chodzi.-bąknęłam.
-Pytasz o to co było na górze?-pokiwałam głową.
-Można się tylko domyślać, ale zależy kto by nas zobaczył.
-Dyrektor?
-Zadowolony by nie był ,ale jak mówiłem to mój wujek, dałoby się mu to wytłumaczyć.
-Jeżeli widziałaby nas pani Morgan wylecielibyśmy ze szkoły.
-Tu się zgodzę.-zrobił chwile przerwy-Ale adrenalina też jest potrzebna do życia.-Mruknęłam tylko coś pod nosem, a mój mózg zaczął pracować wytwarzając nowe przemyślenia.
Boje się jednej rzeczy. Że ja, głupiutka nastolatka, zakocham się w dojrzałym już mężczyźnie, który mnie uwiedzie, zmanipuluje, może nawet wykorzysta i zrani. Nie mówię ,że Zayn na pewno taki jest, ale wiele razy słyszałam o takich przypadkach. Przecież on jest nieziemsko przystojny, dlaczego nie znajdzie sobie kobiety, nie dziewczyny ,a kobiety, poważniejszej, starszej ,może bardziej doświadczonej w życiu?
Dlaczego pocałował mnie? To będzie temat numer jeden w moich myślach. Kto wie czy dla Zayna to coś naprawdę znaczy ,czy on tak tylko mówi? Może, wyglądało to bardzo przekonywająco i prawdziwie ,ale kto wie... Zapatrzyłam się w mijane krajobrazy, które zostały przecinane przez maleńkie kropelki deszczu. Wszystko wokoło straciło swój urok zakrywając się szarą barwą złej londyńskiej pogody.
Nie ma tej zieleni na drzewach czy trawnikach ,ani kwiatów soczyście kolorowych, nawet niebo zgubiło swój błękit i to mnie dobija.
Zanim się zorientowałam byliśmy już pod moim domem.
-Dziękuje za wszystko Zayn, chce aby nasza rozmowa została tylko między nami.
-To jest oczywiste.-uśmiechnęłam się lekko i wysiadłam z samochodu. Pomachałam mu na pożegnanie i wbiegłam do domu. Mamy nie było, Luna spała, Louis wyjechał. No właśnie! Louis wyjechał, znowu będę sama jak palec. Musze szybko do niego zadzwonić i przeprosić go.
Wyjęłam z kieszeni komórkę i wybrałam z kontaktów numer brata. Odebrał po trzech sygnałach.
-Halo?-dość twardo i nieprzyjemnie, pewnie jest mną rozczarowany.

_________________________________________________________________________________
Przyszła pora aby trochę ponarzekać i się powymądrzać. Dawno tego nie było.
A więc, jak 99% z was się pewnie już domyśliło ,że poruszę temat KOMENTARZY, których ostatnimi czasy znacznie UBYŁO. 
No cóż. Jak zwykle ja was mogę jedynie o nie grzecznie poprosić.
Także, BARDZO WAS PROSZĘ ZOSTAWIAJCIE PO SOBIE ŚLAD, to dla mnie mega ważne,
nawet głupie "ok" ";)" czy "rozdział fajny" bądź "beznadziejny" daje mi dużo, pewnego rodzaju KOPA.
Chcę abyście były aktywne poprzez komentowanie ,abyście tworzyły ze mną tego fanfica.
Co przez to rozumiem? To znaczy mówicie co ewentualnie mogę zmienić, czy styl pisania, dialogów, czego nie pisać, co was irytuje, może nawet jakiś pomysł na dalsze rozdziały, to dałoby mi dużo i wam pewnie też.
Oczywiście będę brała wasze uwagi w miarę możliwości i będę robić wszystko aby to WAM się podobało.
Bo to opowiadanie NIE JEST MOJE ,a jest wasze, ja jestem tylko AUTORKĄ.
Uwaga teraz wyrażę swoją opinie! (Nikt nie musi brać jej do serca :D)
Nie mam zamiaru robić czegoś co jest dla mnie beznadziejne, pozbawione sensu, może nawet denerwujące i w ogóle NEGATYWNE.
Nie mam zamiaru umieszczać pod każdym rozdziałem słów typu:
"NOWY ROZDZIAŁ ZA 30(albo ilekolwiek) KOMENTARZY.
Co to znaczy ,że co?
Że jak będzie 29 komentarzy to mam wam napisać "Bye bye lejdis ,jebcie się rozdziału nie będzie i już
chociaż mam napisane 10 kolejnych ale ni chuja wam nie wstawię bo brakuje komentarza" :)
Ja rozumiem ,że jest to jakaś strategia ,ale ,że tak powiem  Z DUPY STRONY.
Dla mnie to jest  GŁUPIE i szczerze nie rozumiem po co inne autorki tak robią.
W pewnym sensie to szantaż ,co nie? A szantaż jest karalny xDDD
Moim skromnym nic nieznaczącym zdaniem ,powinno się pisać i dodawać rozdział chociażby się miało
tylko jednego czytelnika. Dla mnie jedna osoba jest ważna. Ja osobiście mam niewielu czytelników
ale jakoś mnie to nie zraża, bo chociażby jest was 20 osób ja będę dla was pisać bo was kocham.

Przemyślcie moją pierwszą propozycje :)
Pozdrawiam
(aha fajnie ,że moja notka to jak pół rozdziału ;x, mam nadzieję ,że czytało się przyjemnie)
ADIEU 
<3




poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 33

Wstawiam rozdział dzisiaj ,bo nie wiem co będzie jutro. Do dziewczyny, która własnie jutro obchodzi urodziny: Spełnienia marzeń!♥ Iza. 

