wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 9

Zbliżałam się w ich stronę i mogłabym przysiąc ,że kojarzę skądś tą sylwetkę. Kiedy dzieliło mnie jakieś siedem metrów doskonale poznałam tą osobę. Zayn Malik stoi z moim psem w dodatku wyglądał podobnie do mnie. Miał białe air maxy, tyle ,że on miał całe białe, miał czarne dresy, czerwoną koszulkę i snapback'a w tym samym kolorze co koszulka. Uśmiechnęłam się przez ułamek sekundy i wróciłam do złego wyrazu twarzy.
-Luna-powiedziałam głośno-Niegrzeczna jesteś, nie ładnie-podeszłam pod nich jak najbliżej, a biała skruszona skuliła ogon.
-Dziękuje panu za złapanie jej ,kiedy widzi wiewiórki jest jak demon-powiedziałam i wystawiłam rękę po smycz. Podał mi ją.
-Drobiazg. Ale jest śliczna-pogłaskał ją ,a ona uniosła uszy ,to znak że go polubiła i jej się spodobał.
-Gdyby nie pan goniłabym ją dalej ,a ona dalej goniłaby wiewiórkę ,błędne koło-zamarudziłam, a on się zaśmiał gardłowo. Nie słyszałam jak się śmieje tak zwyczajnie ,słyszałam tylko drwiący śmiech, ale teraz stwierdzam ,że fajnie mu to wychodzi. Jeszcze raz przebiegłam po nim wzrokiem od góry do dołu i zaśmiałam się pod nosem, wyglądamy na prawdę podobnie ,dobre sobie ,nie sądziłam ,że ten facet ma aż tak dobry gust.
-Widzę ,że z tobą jest lepiej-powiedział. Przypomniało mi się co powiedziałam mu po szkole ,postanowiłam zrobić coś ,czego pewnie nikt by się  po mnie nie spodziewał.
-J..um..ja chciałam przeprosić pana ,za to ,że nazwałam pana dupkiem.-wyrzuciłam z siebie i zaczerwieniłam się, nie wiedziałam co było tego przyczyną.
-Za dupka się nie obrażę ,ale ty nazwałaś mnie Żałosnym Dupkiem ,który się wymądrza-powiedział uśmiechnięty ,czyli żartował. Taką miałam nadzieje.
-Wiem ,mam tak jak się denerwuje ,jeszcze raz przepraszam.-powiedziałam głośniej.
-Udam ,że tego nie było-odpowiedział i zobaczyłam jak w nasza stronę biegnie biszkoptowy labrador ,był śliczny, ale lekko się wystraszyłam. Malik się odwrócił kiedy dostrzegł ,że na coś patrze, a pies po chwili skoczył na jego. Malik go pogłaskał.
-No jesteś wreszcie-powiedział do psa mierzwiąc mu futerko.
-To pański?-spytałam. Bezsensu pytanie ,bo to było oczywiste ,ale chciałam jakoś pociągnąć rozmowę. No właśnie...ale po co?
-Tak.
-Śliczny jest ,mogę go pogłaskać?
-Jasne-podeszłam pod zwierzaka i delikatnie palcami przejechałam przez jego sierść na szyi i grzbiecie. Serio jego futerko było miękkie. Zrobiłam się śmielsza i pogłaskałam go po głowie, a pies usiadł zadowolony.
-Jak się wabi?-spytałam nie odrywając wzroku od psa.
-Scoby-odpowiedział Malik
-Cześć Scooby-Doo!-pisnęłam i uśmiechnęłam się ,a pies zamerdał ogonkiem. Miałam kiedyś labradora ,ale potrącił go samochód i ciężko byłoby mi mieć drugiego psa tej rasy , Rex był kochany i kochał zabawę. Śmieszne jest to ,że nigdy nie mieliśmy jakiegoś agresywnego psa ,zwykle wszystkie potulne jak baranki ,ale każdy nienawidził kotów, wiewiórek ,ptaków i małych zwierzątek.
-Nie Scooby-Doo ale Scoby-poprawił mnie.
-Okej okej, Scooby-Doo twój pan chyba nie wie jak cie nazwał-zażartowałam ,a Malik znowu się zaśmiał.
Scoby podniósł się i przeszedł kawałek dalej zajmując miejsce obok Luny ,którą najpierw obwąchał jak to każdy pies. Dziwne ,że zwierzęta nie czują skrępowania.
-Pan również ma pięknego psa-wyjechałam nagle.
-Dziękuje w jego imieniu-uśmiechnęłam się lekko.
-Luna chyba czas się zbierać-powiedziałam ,ale biała nie drgnęła. Leżała na trawie i ani jej się śniło ruszać tyłka. O nie tak nie będzie, na za dużo sobie dzisiaj pozwoliła.
-Chyba jej się nie uśmiecha opuszczać tego parku-powiedział Malik.
-Tsaa i co ja mam teraz zrobić, pasowałoby wracać do domu-mruknęłam.
-Posiedź tu z nią jeszcze chwile, może później zdecyduje się pójść.
-Może i racja-powiedziałam i usiadłam obok mojego psa na trawie. Mój wychowawca popatrzył na mnie chwile i usiadł z drugiej strony obok swojego psa. Mam z nim tutaj siedzieć? Z moim nauczycielem mam siedzieć w parku? Wow dziwnie się czuje, chyba czuje się lekko zawstydzona ,bo to taka pierwsza sytuacja ,unikam nauczycieli jak ognia...
-Des mogę o coś spytać?-wyrwał mnie głos Pana Bruneta.
-Tak-odpowiedziałam robiąc siad skrzyżny.
-Dlaczego taka jesteś?-rozszerzyłam oczy.
-Taka? To znaczy?
-Nosisz maskę.-jeszcze większe zdziwienie ,co kurwa?
-Maskę?-prychnęłam.
-Maskę. W te wszystkie dni w szkole udawałaś chamską dziewczynę mającą wszystko daleko w tyle, teraz jesteś normalną, zabawną dziewczyną.-wyjaśnił pokrótce.
-To nie maska ,ja po prostu nauczyłam się być zołzą i tyle.-wzruszyłam ramionami.
-Teraz jesteś inna, na pewno nie zołza.
-Bo teraz nie mam powodu być zołzą ,w szkole muszę ,żeby nikt nie wszedł mi na głowę-dlaczego ja mu to mówię? Okej...jest naszym wychowawcą ,ale nie muszę mu tego przecież mówić ,znam go kilka dni.
-Taa dość proste-prychnął.-Może się mylę ,może nie ,ale wiem że inni woleliby miłą Des ,a nie Des z ciętym językiem i upartą jak stado osłów-zaśmiałam się. Normalnie gdyby ktoś mi tak powiedział zabiłabym go wzorkiem, a potem nagadałbym mu przykrych słów ,tym razem tak nie było. Rozśmieszył mnie.
-Już nie dbam o to co myślą inni.-powiedziałam i pogłaskałam najpierw Lunę ,potem Scobi'ego.
-Dla przyjaciół też jesteś taka?-spytał skubiąc źdźbła skoszonej trafy, zaprzeczyłam kręcąc głową. Westchnął.
-Muszę być wredna, bo...-wypaliłam po chwili. Popatrzył na mnie pytającym wzorkiem.
-Bo?
-Kiedy zmarł mój tata załamałam się tak jak moja mama i mój brat ,kochałam go nad życie ,był moim bohaterem jak to zwykle bywa ,po jego śmierci przez mały okres czasu zamknęłam się w sobie ,byłam cicha, nie odzywałam się ,tuliłam swojego misia i chodziłam z nim wszędzie ,miałam trzynaście lat ,ale tego misia dał mi go tata na piąte urodziny ,to była pamiątka. Inne dzieci pff dzieci..inni uczniowie wyśmiewali się ze mnie wyzywając od dziwolągów po upośledzoną, nie pokazywałam bólu na zewnątrz, ale w środku on mnie rozrywał, zwłaszcza ,że to było po śmierci kogoś tak bliskiego.-zrobiłam przerwę biorąc oddech ,wzrok wlepiłam w buty- Później kiedy zaczęłam dochodzić do siebie i byłam starsza postanowiłam być tak wredna jak oni wobec mnie i w Liceum tak się stało. Zaczęły się problemy ze mną i schody, a ja tego nie zmieniłam-zatrzymałam się podnosząc wzrok, Malik słuchał uważnie-Mama nie radziła sobie ze mną ,bo po prostu nie chciała sobie radzić, zajęła się pracą i tyle ją obchodziło. Mój starszy brat mi pomagał, tylko dzięki niemu się uśmiechałam ,ma tyle lat co pan-uśmiechnęłam się na wspomnienie o Louisie-ale zachowuje się co najwyżej na szesnaście. Dlatego jestem zołzą ,żeby odegrać się na innych ,za to co kiedyś przeżyłam ja sama.-zakończyłam. Niesamowite ,że się mu zwierzyłam, uprzednio wyzywając go od dupków, ale ma tak ciepłe te cholerne brązowe, głębokie oczy ,że byłam pewna ,że u niego moje informacje będą bezpieczne ,zachowa to dla siebie. Jeśli będzie inaczej to jeszcze bardziej utwierdzi mnie w przekonaniu ,że każdy nauczyciel to dzieło Szatana.
-Jesteś niesamowicie silną dziewczyną Des i z tego co mówisz to również nią byłaś, trzymałaś ból w środku nie pokazując tego ,to naprawdę trudne. Może cie nie znam dobrze ,ale da się to wyczytać teraz z ciebie
kiedy tutaj siedzisz. Tylko wydaje mi się ,że niepotrzebnie jesteś aż tak, jak to określiłaś,
zołzą ,wredną zołzą. Byłabyś jeszcze lepsza gdybyś była taka jaka jesteś teraz. To, że inni kiedyś ci dokuczali nie oznacza ,że twoim obowiązkiem jest odwdzięczyć się innym ludziom, nie musisz popełniać błędów innych, wiesz ,że dobro zwycięża nad złem. A ty nie jesteś złą dziewczyną, ty udajesz ,że jesteś zła i nieznośna.
-Skąd pan ma pewność?
-Widać to chociażby jak traktujesz psa. Ciągle go głaszczesz, widziałem jak rozmawiałaś z mamą, wybaczyłaś jej wszystko za co się na nią pogniewałaś, masz dobre oceny, byłaś ucieszona jak rozmawiałaś z kimś przez telefon dzisiaj po szkole, ktoś najwyraźniej sprawił ci radość, pomogłaś przyjaciółce z zadaniem, o i przeprosiłaś nawet mnie za swoje słowa-posłałam niepewny uśmiech -Jesteś naprawdę dobra Des.
-Ja lubię sprawiać przykrość innym-bąknęłam.
-Nie lubisz-powiedział twardo-Tak sobie ubzdurałaś tylko.
-Nie wydaje mi się, wolę być taka jak jestem już od dawna ,tak mi łatwiej, ale dziękuje za rozmowę i proszę o dyskrecje-podniosłam się gwałtownie budząc Lunę. Leniwie się podniosła.
-Chodź-szarpnęłam lekko za smycz ,a ona zrobiła kilka kroków.
-Des...
-Dziękuje za złapanie jej, do widzenia-nie pozwoliłam mu skończyć tylko szybko odeszłam. Wiedziałam ,że posunęłam się stanowczo za daleko opowiadając mu o tym ,nigdy nikomu tego nie mówiłam jeśli znałam dopiero kilka dni, więc dlaczego do cholery powiedziałam to jemu?
Słyszałam, że zawołał mnie parę razy, ale szłam dalej. Kiedy wydawało mi się ,że jestem daleko, odwróciłam się ,sama nie wiem po jaką cholerę, ale on szedł powoli i również patrzył w moją stronę. Szybko zabrałam wzrok i jeszcze przyspieszyłam kroku. Ściemniało się powoli ,a ja akurat wchodziłam do domu.
Dobrze ,że był piątek ,może Malik zapomni o tej rozmowie do poniedziałku.
Byłam głupia jeśli w to wierzyłam.

