Wiedziałam ,że mam przejebane, ale ta złośliwa jędza mnie wytrąciła z równowagi ,nazwała mnie gówniarą!
-Przepraszam ,ale ta pani nazwała mnie gówniarą i kazała sprzątać korytarz.-powiedziałam na swoją obronę.
-Des to już nie pierwszy raz kiedy wpadasz w konflikt z pracownikami tej szkoły ,dostałaś uwagę i nic z tego nie robisz! A ty Barbaro dlaczego nazwałaś ją gówniarą?
-Pani wybaczy ale godzinę temu wyszorowałam korytarz, a Tomlinson wylała na niego jakąś maź i to już zaschło ,najpierw grzecznie powiedziałam ,żeby została i posprzątała to po sobie ,ale ona się stawiała więc kazałam jej sprzątać za kare cały ,a potem pani już słyszała wystarczająco-odpowiedziała te wredna ropucha. Co? Ona powiedziała mi coś grzecznie? Wydarła się i kazała od razu sprzątać cały!
-Ale..-zaczęłam.
-Milcz Des ,zostajesz na kilka minut i posprzątasz to-warknęła Morgan i wskazała na plamę. Super ,że nawet nie wysłuchała mnie do końca.
-Wy obie jesteście siebie warte, takie same jędze-powiedziałam coraz bardziej rozdrażniona. Oczy Morgan pociemniały. Dlaczego najpierw robię, potem myślę? Gdybym nie wtrąciła swojej bystrej uwagi (chociaż prawdziwej) posprzątałabym to coś i miała wolne.
-Pani Trey ma racje ,sprzątasz za kare cały korytarz i wzywam twoją mamę ,masz naganne zachowanie.-powiedziała twardo i razem z Trey odeszły. Pokazałam im środkowy palec, jaka szkoda ,że go nie widziały. I tak nie miałam nic do stracenia. Zadzwonił dzwonek i wszyscy udali się do klas. Rzuciłam plecakiem o ścianę. Kurwa! Pociągnęłam się lekko za włosy, żeby choć trochę ochłonąć.
Woźna podeszła wręczając mi mopa i wiadro z detergentem śmiejąc się przy tym krzywo. Zmrużyłam oczy i wyszarpałam jej mopa z reki. Prychnęła i odeszła dalej, śmiejąc się beznadziejnie. "Boże daj mi siłę i opanowanie bo zaraz coś zorbie w tej szkole ,a tego nie chce" mówiłam w duchu. Związałam włosy w koka, gumką którą zawsze nosze na lewym nadgarstku i musiałam zabrać się za sprzątanie.
Zaczęłam moczyć mopa, wyciskać go i ścierając na początku rozlaną ciecz. Rzeczywiście zdążyło przyschnąć i szło ciężko. Co ten chłopak tam niósł ,że takie to trudne? Jak go spotkam to nie wiem jeszcze co mu zorbie. Przez jego niezdarność mam kare. Zdenerwowanie było wymalowane na mojej twarzy bardzo wyraźnie, a to przez to, że moja kara była tak naprawdę nie sprawiedliwa, Trey uwzięła się na mnie. Po jakiś pięciu minutach umyłam zaledwie kawałek korytarza ,a bolały mnie już ręce od ciągłego wyciskania mopa ,ta plama była cholernie uparta. Przesunęłam wiadro i zaczęłam myć dalej. Kiedy byłam już przy końcu i zostało mi jakiś metr do umycia zobaczyłam jak do szkoły wchodzi moja mama. Miała zły humor, ruszyła w stronę pokoju nauczycielskiego nie zauważając mnie. Odłożyłam wiadro z mopem i przez myśl przeszedł mi pomysł ,żeby wylać tą brudną wodę prosto na głowę woźnej ,ale wiedziałam ,że to ja byłam na pozycji przegranej i to wcale nie było dobrym pomysłem. Poszłam po plecak ubierając go później na plecy. Oparłam się o ścianę i czekałam, nie wiedziałam dokładnie na co ale wiedziałam ,że na pewno nie na pochwałę ani na prezenty. Po pięciu minutach mama przyszła razem z Morgan. Och czyli wszystko co złe
i zbyt wykolorowane Morgan przekazała mojej mamie. A miałyśmy piec babeczki...
-Des co ty sobie wyobrażasz ,nie tak cie wychowałam ,uczyłam cie szacunku dla starszych, a ty tak się odnosisz?!-zaczęła naskakiwać mama. Nie odezwałam się tylko patrzyłam.
-Masz natychmiast przeprosić obie panie!-krzyknęła i zjawiła się też woźna ,miałam ochotę zwymiotować.
-Teraz!-nakazała
-Sory-mruknęłam ,a mama paliła mnie wzrokiem. Wiedziałam ,że muszę postarać się bardziej. Było mi ciężko ,ale musiałam.
-Przepraszam za moje zachowanie ,to już się nie powtórzy-bąknęłam niechętnie.
-Miejmy nadzieje. W poniedziałek porozmawiam z twoim wychowawcą i dyrektorem i zobaczymy jakie poniesiesz konsekwencje, teraz już nie zdążę ,muszę wyjść ze szkoły ,ciesz się dobrym weekendem Des-skomentowała Morgan i biorąc za ramie woźna ruszyły korytarzem. Nie dość ,że musiałam sprzątać korytarz to jeszcze jakieś konsekwencje? Kurwa ,to chyba jaja, gdybym wiedziała nie tknęłabym tego mopa.
-Des kiedy ty wreszcie dorośniesz i przestaniesz sprawiać kłopoty! Na litość boską jesteś w średniej szkole, ostatniej klasie, a tak się zachowujesz!
-Jak się zachowuje?!-warknęłam-Ktoś wylał na mnie jakiś płyn, a ta czarownica kazała MNIE sprzątać cały korytarz. Jak ty byś zareagowała?! To było niesprawiedliwie ,a przecież tobie sprawiedliwość jest dobrze znana, pracujesz w sądzie czyż nie?
-To czym ja się zajmuje jest najmniej istotne. Des musisz się zmienić ,wydorośleć ,takie zachowanie jest karygodne! Jeszcze jeden taki wybryk, a dostaniesz potężny szlaban!-pogroziła.
-Szlaban? Zabierzesz mi telefon komputer i myślisz że to coś zmieni? Że to na mnie podziała? Proszę bardzo, weź wszystko sobie, nie potrzebne mi! Jestem jaka jestem, Nie znasz mnie tak naprawdę bo ciebie nigdy przy mnie nie ma ,nigdy nie mogę ci się wyżalić, bo ty masz prace.
-Des nie odwracaj kota ogonem!
-Nie mamo ,to ty odwracasz kota ogonem. Wiesz że mam racje ,nie ma cie przy mnie ,a jeśli już to tylko nocujesz. Odkąd tata zmarł nie robisz nic tylko zajmujesz się pracą. Nie wiesz czego ja bym chciała.
-Co takiego niby!-wycedziła.
-Chciałabym abyś była gdy tego potrzebuje, abyś była mamą ,a nie tylko matką!-warknęłam.
-Staram się jak mogę...ale.
-Gówno prawda ,masz mnie w dupie ,tobie nie zależy. Louis wyjechał, więc jedno dziecko masz z głowy teraz pewnie chciałabyś pozbyć się mnie!-warknęłam i poczułam jak jej ręka zderza się z moim policzkiem. Nie zabolało mnie, ale było to upokarzające. Nie dość ,że ma mnie gdzieś ,albo tylko na mnie wrzeszczy, to jeszcze mnie bije, w dodatku w szkole. Pokręciłam głową i odepchnęłam łzy.
-Des skarbie przepraszam-wyjąkała ,a ja ją wyśmiałam.
-Jesteś fatalną matką ,nie umiesz sobie ze mną poradzić ,trzeba było mnie oddać do domu dziecka,
może znalazłabym lepszą rodzinę-powiedziałam z żalem i zaczęłam biec korytarzem w kierunku drzwi wyjściowych.
-Des! Zaczekaj Des! Stój!-słyszałam jak woła i jak jej buty na obcasie wybijają rytm na szkolnych płytkach.
Przyśpieszyłam, matka ciągle wołała i przez sekundę mignęła mi twarz Malika wychodzącego z sali gimnastycznej. Biegłam dalej, znalazłam się przed szkołą, wybrałam kierunek szkolnego boiska i tam się udałam. Przebiegłam całą jego długość i przeskoczyłam przez ogrodzenie oddzielające naszą szkołę od prywatnego lasu ,na który nie wolno nam wchodzić. W tamtej chwili wisiał mi ten cały regulamin szkolny.
Przeszłam kilka metrów i usiadłam przy jednym z drzew rozryczając się jak małe dziecko. Skulona siedziałam jakieś dwie minuty i płakałam. Pierwszy raz od tak dawna płakałam.Wyjęłam telefon wybierając numer Louisa. Odebrał dopiero po pięciu sygnałach.
-Cześć moja marchewo!-krzyknął zabawnie do telefonu ,ale nie uśmiechnęłam się, nie mogłam.
-Louis-wyjąkałam ocierając łzy.
-Des ty płaczesz ,co się stało? Cholera ty płaczesz!-usłyszałam panikę w jego głosie. Wiedział ,że nienawidzę płakać i tego pokazywać.
-Spokojnie Louis ,ja po prostu potrzebuje pogadać z kimś normalnym-pociągnęłam nosem i otarłam kolejną łzę.
-Powiedz Des, co się stało?! Skrzywdził cie ktoś?!
-Chciałabym ,żebyś mnie przytulił braciszku ,potrzebuje tego-załkałam.
-Ej mała nie płacz ,powiedz mi co się stało.-nalegał.
-Poważna awantura z matką-powiedziałam oschle.
-O co tym razem?
-Nie rozumiesz Louis, ta kłótnia nie jest taka jak za każdym razem, teraz zrobiło się poważnie.
-Powiesz mi o co chodzi dokładnie?-zapytał łagodnie.
-Nie chce przez telefon ,chciałam po prostu usłyszeć twój głos bo tęsknie ,a teraz będę kończyć, nie chce przeszkadzać.-nie wiedziałam po co do niego zadzwoniłam, ale wiedziałam ,że nie powiem mu o policzku matki przez telefon ,wcale mu nie powiem.
-Des!-zatrzymał mnie.
-Tak?
-Obiecaj coś.
-Co?
-Że nie będziesz płakać chociażby nie wiem co.
-Louis czasem trzeba.
-Nie ty! Ty jesteś silniejsza ode mnie ,nie pamiętasz?-uśmiechnęłam się ,zawsze mi to powtarzał.
-Nie tym razem.
-Marchewo ,za tydzień w sobotę się widzimy i pogadamy bardzo dłuuuugo.
-Zaraz zaraz Co?! Jak to za tydzień?!
-Przyjeżdżam do was.-kiedy tylko to usłyszałam wstałam i odwróciłam się tyłem do ogrodzenia i szkoły, a przodem do rozprzestrzeniającego się lasu i pisnęłam ucieszona. Łzy zostały zatrzymane ,pozostało kilka niewyschniętych na policzku.
-Żartujesz!-ścisnęłam mocniej aparat telefoniczny.
-Nie mała ,będę w sobotę ,muszę wam coś ogłosić ,a przy okazji porozmawiam z tobą i z mamą oczywiście.-skrzywiłam się lekko.
-Jasne ty psychologu.
-Widzę ,że humor znacznie lepszy niż minute temu. Bardzo dobrze.
-Tak ,dzięki tobie. Dziękuję Lou.
-Mała wiesz ,że cie kocham. Zobaczymy się nie długo i wiesz ,że cie wyściskam łamiąc wszystkie kości?
-Zobaczymy kto komu je połamie-zaśmiałam się-Okej nie przeszkadzam już. Kocham cie też.
-Całuje Mała i do zobaczenia.
-Do zobaczenia Lou.-rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się z powrotem w stronę szkoły. Dwa metry przede mną stał Zayn Malik we własnej osobie. Cholera kolejne kłopoty jakby mi było ich mało. Ja to mam przerąbane życie.
_________________________________________________________________________
Hej hej hej ,ale mam dobry humorek bo pogoda piękna ,a przynajmniej u mnie.
Nawet bardzo nie płaczę w poduszkę ,że jutro poniedziałek. Carpe Diem ,kurcze xD
Ej wiecie co... wymyśliłam nowe fanfiction ,to znaczy Pff
mam planach i napisałam już prolog ,bo mnie jakoś naszło ,ale nie wiem czy w ogóle
coś wypali ,bo nie wiem czy chciałybyście czytać kolejne opowiadanie.
No ale ja to tak tylko mówię ,nie żeby to było pewne w stu procentach ,ale pomysł mi się
spodobał. To było tak ,że otworzyłam z rana oczka i minutę później wskoczył mi
do głowy pomysł i nawet parę scen sobie już wymyśliłam ,ale co będzie to nie wiem.
Na pewno prowadzę tego fanfica i chcę powiedzieć ,żebyście były cierpliwe ,bo
zanim między Des, a Zaynem zacznie się dziać tak wiecie GORĄCO kawałek minie.
No dobra chyba za dużo się rozpisałam. Pa pa Motylki <3
Takie wiosenne pożegnanie Hehehe...
