wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 21

Powiedział i odwrócił się na pięcie po czym wyszedł z mojego pokoju. Doznałam tak zwanego szoku. Co? On chyba żartował prawda?! Nie myśląc więcej wybiegłam z pokoju. Louis schodził już ze schodów.
-Louis zaczekaj!-krzyknęłam. Odwrócił się.
-Czego chcesz?-zapytał.
-Ty żartujesz prawda? Powiedz ,że żartujesz!
-Nie Des, nie żartuje. On będzie drużbą czy ci się podoba czy nie. Uzgodniliśmy to z Sarah jakiś czas temu.
-A nie moglibyście..
-Nie.-przerwał mi i tym samym mnie zdenerwował.
-To poszukajcie sobie nowej druhny-odpowiedziałam wkurzona i zniknęłam za drzwiami pokoju trzaskając nimi głośno i zamykając na klucz. Wszystko jak zawsze zwraca się przeciwko mnie. No ale kuźwa, czy Louis nie rozumie ,że Zayn to mój nauczyciel i mi będzie głupio? Na pewno ma innych kolegów ,ale ja wiem ,że uprze się przy Maliku ,bo za wszelką cenę będzie chciał ,żebym go polubiła ,albo po prostu robi mi na złość. Nie mam zamiaru być z nim w parze ,nie wytrzymałabym nerwowo i wcale nie czułabym się dobrze na ślubie własnego brata. Miało to być najlepsze wesele pod słońcem ,a przeczuwam ,że będzie odwrotnie. Czułam ,że ciśnienie mam wysokie, chyba zbyt wysokie. Podniosłam telefon z szafki ściągnęłam jeansową kurteczkę z wieszaka i założyłam ją. Otworzyłam drzwi i szybkim krokiem zeszłam na dół. Nawet nie spoglądałam w stronę kuchni, a wiem ,że tam siedzieli.
-Des możesz tu przyjść?!-zawołała mama ,ja nawet nie odpowiedziałam. Pośpiesznie włożyłam na stopy moje białe Converse i wyszłam z domu. Nie miałam pojęcia gdzie chce iść ,ale gdzieś iść musiałam. Byłam głodna ,ale nie wzięłam pieniędzy. Podbiegła Luna. Pogłaskałam ją chwile i skierowałam się do bramki. Nawet nie zdążyłam jej otworzyć, a przed bramką stanął ni stąd ni zowąd Max. No tak kurwa jeszcze jego tutaj potrzeba.
-Cześć Des-powiedział i otworzył bramkę wchodząc na moje podwórko. Spojrzałam na niego i widziałam ślady bójki na jego twarzy. Pewnie dlatego nie było go w szkole, ktoś spuścił mu łomot.
-Do widzenia-odpowiedziałam. Zamknął furtkę nie zważając na moje pożegnanie.
-Możemy pogadać?-zapytał uśmiechając się krzywo.
-Nie ,śpieszę się.-warknęłam.
-Nie zajmie ci to długo ,chce ci coś powiedzieć.
-A ja mam w dupie to co ty chcesz powiedzieć. Nie rozumiesz ,że między nami jest definitywny koniec i sprawiłeś ,że znienawidziłam cie tak jak nigdy wcześniej nikogo?!-powiedziałam nieco głośniej i oparłam się o słupek przy ogrodzeniu. Nie dość ,że byłam wkurwiona na Louisa to jeszcze on pogarsza mój stan psychiczny.  Zrobił krok w moją stronę i tym samym był bardzo blisko mnie. Drażnił mnie jego zapach już nie ten sam ,fajny co zawsze ,ten zapach mnie mdlił. Na prawdę. Wszystko co dotyczy Max'a mnie obrzydza.
-Słuchaj kotku ja wiem ,że udajesz, pójdę o tysiąc ,że wrócisz do mnie za jakiś czas aż się uspokoisz-zaśmiałam się nerwowo. Podszedł jeszcze bliżej i wydawał się taki pewny siebie.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz "Kotku"-prychnęłam i chciałam go odepchnąć ,ale on złapał mnie za obydwa nadgarstki. Zmarszczyłam brwi.
-Chcesz się przekonać kto ma racje?-zapytał.
-Spieprzaj-syknęłam. Unieruchomił mnie i zbliżał swoją twarz do mojej. Chciałam się wyrwać ,ale on był silniejszy. Wtem drzwi od domu otworzyły się z hukiem i Max odskoczył ode mnie. Louis szybko pokonywał drogę jaka nas dzieliła. Był wkurwiony, o tak.
-Szukasz tu czegoś Evans?!-warknął i podszedł do Max'a.
-Siema Louis nie wiedziałem ,że wróciłeś-odpowiedział Max. Brat złapał go za szmaty i przycisnął do siebie. O cholera.
-Louis uspokój się i zostaw go ,nie warto-podeszłam i chciałam go odciągnąć.
-Wypierdalaj stąd dzieciaku i więcej się tu nie pokazuj ,bo może spotkać cię coś złego ,czego nie chcemy prawda?!-powiedział Louis z takim jadem ,że ja sama się przeraziłam. Tak jak i Max ,który potulnie pokiwał głową.
-Jasne Louis ,wybacz.-Louis puścił go i palcem wskazał na furtkę rozkazując mu wyjść.
-Jeżeli jeszcze raz zbliżysz się do Des ,nie będzie przyjemnie pamiętaj ,a teraz won!-pół krzyknął Louis ,a Max jak za dotknięciem różdżki opuścił naszą posesję. Stałam z otwartą buzią i nie mogłam uwierzyć ,że Louis potrafi być taki przerażający samym sposobem mówienia. Wow zaimponował mi i to bardzo. Patrzyłam jak Max szybko odchodzi ulicą ,a potem wzrok przeniosłam na brata. Linia jego szczęki była prosta ,a policzki drgały z nerwów. Wiem ,że powstrzymywał się ,żeby mu nie przylać.
-Des wszystko okej, nic ci nie zrobił?-zapytał już spokojniej i potarł ręką moje plecy.
-Nie ,wszystko okej ,ale ty...Louis wow, on się ciebie przestraszył-powiedziałam.
-Taki był mój cel ,nie chciałem go bić w końcu jest dużo młodszy ale postraszyć można. Mam nadzieje, że da ci spokój. Po co tu był?
-Chce mi coś powiedzieć. Mówiłam ,że nie mam zamiaru go słuchać ,ale on coś tam gadał swoje.
-Dupek-syknął-Chodź do środka-zaproponował Louis. I wtedy do mnie dotarło ,że chwile wcześniej pokłóciłam się z Louisem o siedzącego w środku Malika.
-Nie ,idę pa-odpowiedziałam już bez emocji i szybko wyszłam przez furtkę.
-Gdzie idziesz i kiedy będziesz?-zapytał Louis. Przystanęłam na chwilę.
-Nie wiem, gdzie mnie nogi zaniosą.
-Des jutro szkoła-przypomniał.
-Tak jak i pojutrze i po pojutrze i w czwartek i piątek-skomentowałam i wznowiłam swój marsz. Wiedziałam ,że Louis odpuścił i wrócił do domu. Wiedziałam gdzie powinnam pójść. Skręciłam w prawo w uliczkę po której chodzę ,żeby dostać się do miejsca, które jest dla mnie bardzo bolesne. Udałam się na Cmentarz odwiedzić tatę. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wyłączyłam telefon. Zawsze tak robię na spotkaniu z tatą ,nie lubię gdy ktoś nam przeszkadza. Przeszłam przez wielką metalową bramę ,mijałam betonowe chodniczki wokół grobów i skierowałam się na dobrze znane mi miejsce. W sercu cmentarza był szaro-czarny grób z kamienia, a na nim ta zimna tabliczka

Fred Tomlinson żył lat 40 ,zmarł 5.03.2009r. Zginął śmiercią tragiczną.