Kiedy Max kończył wypowiadać te słowa, na mojej twarzy pojawił się grymas. 
-Już pogadaliśmy, pa-rzuciłam i przygotowałam się do odejścia ,ale on znowu mnie zatrzymał.-Możesz mnie nie dotykać?-warknęłam.
-Nie denerwuj się-parskał i cofnął ręce-Mam ci do przekazania pewną bardzo ważną rzecz, możliwe ,że mi jeszcze za to podziękujesz.
-Wątpię.-mruknęłam.-Dobra mów, ale się streszczaj.
-O nie, nie, tutaj rozmawiać nie będziemy, chodź-pociągnął mnie w stronę drzwi wyjściowych.
-Ja się śpieszę, albo mówisz teraz albo wcale.
-A co idziesz do kina?-zapytał, posyłając mi kpiący uśmiech. Zmarszczyłam brwi.
-Skąd wiesz?-zapytałam podejrzliwie.
-Mógłbym ci wszystko powiedzieć, ale nie tutaj.
-Więc gdzie?
-Chodź pod murek obok szkoły.
-Pada...
-Z cukru jesteś?-zapytał ironicznie ,a ja przewróciłam oczami-Zobaczysz Des nie będziesz żałować, to znaczy będziesz żałować swoich decyzji-popatrzyłam na niego jak na idiotę, ale ruszyłam w stronę wyjścia szkoły. Muszę szybko załatwić sprawę z tym kretynem i muszę znaleźć Alexa. Szliśmy w ciszy. Kiedy wyszłam przed budynek szkoły niebo było mocno zachmurzone ,jednak deszcz na chwile zatrzymał się
i nie padało. Szybko podeszłam pod szkolny murek i oparłam się o niego, a Max stanął na przeciwko.
-Mów czego chcesz-zaczęłam.
-Ja wiem ,że nie jestem święty i że między nami nigdy już nic nie będzie i że mnie nienawidzisz..
-Wow!-przerwałam mu.
-Ale chce żebyś wiedziała jedno. Alex to nie jest dobry wybór Des...
-Kogo jak kogo, ale ciebie to już nie powinno obchodzić.-znowu mu przerwałam. Wiem ,że to było niekulturalne, ale jednak to silniejsze ode mnie. 
-On nie jest wobec ciebie fair.-kontynuował chłopak.
-Jakoś ci nie wierze. Jeżeli zaciągnąłeś mnie tutaj tylko po to ,aby mówić te swoje przemyślenia ,to daruj sobie ,ale nie mam ochoty ich słuchać. Na razie.
-Wiedziałam ,że mi nie uwierzysz ,więc mam dowody!-podniósł głos, a ja zrobiłam krok w jego stronę.
-Dowody?-prychnęłam.-Niby jakie możesz mieć te dowody?
-Poczekaj zanim je zobaczysz, a raczej usłyszysz daj mi skończyć.-założyłam ręce na piersi czekając aż skończy gadać te brednie.
-No.-mruknęłam.
-Alex to cwaniak. Chce wykorzystać ciebie do czegoś niedobrego, jego nie obchodzi to czego ty chcesz, on potraktuje cie jak przedmiot.
-Przestań chrzanić, on nawet nie jest moim chłopakiem ,więc jak może mnie potraktować jak przedmiot?
-Do tego właśnie zmierzam.-syknął.-Widzę ,że tobie się nie da nic powiedzieć. Posłuchaj tego.-wyjął telefon nacisnął kilka przycisków i zwiększył głośność.
-Co to jest?
-Słuchaj ,nie gadaj.
"-Myślisz ,że Des poleci na ciebie ,bo ty okażesz się jej oparciem po naszym rozstaniu?-usłyszałam głos Max'a.
-Wiesz co ci powiem?-syknął tym razem Alex.
-No słucham?-Max.
-W dupie mam to jak Des czuje się po waszym rozstaniu. Udawałem i udaje jej przyjaciela, ale to tylko dlatego ,że ona okazała się bardzo naiwna.
-Widocznie jej nie znasz.
-Nie znam? Już pozwoliła się pocałować, po dwóch dniach większego kontaktu-prychnął Alex.
-I co to zmienia?
-To ,że będzie jadła mi z ręki. Jutro umówiłem się z nią do kina ,a po kinie zaproszę ją do siebie, tam ulegnie mi całkiem.-w tym momencie rozpoznałam śmiech Max'a, a moje ciśnienie wzrosło. To nie może być prawda!
-Śmiej się ,ale zobaczysz, jutro ją przelecę tak jak ty przeleciałeś Margaret chociaż wiedziałeś ,że mi się podoba, "prawdziwy przyjacielu!"
-Ale Des nie jest już moją dziewczyną-prychnął Max.
-Ale była. Sam mówiłeś ,że po rozstaniu żałowałeś tego co zrobiłeś. Des wybrała mnie, zadaje się ze mną. Kiedy jutro mi się odda, wiesz co zrobię?
-Co niby?
-Każe jej zrobić mi dobrze ,a ona to wykona. Tak ją omotam ,że będzie robić mi dobrze kiedy tylko jej rozkażę"-w chwili kiedy usłyszałam te słowa zebrało mi się na wymioty. Poczułam takie obrzydzenie do Alexa jakiego nie da się opisać. Miałam nawet ochotę go zabić.
-Des to nie tak-o wilku mowa. Odwróciłam się w stronę Alexa, który stał z otwartą buzią i czerwonymi policzkami. Max wyłączył nagranie i zaśmiał się.
-To nie tak?!-krzyknęłam-A jak?!-podeszłam do niego i odepchnęłam go.
-Des posłuchaj mnie.-złapał mnie za nadgarstek, ale szybko się wyrwałam.
-NIE.DOTYKAJ.MNIE! Jesteście tacy sami. Może powinniście pracować jako prywatni detektywi
skorą was kręcą nagrania!-krzyknęłam znowu, byłam wściekła na nich obojga i na siebie. Że w ogóle ich znam ,że istnieją.
-Des to co tam mówiłem to nie prawda, chciałem tylko zdenerwować Max'a uwierz mi.
-Nigdy już ci nie uwierzę-syknęłam.-Myślałeś ,że możesz mieć prywatną dziwkę?!-zapytałam wściekła.
-Nie.-powiedział ale z drżącym głosem, nie patrzył mi w oczy ,kłamał.
-Jesteś chujem, obaj jesteście tacy sami!-zacisnęłam zęby. Poczułam jak w moich kącikach oczu robi się wilgotniej od napływających łez. Nie mogłam pokazać im ,że będę płakać.
-Pierdolcie się-syknęłam i wściekła ruszyłam w stronę drogi.
-Pewnie Alex z tobą chętnie-prychnął Max. Stanęłam i zmroziłam go wzorkiem.
-Max ty jesteś taki mądry i pewnie teraz będziesz chciał ośmieszyć mnie i tego chuja-pokazałam na Alexa-jednak nie zapominaj ,że to ciebie wyśmiała ta cała Margaret mówiąc jakiego małego masz penisa
i wiesz co? W tym się z nią zgodzę, Matka natura cie nie lubi-warknęłam wkurzona. Max zrobił poważny i zły wyraz twarzy.
-Des, porozmawiaj ze mną-wtrącił się Alex.
-Zamknij się!-powiedzieliśmy równo z Max'em. Pokazałam im środkowy palec i zaczęłam iść.
-A wiesz co powiem ci ja Des? Ludzie cie ranią i nic ci nie wychodzi  przez to ,że przez ciebie zginął twój ojciec. Bóg cie nie lubi!.-zawołał za mną Max.
ŚWIAT WOKOŁO ZWOLNIŁ. 
To zabolało mnie bardziej niż tysiące noży wbijających się w ciało. Tym razem łzy pociekły z moich oczu jak z wodospadu. Nie odwróciłam się do nich, jednak słyszałam jak Alex coś mówi do Max'a, a potem jak zaczynają się bić. Jak najszybciej opuściłam teren szkoły i zaczęłam biec w odwrotną stronę niż do domu.
Biegłam.
Nie wiedziałam gdzie, nawet nic nie widziałam od natłoku słonych łez. Uszy mi się zatkały od ciągłego szlochu.  Max wiedział jak mnie zranić. Niepotrzebnie mówiłam mu o śmierci taty. On jednak nigdy nie użył tego przeciw mnie, pocieszał mnie, aż do tej chwili. Znowu zaczęło padać i to bardzo intensywnie.
Krople deszczu moczyły moją twarz, włosy oraz bluzę. Kurtkę zostawiłam w szatni szkolnej ,ale nie dbałam o to ,że jest mi zimno. Chodnik w pewnym momencie się skończył, a ja nie patrząc na nic wbiegłam na jezdnie.
Usłyszałam pisk opon.
Stanęłam jak sparaliżowana i czekałam na uderzenie, może nawet chciałam żeby ten samochód uderzył we mnie. Jednak tak się nie stało. Ktoś zdążył wyhamować. Rozpłakałam się jeszcze bardziej czując się bezsilna słysząc w głowie odbijające się jak piłka słowa Max'a. Usłyszałam trzask drzwi i kroki po asfalcie. Byłam cała mokra co mnie cieszyło, bo łzy zmieszały się z kroplami deszczu.
-Des!? Nic ci nie jest?-poznałam po głosie Malika. Jeszcze tylko jego tutaj brakowało. Odwróciłam zapłakaną i całą rozmazaną od tuszu twarz w jego stronę. Nie widziałam dokładnie jego twarzy mój obraz był zamazany ,ale widziałam jak się zbliża.
