Des
Skończyłam przygotowywać się do szkoły i wreszcie mogłam odpocząć. Rozciągnęłam się na całym łóżku i oddychałam relaksując się. Zastanawiałam się czy Zayn jest jeszcze na dole, może nawet miałam ochotę zejść do nich i po prostu przysiąść się do rozmowy ,ale jakoś zabrakło mi odwagi. Mnie? No własnie...Mnie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciekawe kogo znowu niesie? Słyszałam ,że mama komuś otwiera i się z kimś wita. Nawet nie zorientowałam się ,że ona już jest w domu. Po chwili słyszałam kroki po schodach, a zaraz później pukanie do moich drzwi. Usiadłam na łóżku zastanawiając się kto to może być. Miałam nadzieje ,że to Zayn ,ale po co miałby tutaj przychodzić?
-Proszę-zawołałam ,a drzwi powoli się otwierały. Zobaczyłam Alexa. Uśmiechnęłam się lekko rozczarowana, ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Cześć Des.
-Hej Hej, co cie sprowadza?
-Wracałem tędy i pomyślałem ,że cie odwiedzę, nie przeszkadzam? Bo jak coś to mogę iść.-wszedł głębiej pokoju.
-Nie, nie ,siadaj, rozgość się-uśmiechnęłam się miło. Pomyślałam ,że skoro już przyszedł ,to niech wejdzie i zostanie
-Napijesz się kawy ,herbaty ,zjesz coś?-zapytałam.
-Nie, dzięki, nie mam ochoty-odmówił i usiadł obok mnie.-Idziemy jutro do tego kina?-zapytał.
-Jutro? Hm...-zaczęłam się zastanawiać. Jakoś mi się nie chciało ,ale nie mogłam odmówić.-Okej ,jutro może być.
-No to świetnie, bo już się bałem ,że mi odmówisz. -posłałam mu uśmiech-A jak po treningu?
-Bardzo dobrze, mamy szanse na wygraną i zrobimy wszystko ,żeby tak było, a wasza drużyna jak?-zapytałam.
-Też idzie nam dobrze.
-No to może wygramy-zachichotałam.
-Może na pewno-odpowiedział mi uśmiechem- Ej słuchaj, mam pytanie. Jak wchodziłem, mijałem Malika ,tego nauczyciela, po co tu był? Coś przeskrobałaś?-zapytał ,a ja zaczęłam się śmiać.
-Nie, nie był u mnie ,ani do mnie. Tak się złożyło ,że to dobry kolega Louisa, też niedawno się dowiedziałam. Był u niego.
-Ahaa, a ja już myślałem ,że coś się stało i złożył specjalną wizytę twojej mamie.
-Nie, nic z tych rzeczy. Musimy być grzeczni końcu wycieczka czeka.
-Aa ta na ten mały obóz, czy tam biwak?-pokiwałam głową.
-Tak.
-Też chcieliśmy jechać ,ale nie idzie nam za dobrze, trudno.-wzruszył ramionami.
-Ja to bardzo chce jechać.
-To może weźmiesz mnie do walizki? W łóżku się jakoś we dwoje zmieścimy i będzie nam cieplej-zachichotał.
-Może-odparłam, a Alex zrobił smutną minę, rozśmieszył mnie.
-Ahaa więc skoro jutro idziemy do kina, to na co idziemy? Komedia, dramat, romans, horror?-zapytał.
-Zdaje się na ciebie, zaskocz mnie-zachichotałam.
-Okej ,skoro tak chcesz-odparł-Mogę też zaskoczyć cie na inne sposoby-dodał i zaczął przybliżać się do mnie. Nie wiedziałam co chciał przez to powiedzieć. Był na prawdę bardzo blisko mnie, dotykając dłonią mojej dłoni.
-Des chodźcie bo kolacja!-krzyknęła z korytarza moja mama. Od razu gwałtownie odwróciłam głowę
w stronę drzwi i przyznam, że odetchnęłam z ulgą. Miałam przeczucie, a raczej byłam przekonana ,że on chce mnie pocałować, a tego nie chciałam, wystarczy, że już raz zaczął mnie całować.
-Idziemy!-odkrzyknęłam.
-Ja nie chce robić kłopotu i nie jestem głodny-wykręcał się.
-Nie rób przykrości mojej mamie, chodź.-pociągnęłam go za rękę. Niechętnie, ale za mną poszedł. Zeszliśmy na dół do kuchni, gdzie siedział Louis i mama. Lou wlepił wzrok w Alexa jakby go chciał zabić. Dziwne, niepokojące spojrzenie.
-Siadajcie i nakładajcie ile chcecie. Smacznego-powiedziała mama.
-Smacznego-odpowiedzieliśmy równo. Mama zrobiła półmisek pełen skrzydełek z kurczaka w miodzie i do tego sałatkę grecką. Ślinka zaczęła mi cieknąć. Usiadłam na swoim miejscu ,a Alex usiadł obok mnie.
-Pani Tomlinson, dziękuje, ale ja nie jestem głodny, przyszedłem tylko do Des.-powiedział miło Alex. Louis ciągle mierzył go wzrokiem. Ah tak..oświeciło mnie. Louis wie ,że Alex to przyjaciel Max'a, dlatego tak na niego patrzy.
-Widzisz ,że jest na tyle ,zjedz chociaż trzy.-uśmiechnęła się mama załatwiając to dyplomatycznie.
Alex nałożył sobie te trzy skrzydełka i łyżkę sałatki. Ja natomiast nałożyłam pięć skrzydełek. Byłam głodna ,bo po szkole nie jadłam nic
-I jak? Smakuje?- mama zapytała Alexa.
-O tak ,bardzo pyszne, jednak dobrze, że się skusiłem-odpowiedział jej ,a Louis coś mruknął pod nosem. Popatrzyłem na niego pytająco, ale obdarzył mnie pustym spojrzeniem.
-Długo się kolegujecie?-zapytała mama.
-Kolegowaliśmy się już dużo wcześniej ,ale teraz jakoś więcej czasu spędzamy razem-mówił Alex.
-Ah rozumiem-zaśmiała się mama.-Jutro też możesz wpaść do nas na kolację-zaproponowała, a Louis prawie zakrztusił się kawałkiem pomidora.
-Bardzo bym chciał ,ale jutro mamy inne plany.
-Oh szkoda, jakie jeśli można wiedzieć?
-Idziemy do kina.-zabawne ,że siedzi nas czwórka ,a tylko mama i Alex rozmawiają. Ja nie mogłam wtrącić się do ich dyskusji bo zbyt ciekawiło mnie dziwne zachowanie Louisa. Ja rozumiem ,że on nie jest jakiś normalny ale teraz to aż mi się dziwnie zrobiło. Pokłócił się z Sarah? Czy co? Nawet nie usłyszałam co mama odpowiedziała Alexowi ,totalnie się wyłączyłam.
-Dziękuje-wstał gwałtownie Louis i wrzucając, dosłownie, talerz do zlewu wyszedł z kuchni.
-Ja już muszę iść, bardzo dziękuje za pyszną kolacje i za rozmowę-wstał Alex i pocałował moją mamę w rękę.
-Nie masz za co dziękować, zapraszamy częściej.-obdarowała go szczerym uśmiechem-Des odprowadź kolegę-poleciła, a ja się otrząsnęłam.
-O tak już ,chodź Alex.-zawołałam go ruchem ręki i wyszłam na korytarz kierując się do drzwi.
-Masz świetną mamę ,nawet nie wiedziałem ,że osoby pracujące w sądach mogą być takie wyluzowane.-powiedział Alex.
-Moja mama taka jest gdy chce, zazwyczaj zachowuje się jak w pracy ,sztywna, poważna i konsekwentna, teraz ma po prostu dobry humor-odpowiedziałam.
-Pewnie przesadzasz-odparł.-Wiesz, mam wrażenie ,że twój brat chyba mnie nie polubi.
-Teraz tobie się wydaje, pewnie pokłócił się z narzeczoną i nie ma humoru.
-No nie wiem ,patrzył na mnie bardzo chłodno.
-On się o mnie martwi. Louis wie o tym co zrobił Max i będzie teraz z dystansem podchodził do wszystkich moich znajomych.
-Aa to dlatego, teraz już rozumiem. Okej muzę wreszcie lecieć, jutro mam ciężki sprawdzian z algebry.
-Powodzenia.
-Nie dziękuje. Pa Des-nachylił się i pocałował mnie w policzek.
-Pa Alex-otworzyłam mu drzwi, a on machając mi wyszedł. Nie wiem dlaczego ale ucieszyłam się ,że już poszedł. Przez tą pogodę byłam zmęczona. Wyszłam na górę i skierowałam się do pokoju Louisa.
-Przeszkadzam?-zapytałam.
-Nie, siadaj mała-zaprosił mnie do środka. Usiadłam obok niego na łóżku.
-Louis mam pytanie, dlaczego tak dziwnie się zachowywałeś podczas kolacji?
-Dziwnie?-odpowiedział pytaniem.
-Przerażająco patrzyłeś na Alexa, jakby był jakimś wrogiem.
-Może nim jest.
-Louis, Alex to nie Max, nie wszyscy są tacy sami.
-Des, cholera ,to jego przyjaciel tak?
-Były.
-Jeden chuj, oni są tacy sami! Nie podoba mi się ten chłopak i nie chce abyś się z nim spotykała. On cie zrani.
-Nie, nie, nie. Nie będziesz mi mówił z kim mam się spotykać-zaczynałam się denerwować.
-Des, ja chce dla ciebie dobrze ,jesteś moją małą siostrzyczką i będę o ciebie dbał, więc chociaż raz mnie posłuchaj.
-Znam Alexa, on jest dla mnie miły, dobrze mi się z nim rozmawia, to dzięki niemu wiem o tym co zrobił Max.
-No właśnie, dzięki niemu, a może on ma w tym jakiś interes?
-Co ty bredzisz? Pokłóciłeś się z Sarah?-zapytałam coraz bardziej zła.
-Nie z Sarah wszystko w porządku, chodzi mi o ciebie Des. Nie pozwolę ci się z nim spotykać.
-Ja wcale nie będę pytać się ciebie o zgodę.
-Des przestań być uparta i zacznij myśleć trzeźwo, on cie zrani tak jak jego kumpel, widać po nim ,że nie jest okej.
-A ty to co, jasnowidz?-prychnęłam.
-Uwierz mi Des, i proszę cie, nie idź z nim jutro do żadnego kina.
-Pójdę, nie będę siedzieć w domu jak idiotka.
-Znajdź sobie kogoś innego.
-Zrozum ,że Alex nie jest moim chłopakiem ,tylko kolegą!
-Według ciebie tak ,a skąd wiesz czego on chce?
-Bo wiem, przestań już, nie wiem co cie ugryzło.
-Po prostu nie jestem taki głupi, żeby go nie przejrzeć!
-Czyli uważasz ,że ja jestem głupia! Świetnie!-wstałam zła i podeszłam pod drzwi.-I wiesz co?!! Pójdę do tego kina ,ba, nawet chce żeby on został moim chłopakiem!-krzyknęłam i wściekła weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Zrzuciłam z siebie ubranie, wzięłam piżamę i bieliznę i weszłam do łazienki. Zdjęłam bieliznę i wzięłam szybki uspokajający prysznic. Nie suszyłam włosów, ubrałam się tylko i szybko położyłam się na łóżku. Usłyszałam pukanie.
-Des-głos Louisa.-Des otwórz drzwi , pogadamy na spokojnie.-ja nie odezwałam się nic.-Nie gniewaj się, wiesz ,że jesteś dla mnie najważniejsza, chce dla ciebie dobrze. Otwórz-nadal nic nie odpowiedziałam. Udawałam ,że śpię ,aż do chwili kiedy naprawdę zasnęłam.
