poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 12

Wszystkie lekcje zleciały mi niesamowicie szybko. Zanim się spostrzegałam już była 16;20 i czas na trening.
Razem z Zoe i Emmą poszłyśmy na hale aby przebrać się w nasze bordowo-białe stroje, mianowicie bordowe shorty, bordowy biały t-shirt z numerem ,ja miałam 12 i do tego białe tenisówki. W szatni było całe dwanaście dziewczyn ,czyli tyle ile nas chodzi na treningi. Plecaki wraz z ubraniami zostawiłyśmy w szafkach i wszystkie wyszłyśmy , na sale ,żeby się rozgrzać. Zrobiłyśmy kilka okrążeń wokół boiska, po pięćdziesiąt brzuszków, trzydzieści pompek ,pięćdziesiąt przysiadów, wdechy i wydechy i wzięłyśmy piłki z kosza ,aby każda mogła rozgrzać palce. Na sali pojawił się Pan William Truman ,a waz z nim ,Uwaga, Zayn Malik ,nie wiem po jaką cholerę. Popatrzyłam na nich przelotnie i podbijałam piłkę do góry dwoma sposobami raz dolnym, a raz górnym. Później standardowo nadszedł czas na ścinanie ,każda po kolei wystawiała ,a na końcu zagrywka ,po trzydziestu minutach byłyśmy gotowe do gry.
-Dobrze moje Wilczyce-a zapomniałam ,nasze szkolne drużyny zarówno w kosza ,siatkę i piłkę nożną nazywają się Wolves, wilki.
-W dzisiejszych zajęciach będzie uczestniczył pan Zayn Malik i pomoże wybrać mi główny skład do reprezentacji w nadchodzących zawodach. Więc dzisiaj każda z was musi dać z siebie wszystko ,aby zająć miejsce w drużynie ,inaczej będzie tylko jako rezerwowa. Pamiętajcie ,tylko sześć dziewczyn będzie w głównym składzie  i nie powiedziane jest ,że będą zmiany między zawodniczkami ,mogą być ,ale nie muszą.
Dobra wybieramy składy. Des i Harriet wybieracie.
-Dlaczego zawsze ja?-spytałam z uśmiechem, ale fakt faktem ,że zawsze ja muszę wybierać.
-Bo cie kocham-zaśmiał się ,a my wszystkie z nim. Lubię go, ale dlatego ,że on mnie nie uczy jako tako ,tylko mnie trenuje ,zawsze powtarza, że nas kocha, to jest jego odpowiedź na wszystko.
Ustawiłyśmy się z Harriet, brązowowłosą dziewczyną, na przeciwko wszystkich ,zagrałyśmy w kamień papier i przegrałam ,więc pierwsza wybierała Harriet.
-Alice-wywołała blondynkę z szarymi oczami. Prawdę mówiąc nie ma tutaj żadnej dziewczyny,której bym nie lubiła ,wszystkie są okej.
-Zoe-teraz była moje kolej.
-Emma.
-Abby.
-Cassie
-Reychal.
-Cece.
-Sue
-Melanie
-Patty-ostania zawodniczka doszła do mojej drużyny. Zajęłyśmy połowy i zebrałyśmy się w ciasne kółeczko kładąc dłoń na dłoni.
-Kto skopie im dupy?-spytałam.
-MY!-odkrzyknęłyśmy równo, druga drużyna też coś krzyknęła. Zajęłyśmy odpowiednie pozycje ,byłam wystawiającą. Zayn Malik stanął po prawej stronie boiska ,a pan William po lewej. Zoe uderzyła piłką o parkiet i zaczęła się gra. Dawałyśmy z siebie wszystko ,bo każda chciała być w głównym składzie co było bardzo oczywiste. Rzucałam się na piłkę jakby to już były zawody o nie małe nagrody, a to dopiero początek treningów do rozgrywek. Czas mijał ,pierwszego seta przegrałyśmy 21-25, każda z nas zmarkotniała ,miałyśmy trzy minuty przerwy i zebrałyśmy się aby się naradzić.
-To ,że przegrałyśmy pierwszego, nie oznacza że przegramy drugiego. Słuchajcie ,one myślą ,że jak teraz z nami wygrały to drugiego też wygrają i będą się mniej starały ,więc teraz spinamy pośladki i bronimy piłki jak lwice ,a wierzcie mi, że wygramy pozostałe sety i to z palcem w ..no wiecie-zaśmiałam się ,dziewczyny pokiwały głowami.
-Nie możecie się teraz zniechęcać ,zaczynamy ostrą grę ścinamy najsilniej i serwujemy tak ,żeby była jak najmniejsza możliwość odbioru.
-Tak jest-zaśmiała się Abby.
-Kto skopie im dupy?-zapytałam.
-My!-odkrzyknęły i zajęłyśmy miejsca. Zaczęła się naprawdę cięta rywalizacja, przez co przeciwna drużyna została zbita z tropu i zyskałyśmy sporo przewagi. Nasz trener klaskał i krzyczał jeśli któraś zrobiła coś źle i poprawiał nas ,ale tak jest zawsze. Robiłam wszystko ,żeby dostać się do głównej reprezentacji ,ale wiedziałam ,że jeśli tu jest Malik, na złość ,może mnie odradzić. Przecież każda z nas gra świetnie. Byłyśmy spocone ,czerwone i zmęczone, ale żadna się nie poddawała. Parę razy przyłapałam się jak zerkam w stronę Malika i parę razy zorientowałam się, że on też patrzy na mnie przez co zepsułam piłkę ,która była prosta do odbioru. Pokręciłam głową przywracając się do żywych i skupiłam się ponownie na grze. Trening dobiegł końca.
-Idźcie pod prysznice ,a my zrobimy naradę-polecił trener i sznureczkiem zniknęłyśmy w szatni. Każda wskoczyła do ciasnej kabinki i rozkoszowała się płynem pod prysznic i ciepłą wodą. Każda z nas robiła to szybko ,bo każda była ciekawa i zniecierpliwiona. Przebrałyśmy się w swoje ubrania i wysuszyłyśmy byle jak włosy ,ja ich nie związałam tylko założyłam na głowę szarą czapkę beanie z napisem F*CK. Tyle razy upominali mnie o ten napis ,ale ja nie zamierzałam rezygnować z czapki. Chroniła mnie przed chorobą gdy miałam wilgotne włosy. Z plecakami na ramionach wyszłyśmy na sale gdzie czekali już na nas panowie. Ustawiłyśmy się w szeregu i czekałyśmy na werdykt.
-Było nam ciężko ,bo każda z was gra znakomicie i każda z was mogłaby być w drużynie głównej ,ale jest tylko sześć miejsc. Nie chcemy ,żeby któraś się obraziła ,bo wiecie ,że ktoś przechodzi ktoś nie ,ale na pewno będziecie na zmianę i na pewno będziecie oglądać mecz.-mówił spokojnie pan Truman i chodził to w prawo to w lewo. Malik przygryzał dolną wargę co nie uszło uwadze także innych dziewczyn. Słyszałam jak pod prysznicem jarały się jego obecnością i fantazjowały ,ale przecież nie można się dziwić, jest przystojnym dupkiem. Ja jako jedyna z tej szkoły miałam z nim chyba takie "przygody", ta rozmowa w parku, to ,że nazwał mnie silną i dobrą dziewczyną, podobało mi się, ale wiedziałam ,że powinnam odejść z tego parku zanim powiedziałabym do niego. "Jest pan taki przystojny" ,a zraz potem dodałabym "Ale równie wkurwiający" oj obawiałabym się jego reakcji. Po raz kolejny spostrzegłam ,że wgapiam się w niego ,a on we mnie i tak samo jak on przygryzałam swoją wargę. Szybko odwróciłam wzrok i wyjęłam wargę z pomiędzy zębów..
-Dobra dość tej paplaniny ,przechodzimy do konkretów-oświadczył Truman. Ach tak przez te moje rozmyślenia nie słuchałam uwag pana Trumana.