-Co się stało?!-zapytał z nutą paniki.
-Ja..ja..nie..oni....-nie mogłam nic powiedzieć, brakowało mi sił i brakowało mi powietrza. Serce waliło w mojej klatce piersiowej bardzo mocno. Nowe łzy spłynęły wzdłuż moich policzków. Nie zwracając uwagi na nic, cofnęłam się cztery kroki w tył na pobocze i uklęknęłam na zimnej jezdni. Starałam się zetrzeć rękawem łzy. Zaczerpnęłam powietrza. Zorientowałam się ,że Zayn kuca obok mnie i poczułam dłoń na moim kolanie.
-Des, powiedz co się stało?-zapytał ciepło. A ja pokręciłam głową i pod wpływem impulsu rzuciłam się na niego przytulając się. Tego mi było trzeba. Ciepła drugiej osoby, która mnie nie skrzywdzi. Poczułam jak Zayn pociera ręka o moje plecy i głaszcze głowę mówiąc kojące "Cii, spokojnie". Chciałabym żeby był tutaj Louis. Niepotrzebnie się z nim kłóciłam, w dodatku on miał racje. Przejrzał Alexa. Mogłam go posłuchać. Musze jak najszybciej znaleźć się w domu.
-Ch..chce d..do Louisa-wyjąkałam mocniej wtulając się w Zayna. On także zdawał się nie przejmować deszczem. Włosy miał już cale mokre ,tak jak ja.
-Des..przecież Louis dzisiaj rano wyjechał do Sarah.-kiedy usłyszałam te słowa znowu się rozpłakałam trzęsąc się z emocji. Nawet nie wiedziałam ,że wyjeżdża, wiedziałam ,że w tym tygodniu ale nie wiedziałam ,że akurat dzisiaj, w jeden z najgorszych dni mojego życia.
-Musimy wstać Des, musisz się uspokoić-powiedział bardzo ciepło i delikatnie podnosił się na nogach podnosząc przy tym mnie. Po raz kolejny otarłam łzy. Zayn prowadził mnie pod jego terenowy samochód i usadził mnie na miejscu pasażera. Sam szybko przeszedł na stronę kierowcy i ruszył od razu. Prędkość jaką nabrał była dość szybka, ale mnie to nie przeszkadzało. Deszcz był coraz silniejszy. A ja cicho płakałam dalej opierając się o szybę. Zayn nie odezwał się przez całą drogę nic. Musiał być nad czymś skupiony.
Po chwili zobaczyłam jak auto się zatrzymuje w jakimś garażu. To nie było obok mojego domu...
Zayn wybiegł z samochodu i podbiegł do mnie otwierając mi drzwi i pomagając wyjść ze środka.
-Do mnie było bliżej Des, musisz powiedzieć co się stało, ktoś ci coś zrobił?-zapytał.
-Tak-wyrzuciłam szybko. On ściągnął swoją kurtkę i zakrył nią mnie zakładając na głowę kaptur.
-Mamy do pokonania kilkanaście metrów-wyjaśnił szybko i obejmując mnie ramieniem szybko ruszyliśmy w stronę bloku. Otworzył drzwi do klatki schodowej i udaliśmy się do windy. Z tego co zauważyłam wcisnął numerek dwanaście, to było chyba ostatnie piętro. Winda szybko pokonała odległość i jej drzwi rozsunęły się. Wyszłam ,a Zayn prowadził. Otworzył drzwi po prawej stronie od windy i wpuścił mnie do środka.
Od razu podbiegł ten jego pies i skoczył mi na nogi. Uśmiechnęłam się przelotnie i pogłaskałam go po głowie, a on zamerdał ogonem.
-Scoby, do siebie już-polecił twardo Zayn ,a pies posłuchał i zniknął za rogiem korytarza. Zayn ściągnął mi kurtkę swoją jak i moją. Przeczesałam opadnięte na czoło kosmyki mokrych włosów i pociągnęłam lekko nosem. Rozglądnęłam się dookoła i zorientowałam się, że mieszkanie jest ładnie urządzone, dość nowocześnie. Znaczy stwierdzam tak widząc korytarz i kawałek salonu.
-Chodź ,zorbie ci coś ciepłego do picia.-powiedział Zayn ,a ja ruszyłam za nim. Weszliśmy do niedużej ,ale bardzo przytulnej kuchni. Była ona w kolorach beżu ,brązu, czerni i bieli. Meble były ciemnobrązowe z połyskiem,  natomiast blaty miały kolor waniliowy,a płytki kolor beżowy. W meblach wbudowana była kuchenka ,okap, piekarnik i zlew ,a na przeciwko drzwi znajdowało się małe okno ze zwykłą skromną firanką i roletami. Bez słowa usiadłam przy stole na jednym z krzeseł. Zayn podszedł pod lodówkę i coś z niej wyciągnął. Słyszałam jak coś jeszcze robi ,ale nie wiedziałam co, bo zajęłam się bawieniem się swoimi brudnymi od tuszu palcami. Z moich włosów skapywała woda.
-Dać ci jakąś bluzę?-zapytał Zayn ,a ja pokiwałam głową, bo muszę przyznać ,że dreszcze przechodziły przez moje ciało. Zayn szybko wyszedł z kuchni i dwie minuty później wrócił.
-Chodź pokażę ci łazienkę-polecił miło. Wstałam i ruszyłam za nim. Wychodząc z kuchni przeszliśmy przez mały salon, o ciemnej panelowej podłodze, jasnożółtych i białych barwach z kominkiem, wielkim telewizorem i jakąś półką na książki oraz małą komodą ,sofą i fotelami w kształcie piłek. Skręciliśmy korytarzem. Zayn otworzył pierwsze drzwi, dalej widniały jeszcze dwa wejścia do jakiś pomieszczeń. Przed oczami pojawiła się niewielka łazienka o szarej i zielonej kolorystyce. Na samym końcu ustawiony był duży prysznic. Po prawej stronie znajdowała się umywalka ,na ścianie duże lustro ,a w kącie muszla. Z lustra wystawały małe lampki ,a na suficie halogeny. Przy prysznicu zwisały ręczniki, a na półce przy umywalce poustawiane były męskie kosmetyki.
-Możesz wysuszyć sobie włosy jeśli chcesz-powiedział uśmiechając się, a ja kiwnęłam głową.
Zniknął za drzwiami zostawiając mnie. Od razu ściągnęłam z siebie mokre ubrania i założyłam grubą ciepłą niebieskoczarną bluzę Zayna. Zapach taki jak zawsze, ładny. Zdjęłam frotkę z głowy i włączając suszarkę do gniazdka zaczęłam delikatnie suszyć włosy. Nie zrobiłam tego porządnie ,raczej tak byle jak żeby woda nie kapała. Urwałam kawałek papieru i namaczając go zmyłam sobie twarz. Włosy związałam. Zebrałam moje górne odzienie i wyszłam z łazienki. Od razu poszłam do kuchni.
-Masz może jakąś reklamówkę na to?-zapytałam z chrypką.
-Rozwieszę ci to ,wyschnie-odebrał ode mnie ubranie-Masz pyszne kakao ,rozgorzej się-wskazał na biały parujący kubek. Uśmiechnęłam się i znowu usiadłam na stołku. Upiłam łyk. Naprawę było pyszne ,więc brałam kolejne łyki. Nie zwracałam uwagi na to ,że jest nieco ciepłe. Chłopak ponownie pojawił się w kuchni i usiadł naprzeciw mnie.
-Um..powiesz co się stało? Ktoś cie skrzywdził?-spytał cicho. Wlepiłam wzrok w stół.
-Nie do końca ale można tak to nazwać-odparłam wymijająco. Nastała minuta ciszy.
-Okej jeżeli nie chcesz mówić ,to nie mów, ale czasem jest lepiej wyrzucić z siebie to co złe. Pij kakao
zaraz cie odwiozę do domu jak się rozgrzejesz-powiedział Zayn.
-Ja po prostu nie wiem jak mam to powiedzieć, za dużo jak na tak krótki czas. Nie spodziewałam się ,że usłyszę coś takiego.-Zayn zmarszczył brwi. -Tu chodzi o Alexa i o Max'a.
-Zrobili ci coś?-zapytał, a ja pokiwałam głową.-Co takiego?!-powiedział już ostrzej. Zaczęłam opowiadać mu wszystko. Mimo tego ,że to nauczyciel ,mimo tego że znam go krótko ,mimo tego, że to przyjaciel Louisa czułam ,że mogę mu się wygadać. Skończyłam opowieść na nagraniu.
-Ale to nie to było najgorsze. To co było na tym nagraniu mnie nie obchodzi, bo nie zależy mi na Alexie.
-I dobrze ,że cie to nie obchodzi, nie można przejmować się takimi dupkami.
-Ja wiem, byłam wkurzona tym co usłyszałam ,ale to nie dlatego płakałam.
-Więc dlaczego?-zapytał Zayn. Przypomniałam sobie słowa Max'a, moje oczy znów wypuściły łzy. Zayn od razu wstał z krzesła i w sekundzie znalazł się przede mną kucając.