________________________________________________________________________________
Nie oskubcie mnie ze skóry ,za to ,że ten rozdział jest taki sielankowy i spokojny i mało się dzieje.
Des chyba wariuje, przeprosiła żałosnego dupka ,no cóż.
Powoli powoli będzie między nimi coraz więcej się działo.
Ahaa i:
Mam już prolog i pierwszy rozdział w nowym fanfiction ,nazwy jeszcze nie zdradzę ,ale
kiedy nastąpi uwaga:  HAHAHA PREMIERA ,TO NIE WIEM
Może za jakiś tydzień ? Pasowałoby? Ale to jeszcze przemyślę.
Kocham was i DZIĘKUJĘ za wszystkie komentarze ,wyświetlenia i za czytanie.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 8

Bardzo proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem i wyrażenie swojej opinii ,proszę ,to ważne :*



-Des dlaczego płaczesz?-zapytał jakby się co najmniej martwił.
-Nie płacze-odpowiedziałam.
-W takim razie dlaczego płakałaś?-poprawił pytanie.
-Co pana to obchodzi..!?-prychnęłam.
-Obchodzi mnie wszystko co dotyczy moich uczniów ,taka moja rola.
-Mhm-mruknęłam i podniosłam plecak z ziemi i jednym ruchem ręki ściągnęłam gumkę z włosów pozwalając im swobodnie zakryć moją rozmazaną twarz.
-Wiesz ,że nie możesz tutaj być?-odezwał się po krótkiej chwili.
-Tak ,a pan skąd wie?-zapytałam bo nic lepszego nie przyszło mi w tamtej chwili go głowy. Starałam się, aby mój głos był nie wzruszony tym iż zdaję sobie sprawę z konsekwencji jakie mnie zapewne
czekają ,za przekroczenie tego ogrodzenia i złamanie regulaminu.
-Jestem nowy , znam regulamin szkolny-odpowiedział zakładając ręce na piersi. Dość logiczne.
-Zrobi pan z tym coś?-zapytałam, a raczej wyplułam.
-A powinienem?
-Według regulaminu ma pan obowiązek powiadomić o moim wybryku dyrekcji.-powiedziałam twardo mierząc go wzrokiem.
-Mam tak zrobić?-zapytał. no kurwa nie.
-Proszę bardzo ,mam to gdzieś-warknęłam i zrobiłam krok w stronę słupka automatycznie zbliżając się do Malika.Tak naprawdę modliłam się w duchu ,żeby nie wspominał nic dyrekcji.. Wolałabym ,żeby dał mi uwagę wychowawcy, ale nie miałam ochoty na rozmowy z dyrektorem.
-Chyba jednak mi się to nie opłaca-westchnął.
-Ma pan racje ,zanim zdążyłby pan powiadomić dyrekcje mnie by już tu nie było-zaśmiał się.
-Domyślam się. Ale teraz bez żartów ,musisz stąd szybko odejść i wrócić do domu-zmienił ton głosu na poważny.
-Jakbym nie wiedziała-mruknęłam cicho i zbliżyłam się do słupka jeszcze bardziej, wystawiając na niego jedną nogę ,a rekami trzymałam się metalowych cienkich barierek. Podniosłam ciężar ciała na rękach aby móc dodać drugą nogę ,ale mój trampek ześlizgnął się po betonowym murku i spadłabym gdyby nie fakt ,że ktoś złapał mnie w pasie. Duże ciepłe dłonie. Sekundę później dotarło do mnie ,że to przecież Malik!
Cholera jasna! Wyrwałam się z jego rąk i lekko zawstydzona zmarszczyłam brwi.
-Powinnaś bardziej uważać-powiedział rozbawiony. Co go kurwa tak cieszy? Że gdyby nie on leżałabym plecami na ziemi? Ma satysfakcje z mojej niezdarności w obecnej chwili? Niech go gęś kopnie. Tak. Śmieje się, drwiąco.
-Doprawdy?-zapytałam sarkastycznie i podjęłam drugą próbę przejścia przez ogrodzenie. Malik przybliżył się jakbym miała się znowu ześlizgnąć. Przytrzymałam się mocniej metalowych balasek i ze skocznością i skutecznością pokonałam przeszkodę. Moje stopy stały już na gruncie szkolnym. Malik również przeskoczył murek ,tyle ,że trzy razy szybciej. Skubany jest silny i zwinny. Zrobiłam dwa kroki w przód i usłyszałam:
-Des zaczekaj.-odwróciłam się na pięcie. Wyrazem mojej twarzy dałam mu do zrozumienia ,żeby się streszczał ,a jeśli ma coś do powiedzenia, a jest to nieinteresujące, niech sobie odpuści.
-Wiem, że pokłóciłaś się z mamą, prosiła abym cię dogonił ,była zdenerwowana i zmartwiona-kiedy tylko skończył mówić to zdanie zaśmiałam się z pogardą. Akurat bo ci uwierzę.
-Skoro pan wie ,że pokłóciłam się z mamą to po chu..po co pan się pytał dlaczego płacze?-kurwa mało brakowało, a powiedziałabym do niego "po chuj się pytasz" ,ja na prawdę się nie kontroluje.
-To ,że płakałaś nie musiało wcale oznaczać ,że pokłóciłaś się z mamą ,płacze się z różnych powodów ,mogłaś uderzyć się w rękę i bardzo bolało-powiedział pewien siebie, a niech mnie ,ma racje.
-Tsa-bąknęłam. Tym razem wygrał.
-Twoja mama czeka na ciebie przed szkołą ,chodź do niej ,porozmawiacie i wyjaśnicie sobie wszystko-spięłam się w jednym momencie i zmarszczyłam brwi.
-Pan chyba żartuje, nie mam zamiaru rozmawiać z tą kobietą.-oburzona postanowiłam ruszyć dalej.
-To twoja matka ,okaż jej trochę wyrozumienia ,chyba doskonale wiesz ,że masz trudny charakter-zawołał, a mnie wcięło. Ciekawe co on kurwa wie o moim charakterze ,nie zna mnie!
-Pan nie może ocenić mnie po charakterze bo mnie pan nie zna! To tak jakbym głośno powiedziała o panu co myślę ,że jest pan żałosnym dupkiem ,bo wcina się pan w nie swoje sprawy i próbuje się wymądrzać.-słowa te leciały z moich usta jak z wodospadu. Widać ,że lekko go to poruszyło bo jego wyraz twarzy zrobił się...groźny,o kurde... nie widziałam go takiego ,on się serio wkurwił. Nie chcąc doprowadzić do czegoś gorszego ,czegoś czego bym żałowała, szybko opuściłam dotychczasowe miejsce i szybkim krokiem przeszłam boisko i znalazłam się pod wejściem szkoły. Stała tam mama nerwowo barwiąc się swoją apaszką.