Do następnego <3
niedziela, 6 kwietnia 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział 6
-Dobrze ,usiądźcie.-zabrzmiał głos Pani Morgan.-Dzisiejszy temat związany jest ściśle z tematem karnej pracy naszych dwóch dziewczyn ,które otrzymały ją dodatkowo-popatrzyła na nas srogo-Więc może któraś z dziewczyn zgodzi się na poprowadzenie lekcji-Kiedy te słowa wypadły z jej ust zobaczyłam po Victorii ,że zbladła trzykrotnie.
-O kurwa ,ja nic nie umiem z tego-bąknęła kuląc się i chowając za Zoe.
-Spokojnie ,ja pisałam dwie prace ,więc coś pamiętam-poklepałam ją po ramieniu i wstałam.
-Ja chcę-oznajmiłam i wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Każdy wiedział ,że prowadzenie lekcji u pani Morgan nie należy do łatwych i przyjemnych rzeczy. To bardziej jak kiepski horror. Przełknęłam ślinę ,mimo ,że nienawidzę tej nauczycielki to się jej obawiam.
-Dobrze Des ,zatem zapraszam na środek.-Jak ja nie cierpię tych słów nauczycieli "Zapraszam na środek"...
Odsunęłam krzesło i ruszyłam w stronę kredowej tablicy.
-Mogę opierać się trochę na podręczniku?-spytałam cicho z nadzieją ,że się zgodzi.
-Okej ,ale masz z niego nie czytać.-pogroziła palcem i odsuwając się usiadła na krześle.
Wzięłam gruby stary podręcznik do historii i skanując przez sekundę kartkę zaczęłam opowiadać
na temat panowania Stewartów. Nie sądziłam ,że zapamiętałam aż tak dużo rzeczy pisząc to karne zadanie.
Większość klasy słuchała mnie z zaciekawieniem ,a przynajmniej taki mi się wydawało. Cóż mówiłam bardziej "młodzieżowym" językiem niż nauczyciele ,więc pewnie lepiej do nich to docierało. Skończyłam po piętnastu minutach.
-Brawa dla koleżanki-powiedziała Morgan ,a ja się popatrzyłam na nią krzywiąc twarz. To z jej ust jak pochwała ,prawda? Małe brawa ucichły.
-Możesz wracać do ławki Des ,ja pociągnę dalszy temat ,dostajesz ekstra ocenę za odwagę-dzisiaj jak nigdy miała dobry humor. Pomyślałam ,że może z mężem jej się dobrze układało ,albo mieli dobre relacje w sypialni. Na humor nauczyciela wpływa wiele czynników, ale to jest jeden z tych główniejszych i może to brzmi trochę dziwacznie i prostacko, ale taka jest stu procentowa prawda.
Zadowolona usiadłam na swoim miejscu.
-Mała, byłabyś dobrą nauczycielką ,patrz-Victoria wskazała na zeszyt-nawet ja zrobiłam notatkę-powiedziała dumnie. Spojrzałam na kartki i ona rzeczywiście pisała notatkę. Posłałam jej uśmiech i zwróciłam twarz w kierunku nauczycielki. Jakimś cudem dzisiejsza lekcja była naprawdę interesująca i jak nigdy wszyscy słuchali. Na początku mnie ,a później Morgan. Oj było gorąco w tej sypialni ,tak czuję.
Mijały kolejne lekcje ,a ja marzyłam ,żeby wreszcie wybiła godzina 14;40, abym mogła iść na trening chłopaków ze szkoły. W połowie maja zaczynają się rozgrywki międzyszkolne, cieszę się ,bo zawsze mniej lekcji wtedy jest. Zostało jakieś dwanaście dni.
Kiedy było już po czternastej uderzyłam lekko przyjaciółkę w bok.
-Hmm?-spytała śpiąca Vicky.
-Idziesz ze mną oglądać trening chłopaków?-zapytałam.
-Kurcze...nie dam rady dzisiaj, obiecałam mamie ,że będę zaraz po szkole i mamy jechać po coś.
-Rozumiem.-odpowiedziałam i dzwonek oznajmił zakończone dla mnie zajęcia. Spakowałam rzeczy i wszyscy ruszyli prosto do szafek. Stanęłam przy swojej i wrzucałam zeszyty wraz z książkami ,a wyciągałam te potrzebne. Nareszcie jutro piątek i na całe szczęście jutro nie kończę późno. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam na początku do bufetu po czekoladowego batona i wodę, a potem znalazłam się na boisku szkolnym za szkołą. Usiadłam na trybunie w pierwszym rzędzie i czekałam aż wyjdą chłopcy. Nie minęło nawet pięć minut. a usłyszałam głosy. Przede mną pojawił się Max wraz z Alexem, najlepszym
przyjacielem.
-Cieszę się ,że przyszłaś-pocałował mnie Max i wskazał na kolana ,żebym na nich usiadła. Zrobiłam to bez wahania. Objął mnie w pasie, a Alex zajął miejsce obok nas. Max jeździł nosem po mojej szyi i składał delikatne pocałunki ,a ja chichotałam. Pozostali chłopcy rozgrzewali się do treningu ,a w raz z nimi dostrzegłam Malika. Przypatrywał się nam ,tak mi się zdawało. Pewnie dalej jest wkurzony o dzisiejszą lekcje.
-Des a ty idzie..-zaczął Alex ,ale przerwał mu Max uderzeniem w ramie. Zmarszczyłam brwi.
-Co chciałeś powiedzieć?-zapytałam.
-Um..czy idziesz w poniedziałek na wagary?
-Jest czwartek i już pytasz się o poniedziałek?
-No ,bo mamy w planach gdzieś wyskoczyć ,to co?-wyczułam w jego głosie zakłopotanie.
-W poniedziałek to ja mam trening ,niestety muszę odmówić-odparłam i pocałowałam Max'a w czoło.
-Zostawię was ,ale Max streszczaj się ,masz tylko pięć minut-zachichotał i odszedł ,wydawało mi się ,że odetchnął z ulgą.
-Co on taki zakłopotany?-zwróciłam się do chłopaka.
-Nie wiem-powiedział i się uśmiechnął. Założył za moje ucho kosmyk włosów.
-MAAX!-zawołał Alex-Musicie już kończyć te przytulanki ,chodź gramy!-wołał dalej. Przewróciłam oczami i zeszłam z kolan chłopaka. Miało być pięć minut ,a minęła minuta.
-Podziwiaj nas mała-puścił mi oczko i odbiegł ode mnie w stronę kolegów i Pana-Wkurwiającego-Mnie-Malika. Oparłam się o plastikowe krzesło i oglądałam trening piłki nożnej. Z początku standardowo ostra rozgrzewka ,dopiero później gra. Kibicowałam drużynie, w której był Max i biłam brawo gdy wpadł gol. Z tego co zauważyłam chłopakom podobał się trening prowadzony przez Malika, bo bądź co bądź widać było ,że znał się na rzeczy. Ale w końcu to nauczyciel od lekcji wf. Minęło półtorej godziny i było po treningu. Czekałam aż wezmą prysznic. Tak sobie rozmyślałam ,że ten nowy nauczyciel to ma niezłą sylwetkę, jest dobrze zbudowany ,ale zobaczyłam na jego ciele kilka tatuaży. Czy dyrektor tak od razu zgodził się ,aby jego pracownik miał tatuaże zwłaszcza ,że pracuje z młodzieżą? Nie żeby mi to coś przeszkadzało ,bo sama zrobię sobie tatuaż ,ale co na to inni? To chyba pierwszy nauczyciel w tej szkole, który tak różni się od reszty. Jest oryginalny to fakt ,ale równie denerwujący...
-Mała idziesz?-dobiegł do mnie głos Max'a i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Ocknęłam się z zamyśleń i przygryzłam dolną wargę kiwając głową. Złapani za ręce opuściliśmy teren szkoły. Max odprowadził mnie do domu. Jak zwykle rozmawialiśmy o zwyczajnych sprawach śmiejąc się co jakiś czas. Nie wiem czy kocham go, czy to wielka miłość ,ale na pewni go bardzo lubię i cieszę się ,że to mój chłopak.
Przed moim domem Max przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, wpuściłam jego język bez przeszkód i zarzuciłam ręce na szyje.
-Do jutra Słodka-pocałował mnie ostatni raz i ruszył w stronę swojego domu ,a ja pomachałam mu na pożegnanie i zamknęła furtkę za sobą.
-Cześć Luna ,nudzisz się co psiaku?-przywitałam mojego dalmatyńczyka. Wesoła zamerdała ogonem i dwie przednie łapy oparł na moich kolanach. Biedna ,prawie cały dzień siedzi sama ,dobrze ,że mamy ogrodzone wokół domu ,może sobie chociaż pobiegać ,a gdy jej się znudzi wchodzi do domu ,przez specjalne przejście w drzwiach z tyłu domu i kładzie się spać w swoim koszyku pod schodami. Przebrałam się w szare zwężane spodnie dresowe i zwykły duży biały t-shirt ,włosy zaplotłam w warkocz i biorąc smycz z wieszaka zabrałam Lunę na spacer, tak jak to zwykle mam w zwyczaju. Kiedy znalazłam się w parku postanowiłam ,że pobiegamy jakieś trzydzieści minut ,biała to lubi.
-Luna biegniemy ,biegniemy-powiedziałam lekko szarpiąc za smycz ,biała od razu zaczęła szybciej przebierać nogami ,a ja w raz z nią. Jak na Londyn pogoda jeszcze się nie schrzaniła, przez co byłam bardzo zadowolona. Po małym joggingu z białą postanowiłam przejść do marszu. Luna ziajała wystawiając język i szła obserwując cały park. To grzeczny pies ,nie potrzebuje kagańca ,zwykle dzieci do niej podchodzą
i mówią "Pongo" tak jak miał na imię pies z "101 Dalmatyńczyków", problem w tym ,że to suczka.
Koło osiemnastej wróciłyśmy do domu ,w kuchni paliło się światło. Spuściłam białą ze smyczy i weszłam do domu ściągając adidasy.
-Mamo to ty? Czy jakiś włamywacz?-zawołałam rozbawiona.
-Ja!-odkrzyknęła mama z kuchni. Poszłam za jej głosem.
-Jak w szkole?-spytała.
-Okej ,znowu dostałam ekstra ocenę z historii bo prowadziłam kawałek lekcji-powiedziałam dumnie ,a mama się uśmiechnęła. Tak rzadko widzę jej uśmiech.
-Jestem z ciebie dumna. Moja dziewczynka-pogłaskała mnie po głowie i zachichotałyśmy.
-Um Des..-zaczęła mama.
-Tak?
-Masz jakieś plany na jutro ,czy mogłabyś przyjść do domu od razu po szkole?
-Um..nie ,nie mam planów ,a co?
-Dostałam super przepis na pyszne babeczki ,może zrobiłybyśmy je razem ,co?-widziałam w jej oczach obawę ,niepewność ,ale dlaczego? Obawia się ,że jej odmówię? Ja marzę o tym ,że móc spędzać z nią wiele wolnych chwil ,ale ona nie ma czasu.
-Pewnie ,że tak-powiedziałam radośnie i przytuliłam ją, miała ciekawe perfumy.
-Ładnie pachniesz mamo-uszczypnęłam ją.
-Nie lepiej niż ty-odpowiedziała-Co chcesz zjeść?
-Wszystko mi jedno ,co jest to zjem.-posłała mi uśmiech i zaczęła coś robić do jedzenia.
*
-Twierdzenie Talesa to jedno z najważniejszych twierdzeń geometrii...-zaczęła opowiadać pani Davis. Wcale mnie to nie interesowało więc zaczęłam rysować na okładce zeszytu jakieś bazgroły, chyba wszyscy uczniowie tak robią. Moja przyjaciółka dzisiaj nie pojawiła się w szkole. Napisała mi tylko sms, że zrobiła sobie wolne, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu ,że dzisiaj cały dzień będzie nudny.
Nie wiem ile minęło ale moja okładka była już cała czarna od atramentu długopisu.
-Na następnej lekcji kartkówka ,spakujcie się-o nie ,znowu kartkówka ,a ja tym razem kompletnie nie wiem o co chodzi w tym temacie. I co mi to mówi ,że "a" przez "a plus b" równa się tyle co "c" przez "c plus d"? Nic z tego nie wiem ,ale jakoś będę musiała to ogarnąć ,bo wiem ,że na Victorie nie mam co liczyć. Ona tylko lubi biologie w tym botanikę i chemię ,te przedmioty też lubię ,ale nie narzekam na angielski. Mówiłam już ,że kręci mnie zawód lekarza? Najlepiej chirurga? Nie? No to już wiecie. Lubię chemię i biologię ,bo chciałabym zostać właśnie lekarzem ,po skończeniu liceum wybieram się na odpowiednie studia. Oby mi się tylko udało robić karierę jako lekarz,bo nic innego mnie nie interesuje ,no może sport ,ale to hobby. Cała moja klasa to kierunek farmaceutyka i te wszystkie przedmioty potrzebne na studia lekarskie. Kiedy było kilka minut po dzwonku i wreszcie przyszedł profesor Colder, wpuścił nas do pracowni, ubraliśmy białe fartuchy i stanęliśmy przy swoich stanowiskach. Jak dobrze ,że prze kilka lekcji z rzędu będą doświadczenia i więcej praktyki niż teorii. Mijały kolejne lekcje, długa przerwa na lunch ,a ja nie mogłam doczekać się godziny 15;40 aby wyjść wreszcie z tej szkoły i odpocząć w weekend, porządnie się wyspać. Kiedy ostatnia lekcja, angielski, minęła udałam się do szafki ,aby zostawić książki i ewentualnie coś zabrać. Zamknęłam szafkę na kluczyk, odwróciłam się i poczułam uderzenie ,a potem coś mokrego na spodniach. Jakiś pierwszoklasista szedł z czymś zielonym i wylał to na mnie i na kawałek korytarza. Spalił buraka, wydukał "sory" i zwiał gdzie pieprz rośnie.