-Kapitanem drużyny zostanieeeeee...-przeciągnął ostatnią głoskę i wytworzył napływ ciekawości i napięcia.
-DES-powiedział słodko-Wilczyca numer dwanaście-dodał po chwili ,rozległy się brawa. Pisnęłam z radości. Trener wskazał miejsce obok Malika.  Przełknęłam ślinę ,bo w końcu dzisiaj znowu go wkurzyłam i powiedziałam mu ,że w piątek był inny. Zachowałam jednak bezpieczną odległość oddalając się od niego o krok.
-Gratulacje-powiedział uśmiechając się-Grasz niesamowicie dobrze-dodał ,a ja chyba się zawstydziłam.
-Dziękuje-bąknęłam cicho i przerwał nam głos pana Trumana.
-Teraz wymienię kolejne pięć głównych zawodniczek, na przemian z panem Malikiem.
-Abby-wywołał Truman ,dziewczyna pisnęła i podbiegła do mnie przytulając mnie, a ja ją.
-Zoe-oświadczył Malik ,dziewczyna zrobiła to samo co Abby, cieszyłam się razem z nimi ,bo są naprawdę dobre
-Harriet-wywołał trener.
-Cassie-zawołał Malik.
-Emma-zakończył trener. Utworzyłyśmy kółko i skakałyśmy z radości śpiewając "La la la la" pozostałe sześć dziewczyn posmutniało, ale biły nam brawa ,wiedziały ,że jest szansa ,że zagrają.
-Przykro mi perełki, ale ktoś musiał ,a ktoś nie ,nie martwcie się ,lekcji i tak nie będziecie miały-pocieszył je Truman. Radosne pobiegłyśmy do drzwi ,aby wreszcie wrócić do domu. Moja mama była w domu ,ale jak zwykle przyjechała wziąć jakieś papiery i przebrać się. Kiedy pochwaliłam się moim małym awansem przytuliła mnie bąknęła 'gratuluje' i wyszła.
Cóż ,widać ,że mnie nawet nie słuchała.
*
Nie pamiętam nawet kiedy zasnęłam ,byłam tak podekscytowana siatkówką ,że żyłam marzeniami naszej wygranej. O godzinie siódmej dwadzieścia wstałam z łóżka. Postanowiłam poleżeć te dwadzieścia minut dłużej niż zwykle ,bo nie chciało mi się jeść śniadania. Pogoda była gorsza niż przez ostatnie dwa dni ,było chłodno i pochmurno ,wskazywało na deszcz. Cóż po Londynie można się tego było spodziewać. Ubrałam czarne rurki i bluzę zakładaną przez głowę bez kaptura w kolorze Toffi z Boy London.
Skierowałam się do łazienki aby wykonać mały makijaż ,czyli standardowo rzęsy i psyknięcie perfumami.
Zabierając plecak i telefon wyszłam z pokoju. Na dole dałam białej jeść i ubrałam swoje białe air Maxy
i czarną kurtkę z kapturem. Wyszłam w dobrym humorze na autobus. Po dwudziestu minutach stałam wraz z dziewczynami z mojej klasy na sali ,bo akurat we wtorki i czwartki pierwszą lekcją jest wf, tak jak i drugą.
Zdążyłam już pochwalić się Victorii, a ona była równie zachwycona jak i ja. Malik poprowadził rozgrzewkę.
Po ćwiczeniach znowu ustawiłyśmy się w rządku.
-W co dzisiaj gramy, w siatkówkę proszę Pana?-spytała Samanta.
-Nie dzisiaj.-odparł.
-To w co?-pytała dalej.
-Tenis-oznajmił Malik i zaczął rozwieszać kilka siatek na całej powierzchni sali. Kurwa mać. Nienawidzę tenisa, nie lubię w to grać ,ani nie idzie mi dobrze odbijanie tej piłeczki ,zwłaszcza ,że źle trzymam paletkę.
Czekałyśmy aż rozwiesi ,w tym Samanta i Olivia poszły mu pomóc, nam się nie chciało ,a on nie prosił.
-Oj Des i co ty teraz poczniesz ,nie lubisz tenisa-zaśmiała się Victoria.
-Tak jak ty kosza-wypięłam jej język.
-No fakt-zmarszczyła brwi.
-Ale chyba tym razem zagrasz co?
-Jeśli ta wywłoka znowu  będzie pajacować to nie zagram.
-Wydaje mi się ,że dzisiaj nie będzie pajacować-stwierdziła Victoria. Malik zagwizdał i kazał dobrać się w pary. Ćwiczyło nas tylko osiem ,dwie  siedziały na ławce, a dwóch dziewczyn nie było. Byłam oczywiście z Victorią. Minę miałam skwaszoną ,Malik przyglądał mi się ,ale Samanta go zagadała. Wzięłam paletkę i stanęłam na swojej połowie. Miałyśmy siatkę obok Samanty i Olivii. Malik gwizdnął kiedy skończył tłumaczyć zasady gry. Nie słuchałam bo, nie miałam ochoty, wiedziałam ,że tak czy siak mi nie wyjdzie i wcale się nie myliłam. Piłka często wyprzedzała moje uderzenia i musiałam non stop po nią chodzić. Że też akurat wymyślił grać w to gówno. Nie lubię robić czegoś ,czego nie potrafię ,albo co idzie mi fatalnie ,źle się wtedy czuje. Marudziłam sama do siebie. Victorii szło o wiele lepiej ,ale była do mnie cierpliwa. Czasem udało mi się dobrze odbić albo zaserwować, ale zazwyczaj mijałam piłkę lub odbijałam w sufit.
Zobaczyłam jak zbliża się Malik. Samanta się uśmiechała ,ale on minął ją na co zmarszczyła brwi i podszedł pode mnie. A niech to ,zauważył jak idzie mi chujowo ,nie chcę ,żeby mi tłumaczył tych beznadziejnych zasad.
-Pomóc ci Des? -zapytał. Wiedziałam. Ja nigdy w życiu nie prosiłabym go o pomoc w tym.
-Poradzę sobie-burknęłam.
-Widzę ,że chyba nie bardzo.-odrzekł ,a ja wzruszyłam ramionami.
-Daj-wyciągnął rękę i wskazał na paletkę. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam ,że każda para gra tylko dwie księżniczki wgapiają się w nas. A Samanta mierzyła mnie wzrokiem i to ostro.
-Poradzę sobie-powiedziałam stanowczo.
-Oh skoro nie chce to niech ją pan zostawi, ona i tak nie umie-odezwała się Samanta.
-Pozwól ,że sam zdecyduje ,moim obowiązkiem jest was nauczyć, taki mam zawód-warknął do niej ,a ona poszerzyła oczy, a ja posłałam jej zwycięski uśmiech i zdecydowałam się ,że pozwolę Malikowi ,żeby mi tłumaczył ,tylko po to aby ją wkurwić. Pokazał mi jak ustawić ręce ,aby dobrze trzymać paletkę ,tłumaczył kiedy mniej więcej uderzać i zrobiliśmy kilka prób. Parę razy nasze ręce się dotknęły ,a mnie przeszły małe dreszcze elektryczne, co ciężko mi przyznać ale spodobało mi się. Samanta aż kipiała ze złości.
Wiedziałam jak to jest kiedy przez jedną osobę leci lekcja bo sama wyszłam w czwartek ,ale z tego co widziałam wszystkie dziewczyny dalej grały, bo miały taką możliwość, tylko Samanta nie.
-Dobra już sobie poradzę-powiedziałam po kilku minutach. Malik się uśmiechnął i odszedł na swoje miejsce
pod oknem. Zaczęłyśmy grać i faktycznie nowy sposób trzymania rakietki bardzo się przydał.
-Odpocznijmy minute-powiedziała Victoria i zatrzymała piłeczkę u siebie, a ja oparłam ręce o kolana i robiłam wdechy i wydechy. Popatrzyłam w stronę Samanty ,one też przestały grać i wgapiała się we mnie.
-Gramy Olivia-powiedziała nagle i podrzucając piłeczkę zamachnęła się. Rakietka wyleciała jej z ręki, a
raczej specjalnie ją wypuściła w moją stronę , odbiła się od parkietu i uderzyła mnie w kolano.
-Kurwa-zabolało, przeklęłam i syknęłam z bólu. Zrobiłam się wściekła.