Wstałam rano i bolała mnie głowa. Jeszcze dobrze się dzień nie zaczął a, ja już mam go dość. Ubrałam na siebie czarne rurki, biały t shirt i niebieską bluzę. Weszłam do łazienki, umyłam twarz, zęby, związałam włosy w wysoką kitkę i zrobiłam delikatny makijaż. Wyszłam z pomieszczenia, wpakowałam potrzebne rzeczy do szkoły ,zgarnęłam telefon i zeszłam na dół. W kuchni było pusto, na co się ucieszyłam ,bo na pewno kazaliby mi jeść śniadanie, a ja głodna nie byłam. Napiłam się tylko szklankę wody i wzięłam tabletkę na ból głowy.
Ruszyłam pod wyjściowe drzwi ,założyłam na nogi czarne adidasy i ubrałam na siebie moją kurtkę przeciwdeszczową ,bo uwaga, znowu pada!
Usłyszałam kroki po schodach. Nałożyłam na plecy plecak i chwyciłam klucze chcąc wyjść z domu.
-Des, zaczekaj-powiedział Louis ,na co się odwróciłam.
-Cześć-burknęłam. Nie ukrywam ,że jeszcze byłam na niego wkurzona.
-Możemy porozmawiać, ale spokojnie?-zapytał.
-Wybacz spieszę się.-odparłam.
-Odwiozę cie do szkoły i pogadamy.
-Obejdzie się bez Louis ,cześć-nacisnęłam klamkę i przekroczyłam próg domu.
-Des, nie będzie już czasu na..
-Pa-przerwałam mu i zamknęłam drzwi przed nosem. Szybkim tempem ruszyłam na przystanek. Musiałam nawet kawałek przebiec ,bo wyszłam za późno z domu.
W szkole wyżaliłam się Victorii, która oczywiście powiedziała co myśli. Czyli, że i ja mam trochę racji i Louis i ,że nie potrzebnie się pokłóciliśmy. Może faktycznie przesadziłam? W końcu Louis chce dla mnie dobrze ,a mnie łatwo zdenerwować.
-Czyli dzisiaj po szkole nie masz czasu, tak?-zapytała przyjaciółka.
-Dzisiaj akurat nie, no wiesz kino.
-Ty naprawę chcesz się kłócić z bratem?
-Czekaj, czekaj, to ,że Louis nie chce abym tam szła to jego problem. Pomyśl. Czy on zrezygnowałby ze ślubu z Sarah gdybym ja tego zażądała?
-Nie mam pojęcia, ale pewnie nie, przecież oni się kochają...
-No własnie, nie zrezygnowałby, dlatego ja pójdę do kina z Alexem i będę się z nim zadawać.
-Ale Ty go nie kochasz. No chyba ,że..
-Nie, oszalałaś. Nie interesuje mnie nic więcej poza koleżeństwem.
-Eh rób już jak uważasz.
-Taki własnie mam zamiar. Um..chyba ,że chcecie iść z nami?
-Alex nie byłby zadowolony.
-Dlaczego tak twierdzisz?-zapytałam zaskoczona.
-Miałam ci tego nie mówić, na razie, ale no..Bo Zack mi mówił ,że Alex wypytywał się o ciebie, podobno ma jakieś większe plany wobec ciebie.
-Coo?!-otworzyłam szerzej oczy. -Oh kurcze nie chce dawać mu kosza.
-A co? Zgodzisz się na związek?
-Nie.
-Więc?
-Żyję z myślą ,że jednak zachowa swoje zamiary w wewnątrz i nic mi nie powie.
-Nie byłabym tego taka pewna.
-Dobra ,my to lepiej notujmy ,bo będzie kiepsko z wycieczką-zmieniłam temat i zajęłam się robieniem notatki z angielskiego.
Lekcje właśnie się skończyły i szłam korytarzem aby zanieść niepotrzebne rzeczy do szafki. Kiedy się z tym uporałam postanowiłam poszukać Alexa i dokładnie umówić się do tego kina. Nagle poczułam jak ktoś lekko szarpnął mnie za ramię.
-Musimy pogadać, TERAZ.
niedziela, 1 czerwca 2014
środa, 28 maja 2014
Rozdział 31
Rozdział dedykowany naszej solenizantce Mari. Wszystkiego najwspanialszego kochanie,
Spełnienia marzeń, miłości, pieniędzy(bo ich nigdy nie jest za dużo xD) w przyszłości
wymarzonego męża, sporą gromadkę dzieci i czego tam sobie życzysz. Kocham <3
Zayn-Gdzie masz parasol Des? Przecież zmokniesz-zawołałem ,a dziewczyna odwróciła się gwałtownie i lekko uśmiechnęła czując ulgę.
-Nie mam, a w dodatku ja już zmokłam, więc mi nie zależy-wzruszyła ramionami zakładając za ucho zbłąkany kosmyk jej blond włosów.
-Daj spokój, jeszcze rozchorujesz się przed zawodami, podwiozę cię do domu. Chodź.-zaproponowałem i czekałem na jej reakcje. Po jej minie stwierdziłem ,że rozważa za i przeciw. Miałem nadzieje ,że szybko się zgodzi, bo w końcu pada niemiłosiernie ,a my stoimy i mokniemy.
-Okej ,w sumie dlaczego nie-odpowiedziała. Wskazałem ręką na parking dając jej do zrozumienia ,że wybieramy się właśnie tam. Dziewczyna ruszyła ,a ja za nią idąc z nią ramię w ramię. Zerknąłem w niebo, które otulały czarne chmury. Zdaje się ,że przez najbliższe dni będzie padać. Doszliśmy na szkolny parking i stanęliśmy przed moim samochodem. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera i wpuściłem do środka.
Wsiadła, trochę zabawnie i niezdarnie, bo auto jest wysokie, ale wydawało mi się to urocze.
Dołączyłem do niej i odpaliłem samochód, a zaraz potem odjechałem z parkingu. Od razu przypomniała mi się sobota i to co się wydarzyło. Chciałem zapytać Des, a raczej porozmawiać z nią o tym w spokoju, nie w klubie, kiedy była wściekła po tej bójce i tak naprawdę zmartwiło mnie jedno, że ona teraz może żałować tego co się stało. W sobotę przecież była rozzłoszczona, działała pochopnie. Wiedziałem ,że zaczynając teraz rozmowę o tym, słowami " A co myślisz o naszym pocałunku, lub jak się czujesz po naszym pocałunku?", wyszedłbym na idiotę. Myślałem intensywnie nad tym co powiedzieć, coś sensownego, jednak to nie było proste. Des nie jest już dla mnie tylko uczennicą, zaczynam się nią interesować w inny sposób i dlatego zanim powiem, chce pomyśleć.
-Ta pogoda jest okropna, taka dobijająca ,nawet nie chce mi się do szkoły wstawać, a tu jeszcze troszeczkę zostało-westchnęła rozwiązując mój problem.
-Zleci bardzo szybko zobaczysz-uśmiechnąłem się-A co do pogody, też nie przepadam za deszczem ,choć częściej gości w Londynie niż słonce ,niestety.
-Nawet pan..um..nawet nie możesz pojeździć ścigaczem ,bo w deszcz to trochę niebezpiecznie.-powiedziała patrząc na mnie. Czułem jej wzrok bardzo intensywnie wbijający się w moją skórę twarzy, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Byliśmy już niedaleko jej domu, więc delikatnie zwolniłem.
-W każdą pogodę jest niebezpiecznie ,ale ja lubię adrenalinę, choć masz racje, gdy pada widoczność jest o wiele gorsza.
-To twój pierwszy ścigacz?
-Nie, miałem jeszcze jednego wcześniej.
-Co się z nim stało?-zapytała z ciekawością.
-Pożyczyłem znajomemu, który miał lekki wypadek ,na szczęście jemu nic złego się nie stało, z motorem gorzej. Nie miałem ochoty go naprawiać bo na to samo wyszło kupując nowy.
-Ahaaa, niedobrze-westchnęła-Też bym chciała umieć prowadzić taką maszynę. Zastanawiam się czy nie robić prawa jazdy na motor.
-Naprawdę byś chciała?-zdziwiłem się. Nie wygląda na dziewczynę ,która woli prowadzić, niż być pasażerem.
-Jasne, ale to dalekie plany.
-Jeżeli chcesz mogę cie nauczyć jeździć, oczywiście gdzieś w bezpiecznym miejscu.
-Serio?!-usłyszałem w jej głosie podekscytowanie, więc pokiwałem głową.-Ale byłby czad.-powiedziała odpinając pas, bo własnie znaleźliśmy się przy jej domu. Wjechałem przez bramę i wyłączyłem silnik. Stwierdziłem, że skoro już tutaj jestem ,odwiedzę Louisa.
-Idziesz do Louisa?-zapytała domyślając się.
-Tak-odpowiedziałem i wysiadłem z samochodu. Chciałem otworzyć drzwi Des, ale ona była szybsza sama opuszczając pojazd i kierując się do drzwi. Sekundę później ,ja znalazłem się przy niej i wszedłem za nią do środka.
-Cześć!-krzyknęła-Louis chodź, masz gościa!-dodała tak samo głośno i zdjęła kurtkę. Sam też rozebrałem się ze swojej i powiesiłem na wieszaku. Usłyszałem po schodach kroki ,a zaraz potem ukazała się sylwetka i twarz Louisa.
-Siema stary-podszedł i przywitaliśmy się uściskiem dłoni. Des zniknęła, chyba wyszła na górę.
-Chcesz się czegoś napić?-zapytał Louis-Piwka?-dodał.
-Jestem samochodem, piwo odpada, ale sok byłby okej.
-No to już, już-kumpel wskazał na kuchnie i tam się skierowaliśmy. Do dwóch wysokich szklanek nalał soku jabłkowego.
-Chodź do salonu, może jakiś mecz jest-zaproponował.
-Dobrze pomyślane-poparłem go i znaleźliśmy się w salonie. Louis włączył telewizor i usiedliśmy na kanapie.
Trafiliśmy na mecz koszykówki, więc zostawiliśmy.
-Przyszedłeś się pożegnać z przyjacielem?-zaczął Louis, a ja zmarszczyłem brwi.
-Wyjeżdżasz? Już?-zdziwiłem się.
-Coś ty taki zdziwiony? Mówiłem ci o tym w sobotę na imprezie, nie pamiętasz?
-Nie.
-Przecież nie byłeś pijany.
-Widocznie cie nie słuchałem-zaśmiałem się.
-Faktycznie, na coś lub na kogoś się wtedy gapiłeś i miałeś w dupie to co ja mówię.-tak ,pewnie gapiłem się na twoją siostrę.
-Wybacz Louis ,kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro rano.
-Coś krótko byłeś.
-Przyjadę niedługo razem z Sarah, wiesz zaproszenia i te sprawy, a poza tym mamy niespodziankę dla Des.
-Jaką?
-Nie bądź ciekawski ,bo ty też nie możesz o tym wiedzieć, dowiesz się na ślubie.
-Czyli to związane jest z waszym przyjęciem?
-Tak, w rzezy samej. Powiedz Zayn, jak dogadujesz się z moją siostrą? Bardzo jest pyskata, niesłuchana ,denerwująca w szkole? Czy raczej jakoś wytrzymasz z nią ten krótki czas?-zapytał pijąc sok. Poczułem się lekko zmieszany i postanowiłem powiedzieć Louisowi o tym co się zdarzyło między nami. To mój przyjaciel ,a Des to jego siostra ,powinien wiedzieć.