Odmówiłam modlitwę za dusze taty i usiadłam na małej drewnianej ławeczce po prawej stronie grobu.
-Cześć tato ,sprawy się pokomplikowała prawda? Wiem ,że nie jesteś ze mnie dumny ,wiem ,że źle zrobiłam całując nauczyciela ,ale może usprawiedliwię się tym ,że mój mózg nie funkcjonował zbyt dobrze? Wiem ,że to głupie tłumaczenie ,ale chyba mnie rozumiesz. Człowiek uczy się na błędach. W dodatku ten sen. Tato czy to prawda? Czy ten koszmar to prawda? Czy to moja wina? Gdyby nie ja, ty byś żył? Bardzo nie chce o tym myśleć, ale gdzieś w głębi siebie wiem ,że może to być prawda. Przepraszałam już cie tyle razy, choć powtarzali mi ,że to nie moja wina, ja czułam ,że mają do mnie żal ,ale go ukrywają. Proszę tato ,pilnuj mnie, kiedy zbocze na złą drogę zatrzymaj mnie i sprowadź na tą dobrą, bo ja sama nie dam sobie rady.-popatrzyłam na czarno białe zdjęcie uśmiechniętego taty i bardzo za nim zatęskniłam. Chciałabym cofnąć się w czasie do mojego dzieciństwa, do czasów kiedy razem z Louisem i z tatą robiliśmy wyścigi ,babki z piasku ,domki na drzewie, graliśmy w piłkę, w berka. Zawsze pozwalali mi wygrywać, No cóż bądź co bądź byłam dziesięć lat młodsza od Louisa.
-Pewnie cieszysz się ,że Louis wreszcie się żeni. Jestem pewna ,że Sophie by ci się spodobała. W końcu to ona pomogła wyjść Louisowi z depresji po starcie ciebie. Mam nadzieje ,że nad nim też czuwasz ,tak jak i nad mamą. Nie uważasz ,że ona zbyt dużo pracuje? To nie wyjdzie jej na zdrowie ,ale ona nie chce się przekonać. Czasem mam dość tego życia i wcale go nie rozumiem. Może jeszcze jestem zbyt głupia i zbyt młoda? Nie mam pojęcia. Wiesz tato ,że cie kocham i wiesz jak bardzo mi ciebie brakuje. Chciałabym ,żebyś był ze mną. Przytulił i zaśpiewał to co zawsze-na wspomnienie kołysanki mojego taty skapnęły mi dwie niewinne łzy. Przestałam mówić już do taty, choć zawsze to robię i nigdy nie obchodzi mnie to ,że ktoś może uznać to za wariactwo. No bo jak gadać do kamiennego grobu? Ale ja wiem ,ja jestem pewna ,że tata mnie słyszy ,mnie rozumie dlatego to robię. Wpatrywałam się w jeden palący znicz ,co oznaczało ,że Louis był tu i zapalił. Zrobiło się chłodno ,niebo zasłoniły czarne chmury. Nie podobało mi się to bo byłam ubrana w letni strój ,ale nie chciałam jeszcze odchodzić. Tu przy tacie było mi dobrze.
Mogłam odpocząć od wszystkich i w ciszy pomyśleć nad wszystkim. Mogłam opowiedzieć wszystko tacie tak jakbym mówiła do niego żywego. Gnębiła mnie jedna myśl. Powiedziałam bratu w nerwach ,żeby znaleźli sobie nową druhnę. Nie miałam tego dokładnie na myśli ale byłam zbyt wkurzona ,żeby to przemyśleć. Ja marze o tym by być na ich ślubie kimś dość ważnym ,ale nie chce być z Malikiem. To znaczy inaczej, jest przystojny wow, ale nie mogę  ,nie po tym co zrobiłam. Przecież ja mu nie spojrzę w oczy.
Może i mi się podobał ten pocałunek ,bo był inny niż moje pozostałe ,ale to był ten zakazany, a wiadomo ,że zakazany owoc smakuje najlepiej. Nigdy bym się nie spodziewała ,że to będzie kolega Louisa ,że tak sprawy się potoczą. Może gdyby on nie był moim nauczycielem wyglądało by to inaczej? Wtedy nie miałabym takich wątpliwości. W końcu Louis ma tyle samo lat co on i dobrze się dogadujemy ,więc z Malikiem też raczej nie maiłabym problemów. Ale o czym ja myślę! Musze wybić sobie takie głupoty z głowy. Siedziałam już długą chwile w milczeniu i wpatrywałam się w kwiaty na grobie albo na zdjęcie taty. Potarłam rękami o ramiona bo czułam wszędzie gęsią skórkę. Nawet zerwał się wiatr.
-Des chodź już do domu.-usłyszałam za sobą głos Louisa i się wzdrygnęłam. Powoli odwróciłam głowę w jego stronę.
-Nie było cię w domu przez trzy godziny już dziewiętnasta.-dodał chwile później. Pokiwałam głową i wstałam z ławeczki. Louis natychmiast założył mi swoją kurtkę na ramiona. Ja czekałam aż się pomodli.
-Pa tato-szepnęłam i ruszyliśmy drużką w górę cmentarza.
-Wiedziałem ,że cie tu znajdę.-odezwał się Louis.-Zawsze tu przychodziłaś gdy miałaś dość-dodał, ale to własnie prawda.
-Tsa-mruknęłam.-Louis przyjechałeś samochodem z Walii?
-Tak ,nie chciałem się tułać pociągami ,wsiadłem w samochód i o to jestem, nie zauważyłaś go wcześniej?
-Jakoś nie-wzruszyłam ramionami i wsiadłam na miejsce pasażera.
-Przeszło ci już?-spytał Louis.
-To znaczy?
-Twoja złość.
-Moja złość?-zapytałam, a on pokiwał głową.
-Na prawdę mamy szukać nowej druhny? Chcesz nas zranić Des?
-Nie! Nie chce! Ale Louis czy ty byś się dobrze czuł idąc w parze z nauczycielem?
-Kurcze Des ,ale Zayn jest na zastępstwie, będzie uczył cie tylko dwa miesiące, poza tym między wami nie jest duża różnica, jakoś ze mną potrafisz się dogadać ,a w dodatku to tylko jeden dzień i noc ,potem możesz się z nim nie zadawać. Ale przypominam ,że chciałaś jakiegoś seksownego i przystojnego partnera ,a podobno Zayn to niezłe ciacho i w dodatku wolny ,bo rozstał się niedawno z dziewczyną-poruszył śmiesznie brwiami.
-Mimo wszystko to mój nauczyciel-mruknęłam.
-Ale tylko chwilowo. Nie bądź dzikusem, na weselu zapomnisz o tym ,że on cie uczy. Poza tym to tylko wuefista nie profesor matematyki.
-Niby tak-przytaknęłam i oparłam głowę o szybę. I co ja mam teraz robić ,jak o tym myśleć? Jak sobie to pookładać w głowie?
-Przyznaj się ,że ci się podoba-powiedział zabawnie Louis.
-Kto?
-Miś Gogo.-fuknął.-Zayn.-szczęka mi opadła ,przecież się nie przyznam ,że TAK.
-Nie wiem ,nie patrzę tak na niego.
-Widać po tobie ,że kłamiesz. Huhu Des.. dlatego nie chciałaś zejść do kuchni.
-Spadaj Louis-warknęłam i przewróciłam oczami. Miał rację ,podoba mi się, ale to przecież nie możliwe.

-_____________________________________________________________________________-
Ktoś z was zadał mi pytanie czy założę aska blogowego ,chcecie?
Piszcie w komentarzach :)