-Ja pierdole cała się kleje ,zajebiście-mruczałam pod nosem. Wyjęłam chusteczkę aby wytrzeć spodnie i buty.
-Tomlinson!-głos naszej Woźnej-Harpii-Jędzy-Czarownicy-Trey.
-Co?-mruknęłam ścierając chusteczką maź ze spodni.
-Zostajesz po przerwie i sprzątasz cały korytarz!-Ja wiem ,że się nie lubimy ,ale to chyba kurwa jakieś jaja! Ja nie będę tego sprzątać, to nie moja wina do cholery!
-Chyba pani żartuje ,to jakiś chłopak na mnie to wylał i uciekł, ani mi się śni ruszyć palcem.-prychnęłam.
-Mnie to nie obchodzi. W tej chwili to ty roznosisz brud na pół korytarza, a był myty godzinę temu ,zostajesz i myjesz.-warczała jędza.
-Trzeba było nie myć godzinę temu ,tylko jak skończą się wszystkie zajęcia-warknęłam i butem rozmazałam
ciecz robiąc większą plamę, tak na złość ,że się na mnie wydziera.
-Myjesz ten korytarz ,zaraz dam ci wiadro, za dużo pyskujesz gówniaro!
-Sama sobie to idiotko myj za to ci płacą!-Zanim pomyślałam już było za późno.
-Des jak ty się odzywasz!-wszędzie rozpoznam głos profesor Morgan, jędzy numer dwa.
-O kurwa ,ja nic nie umiem z tego-bąknęła kuląc się i chowając za Zoe.
-Spokojnie ,ja pisałam dwie prace ,więc coś pamiętam-poklepałam ją po ramieniu i wstałam.
-Ja chcę-oznajmiłam i wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Każdy wiedział ,że prowadzenie lekcji u pani Morgan nie należy do łatwych i przyjemnych rzeczy. To bardziej jak kiepski horror. Przełknęłam ślinę ,mimo ,że nienawidzę tej nauczycielki to się jej obawiam.
-Dobrze Des ,zatem zapraszam na środek.-Jak ja nie cierpię tych słów nauczycieli "Zapraszam na środek"...
Odsunęłam krzesło i ruszyłam w stronę kredowej tablicy.
-Mogę opierać się trochę na podręczniku?-spytałam cicho z nadzieją ,że się zgodzi.
-Okej ,ale masz z niego nie czytać.-pogroziła palcem i odsuwając się usiadła na krześle.
Wzięłam gruby stary podręcznik do historii i skanując przez sekundę kartkę zaczęłam opowiadać
na temat panowania Stewartów. Nie sądziłam ,że zapamiętałam aż tak dużo rzeczy pisząc to karne zadanie.
Większość klasy słuchała mnie z zaciekawieniem ,a przynajmniej taki mi się wydawało. Cóż mówiłam bardziej "młodzieżowym" językiem niż nauczyciele ,więc pewnie lepiej do nich to docierało. Skończyłam po piętnastu minutach.
-Brawa dla koleżanki-powiedziała Morgan ,a ja się popatrzyłam na nią krzywiąc twarz. To z jej ust jak pochwała ,prawda? Małe brawa ucichły.
-Możesz wracać do ławki Des ,ja pociągnę dalszy temat ,dostajesz ekstra ocenę za odwagę-dzisiaj jak nigdy miała dobry humor. Pomyślałam ,że może z mężem jej się dobrze układało ,albo mieli dobre relacje w sypialni. Na humor nauczyciela wpływa wiele czynników, ale to jest jeden z tych główniejszych i może to brzmi trochę dziwacznie i prostacko, ale taka jest stu procentowa prawda.
Zadowolona usiadłam na swoim miejscu.
-Mała, byłabyś dobrą nauczycielką ,patrz-Victoria wskazała na zeszyt-nawet ja zrobiłam notatkę-powiedziała dumnie. Spojrzałam na kartki i ona rzeczywiście pisała notatkę. Posłałam jej uśmiech i zwróciłam twarz w kierunku nauczycielki. Jakimś cudem dzisiejsza lekcja była naprawdę interesująca i jak nigdy wszyscy słuchali. Na początku mnie ,a później Morgan. Oj było gorąco w tej sypialni ,tak czuję.
Mijały kolejne lekcje ,a ja marzyłam ,żeby wreszcie wybiła godzina 14;40, abym mogła iść na trening chłopaków ze szkoły. W połowie maja zaczynają się rozgrywki międzyszkolne, cieszę się ,bo zawsze mniej lekcji wtedy jest. Zostało jakieś dwanaście dni.
Kiedy było już po czternastej uderzyłam lekko przyjaciółkę w bok.
-Hmm?-spytała śpiąca Vicky.
-Idziesz ze mną oglądać trening chłopaków?-zapytałam.
-Kurcze...nie dam rady dzisiaj, obiecałam mamie ,że będę zaraz po szkole i mamy jechać po coś.
-Rozumiem.-odpowiedziałam i dzwonek oznajmił zakończone dla mnie zajęcia. Spakowałam rzeczy i wszyscy ruszyli prosto do szafek. Stanęłam przy swojej i wrzucałam zeszyty wraz z książkami ,a wyciągałam te potrzebne. Nareszcie jutro piątek i na całe szczęście jutro nie kończę późno. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam na początku do bufetu po czekoladowego batona i wodę, a potem znalazłam się na boisku szkolnym za szkołą. Usiadłam na trybunie w pierwszym rzędzie i czekałam aż wyjdą chłopcy. Nie minęło nawet pięć minut. a usłyszałam głosy. Przede mną pojawił się Max wraz z Alexem, najlepszym
przyjacielem.
-Cieszę się ,że przyszłaś-pocałował mnie Max i wskazał na kolana ,żebym na nich usiadła. Zrobiłam to bez wahania. Objął mnie w pasie, a Alex zajął miejsce obok nas. Max jeździł nosem po mojej szyi i składał delikatne pocałunki ,a ja chichotałam. Pozostali chłopcy rozgrzewali się do treningu ,a w raz z nimi dostrzegłam Malika. Przypatrywał się nam ,tak mi się zdawało. Pewnie dalej jest wkurzony o dzisiejszą lekcje.
-Des a ty idzie..-zaczął Alex ,ale przerwał mu Max uderzeniem w ramie. Zmarszczyłam brwi.
-Co chciałeś powiedzieć?-zapytałam.
-Um..czy idziesz w poniedziałek na wagary?
-Jest czwartek i już pytasz się o poniedziałek?
-No ,bo mamy w planach gdzieś wyskoczyć ,to co?-wyczułam w jego głosie zakłopotanie.
-W poniedziałek to ja mam trening ,niestety muszę odmówić-odparłam i pocałowałam Max'a w czoło.
-Zostawię was ,ale Max streszczaj się ,masz tylko pięć minut-zachichotał i odszedł ,wydawało mi się ,że odetchnął z ulgą.
-Co on taki zakłopotany?-zwróciłam się do chłopaka.
-Nie wiem-powiedział i się uśmiechnął. Założył za moje ucho kosmyk włosów.
-MAAX!-zawołał Alex-Musicie już kończyć te przytulanki ,chodź gramy!-wołał dalej. Przewróciłam oczami i zeszłam z kolan chłopaka. Miało być pięć minut ,a minęła minuta.
-Podziwiaj nas mała-puścił mi oczko i odbiegł ode mnie w stronę kolegów i Pana-Wkurwiającego-Mnie-Malika. Oparłam się o plastikowe krzesło i oglądałam trening piłki nożnej. Z początku standardowo ostra rozgrzewka ,dopiero później gra. Kibicowałam drużynie, w której był Max i biłam brawo gdy wpadł gol. Z tego co zauważyłam chłopakom podobał się trening prowadzony przez Malika, bo bądź co bądź widać było ,że znał się na rzeczy. Ale w końcu to nauczyciel od lekcji wf. Minęło półtorej godziny i było po treningu. Czekałam aż wezmą prysznic. Tak sobie rozmyślałam ,że ten nowy nauczyciel to ma niezłą sylwetkę, jest dobrze zbudowany ,ale zobaczyłam na jego ciele kilka tatuaży. Czy dyrektor tak od razu zgodził się ,aby jego pracownik miał tatuaże zwłaszcza ,że pracuje z młodzieżą? Nie żeby mi to coś przeszkadzało ,bo sama zrobię sobie tatuaż ,ale co na to inni? To chyba pierwszy nauczyciel w tej szkole, który tak różni się od reszty. Jest oryginalny to fakt ,ale równie denerwujący...
-Mała idziesz?-dobiegł do mnie głos Max'a i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Ocknęłam się z zamyśleń i przygryzłam dolną wargę kiwając głową. Złapani za ręce opuściliśmy teren szkoły. Max odprowadził mnie do domu. Jak zwykle rozmawialiśmy o zwyczajnych sprawach śmiejąc się co jakiś czas. Nie wiem czy kocham go, czy to wielka miłość ,ale na pewni go bardzo lubię i cieszę się ,że to mój chłopak.
Przed moim domem Max przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, wpuściłam jego język bez przeszkód i zarzuciłam ręce na szyje.
-Do jutra Słodka-pocałował mnie ostatni raz i ruszył w stronę swojego domu ,a ja pomachałam mu na pożegnanie i zamknęła furtkę za sobą.
-Cześć Luna ,nudzisz się co psiaku?-przywitałam mojego dalmatyńczyka. Wesoła zamerdała ogonem i dwie przednie łapy oparł na moich kolanach. Biedna ,prawie cały dzień siedzi sama ,dobrze ,że mamy ogrodzone wokół domu ,może sobie chociaż pobiegać ,a gdy jej się znudzi wchodzi do domu ,przez specjalne przejście w drzwiach z tyłu domu i kładzie się spać w swoim koszyku pod schodami. Przebrałam się w szare zwężane spodnie dresowe i zwykły duży biały t-shirt ,włosy zaplotłam w warkocz i biorąc smycz z wieszaka zabrałam Lunę na spacer, tak jak to zwykle mam w zwyczaju. Kiedy znalazłam się w parku postanowiłam ,że pobiegamy jakieś trzydzieści minut ,biała to lubi.
-Luna biegniemy ,biegniemy-powiedziałam lekko szarpiąc za smycz ,biała od razu zaczęła szybciej przebierać nogami ,a ja w raz z nią. Jak na Londyn pogoda jeszcze się nie schrzaniła, przez co byłam bardzo zadowolona. Po małym joggingu z białą postanowiłam przejść do marszu. Luna ziajała wystawiając język i szła obserwując cały park. To grzeczny pies ,nie potrzebuje kagańca ,zwykle dzieci do niej podchodzą
i mówią "Pongo" tak jak miał na imię pies z "101 Dalmatyńczyków", problem w tym ,że to suczka.
Koło osiemnastej wróciłyśmy do domu ,w kuchni paliło się światło. Spuściłam białą ze smyczy i weszłam do domu ściągając adidasy.
-Mamo to ty? Czy jakiś włamywacz?-zawołałam rozbawiona.
-Ja!-odkrzyknęła mama z kuchni. Poszłam za jej głosem.
-Jak w szkole?-spytała.
-Okej ,znowu dostałam ekstra ocenę z historii bo prowadziłam kawałek lekcji-powiedziałam dumnie ,a mama się uśmiechnęła. Tak rzadko widzę jej uśmiech.
-Jestem z ciebie dumna. Moja dziewczynka-pogłaskała mnie po głowie i zachichotałyśmy.
-Um Des..-zaczęła mama.
-Tak?
-Masz jakieś plany na jutro ,czy mogłabyś przyjść do domu od razu po szkole?
-Um..nie ,nie mam planów ,a co?
-Dostałam super przepis na pyszne babeczki ,może zrobiłybyśmy je razem ,co?-widziałam w jej oczach obawę ,niepewność ,ale dlaczego? Obawia się ,że jej odmówię? Ja marzę o tym ,że móc spędzać z nią wiele wolnych chwil ,ale ona nie ma czasu.
-Pewnie ,że tak-powiedziałam radośnie i przytuliłam ją, miała ciekawe perfumy.
-Ładnie pachniesz mamo-uszczypnęłam ją.
-Nie lepiej niż ty-odpowiedziała-Co chcesz zjeść?
-Wszystko mi jedno ,co jest to zjem.-posłała mi uśmiech i zaczęła coś robić do jedzenia.