-Des!-zawołała i podbiegła do mnie. Odsunęłam się.
-Des przepraszam ,przepraszam nie chciałam tego ,nie chciałam cię uderzyć ,wiesz ,że nigdy tego nie robiłam
i nigdy więcej tego nie zrobię ,to był mój nerwowy impuls, twoje zachowanie jest czasem irytujące i lekko wyprowadziło mnie z równowagi-zaczęła gadać mama. Chciało mi się śmiać, jak żałośnie to wyglądało ,ale z drugiej strony chyba ma odrobinę racji. Moje zachowanie czasem odbiega od normy ,ale to dlatego ,że nigdy nie wyznaczono mi konkretnych granic, brakowało mi ojcowskiej władczej ,stanowczej ręki i przez to taka jestem i przez moją przeszłość po śmierci taty. Zdaję sobie sprawę z tego ,że to co czasem robię ,albo powiem może działać na innych wkurwiająco i to lubię ,ale wiem ,że inni czasem mają chęć wpierdolenia mi, tak jak ja im. Często też mówię o kilka słów za dużo ,tak jak w przypadku kłótni z mamą. Nazwałam ją fatalną matką i powiedziałam ,że chce się mnie pozbyć ,ale prawda jest taka ,że ona umie się mną zaopiekować ,powiedzieć coś dobrego ,porozmawiać ,tylko po prostu ma na to minimum czasu.
-Des czy mi wybaczysz?-spytała mama chwytając mnie za ręce. To moja matka ,płaszczy się przede mną ,widzę ,że zaczyna żałować, nie mogę chyba jej nienawidzić i się gniewać tak jak postanowiłam pierwotnie. Kiwnęłam dwa razy głową, a ona rzuciła się na mnie tuląc mocno. Zdawałam sobie sprawę ,że jej uderzenie będzie świtać mi w pamięci ,ale postaram się je zignorować. Moje słowa mogły okazać się boleśniejsze niż jej wymierzony policzek.
-Wybaczę ci, ale tylko dlatego ,że chyba przesadziłam-mruknęłam.
-To się więcej nie powtórzy ,a jeśli się powtórzy możesz mi oddać-powiedziała, a ja się zaśmiałam. W życiu nie uderzyłabym matki, jaka by nie była.
-Nigdy mamo.-odpowiedziałam-Jedźmy już-dodałam, odwróciłam się i zobaczyłam jak Malik jest już bardzo blisko nas. Czy słyszał wszystko?
-Panie Malik ,bardzo panu dziękuje ,że ją pan znalazł.-ach prawda ,szukał mnie...
-Nie ma za co-odparł i spojrzał na mnie morderczo. No cóż bądź co bądź nazwałam go dupkiem. Musze skrócić sobie ten jęzor bo za dużo nim obracam.
-Do widzenia-powiedziała mama.
-Do widzenia-odparł jej. Mama popatrzyła na mnie i uszczypnęła mnie w rękę dając znak.
-Do widzenia-powiedziałam najciszej jak mogłam.
-Do zobaczenia Des-odpowiedział i odszedł w stronę wejścia do szkoły. Z mamą udałam się do samochodu. Zajęłam miejsca pasażera i oparłam głowę o szybę.

-Zrobiłam naleśniki ,pasuje ci?-spytała mama stojąc przy kuchence.
-Jasne ,że tak ,umieram z głodu-wymusiłam uśmiech.
-Już smażę-odpowiedziała i zaczęła wylewać ciasto na patelnie.
-Te babeczki może zostawimy na za tydzień ,co?-zapytałam nagle.
-Dlaczego? Ale jak już chcesz.
-Przyjeżdża Louis i pomyślałam ,że...
-Co?!-widelec wypadł jej z rąk ,ale szybko schyliła się i go podniosła. Zachichotałam pod nosem.-Przyjeżdża i nic mi nie powiedział?!
-Mamo ja też dowiedziałam się dzisiaj ,rozmawiałam z nim chwile przez telefon-powiedziałam spokojnie.
-Oh to dobrze ,tak dawno go nie widziałyśmy-przytaknęłam jej kiwnięciem głowy. Mama wróciła do robienia naleśników ,a ja bawiłam się serwetką. Po chwili jadłam już pyszne ,ciepłe ,cudeńka z serem i czekoladowym sosem. Kiedy skończyłam posiłek pobiegłam na górę i ubrałam zwykłe czarne dresy ze ściągaczami u dołu ,czerwony szeroki t-shirt z czarnym napisem "The best Girl" założyłam do tego tyłem do przodu, snapback'a z logiem Spider Mana  i zbiegłam po schodach. Założyłam moje białe Air Maxy , z czerwoną podeszwą i biorąc smycz z wieszaka zawołałam Lunę.
-Bierzesz ją na spacer?-zawołała mama. Kurde ona dzisiaj jest w domu cały dzień ,co z nią? Chora?
-Tak ,będę jak będę, pa-powiedziałam i wybiegłyśmy z białą przez bramkę na ulice. Postanowiłam iść nie do tego parku co zawsze, ale do parku oddalonego kilometr dalej. Całą drogę biegłyśmy ,a kiedy wreszcie znalazłyśmy się w parku przystanęłyśmy. Smycz zaczepioną miałam o małego palca u ręki i poprawiając czapkę oglądałam park i ludzi w nim siedzących. Zobaczyłam kilka metrów przed sobą rudą wiewiórkę i wiedziałam ,że będzie gonitwa ,niestety nie zdążyłam zareagować zbyt szybko i Luna wyrwała mi się biegnąc za zwierzakiem. Ruszyłam za nimi wołając psa. Nie reagowała. Ogółem ten pies jest słuchany i tresowany
ale jeśli chodzi o wiewiórki ,ptaki i koty ,to istny szatan. Kurwa. Biegłam jeszcze szybciej przez park ,a ludzie się gapili jak na wariatkę, nikt nie raczył mi pomóc ,woleli oglądać.
-Niech ktoś zatrzyma tego psa!-krzyknęłam głośno ,ale nie przestałam biec. Zobaczyłam jak z ławki jakieś dwadzieścia metrów dalej zrywa się chłopak i biegnie w stronę rozszalałej i szczekającej Luny. Przystanęłam bo zabrakło mi powietrza w płucach od tego krzyku ,ale na moje szczęście chłopak zapał białą. Wyrywała mu się ,ale zaraz się uspokoiła kiedy tylko pogłaskał jej głowę. Dziwne ,że się nie bał.
Ona nie gryzie co prawda, ale ten człowiek o tym nie wie ,a Luna to duży pies. Wzięłam oddech i ruszyłam w stronę chłopaka i mojej niesłuchanej psinki.