MACIE ! http://ask.fm/suunshinexd


sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 20

Kończyliśmy oglądać z Louisem film kiedy drzwi od naszego domu otwarły się z hukiem. Chwilę później w drzwiach stanęła moja trójka. Uśmiechnęłam się do ich ,a oni stanęli jak wryci kiedy tylko zobaczyli Louisa.
-Siema stary, tyle czasu cię nie było!-podszedł Rick i przywitał się z moim bratem ,to samo zrobił Zack ,a później Victoria.
-Des ty kretynko! Jak mogłaś wyjść z imprezy i nic nam nie powiedzieć!-wydarła się Vicky ,a ja zrobiłam minę niewinnego stworzonka.
-Byłam tak pijana ,że nogi same mnie niosły-zaśmiałam się ,a oni wraz ze mną.
-Mogłabyś chociaż odbierać telefon.-dodała oschle, a ja tylko pokiwałam głową.
-Co robicie?-zapytał Zack i usiadł po mojej stronie, a obok niego usiadła Vicky i złapali się za ręce. Popatrzyłam na nich pytająco.
-Kończymy oglądać film-powiedział Louis.
-Więc słucham-powiedziałam w stronę tej dwójki czekając na jakieś wyjaśnienia.
-Um..tak się jakoś składa ,że jesteśmy ze sobą-powiedziała nieśmiało moja przyjaciółka.
-UU słodko słodko gołąbeczki-zaśmiał się Lou i zagwizdał wyzywająco ,a Rick zaczął się śmiać równo ze mną.
-Przestańcie-mruknęła blondynka.
-Gratulujemy robaczki. Cóż domyślałam się ,że coś z was będzie bo wczoraj nie odklejaliście się od siebie ani na sekundę-powiedziałam żartobliwie ,a Vicky zmarszczyła brwi ,Zack tylko się zaśmiał i przytulił ją mocniej.
-W nocy pewnie też się nie odklejali-skomentował Louis.
-Louis nie wiem o czym ty myślisz ,ale przestań-warknęła Vi. Niebieskooki pokazał jej językiem zboczone rzeczy. Jak dzieci...
-Ja tam wiem swoje i nie powiecie mi ,że nic nie było-upierał się Louis ,a po Victorii coraz bardziej widziałam ,że Louis ma racje.
-Dobra już dajmy im spokój są razem i super, nie zawstydzajmy ich-zakończyłam. Vicky wyszeptała dzięki.
-Lou, a może ty taki ciekawski bo twoje życie seksualne jest jakieś słabe-zaśmiała się Zack.
-Chciałbyś mieć takie życie seksualne jak ja-odparł mu i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Pograjmy w coś ,albo oglądnijmy coś razem-zaproponowała Vicky chcąc zakończyć ten temat. Zgodziliśmy się wszyscy i wymyśliliśmy ,że zagramy w pokera na cukierki. Louis i Rick pojechali po słodycze  ,a my zrobiliśmy kanapki i rozłożyliśmy wszystko w salonie.
-Cieszę się ,że jesteście razem-powiedziałam w stronę przyjaciół. Uśmiechnęli się.
-My też się cieszymy.-odparli równocześnie.
-Widzę ,że to ,że chodzicie do jednej klasy nie stanowi już problemu-zaczęłam ,bo zawsze Vicky brała ten argument na górę, jako pierwszy.
-No wiesz jakoś nie ,poza tym będziemy uczyć się we dwójkę.-rzekła blondynka.
-Chyba zbyt dużo się nie nauczycie-zaśmiałam się.
-Nie martw się ,będziemy umieć więcej niż cala klasa razem wzięta-upierała się Victoria.
-Ja będę nad wszystkim panował-wtrącił Zack. Uśmiechnęłam się.
-Dobra dobra ,oby wam się dobrze ułożyło.
-Nie dziękujemy, żeby nie zapeszać-dodała Vicky i słodko pocałowała Zacka w usta. Kurcze pasują do siebie i to bardzo. Po kilkunastu minutach wrócili z trzema kilogramami cukierków owocowych. Zaczęła się gra. Oczywiście ,że wygrywał Louis i oczywiście , że je przegrywałam. Nigdy nie miałam szczęścia  w kartach. Graliśmy tak dobre trzy godziny ,aż do momentu kiedy Louis nie zabrał wszystkich cukierków.
Wyobraźcie sobie! Całe trzy kilogramy tylko dla niego! Nie powiem ,bo przez całą grę śmialiśmy się średnio dwa razy na minutę. To mnie odstresowało ,to mnie przywróciło do normalności po ostatnich przeżyciach. Koło godziny dziewiętnastej włączyli Horror, Piątek 13-stego. Nienawidzę filmów tego typu ,ale większość przegłosowała. Cały film chowałam twarz za Zackiem albo za Louisem. Działy się tam okropieństwa ,że czasem mnie mdliło. Zwłaszcza ,że pomogliśmy jeść cukierki mojemu bratu.
-Louis na ile tu przyjechałeś?-zapytała Rick.
-Jeszcze nie wiem, jakieś dwa tygodnie-odpowiedział wesoło.
-Znudziło ci się mieszkanie w Walii czy stęskniłeś się za rodzinką?
-Stęskniłem się, a poza tym musiałem ogłosić że żenię się niedługo-powiedział ucieszony ,a Vicky od razu mu pogratulowała.
-Wreszcie Lou bo już się starzejesz-zaśmiała się moja przyjaciółka ,a Louis udał oburzenie.
-Dwadzieścia lat to nie jest starość, młoda-odparł jej.
-Dwadzieścia nie ,ale dwadzieścia osiem to już trochę bardziej. Sarah jest w ciąży?
-Oszaleliście. Nie ,na razie nie staramy się o dziecko. Sarah kończy studia.
-Na razie tak mówisz ,a za kilka miesięcy dzwonisz i mówisz "Mamo będziesz babcią"-przekomarzała się Vicky, a my słuchaliśmy ich z rozbawieniem. W pewnym sensie Victoria ma racje. Ja to bym chciała zostać już ciocią. Pod sam koniec filmu ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Później czułam jak ktoś niesie mnie po schodach i kładzie na łóżku. Nie miałam sił się rozebrać, marzyłam o głębokim długim i spokojnym śnie.
*
Obudziłam się i powoli przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek ,wskazywał czternastą. Ja pierdziele ile ja już śpię! Szybko podniosłam się z łóżka i podbiegłam do szafki. Zerknęłam w stronę okna i świeciło słoneczko ,stwierdziłam ,że jest ciepło. Wybrałam jeansowe spodenki z wyższym stanem , krótką bluzkę w kropki ,która kawałek odsłaniała brzuch, dobrałam zwykłą bieliznę. Weszłam do łazienki i od razu wskoczyłam pod prysznic. Wykonałam swoje rutynowe czynności ,ubrałam się ,wysuszyłam włosy
i lekko pomalowałam. Gotowa, odświeżona i wypoczęta wyszłam z łazienki. Była już czternasta trzydzieści pięć. Akurat załapię się na jakiś obiad czy coś ,bo w brzuchu burczy mi niemiłosiernie. Hmm..mam ochotę na jakieś pyszne naleśniki z syropem i o tak..Kakao! Zabrałam z szafki nocnej telefon i wyszłam z pokoju kierując się na schody. Z kuchni dochodziły jakieś głosy. Rozpoznałam Louisa i chyba mojej mamy i kogoś jeszcze. Byłam coraz bliżej. Z uśmiechem na ustach przekroczyłam korytarz i stanęłam w drzwiach kuchni. Zamarłam w jedną sekundę i upuściłam telefon. Przy stole siedziała mama ,Louis i Kurwa mać, Zayn Malik!
-Wstałaś kochanie-zaczęła mama.
-Cześć Des chciałbym...-zaczął Louis ale ja szybko uciekłam z powrotem na górę zamykając się w pokoju i z bijącym serce oparłam się o drzwi. O cholera! Jeśli on przyszedł powiedzieć o wszystkim coś się wydarzyło sobotniej nocy? Przecież matka mnie zabije za takie coś! Nie! Obiecał ,że nic nie powie ,a tymczasem siedzi w mojej kuchni! Cholera Cholera! Cały mój dobry nastrój poszedł w zapomnienie. Co ja teraz zrobię? Przecież nie mogę tam zejść ,nie mogę patrzeć na tego człowieka ,nie po tym co zrobiłam. Wszystkiego bym się spodziewała ,ale nie tego ,że ujrzę go u siebie w kuchni.
To zbyt dużo ,ja dopiero się obudziłam i już los zrobił mi "miłą" niespodziankę. A może on zapomniał ,że go całowałam? Nie...on nie był pijany ,tylko ja ,więc to odpada, a szkoda. Usłyszałam pukanie w drzwi.
-Des... mała otwórz.-powiedział spokojnie Louis.
-Louis idź sobie-odpowiedziałam cicho.
-Otwórz pogadamy.-kontynuował.
-Idź-powiedziałam głośniej. Nie chciałam z nim rozmawiać ,bo nie chciałam pokazywać mojego zdenerwowania.
-Chcę ci coś wyjaśnić.
-A ja nie chcę niczego słuchać.
-Nie odejdę dopóki nie otworzysz-zaczął pukać w drzwi bardzo energicznie. Nie kontrolując swoich ruchów otworzyłam mu drzwi.  Wszedł i zamknął je za sobą. Usiadłam na łóżku ,a chwile później dołączył do mnie brat chwytając za rękę.
-Wiem Des ,że doznałaś szoku kiedy zobaczyłaś Zayna ,wiem ,że to twój nauczyciel i wychowawca ,ale tak się złożyło ,że poznałem Zayna rok temu w Walii i się zakumulowaliśmy. Nie mówiłem ci ,bo chciałem zobaczyć twoją reakcje ,ale takiej to się nie spodziewaliśmy-zaśmiał się i podał mi telefon. Z otwartą buzią przyjęłam urządzenie i odłożyłam je na szafkę. O kurwa! Malik to kumpel Louisa! Co będzie kiedy Lou dowie się co ja zrobiłam? Przecież chyba nie będzie zadowolony..
-Chodź na dół, poza szkołą możesz do Zayna mówić tak jak do mnie, na "ty" jemu nie będzie przeszkadzać.-Louis wstał i wyciągnął do mnie rękę. Moje serce zaczęło walić jeszcze szybciej. W życiu tam nie zejdę ,w życiu nie będę mówić do niego na "ty"...Chociaż już mówiłam tak do niego...
-Zapomnij-warknęłam. Wpadłam na mały plan. Nie do końca wiedziałam czy to dobry plan i czy wypali ,ale uznałam ,że warto spróbować.
-Nie chcesz?
-Nie. Dobrze wiesz ,że nigdy nie lubiłam nauczycieli i dla niego też nie zrobię wyjątku ,nawet jeśli on miałby być twoją żoną-warknęłam znowu. Louis zmarszczył brwi.
-Tylko dlatego ,że masz uprzedzenie do wszystkich nauczycieli nie zejdziesz na dół?
-Tak.
-Des ,przecież nie znam cie jeden dzień ,widzę ,że nie o to ci chodzi. Gdybyś ty widziała swoją minę.
Jakbyś zobaczyła jakiegoś ducha czy coś tego stylu. Powiedz. Zrobiłaś coś Zaynowi w szkole ,że tak się zdziwiłaś i zwiałaś?
-Co?!-wybuchnęłam-Jak tak możesz myśleć, nic mu nie zrobiłam. Ale mam go gdzieś i nie będę do niego mówić na `ty` bo to twój kolega.
-Denerwujesz się Des ,czyli jest coś o czym nie wiem. Ale się dowiem ,jak nie od ciebie to od Zayna.
-Louis! Naprawdę tu o nic nie chodzi, ja ..um..ja nie chce tam iść, po prostu.
-Nic nie jadłaś od wczoraj. Będziesz się głodzić?
-Przecież nie będzie tam siedział wiecznie-mruknęłam.
-Tak ,ale dosyć długo ,zaplanowaliśmy sobie coś.
-Okej więc idź do swojego gościa i daj mi spokój-warknęłam znowu.
-Nigdy nie widziałam cie takiej dzikiej. Aż tak go nie lubisz?
-Tak-odpowiedziałam bez wahania. Kłamałam ,ale musiałam grać.
-Będziesz  musiała go polubić i poznać bardziej prywatnie.-powiedział Louis.
-Nie mam powodów.
-Masz.
-Niby jakie?-uniosłam brwi wyczekująco.
-On będzie z tobą w parze jako drużba na moim ślubie.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 19