-Dogadujemy się całkiem dobrze, może nawet za dobrze-zacząłem.
-Za dobrze? To znaczy?-uniósł brwi w górę.
-Nie wiem jak zacząć.
-Najlepiej od początku-prychnął.
-Dobra ,w sumie to zaczęło się od piątku przed twoim przyjazdem.-zacząłem opowiadać mu o tym jak pijana była Des i na co pozwoliłem. Louis prawie się zakrztusił. Nie wiedziałem czego mam się po nim spodziewać. Obije mi gębę czy będzie spokojny?
-Coo?! Serio całowaliście się?!-wybuchnął, a ja go uciszyłem. Zrozumiał, że Des może to słyszeć.
-Ale to nie był jeden raz.
-Kurwa-zdziwił się-To ile razy??
-Dwa, ostatni w sobotę po tej bójce.
-Wtedy kiedy wyprowadziłeś Des z klubu?-pokiwałem głową.
-Znów cie pocałowała?
-Tym razem byłem to ja-opowiedziałem po krotce całe zdarzenie.
-Ja pierdziele, co tutaj się dzieje?! To dlatego Des chciała cie tak unikać, cwaniara.
-No właśnie dlatego, ale pogadałem z nią wtedy na tej przejażdżce.
-A potem sam ją pocałowałeś-dogryzł-Słuchaj Zayn ,ja tam nie mam nic przeciwko, róbcie co chcecie, ale
pamiętaj ,że ona jeszcze jest twoją uczennicą i to nie będzie takie proste.
-Ja po prostu chciałem ci o tym powiedzieć, bo uznałem, że powinienem.
-Szkoda ,że trochę z opóźnieniem.
-Nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, bo nie wiedziałam jak zareagujesz.
-Przecież bym ci nie wpieprzył.
-Ty? Własnie to jest najbardziej prawdopodobne-zaśmiałem się.
-Nie przesadzaj. Tysiąc razy wolę ciebie jako szwagra niż tych dupków z towarzystwa Des, tego Maxa, Alexa co z nimi się zadaje.
-Właśnie, ona chyba ma chłopaka-mruknąłem.
-Kogo??
-Właśnie ten Alex.
-Kurwa mać, nie lubię tych dupków, ostatnio z jednym rozmawiałem ,z drugim nie zdarzę.
-Może nie wybieraj jej chłopaków.-stwierdziłem, bo wiem ,że mnie by coś takiego wkurzało.
-Będę jej wybierał ,bo nie chce żeby później ona chodziła jak jakieś zombie zraniona przez niewyżytego dupka.
-O tym ,że ją zdradził akurat wiem ,słyszałem jak opowiedział o tym Victorii w szatni-powiedziałem ciszej.
-No i widzisz?! Co jej ten frajer zrobił?! Nie chce czegoś takiego kolejny raz, ale nie dam rady jej upilnować na odległość. Musisz mi pomóc.
-Co? Ja? Niby jak?
-Zayn, Zayn ,Zayn, i tak między wami już co się dzieje, więc ty będziesz ją odciągał od tych gnojków, nie mów ,że nie chcesz...-zachichotał na końcu.
-Chcę? Czego chcę?
-Oj podoba ci się Des ,czy nie?
-Louis-warknąłem.
-Ah czyli ,że tak. I widzisz, może między wami coś tam będzie, raczej na pewno, ale wiedz jedno ,że jakbyś ty ją zranił to ciebie też zabije.
-O czym my rozmawiamy... Des stu procentowo woli rówieśników, między nami jest spora różnica.
-Różnice to ty masz w mózgu! Dziesięć lat to nie jest dużo ,ja jakoś się z nią dogaduję.
-Ty jesteś bratem.
-A ty mógłbyś być jej chłopakiem.-zaśmiał się cwaniacko.
-Chyba niepotrzebnie ci o tym mówiłem-powiedziałem nieco rozdrażniony.
-Potrzebnie potrzebnie. Tak jak mówiłem ,ja nie mam nic przeciwko, nawet proszę cię o to, żebyś miał tutaj na nią oko. Ale problemem może być moja mama. Wiesz ona cie lubi ,ale nie wiem jak to będzie kiedy ty byłbyś z Des.
-Dobra Louis, może na dzisiaj koniec tego tematu, mecz się zaraz skończy ,a ja nie wiem nawet jaki wynik jest teraz.-zmieniłem temat, bo po postu nie wiedziałem ,co mam odpowiedzieć. Louis ma racje ,jeżeli chciałbym coś z Des problemem może być jej matka. W końcu jestem tym cholernym nauczycielem w tej cholernej szkole. W mojej głowie zrobił się mętlik. Próbować coś działać? Jakoś rozmawiać z Des, starać się? Czy odpuścić? Może ona nie chce mieć tyle starszego chłopaka? Ale z drugiej strony ona pocałowała mnie jako pierwsza..."Była pijana"... to trudne. Co robić? Co mam robić? Spróbować, czy lepiej odpuścić i zapomnieć? Jak zapomnieć, skoro będę widywał ją codziennie? Cholera jasna, życie jest beznadziejnie skomplikowane. Mam tylko nadzieje ,że Des nie siedziała na schodach i nie słyszała nic
co tu było powiedziane. Sądząc po jej charakterze miałbym pozamiatane.
-Ej Zayn-szturchnął mnie Lou.
-Co?
-A nie zapytałem o jedno.
-Tak?
-Dobrze się wam całowało?-zaśmiał się i oblizał usta językiem dwa razy bardzo energicznie. Zacząłem chichotać, cały Louis. Ja nie wiem jak Sarah z nim wytrzymuje...
-To zostawię dla siebie.-odpowiedziałem spokojnie.
-Cholera nie może wyjść mi to z głowy. Moja siostra i mój kumpel razem.
-Nie jesteśmy razem.-przypomniałem.
-A tam kwestia czasu ,weź zepnij poślady to na weselu będziecie jako para świadków i prywatnie, co nie?-poruszył brwiami. Ah właśnie, jeszcze przed nami ślub Louisa, nawet jakbym chciał odpuścić i zapomnieć ,byłoby to niemożliwe.
-Dobra dobra, oglądaj-starłem się to wreszcie zakończyć. Louis po kilku nieudanych próbach dogryzania mi i wypytywania czy całowaliśmy się "z języczkiem" czy bez odpuścił. Mecz skończył się pół godziny później. Zjedliśmy jakieś słone orzeszki i postanowiłem się zbierać.
-Nie zobaczymy się jutro, więc chyba czas się pożegnać, stary-poklepałem go po ramieniu i uścisnęliśmy się.
-Wiem ,że będziesz tęsknił po nocach Zaynuś ,ale już niedługo wracam ,a ty zamij się moją siostrą.
-Louis, nie dokuczaj jej i nic jej nie mów, może ona tego sobie nie życzy.
-Dobra dobra-pokiwał głową-Ale obiecaj ,że będziesz miał na nią oko.
-Okej-odparłem. Louis odprowadził mnie pod drzwi. Ubrałem kurtkę i właśnie weszła jego matka.
-Dzień dobry pani Tomlinson.-przywitałem się grzecznie.
-Cześć Zayn ,cześć, wychodzisz?
-Tak ,przyszedłem pogadać z Louisem przed wyjazdem.
-Oh mógłbyś zostać na kolacji, może Des nie miałaby nic przeciwko posiłku z nauczycielem-zachichotała pani Eva.
-Oh na pewno by nie miała, jestem przekonany-zaśmiał się Louis, a ja pokręciłem głową.
-Na prawdę dziękuje za propozycje ,innym razem. Miłego wieczoru, do widzenia.
-Do widzenia Zayn.
-Louis miłej podróży-pożegnałem się z kumplem ostatni raz i wyszedłem z ich domu. Padało już znacznie mniej, można powiedzieć,że pokropywało. Założyłem kaptur od kurki na głowie i skierowałem się do swojego samochodu. Zobaczyłem Alexa.
-Oh dzień dobry panu-powiedział zdziwiony moim widokiem.
-Dzień dobry Alex.
-Jest Des prawda?-spytał.
-Nie wiem, nie byłem u niej-odparłem chłodno.
-Okej,mam nadzieję, że jest, to do widzenia.-powiedział i mijając mnie podszedł pod drzwi.
-Do widzenia-burknąłem i wsiadłem do samochodu odjeżdżając Mój humor trochę się posypał.
_________________________________________________________________________________
Dodanie rozdziału dzisiaj nie było zaplanowane ,ale skoro Mari ma urodziny, to jak mogłabym go nie dodać?
Tak...Wiem... Jest do bani, szału nie ma dupy nie urywa jak to się mówi, ale pisałam go tylko kiedy znalazłam
jakieś wolne minuty ,tak , to ciągle nauka i brak czasu.
W końcu muszę się zrehabilitować, mam nadzieje ,że to nadejdzie szybko.
Miłego wieczoru
Pa :*
środa, 21 maja 2014
BARDZO WAŻNE!
NA WSTĘPIE PRZEPRASZAM ZA OCIĄGANIE SIĘ, BRAK AKTYWNOŚCI
I PRZEPRASZAM ZA TO CO NAPISZĘ TUTAJ:
Otóż muszę was poinformować ,że biorę urlop.
Nie będzie to jakiś długi okres czasu. Mam na myśli tydzień. Góra dziesięć dni. Potrzebuję teraz czasu, aby napisać najważniejsze sprawdziany ,zdobyć odrobinę dobrych ocen przed zbliżającą się na początku czerwca WYWIADÓWKĄ! Chyba mnie rozumiecie co nie? XD
Chciałabym wam dodać rozdział teraz ,ale napisane mam tylko pół i nie mam czasu na dalsze myślenie.
Przez ten urlopik postaram się w przerwach coś pisać, żeby za tydzień zacząć dodawać rozdziały
na bieżąco.
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM, niedobra ja, ale musicie zrozumieć, jest mi trochę ciężko.
niedziela, 18 maja 2014
Rozdział 30
Niedziela przeminęła stanowczo za szybko. W poniedziałek obudziłam się jak zwykle o równej siódmej i z wielką niechęcią wstałam z łóżka. Pomyśleć ,że jeszcze wczoraj miałam wolne i cały dzień spędziłam z bratem spacerując po okolicy ,grając w bilarda, śmiejąc się i wspominając. Czas tak szybko leci. Fascynujące jest to ,że nigdy nie będziemy w takim "wieku" jak dwie sekundy temu...
Wygrzebałam z szafy jakiś strój, w łazience robiłam to co rano, zgarnęłam plecak i zeszłam na dół. Nie miałam ochoty na śniadanie wgryzłam się tylko w jabłko. Ubrałam buty i wyjrzałam przez okno. Lało, no cóż typowo angielska pogoda. Z wieszaka zdjęłam kurtkę przeciwdeszczową, założyłam kaptur ,plecak na plecy i wyszłam z domu nie budząc ani Louisa ani Mamy. W chwili kiedy doszłam na przystanek rozpadało się niemiłosiernie, coś jakby z nieba lał ktoś wiadrem, tak bym to mogła opisać ,a ja mądra nie wzięłam parasola. Autobus podjechał ,wsiadłam i ruszyliśmy. Do szkoły wbiegłam jak najszybciej i ściągnęłam kurtkę
wieszając ją w szatni. Podeszłam pod sale, w której mamy mieć lekcje i przywitałam się ze wszystkimi ,a na końcu podeszłam do Victorii.
-No Des-szturchnęła mnie w ramię-opowiadaj jak na tej imprezie było.
-Poznałam brata Miley-zaczęłam jej opowiadać o Nathanie.