_______________________________________________________________________
CZEŚĆ MOTYLKI MOJE KOCHANIE PIĘKNE I W OGÓLE <3

Jak wam się żyje? Bo mnie jak na razie dobrze. Ten tydzień w szkole mam luźny i rozdziały
będą pojawiać się codziennie (no może za wyjątkiem środy ,bo mam w tedy małe załatwienie i obawiam się, że nie zdążę dodać wam rozdziału).
NAJWAŻNIEJSZE!:
nowe Fanfiction będzie trochę inne niż moje pozostałe dwa. To znaczy. Wymyśliłam historię inną niż te, które są już mojego autorstwa i chciałam się was zapytać ,czy odpowiadała by wam taka tematyka i czy miałybyście ochotę to czytać?
Mianowicie opowiadanie będzie zawierało w sobie dość brutalne ,może drastyczne ,gangsterskie i może straszne sceny (ale nie bójcie się ,haha bo to nie tak do końca) ,ale... no nie każdy pewnie takie lubi.
Cóż historia będzie o dziewczynie która została porwana ,ponieważ.....
no i nie chce już spoilerować ,ale tam będzie czekać ją wiele trudnych scen ,ale nie tylko trudnych, tych "fajnych też" bo przez to jej życie znacznie się zmieni i no...to taki wstęp.
Proszę o napisanie komentarzy czy są chętni na tego typu akcję, jeśli będą chętne
zajmę się już wszystkim.

Super ,"żem" się rozpisała...
Wybaczcie, bo ja was tak KOCHAM ☻



niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 7

Wiedziałam ,że mam przejebane, ale ta złośliwa jędza mnie wytrąciła z równowagi ,nazwała mnie gówniarą!
-Przepraszam ,ale ta pani nazwała mnie gówniarą i kazała sprzątać korytarz.-powiedziałam na swoją obronę.
-Des to już nie pierwszy raz kiedy wpadasz w konflikt z pracownikami tej szkoły ,dostałaś uwagę i nic z tego nie robisz! A ty Barbaro dlaczego nazwałaś ją gówniarą?
-Pani wybaczy ale godzinę temu wyszorowałam korytarz, a Tomlinson wylała na niego jakąś maź i to już zaschło ,najpierw grzecznie powiedziałam ,żeby została i posprzątała to po sobie ,ale ona się stawiała więc kazałam jej sprzątać za kare cały ,a potem pani już słyszała wystarczająco-odpowiedziała te wredna ropucha. Co? Ona powiedziała mi coś grzecznie? Wydarła się i kazała od razu sprzątać cały!
-Ale..-zaczęłam.
-Milcz Des ,zostajesz na kilka minut i posprzątasz to-warknęła Morgan i wskazała na plamę. Super ,że nawet nie wysłuchała mnie do końca.
-Wy obie jesteście siebie warte, takie same jędze-powiedziałam coraz bardziej rozdrażniona. Oczy Morgan pociemniały.  Dlaczego najpierw robię, potem myślę? Gdybym nie wtrąciła swojej bystrej uwagi (chociaż prawdziwej) posprzątałabym to coś i miała wolne.
-Pani Trey ma racje ,sprzątasz za kare cały korytarz i wzywam twoją mamę ,masz naganne zachowanie.-powiedziała twardo i razem z Trey odeszły. Pokazałam im środkowy palec, jaka szkoda ,że go nie widziały. I tak nie miałam nic do stracenia. Zadzwonił dzwonek i wszyscy udali się do klas. Rzuciłam plecakiem o ścianę. Kurwa! Pociągnęłam się lekko za włosy, żeby choć trochę ochłonąć.
Woźna podeszła wręczając mi mopa i wiadro z detergentem śmiejąc się przy tym krzywo. Zmrużyłam oczy i wyszarpałam jej mopa z reki. Prychnęła i odeszła dalej, śmiejąc się beznadziejnie. "Boże daj mi siłę i opanowanie bo zaraz coś zorbie w tej szkole ,a tego nie chce"  mówiłam w duchu. Związałam włosy w koka, gumką którą zawsze nosze na lewym nadgarstku i musiałam zabrać się za sprzątanie.
Zaczęłam moczyć mopa, wyciskać go i ścierając na początku rozlaną ciecz. Rzeczywiście zdążyło przyschnąć i szło ciężko. Co ten chłopak tam niósł ,że takie to trudne? Jak go spotkam to nie wiem jeszcze co mu zorbie. Przez jego niezdarność mam kare. Zdenerwowanie było wymalowane na mojej twarzy bardzo wyraźnie, a to przez to, że moja kara była tak naprawdę nie sprawiedliwa, Trey uwzięła się na mnie. Po jakiś pięciu minutach umyłam zaledwie kawałek korytarza ,a  bolały mnie już ręce od ciągłego wyciskania mopa ,ta plama była cholernie uparta. Przesunęłam wiadro i zaczęłam myć dalej. Kiedy byłam już przy końcu i zostało mi jakiś metr do umycia zobaczyłam jak do szkoły wchodzi moja mama. Miała zły humor, ruszyła w stronę pokoju nauczycielskiego nie zauważając mnie. Odłożyłam wiadro z mopem i przez myśl przeszedł mi pomysł ,żeby wylać tą brudną wodę prosto na głowę woźnej ,ale wiedziałam ,że to ja byłam na pozycji przegranej i to wcale nie było dobrym pomysłem. Poszłam po plecak ubierając go później na plecy. Oparłam się o ścianę i czekałam, nie wiedziałam dokładnie na co ale wiedziałam ,że na pewno nie na pochwałę ani na prezenty. Po pięciu minutach mama przyszła razem z Morgan. Och czyli wszystko co złe
i zbyt wykolorowane Morgan przekazała mojej mamie. A miałyśmy piec babeczki...
-Des co ty sobie wyobrażasz ,nie tak cie wychowałam ,uczyłam cie szacunku dla starszych, a ty tak się odnosisz?!-zaczęła naskakiwać mama. Nie odezwałam się tylko patrzyłam.
-Masz natychmiast przeprosić obie panie!-krzyknęła i zjawiła się też woźna ,miałam ochotę zwymiotować.
-Teraz!-nakazała
-Sory-mruknęłam ,a mama paliła mnie wzrokiem. Wiedziałam ,że muszę postarać się bardziej. Było mi ciężko ,ale musiałam.
-Przepraszam za moje zachowanie ,to już się nie powtórzy-bąknęłam niechętnie.