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 32

Des
Skończyłam przygotowywać się do szkoły i wreszcie mogłam odpocząć. Rozciągnęłam się na całym łóżku i oddychałam relaksując się. Zastanawiałam się czy Zayn jest jeszcze na dole, może nawet miałam ochotę zejść do nich i po prostu przysiąść się do rozmowy ,ale jakoś zabrakło mi odwagi. Mnie? No własnie...Mnie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciekawe kogo znowu niesie? Słyszałam ,że mama komuś otwiera i się z kimś wita. Nawet nie zorientowałam się ,że ona już jest w domu. Po chwili słyszałam kroki po schodach, a zaraz później pukanie do moich drzwi. Usiadłam na łóżku zastanawiając się kto to może być. Miałam nadzieje ,że to Zayn ,ale po co miałby tutaj przychodzić?
-Proszę-zawołałam ,a drzwi powoli się otwierały. Zobaczyłam Alexa. Uśmiechnęłam się lekko rozczarowana, ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Cześć Des.
-Hej Hej, co cie sprowadza?
-Wracałem tędy i pomyślałem ,że cie odwiedzę, nie przeszkadzam? Bo jak coś to mogę iść.-wszedł głębiej pokoju.
-Nie, nie ,siadaj, rozgość się-uśmiechnęłam się miło. Pomyślałam ,że skoro już przyszedł ,to niech wejdzie i zostanie
-Napijesz się kawy ,herbaty ,zjesz coś?-zapytałam.
-Nie, dzięki, nie mam ochoty-odmówił i usiadł obok mnie.-Idziemy jutro do tego kina?-zapytał.
-Jutro? Hm...-zaczęłam się zastanawiać. Jakoś mi się nie chciało ,ale nie mogłam odmówić.-Okej ,jutro może być.
-No to świetnie, bo już się bałem ,że mi odmówisz. -posłałam mu uśmiech-A jak po treningu?
-Bardzo dobrze, mamy szanse na wygraną i zrobimy wszystko ,żeby tak było, a wasza drużyna jak?-zapytałam.
-Też idzie nam dobrze.
-No to może wygramy-zachichotałam.
-Może na pewno-odpowiedział mi uśmiechem- Ej słuchaj, mam pytanie. Jak wchodziłem, mijałem Malika ,tego nauczyciela, po co tu był?  Coś przeskrobałaś?-zapytał ,a ja zaczęłam się śmiać.
-Nie, nie był u mnie ,ani do mnie. Tak się złożyło ,że to dobry kolega Louisa, też niedawno się dowiedziałam. Był u niego.
-Ahaa, a ja już myślałem ,że coś się stało i złożył specjalną wizytę twojej mamie.
-Nie, nic z tych rzeczy. Musimy być grzeczni  końcu wycieczka czeka.
-Aa ta na ten mały obóz, czy tam biwak?-pokiwałam głową.
-Tak.
-Też chcieliśmy jechać ,ale nie idzie nam za dobrze, trudno.-wzruszył ramionami.
-Ja to bardzo chce jechać.
-To może weźmiesz mnie do walizki? W łóżku się jakoś we dwoje zmieścimy i będzie nam cieplej-zachichotał.
-Może-odparłam, a Alex zrobił smutną minę, rozśmieszył mnie.
-Ahaa więc skoro jutro idziemy do kina, to na co idziemy? Komedia, dramat, romans, horror?-zapytał.
-Zdaje się na ciebie, zaskocz mnie-zachichotałam.
-Okej ,skoro tak chcesz-odparł-Mogę też zaskoczyć cie na inne sposoby-dodał i zaczął przybliżać się do mnie. Nie wiedziałam co chciał przez to powiedzieć. Był na prawdę bardzo blisko mnie, dotykając dłonią mojej dłoni.
-Des chodźcie bo kolacja!-krzyknęła z korytarza moja mama. Od razu gwałtownie odwróciłam głowę
w stronę drzwi i przyznam, że odetchnęłam z ulgą. Miałam przeczucie, a raczej byłam przekonana ,że on chce mnie pocałować, a tego nie chciałam, wystarczy, że już raz zaczął mnie całować.
-Idziemy!-odkrzyknęłam.
-Ja nie chce robić kłopotu i nie jestem głodny-wykręcał się.
-Nie rób przykrości mojej mamie, chodź.-pociągnęłam go za rękę. Niechętnie, ale za mną poszedł. Zeszliśmy na dół do kuchni, gdzie siedział Louis i mama. Lou wlepił wzrok w Alexa jakby go chciał zabić. Dziwne, niepokojące spojrzenie.
-Siadajcie i nakładajcie ile chcecie. Smacznego-powiedziała mama.
-Smacznego-odpowiedzieliśmy równo. Mama zrobiła półmisek pełen skrzydełek z kurczaka w miodzie i do tego sałatkę grecką. Ślinka zaczęła mi cieknąć. Usiadłam na swoim miejscu ,a Alex usiadł obok mnie.
-Pani Tomlinson, dziękuje, ale ja nie jestem głodny, przyszedłem tylko do Des.-powiedział miło Alex. Louis ciągle mierzył go wzrokiem. Ah tak..oświeciło mnie. Louis wie ,że Alex to przyjaciel Max'a, dlatego tak na niego patrzy.
-Widzisz ,że jest na tyle ,zjedz chociaż trzy.-uśmiechnęła się mama załatwiając to dyplomatycznie.
Alex nałożył sobie te trzy skrzydełka i łyżkę sałatki. Ja natomiast nałożyłam pięć skrzydełek. Byłam głodna ,bo po szkole nie jadłam nic
-I jak? Smakuje?- mama zapytała Alexa.
-O tak ,bardzo pyszne, jednak dobrze, że się skusiłem-odpowiedział jej ,a Louis coś mruknął pod nosem. Popatrzyłem na niego pytająco, ale obdarzył mnie pustym spojrzeniem.
-Długo się kolegujecie?-zapytała mama.
-Kolegowaliśmy się już dużo wcześniej ,ale teraz jakoś więcej czasu spędzamy razem-mówił Alex.
-Ah rozumiem-zaśmiała się mama.-Jutro też możesz wpaść do nas na kolację-zaproponowała, a Louis prawie zakrztusił się kawałkiem pomidora.
-Bardzo bym chciał ,ale jutro mamy inne plany.
-Oh szkoda, jakie jeśli można wiedzieć?
-Idziemy do kina.-zabawne ,że siedzi nas czwórka ,a tylko mama i Alex rozmawiają. Ja nie mogłam wtrącić się do ich dyskusji bo zbyt ciekawiło mnie dziwne zachowanie Louisa. Ja rozumiem ,że on nie jest jakiś normalny ale teraz to aż mi się dziwnie zrobiło. Pokłócił się z Sarah? Czy co? Nawet nie usłyszałam co mama odpowiedziała Alexowi ,totalnie się wyłączyłam.
-Dziękuje-wstał gwałtownie Louis i wrzucając, dosłownie, talerz do zlewu wyszedł z kuchni.
-Ja już muszę iść, bardzo dziękuje za pyszną kolacje i za rozmowę-wstał Alex i pocałował moją mamę w rękę.
-Nie masz za co dziękować, zapraszamy częściej.-obdarowała go szczerym uśmiechem-Des odprowadź kolegę-poleciła, a ja się otrząsnęłam.
-O tak już ,chodź Alex.-zawołałam go ruchem ręki i wyszłam na korytarz kierując się do drzwi.
-Masz świetną mamę ,nawet nie wiedziałem ,że osoby pracujące w sądach mogą być takie wyluzowane.-powiedział Alex.
-Moja mama taka jest gdy chce, zazwyczaj zachowuje się jak w pracy ,sztywna, poważna i konsekwentna, teraz ma po prostu dobry humor-odpowiedziałam.
-Pewnie przesadzasz-odparł.-Wiesz, mam wrażenie ,że twój brat chyba mnie nie polubi.
-Teraz tobie się wydaje, pewnie pokłócił się z narzeczoną i nie ma humoru.
-No nie wiem ,patrzył na mnie bardzo chłodno.
-On się o mnie martwi. Louis wie o tym co zrobił Max i będzie teraz z dystansem podchodził do wszystkich moich znajomych.
-Aa to dlatego, teraz już rozumiem. Okej muzę wreszcie lecieć, jutro mam ciężki sprawdzian z algebry.
-Powodzenia.
-Nie dziękuje. Pa Des-nachylił się i pocałował mnie w policzek.
-Pa Alex-otworzyłam mu drzwi, a on machając mi wyszedł. Nie wiem dlaczego ale ucieszyłam się ,że już poszedł. Przez tą pogodę byłam zmęczona. Wyszłam na górę i skierowałam się do pokoju Louisa.
-Przeszkadzam?-zapytałam.
-Nie, siadaj mała-zaprosił mnie do środka. Usiadłam obok niego na łóżku.
-Louis mam pytanie, dlaczego tak dziwnie się zachowywałeś podczas kolacji?
-Dziwnie?-odpowiedział pytaniem.
-Przerażająco patrzyłeś na Alexa, jakby był jakimś wrogiem.
-Może nim jest.
-Louis, Alex to nie Max, nie wszyscy są tacy sami.
-Des, cholera ,to jego przyjaciel tak?
-Były.
-Jeden chuj, oni są tacy sami! Nie podoba mi się ten chłopak i nie chce abyś się z nim spotykała. On cie zrani.
-Nie, nie, nie. Nie będziesz mi mówił z kim mam się spotykać-zaczynałam się denerwować.
-Des, ja chce dla ciebie dobrze ,jesteś moją małą siostrzyczką i będę o ciebie dbał, więc chociaż raz mnie posłuchaj.
-Znam Alexa, on jest dla mnie miły, dobrze mi się z nim rozmawia, to dzięki niemu wiem o tym co zrobił Max.
-No właśnie, dzięki niemu, a może on ma w tym jakiś interes?
-Co ty bredzisz? Pokłóciłeś się z Sarah?-zapytałam coraz bardziej zła.
-Nie z Sarah wszystko w porządku, chodzi mi o ciebie Des. Nie pozwolę ci się z nim spotykać.
-Ja wcale nie będę pytać się ciebie o zgodę.
-Des przestań być uparta i zacznij myśleć trzeźwo, on cie zrani tak jak jego kumpel, widać po nim ,że nie jest okej.
-A ty to co, jasnowidz?-prychnęłam.
-Uwierz mi Des, i proszę cie, nie idź z nim jutro do żadnego kina.
-Pójdę, nie będę siedzieć w domu jak idiotka.
-Znajdź sobie kogoś innego.
-Zrozum ,że Alex nie jest moim chłopakiem ,tylko kolegą!
-Według ciebie tak ,a skąd wiesz czego on chce?
-Bo wiem, przestań już, nie wiem co cie ugryzło.
-Po prostu nie jestem taki głupi, żeby go nie przejrzeć!
-Czyli uważasz ,że ja jestem głupia! Świetnie!-wstałam zła i podeszłam pod drzwi.-I wiesz co?!! Pójdę do tego kina ,ba, nawet chce żeby on został moim chłopakiem!-krzyknęłam i wściekła weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Zrzuciłam z siebie ubranie, wzięłam piżamę i bieliznę i weszłam do łazienki. Zdjęłam bieliznę i wzięłam szybki uspokajający prysznic. Nie suszyłam włosów, ubrałam się tylko i szybko położyłam się na łóżku. Usłyszałam pukanie.
-Des-głos Louisa.-Des otwórz drzwi , pogadamy na spokojnie.-ja nie odezwałam się nic.-Nie gniewaj się, wiesz ,że jesteś dla mnie najważniejsza, chce dla ciebie dobrze. Otwórz-nadal nic nie odpowiedziałam. Udawałam ,że śpię ,aż do chwili kiedy naprawdę zasnęłam.