-Ej..skoro mówisz ,że dość przystojny, dobrze się z nim gada ,to dlaczego się za niego nie weźmiesz?-zapytała marszcząc czoło. Kiwając palcem wskazującym dałam jej do zrozumienia aby się przybliżyła.
-Bo to gej-szepnęłam.
-Co?!-nie mogła uwierzyć.
-Właśnie to. Nathan to homoseksualista, ale za to zajebisty z niego kolega.
-W życiu zawsze tak jest ,że jak chłopak jest idealny to jest gejem-zachichotałyśmy.
-Wydarzyło się coś jeszcze?-dopytywała przyjaciółka.
-Tak, była taka jedna sytuacja-westchnęłam i opowiedziałam jej o małej bójce w ubikacji.
-Chyba żartujesz?!-wybuchnęła-Di, bardzo dobrze jej zrobiłaś! Szkoda ,że mnie tam nie było! Powyrywałabym jej te kłaki- zaczęła się burzyć, a ja się z niej śmiałam. Postanowiłam nie wspominać nic o Maliku. Wiem ,że obiecałyśmy sobie kiedyś mówić o wszystkim i wszystko, ale temat "Ja i Zayn", jakkolwiek to brzmi, postanowiłam zakryć i nie wyjawiać nic. Zadzwonił dzwonek, a nauczyciel przyszedł dość szybko.
Była już długa przerwa na lunch i całą czwórką udaliśmy się do stołówki. Jak się okazało dyżur dziś miał Zayn.
-Dzień dobry-powiedzieliśmy mu chórkiem, uśmiechnęłam się i on też.
-Dzień dobry-odpowiedział i skinął głową. Zajęliśmy stolik pod oknem.
-To ja dzisiaj wam przyniosę-zaoferował Rick.
-Aleś ty dobry-zachichotała Vicky, a Rick pokazując jej język poszedł w stronę Kate aby zabrać talerze.
Po kilku minutach podał każdemu posiłek i zajęliśmy się jedzeniem.
-Ej patrzcie jeszcze nie całe dwa miesiące i wakacje! Imprezy ,plaża, spanie..-zaczął Zack.
-O tak ,ale jeszcze czekają nas te nieszczęsne egzaminy-odpowiedziała Vicky.
-No własnie-mruknęłam.
-Oj tam zdamy ,wszyscy zdamy i będzie po sprawie.-oznajmił Rick.
-Nie wiadomo-powiedziałam.
-Tak. Akurat ty nie zdasz ,jak masz lepsze oceny do połowy klasy-przewrócił oczami Rick.
-Wszystko się może zdarzyć-zaśmiałam się.
-Ale nie gadamy o szkole-powiedział Zack-powiem wam dobry kawał-zaczął opowiadać, a gdy skończył wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem tak ,że oczy pozostałych zwrócone były na nas. Uspokoiliśmy się i skończyliśmy jeść.
-Ej! A może pojedziemy gdzieś razem na jakiś tydzień?-zaproponował Rick.
-Ja jestem za-zgodziłam się
-Ja też-powiedzieli równo Vicky i Zack.
-No to będą dobre wspomnienia-dodał Rick ,a my zaśmialiśmy się.
Żałowałam ,że wybrałam takie miejsce ,że nie widziałam Malika ,bo siedziałam do niego tyłem, a jakoś tak miałam ochotę na niego popatrzeć. Victoria coś zaczęła opowiadać kiedy poczułam, jak czyjeś ręce kryją mi oczy. Miałam cichą nadzieje ,że to Zayn ,ale wiedziałam, że to nie może być on bo to jest szkoła.
Nagle poczułam pocałunek na prawym policzku i ktoś oderwał ręce od moich oczu. Zamrugałam kilkakrotnie i skrzywiłam się.
-Czy my o czymś nie wiemy?-zapytała Vicky.
-Hej Des, cześć wam-poznałam głos Alexa. Och boże...
-Hej-powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam.
-No siema siema, zadałam pytanie-wtrąciła się Victoria.
-Daj spokój o wszystkim wiesz i to nie jest to o czym ty myślisz-przewróciłam oczami.
-Czyli nie jesteście razem?-zapytała.
-Nie.-powiedziałam stanowczo. Alex usiadł obok mnie.
-Jeszcze-powiedział i się zaśmiał tak samo jak moi przyjaciele. Ja posłałam tylko sztuczny uśmiech. Nie chciałabym ,żeby on był moim chłopakiem. To nie to ,że go nie lubię ,bo go lubię ,ale on mnie nie interesuje.
-Pogoda jest taka zjebana ,może pójdziemy do kina, co?-zapytał Alex.
-Nie mogę, mam dzisiaj trening, przecież w piątek zawody-odpowiedziałam.
-A jutro?-zapytał.
-Się zobaczy.-odparłam z uśmiechem ,a on objął mnie ramieniem tak jak Zack obejmował Victorie.
-Super ,a ja będę siedział tak sam jak jakiś kutas-westchnął żartobliwie Rick.
-Musisz kogoś wyrwać wreszcie-poradził mu Zack.
-Tak zorbie-odparł Rick i zadzwonił dzwonek. Wstaliśmy z krzeseł.
-Ej..Skoro ty nie jesteś z Alexem Des to zostaniesz moją dziewczyną?-zapytał Rick śmiejąc się przy tym.
-No pewnie-odpowiedziałam mu ,a on rzucił się na mnie przytulając mnie i całując w policzek, a ja chichotałam.
-Super ,teraz Alex musisz szukać dalej.
-Nie, nie, damy radę w trójkę-odparł Alex a my się zaśmialiśmy.
-To wiecie co ,mi się w sumie jakoś do związku nie śpieszy ,więc bądźcie sobie we dwoje ,a ja będę sama-powiedziałam.
-Kwestia do przemyślenia-odparł mi Rick i wreszcie zdecydowaliśmy się wyjść ze stołówki. Popatrzyłam na siedzącego przy jednym ze stolików Zayna, patrzył na coś obok lady bufetowej. Szkoda. Zastanawiałam się co myśli o tym sobotnim pocałunku? Czy w ogóle o tym myśli i czy w ogóle o tym pamięta? Jak zwykle spóźniliśmy się na historie.
-Świetnie spóźnialscy, miałam zacząć pytać ,a wy spadliście jak z nieba Ustawcie się w rzędzie.-westchnęliśmy na słowa Morgan.
-Des pytanie do ciebie. Kiedy powołano do życia Zjednoczone Królestwo?-boże pytanie jak w podstawówce...
-Pierwszego maja tysiąc siedemset siódmego roku.
-Na mocy czego powstało?
-Powstało na mocy Aktu Unii w wyniku połączenia Królestwa Anglii i Królestwa Szkocji w jedno państwo
obejmujące całość wysp Brytyjskich. Dodatkowo połączenie Anglii i Szkocji było dopełnieniem istniejącej już od bodajże tysiąc sześćset trzeciego roku unii personalnej, kiedy Jakub szósty Szkocki został koronowany i zyskał imię Jakub Pierwszy Stuart.
-Na kogo był koronowany?
-No na króla Anglii.
-Dobrze teraz pytanie do Victorii. Moja przyjaciółka zbladła.
Zayn (Stołówka)
Kiedy zobaczyłem idącą Des wraz z przyjaciółmi od razu przed oczami miałem to co wydarzyło się w sobotę. Szkoda ,że czasu nie da się cofnąć.
-Dzień dobry-powiedzieli chórkiem, a Des prześlicznie się uśmiechnęła.
-Dzień dobry-odpowiedziałem im i obserwowałem jak zajmują jeden ze stolików pod oknem. Ja piłem wodę ,nie miałem ochoty na jedzenie, musiałem tylko z nimi wszystkimi tu siedzieć. Chciałbym podjeść do niej i porozmawiać tak po prostu o czymkolwiek ,może nawet wypytać o sobotę, ale stwierdziłem ,że to chyba zły pomysł. Des i jej przyjaciele zaczęli się z czegoś śmiać, a mi spodobał się jej śmiech. Bardzo wyrazisty ,ale za to taki melodyjny. Ja chyba oszalałem....
Żałowałem ,że siedzi do mnie tyłem ,bo chciałem popatrzeć w jej oczy, być może coś z nich wyczytać. Może jakieś pięć minut później do stołówki wszedł chłopak, chyba jest mu na imię Alex, wiem ,że mam z nim lekcje i trening. Ruszył prosto do stolika przy którym siedziała Des, Rick, Zack i Victoria. Zobaczyłem jak on zakrywa oczy Des ,a za raz później całuje jej policzek. O mało co nie zakrztusiłem się tą wodą, którą piłem. To chyba kurwa nie jest jej chłopak?! Nie widziałem reakcji Des ale miałam nadzieje ,że nie jest zadowolona ,że coś mu powie, on jednak usiadł obok niej i objął ją ramieniem, a we mnie
krew zaczęła krążyć szybciej. No chyba nie jestem zazdrosny? Nie mam nawet najmniejszego prawa być zazdrosny. Louis wspominał coś o tym byłym chłopaku Des i mówił ,że ona nie chce mieć chłopaka ,nie chce mieć drugiego takiego dupka, a z tego co wiem ten Alex to kolega Max'a, więc coś mi tu nie pasuje. Des zgodziłaby się z nim być wiedząc ,że to dobrzy koledzy? Nie wiem ,ale to nie zmienia faktu ,że wkurwił mnie ten chłopak. Ale co ja sobie wyobrażam? Że co? Że przez jeden, dobra, dwa pocałunki Des nie będzie miała chłopaków w swoim wieku? I będzie interesować się mną? Nauczycielem z jej szkoły? Oczywiście ,że nie, że to niemożliwe. Jetem trochę starszy powinienem używać mózgu ,a nie myśleć jak nastolatek. Postanowiłem już ich nie obserwować, tylko rozglądałem się po sali czy nikt nic nie kombinuje.
Nagle oni wstali bo zadzwonił dzwonek i zerknąłem na nich. Rick przytulił Des, więc znowu odwróciłem wzrok ,a oni wyszli z sali. Zorientowałem się ,że mam lekcje z klasą tego całego Alexa. Poczekałem aż wszyscy uczniowie opuszczą stołówkę i wyszedłem. Udałem się na sale gimnastyczną, odebrałem klucz od szatni i zszedłem do czekających chłopaków. Od razu zmierzyłem wzorkiem Alexa.
Powiedzieli mi dzień dobry ,ja otworzyłem im szatnie i czekałem ,aż się przebiorą. Po trzech minutach wyszli.
Miałem zły humor więc wiedziałem ,że dzisiaj sobie nie pograją. Sprawdziłem szybko obecność.
-Co dzisiaj robimy?-zapytał jeden chłopak, którego imienia jakoś nie pamiętałem.
-Ćwiczycie całą godzinę. Dookoła sali na początku truchtem potem przyspieszyć. Jazda-dmuchnąłem w gwizdek ,a oni ruszyli. Cały czas obserwowałem Alexa i wiedziałem ,że muszą się dzisiaj nieźle namęczyć. Po piętnastu minutach biegów kazałem im robić sto pompek i dwieście brzuszków. Kiedy to wykonali przyszedł czas na skłony i rozciąganie ,a następnie ćwiczenia mięśni grzbietu i dalej mięśnie brzucha. Widziałem po nich ,że są cali czerwoni ,co mnie jakoś nie przejęło. Gwizdałem na zmianę ćwiczenia ,a z nich lało się już strumykami. Mają szczęście ,że choć trochę są wyćwiczeni, bo zakwasy jakie mogłyby ich czekać nie pozwoliłyby im poruszać nogami ani rękami. Powinni się cieszyć ,że kazałem im robić tylko sto pompek i dwieście brzuszków, bo ja zwykle robiłem dwa razy tyle i dziękuje swojemu trenerowi do dzisiaj. Lekcja się skończyła ,a oni nie mieli siły nawet wstać z parkietu.