*
-Twierdzenie Talesa to jedno z najważniejszych twierdzeń geometrii...-zaczęła opowiadać pani Davis. Wcale mnie to nie interesowało więc zaczęłam rysować na okładce zeszytu jakieś bazgroły, chyba wszyscy uczniowie tak robią. Moja przyjaciółka dzisiaj nie pojawiła się w szkole. Napisała mi tylko sms, że zrobiła sobie wolne, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu ,że dzisiaj cały dzień będzie nudny.
Nie wiem ile minęło ale moja okładka była już cała czarna od atramentu długopisu.
-Na następnej lekcji kartkówka ,spakujcie się-o nie ,znowu kartkówka ,a ja tym razem kompletnie nie wiem o co chodzi w tym temacie. I co mi to mówi ,że "a" przez "a plus b" równa się tyle co "c" przez "c plus d"? Nic z tego nie wiem ,ale jakoś będę musiała to ogarnąć ,bo wiem ,że na Victorie nie mam co liczyć. Ona tylko lubi biologie w tym botanikę i chemię ,te przedmioty też lubię ,ale nie narzekam na angielski. Mówiłam już ,że kręci mnie zawód lekarza? Najlepiej chirurga? Nie? No to już wiecie. Lubię chemię i biologię ,bo chciałabym zostać właśnie lekarzem ,po skończeniu liceum wybieram się na odpowiednie studia. Oby mi się tylko udało robić karierę jako lekarz,bo nic innego mnie nie interesuje ,no może sport ,ale to hobby. Cała moja klasa to kierunek farmaceutyka i te wszystkie przedmioty potrzebne na studia lekarskie. Kiedy było kilka minut po dzwonku i wreszcie przyszedł profesor Colder, wpuścił nas do pracowni, ubraliśmy białe fartuchy i stanęliśmy przy swoich stanowiskach. Jak dobrze ,że prze kilka lekcji z rzędu będą doświadczenia i więcej praktyki niż teorii. Mijały kolejne lekcje, długa przerwa na lunch ,a ja nie mogłam doczekać się godziny 15;40 aby wyjść wreszcie z tej szkoły i odpocząć w weekend, porządnie się wyspać. Kiedy ostatnia lekcja, angielski, minęła udałam się do szafki ,aby zostawić książki i ewentualnie coś zabrać. Zamknęłam szafkę na kluczyk, odwróciłam się i poczułam uderzenie ,a potem coś mokrego na spodniach. Jakiś pierwszoklasista szedł z czymś zielonym i wylał to na mnie i na kawałek korytarza. Spalił buraka, wydukał "sory" i zwiał gdzie pieprz rośnie.
-Ja pierdole cała się kleje ,zajebiście-mruczałam pod nosem. Wyjęłam chusteczkę aby wytrzeć spodnie i buty.
-Tomlinson!-głos naszej Woźnej-Harpii-Jędzy-Czarownicy-Trey.
-Co?-mruknęłam ścierając chusteczką maź ze spodni.
-Zostajesz po przerwie i sprzątasz cały korytarz!-Ja wiem ,że się nie lubimy ,ale to chyba kurwa jakieś jaja! Ja nie będę tego sprzątać, to nie moja wina do cholery!
-Chyba pani żartuje ,to jakiś chłopak na mnie to wylał i uciekł, ani mi się śni ruszyć palcem.-prychnęłam.
-Mnie to nie obchodzi. W tej chwili to ty roznosisz brud na pół korytarza, a był myty godzinę temu ,zostajesz i myjesz.-warczała jędza.
-Trzeba było nie myć godzinę temu ,tylko jak skończą się wszystkie zajęcia-warknęłam i butem rozmazałam
ciecz robiąc większą plamę, tak na złość ,że się na mnie wydziera.
-Myjesz ten korytarz ,zaraz dam ci wiadro, za dużo pyskujesz gówniaro!
-Sama sobie to idiotko myj za to ci płacą!-Zanim pomyślałam już było za późno.
-Des jak ty się odzywasz!-wszędzie rozpoznam głos profesor Morgan, jędzy numer dwa.
piątek, 4 kwietnia 2014
Rozdział 5
Zatrzymałam się i odwróciłam.
-Idę się przebrać.-odpowiedziałam.
-Nie skończyliśmy zajęć-powiedział twardo Malik.
-Wy może nie ,ale ja tak-odparłam. Dziewczyny patrzyły na mnie, jednych wzrok był rozbawiony, inne znowu miały nutkę niepewności.
-Wracasz tutaj i gracie-warknął, prychnęłam i zaśmiałam się chamsko. Pomachałam ręką do dziewczyn i zniknęłam za drzwiami szatni. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam oddychać na uspokojenie. Minęły dwie minuty, ciągle słyszałam jak wołają mnie dziewczyny ale zlałam to ,przebrałam się szybko w swoje czarne rurki z dziurami na kolanach ,białe Converse, i szaro-niebieską bluzkę w paski.
Strój wpakowałam do szafki i wyszłam na sale. Nie grali. Zerknęłam na twarz Malika, był wkurwiony o tak , to jest jedna z emocji jaką rozpoznaje u ludzi na kilometr ,bo często sama jestem powodem ich wkurwienia ,ale jakoś mi z tym się żyje, cóż nawet dobrze mi się z tym żyje. Odnoszę nawet pewnego rodzaju satysfakcje, chociaż zdaję sobie sprawę ,że pewnego dnia ktoś mi wpieprzy, bo aż tak go wkurwię.
-Masz iść się przebrać, wracasz tutaj i gramy, masz trzy minuty!-zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam ,że barwa jego głosu ,złego ,wkurwionego głosu może spowodować kolumnę ciarek przechodzących przez mój kręgosłup ,ale nie dałam tego po sobie poznać. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na ławce na końcu sali. Wszystkie moje koleżanki wodziły za nim wzorkiem i za tym co czeka mnie. Myślały ,że będę ukarana..
ja też byłam tego świadoma, ale nie potrafiłam grać z tą idiotką i jej zachowaniem ,nie zniosłabym tego ani minuty dużej.
-Nie słyszysz co się do ciebie mówi?-był zły oj był zły, ale ja również nie byłam jak baranek.
-Nie będę dzisiaj uczestniczyć w zajęciach.-odpowiedziałam mu opierając się o ścianę.
-Niby czemu? Nigdy nie zgłaszałaś nieprzygotowania z tego co widziałem.
-To prawda ,kiedyś musi być ten pierwszy raz-odparłam i wygrzebałam z plecaka słuchawki.
-Wróć grać.-powtórzył po raz kolejny.
-Nie będę grać i koniec-odparłam i włożyłam słuchawki do uszu ,widziałam jak podchodzi Vicky.
-Będziesz grać.
-Nie będę, na pewno nie z nią-kiwnęłam głową w kierunku Samanty, która gapiła się na Malika, obrócił się na chwilkę i zwrócił znów do mnie.
-W czym ci przeszkadza?
-To co tutaj się dzieje to nie jest gra ,bo księżniczka udaje, że nie umie serwować ani odbijać i ciągle akcje są przerywane, mam gdzieś taką grę ,zagram jak się ona może w końcu przestanie udawać-wycedziłam.
-Na razie to ty zachowujesz się jak księżniczka.-zatrzymałam oddech i rozszerzyłam oczy. To wszystko co o nim myślałam rozsypało się już całkowicie. Mam nowego wroga i znowu to nauczyciel ,ekstra.
-Jeśli pan lubi bójki na boisku to zagram-wysyczałam. Zaśmiał się.
-Di zagraj, bez ciebie będzie beznadziejnie-podeszła moja przyjaciółka.
-Musisz być wyrozumiała dla koleżanki skoro jej nie wychodzi ,nie każdy umie wszystko-odezwał się Malik ,a ja zaśmiałam się nerwowo.
-Dobra nie ważne ,ja nie gram Vicky i wiesz ,że nie lubię jak ktoś mnie o coś prosi mimo ,że ja stanowczo odmawiam-zwróciłam się do przyjaciółki.
-Masz nowy telefon?-zapytała zmieniając temat. To jedna z jej cech ,zawsze zmienia tematy w najmniej spodziewanym momencie.
-Pogadamy po lekcji-odpowiedziałam.
-Ostatni raz mówię ,idź się przebierz i gracie! T E R A Z.-wtrącił Malik.
-Powiedziałam już coś i nie zamierzam zmieniać zdania, dziękuje ,miłych zajęć-odparłam i włączyłam muzykę. Widziałam ,że poruszał ustami ,ale nie wiedziałam co mówił. Jednak wiedziałam co myśli: "Pieprzona gówniara" W końcu odeszli. Coś czuje,że mogę mieć małe kłopoty, ale walić to.
Jeszcze kilkanaście minut temu myślałam ,że polubię tego wychowawce ,ale chyba jednak zbyt pochopnie z tym wyskoczyłam. Jest ślepy ,jeśli nie widzi ,że Samanta robi to specjalnie, żeby do niej mówił i żeby ona była blisko ,ale to facet wystarczy ,że ona ma duże cycki i już nie myśli mózgiem. Kiedy była pierwsza przerwa dosiadła się do mnie Vicky.
-Znowu mu pyskujesz-poklepała mnie po kolanie.
-Oj Victoria, ty mnie dobrze znasz i doskonale wiesz ,że lepiej jeśli zeszłam z boiska i nie grałam ,bo moje nerwy były już na wyczerpaniu.
-O tak wiem o co ci chodzi, robiła z siebie kretynkę ,też mnie wkurzała ,ale nie aż tak jak ciebie.-uśmiechnęłam się.
-Wiesz co jest najgorsze?
-Co?
-Że one będą teraz ćwiczyć...
-Faktycznie...-przytaknęła mi przyjaciółka. Pierwsza przerwa była krótka ,więc szybko zadzwonił dzwonek.
-Dobra idę ćwiczyć, pierwszy raz to ty nie ćwiczysz ,a nie ja, buntowniczko-zaśmiała się i odeszła.
Wsłuchałam się w piosenki króla Popu, Michaela Jacksona. Jeden z moich ulubionych muzyków.
Druga lekcja na szczęście szybko dobiegła końca. Słuchając muzyki ciągle obserwowałam Samantę.
Dalej robiła wszystko ,żeby Malik na nią zwrócił choć odrobinę uwagi. Widziałam po minach dziewczyn ,że już się lekko denerwowały bo przez nią gra ,nie była taka jak zwykle. Gdy tylko dźwięk dzwonka rozniósł się po sali wstałam chowając słuchawki z telefonem do plecaka i ruszyłam do wyjścia.
-Des ,zaczekaj.-zatrzymał mnie Malik. Ekstra ,wiedziałam ,że będę miała kłopoty. Spojrzałam w stronę szatni ,a Samanta zabijała mnie wzorkiem.
-Tak?-spytałam posyłając udawany uśmiech.
-Nie chciałbym ,żeby coś takiego się jeszcze kiedyś powtórzyło-warknął.
-Ja też wielu rzeczy bym nie chciała ,ale wiem ,że nie można mieć wszystkiego-odpyskowałam ,a on zmrużył oczy. Zastanawiałam się tylko po co ja go denerwuje? Ah tak..nazwał mnie księżniczką. No dobra księciu, zaczynamy zabawę.
-Mówię poważnie Des.-jego ton głosu był już taki srogi ,że aż nie tylko wzdłuż krzyża przeszły mnie ciarki,
ale po całym ciele ,znowu nie mogłam tego pokazać.
-Będę grzeczna-powiedziała uszczypliwie i odeszłam szybko zanim zdążył jakoś zareagować. Słyszałam że zawołał mnie dwa razy ,ale ja, gdy tylko minęłam róg ściany przyśpieszyłam tempo i szybko pokonując schody znalazłam się na korytarzu, gdzie był tłum innych uczniów. Odetchnęłam. Udałam się w stronę szafek, aby wyjąć potrzebne książki. Kiedy wszystko przepakowałam czekałam na pojawienie się przyjaciółki.
Oparłam się plecami o metalowe drzwiczki i patrzyłam w szary sufit, który pierwotnie był biały.
-Brawo Tomlinson ,drugi dzień ,a nowy wychowawca już zdążył cię znienawidzić.-usłyszałam dobrze znany głos, żmijski głos.
-Samanto, mam w dupie to czy on mnie lubi czy nie.-powiedziałam prostując się.
-I bardzo dobrze.-warknęła. Wtem do głowy przyszła mi pewna myśl.
-Oh nie łudź się ,że uda ci się go wyrwać ,na pewno nie lubi fajtłapowatych lasek ,które nie umieją grać.
W końcu to człowiek który lubi sport.-powiedziałam i czekałam na jej reakcje . Zamyśliła się i chyba łyknęła haczyk.
-Coś sugerujesz?-podniosła brwi.
-Moim zdaniem jeśli chcesz go jakoś zdobyć powinnaś pokazać swoje umiejętności ,a nie to że jesteś tępą idiotką, która nie potrafi odbić piłki ,to dobrze nie działa. Powinnaś pokazać ,że grasz lepiej od nas ,że masz bardziej wyćwiczone ciało, wtedy jest twój, na pewno-mówiłam z przekonaniem. Wiedziałam ,że ta idiotka nie widzi w tym drugiego dna.
-Oh czasem się przydajesz Des-uśmiechnęła się i razem z Olivią odeszły. Dziwię się Olivii ,że jest tak ślepo zapatrzona w Samantę, nie ma własnego zdania ,co robi Ona ,robi i Olivia, to chyba upokarzające ,w życiu nie pozwoliłabym na taki układ.