_____________________________________________________________________________
Hej <3 Pogoda jest do kitu i nic mi się nie chce ;/
Znowu święta i znowu beznadziejnie ,jak mnie coś takiego denerwuje , eh...


niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 11

Jak dobrze ,że w poniedziałki mamy na dziewiątą trzydzieści ,bo jak słowo daję nie wstałabym o siódmej. Nie mogłam zasnąć ,przez wczorajsze wydarzenia ,a rano nie mogłam wstać. Za oknem było już całkiem jasno więc podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki, jak co rano przemyć twarz i ręce. Zeszłam na śniadanie. Czarne buty mamy stały obok drzwi ,a gabinet był otwarty co znaczyło tyle ,że mama odsypia. Zrobiłam sobie płatki z zimnym mlekiem i zjadłam szybko. Dołączyła do mnie biała i dałam jej coś do jedzenia i do picia ,zajęła się swoim żarciem i wszystko miała gdzieś. Zjadłam ,włożyłam talerz do zmywarki i wybiegłam na górę. Ubrałam się w białe zakolanówki z czarnymi dwoma paskami u góry ,szare vansy, jasne spodenki jeansowe z wysokim stanem, koszulkę na ramiączkach białą z liczbą "5" i zarzuciłam na siebie skajową czarną kurteczkę z rękawami do łokci. Umyłam zęby, pomalowałam rzęsy i biorąc plecak, telefon zeszłam na dół i wyszłam z domu zamykając drzwi. W szkole byłam dziesięć po dziesiątej.
Zdziwiłam się ,że tak szybko się wyrobiłam. Podeszłam do Victorii.
-Czeeść!-przywitałam się.
-Heej!-pocałowała mnie w policzek. Powiedziałam zwykłe "cześć" innym osobą z klasy i pociągnęłam przyjaciółkę za rękę.
-Gdzie chcesz iść?
-Chodź do WC ,coś ci muszę powiedzieć-szepnęłam i udałyśmy się korytarzem do ubikacji. Sprawdziłam czy w kabinach nikogo nie ma i całe szczęście nie było, bo jeszcze trwała pierwsza lekcja.
-Co chcesz mi powiedzieć?-zapytała Vicky.
-Obiecałyśmy sobie kiedyś ,że żadnych tajemnic między sobą i wszystko sobie mówimy, prawda?
-Prawda prawda ,trzy lata temu iii?
-Wiesz ,bo wczoraj ja..spotkałam się z Max'em i byliśmy na kolacji, a potem u niego i
-III????
-Ii oglądaliśmy film ,potem on dał mi tę bransoletę-wskazałam ba nadgarstek. Victoria wyoglądała ją dokładnie.
-Ładna jest-pochwaliła-Co dalej?-uniosła brwi.
-Um..no..całowaliśmy się ,a potem no to ten..um..no.
-Uprawialiście seks-zakończyła Victoria lekko rozbawiona moim zakłopotaniem, przytaknęłam jej i spuściłam głowę
-Już się tak nie zawstydzaj, to przecież nie przestępstwo-zaśmiała się-I jak było?-uderzyła mnie łokciem w żebra.
-W sumie to jakoś no nie mogę porównać ,ale bolało-skrzywiłam się.
-Czasami tak jest-poklepała mnie po ramieniu.
-Tylko Vicky ja nie wiem czy dobrze zrobiłam oddając mu się , mam wątpliwości.
-Oh Daj spokój, z Max'em ładnie razem wyglądacie i nie kłóciliście się nigdy, pasujecie do siebie , ale cie rozumiem. Na początku będziesz o tym myśleć w końcu to niecodzienne przeżycie ,ale później będziecie mieć kolejne razy i ci się spodoba i zapomnisz o tych wątpliwościach-zapewniała dalej rozbawiona. Westchnęłam. Może ona ma racje ,za bardzo panikuje.
-No ale chyba nie zapomnieliście o najważniejszym??
-Max się zabezpieczył.-upewniłam ją.
-Uff to dobrze-zaśmiała się-Chodźmy bo biologia ,a dzisiaj anatomii-ucieszyła się i wyszłyśmy z toalety.
Dostałyśmy z Victorią, `B` z odpowiedzi ,co było niezłym wyczynem ,zwłaszcza jeśli chodzi o budowę człowieka. Zapomniałam o dręczących mnie wątpliwych jeśli chodzi o mnie i Max'a i zajęłam się lekcjami. Wychodząc z pracowni chemicznej chciałam udać się ze znajomymi na lunch bo była najdłuższa przerwa w całym dniu, ale przed klasą stał Malik z dziwnym wyrazem twarzy.
-Des idziesz ze mną-oznajm sucho. Popatrzyłam na Victorie, potem na Ricka i Zacka ,żadne z nas nic nie rozumiało.
-Mogę się dowiedzieć w jakiej sprawie?-zapytałam.
-Dowiesz się u dyrektora-warknął. Cholera.-Chodź-ponaglił mnie gdy chciałam coś powiedzieć do przyjaciół. Ruszyłam za nim korytarzem. I gdzie się podział ten fajny koleś z parku ,z którym gadałam i wygadałam mu się? Jest strasznie oschły
-Co ja zrobiłam?-spytałam w końcu ,musiałam nawet chwile biec, żeby mu dorównać.
Stanął i odwrócił się do mnie. Przestraszyłam się tak nagłego zahamowania.
-Przypomnij sobie piątek-warknął. Sprzeczka z tą jędzą ,sprzeczka z drugą jedzą ,sprzeczka z mamą, uciekłam na teren zakazany...ale to chyba nie to. Jeśli chodzi o woźną Trey ,ja nie mam zamiaru być za nią ukarana.
-Jeżeli chodzi o woźną ,ja nie mam nic do powiedzenia-warknęłam zła i chciałam po prostu iść do odpowiedniej klasy.
-Ani mi się waż ,idziesz ze mną-syknął. Przewróciłam oczami i zdecydowałam się iść za nim.
Na końcu języka miałam pytanie "Dlaczego w parku był inny" ale go nie wypowiedziałam.
Zapukaliśmy do gabinetu dyrektora.
-Proszę-usłyszałam formalnie i Malik przepuścił mnie pierwszą.
-Usiądź panienko Tomlinson.-a niech mnie ,Dyrektor zawsze nazywał mnie Des ,a teraz?
Wiedziałam ,że może być poważnie więc bez zbędnych słów zajęłam krzesło naprzeciw niego. Malik stał przy drzwiach za mną. Ucieszyłam się bo przynajmniej nie musiałam oglądać jego wkurzonej twarzy.
-Des, powiedz co dokładnie powiedziałaś pani Trey i pani Morgan w piątek?-zapytał dyrektor.
-Pewnie pan wie tyle ,że obraziłam panią Trey od idiotek, a później zsumowałam ,że zarówno Pani Morgan i Trey są siebie warte, dwie jędze ,czyż nie?-odpowiedziałam mu pytaniem. Zmarszczył brwi.
-A nie było tak?
-Owszem było ,ale coś zdarzyło się najpierw.-odpowiedziałam.
-W takim razie słucham-oparł się na fotelu.
-Skończyłam już lekcje i zamykałam szafkę ,a kiedy się odwróciłam jakiś chłopak zderzył się ze mną
i wylał na mnie jakąś zieloną ciecz ,a później uciekł zostawiając mi ten cały bałagan. Chciałam zetrzeć brud ze spodni i usłyszałam jak pani Trey krzyczy ,że mam zostać po lekcjach i posprzątać CAŁY korytarz.
Powiedziałam jej wiec ,że nie posprzątam ,bo to nie moja wina. Odparła ,że w tej chwili to ja brudzę cały korytarz i mam to sprzątać, a ją to nic nie obchodzi. Zdenerwowałam się bo ona na mnie krzyczała kiedy to nie była moja wina. Nazwała mnie GÓWNIARĄ więc ja nazwałam ją idiotką.-dyrektor zmarszczył brwi-Tego panu nie powiedziała?-spytałam. Pokręcił głową, a ja się uśmiechnęłam. Uu Trey ,ty jędzo też dostaniesz za swoje.
-Pani Morgan usłyszała tylko moje słowa i uwierzyła pani Trey ,że to ja wylałam to na korytarzu
ja mruknęłam ,że one obydwie są jak jędze, a pani Morgan również kazała umyć cały korytarz i wezwała mamę.  Byłam zła ,ale zmyłam to wszystko mimo ,że nie było to moją winą ,kiedy moja mama przyjechała
PRZEPROSIŁAM obie panie za moje zachowanie-skończyłam. Dyrektor był skupiony.
-Des,przez to ,że tak brzydko nazwałaś obie panie musisz zostać ukarana-zaczął. Ja wiedziałam ,że tak będzie wiec się nie przejęłam.
-Co mnie czeka?-spytałam.
-Uwaga do dziennika i obniżone sprawowanie.
-Nic wielkiego.-mruknęłam.
-Des-upomniał mnie.-To nie twoja pierwsza uwaga, czy zdajesz sobie sprawę ,że gdyby nie twoje dobre stopnie mogłabyś wylecieć ze szkoły za twoje wybryki?!-zapytał podnosząc głos o jeden ton. Wydawało się jakby się martwił.
-Zdaje sobie sprawę ,ale tym razem to nie ja zaczęłam, ale pani Trey wyprowadziła mnie z równowagi. Czy pan nigdy nie powiedział czegoś za nim pomyślał?
-To nie jest istotne-odparł ,a ja prychnęłam.
-Poza tym ,sprzątanie korytarza nie należy do MOICH obowiązków i mnie za to nie płacą ,więc moja kara była niesprawiedliwa-dodałam. Dyrektor nic się nie odezwał ,ale wyrazem swojej twarzy dał mi do zrozumienia, że wie ,że rację mam ja.
-Słuchaj Des ,pani Morgan i pani Trey złożyły skargę o znacznie gorszą kare ,ale jakoś je przekonaliśmy ,bo uczennicą jesteś dobrą ,ale jeśli jeszcze raz zrobisz coś nieodpowiedniego zostaniesz zawieszona w prawach uczniach przez miesiąc, co równa się z tym ,że zbliżają się wakacje i nie będziesz miała możliwości poprawy ocen ,jakie ci wyjdą takie będziesz mieć. Zrozumiałaś? Musisz się pilnować Des, dobrze ci radze.
-Zrozumiałam-mruknęłam. -Ale trzy miesiące wakacji  brzmi nieźle-chciałam być zabawna ,ale dyrektor zabijał mnie wzorkiem.
-Nawet o tym nie myśl Des.
-Żartowałam tylko-chociaż w sumie nie mam ocen do poprawy...Mogłabym robić sobie wolne już od czerwca...
-Wracaj na lekcje i popraw zachowanie.
-Postaram się.
-Nie postarasz się ale tak będzie ,zrozumiano? Nie po to się za tobą z panem Malikiem wstawiliśmy.
Pokiwałam głową ,więc Malik się za mną wstawił? A to dobre. Podniosłam się z krzesła.
-Do widzenia.-powiedziałam
-Do widzenia Des ,pan Malik zaprowadzi cię na lekcje, bo się już zaczęła i nie będziesz miała spóźnienia-powiedział, a ja przewróciłam oczami. Malik dalej był wkurzony ,przepuścił mnie przez drzwi i znaleźliśmy się na pustym korytarzu.
-Oszalałaś Des? Za obrażanie pracowników szkoły mogłaś nawet wylecieć!-warknął.
-A jeśli pracownicy szkoły obrażają najpierw mnie?
-Nic cie nie usprawiedliwia ,a może pani Trey nie chciała...-zaśmiałam się.
-W takim razie ja też nie chciałam-odpowiedziałam.
-Des ,nie wiesz jak ciężko było je przekonać aby upuściły z twojej nagany dyrektora?
-Żądały nagany?-zdziwiłam się ,a on przytaknął.
-No to trudno ,była by nagana-wzruszyłam ramionami i wychodziliśmy po schodach.
-Niby jesteś mądra ,a nie rozumiesz.-mruknął ,a ja popatrzyłam na niego pytająco.
-Gdzie chcesz iść po liceum?-zapytał.
-Na studia medyczne ,chce zostać lekarzem-powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Myślisz ,że z takim zachowaniem przyjmą cie tam łatwo? Może z ocenami tak, ale z naganą dyrektora nigdy.
-Dam radę.-powiedziałam.
-Pamiętaj ,że to był ostatni raz kiedy się tak zachowałaś-warknął znowu. Byliśmy już przy drzwiach sali od matematyki.
-W piątek Pan był inny-powiedziałam i pukając weszłam do klasy. Nie zdążył mi nic odpowiedzieć.
-Pani Davis, przyprowadziłem pannę Tomlinson ,była ze mną i panem Dyrektorem, który prosi o usunięcie spóźnienia.
-Oczywiście Panie Malik ,właśnie zastanawiałam się gdzie się Des podziewa-zatrzepotała rzęsami o żesz
kurwa ,on podoba się Davis ,ale cyrk. Bez słowa usiadłam w ławce obok Victorii ,wiedziałam ,że
zbombarduje mnie pytaniami. Malik wyszedł ,a ta zaczęła.
-Opowiesz mi w końcu co narobiłaś?-warknęła ,a ja westchnęłam i zaczęłam opowiadać jej wszystko po kolei.
-Brawo Des ,dobrze tej czarownicy tak ,ale podziwiam cie.-Victoria była zachwycona tym co jej opowiedziałam, jak nazwałam obie ropuchy. Ominęłam uderzenie mamy i rozmowę z Malikiem zarówno w tym prywatnym lesie jak i w parku, uznałam ,że to akurat jest najmniej istotne, chociaż wiedziałam ,że jeżeli się dowie ,będzie zła. Nasza obietnica.