-Miejmy nadzieje. W poniedziałek porozmawiam z twoim wychowawcą i dyrektorem i zobaczymy jakie poniesiesz konsekwencje, teraz już nie zdążę ,muszę wyjść ze szkoły ,ciesz się dobrym weekendem Des-skomentowała Morgan i biorąc za ramie woźna ruszyły korytarzem. Nie dość ,że musiałam sprzątać korytarz to jeszcze jakieś konsekwencje? Kurwa ,to chyba jaja, gdybym wiedziała nie tknęłabym tego mopa.
-Des kiedy ty wreszcie dorośniesz i przestaniesz sprawiać kłopoty! Na litość boską jesteś w średniej szkole, ostatniej klasie, a tak się zachowujesz!
-Jak się zachowuje?!-warknęłam-Ktoś wylał na mnie jakiś płyn, a ta czarownica kazała MNIE sprzątać cały korytarz. Jak ty byś zareagowała?! To było niesprawiedliwie ,a przecież tobie sprawiedliwość jest dobrze znana, pracujesz w sądzie czyż nie?
-To czym ja się zajmuje jest najmniej istotne. Des musisz się zmienić ,wydorośleć ,takie zachowanie jest karygodne! Jeszcze jeden taki wybryk, a dostaniesz potężny szlaban!-pogroziła.
-Szlaban? Zabierzesz mi telefon komputer i myślisz że to coś zmieni? Że to na mnie podziała? Proszę bardzo, weź wszystko sobie, nie potrzebne mi! Jestem jaka jestem, Nie znasz mnie tak naprawdę bo ciebie nigdy przy mnie nie ma ,nigdy nie mogę ci się wyżalić, bo ty masz prace.
-Des nie odwracaj kota ogonem!
-Nie mamo ,to ty odwracasz kota ogonem. Wiesz że mam racje ,nie ma cie przy mnie ,a jeśli już to tylko nocujesz. Odkąd tata zmarł nie robisz nic tylko zajmujesz się pracą. Nie wiesz czego ja bym chciała.
-Co takiego niby!-wycedziła.
-Chciałabym abyś była gdy tego potrzebuje, abyś była mamą ,a nie tylko matką!-warknęłam.
-Staram się jak mogę...ale.
-Gówno prawda ,masz mnie w dupie ,tobie nie zależy. Louis wyjechał, więc jedno dziecko masz z głowy teraz pewnie chciałabyś pozbyć się mnie!-warknęłam i poczułam jak jej ręka zderza się z moim policzkiem. Nie zabolało mnie, ale było to upokarzające. Nie dość ,że ma mnie gdzieś ,albo tylko na mnie wrzeszczy, to jeszcze mnie bije, w dodatku w szkole. Pokręciłam głową i odepchnęłam łzy.
-Des skarbie przepraszam-wyjąkała ,a ja ją wyśmiałam.
-Jesteś fatalną matką ,nie umiesz sobie ze mną poradzić ,trzeba było mnie oddać do domu dziecka,
może znalazłabym lepszą rodzinę-powiedziałam z żalem i zaczęłam biec korytarzem w kierunku drzwi wyjściowych.
-Des! Zaczekaj Des! Stój!-słyszałam jak woła i jak jej buty na obcasie wybijają rytm na szkolnych płytkach.
Przyśpieszyłam, matka ciągle wołała i przez sekundę mignęła mi twarz Malika wychodzącego z sali gimnastycznej. Biegłam dalej, znalazłam się przed szkołą, wybrałam kierunek szkolnego boiska i tam się udałam. Przebiegłam całą jego długość i przeskoczyłam przez ogrodzenie oddzielające naszą szkołę od prywatnego lasu ,na który nie wolno nam wchodzić. W tamtej chwili wisiał mi ten cały regulamin szkolny.
Przeszłam kilka metrów i usiadłam przy jednym z drzew rozryczając się jak małe dziecko. Skulona siedziałam jakieś dwie minuty i płakałam. Pierwszy raz od tak dawna płakałam.Wyjęłam telefon wybierając numer Louisa. Odebrał dopiero po pięciu sygnałach.
-Cześć moja marchewo!-krzyknął zabawnie do telefonu ,ale nie uśmiechnęłam się, nie mogłam.
-Louis-wyjąkałam ocierając łzy.
-Des ty płaczesz ,co się stało? Cholera ty płaczesz!-usłyszałam panikę w jego głosie. Wiedział ,że nienawidzę płakać i tego pokazywać.
-Spokojnie Louis ,ja po prostu potrzebuje pogadać z kimś normalnym-pociągnęłam nosem i otarłam kolejną łzę.
-Powiedz Des, co się stało?! Skrzywdził cie ktoś?!
-Chciałabym ,żebyś mnie przytulił braciszku ,potrzebuje tego-załkałam.
-Ej mała nie płacz ,powiedz mi co się stało.-nalegał.
-Poważna awantura z matką-powiedziałam oschle.
-O co tym razem?
-Nie rozumiesz Louis, ta kłótnia nie jest taka jak za każdym razem, teraz zrobiło się poważnie.
-Powiesz mi o co chodzi dokładnie?-zapytał łagodnie.
-Nie chce przez telefon ,chciałam po prostu usłyszeć twój głos bo tęsknie ,a teraz będę kończyć, nie chce przeszkadzać.-nie wiedziałam po co do niego zadzwoniłam, ale wiedziałam ,że nie powiem mu o policzku matki przez telefon ,wcale mu nie powiem.
-Des!-zatrzymał mnie.
-Tak?
-Obiecaj coś.
-Co?
-Że nie będziesz płakać chociażby nie wiem co.
-Louis czasem trzeba.
-Nie ty! Ty jesteś silniejsza ode mnie ,nie pamiętasz?-uśmiechnęłam się ,zawsze mi to powtarzał.
-Nie tym razem.
-Marchewo ,za tydzień w sobotę się widzimy i pogadamy bardzo dłuuuugo.
-Zaraz zaraz Co?! Jak to za tydzień?!
-Przyjeżdżam do was.-kiedy tylko to usłyszałam wstałam i odwróciłam się tyłem do ogrodzenia i szkoły, a przodem do rozprzestrzeniającego się lasu i pisnęłam ucieszona. Łzy zostały zatrzymane ,pozostało kilka niewyschniętych na policzku.
-Żartujesz!-ścisnęłam mocniej aparat telefoniczny.
-Nie mała ,będę w sobotę ,muszę wam coś ogłosić ,a przy okazji porozmawiam z tobą i z mamą oczywiście.-skrzywiłam się lekko.
-Jasne ty psychologu.
-Widzę ,że humor znacznie lepszy niż minute temu. Bardzo dobrze.
-Tak ,dzięki tobie. Dziękuję Lou.
-Mała wiesz ,że cie kocham. Zobaczymy się nie długo i wiesz ,że cie wyściskam łamiąc wszystkie kości?
-Zobaczymy kto komu je połamie-zaśmiałam się-Okej nie przeszkadzam już. Kocham cie też.
-Całuje Mała i do zobaczenia.
-Do zobaczenia Lou.-rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się z powrotem w stronę szkoły. Dwa metry przede mną stał Zayn Malik we własnej osobie. Cholera kolejne kłopoty jakby mi było ich mało. Ja to mam przerąbane życie.