-Czego chciała ta idiotka?-dobiegł głos mojej Vicky.
-Nic mądrego nie powiedziała.-odparłam ,a ona się zaśmiała.
-Cóż za nowość-parsknęła i zaczęła wyciągać książki. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam Max'a.
Bez słowa opuściłam przyjaciółkę i podeszłam do chłopaka zakrywając mu od tyłu oczy.
-Heej-powiedział, ale jakoś dziwnie. Odwrócił się w moją stronę i dał mi szybkiego buziaka.
-Mało się teraz spotykamy ,poza szkołą-wydęłam wargi.
-Wiem, mała przepraszam ,ale wiesz ,że mamy zawody w piłce nożnej i nie mam czasu ,a w dodatku prowadzi nas ten nowy nauczyciel coś na "EM".
-Malik-burknęłam
-Właśnie ,słyszałem ,że to wasz wychowawca-pokiwałam głową.-Może wpadniesz obejrzeć dzisiaj nasz trening?
-Jasne-uśmiechnęłam się-To kiedy będziesz miał czas na spotkanie? W sobotę?
-Um..-zawahał się-w sobotę jadę do babci um..ma uro-urodziny.
-Okej-westchnęłam-Niedziela?
-Niedziela cała nasza-uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.
-Musze uciekać mam sprawdzian ,zadzwonię Pa-rzucił i znikł w tłumie. Wzruszyłam ramionami i skierowałam się w stronę sali 107. Historia ,aż się boje tej lekcji.
-Idę się przebrać.-odpowiedziałam.
-Nie skończyliśmy zajęć-powiedział twardo Malik.
-Wy może nie ,ale ja tak-odparłam. Dziewczyny patrzyły na mnie, jednych wzrok był rozbawiony, inne znowu miały nutkę niepewności.
-Wracasz tutaj i gracie-warknął, prychnęłam i zaśmiałam się chamsko. Pomachałam ręką do dziewczyn i zniknęłam za drzwiami szatni. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam oddychać na uspokojenie. Minęły dwie minuty, ciągle słyszałam jak wołają mnie dziewczyny ale zlałam to ,przebrałam się szybko w swoje czarne rurki z dziurami na kolanach ,białe Converse, i szaro-niebieską bluzkę w paski.
Strój wpakowałam do szafki i wyszłam na sale. Nie grali. Zerknęłam na twarz Malika, był wkurwiony o tak , to jest jedna z emocji jaką rozpoznaje u ludzi na kilometr ,bo często sama jestem powodem ich wkurwienia ,ale jakoś mi z tym się żyje, cóż nawet dobrze mi się z tym żyje. Odnoszę nawet pewnego rodzaju satysfakcje, chociaż zdaję sobie sprawę ,że pewnego dnia ktoś mi wpieprzy, bo aż tak go wkurwię.
-Masz iść się przebrać, wracasz tutaj i gramy, masz trzy minuty!-zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam ,że barwa jego głosu ,złego ,wkurwionego głosu może spowodować kolumnę ciarek przechodzących przez mój kręgosłup ,ale nie dałam tego po sobie poznać. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na ławce na końcu sali. Wszystkie moje koleżanki wodziły za nim wzorkiem i za tym co czeka mnie. Myślały ,że będę ukarana..
ja też byłam tego świadoma, ale nie potrafiłam grać z tą idiotką i jej zachowaniem ,nie zniosłabym tego ani minuty dużej.
-Nie słyszysz co się do ciebie mówi?-był zły oj był zły, ale ja również nie byłam jak baranek.
-Nie będę dzisiaj uczestniczyć w zajęciach.-odpowiedziałam mu opierając się o ścianę.
-Niby czemu? Nigdy nie zgłaszałaś nieprzygotowania z tego co widziałem.
-To prawda ,kiedyś musi być ten pierwszy raz-odparłam i wygrzebałam z plecaka słuchawki.
-Wróć grać.-powtórzył po raz kolejny.
-Nie będę grać i koniec-odparłam i włożyłam słuchawki do uszu ,widziałam jak podchodzi Vicky.
-Będziesz grać.
-Nie będę, na pewno nie z nią-kiwnęłam głową w kierunku Samanty, która gapiła się na Malika, obrócił się na chwilkę i zwrócił znów do mnie.
-W czym ci przeszkadza?
-To co tutaj się dzieje to nie jest gra ,bo księżniczka udaje, że nie umie serwować ani odbijać i ciągle akcje są przerywane, mam gdzieś taką grę ,zagram jak się ona może w końcu przestanie udawać-wycedziłam.
-Na razie to ty zachowujesz się jak księżniczka.-zatrzymałam oddech i rozszerzyłam oczy. To wszystko co o nim myślałam rozsypało się już całkowicie. Mam nowego wroga i znowu to nauczyciel ,ekstra.
-Jeśli pan lubi bójki na boisku to zagram-wysyczałam. Zaśmiał się.
-Di zagraj, bez ciebie będzie beznadziejnie-podeszła moja przyjaciółka.
-Musisz być wyrozumiała dla koleżanki skoro jej nie wychodzi ,nie każdy umie wszystko-odezwał się Malik ,a ja zaśmiałam się nerwowo.
-Dobra nie ważne ,ja nie gram Vicky i wiesz ,że nie lubię jak ktoś mnie o coś prosi mimo ,że ja stanowczo odmawiam-zwróciłam się do przyjaciółki.
-Masz nowy telefon?-zapytała zmieniając temat. To jedna z jej cech ,zawsze zmienia tematy w najmniej spodziewanym momencie.
-Pogadamy po lekcji-odpowiedziałam.
-Ostatni raz mówię ,idź się przebierz i gracie! T E R A Z.-wtrącił Malik.
-Powiedziałam już coś i nie zamierzam zmieniać zdania, dziękuje ,miłych zajęć-odparłam i włączyłam muzykę. Widziałam ,że poruszał ustami ,ale nie wiedziałam co mówił. Jednak wiedziałam co myśli: "Pieprzona gówniara" W końcu odeszli. Coś czuje,że mogę mieć małe kłopoty, ale walić to.
Jeszcze kilkanaście minut temu myślałam ,że polubię tego wychowawce ,ale chyba jednak zbyt pochopnie z tym wyskoczyłam. Jest ślepy ,jeśli nie widzi ,że Samanta robi to specjalnie, żeby do niej mówił i żeby ona była blisko ,ale to facet wystarczy ,że ona ma duże cycki i już nie myśli mózgiem. Kiedy była pierwsza przerwa dosiadła się do mnie Vicky.
-Znowu mu pyskujesz-poklepała mnie po kolanie.
-Oj Victoria, ty mnie dobrze znasz i doskonale wiesz ,że lepiej jeśli zeszłam z boiska i nie grałam ,bo moje nerwy były już na wyczerpaniu.
-O tak wiem o co ci chodzi, robiła z siebie kretynkę ,też mnie wkurzała ,ale nie aż tak jak ciebie.-uśmiechnęłam się.
-Wiesz co jest najgorsze?
-Co?
-Że one będą teraz ćwiczyć...
-Faktycznie...-przytaknęła mi przyjaciółka. Pierwsza przerwa była krótka ,więc szybko zadzwonił dzwonek.
-Dobra idę ćwiczyć, pierwszy raz to ty nie ćwiczysz ,a nie ja, buntowniczko-zaśmiała się i odeszła.
Wsłuchałam się w piosenki króla Popu, Michaela Jacksona. Jeden z moich ulubionych muzyków.
Druga lekcja na szczęście szybko dobiegła końca. Słuchając muzyki ciągle obserwowałam Samantę.
Dalej robiła wszystko ,żeby Malik na nią zwrócił choć odrobinę uwagi. Widziałam po minach dziewczyn ,że już się lekko denerwowały bo przez nią gra ,nie była taka jak zwykle. Gdy tylko dźwięk dzwonka rozniósł się po sali wstałam chowając słuchawki z telefonem do plecaka i ruszyłam do wyjścia.
-Des ,zaczekaj.-zatrzymał mnie Malik. Ekstra ,wiedziałam ,że będę miała kłopoty. Spojrzałam w stronę szatni ,a Samanta zabijała mnie wzorkiem.
-Tak?-spytałam posyłając udawany uśmiech.
-Nie chciałbym ,żeby coś takiego się jeszcze kiedyś powtórzyło-warknął.
-Ja też wielu rzeczy bym nie chciała ,ale wiem ,że nie można mieć wszystkiego-odpyskowałam ,a on zmrużył oczy. Zastanawiałam się tylko po co ja go denerwuje? Ah tak..nazwał mnie księżniczką. No dobra księciu, zaczynamy zabawę.
-Mówię poważnie Des.-jego ton głosu był już taki srogi ,że aż nie tylko wzdłuż krzyża przeszły mnie ciarki,
ale po całym ciele ,znowu nie mogłam tego pokazać.
-Będę grzeczna-powiedziała uszczypliwie i odeszłam szybko zanim zdążył jakoś zareagować. Słyszałam że zawołał mnie dwa razy ,ale ja, gdy tylko minęłam róg ściany przyśpieszyłam tempo i szybko pokonując schody znalazłam się na korytarzu, gdzie był tłum innych uczniów. Odetchnęłam. Udałam się w stronę szafek, aby wyjąć potrzebne książki. Kiedy wszystko przepakowałam czekałam na pojawienie się przyjaciółki.
Oparłam się plecami o metalowe drzwiczki i patrzyłam w szary sufit, który pierwotnie był biały.
-Brawo Tomlinson ,drugi dzień ,a nowy wychowawca już zdążył cię znienawidzić.-usłyszałam dobrze znany głos, żmijski głos.
-Samanto, mam w dupie to czy on mnie lubi czy nie.-powiedziałam prostując się.
-I bardzo dobrze.-warknęła. Wtem do głowy przyszła mi pewna myśl.
-Oh nie łudź się ,że uda ci się go wyrwać ,na pewno nie lubi fajtłapowatych lasek ,które nie umieją grać.
W końcu to człowiek który lubi sport.-powiedziałam i czekałam na jej reakcje . Zamyśliła się i chyba łyknęła haczyk.
-Coś sugerujesz?-podniosła brwi.
-Moim zdaniem jeśli chcesz go jakoś zdobyć powinnaś pokazać swoje umiejętności ,a nie to że jesteś tępą idiotką, która nie potrafi odbić piłki ,to dobrze nie działa. Powinnaś pokazać ,że grasz lepiej od nas ,że masz bardziej wyćwiczone ciało, wtedy jest twój, na pewno-mówiłam z przekonaniem. Wiedziałam ,że ta idiotka nie widzi w tym drugiego dna.
-Oh czasem się przydajesz Des-uśmiechnęła się i razem z Olivią odeszły. Dziwię się Olivii ,że jest tak ślepo zapatrzona w Samantę, nie ma własnego zdania ,co robi Ona ,robi i Olivia, to chyba upokarzające ,w życiu nie pozwoliłabym na taki układ.
-Czego chciała ta idiotka?-dobiegł głos mojej Vicky.
-Nic mądrego nie powiedziała.-odparłam ,a ona się zaśmiała.
-Cóż za nowość-parsknęła i zaczęła wyciągać książki. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam Max'a.
Bez słowa opuściłam przyjaciółkę i podeszłam do chłopaka zakrywając mu od tyłu oczy.
-Heej-powiedział, ale jakoś dziwnie. Odwrócił się w moją stronę i dał mi szybkiego buziaka.
-Mało się teraz spotykamy ,poza szkołą-wydęłam wargi.
-Wiem, mała przepraszam ,ale wiesz ,że mamy zawody w piłce nożnej i nie mam czasu ,a w dodatku prowadzi nas ten nowy nauczyciel coś na "EM".
-Malik-burknęłam
-Właśnie ,słyszałem ,że to wasz wychowawca-pokiwałam głową.-Może wpadniesz obejrzeć dzisiaj nasz trening?
-Jasne-uśmiechnęłam się-To kiedy będziesz miał czas na spotkanie? W sobotę?
-Um..-zawahał się-w sobotę jadę do babci um..ma uro-urodziny.
-Okej-westchnęłam-Niedziela?
-Niedziela cała nasza-uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.
-Musze uciekać mam sprawdzian ,zadzwonię Pa-rzucił i znikł w tłumie. Wzruszyłam ramionami i skierowałam się w stronę sali 107. Historia ,aż się boje tej lekcji.
czwartek, 3 kwietnia 2014
Rozdział 4
-Mamo ja...
-Dostałaś A! Podobno napisałaś to znakomicie-powiedziała mama uśmiechając się. OPS ,ta NAPISAŁAM...znakomicie?
-Coo?-zdziwiłam się-Niemożliwe..
-A jednak ,jetem dumna ,bo ta pani jest strasznie sroga i pochwaliła cie za zadanie ,ale zganiła za zachowanie na lekcji. Mam nadzieje ,że się poprawicie wraz z Victorią i nie będziecie przeszkadzać.
-Jasne-prychnęłam
-Des ,mówię poważnie.
-Okej okej.-podniosłam ręce w górę.
-W nagrodę za tak dobrą ocenę ,masz prezent-wyciągnęła białe pudełko z firmy Apple.