Rozdział dla  moich kochanych czytelniczek, które piszą egzaminy gimnazjalne! Oby wam się powiodło.

(tak tak wiem ,jutro ostatni dzień)

Obudziłam się. Zerknęłam w stronę okna i zorientowałam się ,że jeszcze jest noc ,a w każdym razie na zewnątrz było ciemno. Popatrzyłam na krzesło obok mojego łóżka i wtedy wszystko zaczęłam sobie przypominać. Kilka godzin ,a może godzinę temu siedział tutaj mój wychowawca, Zayn Malik, a teraz już go nie ma! Cholera jasna! Ja przecież go pocałowałam! Rozbierałam się przy nim! Wszystko zaczęło przypływać mi do głowy. Znalazł mnie na chodniku ,a potem znaleźliśmy się tutaj! Boże co ja zrobiłam?
Co ja do niego mówiłam! Jak mogłam być taka niepoważana! Co on sobie pomyśli teraz?! Cholera ,cholera ,cholera.
Wstałam z łóżka, moje kolano bolało znacznie mniej ,może praktycznie w ogóle, z czego się ucieszyłam.
W sobie czułam jeszcze trochę alkoholu. Podeszłam do szafki i włożyłam na siebie zwykły podkoszulek.
Otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam na świeże powietrze. Odwróciłam się w stronę pokoju i zerknęłam na elektryczny zegarek na szafce, wskazywał piątą pięćdziesiąt pięć. Dziwna godzina ,jakaś niepokojąca. Usiadłam na zimnych płytkach spuszczając nogi w dół. Poranek był chłodny ,ale to dobrze mi zrobiło. Starałam się przypomnieć sobie z wczoraj wszystko bardzo dokładnie. O ile się nie mylę Zayn nie odepchnął mnie od razu gdy zaczęłam go całować, pozwolił mi na to ,dopiero na łóżku się opamiętał.
Jak ja mogłam to zrobić? Pewnie pomyśli ,że chciałam się z nim...przespać... W gruncie rzeczy powiedziałam coś tego stylu. Nigdy więcej nie wypiję tyle alkoholu! Jak ja teraz pójdę do szkoły? Jak ja teraz na niego spojrzę? Przecież będę zawstydzona ,zmieszana jak nigdy przed nikim. Kurwa! Pocałowałam nauczyciela i rozebrałam się przy nim! Potem on siedział przy mnie ,a potem.. Bardzo dokładnie pamiętam ten sen. Sen który od zawsze był taki sam , bardzo wyraźny i dokładny, mój własny koszmar. Z jednej strony ciesze
się ,że Malik był tutaj kiedy się obudziłam po tym śnie, inaczej nie wiem co by ze mną było, rozbeczałabym się jak zwykle lub zaczęła trząś ze strachu. Tak dawno nie miałam tego snu ,a jednak wrócił. Ale dlaczego? Dlaczego teraz? Na całym ciele miałam już gęsią skórkę. Chyba wystarczy tego rozmyślania i tak czasu nie cofnę ,choć tak bardzo bym chciała. Wstałam i zamykając drzwi na balkon wskoczyłam pod kołdrę. Chyba muszę pomyśleć nad zmianą szkoły... Boże, przecież zostały tylko dwa miesiące, jakoś dam rade ,nie będę chodziła na lekcje z Malikiem i może zdam. Przyłożyłam głowę do poduszki i zasnęłam bardzo szybko.
*
-Wstawaj marchewo!!!!!!!!!!!-usłyszałam wrzask w moim pokoju i poczułam ciężar na moim ciele ,a zaraz potem ktoś całował mnie po policzku. Sekundę później rozniosło się głośnie szczekanie Luny i ona wskoczyła na moje łóżko.
-Louis!-krzyknęłam i szybko usiadłam przytulając brata. Głowa dopiero teraz zaczęła boleć mnie bardzo mocno.-Tak bardzo tęskniłam braciszku!-dodałam.
-Ale od ciebie jebie wódą ,piłaś!-pogroził palcem i zaczął się śmiać ,a ja uderzyłam go lekko w ramię.
-Troszkę-szepnęłam i zapałam się za głowę.
-Wyobrażam sobie ile to troszkę było. Wstawaj już dwunasta!-ściągnął mi kołdrę,a ja leniwie podniosłam się z łóżka.
-Ubierz się-zaśmiał się i wyszedł. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam pierwsze lepsze jeansy i jakąś bluzkę oraz bieliznę i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lusterko i  się przeraziłam. Wyglądałam TAK. Odbity tusz pod oczami ,zapuchnięte oczy. Przemyłam twarz porządnie wodą i
rozbierając się weszłam  pod prysznic. Tego mi było trzeba. Orzeźwienia. Zaczęłam szorować swoje ciało i myć głowę, do której znowu wkradły się te beznadziejne wspomnienia z wczorajszej nocy. Zayn Malik ,pocałunek ,moje głupie zachowanie ,okropny sen. Jeżeli ktoś dowie się o tym naszym pocałunku ,a raczej o moim pocałunku, mogę mieć problemy ,albo Malik będzie miał problemy.
O boże! A co zrobiłaby matka gdyby się dowiedziała?! Mam nadzieje ,że on poszedł do domu zanim ona wróciła. Wyszłam z kabinki i ubrałam się w to co miałam naszykowane, pomalowałam rzęsy ,związałam włosy i mogłam powiedzieć ,że wyglądałam jak namiastka człowieka. Umyłam porządnie zęby i popsikałam się perfumami ,żeby nie daj boże mama wyczuła alkohol ,który pewnie wędrował jeszcze w moich żyłach. Wiem jedno ,że w najbliższym czasie nie będę pić. O na pewno nie po tym co zrobiłam.
Zeszłam na dół. Poczułam zapach jajecznicy z szynką i pewnie skakałabym z radości ,ale nie tym razem. Zrobiło mi się niedobrze i wiedziałam ,że nie dane jest mi się najeść.
-Heej-przywitałam się z mamą ,a sekundę później do kuchni wparował uśmiechnięty Louis i ścisnął mnie bardzo mocno.
-Też się za tobą bardzo stęskniłam ,ale ja nie chce ci miażdżyć wszystkich kości Louis!-pisnęłam ,a on się zaśmiał tak specyficznie jak tylko on potrafi. Nie do wiary. Facet ma dwadzieścia osiem lat, a zachowuje się na piętnaście.
-Dobra dobra jemy kochani-powiedziała mama ,a ja usiadłam na swoim stałym miejscu przy stole.
-Um..mamo wiesz ja jakoś nie jestem głodna ,później sobie coś zrobię.-powiedziałam miło.
-O tak, Des na pewno ma powody żeby nie jeść-uszczypnął mnie niebieskooki.
-Kretyn-mruknęłam tak ,żeby tylko on to usłyszał. Chwile potem posłał mi całusa ,a ja pokazałam mu język.