Wstałam rano i bolała mnie głowa. Jeszcze dobrze się dzień nie zaczął a, ja już mam go dość. Ubrałam na siebie czarne rurki, biały t shirt i niebieską bluzę. Weszłam do łazienki, umyłam twarz, zęby, związałam włosy w wysoką kitkę i zrobiłam delikatny makijaż. Wyszłam z pomieszczenia, wpakowałam potrzebne rzeczy do szkoły ,zgarnęłam telefon i zeszłam na dół. W kuchni było pusto, na co się ucieszyłam ,bo na pewno kazaliby mi jeść śniadanie, a ja głodna nie byłam. Napiłam się tylko szklankę wody i wzięłam tabletkę na ból głowy.
Ruszyłam pod wyjściowe drzwi ,założyłam na nogi czarne adidasy i ubrałam na siebie moją kurtkę przeciwdeszczową ,bo uwaga, znowu pada!
Usłyszałam kroki po schodach. Nałożyłam na plecy plecak i chwyciłam klucze chcąc wyjść z domu.
-Des, zaczekaj-powiedział Louis ,na co się odwróciłam.
-Cześć-burknęłam. Nie ukrywam ,że jeszcze byłam na niego wkurzona.
-Możemy porozmawiać, ale spokojnie?-zapytał.
-Wybacz spieszę się.-odparłam.
-Odwiozę cie do szkoły i pogadamy.
-Obejdzie się bez Louis ,cześć-nacisnęłam klamkę i przekroczyłam próg domu.
-Des, nie będzie już czasu na..
-Pa-przerwałam mu i zamknęłam drzwi przed nosem. Szybkim tempem ruszyłam na przystanek. Musiałam nawet kawałek przebiec ,bo wyszłam za późno z domu.
W szkole wyżaliłam się Victorii, która oczywiście powiedziała co myśli. Czyli, że i ja mam trochę racji i Louis i ,że nie potrzebnie się pokłóciliśmy. Może faktycznie przesadziłam? W końcu Louis chce dla mnie dobrze ,a mnie łatwo zdenerwować.
-Czyli dzisiaj po szkole nie masz czasu, tak?-zapytała przyjaciółka.
-Dzisiaj akurat nie, no wiesz kino.
-Ty naprawę chcesz się kłócić z bratem?
-Czekaj, czekaj, to ,że Louis nie chce abym tam szła to jego problem. Pomyśl. Czy on zrezygnowałby ze ślubu z Sarah gdybym ja tego zażądała?
-Nie mam pojęcia, ale pewnie nie, przecież oni się kochają...
-No własnie, nie zrezygnowałby, dlatego ja pójdę do kina z Alexem i będę się z nim zadawać.
-Ale Ty go nie kochasz. No chyba ,że..
-Nie, oszalałaś. Nie interesuje mnie nic więcej poza koleżeństwem.
-Eh rób już jak uważasz.
-Taki własnie mam zamiar. Um..chyba ,że chcecie iść z nami?
-Alex nie byłby zadowolony.
-Dlaczego tak twierdzisz?-zapytałam zaskoczona.
-Miałam ci tego nie mówić, na razie, ale no..Bo Zack mi mówił ,że Alex wypytywał się o ciebie, podobno ma jakieś większe plany wobec ciebie.
-Coo?!-otworzyłam szerzej oczy. -Oh kurcze nie chce dawać mu kosza.
-A co? Zgodzisz się na związek?
-Nie.
-Więc?
-Żyję z myślą ,że jednak zachowa swoje zamiary w wewnątrz i nic mi nie powie.
-Nie byłabym tego taka pewna.
-Dobra ,my to lepiej notujmy ,bo będzie kiepsko z wycieczką-zmieniłam temat i zajęłam się robieniem notatki z angielskiego.
Lekcje właśnie się skończyły i szłam korytarzem aby zanieść niepotrzebne rzeczy do szafki. Kiedy się z tym uporałam postanowiłam poszukać Alexa i dokładnie umówić się do tego kina. Nagle poczułam jak ktoś lekko szarpnął mnie za ramię.
-Musimy pogadać, TERAZ.

środa, 28 maja 2014

Rozdział 31

Rozdział dedykowany naszej solenizantce Mari. Wszystkiego najwspanialszego kochanie,
Spełnienia marzeń, miłości, pieniędzy(bo ich nigdy nie jest za dużo xD) w przyszłości
wymarzonego męża, sporą gromadkę dzieci i czego tam sobie życzysz. Kocham <3