-Co to?-zapytałam
-Otwórz-nakazała. Rozpakowałam pudełko ,a w nim ukazał mi się I phone 5s koloru złotego. Był śliczny.
-Mamo ,ale moja czwórka jest jeszcze całkiem okej-powiedziałam, a ona zmarszczyła brwi.
-Po prostu go przyjmij i przytul mamę-uśmiechnęła się. Odłożyłam pudełko na stół i objęłam ją rękami.
-Mogę cie przytulać bez prezentów mamo ,nie musiałaś wydawać pieniędzy.
-Myślałam, że ci się spodoba...
-Bo jest piękny ,ale...
-To po prostu go przyjmij-zakończyła i cmoknęła mnie w skroń.-Przygotuję obiad.-zdziwienie numer dwa. Usiadłam przy stole i odpakowałam nowe urządzenie przełożyłam karty ze starego telefonu i włączyłam nowy. Zanim trochę się z nim oswoiłam zajęło mi jakieś piętnaście minut i mama podała mi obiad.
Zrobiła spaghetti ,dawno nie było. Z uśmiechem na ustach i cieknącą ślinką zajęłam się konsumowaniem makaronu.
-Des ,ja wychodzę ,będę późnym wieczorem Pa-powiedziała i wyszła. Ugh nic nowego ,znowu będę sama.
Po obiedzie umyłam po sobie i zajęłam się zabawą z moim telefonem. Kiedy mniej więcej umiałam go dobrze obsługiwać postanowiłam zadzwonić do Max'a. Dzwoniłam trzy razy ,ale za każdym razem połączenie zostało odrzucane. Coś zrobiłam źle? Nie przypominam sobie.
Zrezygnowana udałam się na górę i z czystej nudy odrobiłam prace domową ,której o dziwo nie było dużo. Jutro lekcja z Morgan ,wspominałam ,że to wicedyrektorka szkoły? Nie? To już wiadomo dlaczego jest taka wredna i pozwala sobie na tak dużo...Wstałam z krzesła i wygrzebałam z szafki piżamę ,a z małej białej komody bieliznę. Miałam ochotę na odrobinę relaksu i odprężenia, więc postanowiłam skorzystać z łazienki mamy ,która ma wielką wannę z hydromasażem. Weszłam do pomieszczenia i zatykając wannę zaczęłam nalewać do niej wody. Wybrałam lawendowy olejek do kąpieli i zaczęłam powoli ściągać z siebie odzież. Kiedy woda była na odpowiednim poziomie wskoczyłam do wanny. Poczułam się jak w niebie kiedy woda o lawendowym zapachu otuliła moje ciało i zawładnęła moimi zmysłami.
Zamknęłam powieki rozkoszując się tą chwilą. Minęła godzina ,a mnie wydawało się jakby dopiero pięć minut ,woda już całkowicie straciła swoją uprzednią temperaturę więc musiałam wyjść, opuścić mój kawałek nieba. Przebrałam się w piżamę i wysuszyłam włosy. Posprzątałam po sobie i ruszyłam do swojego pokoju, aby zabić kolejną falę nudy, włączyłam sobie Tv i oglądałam jakieś durne programy.
Tak zleciał cały wieczór ,usłyszałam jak koło dwudziestej drugiej wraca mama ,ale nie chciało mi się do niej schodzić ,wyłączyłam telewizor i wtuliłam twarz w poduszkę.
**
Weszłam do szatni gdzie przebierało się dziewięć dziewczyn, ja byłam dziesiąta. Przywitałam się z nimi i podeszłam do szafki gdzie mam strój. W szkole mamy dwa rodzaje strojów na wf, które nam piorą tu na miejscu. Mamy czarne długie dresy ,niebieskie bluzy i białe t-shirty ,oraz czarne krótkie shorty i podkoszulki na ramiączkach. Wybrałam zwykły t-shirt i shorty jak większość dziewczyn.
-Ciekawe jaki będzie wf z tym Zaynem z tym ciasteczkiem-dziewczyn zaczęły gadać.
-Jak da nam wycisk to już nie będzie takie ciasteczko-burknęła Victoria, zaśmiałam się i związałam na głowie wysokiego kucyka. Nie było oczywiście dwóch dziewczyn ,nie muszę mówić których. Zawiązałam dobrze czarne tenisówki i podobnie ja reszta dziewczyn byłam gotowa.
-Jezu Di!-wybuchła Vicky.
-CO?
-Chodź tu-pociągnęła mnie w kąt szatni.
-Do twojej mamy też dzwoniła Morgan?-pokiwałam głową.
-Dostałyśmy A! Dziękuje ci jesteś najlepsza-przytuliła mnie i wycałowała.
-To wszystko dzięki tej stronie-szepnęłam jej.
-Dobry z niego wychowawca -poruszyła brwiami,a ja pokręciłam głową. Do pomieszczenia wpadły nasze księżniczki. Humor od razu mi się zepsuł. Ale zaraz zaraz...one się zaczęły przebierać?!! WOW! Jeżeli one ćwiczą na lekcji to już naprawdę musi być święto... Rzadko kiedy ćwiczyły razem z nami ,donosiły ciągłe zwolnienia bo twierdziły ,że nie będą razem z nami bo to im nic nie da, wolą chodzić na siłownie prywatnie. Szczerze mówiąc bez nich było o wiele lepiej. Nie o to chodzi ,że nie umiały grać czy coś ,po prostu te ich wkurzające głosy i zachowanie wystarczyły ,aby je znienawidzić i mieć ich dość. Nie chcąc już na nie patrzeć wyszłam na sale. Zobaczyłam, jak ubrany w ciemnoszare dresy i bluzkę z długim rękawem, Malik zawiesza siatkę Postanowiłam do niego podejść. Kiedy znalazłam się kilka metrów od niego zauważył mnie i patrzył.
-Dzień dobry-powiedziałam grzecznie.
-Dzień dobry-odpowiedział.
-Um..bo ja..y..chciałabym panu podziękować-ściszyłam na kocu. Zmarszczył brwi. Tak, mnie też jest ciężko w to uwierzyć...
-Za co panienko Evans?-zaśmiałam się. Jednak ten gość ma poczucie humoru ,to rzadkie ,ale dobrze.
-Za tą stronę z wypracowaniami..-szepnęłam ,a on posłał mi wielki uśmiech.
-Nie ma za co ,ale mam do ciebie prośbę ,nie mów już o tej stronie nikomu bo zrobi się to podejrzane. Jaką dostałaś ocenę?
-Cóż... niespotykane u pani Morgan, jak śnieg na Saharze, ale jednak A.-wzruszyłam ramionami. Ponownie się zaśmiał. Kiedy stałam tak z nim te kilka minut mogłam dobrze wyczuć jego zapach, ładny zapach. Nie wyglądał na nauczyciela ,był prawie tacy jak my. Myślę ,że będzie się z nim można dogadać i ,że raczej cała klasa go polubi ,w tym ja. Nigdy nie lubiłam nauczycieli choćby nie wiadomo jacy byli, ale on wydaje się nawet okej. Nie, nie dlatego ,że dał mi stronę z pomocami naukowymi ,ale dla tego ,że da się z nim pogadać i ma poczucie humoru. Inny nauczyciel gdybym odpowiedziała tak jak Malikowi na pierwszej lekcji złożył by na mnie skargę, to wręcz oczywiste ,a Zayn Malik zażartował.
-Dlaczego dostałyście karne zadanie?-wyrwał mnie z zamyślenia.
-Eh no tak jak to zwykle bywa rozmawiałam z Victorią i pani kazałam nam wstać ,za dała po pytaniu ,a potem zadała wypracowanie.-powiedziałam obojętnie.
-Zawsze jesteście karane?
-Nie ,często pani nas nie upomina ,bo po prostu nie widzi tego.- Uśmiechnął się.
-W co chciałybyście zagrać?-spytał.
-I ja i dziewczyny bardzo lubimy grać w siatkówkę ,pani Barkley często pozwalała nam w to grać ,bo kilka dziewczyn należy do szkolnej drużyny.
-Siatkówka to ciekawy sport ,ty też jesteś w szkolnej drużynie?-kiwnęłam głową.
-Kto was prowadzi?
-Pewnie Pan już poznał pana Williama Trumana.-zaraz zaraz ,dlaczego ja jestem taka grzeczna?
-Tak, miałem okazję porozmawiać z nim krótką chwile-skrzyżował nogi w kostkach i oparł się biodrem o słupek od siatki.-Chętnie zobaczę jak gracie.-dodał, a ja się leniwie uśmiechnęłam.
Gdyby on był w moim wieku i byłby to mój znajomy ciężko byłoby mi się skupić w jego towarzystwie ,jest chyba zbyt przystojny. Ale raczej nie przyznam się do tego Vicki ,bo o niczym innym by nie gadała ,jak tylko o nim. Wole tego uniknąć. Poza tym ja tak obiektywnie mówię ,nic więcej. Przecież mam chłopaka.
-Oh proszę pana ,a co będziemy dzisiaj robić?-usłyszałam za moimi plecami i nagle poczułam jak Samanta odpycha mnie lekko biodrem zajmując moje miejsce. Wywróciłam oczami i odeszłam w stronę reszty dziewczyn. Przez cały wf Samanta udawała, że nie umie grać ,aby nauczyciel tłumaczył jej wszystko po kolei. Sory kurwa, ale w siatkówkę grać to chyba nie filozofia. Podejść pod piłkę i odbić ,co innego gdyby to było ..nie wiem..hokej i kosz gdzie musi uczyć się kroków ,ale siatkówka? Gdyby nie ona, grałybyśmy mecz tak jak zawsze, a przez tą kretynkę ciągle były przerwy i nie mogłyśmy z dziewczynami porządnie zagrać ,z porządnymi akcjami. Jestem z natury szybko denerwującą się osobą ,więc po piętnastu minutach jej skomlenia ,że nie umie zaserwować ani nie wie jak złożyć ręce do odbicia, miałam dość. Stałam na pozycji wystawiającej, a Malik coś tłumaczył tej idiotce. Wzięłam głęboki oddech i po prostu zaczęłam opuszczać boisko i skierowałam się w stronę szatni.
-Des, a ty gdzie idziesz?!-usłyszałam za sobą głos nauczyciela.
_________________________________________________________________________________
Hej, hej ,hej, tęskniłyśTA?
No,a tak poza tym ,potrzebuję MOTYWACJI, do dalszej pracy ;*
-Dostałaś A! Podobno napisałaś to znakomicie-powiedziała mama uśmiechając się. OPS ,ta NAPISAŁAM...znakomicie?
-Coo?-zdziwiłam się-Niemożliwe..
-A jednak ,jetem dumna ,bo ta pani jest strasznie sroga i pochwaliła cie za zadanie ,ale zganiła za zachowanie na lekcji. Mam nadzieje ,że się poprawicie wraz z Victorią i nie będziecie przeszkadzać.
-Jasne-prychnęłam
-Des ,mówię poważnie.
-Okej okej.-podniosłam ręce w górę.
-W nagrodę za tak dobrą ocenę ,masz prezent-wyciągnęła białe pudełko z firmy Apple.
-Co to?-zapytałam
-Otwórz-nakazała. Rozpakowałam pudełko ,a w nim ukazał mi się I phone 5s koloru złotego. Był śliczny.
-Mamo ,ale moja czwórka jest jeszcze całkiem okej-powiedziałam, a ona zmarszczyła brwi.
-Po prostu go przyjmij i przytul mamę-uśmiechnęła się. Odłożyłam pudełko na stół i objęłam ją rękami.
-Mogę cie przytulać bez prezentów mamo ,nie musiałaś wydawać pieniędzy.
-Myślałam, że ci się spodoba...
-Bo jest piękny ,ale...
-To po prostu go przyjmij-zakończyła i cmoknęła mnie w skroń.-Przygotuję obiad.-zdziwienie numer dwa. Usiadłam przy stole i odpakowałam nowe urządzenie przełożyłam karty ze starego telefonu i włączyłam nowy. Zanim trochę się z nim oswoiłam zajęło mi jakieś piętnaście minut i mama podała mi obiad.
Zrobiła spaghetti ,dawno nie było. Z uśmiechem na ustach i cieknącą ślinką zajęłam się konsumowaniem makaronu.
-Des ,ja wychodzę ,będę późnym wieczorem Pa-powiedziała i wyszła. Ugh nic nowego ,znowu będę sama.
Po obiedzie umyłam po sobie i zajęłam się zabawą z moim telefonem. Kiedy mniej więcej umiałam go dobrze obsługiwać postanowiłam zadzwonić do Max'a. Dzwoniłam trzy razy ,ale za każdym razem połączenie zostało odrzucane. Coś zrobiłam źle? Nie przypominam sobie.
Zrezygnowana udałam się na górę i z czystej nudy odrobiłam prace domową ,której o dziwo nie było dużo. Jutro lekcja z Morgan ,wspominałam ,że to wicedyrektorka szkoły? Nie? To już wiadomo dlaczego jest taka wredna i pozwala sobie na tak dużo...Wstałam z krzesła i wygrzebałam z szafki piżamę ,a z małej białej komody bieliznę. Miałam ochotę na odrobinę relaksu i odprężenia, więc postanowiłam skorzystać z łazienki mamy ,która ma wielką wannę z hydromasażem. Weszłam do pomieszczenia i zatykając wannę zaczęłam nalewać do niej wody. Wybrałam lawendowy olejek do kąpieli i zaczęłam powoli ściągać z siebie odzież. Kiedy woda była na odpowiednim poziomie wskoczyłam do wanny. Poczułam się jak w niebie kiedy woda o lawendowym zapachu otuliła moje ciało i zawładnęła moimi zmysłami.