-Des jesteś chora, albo źle się czujesz?-zapytała mama. Pokręciłam przecząco głową.
-Zjem sobie coś później ,ale wam życzę smacznego i napije się z wami herbaty-sięgnęłam po dzbanek i nalałam każdemu napoju do kubka.
-Lou, o której tutaj przyjechałeś?-zapytałam.
-Jakieś dwie godziny temu, miałem budzić cie od razu ,ale mama mnie prosiła ,żebym dał ci odpocząć. Słyszałem ,że przez ten tydzień czułaś się nie najlepiej ,musisz mi wszystko opowiedzieć-skończył i zaczął jeść swoje śniadanie. Ah tak ,mam mu tyle do opowiedzenia, oczywiście za wyjątkiem wczorajszego
zajścia. Ciekawa jestem czy bardzo by mnie zganił za tak bezmyślne zachowanie? Czy może nie?
-Wszystko ci opowiem później-mruknęłam. Mama tylko się nam przysłuchiwała i obserwowała czujnym okiem pani prokurator.
-Synku ,a jak długo u nas zostajesz?-spytała w końcu.
-Chcesz już się mnie pozbyć?-zachichotał wiecznie młody.
-Oh Louis nie wygłupiaj się ,tylko spytałam.
-Jakieś dwa tygodnie ,może mniej, może więcej-uśmiechnęłam się do niego szeroko. To będą dwa piękne tygodnie w moim życiu.
-Oh to wspaniale-tak samo ucieszyła się mama.
-Musze wam coś powiedzieć ,ale czekajcie aż zjem.-powiedział i podsycił moją ciekawość.
-Mów już-zaczęłam nalegać ,ale ten człowiek zrobił mi na złość i specjalnie jadł jak ślimak. Widział ,że się denerwuje ,a jego to tylko bawiło. Po jakiś dziesięciu minutach łaskawie skończył jeść ,przetarł usta serwetką i wstał z uśmiechem na ustach.
-Chciałbym moje panie przekazać bardzo ważną wiadomość.-zaczął.
-Wreszcie idziesz się leczyć na głowę , tak?-wtrąciłam ,a mama popatrzyła na mnie piorunująco.
-Jeszcze nie.-odparł Louis , a ja zachichotałam.
-W połowie czerwca żenię się!-krzyknął ,a ja otworzyłam wargi ze zdziwienia tak samo jak mama. Chwile później skoczyłam na równe nogi i rzuciłam się na Louisa tuląc go mocno.
-Gratuluje ,jeju jak fajnie. Razem z Sarah będziecie świetnym małżeństwem!.-powiedziałam. Spojrzałam na mamę ,a ona uroniła jedna łzę i wstała. Przytuliła Louisa z drugiej strony.
-Mój mały chłopczyk już się żeni, ale co ja mogę zrobić ,nie pozostało mi nic innego jak się cieszyć. Gratuluje synu, ale dlaczego ja o tym nie wiedziałam wcześniej? Przecież trzeba wszytko zamawiać ,zaproszenia ,gości ,muzykę ,katering ,sale ,wszystko!-zaczęła nakręcać się moja mama.
-Mamo ja i Sarah sami zajmujemy się wszystkim. Nie mówiłem ci bo tak ustaliliśmy.
-Oh jacy wy niemądrzy. Przecież to rodzice pomagają w przygotowaniach ślubnych, to chyba jasne ,że zamierzam się dołożyć do waszego ślubu i wesela i bez żadnej dyskusji.
-Mamo mamo mamo..-westchnął Louis.
-Chciałabym z wami posiedzieć ,ale nie mogę ,mam dzisiaj ważną sprawę. Louis pogadamy o ślubie jak wrócę.-powiedziała mama i wstała od stołu kierując się do gabinetu.
-Przecież wróciłaś nad ranem!-krzyknęłam za nią.
-Taka praca Des-odparła mi i usłyszałam zamykane drzwi. Po kilku minutach mama wyszła z domu.
-Des słyszałem że zerwaliście z Max'em ,dlaczego?-zapytał ciepło Louis i złapał mnie za rękę. Popatrzałam na niego ,nie byłam pewna czy chce powiedzieć mu całą prawdę, bałam się jak zareaguje.
-To stało się tydzień temu-zaczęłam mu opowiadać wszystko jak na spowiedzi. Louis marszczył brwi co jakiś czas ,ale mi nie przerywał,  znaczy nie przerywał mi na początku ,bo na końcu wybuchł.
-Co!?-krzyknął.-Co ten pieprzony dupek ci zrobił?!-warknął. Widziałam po nim ,że jest zdenerwowany.
-Louis nie unoś się i tak już po wszystkim.-powiedziałam.
-Kurwa-syknął-Ten skurwiel cie po prostu wykorzystał i zdradził ,jak mam się nie denerwować? Przecież jak go spotkam to go zabiję!
-Nie!-krzyknęłam.-Nie rób nic głupiego Louis, ja nie chce mieć z nim nic wspólnego i nie chce żeby moi bliscy się do niego zbliżali!
-Mała ale on zachował się tak kurwa podle ,że porządne obicie mordy to mało. On cie zranił mała.-pogładził mnie po ręce, a ja musiałam upuścić wszystkie emocje i rozpłakałam się. Niepotrzebnie ,wiem ,przechodziło mi już ,ale kiedy opowiadałam to na nowo Louisowi, przeżyłam to wszystko po raz drugi. Brat automatycznie mnie przytulił i zaczął bujać głaszcząc po głowie.
-Obiecaj Louis ,że nie będziesz go szukał i go bił.-mruknęłam tuląc się do niego jak najsilniej.
-Nie będę go szukał.-odparł chłodno i cmoknął mnie w czubek głowy. Jest najlepszym bratem na świecie.
-A co z twoim kolanem?-zapytał po kilku minutach ciszy. W skrócie streściłam mu cały ten wypadek ,ale nie narzekałam na Samantę ,powiedziałam ,że mnie przeprosiła i się na nią nie gniewam i już nie czuje bólu.
-Tobie to zawsze musi się coś przydarzyć-westchnął. No właśnie. Na przykład przewrócenie się przed nauczycielem ,zabranie go do domu ,rozebranie się przed num i całowanie go.
-Wiesz ,że będziesz druhną na moim ślubie?-uśmiechnął się blado.
-Ja myślę-powiedziałam szczypiąc go w bok, zaśmiał się. -Mam nadzieje ,że dasz mnie w parze z jakimś seksownym, gorącym chłopakiem ,żebym mogła zapomnieć o Max'ie raz na zawsze-zażartowałam.
-Postaram się-odpowiedział.-Świadkami będzie brat Sarah, Brian i jego dziewczyna Camilla.-dodał po chwili.
-Zapowiada się ciekawie, już nie mogę się tego doczekać.-wstałam z objęć Louisa i przeciągnęłam się leniwie ocierając policzki.
-Mojego wesela nigdy nie zapomnisz-zapewnił Louis.-Chodź poleniuchujemy dzisiaj trochę-pociągnął mnie w stronę salonu i usadził przed telewizorem wybierając jakiś film do obejrzenia. Wcale się nie zdziwiłam kiedy wybrał zboczoną komedie.