-No panowie, dzisiaj daliście z siebie prawie wszystko ,zobaczycie ,że wyjdzie wam to na dobre, możecie iść pod prysznice.-powiedziałem i opuściłem sale idąc do pokoju wuefistów. Przerwy mieli tylko dziesięć minut ,a pięć przeznaczyli na odpoczynek. Zostało im tylko pięć na prysznic i przebranie się. Kiedy opuszczali sale słyszałem tylko "Kurwa ja mnie wszystko napierdala", nawet powiedział to sam Alex ,więc byłem zadowolony z dzisiejszej lekcji.
Dzień mijał i cieszyłem się, bo dobiegał czas mojej pracy.
-Zayn zaczekaj-zatrzymał mnie William.
-Tak?
-Wiem ,że już idziesz ,ale nie zostałbyś razem ze mną na treningu dziewczyn w siatkówce? Poprowadziłbyś trening ze mną, bo byłoby lepiej i nie ukrywam ,że chciałbym by wygrały w piątek.-od razu do głowy wpadło mi ,że Des gra.
-Okej w sumie nie mam nic do roboty.
-Świetnie to za pięć minut na sali-powiedział ściskając mi dłoń. Zmieniłem kierunek i poszedłem się przebrać w sportowe ciuchy. Razem z Williamem zakładaliśmy siatkę i pompowaliśmy piłki czekając na dziewczyny. Wyszły ,rozgrzały się i rozpoczął się trening. Des jest naprawdę dobra tak samo jak Harriet i Zoe, one chyba są najlepsze z całej szóstki. Ścinały bardzo dobrze ,może nie perfekcyjnie ,ale jak na amatorki było dobrze. Zorientowałem się, że najwięcej uwagi poświęcam własnie Des, ale nie chciało mi się tego zmieniać.
Podobał mi się wyraz jej twarzy kiedy skupia się na odbiciach, albo jak się denerwuje.
Po dwóch godzinach trening się skończył. Wziąłem prysznic, przebrałem się i wreszcie skończyłem prace.
Wychodząc ze szkoły zobaczyłem jak Des wychodzi za bramę ,a padało od samego rana bardzo mocno. Nie miała parasola ,więc przyśpieszyłem kroku aby dogonić dziewczynę.
_________________________________________________________________________________
No ja wiem wiem, zawaliłam i tak dalej ,ale co ja mogę poradzić....-.-
Najchętniej to nie chodziłabym do tej głupiej szkoły i pisała tu rozdziały i by było pięknie.
Ale no cóż...życie.
Mam nadzieję ,że mnie jakoś zrozumiecie ,bo mimo wszystko nie każe czekać wam na rozdział
dwa miesiące ,a co najwyżej tydzień? Góra dwa...
:)
I tak was kocham ,dziękuje za komentarze ,wyświetlenia ,za to ,że jesteście.
Papapa <3
Wygrzebałam z szafy jakiś strój, w łazience robiłam to co rano, zgarnęłam plecak i zeszłam na dół. Nie miałam ochoty na śniadanie wgryzłam się tylko w jabłko. Ubrałam buty i wyjrzałam przez okno. Lało, no cóż typowo angielska pogoda. Z wieszaka zdjęłam kurtkę przeciwdeszczową, założyłam kaptur ,plecak na plecy i wyszłam z domu nie budząc ani Louisa ani Mamy. W chwili kiedy doszłam na przystanek rozpadało się niemiłosiernie, coś jakby z nieba lał ktoś wiadrem, tak bym to mogła opisać ,a ja mądra nie wzięłam parasola. Autobus podjechał ,wsiadłam i ruszyliśmy. Do szkoły wbiegłam jak najszybciej i ściągnęłam kurtkę
wieszając ją w szatni. Podeszłam pod sale, w której mamy mieć lekcje i przywitałam się ze wszystkimi ,a na końcu podeszłam do Victorii.
-No Des-szturchnęła mnie w ramię-opowiadaj jak na tej imprezie było.
-Poznałam brata Miley-zaczęłam jej opowiadać o Nathanie.
-Ej..skoro mówisz ,że dość przystojny, dobrze się z nim gada ,to dlaczego się za niego nie weźmiesz?-zapytała marszcząc czoło. Kiwając palcem wskazującym dałam jej do zrozumienia aby się przybliżyła.
-Bo to gej-szepnęłam.
-Co?!-nie mogła uwierzyć.
-Właśnie to. Nathan to homoseksualista, ale za to zajebisty z niego kolega.
-W życiu zawsze tak jest ,że jak chłopak jest idealny to jest gejem-zachichotałyśmy.
-Wydarzyło się coś jeszcze?-dopytywała przyjaciółka.
-Tak, była taka jedna sytuacja-westchnęłam i opowiedziałam jej o małej bójce w ubikacji.
-Chyba żartujesz?!-wybuchnęła-Di, bardzo dobrze jej zrobiłaś! Szkoda ,że mnie tam nie było! Powyrywałabym jej te kłaki- zaczęła się burzyć, a ja się z niej śmiałam. Postanowiłam nie wspominać nic o Maliku. Wiem ,że obiecałyśmy sobie kiedyś mówić o wszystkim i wszystko, ale temat "Ja i Zayn", jakkolwiek to brzmi, postanowiłam zakryć i nie wyjawiać nic. Zadzwonił dzwonek, a nauczyciel przyszedł dość szybko.
Była już długa przerwa na lunch i całą czwórką udaliśmy się do stołówki. Jak się okazało dyżur dziś miał Zayn.
-Dzień dobry-powiedzieliśmy mu chórkiem, uśmiechnęłam się i on też.
-Dzień dobry-odpowiedział i skinął głową. Zajęliśmy stolik pod oknem.
-To ja dzisiaj wam przyniosę-zaoferował Rick.
-Aleś ty dobry-zachichotała Vicky, a Rick pokazując jej język poszedł w stronę Kate aby zabrać talerze.
Po kilku minutach podał każdemu posiłek i zajęliśmy się jedzeniem.
-Ej patrzcie jeszcze nie całe dwa miesiące i wakacje! Imprezy ,plaża, spanie..-zaczął Zack.
-O tak ,ale jeszcze czekają nas te nieszczęsne egzaminy-odpowiedziała Vicky.
-No własnie-mruknęłam.
-Oj tam zdamy ,wszyscy zdamy i będzie po sprawie.-oznajmił Rick.
-Nie wiadomo-powiedziałam.
-Tak. Akurat ty nie zdasz ,jak masz lepsze oceny do połowy klasy-przewrócił oczami Rick.
-Wszystko się może zdarzyć-zaśmiałam się.
-Ale nie gadamy o szkole-powiedział Zack-powiem wam dobry kawał-zaczął opowiadać, a gdy skończył wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem tak ,że oczy pozostałych zwrócone były na nas. Uspokoiliśmy się i skończyliśmy jeść.
-Ej! A może pojedziemy gdzieś razem na jakiś tydzień?-zaproponował Rick.
-Ja jestem za-zgodziłam się
-Ja też-powiedzieli równo Vicky i Zack.
-No to będą dobre wspomnienia-dodał Rick ,a my zaśmialiśmy się.
Żałowałam ,że wybrałam takie miejsce ,że nie widziałam Malika ,bo siedziałam do niego tyłem, a jakoś tak miałam ochotę na niego popatrzeć. Victoria coś zaczęła opowiadać kiedy poczułam, jak czyjeś ręce kryją mi oczy. Miałam cichą nadzieje ,że to Zayn ,ale wiedziałam, że to nie może być on bo to jest szkoła.
Nagle poczułam pocałunek na prawym policzku i ktoś oderwał ręce od moich oczu. Zamrugałam kilkakrotnie i skrzywiłam się.
-Czy my o czymś nie wiemy?-zapytała Vicky.
-Hej Des, cześć wam-poznałam głos Alexa. Och boże...
-Hej-powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam.
-No siema siema, zadałam pytanie-wtrąciła się Victoria.
-Daj spokój o wszystkim wiesz i to nie jest to o czym ty myślisz-przewróciłam oczami.
-Czyli nie jesteście razem?-zapytała.
-Nie.-powiedziałam stanowczo. Alex usiadł obok mnie.
-Jeszcze-powiedział i się zaśmiał tak samo jak moi przyjaciele. Ja posłałam tylko sztuczny uśmiech. Nie chciałabym ,żeby on był moim chłopakiem. To nie to ,że go nie lubię ,bo go lubię ,ale on mnie nie interesuje.
-Pogoda jest taka zjebana ,może pójdziemy do kina, co?-zapytał Alex.
-Nie mogę, mam dzisiaj trening, przecież w piątek zawody-odpowiedziałam.
-A jutro?-zapytał.
-Się zobaczy.-odparłam z uśmiechem ,a on objął mnie ramieniem tak jak Zack obejmował Victorie.
-Super ,a ja będę siedział tak sam jak jakiś kutas-westchnął żartobliwie Rick.
-Musisz kogoś wyrwać wreszcie-poradził mu Zack.
-Tak zorbie-odparł Rick i zadzwonił dzwonek. Wstaliśmy z krzeseł.
-Ej..Skoro ty nie jesteś z Alexem Des to zostaniesz moją dziewczyną?-zapytał Rick śmiejąc się przy tym.
-No pewnie-odpowiedziałam mu ,a on rzucił się na mnie przytulając mnie i całując w policzek, a ja chichotałam.
-Super ,teraz Alex musisz szukać dalej.
-Nie, nie, damy radę w trójkę-odparł Alex a my się zaśmialiśmy.
-To wiecie co ,mi się w sumie jakoś do związku nie śpieszy ,więc bądźcie sobie we dwoje ,a ja będę sama-powiedziałam.
-Kwestia do przemyślenia-odparł mi Rick i wreszcie zdecydowaliśmy się wyjść ze stołówki. Popatrzyłam na siedzącego przy jednym ze stolików Zayna, patrzył na coś obok lady bufetowej. Szkoda. Zastanawiałam się co myśli o tym sobotnim pocałunku? Czy w ogóle o tym myśli i czy w ogóle o tym pamięta? Jak zwykle spóźniliśmy się na historie.
-Świetnie spóźnialscy, miałam zacząć pytać ,a wy spadliście jak z nieba Ustawcie się w rzędzie.-westchnęliśmy na słowa Morgan.
-Des pytanie do ciebie. Kiedy powołano do życia Zjednoczone Królestwo?-boże pytanie jak w podstawówce...
-Pierwszego maja tysiąc siedemset siódmego roku.
-Na mocy czego powstało?
-Powstało na mocy Aktu Unii w wyniku połączenia Królestwa Anglii i Królestwa Szkocji w jedno państwo
obejmujące całość wysp Brytyjskich. Dodatkowo połączenie Anglii i Szkocji było dopełnieniem istniejącej już od bodajże tysiąc sześćset trzeciego roku unii personalnej, kiedy Jakub szósty Szkocki został koronowany i zyskał imię Jakub Pierwszy Stuart.
-Na kogo był koronowany?
-No na króla Anglii.
-Dobrze teraz pytanie do Victorii. Moja przyjaciółka zbladła.
Zayn (Stołówka)
Kiedy zobaczyłem idącą Des wraz z przyjaciółmi od razu przed oczami miałem to co wydarzyło się w sobotę. Szkoda ,że czasu nie da się cofnąć.