Zamknęłam powieki rozkoszując się tą chwilą. Minęła godzina ,a mnie wydawało się jakby dopiero pięć minut ,woda już całkowicie straciła swoją uprzednią temperaturę więc musiałam wyjść, opuścić mój kawałek nieba. Przebrałam się w piżamę i wysuszyłam włosy. Posprzątałam po sobie i ruszyłam do swojego pokoju, aby zabić kolejną falę nudy, włączyłam sobie Tv i oglądałam jakieś durne programy.
Tak zleciał cały wieczór ,usłyszałam jak koło dwudziestej drugiej wraca mama ,ale nie chciało mi się do niej schodzić ,wyłączyłam telewizor i wtuliłam twarz w poduszkę.
**
Weszłam do szatni gdzie przebierało się dziewięć dziewczyn, ja byłam dziesiąta. Przywitałam się z nimi i podeszłam do szafki gdzie mam strój. W szkole mamy dwa rodzaje strojów na wf, które nam piorą tu na miejscu. Mamy czarne długie dresy ,niebieskie bluzy i białe t-shirty ,oraz czarne krótkie shorty i podkoszulki na ramiączkach. Wybrałam zwykły t-shirt i shorty jak większość dziewczyn.
-Ciekawe jaki będzie wf z tym Zaynem z tym ciasteczkiem-dziewczyn zaczęły gadać.
-Jak da nam wycisk to już nie będzie takie ciasteczko-burknęła Victoria, zaśmiałam się i związałam na głowie wysokiego kucyka. Nie było oczywiście dwóch dziewczyn ,nie muszę mówić których. Zawiązałam dobrze czarne tenisówki i podobnie ja reszta dziewczyn byłam gotowa.
-Jezu Di!-wybuchła Vicky.
-CO?
-Chodź tu-pociągnęła mnie w kąt szatni.
-Do twojej mamy też dzwoniła Morgan?-pokiwałam głową.
-Dostałyśmy A! Dziękuje ci jesteś najlepsza-przytuliła mnie i wycałowała.
-To wszystko dzięki tej stronie-szepnęłam jej.
-Dobry z niego wychowawca -poruszyła brwiami,a ja pokręciłam głową. Do pomieszczenia wpadły nasze księżniczki. Humor od razu mi się zepsuł. Ale zaraz zaraz...one się zaczęły przebierać?!! WOW! Jeżeli one ćwiczą na lekcji to już naprawdę musi być święto... Rzadko kiedy ćwiczyły razem z nami ,donosiły ciągłe zwolnienia bo twierdziły ,że nie będą razem z nami bo to im nic nie da, wolą chodzić na siłownie prywatnie. Szczerze mówiąc bez nich było o wiele lepiej. Nie o to chodzi ,że nie umiały grać czy coś ,po prostu te ich wkurzające głosy i zachowanie wystarczyły ,aby je znienawidzić i mieć ich dość. Nie chcąc już na nie patrzeć wyszłam na sale. Zobaczyłam, jak ubrany w ciemnoszare dresy i bluzkę z długim rękawem, Malik zawiesza siatkę Postanowiłam do niego podejść. Kiedy znalazłam się kilka metrów od niego zauważył mnie i patrzył.
-Dzień dobry-powiedziałam grzecznie.
-Dzień dobry-odpowiedział.
-Um..bo ja..y..chciałabym panu podziękować-ściszyłam na kocu. Zmarszczył brwi. Tak, mnie też jest ciężko w to uwierzyć...
-Za co panienko Evans?-zaśmiałam się. Jednak ten gość ma poczucie humoru ,to rzadkie ,ale dobrze.
-Za tą stronę z wypracowaniami..-szepnęłam ,a on posłał mi wielki uśmiech.
-Nie ma za co ,ale mam do ciebie prośbę ,nie mów już o tej stronie nikomu bo zrobi się to podejrzane. Jaką dostałaś ocenę?
-Cóż... niespotykane u pani Morgan, jak śnieg na Saharze, ale jednak A.-wzruszyłam ramionami. Ponownie się zaśmiał. Kiedy stałam tak z nim te kilka minut mogłam dobrze wyczuć jego zapach, ładny zapach. Nie wyglądał na nauczyciela ,był prawie tacy jak my. Myślę ,że będzie się z nim można dogadać i ,że raczej cała klasa go polubi ,w tym ja. Nigdy nie lubiłam nauczycieli choćby nie wiadomo jacy byli, ale on wydaje się nawet okej. Nie, nie dlatego ,że dał mi stronę z pomocami naukowymi ,ale dla tego ,że da się z nim pogadać i ma poczucie humoru. Inny nauczyciel gdybym odpowiedziała tak jak Malikowi na pierwszej lekcji złożył by na mnie skargę, to wręcz oczywiste ,a Zayn Malik zażartował.
-Dlaczego dostałyście karne zadanie?-wyrwał mnie z zamyślenia.
-Eh no tak jak to zwykle bywa rozmawiałam z Victorią i pani kazałam nam wstać ,za dała po pytaniu ,a potem zadała wypracowanie.-powiedziałam obojętnie.
-Zawsze jesteście karane?
-Nie ,często pani nas nie upomina ,bo po prostu nie widzi tego.- Uśmiechnął się.
-W co chciałybyście zagrać?-spytał.
-I ja i dziewczyny bardzo lubimy grać w siatkówkę ,pani Barkley często pozwalała nam w to grać ,bo kilka dziewczyn należy do szkolnej drużyny.
-Siatkówka to ciekawy sport ,ty też jesteś w szkolnej drużynie?-kiwnęłam głową.
-Kto was prowadzi?
-Pewnie Pan już poznał pana Williama Trumana.-zaraz zaraz ,dlaczego ja jestem taka grzeczna?
-Tak, miałem okazję porozmawiać z nim krótką chwile-skrzyżował nogi w kostkach i oparł się biodrem o słupek od siatki.-Chętnie zobaczę jak gracie.-dodał, a ja się leniwie uśmiechnęłam.
Gdyby on był w moim wieku i byłby to mój znajomy ciężko byłoby mi się skupić w jego towarzystwie ,jest chyba zbyt przystojny. Ale raczej nie przyznam się do tego Vicki ,bo o niczym innym by nie gadała ,jak tylko o nim. Wole tego uniknąć. Poza tym ja tak obiektywnie mówię ,nic więcej. Przecież mam chłopaka.
-Oh proszę pana ,a co będziemy dzisiaj robić?-usłyszałam za moimi plecami i nagle poczułam jak Samanta odpycha mnie lekko biodrem zajmując moje miejsce. Wywróciłam oczami i odeszłam w stronę reszty dziewczyn. Przez cały wf Samanta udawała, że nie umie grać ,aby nauczyciel tłumaczył jej wszystko po kolei. Sory kurwa, ale w siatkówkę grać to chyba nie filozofia. Podejść pod piłkę i odbić ,co innego gdyby to było ..nie wiem..hokej i kosz gdzie musi uczyć się kroków ,ale siatkówka? Gdyby nie ona, grałybyśmy mecz tak jak zawsze, a przez tą kretynkę ciągle były przerwy i nie mogłyśmy z dziewczynami porządnie zagrać ,z porządnymi akcjami. Jestem z natury szybko denerwującą się osobą ,więc po piętnastu minutach jej skomlenia ,że nie umie zaserwować ani nie wie jak złożyć ręce do odbicia, miałam dość. Stałam na pozycji wystawiającej, a Malik coś tłumaczył tej idiotce. Wzięłam głęboki oddech i po prostu zaczęłam opuszczać boisko i skierowałam się w stronę szatni.
-Des, a ty gdzie idziesz?!-usłyszałam za sobą głos nauczyciela.
_________________________________________________________________________________
Hej, hej ,hej, tęskniłyśTA?
No,a tak poza tym ,potrzebuję MOTYWACJI, do dalszej pracy ;*
wtorek, 1 kwietnia 2014
Rozdział 3
-Kurwa z tej kartkówki z matematyki dostanę na pewno F* ,musiała cię idiotka przesadzić-fuknęła zła Vicky kiedy opuszczałyśmy klasę matematyczną.
-Gdybyś nie zaczęła panikować i przybliżać się aż tak do mnie, na pewno by nas nie przesadziła ,poza tym nie dramatyzuj może da ci chociaż E* albo coś.
-Chciałabym E.
-Dziewczyny to lecimy do skate parku-zawołał za nami Rick.
-Jasne ,że tak, tylko pójdę odnieść książki niepotrzebne do szafki, idziesz Vi?-zwróciłam się do przyjaciółki, a ta kiwnęła głową. Przeszłyśmy zatłoczony korytarz i znalazłyśmy się przy metalowych niebieskich szafkach. Miałam numer 123, a Vicky 124. Wyjęłam kluczyk i wpakowałam niepotrzebne podręczniki, a wyjęłam te które przydadzą mi się do zadań domowych.
-No Victoria pośpiesz się-poganiałam dziewczynę, gdy ja już skończyłam przepakowywanie.
-Szukam balsamu do ust ,czekaj-odpowiedziała i zaczęła grzebać w szafce.
-Hej moja słodka-usłyszałam za sobą głos Max'a, odwróciłam się i podeszłam tuląc się do niego.
Podniósł moją brodę w górę i złączył nasze usta w pocałunku. Napierałam plecami na metalowe drzwi szafki, a on napierał swoim ciałem na mnie.
-Tu jest szkoła tu się nie całujemy!-krzyknęła jak zwykle pani Morgan ,oderwaliśmy się od siebie i dostrzegłam przy jej boku Malika.
-Przepraszamy pani Morgan, to się już nie powtórzy-odpowiedział Max, ale w sposób ironiczny.
-Jak zwykle ta sama śpiewka ,ale na prawdę żeby mi to był ostatni raz, całujcie się poza szkołą, nie tutaj!-pogroziła palcem. Malik wpatrywał się we mnie, a ja patrzyłam na niego bo się podśmiewał.
-Idę właśnie sprawdzać wasze wypracowania.-powiedziała, chytrze zacierając ręce ,przełknęłam ślinę.
-Mam!-krzyknęła moja nieobecna duszą przyjaciółka. Pani Morgan popatrzyła się na nią jak na wariatkę i ruszyli wraz z Malikiem korytarzem.
-Brawo!-powiedziałam sarkastycznie-Po co ci ten błyszczyk był tak pilnie potrzebny?-zapytałam.
-Usta mnie pieką i nie błyszczyk tylko balsam-odpowiedziała i rozprowadziła kosmetyk na ustach. Max się tylko zaśmiał łapiąc mnie za rękę i wyszliśmy ze szkoły. Doszliśmy do czekających Ricka, Zacka i Jamesa.
-No ileż można-mruknął Rick.
-Wybaczcie ale Vicky szukała błyszczyka-powiedziałam wywracając oczami.
-Serio Vicky ,serio?-parsknął James ,a moja przyjaciółka się oburzyła i zmarszczyła czoło.
-Dobra ale chodźmy już.-powiedział Zack i skierowaliśmy się do bramy szkoły. Mijaliśmy trzy dziewczyny z trzeciej C, w sumie to znam je tylko z widzenia ,ale wydawało mi się jakby uśmiechały się do chłopaków.
-Umm czekajcie-zatrzymał nas Max ,popatrzyłam na niego podnosząc brwi.
-Dzisiaj środa.-mówił.
-WOW! I co z tego?-powiedziałam.
-Zapomniałem o czymś ,muszę iść do domu.
-O czym?
-Nie ważne ,przepraszam was ,ale muszę wracać ,bawcie się dobrze-zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on już ruszył w przeciwnym kierunku niż my. Wzruszyłam ramionami i kontynuowaliśmy nasz spacer do parku. Dzięki temu, że była o dziwo świetna pogoda chłopaki mogli nieźle poszaleć na deskach.
Ja i Vicky usiadłyśmy na ławce i robiłyśmy im zdjęcia.
-Co się stało Max'owi?-zapytała Vi.
-Nie mam pojęcia, ale spytam go dziś wieczorem albo jutro.-odparłam.
-Nie chce siać tu jakiś bujd ,ale ta laska z "ce" uśmiechała się do niego.
-Eh nie sądzę, bardziej przypuszczałabym ,że do Ricka ,James'a albo Zacka.
-Jak już uważasz ,ja tylko powiedziałam co myślę.-uśmiechnęłam się słabo, nie wiedziałam czy Vicky ma racje ,ale wolałam tego nie rozważać.
-Słyszałaś co mówiła królowa bez mózgów do królowej tępaczek?-wiedziałam ,że chodziło jej o Samantę i Olivie.
-Cóż one mogły mówić takiego interesującego? Że będą miały nową operacje na powiększenie cycków?-zaśmiałam się.
-Otóż podsłuchałam kilka ciekawych informacji.
-To znaczy?-podniosłam jedną brew.
-Samanta chce zdobyć Malika ,tego naszego wychowawce.