___________________________________________________________________________
Witam po przerwie , nowe fanfiction już powoli powstaje ,także do zobaczenia na kolejnym blogu
i do następnego rozdziału <3


czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 10

...

Niedziela. Obudziłam się kiedy usłyszałam skomlenie pod drzwiami. Zerknęłam na budzik i była godzina dwunasta. Co ta Luna chce? Wstałam bez większych komplikacji ,ponieważ po szesnastu godzinach snu w sobotę byłam wypoczęta. Podeszłam pod drzwi i wpuściłam białą do środka. Rzuciła się na mnie i zaczęła merdać ogonkiem.
-No już, już ,ubiorę się. Siad-pokazałam na dywanik ,a ona posłuchała i usiadła bacznie się mi przyglądając. Jej wzrok mówił mi "Pośpiesz się " Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne leginsy i biało niebieską koszulę w kratkę. Przebrałam się w łazience i doprowadziłam do porządku. Minęło zaledwie dziesięć minut ,wow nieźle mi poszło. Zbiegłam na dół. Było cicho. Już wiem dlaczego ona tak skomlała, była niespokojna ,mama chyba przez przypadek zamknęła jej przejście na plac z tyłu domu. Otworzyłam ,a biała pędem wybiegła na trawnik. Słońce co jakiś czas wyglądało zza chmur ,ale ogólnie nie było jakoś gorąco, też na szczęście nie lało. Zrobiłam sobie coś do jedzenia i dałam jeść Lunie. Przypomniałam sobie ,że
przecież Max powiedział ,że niedziela cała nasza, pobiegłam na górę po telefon i wcisnęłam zieloną słuchawkę przy jego nazwie. Po pięciu sygnałach nie odebrał ,więc sobie odpuściłam. Może został u tej babci? Zrezygnowana położyłam się na łóżku i włączyłam wiszący na ścianie telewizor. Szedł jakiś film familijny z psami w roli głównej, scena akurat rozgrywała się w parku i nie wiem dlaczego ale do głowy przyplątał mi się obraz z piątkowego wieczoru. Ja i "pan" Malik który złapał mi psa.
Nasza rozmowa. Kurde, jak ja teraz na niego spojrzę? Będzie mi niezręcznie ,bo wygadałam mu się ,chociaż nigdy tego nie robiłam do obcych. Jestem nienormalna. Raz mówię ,znaczy, myślę ,że jest człowiekiem ,którego mogę polubić , jest spoko ,a chwile później wyzywam go w myślach ,albo nazywam go dupkiem ,a znowu później dobrze mi się z nim gada i wygląda na sympatycznego. To przez jego wygląd? Jest bardzo przystojnym mężczyzną, ale to chyba nie o to chodzi. Chociaż te jego brązowe, głębokie oczy są najpiękniejsze jakie kiedykolwiek u kogokolwiek widziałam, w dodatku razem z towarzyszącymi gęstymi rzęsami robią wrażenie. Dość! Nie myślę już o nim! Film dobiegł końca. Godzina Piętnasta. Poczułam wibracje obok mnie na łóżka ,to mój telefon. Max. O, wreszcie.
-Hej-przywitałam się.
-Hej słodka, sorki ,że nie odbierałem, będę po ciebie za pół godziny ,szykuj się-powiedział.
-Co? Już? Jak to szykuj się ,gdzie?
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką?-spytałam zafascynowana.
-Zobaczysz słodka ,będę niedługo.Pa-rozłączył się ,a ja podbiegłam do szafy aby ubrać coś lepszego. Wybrałam beżowe obcisłe spodnie, białą rozszerzającą się u dołu bluzkę z falbankami i na to czarny żakiet ,wyjęłam z szafy czarne balerinki z błyszczącymi diamencikami i poszłam do łazienki wzmocnić makijaż. Nałożyłam odrobinę pudru ,bo nie jestem fanką gładzi szpachlowej i poprawiłam rzęsy, dodałam jeszcze perfumy , bezbarwny błyszczy ,a na koniec przeczesałam włosy. Patrząc w lusterko stwierdziłam ,że może być. Zeszłam na dół i wybrałam kierunek- trawnik za domem. Biała leżała obok stołu ogrodowego i spała. Uśmiechając się pod nosem weszłam z powrotem do domu i nalałam jej wody do miski i wsypałam
karmy. Wiedziałam ,że mamy dzisiaj nie będzie, zazwyczaj tak jest w weekendy. Usłyszałam dzwonek do drzwi i szybko ruszyłam otworzyć. Ukazał mi się uśmiechnięty Max. Wyglądał całkiem przyzwoicie. Swoje brązowe włosy miał delikatnie postawione, ubraną miał białą koszulę z granatowymi łatami na łokciach oraz ciemne spodnie. Uśmiechnęłam się na jego widok i pociągnęłam nosem aby dobrze przyswoić jego zapach ,ładnych męskich perfum
-Cześć Słodka-powiedziała i dał mi buziaka w usta.
-Cześć-odpowiedziałam. Prawą rękę miał schowaną za plecami i nagle wyjął ją przed siebie, a w niej była pomarańczowa róża.
-Moja Słodka ,to dla ciebie-uśmiechnął się wręczając mi kwiat i cmoknął mnie w policzek. Z chęcią przyjęłam podarunek. Trudno uwierzyć ,ale wystarczy taki mały "romantyczny" gest, a ja z wrednej zołzy zrobiłam się grzeczna i milutka.
-Dziękuje, bardzo dziękuje-powiedziałam tuląc go.-Wejdziesz?-spytałam, bo ciągle staliśmy w drzwiach.
-Nie ,weź co ci potrzeba i chodźmy-powiedział puszczając mi oczko. Kiwnęłam głową i powędrowałam do kuchni. Do małego wazonika nalałam wody, wstawiałam pięknie pachnący kwiat i ze stołu wzięłam komórkę. Z uśmiechem na ustach wyszłam z kuchni i zgarniając klucze zamknęłam za sobą drzwi. Max stał przy bramce i czekał na mnie. Kiedy zjawiłam się przy jego boku chwycił moją dłoń i przepuścił przez bramkę.
-Gdzie idziemy?-spytałam.
-Na początek na obiado-kolacje-powiedział uśmiechając się tajemniczo.
-Do McDonalda?-spytałam bo zawsze tam chodziliśmy albo KFC. Prychnął.
-Tym razem będzie to restauracja-odpowiedział ,a ja rozszerzyłam oczy. Nigdy mnie nie zabrał do restauracji, a ja też jakoś nie nalegałam ,cóż mam osiemnaście lat ,zadowala mnie śmieciowe żarcie w KFC.
Była dopiero godzina szesnasta i o dziwo zrobiło się nieco cieplej niż jak wstałam, chmury zostały
przegnane przez Londyński wiatr, a Słońce mogło spokojnie robić swoje.
-Powidz jest jakaś okazja, o której zapomniałam ,że zabierasz mnie do restauracji?-spytałam.
-Nie, to już nie można tak bez okazji? Zależy mi na tobie i chcę cie po rozpieszczać.-pocałował mnie w skroń. Było to przyjemne.
-Można ,ale wiesz ,chciałam tylko spytać-wytłumaczyłam pośpiesznie. Później nasza rozmowa przerodziła się w to co zawsze, czyli luźna gadka o luźnych rzeczach. Droga do restauracji zajęła nam około