-Dzień dobry-powiedzieli chórkiem, a Des prześlicznie się uśmiechnęła.
-Dzień dobry-odpowiedziałem im i obserwowałem jak zajmują jeden ze stolików pod oknem. Ja piłem wodę ,nie miałem ochoty na jedzenie, musiałem tylko z nimi wszystkimi tu siedzieć. Chciałbym podjeść do niej i porozmawiać tak po prostu o czymkolwiek ,może nawet wypytać o sobotę, ale stwierdziłem ,że to chyba zły pomysł. Des i jej przyjaciele zaczęli się z czegoś śmiać, a mi spodobał się jej śmiech. Bardzo wyrazisty ,ale za to taki melodyjny. Ja chyba oszalałem....
Żałowałem ,że siedzi do mnie tyłem ,bo chciałem popatrzeć w jej oczy, być może coś z nich wyczytać. Może jakieś pięć minut później do stołówki wszedł chłopak, chyba jest mu na imię Alex, wiem ,że mam z nim lekcje i trening. Ruszył prosto do stolika przy którym siedziała Des, Rick, Zack i Victoria. Zobaczyłem jak on zakrywa oczy Des ,a za raz później całuje jej policzek. O mało co nie zakrztusiłem się tą wodą, którą piłem. To chyba kurwa nie jest jej chłopak?! Nie widziałem reakcji Des ale miałam nadzieje ,że nie jest zadowolona ,że coś mu powie, on jednak usiadł obok niej i objął ją ramieniem, a we mnie
krew zaczęła krążyć szybciej. No chyba nie jestem zazdrosny? Nie mam nawet najmniejszego prawa być zazdrosny. Louis wspominał coś o tym byłym chłopaku Des i mówił ,że ona nie chce mieć chłopaka ,nie chce mieć drugiego takiego dupka, a z tego co wiem ten Alex to kolega Max'a, więc coś mi tu nie pasuje. Des zgodziłaby się z nim być wiedząc ,że to dobrzy koledzy? Nie wiem ,ale to nie zmienia faktu ,że wkurwił mnie ten chłopak. Ale co ja sobie wyobrażam? Że co? Że przez jeden, dobra, dwa pocałunki Des nie będzie miała chłopaków w swoim wieku? I będzie interesować się mną? Nauczycielem z jej szkoły? Oczywiście ,że nie, że to niemożliwe. Jetem trochę starszy powinienem używać mózgu ,a nie myśleć jak nastolatek. Postanowiłem już ich nie obserwować, tylko rozglądałem się po sali czy nikt nic nie kombinuje.
Nagle oni wstali bo zadzwonił dzwonek i zerknąłem na nich. Rick przytulił Des, więc znowu odwróciłem wzrok ,a oni wyszli z sali. Zorientowałem się ,że mam lekcje z klasą tego całego Alexa. Poczekałem aż wszyscy uczniowie opuszczą stołówkę i wyszedłem. Udałem się na sale gimnastyczną, odebrałem klucz od szatni i zszedłem do czekających chłopaków. Od razu zmierzyłem wzorkiem Alexa.
Powiedzieli mi dzień dobry ,ja otworzyłem im szatnie i czekałem ,aż się przebiorą. Po trzech minutach wyszli.
Miałem zły humor więc wiedziałem ,że dzisiaj sobie nie pograją. Sprawdziłem szybko obecność.
-Co dzisiaj robimy?-zapytał jeden chłopak, którego imienia jakoś nie pamiętałem.
-Ćwiczycie całą godzinę. Dookoła sali na początku truchtem potem przyspieszyć. Jazda-dmuchnąłem w gwizdek ,a oni ruszyli. Cały czas obserwowałem Alexa i wiedziałem ,że muszą się dzisiaj nieźle namęczyć. Po piętnastu minutach biegów kazałem im robić sto pompek i dwieście brzuszków. Kiedy to wykonali przyszedł czas na skłony i rozciąganie ,a następnie ćwiczenia mięśni grzbietu i dalej mięśnie brzucha. Widziałem po nich ,że są cali czerwoni ,co mnie jakoś nie przejęło. Gwizdałem na zmianę ćwiczenia ,a z nich lało się już strumykami. Mają szczęście ,że choć trochę są wyćwiczeni, bo zakwasy jakie mogłyby ich czekać nie pozwoliłyby im poruszać nogami ani rękami. Powinni się cieszyć ,że kazałem im robić tylko sto pompek i dwieście brzuszków, bo ja zwykle robiłem dwa razy tyle i dziękuje swojemu trenerowi do dzisiaj. Lekcja się skończyła ,a oni nie mieli siły nawet wstać z parkietu.
-No panowie, dzisiaj daliście z siebie prawie wszystko ,zobaczycie ,że wyjdzie wam to na dobre, możecie iść pod prysznice.-powiedziałem i opuściłem sale idąc do pokoju wuefistów. Przerwy mieli tylko dziesięć minut ,a pięć przeznaczyli na odpoczynek. Zostało im tylko pięć na prysznic i przebranie się. Kiedy opuszczali sale słyszałem tylko "Kurwa ja mnie wszystko napierdala", nawet powiedział to sam Alex ,więc byłem zadowolony z dzisiejszej lekcji.
Dzień mijał i cieszyłem się, bo dobiegał czas mojej pracy.
-Zayn zaczekaj-zatrzymał mnie William.
-Tak?
-Wiem ,że już idziesz ,ale nie zostałbyś razem ze mną na treningu dziewczyn w siatkówce? Poprowadziłbyś trening ze mną, bo byłoby lepiej i nie ukrywam ,że chciałbym by wygrały w piątek.-od razu do głowy wpadło mi ,że Des gra.
-Okej w sumie nie mam nic do roboty.
-Świetnie to za pięć minut na sali-powiedział ściskając mi dłoń. Zmieniłem kierunek i poszedłem się przebrać w sportowe ciuchy. Razem z Williamem zakładaliśmy siatkę i pompowaliśmy piłki czekając na dziewczyny. Wyszły ,rozgrzały się i rozpoczął się trening. Des jest naprawdę dobra tak samo jak Harriet i Zoe, one chyba są najlepsze z całej szóstki. Ścinały bardzo dobrze ,może nie perfekcyjnie ,ale jak na amatorki było dobrze. Zorientowałem się, że najwięcej uwagi poświęcam własnie Des, ale nie chciało mi się tego zmieniać.
Podobał mi się wyraz jej twarzy kiedy skupia się na odbiciach, albo jak się denerwuje.
Po dwóch godzinach trening się skończył. Wziąłem prysznic, przebrałem się i wreszcie skończyłem prace.
Wychodząc ze szkoły zobaczyłem jak Des wychodzi za bramę ,a padało od samego rana bardzo mocno. Nie miała parasola ,więc przyśpieszyłem kroku aby dogonić dziewczynę.
_________________________________________________________________________________
No ja wiem wiem, zawaliłam i tak dalej ,ale co ja mogę poradzić....-.-
Najchętniej to nie chodziłabym do tej głupiej szkoły i pisała tu rozdziały i by było pięknie.
Ale no cóż...życie.
Mam nadzieję ,że mnie jakoś zrozumiecie ,bo mimo wszystko nie każe czekać wam na rozdział
dwa miesiące ,a co najwyżej tydzień? Góra dwa...
:)
I tak was kocham ,dziękuje za komentarze ,wyświetlenia ,za to ,że jesteście.
Papapa <3
wtorek, 13 maja 2014
Rozdział 29
Uśmiechnęłam się do Zayna nieśmiało, a on to odwzajemnił pocierając palcem wskazującym o swoją brodę. Nathan puścił mi oczko i delikatnie się uśmiechnął. Zorientowałam się ,że tematem który poruszyli wszyscy wokoło to temat ślubu Louisa i Sarah.
-Sarah nie będzie zła ,że tu jesteś Louis?-zapytała Caroline.
-Nie ,ja ją uprzedziłem ,poza tym was zna ,to o co może być zła?-uśmiechnął się Louis. Oparłam się o sofę, przyznam ,że nogi mnie już lekko bolały. Louis zaczął coś opowiadać o sali weselnej, a ja przewróciłam oczami, bo słyszałam już to dziesięć razy w ciągu tego tygodnia.
-Um Des-odezwał się do mnie Zayn.
-Tak?
-Jak się czujesz? Może powinnaś zakleić tą ranę na nodze?-zapytał przybliżając się kawałek.
-Nie, nie trzeba, nawet o tym zapomniałam dzięki pewnemu incydentowi-uśmiechnęłam się, a potem przygryzłam wargę, bo on ciągle bawił się tym palcem wskazującym wokoło swoich ust i brody. To było rozpraszające, jak dla mnie. Miałam wrażenie ,że to było celowe.
-Ciesze się ,że mogłem pomóc-powiedział i patrzył prosto na moją wargę. Gdyby ich wszystkich tu nie było rzuciłabym się na niego całując, jakby to była ostatnia rzecz na świcie jaką bym mogła zrobić.
-No, a jak wy się dogadujecie jako nauczyciel i uczennica i przyszła para na ślubie Louisa?-zapytał nas James.
-Na razie dobrze-powiedziałam zwyczajnie.
-Des czasami sprawia maleńkie kłopoty edukacyjne ,ale jakoś się to ciągnie-zaśmialiśmy się z wypowiedzi Zayna.
-Taa zawsze pyskata i niesłuchana.-powiedział Dylan.
-Kiedyś zmądrzeję ale jeszcze nie czas-zachichotałam.
-Przynajmniej nie jesteś nudziarą.-powiedziała Miley. Posłałam jej mały uśmiech-Dziewczyny chodźmy potańczyć-wstała nagle i pociągnęła Eve. Ja i Caroline zachichotałyśmy.
-A wy to co?!-oburzyła się Eve ,wy też idziecie-dodała ,a my wstałyśmy. Chłopaki, albo faceci, tylko się nam przyglądali.
-Idziemy-mruknęłam i ruszyłyśmy za nimi. Wepchnęłyśmy się na sam środek parkietu i kiedy zaczęła się kolejna piosenka zaczęłyśmy wić się do muzyki. Tańczyłyśmy poruszając biodrami i śmiejąc się na reakcje innych ludzi w około. Utworzyłyśmy kółko i wszystkie razem tańczyłyśmy ocierając się o siebie. Przyznam, że dzięki temu tańcowi wyluzowałam się totalnie, nic mnie nie obchodziło liczył się tylko taniec.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i obraca w swoją stronę. Przestraszyłam się odrobinę. Przed moimi oczami zobaczyłam jakiegoś faceta. Na oko miał jakieś czterdzieści lat, bo po bokach włosy zaczynały siwieć ,a wokół oczy tworzyć się te słynne kurze łapki. Był pijany, było czuć.
-Cześć mała, zatańczymy?-mruknął ,a ja się skrzywiłam i odsunęłam się o dwa kroki w tył, jednak on się przybliżył i znowu złapał mnie za biodra. Zepchnęłam jego ręce, a przynajmniej starłam się to zrobić, tyle, że z marnym efektem ,bo te jego łapska ciągle wracały. Irytowało mnie to.
-Nie chcę być niegrzeczna ale...
-Des, tutaj jesteś ,szukałem cię , obiecałaś mi taniec-zobaczyłam Zayna jak staje obok tego faceta.
-Ustaw się w kolejce-burknął tamten.
-Nie muszę, ja bez kolejki-syknął Zayn i uwolnił mnie od łap tamtego typa. Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Tamten koleś zaczął coś się burzyć, ale nie zwracałam na to uwagi. Moim ciałem ogarnął
przyjemny dreszcz jakiejś ekscytacji. Szłam tyłem bo Zayn prowadził. Spojrzałam na prawy bok gdzie dziewczyny dalej tańczyły, ale z chłopakami. To znaczyło tyle ,że nikt nie siedzi przy stoliku.