                                                                                                                               Zayn
-Gdzie masz parasol Des? Przecież zmokniesz-zawołałem ,a dziewczyna odwróciła się gwałtownie i lekko uśmiechnęła czując ulgę.
-Nie mam, a w dodatku ja już zmokłam, więc mi nie zależy-wzruszyła ramionami zakładając za ucho zbłąkany kosmyk jej blond włosów.
-Daj spokój, jeszcze rozchorujesz się przed zawodami, podwiozę cię do domu. Chodź.-zaproponowałem i czekałem na jej reakcje. Po jej minie stwierdziłem ,że rozważa za i przeciw. Miałem nadzieje ,że szybko się zgodzi, bo w końcu pada niemiłosiernie ,a my stoimy i mokniemy.
-Okej ,w sumie dlaczego nie-odpowiedziała. Wskazałem ręką na parking dając jej do zrozumienia ,że wybieramy się właśnie tam. Dziewczyna ruszyła ,a ja za nią idąc z nią ramię w ramię. Zerknąłem w niebo, które otulały czarne chmury. Zdaje się ,że przez najbliższe dni będzie padać. Doszliśmy na szkolny parking i stanęliśmy przed moim samochodem. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera i wpuściłem do środka.
Wsiadła, trochę zabawnie i niezdarnie, bo auto jest wysokie, ale wydawało mi się to urocze.
Dołączyłem do niej i odpaliłem samochód, a zaraz potem odjechałem z parkingu. Od razu przypomniała mi się sobota i to co się wydarzyło. Chciałem zapytać Des, a raczej porozmawiać z nią o tym w spokoju, nie w klubie, kiedy była wściekła po tej bójce i tak naprawdę zmartwiło mnie jedno, że ona teraz może żałować tego co się stało. W sobotę przecież była rozzłoszczona, działała pochopnie. Wiedziałem ,że zaczynając teraz rozmowę o tym, słowami " A co myślisz o naszym pocałunku, lub jak się czujesz po naszym pocałunku?", wyszedłbym na idiotę. Myślałem intensywnie nad tym co powiedzieć, coś sensownego, jednak to nie było proste. Des nie jest już dla mnie tylko uczennicą, zaczynam się nią interesować w inny sposób i dlatego zanim powiem, chce pomyśleć.
-Ta pogoda jest okropna, taka dobijająca ,nawet nie chce mi się do szkoły wstawać, a tu jeszcze troszeczkę zostało-westchnęła rozwiązując mój problem.
-Zleci bardzo szybko zobaczysz-uśmiechnąłem się-A co do pogody, też nie przepadam za deszczem ,choć częściej gości w Londynie niż słonce ,niestety.
-Nawet pan..um..nawet nie możesz pojeździć ścigaczem ,bo w deszcz to trochę niebezpiecznie.-powiedziała patrząc na mnie. Czułem jej wzrok bardzo intensywnie wbijający się w moją skórę twarzy, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Byliśmy już niedaleko jej domu, więc delikatnie zwolniłem.
-W każdą pogodę jest niebezpiecznie ,ale ja lubię adrenalinę, choć masz racje, gdy pada widoczność jest o wiele gorsza.
-To twój pierwszy ścigacz?
-Nie, miałem jeszcze jednego wcześniej.
-Co się z nim stało?-zapytała z ciekawością.
-Pożyczyłem znajomemu, który miał lekki wypadek ,na szczęście jemu nic złego się nie stało, z motorem gorzej. Nie miałem ochoty go naprawiać bo na to samo wyszło kupując nowy.
-Ahaaa, niedobrze-westchnęła-Też bym chciała umieć prowadzić taką maszynę. Zastanawiam się czy nie robić prawa jazdy na motor.
-Naprawdę byś chciała?-zdziwiłem się. Nie wygląda na dziewczynę ,która woli prowadzić, niż być pasażerem.
-Jasne, ale to dalekie plany.
-Jeżeli chcesz mogę cie nauczyć jeździć, oczywiście gdzieś w bezpiecznym miejscu.
-Serio?!-usłyszałem w jej głosie podekscytowanie, więc pokiwałem głową.-Ale byłby czad.-powiedziała odpinając pas, bo własnie znaleźliśmy się przy jej domu. Wjechałem przez bramę i wyłączyłem silnik. Stwierdziłem, że skoro już tutaj jestem ,odwiedzę Louisa.
-Idziesz do Louisa?-zapytała domyślając się.
-Tak-odpowiedziałem i wysiadłem z samochodu. Chciałem otworzyć drzwi Des, ale ona była szybsza sama opuszczając pojazd i kierując się do drzwi. Sekundę później ,ja znalazłem się przy niej i wszedłem za nią do środka.
-Cześć!-krzyknęła-Louis chodź, masz gościa!-dodała tak samo głośno i zdjęła kurtkę. Sam też rozebrałem się ze swojej i powiesiłem na wieszaku. Usłyszałem po schodach kroki ,a zaraz potem ukazała się sylwetka i twarz Louisa.
-Siema stary-podszedł i przywitaliśmy się uściskiem dłoni. Des zniknęła, chyba wyszła na górę.
-Chcesz się czegoś napić?-zapytał Louis-Piwka?-dodał.
-Jestem samochodem, piwo odpada, ale sok byłby okej.
-No to już, już-kumpel wskazał na kuchnie i tam się skierowaliśmy. Do dwóch wysokich szklanek nalał soku jabłkowego.
-Chodź do salonu, może jakiś mecz jest-zaproponował.
-Dobrze pomyślane-poparłem go i znaleźliśmy się w salonie. Louis włączył telewizor i usiedliśmy na kanapie.
Trafiliśmy na mecz koszykówki, więc zostawiliśmy.
-Przyszedłeś się pożegnać z przyjacielem?-zaczął Louis, a ja zmarszczyłem brwi.
-Wyjeżdżasz? Już?-zdziwiłem się.
-Coś ty taki zdziwiony? Mówiłem ci o tym w sobotę na imprezie, nie pamiętasz?
-Nie.
-Przecież nie byłeś pijany.
-Widocznie cie nie słuchałem-zaśmiałem się.
-Faktycznie, na coś lub na kogoś się wtedy gapiłeś i miałeś w dupie to co ja mówię.-tak ,pewnie gapiłem się na twoją siostrę.
-Wybacz Louis ,kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro rano.
-Coś krótko byłeś.
-Przyjadę niedługo razem z Sarah, wiesz zaproszenia i te sprawy, a poza tym mamy niespodziankę dla Des.
-Jaką?
-Nie bądź ciekawski ,bo ty też nie możesz o tym wiedzieć, dowiesz się na ślubie.
-Czyli to związane jest z waszym przyjęciem?
-Tak, w rzezy samej. Powiedz Zayn, jak dogadujesz się z moją siostrą? Bardzo jest pyskata, niesłuchana ,denerwująca w szkole? Czy raczej jakoś wytrzymasz z nią ten krótki czas?-zapytał pijąc sok. Poczułem się lekko zmieszany i postanowiłem powiedzieć Louisowi o tym co się zdarzyło między nami. To mój przyjaciel ,a Des to jego siostra ,powinien wiedzieć.
-Dogadujemy się całkiem dobrze, może nawet za dobrze-zacząłem.
-Za dobrze? To znaczy?-uniósł brwi w górę.
-Nie wiem jak zacząć.
-Najlepiej od początku-prychnął.
-Dobra ,w sumie to zaczęło się od piątku przed twoim przyjazdem.-zacząłem opowiadać mu o tym jak pijana była Des i na co pozwoliłem. Louis prawie się zakrztusił. Nie wiedziałem czego mam się po nim spodziewać. Obije mi gębę czy będzie spokojny?