dziesięciu minut. Lokal był ładnie urządzony w kolorach jasnego błękitu, bieli i granatu. Był to styl żeglarski. W środku pachniało bardzo kusząco. Zajęliśmy stolik przy oknie i momentalnie podszedł do nas kelner z Menu. Jak się domyślałam dominowały owoce morza i ryby ,ale mięsa też nie brakowało. Zamówiłam łososia z sałatką, a Max pieczonego dorsza. W pomieszczeniu leciały słynne utwory Beatlesów i dzięki temu miałam dobry humor i miałam smak do jedzenia. Poszło mi szybko ,cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się ,fajna randka ,inna niż wszystkie, które mieliśmy.
-Powiedz jak u babci?-zapytałam przechodząc do kolejnego tematu.
-Um..no..nic ciekawego ,nudziłem się.
-Mogłeś zadzwonić, pogadalibyśmy.
-Nie mogłem, obiecałem babci ,że dam spokój sobie ze znajomymi jeden dzień w roku i będę z nią.
-Oh okej ,kochany z ciebie wnuczek.-zaśmialiśmy się. Po skończonej kolacji i deserze jakim był duży puchar lodów wyszliśmy z restauracji.
-Masz jeszcze jakieś plany?-zapytałam.
-Idziemy teraz do mnie ,może oglądniemy jakąś komedie?-zgodziłam się potakując głową. Droga nie zajęła długo i po czasie wchodziliśmy do mieszkania Max'a. Jak się zorientowałam było pusto, czyli byliśmy tylko my. Ściągnęłam żakiet i balerinki i na boso przeszłam przez korytarz. Skierowaliśmy się do pokoju Max'a. Usiadłam na łóżku naprzeciwko telewizora.
-Zobaczymy, może coś leci ciekawego-powiedział Max i włączając TV usiadł obok mnie Szukał po kanałach jakiegoś filmu i trafił na "Chłopaki na Ibizie" ,zgodnie podjęliśmy decyzje o obejrzeniu filmu.
Max zaświecił tylko małą lampkę na szafce i objął mnie ramieniem. Film zaczął się rozkręcać ,a wraz z akcją było coraz więcej śmiechu. Całowaliśmy się co jakiś czas, albo przytulaliśmy. Po czasie film dobiegł niestety końca. Max wyłączył telewizor i jedyne światło w pokoju to światło lampki. Podniósł się i wyjął coś z szuflady szafki. Ja również wyprostowałam się na łóżku i patrzyłam na niego z uniesionymi brwiami.
-Wyciągnij rękę-polecił ,zrobiłam to. Poczułam jak na mojej dłoni ląduje chłodny metal.
Przeniosłam wzrok na dłoń ,a w niej leżała srebrna bransoletka z trzema serduszkami, spodobała mi się.
Wyciągnęłam ją wyżej i obejrzałam dokładnie, na prawdę była ładna. Max pomógł mi zapiąć i poruszyłam nadgarstkiem, a biżuteria delikatnie drgała wraz z ruchem ręki.
-Dziękuje-powiedziałam i zbliżyłam się do Max'a ,aby go pocałować. Pociągnął mnie tak ,że wylądowaliśmy
plecami na materacu. Całowaliśmy się nadal, aż w pewnym momencie Max włożył rękę pod moja bluzkę i jechał w górę ,aż dotknął moich piersi. Zaskoczyło mnie to, kiedy jedną z nich mocno ścisnął i coś jęknął. Obrócił mnie na plecy, a sam przygniótł połową swojego ciała. Przerwałam pocałunek i wypchnęłam jego rękę.
-Max ,nie-odmówiłam ,bo wiedziałam do czego zmierza ,próbował już tyle razy ,a ja nie mam pewności.
-Mała..-mruknął pocierając nosem o moją szyję.
-Max ,ja nie wiem ,nie jestem pewna..-wymamrotałam.
-Zawsze tak mówisz ,uwierz mi ,że to jest przyjemne ,nie pożałujesz.-jego ręka znalazła się na moim biodrze
i unieruchomił mnie.
-A jeśli twoi rodzice wrócą?
-Nie wrócą ,zostali u babci-odpowiedział i jego ręka znowu powędrowała pod moją bluzkę.
-Zależy ci na mnie?-zapytał, nie wiedziałam jak mam mu odpowiedzieć, lubię go ,bardzo lubię ,więcej jak kolegę ,to mój chłopak ,zależy mi na tych naszych relacjach ,ale nie mogę powiedzieć, że go kocham w stu procentach.
-Tak-wyjąkałam niepewnie.
-To po protu poddaj się chwili ,nie musisz się o nic bać ,wszystko będzie dobrze-pocałował mnie czule w czoło. Wyjął z tylnej kieszeni mały kolorowy papierek. Wiedziałam co to. Byłam tak zmieszana tym wszystkim i zaskoczona, że nie zareagowałam kiedy moja bluzka znalazła się na podłodze razem z jego koszulą. Prawą ręką odpinał mój guzik w spodniach ,a ja leżałam nieruchomo bijąc się z myślami czy to dobry moment. Mam już dawno osiemnaście lat ,ale nie byłam pewna czy chce to robić teraz czy chce to zrobić z Max'em. Całował moją szyję i usta i pozbył się moich spodni. Zostałam w samej zwykłej białej bieliźnie. Max też pozbył się spodni i został w bokserkach, Wiedziałam ,że on tego pragnie ,widać było po odstających bokserkach.
-Des ,zaufaj mi-szepnął..Przełknęłam ślinę.
-Obiecuje ,że nic się nie stanie ,będzie delikatnie ,wiem ,że tego chcesz tak jak ja ,ale się boisz. Ufasz mi Des?-zapytał na końcu. Ufam mu? Jeszcze nigdy mnie chyba nie zawiódł.
-T-tak-szepnąłem.
-Więc odpręż się-palcem wskazującym przejechał po moim policzku i ściągnął mi majtki. Stanik zostawił. Uff całe szczęście. Sam zdjął bokserki i nałożył szybko prezerwatywę.
-Rozluźnij się Des i zaufaj mi-powiedział i poczułam jak wchodzi we mnie. Zrobił to za szybko więc
skrzywiłam się i jęknęłam z bólu. Jestem dziewicą idiotą! Mówiłam w myślach. Wyszeptał "sory"
i wysunął się aby jeszcze raz we mnie wejść, znowu tak samo jak za pierwszym razem ,bolało, nie sądziłam ,że to aż tak. Max zaczął przyspieszać ,a ja wydawałam jęki ,ale nie jęki przyjemności tylko bólu. Po malej chwili ból trochę ustał i zaczynałam czuć coś innego, lepszego. Nie wiem ile minęło ,ale wydawało mi się jakby może dwie minuty i spojrzałam na Max'a, zamknął oczy i wiedziałam, że doszedł. Ja nie doznałam spełnienia, jęknęłam jakieś dwa razy. Chłopak wyszedł ze mnie i ściągnął prezerwatywę. Położył się z powrotem i zakrył nas kocem.
-I co było źle?-spytał łącząc nasz dłonie. Pokręciłam głową. -Widzisz ,mówiłem ci ,że nie ma się czego bać ,to przyjemnie.
 Leżeliśmy tak kilka  minut i postanowiłam się ubrać, Max także.
-Odprowadzisz mnie do domu?-spytałam kiedy była już godzina dwudziesta trzydzieści.
-Jasne Mała-pocałował mnie i ruszyliśmy.
  Po godzinie dwudziestej drugiej byłam już wykąpana przygotowana do szkoły i leżałam w łóżku rozmyślając nad tym, na co dzisiaj pozwoliłam. Pozwoliłam Max'owi zabrać to co najcenniejsze ,ale dalej mam wątpliwości. Teraz i tak czasu się nie cofnie, ale coś we mnie, mówi mi ,że mogłam jeszcze poczekać ,poczekać aż zacznę czuć prawdziwą Miłość do niego ,a nie tylko zauroczenie. Trudno. Za późno. Stało się.