Oddaliliśmy się od nich i chyba nas nie zauważyli.
-Dzięki-bąknęłam kiedy stanęliśmy w jednym miejscu.
-Nie ma za co. Louis kazał mi cię uwolnić od tego faceta ,bo powiedział ,że nie chce takiego szwagra.-wyjaśni Zayn ,a ja zachichotałam.
-Louis jest głupi, jak on coś wymyśli...
-Jeszcze powiedział ,żebyśmy przyzwyczaili się do wspólnego tańca ,bo w końcu na jego ślubie będziemy w parze.
-Tsa..ale obawiam się ,że na weselu będzie nieco inna muzyka.-westchnęłam.
-To prawda ,ale damy rade-uśmiechnął się Zayn i zaczęliśmy bujać ciałami w rytm muzyki. Mam strasznie naprane do głowy. Przez cały taniec, przez dobre kilka piosenek marzyłam aby on pocałował mnie jeszcze raz, ale wiedziałam ,że tego nie zrobi, nie byliśmy sami, był obok mnie Louis i znajomi.
-Odbijany-podszedł Dylan i wyrwał mnie od Zayna. On tylko zmarszczył delikatnie czoło ,a potem skinął głową i odszedł na bok. Tańczył chyba z Miley, a ja oddałam się tańcu.
-No Des jak ci się żyje, dawno cię nie widziałem i widzę ,że się zmieniasz.
-Na lepsze czy na gorsze?-zapytałam unosząc brwi.
-Oczywiście ,że na lepsze. Pamiętam cię taką młodą dziewczyną, jeszcze prawie dziewczynką ,a teraz taka laska z ciebie ,że aż dech zapiera-zaśmiałam się z słów bruneta.
-Ty też coś zmężniałeś-uścisnęłam jego biceps co doprowadziło go do małego śmiechu.
-Wiesz...tak to jest jak się ćwiczy-powiedział dumnie i zrobił mi obrót.
-Wiem ,wiem ,widzę.-znowu zachichotaliśmy.
Tak minęły dobre dwie godziny. Była już pierwsza w nocy, a my siedzieliśmy na swoich miejscach przy stoliku pijać jakieś soki i drinki.
-Dobra my się zbieramy ,młoda musi iść spać-powiedział żartobliwie Louis.
-Oh Louis przyznaj się i nie zganiaj na mnie. To Sarah pozwoliła ci być tylko do pierwszej-odpyskowałam mu. Zaśmialiśmy się.
-Nie musisz tego ogłaszać-bąknął z żartem i odszedł na chwile zadzwonić po taksówkę.
-Wiesz musimy się kiedyś umówić.-szepnął mi Nathan. Dzisiaj przegadałam z nim pół imprezy, ale nie żałuję.
-Jasne, pisz ,dzwoń, wal drzwiami i oknami ,ja znajdę czas.
-Czekam aż przyjedzie Mike i się poznacie.
-Okej ,w takim razie nie mogę się doczekać.
-Zbieraj się młoda-przerwał nam Louis.
-Już już.-mruknęłam
-No więc będę pisał.-powiedział Nathan ,a ja pokiwałam głową.
-Zayn zostajesz czy jedziesz z nami?-brat zwrócił się do Zayna.
-W sumie mogę się z wami zabrać-odpowiedział po chwili namysłu. Pożegnaliśmy się z wszystkimi i przyszła kolej na Nathana.
-Kibicuje wam-zaśmiał się.
-Na marne-uśmiechnęłam się blado i przytuliłam nowego znajomego. Wyszliśmy przed klub i czekaliśmy na taksówkę. Schłodziło się więc oplotłam się rękoma. Zayn i Louis o czymś gadali ,a ja stałam kawałek od nich i patrzyłam na oświetloną ulice. Do moich uszu dobiegł cichy chichot Louisa, ale czego mogłam się po nim innego spodziewać? Podjechała nasza taksówka. Louis otworzył mi drzwi i wpuścił pierwszą do środka, za mną z tego co zauważyłam ,a raczej poczułam po perfumach, wszedł Zayn ,a Louis usiadł z przodu i podał adres kierowcy.
-Dobrze wam się tańczyło z tego co zauważyłem ,więc chyba spięć na weselu i ślubie nie będzie co?-zaczął Louis. Popatrzyłam się na Zayna ,a on na mnie i równocześnie się uśmiechnęliśmy mówiąc "NIE"
-Jacy wy zgrani-zaśmiał się Louis-To bardzo dobrze, prośba o to czy się zgodzicie być naszymi świadkami
i zaproszenia przyjdą już niebawem.-faktycznie. Sarah mi mówiła przez telefon.
-To świetnie-skomentowałam.
-Zayn musisz kupić jakiś zajebisty garnitur.-zachichotał Louis.
-Spokojnie ,załatwi się.-odparł Zayn.
-No drużba nie może wyglądać jak menel przy tak przystojnym panie młodym ,więc już się rozglądaj.
-No wiesz, obawiam się ,że drużba będzie wyglądał lepiej od pana młodego.
-Zayn ,Zayn ,Zayn jakiś ty żartobliwy-westchnął Louis, a ja się zaśmiałam. Oni mają po dwadzieścia parę lat? Nie wydaje mi się...
Taksówka zatrzymała się przed blokiem ,który już kojarzyłam. Zayn pożegnał się z Louisem uściśnięciem dłoni.
-Do zobaczenia w poniedziałek Des-posłał mi uśmiech i delikatnie przejechał palcem po wierzchu mojej dłoni.
-Cześć-wydusiłam tylko bo zaschło mi w ustach. O boże! Ten gest! Był! taki! WOW!
Pojazd ruszył dalej.
-A ty Des masz już w planach jakąś seksowną kreacje?-spytał brat. Otrząsnęłam się i zaczęłam mówić:
-Nie braciszku ,ale kupię coś niesamowitego.
-W to nie wątpię, zabieram cię na zakupy razem z Sarah.
-Co?
-To miała być niespodzianka ,ale Ups,wygadałem się trochę.
-Ale gdzie niby?
-Do sklepu.
-Louis!
-Zobaczysz ,ale bądź grzeczna-zaśmiał się. Przewróciłam oczami. Zaczął ale już nie skończył....
Stanęliśmy pod domem brat zapłacił ,a ja wyszłam z samochodu i ruszyłam do drzwi. Klucz miał ten wariat ,który coś gadał z kierowcą. Minęły trzy minuty i roześmiany szatyn wreszcie zaczął iść w moją stronę. Odsunęłam mu się ,żeby otworzył drzwi i weszliśmy. Pierwsze co zrobiłam to zrzuciłam z nóg buty. Od razu poczułam błogą ulgę na stopach. Louis pomimo tego ,że on miał vansy zrzucił je tak jak i ja. Zamknął drzwi i cicho wyszliśmy na górę. Skierowaliśmy się do swoich pokoi.
Szybko ściągnęłam sukienkę i ubrałam się w piżamę. Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Po skończonej wieczornej toalecie wreszcie mogłam iść spać. Wskoczyłam pod kołdrę i usłyszałam pukanie.
-Wejdź Louis-westchnęłam. Nie myliłam się, to był mój delikatnie wstawiony brat.
-Ej podoba ci się Zayn?-wyjechał z czymś takim o drugiej w nocy?
-Louis nie męcz.
-No odpowiedz. Przecież jestem twoim bratem mnie możesz powiedzieć.
-Jeśli chodzi o wygląd to tak, jest przystojnym facetem, a z charakteru za mało go znam ,żeby ocenić-wzruszyłam ramionami.
-Oh!-klasnął w dłonie-Chciałaś jakiegoś seksownego partnera na mój ślub i masz, widzisz jak ja o ciebie dbam?
-Nie mówiłam tylko o tym ,żeby to nie był nauczyciel z mojej szkoły ,ale teraz to już trudno.
- A tam wielki mi nauczyciel, przez marne dwa miesiące i to od wuefu.
-Tsa-mruknęłam.
-No dobra ja tak się tylko chciałem zapytać, ale teraz idę spać bo coś mi się w głowie szumi.
-Wcale się nie dziwie.-prychnęłam.
-Dobranoc i marchewkowych snów.-pożegnał się.
-Marchewkowych koszmarów-odparłam ,a on wyszczerzył się i zniknął za drzwiami.
Jutro niedziela czas na relaks. Przyłożyłam głowę do poduszki i zamknęłam oczy, przed którymi pojawił się pocałunek z dzisiejszej, a raczej wczorajszej imprezy. Ten magiczny pocałunek, który chciałabym powtórzyć, ale mam wątpliwości ,a raczej jestem pewna że tak się nie stanie. Może ze strony Zayna to był tylko impuls i nic więcej? W końcu ja dla niego jestem smarkulą, nieznośną, pyskatą, bezczelną smarkulą. Nie ważne, kimkolwiek bym dla niego była ten pocałunek tak czy inaczej był piękny sam w sobie
i bardzo hm..bardzo dopracowany pod względem zmysłowości i namiętności, może nawet zachłanności. Czułam ,że ma niemałe doświadczenie ale co się dziwić, facet kawałek starszy niż ja, całował wiele panienek. Poczułam okropne zmęczenie i zmusiłam się do zaśnięcia.
Sen na szczęście przyszedł szybko.
____________________________________________________________________________
Dodaję dzisiaj, ten rozdział jest taki SOFT
taki wiecie na opadnięcie emocji i uspokojenie się. Może w następnych już będzie lepiej
a przynajmniej się postaram.
-Sarah nie będzie zła ,że tu jesteś Louis?-zapytała Caroline.
-Nie ,ja ją uprzedziłem ,poza tym was zna ,to o co może być zła?-uśmiechnął się Louis. Oparłam się o sofę, przyznam ,że nogi mnie już lekko bolały. Louis zaczął coś opowiadać o sali weselnej, a ja przewróciłam oczami, bo słyszałam już to dziesięć razy w ciągu tego tygodnia.
-Um Des-odezwał się do mnie Zayn.
-Tak?
-Jak się czujesz? Może powinnaś zakleić tą ranę na nodze?-zapytał przybliżając się kawałek.
-Nie, nie trzeba, nawet o tym zapomniałam dzięki pewnemu incydentowi-uśmiechnęłam się, a potem przygryzłam wargę, bo on ciągle bawił się tym palcem wskazującym wokoło swoich ust i brody. To było rozpraszające, jak dla mnie. Miałam wrażenie ,że to było celowe.
-Ciesze się ,że mogłem pomóc-powiedział i patrzył prosto na moją wargę. Gdyby ich wszystkich tu nie było rzuciłabym się na niego całując, jakby to była ostatnia rzecz na świcie jaką bym mogła zrobić.
-No, a jak wy się dogadujecie jako nauczyciel i uczennica i przyszła para na ślubie Louisa?-zapytał nas James.
-Na razie dobrze-powiedziałam zwyczajnie.
-Des czasami sprawia maleńkie kłopoty edukacyjne ,ale jakoś się to ciągnie-zaśmialiśmy się z wypowiedzi Zayna.
-Taa zawsze pyskata i niesłuchana.-powiedział Dylan.
-Kiedyś zmądrzeję ale jeszcze nie czas-zachichotałam.
-Przynajmniej nie jesteś nudziarą.-powiedziała Miley. Posłałam jej mały uśmiech-Dziewczyny chodźmy potańczyć-wstała nagle i pociągnęła Eve. Ja i Caroline zachichotałyśmy.