-Coo?! Serio całowaliście się?!-wybuchnął, a ja go uciszyłem. Zrozumiał, że Des może to słyszeć.
-Ale to nie był jeden raz.
-Kurwa-zdziwił się-To ile razy??
-Dwa, ostatni w sobotę po tej bójce.
-Wtedy kiedy wyprowadziłeś Des z klubu?-pokiwałem głową.
-Znów cie pocałowała?
-Tym razem byłem to ja-opowiedziałem po krotce całe zdarzenie.
-Ja pierdziele, co tutaj się dzieje?! To dlatego Des chciała cie tak unikać, cwaniara.
-No właśnie dlatego, ale pogadałem z nią wtedy na tej przejażdżce.
-A potem sam ją pocałowałeś-dogryzł-Słuchaj Zayn ,ja tam nie mam nic przeciwko, róbcie co chcecie, ale
pamiętaj ,że ona jeszcze jest twoją uczennicą i to nie będzie takie proste.
-Ja po prostu chciałem ci o tym powiedzieć, bo uznałem, że powinienem.
-Szkoda ,że trochę z opóźnieniem.
-Nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, bo nie wiedziałam jak zareagujesz.
-Przecież bym ci nie wpieprzył.
-Ty? Własnie to jest najbardziej prawdopodobne-zaśmiałem się.
-Nie przesadzaj. Tysiąc razy wolę ciebie jako szwagra niż tych dupków z towarzystwa Des, tego Maxa, Alexa co z nimi się zadaje.
-Właśnie, ona chyba ma chłopaka-mruknąłem.
-Kogo??
-Właśnie ten Alex.
-Kurwa mać, nie lubię tych dupków, ostatnio z jednym rozmawiałem ,z drugim nie zdarzę.
-Może nie wybieraj jej chłopaków.-stwierdziłem, bo wiem ,że mnie by coś takiego wkurzało.
-Będę jej wybierał ,bo nie chce żeby później ona chodziła jak jakieś zombie zraniona przez niewyżytego dupka.
-O tym ,że ją zdradził akurat wiem ,słyszałem jak opowiedział o tym Victorii w szatni-powiedziałem ciszej.
-No i widzisz?! Co jej ten frajer zrobił?! Nie chce czegoś takiego kolejny raz, ale nie dam rady jej upilnować na odległość. Musisz mi pomóc.
-Co? Ja? Niby jak?
-Zayn, Zayn ,Zayn, i tak między wami już co się dzieje, więc ty będziesz ją odciągał od tych gnojków, nie mów ,że nie chcesz...-zachichotał na końcu.
-Chcę? Czego chcę?
-Oj podoba ci się Des ,czy nie?
-Louis-warknąłem.
-Ah czyli ,że tak. I widzisz, może między wami coś tam będzie, raczej na pewno, ale wiedz jedno ,że jakbyś ty ją zranił to ciebie też zabije.
-O czym my rozmawiamy... Des stu procentowo woli rówieśników, między nami jest spora różnica.
-Różnice to ty masz w mózgu! Dziesięć lat to nie jest dużo ,ja jakoś się z nią dogaduję.
-Ty jesteś bratem.
-A ty mógłbyś być jej chłopakiem.-zaśmiał się cwaniacko.
-Chyba niepotrzebnie ci o tym mówiłem-powiedziałem nieco rozdrażniony.
-Potrzebnie potrzebnie. Tak jak mówiłem ,ja nie mam nic przeciwko, nawet proszę cię o to, żebyś miał tutaj na nią oko. Ale problemem może być moja mama. Wiesz ona cie lubi ,ale nie wiem jak to będzie kiedy ty byłbyś z Des.
-Dobra Louis, może na dzisiaj koniec tego tematu, mecz się zaraz skończy ,a ja nie wiem nawet jaki wynik jest teraz.-zmieniłem temat, bo po postu nie wiedziałem ,co mam odpowiedzieć. Louis ma racje ,jeżeli chciałbym coś z Des problemem może być jej matka. W końcu jestem tym cholernym nauczycielem w tej cholernej szkole. W mojej głowie zrobił się mętlik. Próbować coś działać? Jakoś rozmawiać z Des, starać się? Czy odpuścić? Może ona nie chce mieć tyle starszego chłopaka? Ale z drugiej strony ona pocałowała mnie jako pierwsza..."Była pijana"... to trudne. Co robić? Co mam robić? Spróbować, czy lepiej odpuścić i zapomnieć? Jak zapomnieć, skoro będę widywał ją codziennie? Cholera jasna, życie jest beznadziejnie skomplikowane. Mam tylko nadzieje ,że Des nie siedziała na schodach i nie słyszała nic
co tu było powiedziane. Sądząc po jej charakterze miałbym pozamiatane.
-Ej Zayn-szturchnął mnie Lou.
-Co?
-A nie zapytałem o jedno.
-Tak?
-Dobrze się wam całowało?-zaśmiał się i oblizał usta językiem dwa razy bardzo energicznie. Zacząłem chichotać, cały Louis. Ja nie wiem jak Sarah z nim wytrzymuje...
-To zostawię dla siebie.-odpowiedziałem spokojnie.
-Cholera nie może wyjść mi to z głowy. Moja siostra i mój kumpel razem.
-Nie jesteśmy razem.-przypomniałem.
-A tam kwestia czasu ,weź zepnij poślady to na weselu będziecie jako para świadków i prywatnie, co nie?-poruszył brwiami. Ah właśnie, jeszcze przed nami ślub Louisa, nawet jakbym chciał odpuścić i zapomnieć ,byłoby to niemożliwe.
-Dobra dobra, oglądaj-starłem się to wreszcie zakończyć. Louis po kilku nieudanych próbach dogryzania mi i wypytywania czy całowaliśmy się "z języczkiem" czy bez odpuścił. Mecz skończył się pół godziny później. Zjedliśmy jakieś słone orzeszki i postanowiłem się zbierać.
-Nie zobaczymy się jutro, więc chyba czas się pożegnać, stary-poklepałem go po ramieniu i uścisnęliśmy się.
-Wiem ,że będziesz tęsknił po nocach Zaynuś ,ale już niedługo wracam ,a ty zamij się moją siostrą.
-Louis, nie dokuczaj jej i nic jej nie mów, może ona tego sobie nie życzy.
-Dobra dobra-pokiwał głową-Ale obiecaj ,że będziesz miał na nią oko.
-Okej-odparłem. Louis odprowadził mnie pod drzwi. Ubrałem kurtkę i właśnie weszła jego matka.
-Dzień dobry pani Tomlinson.-przywitałem się grzecznie.
-Cześć Zayn ,cześć, wychodzisz?
-Tak ,przyszedłem pogadać z Louisem przed wyjazdem.
-Oh mógłbyś zostać na kolacji, może Des nie miałaby nic przeciwko posiłku z nauczycielem-zachichotała pani Eva.
-Oh na pewno by nie miała, jestem przekonany-zaśmiał się Louis, a ja pokręciłem głową.
-Na prawdę dziękuje za propozycje ,innym razem. Miłego wieczoru, do widzenia.
-Do widzenia Zayn.
-Louis miłej podróży-pożegnałem się z kumplem ostatni raz i wyszedłem z ich domu. Padało już znacznie mniej, można powiedzieć,że pokropywało. Założyłem kaptur od kurki na głowie i skierowałem się do swojego samochodu. Zobaczyłem Alexa.
-Oh dzień dobry panu-powiedział zdziwiony moim widokiem.
-Dzień dobry Alex.
-Jest Des prawda?-spytał.
-Nie wiem, nie byłem u niej-odparłem chłodno.
-Okej,mam nadzieję, że jest,  to do widzenia.-powiedział i mijając mnie podszedł pod drzwi.
-Do widzenia-burknąłem i wsiadłem do samochodu odjeżdżając Mój humor trochę się posypał.