-Coo?-wybuchnęłam ,a Vicky zachichotała.
-Mówiła do Olivii ,że straszne z niego ciacho ,co jest faktem, i zamierza się w okół niego zakręcić i mówi ,że zrobi to w miesiąc.
-Myślisz, że jej się uda?-zapytałam.
-Nie wiem ,ale w sumie ten Malik wygląda na takiego ,który lubi ruchać takie puste panienki-zaśmiała się ,a ja w raz z nią.
-Czyli przeleci ją i zostawi.-powiedziałam.
-Tak, tak myślę, bo na stałe na pewno nie wiązał by się z tą idiotką.
-Kto wie-westchnęłam-Jutro dwa pierwsze wf'y ciekawe jak to z nim będzie.
-Oby dawał jakieś lekkie ćwiczenia ,piłkę ręczną i siatkówkę to jeszcze jakoś będzie ,ale jak każe nam grać
w kosza albo coś innego, to już mi się rzygać chce-skwasiła się ,a ja po raz enty się zaśmiałam, lubię mimikę jej twarzy, nawet jak się złości jest zabawna.
-Ja mogę grać we wszystko oprócz tenisa, nie lubię tego.-odparłam.
-Ale lepszy wf niż historia!-powiedziała Vicky w taki sposób jakby odkryła nowy pierwiastek czy cokolwiek.
-Tu się mogę z tobą zgodzić-powiedziałam i przeczesałam palcami włosy.
-Ej, zobacz, Zack jest całkiem przystojny jak się tak mu przyjrzeć.-zmieniła temat. Odnalazłam wzorkiem Zacka.
-Nooo w sumie to masz racje ,cała trójka, wszyscy są przystojni.
-Eh szkoda, że to koledzy z klasy ,inaczej mogłabym się za niego brać.-westchnęła.
-A w czym ci to przeszkadza?
-Wiesz ,że ja i tak mam problem ze skupieniem na lekcji ,a gdybym chodziła do klasy z własnym chłopakiem byłaby to katastrofa.
-Nie przesadzaj ,jakbyś chciała to byś mogła i mieć chłopaka w klasie i skupić się na lekcjach.
-Wątpię-bąknęła i zaczęła wpatrywać się w jeżdżących na deskach chłopaków.
Poczułam jak telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować ,wyjęłam urządzenie ,dzwoniła mama . O, coś nowego!
-Halo ,słucham, dzień dobry, w czym mogę pomóc, witam?
-Des przyjdź do domu.-powiedziała poważnie.
-Co się stało?
-Masz dziesięć minut żeby przyjść.-nakazała.
-Jestem w parku..
-Nie interesuje mnie to, masz przyjść ,czekam,Pa.-rozłączyła się. Nie wiedziałam jak mam zrozumieć jej telefon i co się mogło stać, nie wyczułam w jej głosie zdenerwowania ,raczej był hmm no był dość poważny ,chociaż ona zawsze tak mówi ,językiem zawodowym.
-Kto dzwonił?-spytała Victoria.
-Mama ,kazała mi być w domu w ciągu dziesięciu minut-mruknęłam.
-Ona jest w domu?
-No własnie.-też się zdziwiłam.-Dobra nie mam wyjścia muszę iść ,do jutra-pocałowałam przyjaciółkę w policzek i machając do chłopaków opuściłam teren skate parku. Droga do domu zajęła mi piętnaście minut, bo przyznam szczerze w cale nie zależało mi na tym ,aby stawić się tam na czas. Lubię robić innym na złość...po prostu. Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i weszłam do kuchni. Przy stole siedziała mama i gdy mnie zobaczyła od razu wstała.
-Dzwoniła pani od Historii ,pani Morgan w sprawie jakiegoś karnego zadania.-zaczęła ,a moje oczy się rozszerzyły. Cholera.
_________________________________________________________________________________
Pod ostatnim postem powiedziałam ,że w tym będzie więcej akcji prawda?
Więc się pomyliłam ,chodziło mi o czwarty rozdział.
Cóż ,ale żeby go tu wstawić potrzebne mi są komentarze...
Błagam dajcie kilka ,co wam zależy ,a dla mnie to bardzo ważne.
-Gdybyś nie zaczęła panikować i przybliżać się aż tak do mnie, na pewno by nas nie przesadziła ,poza tym nie dramatyzuj może da ci chociaż E* albo coś.
-Chciałabym E.
-Dziewczyny to lecimy do skate parku-zawołał za nami Rick.
-Jasne ,że tak, tylko pójdę odnieść książki niepotrzebne do szafki, idziesz Vi?-zwróciłam się do przyjaciółki, a ta kiwnęła głową. Przeszłyśmy zatłoczony korytarz i znalazłyśmy się przy metalowych niebieskich szafkach. Miałam numer 123, a Vicky 124. Wyjęłam kluczyk i wpakowałam niepotrzebne podręczniki, a wyjęłam te które przydadzą mi się do zadań domowych.
-No Victoria pośpiesz się-poganiałam dziewczynę, gdy ja już skończyłam przepakowywanie.
-Szukam balsamu do ust ,czekaj-odpowiedziała i zaczęła grzebać w szafce.
-Hej moja słodka-usłyszałam za sobą głos Max'a, odwróciłam się i podeszłam tuląc się do niego.
Podniósł moją brodę w górę i złączył nasze usta w pocałunku. Napierałam plecami na metalowe drzwi szafki, a on napierał swoim ciałem na mnie.
-Tu jest szkoła tu się nie całujemy!-krzyknęła jak zwykle pani Morgan ,oderwaliśmy się od siebie i dostrzegłam przy jej boku Malika.
-Przepraszamy pani Morgan, to się już nie powtórzy-odpowiedział Max, ale w sposób ironiczny.
-Jak zwykle ta sama śpiewka ,ale na prawdę żeby mi to był ostatni raz, całujcie się poza szkołą, nie tutaj!-pogroziła palcem. Malik wpatrywał się we mnie, a ja patrzyłam na niego bo się podśmiewał.
-Idę właśnie sprawdzać wasze wypracowania.-powiedziała, chytrze zacierając ręce ,przełknęłam ślinę.
-Mam!-krzyknęła moja nieobecna duszą przyjaciółka. Pani Morgan popatrzyła się na nią jak na wariatkę i ruszyli wraz z Malikiem korytarzem.
-Brawo!-powiedziałam sarkastycznie-Po co ci ten błyszczyk był tak pilnie potrzebny?-zapytałam.
-Usta mnie pieką i nie błyszczyk tylko balsam-odpowiedziała i rozprowadziła kosmetyk na ustach. Max się tylko zaśmiał łapiąc mnie za rękę i wyszliśmy ze szkoły. Doszliśmy do czekających Ricka, Zacka i Jamesa.
-No ileż można-mruknął Rick.
-Wybaczcie ale Vicky szukała błyszczyka-powiedziałam wywracając oczami.
-Serio Vicky ,serio?-parsknął James ,a moja przyjaciółka się oburzyła i zmarszczyła czoło.
-Dobra ale chodźmy już.-powiedział Zack i skierowaliśmy się do bramy szkoły. Mijaliśmy trzy dziewczyny z trzeciej C, w sumie to znam je tylko z widzenia ,ale wydawało mi się jakby uśmiechały się do chłopaków.
-Umm czekajcie-zatrzymał nas Max ,popatrzyłam na niego podnosząc brwi.
-Dzisiaj środa.-mówił.
-WOW! I co z tego?-powiedziałam.
-Zapomniałem o czymś ,muszę iść do domu.
-O czym?
-Nie ważne ,przepraszam was ,ale muszę wracać ,bawcie się dobrze-zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on już ruszył w przeciwnym kierunku niż my. Wzruszyłam ramionami i kontynuowaliśmy nasz spacer do parku. Dzięki temu, że była o dziwo świetna pogoda chłopaki mogli nieźle poszaleć na deskach.
Ja i Vicky usiadłyśmy na ławce i robiłyśmy im zdjęcia.
-Co się stało Max'owi?-zapytała Vi.
-Nie mam pojęcia, ale spytam go dziś wieczorem albo jutro.-odparłam.
-Nie chce siać tu jakiś bujd ,ale ta laska z "ce" uśmiechała się do niego.
-Eh nie sądzę, bardziej przypuszczałabym ,że do Ricka ,James'a albo Zacka.
-Jak już uważasz ,ja tylko powiedziałam co myślę.-uśmiechnęłam się słabo, nie wiedziałam czy Vicky ma racje ,ale wolałam tego nie rozważać.
-Słyszałaś co mówiła królowa bez mózgów do królowej tępaczek?-wiedziałam ,że chodziło jej o Samantę i Olivie.
-Cóż one mogły mówić takiego interesującego? Że będą miały nową operacje na powiększenie cycków?-zaśmiałam się.
-Otóż podsłuchałam kilka ciekawych informacji.
-To znaczy?-podniosłam jedną brew.
-Samanta chce zdobyć Malika ,tego naszego wychowawce.
-Coo?-wybuchnęłam ,a Vicky zachichotała.
-Mówiła do Olivii ,że straszne z niego ciacho ,co jest faktem, i zamierza się w okół niego zakręcić i mówi ,że zrobi to w miesiąc.
-Myślisz, że jej się uda?-zapytałam.
-Nie wiem ,ale w sumie ten Malik wygląda na takiego ,który lubi ruchać takie puste panienki-zaśmiała się ,a ja w raz z nią.
-Czyli przeleci ją i zostawi.-powiedziałam.
-Tak, tak myślę, bo na stałe na pewno nie wiązał by się z tą idiotką.
-Kto wie-westchnęłam-Jutro dwa pierwsze wf'y ciekawe jak to z nim będzie.
-Oby dawał jakieś lekkie ćwiczenia ,piłkę ręczną i siatkówkę to jeszcze jakoś będzie ,ale jak każe nam grać
w kosza albo coś innego, to już mi się rzygać chce-skwasiła się ,a ja po raz enty się zaśmiałam, lubię mimikę jej twarzy, nawet jak się złości jest zabawna.
-Ja mogę grać we wszystko oprócz tenisa, nie lubię tego.-odparłam.
-Ale lepszy wf niż historia!-powiedziała Vicky w taki sposób jakby odkryła nowy pierwiastek czy cokolwiek.
-Tu się mogę z tobą zgodzić-powiedziałam i przeczesałam palcami włosy.
-Ej, zobacz, Zack jest całkiem przystojny jak się tak mu przyjrzeć.-zmieniła temat. Odnalazłam wzorkiem Zacka.
-Nooo w sumie to masz racje ,cała trójka, wszyscy są przystojni.
-Eh szkoda, że to koledzy z klasy ,inaczej mogłabym się za niego brać.-westchnęła.
-A w czym ci to przeszkadza?
-Wiesz ,że ja i tak mam problem ze skupieniem na lekcji ,a gdybym chodziła do klasy z własnym chłopakiem byłaby to katastrofa.
-Nie przesadzaj ,jakbyś chciała to byś mogła i mieć chłopaka w klasie i skupić się na lekcjach.
-Wątpię-bąknęła i zaczęła wpatrywać się w jeżdżących na deskach chłopaków.
Poczułam jak telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować ,wyjęłam urządzenie ,dzwoniła mama . O, coś nowego!
-Halo ,słucham, dzień dobry, w czym mogę pomóc, witam?
-Des przyjdź do domu.-powiedziała poważnie.
-Co się stało?
-Masz dziesięć minut żeby przyjść.-nakazała.
-Jestem w parku..
-Nie interesuje mnie to, masz przyjść ,czekam,Pa.-rozłączyła się. Nie wiedziałam jak mam zrozumieć jej telefon i co się mogło stać, nie wyczułam w jej głosie zdenerwowania ,raczej był hmm no był dość poważny ,chociaż ona zawsze tak mówi ,językiem zawodowym.
-Kto dzwonił?-spytała Victoria.
-Mama ,kazała mi być w domu w ciągu dziesięciu minut-mruknęłam.
-Ona jest w domu?
-No własnie.-też się zdziwiłam.-Dobra nie mam wyjścia muszę iść ,do jutra-pocałowałam przyjaciółkę w policzek i machając do chłopaków opuściłam teren skate parku. Droga do domu zajęła mi piętnaście minut, bo przyznam szczerze w cale nie zależało mi na tym ,aby stawić się tam na czas. Lubię robić innym na złość...po prostu. Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i weszłam do kuchni. Przy stole siedziała mama i gdy mnie zobaczyła od razu wstała.
-Dzwoniła pani od Historii ,pani Morgan w sprawie jakiegoś karnego zadania.-zaczęła ,a moje oczy się rozszerzyły. Cholera.
_________________________________________________________________________________
Pod ostatnim postem powiedziałam ,że w tym będzie więcej akcji prawda?
Więc się pomyliłam ,chodziło mi o czwarty rozdział.
Błagam dajcie kilka ,co wam zależy ,a dla mnie to bardzo ważne.
Ich ocenki :
A*-najlepsza
A*-najlepsza
A-bardzo dobra
B-dobra
C-zdająca
D-nic specjalnego
E-słaba
F-fail, nie zdane
U-ta ocena nie pojawi się na transkrypcie
U-ta ocena nie pojawi się na transkrypcie
Subskrybuj:
Posty (Atom)