-A wy to co?!-oburzyła się Eve ,wy też idziecie-dodała ,a my wstałyśmy. Chłopaki, albo faceci, tylko się nam przyglądali.
-Idziemy-mruknęłam i ruszyłyśmy za nimi. Wepchnęłyśmy się na sam środek parkietu i kiedy zaczęła się kolejna piosenka zaczęłyśmy wić się do muzyki. Tańczyłyśmy poruszając biodrami i śmiejąc się na reakcje innych ludzi w około. Utworzyłyśmy kółko i wszystkie razem tańczyłyśmy ocierając się o siebie. Przyznam, że dzięki temu tańcowi wyluzowałam się totalnie, nic mnie nie obchodziło liczył się tylko taniec.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i obraca w swoją stronę. Przestraszyłam się odrobinę. Przed moimi oczami zobaczyłam jakiegoś faceta. Na oko miał jakieś czterdzieści lat, bo po bokach włosy zaczynały siwieć ,a wokół oczy tworzyć się te słynne kurze łapki. Był pijany, było czuć.
-Cześć mała, zatańczymy?-mruknął ,a ja się skrzywiłam i odsunęłam się o dwa kroki w tył, jednak on się przybliżył i znowu złapał mnie za biodra. Zepchnęłam jego ręce, a przynajmniej starłam się to zrobić, tyle, że z marnym efektem ,bo te jego łapska ciągle wracały. Irytowało mnie to.
-Nie chcę być niegrzeczna ale...
-Des, tutaj jesteś ,szukałem cię , obiecałaś mi taniec-zobaczyłam Zayna jak staje obok tego faceta.
-Ustaw się w kolejce-burknął tamten.
-Nie muszę, ja bez kolejki-syknął Zayn i uwolnił mnie od łap tamtego typa. Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Tamten koleś zaczął coś się burzyć, ale nie zwracałam na to uwagi. Moim ciałem ogarnął
przyjemny dreszcz jakiejś ekscytacji. Szłam tyłem bo Zayn prowadził. Spojrzałam na prawy bok gdzie dziewczyny dalej tańczyły, ale z chłopakami. To znaczyło tyle ,że nikt nie siedzi przy stoliku.
Oddaliliśmy się od nich i chyba nas nie zauważyli.
-Dzięki-bąknęłam kiedy stanęliśmy w jednym miejscu.
-Nie ma za co. Louis kazał mi cię uwolnić od tego faceta ,bo powiedział ,że nie chce takiego szwagra.-wyjaśni Zayn ,a ja zachichotałam.
-Louis jest głupi, jak on coś wymyśli...
-Jeszcze powiedział ,żebyśmy przyzwyczaili się do wspólnego tańca ,bo w końcu na jego ślubie będziemy w parze.
-Tsa..ale obawiam się ,że na weselu będzie nieco inna muzyka.-westchnęłam.
-To prawda ,ale damy rade-uśmiechnął się Zayn i zaczęliśmy bujać ciałami w rytm muzyki. Mam strasznie naprane do głowy. Przez cały taniec, przez dobre kilka piosenek marzyłam aby on pocałował mnie jeszcze raz, ale wiedziałam ,że tego nie zrobi, nie byliśmy sami, był obok mnie Louis i znajomi.
-Odbijany-podszedł Dylan i wyrwał mnie od Zayna. On tylko zmarszczył delikatnie czoło ,a potem skinął głową i odszedł na bok. Tańczył chyba z Miley, a ja oddałam się tańcu.
-No Des jak ci się żyje, dawno cię nie widziałem i widzę ,że się zmieniasz.
-Na lepsze czy na gorsze?-zapytałam unosząc brwi.
-Oczywiście ,że na lepsze. Pamiętam cię taką młodą dziewczyną, jeszcze prawie dziewczynką ,a teraz taka laska z ciebie ,że aż dech zapiera-zaśmiałam się z słów bruneta.
-Ty też coś zmężniałeś-uścisnęłam jego biceps co doprowadziło go do małego śmiechu.
-Wiesz...tak to jest jak się ćwiczy-powiedział dumnie i zrobił mi obrót.
-Wiem ,wiem ,widzę.-znowu zachichotaliśmy.
Tak minęły dobre dwie godziny. Była już pierwsza w nocy, a my siedzieliśmy na swoich miejscach przy stoliku pijać jakieś soki i drinki.
-Dobra my się zbieramy ,młoda musi iść spać-powiedział żartobliwie Louis.
-Oh Louis przyznaj się i nie zganiaj na mnie. To Sarah pozwoliła ci być tylko do pierwszej-odpyskowałam mu. Zaśmialiśmy się.
-Nie musisz tego ogłaszać-bąknął z żartem i odszedł na chwile zadzwonić po taksówkę.
-Wiesz musimy się kiedyś umówić.-szepnął mi Nathan. Dzisiaj przegadałam z nim pół imprezy, ale nie żałuję.
-Jasne, pisz ,dzwoń, wal drzwiami i oknami ,ja znajdę czas.
-Czekam aż przyjedzie Mike i się poznacie.
-Okej ,w takim razie nie mogę się doczekać.
-Zbieraj się młoda-przerwał nam Louis.
-Już już.-mruknęłam
-No więc będę pisał.-powiedział Nathan ,a ja pokiwałam głową.
-Zayn zostajesz czy jedziesz z nami?-brat zwrócił się do Zayna.
-W sumie mogę się z wami zabrać-odpowiedział po chwili namysłu. Pożegnaliśmy się z wszystkimi i przyszła kolej na Nathana.
-Kibicuje wam-zaśmiał się.
-Na marne-uśmiechnęłam się blado i przytuliłam nowego znajomego. Wyszliśmy przed klub i czekaliśmy na taksówkę. Schłodziło się więc oplotłam się rękoma. Zayn i Louis o czymś gadali ,a ja stałam kawałek od nich i patrzyłam na oświetloną ulice. Do moich uszu dobiegł cichy chichot Louisa, ale czego mogłam się po nim innego spodziewać? Podjechała nasza taksówka. Louis otworzył mi drzwi i wpuścił pierwszą do środka, za mną z tego co zauważyłam ,a raczej poczułam po perfumach, wszedł Zayn ,a Louis usiadł z przodu i podał adres kierowcy.
-Dobrze wam się tańczyło z tego co zauważyłem ,więc chyba spięć na weselu i ślubie nie będzie co?-zaczął Louis. Popatrzyłam się na Zayna ,a on na mnie i równocześnie się uśmiechnęliśmy mówiąc "NIE"
-Jacy wy zgrani-zaśmiał się Louis-To bardzo dobrze, prośba o to czy się zgodzicie być naszymi świadkami
i zaproszenia przyjdą już niebawem.-faktycznie. Sarah mi mówiła przez telefon.
-To świetnie-skomentowałam.
-Zayn musisz kupić jakiś zajebisty garnitur.-zachichotał Louis.
-Spokojnie ,załatwi się.-odparł Zayn.
-No drużba nie może wyglądać jak menel przy tak przystojnym panie młodym ,więc już się rozglądaj.
-No wiesz, obawiam się ,że drużba będzie wyglądał lepiej od pana młodego.
-Zayn ,Zayn ,Zayn jakiś ty żartobliwy-westchnął Louis, a ja się zaśmiałam. Oni mają po dwadzieścia parę lat? Nie wydaje mi się...
Taksówka zatrzymała się przed blokiem ,który już kojarzyłam. Zayn pożegnał się z Louisem uściśnięciem dłoni.
-Do zobaczenia w poniedziałek Des-posłał mi uśmiech i delikatnie przejechał palcem po wierzchu mojej dłoni.
-Cześć-wydusiłam tylko bo zaschło mi w ustach. O boże! Ten gest! Był! taki! WOW!
Pojazd ruszył dalej.
-A ty Des masz już w planach jakąś seksowną kreacje?-spytał brat. Otrząsnęłam się i zaczęłam mówić:
-Nie braciszku ,ale kupię coś niesamowitego.
-W to nie wątpię, zabieram cię na zakupy razem z Sarah.
-Co?
-To miała być niespodzianka ,ale Ups,wygadałem się trochę.
-Ale gdzie niby?
-Do sklepu.
-Louis!
-Zobaczysz ,ale bądź grzeczna-zaśmiał się. Przewróciłam oczami. Zaczął ale już nie skończył....
Stanęliśmy pod domem brat zapłacił ,a ja wyszłam z samochodu i ruszyłam do drzwi. Klucz miał ten wariat ,który coś gadał z kierowcą. Minęły trzy minuty i roześmiany szatyn wreszcie zaczął iść w moją stronę. Odsunęłam mu się ,żeby otworzył drzwi i weszliśmy. Pierwsze co zrobiłam to zrzuciłam z nóg buty. Od razu poczułam błogą ulgę na stopach. Louis pomimo tego ,że on miał vansy zrzucił je tak jak i ja. Zamknął drzwi i cicho wyszliśmy na górę. Skierowaliśmy się do swoich pokoi.
Szybko ściągnęłam sukienkę i ubrałam się w piżamę. Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Po skończonej wieczornej toalecie wreszcie mogłam iść spać. Wskoczyłam pod kołdrę i usłyszałam pukanie.
-Wejdź Louis-westchnęłam. Nie myliłam się, to był mój delikatnie wstawiony brat.
-Ej podoba ci się Zayn?-wyjechał z czymś takim o drugiej w nocy?
-Louis nie męcz.
-No odpowiedz. Przecież jestem twoim bratem mnie możesz powiedzieć.
-Jeśli chodzi o wygląd to tak, jest przystojnym facetem, a z charakteru za mało go znam ,żeby ocenić-wzruszyłam ramionami.
-Oh!-klasnął w dłonie-Chciałaś jakiegoś seksownego partnera na mój ślub i masz, widzisz jak ja o ciebie dbam?
-Nie mówiłam tylko o tym ,żeby to nie był nauczyciel z mojej szkoły ,ale teraz to już trudno.
- A tam wielki mi nauczyciel, przez marne dwa miesiące i to od wuefu.
-Tsa-mruknęłam.
-No dobra ja tak się tylko chciałem zapytać, ale teraz idę spać bo coś mi się w głowie szumi.
-Wcale się nie dziwie.-prychnęłam.
-Dobranoc i marchewkowych snów.-pożegnał się.
-Marchewkowych koszmarów-odparłam ,a on wyszczerzył się i zniknął za drzwiami.
Jutro niedziela czas na relaks. Przyłożyłam głowę do poduszki i zamknęłam oczy, przed którymi pojawił się pocałunek z dzisiejszej, a raczej wczorajszej imprezy. Ten magiczny pocałunek, który chciałabym powtórzyć, ale mam wątpliwości ,a raczej jestem pewna że tak się nie stanie. Może ze strony Zayna to był tylko impuls i nic więcej? W końcu ja dla niego jestem smarkulą, nieznośną, pyskatą, bezczelną smarkulą. Nie ważne, kimkolwiek bym dla niego była ten pocałunek tak czy inaczej był piękny sam w sobie
i bardzo hm..bardzo dopracowany pod względem zmysłowości i namiętności, może nawet zachłanności. Czułam ,że ma niemałe doświadczenie ale co się dziwić, facet kawałek starszy niż ja, całował wiele panienek. Poczułam okropne zmęczenie i zmusiłam się do zaśnięcia.
Sen na szczęście przyszedł szybko.
____________________________________________________________________________
Dodaję dzisiaj, ten rozdział jest taki SOFT
taki wiecie na opadnięcie emocji i uspokojenie się. Może w następnych już będzie lepiej
a przynajmniej się postaram.
Subskrybuj:
Posty (Atom)