_________________________________________________________________________________
Wiem ,przepraszam ,zawaliłam sprawę ,ociągałam się z rozdziałem ,ale to jak mówiłam.
Skończyły mi się napisane rozdziały ,a przez święta nie miałam kiedy napisać ani słowa ,ale
odstawiłam książki do nauki, zadania domowe i zabrałam się za rozdział.
Jest on spokojny nic się nie dzieje ,ale inaczej się nie dało.
Do następnego <3

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 18 ♥♥♥♥

Kiedy szłam korytarzem do mojego pokoju potykając się i przytrzymując ściany, słyszałam kroki po schodach ,to znaczy ,że on idzie za mną. Wchodząc do pokoju usiadłam na łóżku i założyłam nogę na nogę. Po chwili w drzwiach stanął Malik i wszedł do środka.
-Dlaczego się tak załatwiłaś co?-zapytał zakładając ręce na piersi.
-Musiałam się rozluźnić ,musiałam się wyleczyć z tego jebanego Max'a-odpowiedziałam ,a Malik zmarszczył brwi.
-Chłopaka ,który...
-Który przeleciał jakąś laskę na imprezie, a dzień później przeleciał mnie i kłamał że mu zależy, tak.-przerwałam mu. Zobaczyłam w jego oczach zakłopotanie. Nigdy bym mu tego nie powiedziała ,ale byłam pijana ,nie wiedziałam dokładnie co robię i co mówię ,a mówiłam to co mi ślina na język przyniosła.
-Des ,nie powinnaś się tak upijać przez jakiegoś durnego chłopaka i wracać sama w takim stanie ,co jeśliby ktoś cie napadł?
-Jestem pijana, nie myślę co by mi się mogło stać ,ale spotkałam pana ,wiec jestem już bezpieczna w domu ,no chyba ,że ma mnie pan w planach zabić i poćwiartować, w tedy mogę się zacząć bać-powiedziałam, a on się roześmiał.
-Nie ,nie mam zamiaru cie zabijać ,możesz być spokojna-odpowiedział i patrzył się cały czas na mnie ,ja się lekko uśmiechnęłam.
-Jestem pewien ,że twoja mama nie byłaby zadowolona widząc cie taką.-powiedział po krótkiej chwili.
-Ja też jestem tego pewna-odpowiedziałam uśmiechając się. Podniosłam rękę do włosów i ściągnęłam gumkę pozwalając włosom opaść mi na twarz i plecy. Potrzepałam głową ,żeby się ułożyły i odrzuciłam niektóre kosmyki z moich oczu. Kręciło mi się w głowie, było mi gorąco i miałam dobry humor.
-Czy powie pan coś mojej mamie?-zapytałam przygryzając wargę ,jego wzrok spoczął na niej ,ale chwile później popatrzył mi w oczy.
-Powinienem ,ale chyba tego nie zrobię, musisz tylko iść spać i będzie okej.
-Spać? A pójdzie pan spać ze mną?-zapytałam, a on uniósł brwi. Zaczęłam się śmiać i położyłam plecami na materacu.
-Żartowałam ,wiem ,że pan woli dojrzalsze dziewczyny niż takie smarkule ,inaczej Samanta by pana dawno poderwała tak jak chciała.-powiedziałam kiedy przestałam się śmiać.
-Nie rozumiem, tak jak chciała?-zapytał.
-Oh czego pan nie rozumie? Podobasz się Samancie i chciała cię poderwać, nawet zaczęła ćwiczyć na wf'ie powiedziała ,że w miesiąc się z panem umówi, z resztą innym dziewczynom też się pan podoba, bo jest pan cholernie przystojny i dość młody ,to wszystko.-wzruszyłam ramionami i usiadłam z powrotem. Ten się uśmiechnął.
-Cholernie przystojny?-zapytał rozbawiony ,a ja kiwnęłam głową.-Powinnaś naprawdę się położyć, za nim wyjawisz mi wszystkie sekrety.
-Już nic więcej nie powiem, obiecuje-zaśmiałam się i udałam ,że zamykam usta na kluczyk. Zayn również się zaśmiał i takim sposobem śmialiśmy się obydwoje. Wtedy do głowy przyszło mi coś głupiego. Wstałam i zrzuciłam swoją jeansową kurteczkę na podłogę. Malik przestał się śmiać i patrzył na mnie. Przekręciłam swoją sukienkę tył na przód i odsuwając zamek pozwoliłam jej opaść na podłogę i wyszłam z niej,
zostając jedynie w czarnej bieliźnie.
-Des co ty robisz?-spytał Malik, patrząc na mnie zdziwiony.
-Szykuje się do spania-powiedziałam i zaczęłam do niego podchodzić. Stanęłam bardzo blisko niego. Jego wzrok przebiegł po całym moim ciele.
-Może pan utulić mnie do snu.-powiedziałam cicho i jak mi się zdawało "uwodzicielsko" i zbliżając się jeszcze o krok złapałam go za kark i pocałowałam. Po prostu go pocałowałam. Nie odepchnął mnie ,a bez problemu się ze mną zgrał. Sekundę później nasze języki masowały się wzajemnie, a ja wplotłam palce w jego miękkie czarne włosy ciągnąc za ich końce. Poczułam jego dłonie na moich plecach. Zaczęłam iść tyłem ,a on dorównywał mi kroku. Dotknęłam łóżka i opadłam na nie plecami, a na sobie poczułam ciężar Malika. Objęłam jego pas nogami, nie przestawaliśmy się całować. Podobało mi się ,ale wiedziałam ,że odważyłam się na coś takiego tylko dlatego ,że jestem mocno pijana i zdawałam sobie sprawę ,że będę tego żałować,
ale trzeba żyć chwilą. Nagle Zayn oderwał się od moich ust i szybko się podniósł. Ja zrobiłam to wolniej i oparłam się rekami o materac oblizując wargi. Dobrze smakował, bardzo dobrze. On patrzył na mnie świecącymi oczami i przeczesał włosy palcami, aby je ułożyć ,no bo ja je poburzyłam.
-Des nie powinno się to zdarzyć ,jetem..
-O tak jest pan moim nauczycielem,  to co się stało już się stało i nie powie mi pan ,że było źle-powiedziałam uśmiechając się.
-Ty jesteś pijana ,nie powinienem do tego dopuszczać-och, niech on tak już nie udaje ,jakoś od razu mnie nie odepchnął.
-Nie przeżywaj tak, mnie się podobało, dobrze pan całuje ,nawet bardzo dobrze.- On się lekko uśmiechnął. jaka ja byłam odważna i wcale się z niczym nie hamowałam.
-Połóż się-rozkazał ,a ja zrobiłam co kazał i przykryłam się kołdrą. Ciągle się uśmiechałam.
-Musisz zasnąć ,ja wyjdę kiedy będziesz spać.-powiedział twardo.
-W takim razie nie zasnę.-sprzeciwiłam się ,byłam taka rozbawiona.
-Des musisz spać i bez dyskusji.
-Ja wiem ,że ci się podobało-odpowiedziałam i zamknęłam oczy. Usiadł na krześle od mojego biurka ,a ja czułam jego zapach, a w ustach dalej miałam jego smak ,to sprawiło ,że zasnęłam w mgnieniu oka.