_________________________________________________________________________
Hej hej hej ,ale mam dobry humorek bo pogoda piękna ,a przynajmniej u mnie.
Nawet bardzo nie płaczę w poduszkę ,że jutro poniedziałek. Carpe Diem ,kurcze xD
Ej wiecie co... wymyśliłam nowe fanfiction ,to znaczy Pff
mam planach i napisałam już prolog ,bo mnie jakoś naszło ,ale nie wiem czy w ogóle
coś wypali ,bo nie wiem czy chciałybyście czytać kolejne opowiadanie.
No ale ja to tak tylko mówię ,nie żeby to było pewne w stu procentach ,ale pomysł mi się
spodobał. To było tak ,że otworzyłam z rana oczka i minutę później wskoczył mi
do głowy pomysł i nawet parę scen sobie już wymyśliłam ,ale co będzie to nie wiem.
Na pewno prowadzę tego fanfica i chcę powiedzieć ,żebyście były cierpliwe ,bo
zanim między Des, a Zaynem zacznie się dziać tak wiecie GORĄCO kawałek minie.

No dobra chyba za dużo się rozpisałam. Pa pa Motylki <3
Takie wiosenne pożegnanie Hehehe...
Do następnego <3

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 6

-Dobrze ,usiądźcie.-zabrzmiał głos Pani Morgan.-Dzisiejszy temat związany jest ściśle z tematem karnej pracy naszych dwóch dziewczyn ,które otrzymały ją dodatkowo-popatrzyła na nas srogo-Więc może któraś z dziewczyn zgodzi się na poprowadzenie lekcji-Kiedy te słowa wypadły z jej ust zobaczyłam po Victorii ,że zbladła trzykrotnie.
-O kurwa ,ja nic nie umiem z tego-bąknęła kuląc się i chowając za Zoe.
-Spokojnie ,ja pisałam dwie prace ,więc coś pamiętam-poklepałam ją po ramieniu i wstałam.
-Ja chcę-oznajmiłam i wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Każdy wiedział ,że prowadzenie lekcji u pani Morgan nie należy do łatwych i przyjemnych rzeczy. To bardziej jak kiepski horror. Przełknęłam ślinę ,mimo ,że nienawidzę tej nauczycielki to się jej obawiam.
-Dobrze Des ,zatem zapraszam na środek.-Jak ja nie cierpię tych słów nauczycieli "Zapraszam na środek"...
Odsunęłam krzesło i ruszyłam w stronę kredowej tablicy.
-Mogę opierać się trochę na podręczniku?-spytałam cicho z nadzieją ,że się zgodzi.
-Okej ,ale masz z niego nie czytać.-pogroziła palcem i odsuwając się usiadła na krześle.
Wzięłam gruby stary podręcznik do historii i skanując przez sekundę kartkę zaczęłam opowiadać
na temat panowania Stewartów. Nie sądziłam ,że zapamiętałam aż tak dużo rzeczy pisząc to karne zadanie.
Większość klasy słuchała mnie z zaciekawieniem ,a przynajmniej taki mi się wydawało. Cóż mówiłam bardziej "młodzieżowym" językiem niż nauczyciele ,więc pewnie lepiej do nich to docierało. Skończyłam po piętnastu minutach.
-Brawa dla koleżanki-powiedziała Morgan ,a ja się popatrzyłam na nią krzywiąc twarz. To z jej ust jak pochwała ,prawda? Małe brawa ucichły.
-Możesz wracać do ławki Des ,ja pociągnę dalszy temat ,dostajesz ekstra ocenę za odwagę-dzisiaj jak nigdy miała dobry humor. Pomyślałam ,że może z mężem jej się dobrze układało ,albo mieli dobre relacje w sypialni. Na humor nauczyciela wpływa wiele czynników, ale to jest jeden z tych główniejszych i może to brzmi trochę dziwacznie i prostacko, ale taka jest stu procentowa prawda.
Zadowolona usiadłam na swoim miejscu.
-Mała, byłabyś dobrą nauczycielką ,patrz-Victoria wskazała na zeszyt-nawet ja zrobiłam notatkę-powiedziała dumnie. Spojrzałam na kartki i ona rzeczywiście pisała notatkę. Posłałam jej uśmiech i zwróciłam twarz w kierunku nauczycielki. Jakimś cudem dzisiejsza lekcja była naprawdę interesująca i jak nigdy wszyscy słuchali. Na początku mnie ,a później Morgan. Oj było gorąco w tej sypialni ,tak czuję.
Mijały kolejne lekcje ,a ja marzyłam ,żeby wreszcie wybiła godzina 14;40, abym mogła iść na trening chłopaków ze szkoły. W połowie maja zaczynają się rozgrywki międzyszkolne, cieszę się ,bo zawsze mniej lekcji wtedy jest. Zostało jakieś dwanaście dni.
Kiedy było już po czternastej uderzyłam lekko przyjaciółkę w bok.
-Hmm?-spytała śpiąca Vicky.
-Idziesz ze mną oglądać trening chłopaków?-zapytałam.
-Kurcze...nie dam rady dzisiaj, obiecałam mamie ,że będę zaraz po szkole i mamy jechać po coś.
-Rozumiem.-odpowiedziałam i dzwonek oznajmił zakończone dla mnie zajęcia. Spakowałam rzeczy i wszyscy ruszyli prosto do szafek. Stanęłam przy swojej i wrzucałam zeszyty wraz z książkami ,a wyciągałam te potrzebne. Nareszcie jutro piątek i na całe szczęście jutro nie kończę późno. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam na początku do bufetu po czekoladowego batona i wodę, a potem znalazłam się na boisku szkolnym za szkołą. Usiadłam na trybunie w pierwszym rzędzie i czekałam aż wyjdą chłopcy. Nie minęło nawet pięć minut. a usłyszałam głosy. Przede mną pojawił się Max wraz z Alexem, najlepszym
przyjacielem.
-Cieszę się ,że przyszłaś-pocałował mnie Max i wskazał na kolana ,żebym na nich usiadła. Zrobiłam to bez wahania. Objął mnie w pasie, a Alex zajął miejsce obok nas. Max jeździł nosem po mojej szyi i składał delikatne pocałunki ,a ja chichotałam. Pozostali chłopcy rozgrzewali się do treningu ,a w raz z nimi dostrzegłam Malika. Przypatrywał się nam ,tak mi się zdawało. Pewnie dalej jest wkurzony o dzisiejszą lekcje.
-Des a ty idzie..-zaczął Alex ,ale przerwał mu Max uderzeniem w ramie. Zmarszczyłam brwi.
-Co chciałeś powiedzieć?-zapytałam.
-Um..czy idziesz w poniedziałek na wagary?
-Jest czwartek i już pytasz się o poniedziałek?
-No ,bo mamy w planach gdzieś wyskoczyć ,to co?-wyczułam w jego głosie zakłopotanie.
-W poniedziałek to ja mam trening ,niestety muszę odmówić-odparłam i pocałowałam Max'a w czoło.
-Zostawię was ,ale Max streszczaj się ,masz tylko pięć minut-zachichotał i odszedł ,wydawało mi się ,że odetchnął z ulgą.
-Co on taki zakłopotany?-zwróciłam się do chłopaka.
-Nie wiem-powiedział i się uśmiechnął. Założył za moje ucho kosmyk włosów.
-MAAX!-zawołał Alex-Musicie już kończyć te przytulanki ,chodź gramy!-wołał dalej. Przewróciłam oczami i zeszłam z kolan chłopaka. Miało być pięć minut ,a minęła minuta.
-Podziwiaj nas mała-puścił mi oczko i odbiegł ode mnie w stronę kolegów i Pana-Wkurwiającego-Mnie-Malika. Oparłam się o plastikowe krzesło i oglądałam trening piłki nożnej. Z początku standardowo ostra rozgrzewka ,dopiero później gra. Kibicowałam drużynie, w której był Max i biłam brawo gdy wpadł gol. Z tego co zauważyłam chłopakom podobał się trening prowadzony przez Malika, bo bądź co bądź widać było ,że znał się na rzeczy. Ale w końcu to nauczyciel od lekcji wf. Minęło półtorej godziny i było po treningu. Czekałam aż wezmą prysznic. Tak sobie rozmyślałam ,że ten nowy nauczyciel to ma niezłą sylwetkę, jest dobrze zbudowany ,ale zobaczyłam na jego ciele kilka tatuaży. Czy dyrektor tak od razu zgodził się ,aby jego pracownik miał tatuaże zwłaszcza ,że pracuje z młodzieżą? Nie żeby mi to coś przeszkadzało ,bo sama zrobię sobie tatuaż ,ale co na to inni? To chyba pierwszy nauczyciel w tej szkole, który tak różni się od reszty. Jest oryginalny to fakt ,ale równie denerwujący...