_________________________________________________________________________________
Tak ,tak ,ja wiem ,że wy chciałyście ,żeby to stało się z Malikiem, ale wkrótce dowiecie się, dlaczego
jednak to nie Zayn był pierwszym ,ja tu mam wszystko obmyślone,
ale przeczytajcie uważnie , Des nie DOSZŁA ,to się nie liczy XD hahaha





wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 9

Zbliżałam się w ich stronę i mogłabym przysiąc ,że kojarzę skądś tą sylwetkę. Kiedy dzieliło mnie jakieś siedem metrów doskonale poznałam tą osobę. Zayn Malik stoi z moim psem w dodatku wyglądał podobnie do mnie. Miał białe air maxy, tyle ,że on miał całe białe, miał czarne dresy, czerwoną koszulkę i snapback'a w tym samym kolorze co koszulka. Uśmiechnęłam się przez ułamek sekundy i wróciłam do złego wyrazu twarzy.
-Luna-powiedziałam głośno-Niegrzeczna jesteś, nie ładnie-podeszłam pod nich jak najbliżej, a biała skruszona skuliła ogon.
-Dziękuje panu za złapanie jej ,kiedy widzi wiewiórki jest jak demon-powiedziałam i wystawiłam rękę po smycz. Podał mi ją.
-Drobiazg. Ale jest śliczna-pogłaskał ją ,a ona uniosła uszy ,to znak że go polubiła i jej się spodobał.
-Gdyby nie pan goniłabym ją dalej ,a ona dalej goniłaby wiewiórkę ,błędne koło-zamarudziłam, a on się zaśmiał gardłowo. Nie słyszałam jak się śmieje tak zwyczajnie ,słyszałam tylko drwiący śmiech, ale teraz stwierdzam ,że fajnie mu to wychodzi. Jeszcze raz przebiegłam po nim wzrokiem od góry do dołu i zaśmiałam się pod nosem, wyglądamy na prawdę podobnie ,dobre sobie ,nie sądziłam ,że ten facet ma aż tak dobry gust.
-Widzę ,że z tobą jest lepiej-powiedział. Przypomniało mi się co powiedziałam mu po szkole ,postanowiłam zrobić coś ,czego pewnie nikt by się  po mnie nie spodziewał.
-J..um..ja chciałam przeprosić pana ,za to ,że nazwałam pana dupkiem.-wyrzuciłam z siebie i zaczerwieniłam się, nie wiedziałam co było tego przyczyną.
-Za dupka się nie obrażę ,ale ty nazwałaś mnie Żałosnym Dupkiem ,który się wymądrza-powiedział uśmiechnięty ,czyli żartował. Taką miałam nadzieje.
-Wiem ,mam tak jak się denerwuje ,jeszcze raz przepraszam.-powiedziałam głośniej.
-Udam ,że tego nie było-odpowiedział i zobaczyłam jak w nasza stronę biegnie biszkoptowy labrador ,był śliczny, ale lekko się wystraszyłam. Malik się odwrócił kiedy dostrzegł ,że na coś patrze, a pies po chwili skoczył na jego. Malik go pogłaskał.
-No jesteś wreszcie-powiedział do psa mierzwiąc mu futerko.
-To pański?-spytałam. Bezsensu pytanie ,bo to było oczywiste ,ale chciałam jakoś pociągnąć rozmowę. No właśnie...ale po co?
-Tak.
-Śliczny jest ,mogę go pogłaskać?
-Jasne-podeszłam pod zwierzaka i delikatnie palcami przejechałam przez jego sierść na szyi i grzbiecie. Serio jego futerko było miękkie. Zrobiłam się śmielsza i pogłaskałam go po głowie, a pies usiadł zadowolony.
-Jak się wabi?-spytałam nie odrywając wzroku od psa.
-Scoby-odpowiedział Malik
-Cześć Scooby-Doo!-pisnęłam i uśmiechnęłam się ,a pies zamerdał ogonkiem. Miałam kiedyś labradora ,ale potrącił go samochód i ciężko byłoby mi mieć drugiego psa tej rasy , Rex był kochany i kochał zabawę. Śmieszne jest to ,że nigdy nie mieliśmy jakiegoś agresywnego psa ,zwykle wszystkie potulne jak baranki ,ale każdy nienawidził kotów, wiewiórek ,ptaków i małych zwierzątek.
-Nie Scooby-Doo ale Scoby-poprawił mnie.
-Okej okej, Scooby-Doo twój pan chyba nie wie jak cie nazwał-zażartowałam ,a Malik znowu się zaśmiał.
Scoby podniósł się i przeszedł kawałek dalej zajmując miejsce obok Luny ,którą najpierw obwąchał jak to każdy pies. Dziwne ,że zwierzęta nie czują skrępowania.
-Pan również ma pięknego psa-wyjechałam nagle.
-Dziękuje w jego imieniu-uśmiechnęłam się lekko.
-Luna chyba czas się zbierać-powiedziałam ,ale biała nie drgnęła. Leżała na trawie i ani jej się śniło ruszać tyłka. O nie tak nie będzie, na za dużo sobie dzisiaj pozwoliła.
-Chyba jej się nie uśmiecha opuszczać tego parku-powiedział Malik.
-Tsaa i co ja mam teraz zrobić, pasowałoby wracać do domu-mruknęłam.
-Posiedź tu z nią jeszcze chwile, może później zdecyduje się pójść.
-Może i racja-powiedziałam i usiadłam obok mojego psa na trawie. Mój wychowawca popatrzył na mnie chwile i usiadł z drugiej strony obok swojego psa. Mam z nim tutaj siedzieć? Z moim nauczycielem mam siedzieć w parku? Wow dziwnie się czuje, chyba czuje się lekko zawstydzona ,bo to taka pierwsza sytuacja ,unikam nauczycieli jak ognia...
-Des mogę o coś spytać?-wyrwał mnie głos Pana Bruneta.
-Tak-odpowiedziałam robiąc siad skrzyżny.
-Dlaczego taka jesteś?-rozszerzyłam oczy.
-Taka? To znaczy?
-Nosisz maskę.-jeszcze większe zdziwienie ,co kurwa?
-Maskę?-prychnęłam.
-Maskę. W te wszystkie dni w szkole udawałaś chamską dziewczynę mającą wszystko daleko w tyle, teraz jesteś normalną, zabawną dziewczyną.-wyjaśnił pokrótce.
-To nie maska ,ja po prostu nauczyłam się być zołzą i tyle.-wzruszyłam ramionami.
-Teraz jesteś inna, na pewno nie zołza.
-Bo teraz nie mam powodu być zołzą ,w szkole muszę ,żeby nikt nie wszedł mi na głowę-dlaczego ja mu to mówię? Okej...jest naszym wychowawcą ,ale nie muszę mu tego przecież mówić ,znam go kilka dni.
-Taa dość proste-prychnął.-Może się mylę ,może nie ,ale wiem że inni woleliby miłą Des ,a nie Des z ciętym językiem i upartą jak stado osłów-zaśmiałam się. Normalnie gdyby ktoś mi tak powiedział zabiłabym go wzorkiem, a potem nagadałbym mu przykrych słów ,tym razem tak nie było. Rozśmieszył mnie.
-Już nie dbam o to co myślą inni.-powiedziałam i pogłaskałam najpierw Lunę ,potem Scobi'ego.
-Dla przyjaciół też jesteś taka?-spytał skubiąc źdźbła skoszonej trafy, zaprzeczyłam kręcąc głową. Westchnął.
-Muszę być wredna, bo...-wypaliłam po chwili. Popatrzył na mnie pytającym wzorkiem.
-Bo?
-Kiedy zmarł mój tata załamałam się tak jak moja mama i mój brat ,kochałam go nad życie ,był moim bohaterem jak to zwykle bywa ,po jego śmierci przez mały okres czasu zamknęłam się w sobie ,byłam cicha, nie odzywałam się ,tuliłam swojego misia i chodziłam z nim wszędzie ,miałam trzynaście lat ,ale tego misia dał mi go tata na piąte urodziny ,to była pamiątka. Inne dzieci pff dzieci..inni uczniowie wyśmiewali się ze mnie wyzywając od dziwolągów po upośledzoną, nie pokazywałam bólu na zewnątrz, ale w środku on mnie rozrywał, zwłaszcza ,że to było po śmierci kogoś tak bliskiego.-zrobiłam przerwę biorąc oddech ,wzrok wlepiłam w buty- Później kiedy zaczęłam dochodzić do siebie i byłam starsza postanowiłam być tak wredna jak oni wobec mnie i w Liceum tak się stało. Zaczęły się problemy ze mną i schody, a ja tego nie zmieniłam-zatrzymałam się podnosząc wzrok, Malik słuchał uważnie-Mama nie radziła sobie ze mną ,bo po prostu nie chciała sobie radzić, zajęła się pracą i tyle ją obchodziło. Mój starszy brat mi pomagał, tylko dzięki niemu się uśmiechałam ,ma tyle lat co pan-uśmiechnęłam się na wspomnienie o Louisie-ale zachowuje się co najwyżej na szesnaście. Dlatego jestem zołzą ,żeby odegrać się na innych ,za to co kiedyś przeżyłam ja sama.-zakończyłam. Niesamowite ,że się mu zwierzyłam, uprzednio wyzywając go od dupków, ale ma tak ciepłe te cholerne brązowe, głębokie oczy ,że byłam pewna ,że u niego moje informacje będą bezpieczne ,zachowa to dla siebie. Jeśli będzie inaczej to jeszcze bardziej utwierdzi mnie w przekonaniu ,że każdy nauczyciel to dzieło Szatana.
-Jesteś niesamowicie silną dziewczyną Des i z tego co mówisz to również nią byłaś, trzymałaś ból w środku nie pokazując tego ,to naprawdę trudne. Może cie nie znam dobrze ,ale da się to wyczytać teraz z ciebie
kiedy tutaj siedzisz. Tylko wydaje mi się ,że niepotrzebnie jesteś aż tak, jak to określiłaś,
zołzą ,wredną zołzą. Byłabyś jeszcze lepsza gdybyś była taka jaka jesteś teraz. To, że inni kiedyś ci dokuczali nie oznacza ,że twoim obowiązkiem jest odwdzięczyć się innym ludziom, nie musisz popełniać błędów innych, wiesz ,że dobro zwycięża nad złem. A ty nie jesteś złą dziewczyną, ty udajesz ,że jesteś zła i nieznośna.
-Skąd pan ma pewność?
-Widać to chociażby jak traktujesz psa. Ciągle go głaszczesz, widziałem jak rozmawiałaś z mamą, wybaczyłaś jej wszystko za co się na nią pogniewałaś, masz dobre oceny, byłaś ucieszona jak rozmawiałaś z kimś przez telefon dzisiaj po szkole, ktoś najwyraźniej sprawił ci radość, pomogłaś przyjaciółce z zadaniem, o i przeprosiłaś nawet mnie za swoje słowa-posłałam niepewny uśmiech -Jesteś naprawdę dobra Des.
-Ja lubię sprawiać przykrość innym-bąknęłam.
-Nie lubisz-powiedział twardo-Tak sobie ubzdurałaś tylko.
-Nie wydaje mi się, wolę być taka jak jestem już od dawna ,tak mi łatwiej, ale dziękuje za rozmowę i proszę o dyskrecje-podniosłam się gwałtownie budząc Lunę. Leniwie się podniosła.
-Chodź-szarpnęłam lekko za smycz ,a ona zrobiła kilka kroków.
-Des...
-Dziękuje za złapanie jej, do widzenia-nie pozwoliłam mu skończyć tylko szybko odeszłam. Wiedziałam ,że posunęłam się stanowczo za daleko opowiadając mu o tym ,nigdy nikomu tego nie mówiłam jeśli znałam dopiero kilka dni, więc dlaczego do cholery powiedziałam to jemu?
Słyszałam, że zawołał mnie parę razy, ale szłam dalej. Kiedy wydawało mi się ,że jestem daleko, odwróciłam się ,sama nie wiem po jaką cholerę, ale on szedł powoli i również patrzył w moją stronę. Szybko zabrałam wzrok i jeszcze przyspieszyłam kroku. Ściemniało się powoli ,a ja akurat wchodziłam do domu.
Dobrze ,że był piątek ,może Malik zapomni o tej rozmowie do poniedziałku.
Byłam głupia jeśli w to wierzyłam.