 Zayn
"O tak podobało mi się" ale przecież nie mógłbym tego wyznać na głos. Podobał mi się jej "striptiz?" ma ładne ,młode ,wysportowane i kuszące ciało. Siedziałem w jej pokoju już jakie dwadzieścia minut i wiedziałam ,że muszę wyjść ,za nim wróci jej mama, ale jakoś nie mogłem. W głowie miałem tylko to, co zdarzyło się wcześniej ,ten pocałunek. Mało brakowało, a dałbym ponieść się chwili i emocjom
i kto wie do czego mogłoby dojść. Ale to ja jestem trzeźwy, ona nie i nie wiadomo, czy będzie pamiętać z tego wieczoru cokolwiek. Stawiam ,że nie będzie pamiętała nic. Patrzyłem na nią jak śpi i spokojnie oddycha. Jest intrygująca ,bardzo ładna, nawet i śliczna. Ma coś z charakteru Louisa, łatwo potrafi rozbawić człowieka ,ale też potrafi się postawić. Ma chyba nawet ostrzejszy charakter niż Lou.
Przyłapałem się na tym ,że trzymam się za dolną wargę. Wciąż jeszcze czuje jej słodki zapach i lekki posmak alkoholu w ustach. Wypiła go naprawdę sporo ,przecież ledwo trzymała się na nogach. A gdyby ktoś ją porwał, albo zgwałcił? Jest atrakcyjna i na pewno chłopaki zwracają na nią uwagę. To było nieodpowiedzialne, kto pozwolił jej wracać samej, w takim stanie? Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na jej rozchylone wargi. Zastawiałem się tylko, jak mam wyjść z jej domu? Przecież nie mogę zostawić tutaj jej samej ,ale nie mogę czekać aż zjawi się jej matka. Jakby to wyglądało? Nauczyciel siedzi przy łóżku półnagiej uczennicy. Niby dla mnie to nie jest nic aż tak dziwnego ,bo między nami nie ma aż tak dużej różnicy wieku i Des jest pełnoletnia ,ale wiem jakby to działało na innych. Gdybym tylko nie uczył w tej szkole, gdybym pracował tylko jako trener boksu, mogłoby to wyglądać inaczej. Na pewno bym ją poznał ,bo to siostra mojego kumpla. Co prawda ona o tym jeszcze nie wie ,ale za pewnie dowie się już niedługo.
-Nie...nie..nie-zorientowałem się ,że Des zaczyna mówić przez sen. Wstałem z krzesła i zbliżyłem się do łóżka.
-Des?-zapytałem cicho.
-To nie moja wina, nie to nie ja, ja tego nie chciałam!-powiedziała głośniej i zaczęła kręcić się po łóżku.
-Des spokojnie-dotknąłem jej ramienia ,ale ona się nie obudziła.
-Przepraszam to nie...ja nie chciałam...przepraszam...-złapała mocno poduszkę i przycisnęła ją do swojej szyi.
-Obudź się ,Des obudź się ,to tylko sen-potrząsnąłem jej ręką ,a ona otworzyła oczy. Na jej czole pojawiły się krople potu.
-To tylko sen Des już dobrze-powiedziałem ciepło ,a ona zamrugała kilkakrotnie.
-To nie jest moja wina prawda?-zapytała mnie, nie wiedziałam o co mogło jej chodzić ,ale wolałem nie pytać
-Oczywiście ,że nie Des.-odrzekłem i uśmiechnąłem się.
-Oni mówią inaczej-mruknęła i odwróciła się do mnie plecami. Zmarszczyłem brwi. O co może chodzić?
Jacy oni? Dlaczego coś ma być jej winą? Była jeszcze pijana i wiedziałam ,że od niej się tego nie dowiem.
Kucnąłem przy jej łóżku i czekałem co stanie się dalej. Czy zaśnie czy nie. Ona gwałtownie znowu odwróciła się twarzą do mnie, a jej oczy zaszły łzami. Cholera co się dzieje?!
-Nie chce być tutaj sama-powiedziała cicho i jedna łza spłynęła jej z oka. Wahałem się przez chwile ,ale starłem jej łzę z policzka. Kiedy mój kciuk wylądował na jej policzku przymknęła powieki ,a gdy się od niego oderwał otworzyła je, to wyglądało tak jakby czuła coś w rodzaju ukojenia, mógłbym to porównać z uczuciem jakie się doznaje gdy przystawia się chłodny okład do sparzonej skóry.
-Spokojnie nie będziesz sama ,śpij ,dobrze ci zrobi-powiedziałem, a ona zamknęła oczy i chwyciła mnie za rękę. Wiedziałem ,że powinienem zabrać rękę no bo przecież "Nie wypada" ale tego nie zrobiłem ,nie mogłem. Czuwałem tak godzinę dopóki ona nie zasnęła twardym snem. Delikatnie wyjąłem rękę z jej uścisku i wstałem. Popatrzyłem na nią ostatni raz i najciszej jak umiałem wyszedłem z jej pokoju zamykając drzwi. Zszedłem po schodach i szedłem w kierunku drzwi ,ale coś skoczyło na mnie od tyłu.
Wzdrygnąłem się i obróciłem ,ale moim oczom ukazała się ta śliczna psinka, Luna.
-Hej psinko-powiedziałem głaskając ją, a ona zamerdała ogonkiem i raz zaszczekała.
-Ciii twoja pani śpi-uciszyłem ją, a ona zrozumiała i usiadła na podłodze. Pogłaskałem ją ostatni raz po głowie i wyszedłem przed dom. Wieczór był w miarę ciepły. Wyjąłem telefon aby sprawdzić godzinę. Było już w pół do drugiej w nocy. Wyszedłem za bramkę i ruszyłem w kierunku  swojego mieszkania. Wyciągnąłem nową paczkę papierosów, po którą wyszedłem z domu ,a chwile później spotkałem Des. Zapaliłem jednego. Usłyszałem jadące za mną auto ,odwróciłem się ,a samochód skręcił w bramę dokładnie do domu Des. To jej matka wróciła. Mało brakowało ,a byłoby sporo tłumaczenia. Odetchnąłem z ulgą i przyśpieszyłem  kroku.
Zamknąłem za sobą drzwi ,a mój pies od razu zaczął szczekać. Uciszył się ,gdy zobaczył ,że to ja. Poszedłem wziąć szybko gorący prysznic ,a później położyłem się na łóżku. Kręciłem się z boku na bok mając przed oczami obraz mnie całującego się z Des.
Ten dzisiejszy wieczór ,albo raczej kawałek dzisiejsze nocy, na pewno utkwi mi w pamięci.

_________________________________________________________________________________
Mój ulubiony rozdział jak na razie xD
TRZECI ROZDZIAŁ BALLY : http://bally-fanfiction.blogspot.com/2014/04/rozdzia-3.html