-Mała idziesz?-dobiegł do mnie głos Max'a i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Ocknęłam się z zamyśleń i przygryzłam dolną wargę kiwając głową. Złapani za ręce opuściliśmy teren szkoły. Max odprowadził mnie do domu. Jak zwykle rozmawialiśmy o zwyczajnych sprawach śmiejąc się co jakiś czas. Nie wiem czy kocham go, czy to wielka miłość ,ale na pewni go bardzo lubię i cieszę się ,że to mój chłopak.
Przed moim domem Max przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, wpuściłam jego język bez przeszkód i zarzuciłam ręce na szyje.
-Do jutra Słodka-pocałował mnie ostatni raz i ruszył w stronę swojego domu ,a ja pomachałam mu na pożegnanie i zamknęła furtkę za sobą.
-Cześć Luna ,nudzisz się co psiaku?-przywitałam mojego dalmatyńczyka. Wesoła zamerdała ogonem i dwie przednie łapy oparł na moich kolanach. Biedna ,prawie cały dzień siedzi sama ,dobrze ,że mamy ogrodzone wokół domu ,może sobie chociaż pobiegać ,a gdy jej się znudzi wchodzi do domu ,przez specjalne przejście w drzwiach z tyłu domu i kładzie się spać w swoim koszyku pod schodami. Przebrałam się w szare zwężane spodnie dresowe i zwykły duży biały t-shirt ,włosy zaplotłam  w warkocz i biorąc smycz z wieszaka zabrałam Lunę na spacer, tak jak to zwykle mam w zwyczaju. Kiedy znalazłam się w parku postanowiłam ,że pobiegamy jakieś trzydzieści minut ,biała to lubi.
-Luna biegniemy ,biegniemy-powiedziałam lekko szarpiąc za smycz ,biała od razu zaczęła szybciej przebierać nogami ,a ja w raz z nią. Jak na Londyn pogoda jeszcze się nie schrzaniła, przez co byłam bardzo zadowolona. Po małym joggingu z białą postanowiłam przejść do marszu. Luna ziajała wystawiając język i szła obserwując cały park. To grzeczny pies ,nie potrzebuje kagańca ,zwykle dzieci do niej podchodzą
i mówią "Pongo" tak jak miał na imię pies z "101 Dalmatyńczyków", problem w tym ,że to suczka.
Koło osiemnastej wróciłyśmy do domu ,w kuchni paliło się światło. Spuściłam białą ze smyczy i weszłam do domu ściągając adidasy.
-Mamo to ty? Czy jakiś włamywacz?-zawołałam rozbawiona.
-Ja!-odkrzyknęła mama z kuchni. Poszłam za jej głosem.
-Jak w szkole?-spytała.
-Okej ,znowu dostałam ekstra ocenę z historii bo prowadziłam kawałek lekcji-powiedziałam dumnie ,a mama się uśmiechnęła. Tak rzadko widzę jej uśmiech.
-Jestem z ciebie dumna. Moja dziewczynka-pogłaskała mnie po głowie i zachichotałyśmy.
-Um Des..-zaczęła mama.
-Tak?
-Masz jakieś plany na jutro ,czy mogłabyś przyjść do domu od razu po szkole?
-Um..nie ,nie mam planów ,a co?
-Dostałam super przepis na pyszne babeczki ,może zrobiłybyśmy je razem ,co?-widziałam w jej oczach obawę ,niepewność ,ale dlaczego? Obawia się ,że  jej odmówię? Ja marzę o tym ,że móc spędzać z nią wiele wolnych chwil ,ale ona nie ma czasu.
-Pewnie ,że tak-powiedziałam radośnie i przytuliłam ją, miała ciekawe perfumy.
-Ładnie pachniesz mamo-uszczypnęłam ją.
-Nie lepiej niż ty-odpowiedziała-Co chcesz zjeść?
-Wszystko mi jedno ,co jest to zjem.-posłała mi uśmiech i zaczęła coś robić do jedzenia.
*
-Twierdzenie Talesa to jedno z najważniejszych twierdzeń geometrii...-zaczęła opowiadać pani Davis. Wcale mnie to nie interesowało więc zaczęłam rysować na okładce zeszytu jakieś bazgroły, chyba wszyscy uczniowie tak robią. Moja przyjaciółka dzisiaj nie pojawiła się w szkole. Napisała mi tylko sms, że zrobiła sobie wolne, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu ,że dzisiaj cały dzień będzie nudny.
Nie wiem ile minęło ale moja okładka była już cała czarna od atramentu długopisu.
-Na następnej lekcji kartkówka ,spakujcie się-o nie ,znowu kartkówka ,a ja tym razem kompletnie nie wiem  o co chodzi w tym temacie. I co mi to mówi ,że "a" przez "a plus b" równa się tyle co "c" przez "c plus d"? Nic z tego nie wiem ,ale jakoś będę musiała to ogarnąć ,bo wiem ,że na Victorie nie mam co liczyć. Ona tylko lubi biologie w tym botanikę i chemię ,te przedmioty też lubię ,ale nie narzekam na angielski. Mówiłam już ,że kręci mnie zawód lekarza? Najlepiej chirurga? Nie? No to już wiecie. Lubię chemię i biologię ,bo chciałabym zostać właśnie lekarzem ,po skończeniu liceum wybieram się na odpowiednie studia. Oby mi się tylko udało robić karierę jako lekarz,bo nic innego mnie nie interesuje ,no może sport ,ale to hobby. Cała moja klasa to kierunek farmaceutyka i te wszystkie przedmioty potrzebne na studia lekarskie. Kiedy było kilka minut po dzwonku i wreszcie przyszedł profesor Colder, wpuścił nas do pracowni, ubraliśmy białe fartuchy i stanęliśmy przy swoich stanowiskach. Jak dobrze ,że prze kilka lekcji z rzędu będą doświadczenia i więcej praktyki niż teorii. Mijały kolejne lekcje, długa przerwa na lunch ,a ja nie mogłam doczekać się godziny 15;40 aby wyjść wreszcie z tej szkoły i odpocząć w weekend, porządnie się wyspać. Kiedy ostatnia lekcja, angielski, minęła udałam się do szafki ,aby zostawić książki i ewentualnie coś zabrać. Zamknęłam szafkę na kluczyk, odwróciłam się i poczułam uderzenie ,a potem coś mokrego na spodniach. Jakiś pierwszoklasista szedł z czymś zielonym i wylał to na mnie i na kawałek korytarza. Spalił buraka, wydukał "sory" i zwiał gdzie pieprz rośnie.
-Ja pierdole cała się kleje ,zajebiście-mruczałam pod nosem. Wyjęłam chusteczkę aby wytrzeć spodnie i buty.
-Tomlinson!-głos naszej Woźnej-Harpii-Jędzy-Czarownicy-Trey.
-Co?-mruknęłam ścierając chusteczką maź ze spodni.
-Zostajesz po przerwie i sprzątasz cały korytarz!-Ja wiem ,że się nie lubimy ,ale to chyba kurwa jakieś jaja! Ja nie będę tego sprzątać, to nie moja wina do cholery!
-Chyba pani żartuje ,to jakiś chłopak na mnie to wylał i uciekł, ani mi się śni ruszyć palcem.-prychnęłam.
-Mnie to nie obchodzi. W tej chwili to ty roznosisz brud na pół korytarza, a był myty godzinę temu ,zostajesz i myjesz.-warczała jędza.
-Trzeba było nie myć godzinę temu ,tylko jak skończą się wszystkie zajęcia-warknęłam i butem rozmazałam
ciecz robiąc większą plamę, tak na złość ,że się na mnie wydziera.
-Myjesz ten korytarz ,zaraz dam ci wiadro, za dużo pyskujesz gówniaro!
-Sama sobie to idiotko myj za to ci płacą!-Zanim pomyślałam już było za późno.
-Des jak ty się odzywasz!-wszędzie rozpoznam głos profesor Morgan, jędzy numer dwa.