________________________________________________________________________________
Nie oskubcie mnie ze skóry ,za to ,że ten rozdział jest taki sielankowy i spokojny i mało się dzieje.
Des chyba wariuje, przeprosiła żałosnego dupka ,no cóż.
Powoli powoli będzie między nimi coraz więcej się działo.
Ahaa i:
Mam już prolog i pierwszy rozdział w nowym fanfiction ,nazwy jeszcze nie zdradzę ,ale
kiedy nastąpi uwaga:  HAHAHA PREMIERA ,TO NIE WIEM
Może za jakiś tydzień ? Pasowałoby? Ale to jeszcze przemyślę.
Kocham was i DZIĘKUJĘ za wszystkie komentarze ,wyświetlenia i za czytanie.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 8

Bardzo proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem i wyrażenie swojej opinii ,proszę ,to ważne :*



-Des dlaczego płaczesz?-zapytał jakby się co najmniej martwił.
-Nie płacze-odpowiedziałam.
-W takim razie dlaczego płakałaś?-poprawił pytanie.
-Co pana to obchodzi..!?-prychnęłam.
-Obchodzi mnie wszystko co dotyczy moich uczniów ,taka moja rola.
-Mhm-mruknęłam i podniosłam plecak z ziemi i jednym ruchem ręki ściągnęłam gumkę z włosów pozwalając im swobodnie zakryć moją rozmazaną twarz.
-Wiesz ,że nie możesz tutaj być?-odezwał się po krótkiej chwili.
-Tak ,a pan skąd wie?-zapytałam bo nic lepszego nie przyszło mi w tamtej chwili go głowy. Starałam się, aby mój głos był nie wzruszony tym iż zdaję sobie sprawę z konsekwencji jakie mnie zapewne
czekają ,za przekroczenie tego ogrodzenia i złamanie regulaminu.
-Jestem nowy , znam regulamin szkolny-odpowiedział zakładając ręce na piersi. Dość logiczne.
-Zrobi pan z tym coś?-zapytałam, a raczej wyplułam.
-A powinienem?
-Według regulaminu ma pan obowiązek powiadomić o moim wybryku dyrekcji.-powiedziałam twardo mierząc go wzrokiem.
-Mam tak zrobić?-zapytał. no kurwa nie.
-Proszę bardzo ,mam to gdzieś-warknęłam i zrobiłam krok w stronę słupka automatycznie zbliżając się do Malika.Tak naprawdę modliłam się w duchu ,żeby nie wspominał nic dyrekcji.. Wolałabym ,żeby dał mi uwagę wychowawcy, ale nie miałam ochoty na rozmowy z dyrektorem.
-Chyba jednak mi się to nie opłaca-westchnął.
-Ma pan racje ,zanim zdążyłby pan powiadomić dyrekcje mnie by już tu nie było-zaśmiał się.
-Domyślam się. Ale teraz bez żartów ,musisz stąd szybko odejść i wrócić do domu-zmienił ton głosu na poważny.
-Jakbym nie wiedziała-mruknęłam cicho i zbliżyłam się do słupka jeszcze bardziej, wystawiając na niego jedną nogę ,a rekami trzymałam się metalowych cienkich barierek. Podniosłam ciężar ciała na rękach aby móc dodać drugą nogę ,ale mój trampek ześlizgnął się po betonowym murku i spadłabym gdyby nie fakt ,że ktoś złapał mnie w pasie. Duże ciepłe dłonie. Sekundę później dotarło do mnie ,że to przecież Malik!
Cholera jasna! Wyrwałam się z jego rąk i lekko zawstydzona zmarszczyłam brwi.
-Powinnaś bardziej uważać-powiedział rozbawiony. Co go kurwa tak cieszy? Że gdyby nie on leżałabym plecami na ziemi? Ma satysfakcje z mojej niezdarności w obecnej chwili? Niech go gęś kopnie. Tak. Śmieje się, drwiąco.
-Doprawdy?-zapytałam sarkastycznie i podjęłam drugą próbę przejścia przez ogrodzenie. Malik przybliżył się jakbym miała się znowu ześlizgnąć. Przytrzymałam się mocniej metalowych balasek i ze skocznością i skutecznością pokonałam przeszkodę. Moje stopy stały już na gruncie szkolnym. Malik również przeskoczył murek ,tyle ,że trzy razy szybciej. Skubany jest silny i zwinny. Zrobiłam dwa kroki w przód i usłyszałam:
-Des zaczekaj.-odwróciłam się na pięcie. Wyrazem mojej twarzy dałam mu do zrozumienia ,żeby się streszczał ,a jeśli ma coś do powiedzenia, a jest to nieinteresujące, niech sobie odpuści.
-Wiem, że pokłóciłaś się z mamą, prosiła abym cię dogonił ,była zdenerwowana i zmartwiona-kiedy tylko skończył mówić to zdanie zaśmiałam się z pogardą. Akurat bo ci uwierzę.
-Skoro pan wie ,że pokłóciłam się z mamą to po chu..po co pan się pytał dlaczego płacze?-kurwa mało brakowało, a powiedziałabym do niego "po chuj się pytasz" ,ja na prawdę się nie kontroluje.
-To ,że płakałaś nie musiało wcale oznaczać ,że pokłóciłaś się z mamą ,płacze się z różnych powodów ,mogłaś uderzyć się w rękę i bardzo bolało-powiedział pewien siebie, a niech mnie ,ma racje.
-Tsa-bąknęłam. Tym razem wygrał.
-Twoja mama czeka na ciebie przed szkołą ,chodź do niej ,porozmawiacie i wyjaśnicie sobie wszystko-spięłam się w jednym momencie i zmarszczyłam brwi.
-Pan chyba żartuje, nie mam zamiaru rozmawiać z tą kobietą.-oburzona postanowiłam ruszyć dalej.
-To twoja matka ,okaż jej trochę wyrozumienia ,chyba doskonale wiesz ,że masz trudny charakter-zawołał, a mnie wcięło. Ciekawe co on kurwa wie o moim charakterze ,nie zna mnie!
-Pan nie może ocenić mnie po charakterze bo mnie pan nie zna! To tak jakbym głośno powiedziała o panu co myślę ,że jest pan żałosnym dupkiem ,bo wcina się pan w nie swoje sprawy i próbuje się wymądrzać.-słowa te leciały z moich usta jak z wodospadu. Widać ,że lekko go to poruszyło bo jego wyraz twarzy zrobił się...groźny,o kurde... nie widziałam go takiego ,on się serio wkurwił. Nie chcąc doprowadzić do czegoś gorszego ,czegoś czego bym żałowała, szybko opuściłam dotychczasowe miejsce i szybkim krokiem przeszłam boisko i znalazłam się pod wejściem szkoły. Stała tam mama nerwowo barwiąc się swoją apaszką.
-Des!-zawołała i podbiegła do mnie. Odsunęłam się.
-Des przepraszam ,przepraszam nie chciałam tego ,nie chciałam cię uderzyć ,wiesz ,że nigdy tego nie robiłam
i nigdy więcej tego nie zrobię ,to był mój nerwowy impuls, twoje zachowanie jest czasem irytujące i lekko wyprowadziło mnie z równowagi-zaczęła gadać mama. Chciało mi się śmiać, jak żałośnie to wyglądało ,ale z drugiej strony chyba ma odrobinę racji. Moje zachowanie czasem odbiega od normy ,ale to dlatego ,że nigdy nie wyznaczono mi konkretnych granic, brakowało mi ojcowskiej władczej ,stanowczej ręki i przez to taka jestem i przez moją przeszłość po śmierci taty. Zdaję sobie sprawę z tego ,że to co czasem robię ,albo powiem może działać na innych wkurwiająco i to lubię ,ale wiem ,że inni czasem mają chęć wpierdolenia mi, tak jak ja im. Często też mówię o kilka słów za dużo ,tak jak w przypadku kłótni z mamą. Nazwałam ją fatalną matką i powiedziałam ,że chce się mnie pozbyć ,ale prawda jest taka ,że ona umie się mną zaopiekować ,powiedzieć coś dobrego ,porozmawiać ,tylko po prostu ma na to minimum czasu.
-Des czy mi wybaczysz?-spytała mama chwytając mnie za ręce. To moja matka ,płaszczy się przede mną ,widzę ,że zaczyna żałować, nie mogę chyba jej nienawidzić i się gniewać tak jak postanowiłam pierwotnie. Kiwnęłam dwa razy głową, a ona rzuciła się na mnie tuląc mocno. Zdawałam sobie sprawę ,że jej uderzenie będzie świtać mi w pamięci ,ale postaram się je zignorować. Moje słowa mogły okazać się boleśniejsze niż jej wymierzony policzek.
-Wybaczę ci, ale tylko dlatego ,że chyba przesadziłam-mruknęłam.
-To się więcej nie powtórzy ,a jeśli się powtórzy możesz mi oddać-powiedziała, a ja się zaśmiałam. W życiu nie uderzyłabym matki, jaka by nie była.
-Nigdy mamo.-odpowiedziałam-Jedźmy już-dodałam, odwróciłam się i zobaczyłam jak Malik jest już bardzo blisko nas. Czy słyszał wszystko?
-Panie Malik ,bardzo panu dziękuje ,że ją pan znalazł.-ach prawda ,szukał mnie...
-Nie ma za co-odparł i spojrzał na mnie morderczo. No cóż bądź co bądź nazwałam go dupkiem. Musze skrócić sobie ten jęzor bo za dużo nim obracam.
-Do widzenia-powiedziała mama.
-Do widzenia-odparł jej. Mama popatrzyła na mnie i uszczypnęła mnie w rękę dając znak.
-Do widzenia-powiedziałam najciszej jak mogłam.
-Do zobaczenia Des-odpowiedział i odszedł w stronę wejścia do szkoły. Z mamą udałam się do samochodu. Zajęłam miejsca pasażera i oparłam głowę o szybę.