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 17

Piątek po południu.
Kolano boli mnie już znacznie mniej niż we wtorek, ta maść i leki naprawdę pomagają. Około godziny szesnastej wróciłam ze szkoły. Przez te dwa dni nie widziałam już w szkole Max'a ,tak samo jak nie widziałam jego kumpla Alexa, trochę mnie to zastanawiało ,ale doszłam do wniosku ,że nie powinno.
Zjadłam obiad ,dałam jeść Lunie i poszłam wziąć prysznic. Po kąpieli musiałam wybrać jakieś ubrania na tą imprezę u Spencera. Podeszłam do szafy i grzebałam w rzeczach. Wybrałam zwykłą, obcisłą ,czarną sukienkę bez ramiączek ze złotym zamkiem z tyłu i jeansową kurteczkę oraz czarne sandałki. Pogoda dopisywała, więc mój strój był dobry. Ściągnęłam z kolana bandaż i posmarowałam maścią
już mniej widocznego siniaka. Pomalowałam rzęsy tuszem wodoodpornym, popryskałam się dużą ilością perfum, a na włosach zrobiłam roztrzepanego koka. Paznokcie pomalowałam na czarno. Koło godziny dwudziestej mają po mnie przyjść. Telefon wsadziłam do górnej kieszonki kurtki i wzięłam trochę pieniędzy.
Mojej mamy nie było w domu i wiedziałam ,że wróci dopiero rano ,więc nawet nie poinformowałam jej o imprezie. Złe samopoczucie z powodu Max'a jeszcze się mnie trzymało ale już znacznie mnij niż wcześniej. Przyjaciele mi pomagają. Zeszłam na dół i usiadłam w  salonie czekając na znajomych. Cieszyłam się ,że Spencer mieszka nie daleko ode mnie ,bo mam słabą głowę i nie lubię alkoholu ,ale dzisiaj postanowiłam zaszaleć. Po jakiś czterdziestu minutach usłyszałam szczekanie Luny, a zaraz po tym ucichło i rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a w nich nie nikt inny jak moja trójka.
-Cześć-przywitaliśmy się uściskami.
-Gotowa na podbój imprezy?-zapytała Victoria, była bardzo podekscytowana tym wyjściem.
-Jasne ,że tak-zaśmiałam się.
-Ślicznie wyglądasz Des-powiedział Rick ,a ja się uśmiechnęłam.
-Dzięki, wy też -odparłam i zabierając kluczyki wyszłam zamykając drzwi. Ruszyliśmy chodnikiem w stronę domu Spencera.
-Może wyrwiemy jakieś fajne laski, bo nudzi mi się to bycie singlem-powiedział Zack.
-W sumie dobrze gadasz, ileż można-poparł go Rick.
-Tak znajdźcie sobie ,ale uważajcie na ludzi typu Max.-odpowiedziałam
-Wybacz mała, nie chcemy żebyś o nim myślała ,ty też powinnaś sobie znaleźć fajnego chłopaka-odpowiedział mi Zack i objął ramieniem.
-No właśnie Di powinnaś wyrwać dzisiaj jakieś ciacho-wtrąciła Vicky.
-Z bolącym i sinym kolanem na pewno mi się nie uda-zachichotałam. Na prawdę mój humor polepszył się przez te kilka dni, ale mała drzazga w sercu jeszcze była.
-To ja wezmę cie na barana ,wskakuj-powiedział Rick ,a ja bez zastanowienia wskoczyłam mu na plecy uważając na kolano. Do celu zostało nam tylko kilka minut. Przed domem naszego kolegi Rick zsadził mnie, a ja poprawiłam sobie sukienkę i weszliśmy na teren domu. Muzyka już rozbrzmiewała się po całym domu i było spor ludzi. Nie wszyscy byli ze szkoły ,ale większość. Cieszyłam się z jednej rzeczy ,że nie będzie tu Max'a. Przywitaliśmy się z ludźmi z klasy ,nawet przywitałam się z Samantą i Olivią ,nie chciałam mieć sporów w ten dzień. Wyszliśmy na ogród z tyłu domu gdzie był rozstawiony grill i pysznie pachniało. Zajęliśmy krzesła i od razu podano nam po schłodzonym piwie. Przyjęłam i przechyliłam butelkę. Piwo ma okropny smak ,ale moim dzisiejszym postanowieniem było dobrze się bawić i napić się. Większość osób była już lekko wstawiona ,jak widać przyszliśmy niemal ostatni.
-Hej, zatańczysz?-podszedł do mnie jakiś blondyn. Nie mogłam tańczyć ,żałowałam tego.
-Wybacz ,ale nie mogę ,mam stłuczone kolano ,ja jestem tu od siedzenia, nie tańczenia-uśmiechnęłam się do niego.
-Oh szkoda-zrobił smutną minę-Mogę posiedzieć z tobą?-zapytał. Popatrzyłam na Victorie ,a ona kiwnęła głową i uniosła kciuk w górę.
-Siadaj jeśli chcesz się ponudzić-powiedziałam ,a chłopak zajął miejsce obok mnie.
-Matko gdzie moje maniery-pacnął się w głowę-Jestem Michael ,a tobie jak na imię?-wyciągnął rękę.
-Des-uścisnęłam z nim dłoń.
-Bardzo oryginalnie imię ,pasuje do ciebie-posłał mi uśmiech.
-Dzięki-odpowiedziałam i wypiłam resztę piwa.
-Lubisz piwo?-zapytał.
-Nie-odpowiedziałam, a on się zaśmiał.-Chyba wole drinki-dodałam.
-To może przyniosę po jednym z tamtego stolika co?-zapytał, a ja pokiwałam głową. Chłopak odszedł ale cały czas obserwowałam go wzrokiem. Zabrał ze stolika, przy huśtawce ogrodowej, dwie szklanki i szybko wrócił do mnie podając mi napój. Musiałam realizować swój cel o totalnym zapomnieniu o Max'ie. Wypiłam dwa łyki , napój był zimny ,dobry, ale mocny. Przez jakąś godzinę rozmawiałam z Michaelem o wielu sprawach i czas leciał mi szybko ,bo dobrze mi się z nim rozmawiało, ale nie był w moim typie.
Zdążyliśmy wypić już po trzy drinki ,a ja czułam ,że w mojej głowie zaczyna szumieć. Zaobserwowałam , że pijana Victoria bawi się w najlepsze z Zackiem przytulając się. Uśmiechnęłam się na ten widok bo fajna byłaby z nich para. Dostrzegłam też, że Rick patrzy się na mnie i na mojego towarzysza po czym zniknął gdzieś w tłumie.
-Może wymienimy się telefonami?-zapytał Michael.
-Jasne ,jaki masz?-zapytałam wyjmując swojego i phone z kieszonki. Chłopak zgłupiał całkowicie.
Zaczęłam się śmiać ,a on patrzył na mnie jak na wariatkę. "Dobry kawał Des ,dobry."
-Przepraszam cie na chwile muszę do toalety- przestałam się śmiać ,wstałam ze stołka i ostrożnie przemierzyłam trawnik i weszłam do domu. Michael nawet nie zdążył mi nic odpowiedzieć.
W środku też błąkało się sporo ludzi ,większość okazywała sobie "miłość" w wolnych kątach ,to znaczy całowali się. Znalazłam toaletę i na szczęście była wolna. Ulżyłam sobie ,bo od tego piwa i drinków mój pęcherz się napełnił. Stanęłam przed lustrem i umyłam ręce. Świeciły mi się oczy ,a to oznaczało ,że naprawdę alkohol zaczyna władać moim ciałem. Lekko chwiejnym krokiem opuściłam pomieszczenie. Przed oczami mignęła mi postać Samanty jak mizia się z jakimś chłopakiem. Z tego co się domyślałam on chodzi do naszej szkoły. Tak szybko dała sobie spokój z naszym wychowawcą? Dziwne.
Poczułam lekki głód i zamiast do stolika gdzie siedziałam wcześniej podeszłam pod grill. Michaela już nie było. Nałożyłam sobie dwa skrzydełka z kurczaka i zaczęłam jeść. Zjawili się przy mnie moi przyjaciele.
-I jak ci idzie romans z tym przystojniakiem?-zapytała pijana Victoria obejmując się z Zackiem.
-Fajny z niego chłopak ale nic więcej ,nie wzbudza we mnie zainteresowania, poza tym na pewno wziął mnie za nienormalną.-odpowiedziałam.
-Dlaczego niby?-zapytała blondynka. Opowiedziałam im ten mój błyskotliwy żarcik ,a oni parsknęli śmiechem.
-Brawo-zaklaskał Rick.
-A czy ja o czymś nie wiem?-spytałam patrząc na Vicky i Zacka. Zaśmiali się.
-Dobrze się bawimy-odpowiedział mi Zack.-Napijmy się we czwórkę co?-dodał, a my się zgodziliśmy.
Wzięliśmy sobie drinki i usiedliśmy na innych krzesłach.
-Nasze zdrowie!-podniósł swoją szklankę Rick ,a my do niego dołączyliśmy. Tak wypiliśmy kolejne dwa drinki ,a ja czułam po sobie ,że nie jest dobrze, kręciło i szumiało mi w głowie i miałam dobry humor śmiejąc się co jakiś czas. Victoria i Zack poszli tańczyć przytulanego ,a Rick skoczył do łazienki. Wiedziałam ,że jeżeli zostanę tutaj chodź chwile dłużej o własnych nogach do domu nie zajdę. Niezauważona wstałam ze stołka i chwiejąc się weszłam do domu ,pokonałam korytarz i głównym wejściem opuściłam imprezę.
Zerknęłam na zegarek ,ale kręciło mi się w głowie i nie byłam pewna ,czy faktycznie zegar wskazywał w pół do pierwszej. Kiedy szłam chodnikiem pięć minut oddaliłam się może jakieś sto metrów od domu Spencera. Starałam się iść prosto ,ale na nic moje staranie ,bo co jakiś czas potykałam się. Szłam dalej i zobaczyłam jak z bocznej alejki wychodzi jakaś postać. Wyprostowałam się i chciałam zrobić krok wyglądając na trzeźwą  ,ale mi się nie powiodło i wylądowałam na chodniku podpierając się rękami.
Usłyszałam kroki i podniosłam głowę. Nad sobą zobaczyłam Zayna Malika. Przełknęłam ślinę. Nie ma to jak tak, mój wychowawca widzi mnie zalaną na chodniku.
-Matko kochana, Des ,czy ty oszalałaś! Jesteś kompletnie pijana, nic ci nie jest?-powiedział i podniósł mnie z chodnika. Przytrzymał mnie za ramię, bo ja ciągle się chwiałam.
-Nie przesadzaj kolego-odpowiedziałam z plączącym się językiem ,a on się zaśmiał.
-Daleko stąd mieszkasz?-zapytał.
-Nie ,jeszcze kawałek, zapraszam na kawę-powiedziałam, a on znowu się zaśmiał. Prowadził mnie przytrzymując, bo ja dalej potykałam się co drugi krok.
-Wskakuj na plecy ,będzie szybciej-powiedział ,a ja wdrapałam się na jego plecy. Na trzeźwo nie zgodziłabym się. Objęłam rękami jego szyje i położyłam brodę na jego ramieniu. Jak zwykle pachniał ładnie.
-Ładne masz perfumy-powiedziałam kiedy byliśmy bardzo blisko mojego domu. Mówiłam do niego na `ty`, ciekawe co sobie pomyśli.
-Dziękuje, fajnie ,że ci się podobają-powiedział rozbawiony. Pewnie byłam dla niego jak klaun w cyrku.
-Tu musi pan teraz skręcić-wskazałam na swoją furtkę. Zeskoczyłam z jego pleców ,a on mnie asekurował. Po minucie czasu wygrzebałam z kieszeni klucze i otworzyłam bramkę wchodząc do środka.
Malik wszedł za mną. Podeszłam pod drzwi i otworzyłam je.
-Wejdź-zaprosiłam go do środka i weszłam.
-Czy jest twoja mama?-zapytał.
-Nie ma ,inaczej by mnie zabiła-zaśmiałam się i ściągając buty wyszłam na górę podpierając się o poręcz
________________________________________________________________________________
Co tam jak tam ?
Ale jestem głodna ,a dziś wielki piątek i trzeba pościć ,tylko małe posiłki.
Cholerka ....

Rozdział drugi w Bally - http://bally-fanfiction.blogspot.com/2014/04/rozdzia-2.html