_________________________________________________________________________________
Dodanie rozdziału dzisiaj nie było zaplanowane ,ale skoro Mari ma urodziny, to jak mogłabym go nie dodać?
Tak...Wiem... Jest do bani, szału nie ma dupy nie urywa jak to się mówi, ale pisałam go tylko kiedy znalazłam
jakieś wolne minuty ,tak , to ciągle nauka i brak czasu.
W końcu muszę się zrehabilitować, mam nadzieje  ,że to nadejdzie szybko.
Miłego wieczoru
Pa :*

środa, 21 maja 2014

BARDZO WAŻNE!

NA WSTĘPIE PRZEPRASZAM ZA OCIĄGANIE SIĘ,  BRAK AKTYWNOŚCI
I PRZEPRASZAM ZA TO CO NAPISZĘ TUTAJ:


Otóż muszę was poinformować ,że biorę urlop.
Nie będzie to jakiś długi okres czasu. Mam na myśli tydzień. Góra  dziesięć dni. Potrzebuję teraz czasu, aby napisać najważniejsze sprawdziany ,zdobyć odrobinę dobrych ocen przed zbliżającą się na początku czerwca WYWIADÓWKĄ! Chyba mnie rozumiecie co nie? XD
Chciałabym wam dodać rozdział teraz ,ale napisane mam tylko pół i nie mam czasu na dalsze myślenie.
Przez ten urlopik postaram się w przerwach coś pisać, żeby za tydzień zacząć dodawać rozdziały
na bieżąco.

JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM, niedobra ja, ale musicie zrozumieć, jest mi trochę ciężko.