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 5

Zatrzymałam się i odwróciłam.
-Idę się przebrać.-odpowiedziałam.
-Nie skończyliśmy zajęć-powiedział twardo Malik.
-Wy może nie ,ale ja tak-odparłam. Dziewczyny patrzyły na mnie, jednych wzrok był rozbawiony, inne znowu miały nutkę niepewności.
-Wracasz tutaj i gracie-warknął, prychnęłam i zaśmiałam się chamsko. Pomachałam ręką do dziewczyn i zniknęłam za drzwiami szatni. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam oddychać na uspokojenie. Minęły dwie minuty, ciągle słyszałam jak wołają mnie dziewczyny ale zlałam to ,przebrałam się szybko w swoje czarne rurki z dziurami na kolanach ,białe Converse, i szaro-niebieską bluzkę w paski.
Strój wpakowałam do szafki i wyszłam na sale. Nie grali. Zerknęłam na twarz Malika, był wkurwiony o tak , to jest jedna z emocji jaką rozpoznaje u ludzi na kilometr ,bo często sama jestem powodem ich wkurwienia ,ale jakoś mi z tym się żyje, cóż nawet dobrze mi się z tym żyje. Odnoszę nawet pewnego rodzaju satysfakcje, chociaż zdaję sobie sprawę ,że pewnego dnia ktoś mi wpieprzy, bo aż tak go wkurwię.
-Masz iść się przebrać, wracasz tutaj i gramy, masz trzy minuty!-zaczął iść w moją stronę. Nie wiedziałam ,że barwa jego głosu ,złego ,wkurwionego głosu może spowodować kolumnę ciarek przechodzących przez mój kręgosłup ,ale nie dałam tego po sobie poznać. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na ławce na końcu sali. Wszystkie moje koleżanki wodziły za nim wzorkiem i za tym co czeka mnie. Myślały ,że będę ukarana..
ja też byłam tego świadoma, ale nie potrafiłam grać z tą idiotką i jej zachowaniem ,nie zniosłabym tego ani minuty dużej.
-Nie słyszysz co się do ciebie mówi?-był zły oj był zły, ale ja również nie byłam jak baranek.
-Nie będę dzisiaj uczestniczyć w zajęciach.-odpowiedziałam mu opierając się o ścianę.
-Niby czemu? Nigdy nie zgłaszałaś nieprzygotowania z tego co widziałem.
-To prawda ,kiedyś musi być ten pierwszy raz-odparłam i wygrzebałam z plecaka słuchawki.
-Wróć grać.-powtórzył po raz kolejny.
-Nie będę grać i koniec-odparłam i włożyłam słuchawki do uszu ,widziałam jak podchodzi Vicky.
-Będziesz grać.
-Nie będę, na pewno nie z nią-kiwnęłam głową w kierunku Samanty, która gapiła się na Malika, obrócił się na chwilkę i zwrócił znów do mnie.
-W czym ci przeszkadza?
-To co tutaj się dzieje to nie jest gra ,bo księżniczka udaje, że nie umie serwować ani odbijać i ciągle akcje są przerywane, mam gdzieś taką grę ,zagram jak się ona może w końcu przestanie udawać-wycedziłam.
-Na razie to ty zachowujesz się jak księżniczka.-zatrzymałam oddech i rozszerzyłam oczy. To wszystko co o nim myślałam rozsypało się już całkowicie. Mam nowego wroga i znowu to nauczyciel ,ekstra.
-Jeśli pan lubi bójki na boisku to zagram-wysyczałam. Zaśmiał się.
-Di zagraj, bez ciebie będzie beznadziejnie-podeszła moja przyjaciółka.
-Musisz być wyrozumiała dla koleżanki skoro jej nie wychodzi ,nie każdy umie wszystko-odezwał się Malik ,a ja zaśmiałam się nerwowo.
-Dobra nie ważne ,ja nie gram Vicky i wiesz ,że nie lubię jak ktoś mnie o coś prosi mimo ,że ja stanowczo odmawiam-zwróciłam się do przyjaciółki.
-Masz nowy telefon?-zapytała zmieniając temat. To jedna z jej cech ,zawsze zmienia tematy w najmniej spodziewanym momencie.
-Pogadamy po lekcji-odpowiedziałam.
-Ostatni raz mówię ,idź się przebierz i gracie! T E R A Z.-wtrącił Malik.
-Powiedziałam już coś i nie zamierzam zmieniać zdania, dziękuje ,miłych zajęć-odparłam i włączyłam muzykę.  Widziałam ,że poruszał ustami ,ale nie wiedziałam co mówił. Jednak wiedziałam co myśli: "Pieprzona gówniara" W końcu odeszli. Coś czuje,że mogę mieć małe kłopoty, ale walić to.
Jeszcze kilkanaście minut temu myślałam  ,że polubię tego wychowawce ,ale chyba jednak zbyt pochopnie z tym wyskoczyłam. Jest ślepy ,jeśli nie widzi ,że Samanta robi to specjalnie, żeby do niej mówił i żeby ona była blisko ,ale to facet wystarczy ,że ona ma duże cycki i już nie myśli mózgiem. Kiedy była pierwsza przerwa dosiadła się do mnie Vicky.
-Znowu mu pyskujesz-poklepała mnie po kolanie.
-Oj Victoria, ty mnie dobrze znasz i doskonale wiesz ,że lepiej jeśli zeszłam z boiska i nie grałam ,bo moje nerwy były już na wyczerpaniu.
-O tak wiem o co ci chodzi, robiła z siebie kretynkę ,też mnie wkurzała ,ale nie aż tak jak ciebie.-uśmiechnęłam się.
-Wiesz co jest najgorsze?
-Co?
-Że one będą teraz ćwiczyć...
-Faktycznie...-przytaknęła mi przyjaciółka. Pierwsza przerwa była krótka ,więc szybko zadzwonił dzwonek.
-Dobra idę ćwiczyć, pierwszy raz to ty nie ćwiczysz ,a nie ja, buntowniczko-zaśmiała się i odeszła.
Wsłuchałam się w piosenki króla Popu, Michaela Jacksona. Jeden z moich ulubionych muzyków.
Druga lekcja na szczęście szybko dobiegła końca. Słuchając muzyki ciągle obserwowałam Samantę.
Dalej robiła wszystko ,żeby Malik na nią zwrócił choć odrobinę uwagi. Widziałam po minach dziewczyn ,że już się lekko denerwowały bo przez nią gra ,nie była taka jak zwykle. Gdy tylko dźwięk dzwonka rozniósł się po sali wstałam chowając słuchawki z telefonem do plecaka i ruszyłam do wyjścia.
-Des ,zaczekaj.-zatrzymał mnie Malik. Ekstra ,wiedziałam ,że będę miała kłopoty. Spojrzałam w stronę szatni ,a Samanta zabijała mnie wzorkiem.
-Tak?-spytałam posyłając udawany uśmiech.
-Nie chciałbym ,żeby coś takiego się jeszcze kiedyś powtórzyło-warknął.
-Ja też wielu rzeczy bym nie chciała ,ale wiem ,że nie można mieć wszystkiego-odpyskowałam ,a on zmrużył oczy. Zastanawiałam się tylko po co ja go denerwuje?  Ah tak..nazwał mnie księżniczką. No dobra księciu, zaczynamy zabawę.
-Mówię poważnie Des.-jego ton głosu był już taki srogi ,że aż  nie tylko wzdłuż krzyża przeszły mnie ciarki,
ale po całym ciele ,znowu nie mogłam tego pokazać.
-Będę grzeczna-powiedziała uszczypliwie i odeszłam szybko zanim zdążył jakoś zareagować. Słyszałam że zawołał mnie dwa razy ,ale ja, gdy tylko minęłam róg ściany przyśpieszyłam tempo i szybko pokonując schody znalazłam się na korytarzu, gdzie był tłum innych uczniów. Odetchnęłam. Udałam się w stronę szafek, aby wyjąć potrzebne książki. Kiedy wszystko przepakowałam czekałam na pojawienie się przyjaciółki.
Oparłam się plecami o metalowe drzwiczki i patrzyłam w szary sufit, który pierwotnie był biały.
-Brawo Tomlinson ,drugi dzień ,a nowy wychowawca już zdążył cię znienawidzić.-usłyszałam dobrze znany głos, żmijski głos.
-Samanto, mam w dupie to czy on mnie lubi czy nie.-powiedziałam prostując się.
-I bardzo dobrze.-warknęła. Wtem do głowy przyszła mi pewna myśl.
-Oh nie łudź się ,że uda ci się go wyrwać ,na pewno nie lubi fajtłapowatych lasek ,które nie umieją grać.
W końcu to człowiek który lubi sport.-powiedziałam i czekałam na jej reakcje . Zamyśliła się i chyba łyknęła haczyk.
-Coś sugerujesz?-podniosła brwi.
-Moim zdaniem jeśli chcesz go jakoś zdobyć powinnaś pokazać swoje umiejętności ,a nie to że jesteś tępą idiotką, która nie potrafi odbić piłki ,to dobrze nie działa. Powinnaś pokazać ,że grasz lepiej od nas ,że masz bardziej wyćwiczone ciało, wtedy jest twój, na pewno-mówiłam z przekonaniem. Wiedziałam ,że ta idiotka nie widzi w tym drugiego dna.
-Oh czasem się przydajesz Des-uśmiechnęła się i razem z Olivią odeszły. Dziwię się Olivii ,że jest tak ślepo zapatrzona w Samantę, nie ma własnego zdania ,co robi Ona ,robi i Olivia, to chyba upokarzające ,w życiu nie pozwoliłabym na taki układ.
-Czego chciała ta idiotka?-dobiegł głos mojej Vicky.
-Nic mądrego nie powiedziała.-odparłam ,a ona się zaśmiała.
-Cóż za nowość-parsknęła i zaczęła wyciągać książki. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam Max'a.
Bez słowa opuściłam przyjaciółkę i podeszłam do chłopaka zakrywając mu od tyłu oczy.
-Heej-powiedział, ale jakoś dziwnie. Odwrócił się w moją stronę i dał mi szybkiego buziaka.
-Mało się teraz spotykamy ,poza szkołą-wydęłam wargi.
-Wiem, mała przepraszam ,ale wiesz ,że mamy zawody w piłce nożnej i nie mam czasu ,a w dodatku prowadzi nas ten nowy nauczyciel coś na "EM".
-Malik-burknęłam
-Właśnie ,słyszałem ,że to wasz wychowawca-pokiwałam głową.-Może wpadniesz obejrzeć dzisiaj nasz trening?
-Jasne-uśmiechnęłam się-To kiedy będziesz miał czas na spotkanie? W sobotę?
-Um..-zawahał się-w sobotę jadę do babci um..ma uro-urodziny.
-Okej-westchnęłam-Niedziela?
-Niedziela cała nasza-uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.
-Musze uciekać mam sprawdzian ,zadzwonię Pa-rzucił i znikł w tłumie. Wzruszyłam ramionami i skierowałam się w stronę sali 107. Historia ,aż się boje tej lekcji.