-Zrobiłam naleśniki ,pasuje ci?-spytała mama stojąc przy kuchence.
-Jasne ,że tak ,umieram z głodu-wymusiłam uśmiech.
-Już smażę-odpowiedziała i zaczęła wylewać ciasto na patelnie.
-Te babeczki może zostawimy na za tydzień ,co?-zapytałam nagle.
-Dlaczego? Ale jak już chcesz.
-Przyjeżdża Louis i pomyślałam ,że...
-Co?!-widelec wypadł jej z rąk ,ale szybko schyliła się i go podniosła. Zachichotałam pod nosem.-Przyjeżdża i nic mi nie powiedział?!
-Mamo ja też dowiedziałam się dzisiaj ,rozmawiałam z nim chwile przez telefon-powiedziałam spokojnie.
-Oh to dobrze ,tak dawno go nie widziałyśmy-przytaknęłam jej kiwnięciem głowy. Mama wróciła do robienia naleśników ,a ja bawiłam się serwetką. Po chwili jadłam już pyszne ,ciepłe ,cudeńka z serem i czekoladowym sosem. Kiedy skończyłam posiłek pobiegłam na górę i ubrałam zwykłe czarne dresy ze ściągaczami u dołu ,czerwony szeroki t-shirt z czarnym napisem "The best Girl" założyłam do tego tyłem do przodu, snapback'a z logiem Spider Mana  i zbiegłam po schodach. Założyłam moje białe Air Maxy , z czerwoną podeszwą i biorąc smycz z wieszaka zawołałam Lunę.
-Bierzesz ją na spacer?-zawołała mama. Kurde ona dzisiaj jest w domu cały dzień ,co z nią? Chora?
-Tak ,będę jak będę, pa-powiedziałam i wybiegłyśmy z białą przez bramkę na ulice. Postanowiłam iść nie do tego parku co zawsze, ale do parku oddalonego kilometr dalej. Całą drogę biegłyśmy ,a kiedy wreszcie znalazłyśmy się w parku przystanęłyśmy. Smycz zaczepioną miałam o małego palca u ręki i poprawiając czapkę oglądałam park i ludzi w nim siedzących. Zobaczyłam kilka metrów przed sobą rudą wiewiórkę i wiedziałam ,że będzie gonitwa ,niestety nie zdążyłam zareagować zbyt szybko i Luna wyrwała mi się biegnąc za zwierzakiem. Ruszyłam za nimi wołając psa. Nie reagowała. Ogółem ten pies jest słuchany i tresowany
ale jeśli chodzi o wiewiórki ,ptaki i koty ,to istny szatan. Kurwa. Biegłam jeszcze szybciej przez park ,a ludzie się gapili jak na wariatkę, nikt nie raczył mi pomóc ,woleli oglądać.
-Niech ktoś zatrzyma tego psa!-krzyknęłam głośno ,ale nie przestałam biec. Zobaczyłam jak z ławki jakieś dwadzieścia metrów dalej zrywa się chłopak i biegnie w stronę rozszalałej i szczekającej Luny. Przystanęłam bo zabrakło mi powietrza w płucach od tego krzyku ,ale na moje szczęście chłopak zapał białą. Wyrywała mu się ,ale zaraz się uspokoiła kiedy tylko pogłaskał jej głowę. Dziwne ,że się nie bał.
Ona nie gryzie co prawda, ale ten człowiek o tym nie wie ,a Luna to duży pies. Wzięłam oddech i ruszyłam w stronę chłopaka i mojej niesłuchanej psinki.

_______________________________________________________________________
CZEŚĆ MOTYLKI MOJE KOCHANIE PIĘKNE I W OGÓLE <3

Jak wam się żyje? Bo mnie jak na razie dobrze. Ten tydzień w szkole mam luźny i rozdziały
będą pojawiać się codziennie (no może za wyjątkiem środy ,bo mam w tedy małe załatwienie i obawiam się, że nie zdążę dodać wam rozdziału).
NAJWAŻNIEJSZE!:
nowe Fanfiction będzie trochę inne niż moje pozostałe dwa. To znaczy. Wymyśliłam historię inną niż te, które są już mojego autorstwa i chciałam się was zapytać ,czy odpowiadała by wam taka tematyka i czy miałybyście ochotę to czytać?
Mianowicie opowiadanie będzie zawierało w sobie dość brutalne ,może drastyczne ,gangsterskie i może straszne sceny (ale nie bójcie się ,haha bo to nie tak do końca) ,ale... no nie każdy pewnie takie lubi.
Cóż historia będzie o dziewczynie która została porwana ,ponieważ.....
no i nie chce już spoilerować ,ale tam będzie czekać ją wiele trudnych scen ,ale nie tylko trudnych, tych "fajnych też" bo przez to jej życie znacznie się zmieni i no...to taki wstęp.
Proszę o napisanie komentarzy czy są chętni na tego typu akcję, jeśli będą chętne
zajmę się już wszystkim.

Super ,"żem" się rozpisała...
Wybaczcie, bo ja was tak KOCHAM ☻